Feeds:
Posty
Komentarze

Chwila oddechu.

Z powodów osobistych zmuszony jestem zamiesić na chwilę działalność bloga. Przerwa powinna być tylko tymczasowa, wszystkie cykle i recenzje powinny już niedługo (mam nadzieję, że jeszcze w tym roku) powrócić…

Komiks Superbohaterski w Polsce
część pierwsza:
Narodziny bohaterów

Witajcie w pierwszej części małego przewodnika po komiksie Superbohaterskim, szczególnie w odniesieniu do naszego rodzimego rynku. Zakładam, że każdy z nas wie co to znaczy „komiks”? I nie chodzi tu o jakąś wydumaną definicję. Bezsprzecznie jest to medium mające swoje charakterystyczne cechy oraz dość pojemne, i w swoim zakresie posiadające trzy główne nurty (to dość duże uproszczenie, ale akurat w tym przypadku, mające swoje uzasadnienie): manga, czyli komiksy z rodowodem z kraju Kwitnącej Wiśni, komiks europejski oraz komiks amerykański. Tak w skrócie: manga często jest kreowana jako zboczone historyjki, komiks europejski uważa się za najbardziej artystyczny, natomiast w Ameryce mamy sieczkę dla półmózgów. Oczywiście to jedna wielka bzdura, tak samo jak podejście co poniektórych osobników, którzy uważają dany gatunek komiksu za jedyny słuszny. A reszta to syf, dziadostwo i pożoga. No cóż, takie osoby powinny się walnąć mocno w łeb łopatą, przynajmniej na tyle, żeby ich organy mowy przestały funkcjonować, i by nie trzeba było słuchać takich dyrdymałów. Prosta analogia: popatrzcie choćby na kino. Czy uwielbiając film sensacyjny, ktokolwiek zabrania czy potępia nas, że sięgniemy też po komedię? Romans i przeintelektualizowane obyczajówki także stoją otworem. Czy oglądając dokumenty nie mogę doskonale bawić się na animacjach? Oglądać możemy co chcemy i raczej nikt o nasz wybór nie będzie się pienił. Dziwne więc, że w świecie komiksowym nadal pojawiają się przebłyski niezrozumiałej nietolerancji. A przecież nikt nikomu nie zabrania trzymania w biblioteczce zarówno mangi jak i komiksów europejskich czy amerykańskich. Najlepiej po prostu czytać to, co nam się podoba, a przynależności gatunkowe zepchnąć na dalszy plan.

I tu ważna uwaga: w każdym gatunku, obojętnie czy filmowym czy komiksowym czy jakimkolwiek, zdarzają się dzieła wybitne, pozycje bardzo dobre, z którymi obcowanie będzie prawdziwą przyjemnością, będą też mocne przeciętniaki jak i pozycje od których należy po prostu trzymać się z daleka. Tak jest w mandze, tak jest w komiksie europejski, jest i w komiksie amerykańskim.

Oczywiście, każdy z tych kawałków należało by dodatkowo podzielić. I to na różnorakie sposoby. Ot choćby komiks amerykański, który najbardziej nas w tym momencie interesuje. Owszem, bardzo mocno zakorzeniony w nim jest komiks Superbohaterski, ale ten rynek słynie również z choćby bardzo popularnego komiksu prasowego, dziecięcego czy też wyrazistego Undergroundu. Tak samo jest w drugą stronę. Superbohaterowie to nie tylko domena tego rynku, ale takowe postacie znajdziemy zarówno w mandze, jak i choćby w komiksie europejskim, a paru znamienitych przedstawicieli mamy nawet z polskim rodowodem.

Reasumując, obecnie skupiamy się na komiksie amerykańskim, a dokładnie na tym jego wycinku, którego przewodnią tematyką są Superbohaterowie. Temat ten jest obecnie dość dobrze zakorzeniony w popkulturze, głównie dzięki mocnej ekspansji filmów o tej tematyce. Tak zwani trykociarze szturmem zdobyli sale kinowe i od paru lat nieprzerwanie święcą triumfy w BoxOfficach, choć oczywiście zdarzają się także wpadki, czy wręcz artystyczny i/lub finansowe klapy. Co nie zmienia faktu, że obecnie mamy „bum” tej tematyki na rynku. Także u nas, o czym świadczy wprost zalew komiksów Supebohaterskich w polskich księgarniach czy salonikach prasowych.

 

Kim jest Superbohater?

SuperHero DC Superman

Człowiek, mutant, homo-superior, kosmita, zazwyczaj dysponujący nieprzeciętnymi umiejętnościami, które nierzadko zdobył w skutek nieprzewidzianego wydarzenia czy wypadku. Często działa dla dobra ludzkości ukrywając wśród bliskich swoje alter-ego. Peter Parker został ukąszony przez napromieniowanego pająka, dzięki czemu zdobył supersiłę, wyostrzenie zmysłów, zwinność, zdolność przyczepiania się do każdej powierzchni. Jako niebywale inteligentny nastolatek sam zbudował sobie urządzenie przyczepiane do nadgarstków i wystrzeliwujące szybko zasychającą substancję przypominającą w konsystencji sieć. Działa jako zamaskowany Spider-man, czyli Człowiek Pająk. Superman to kosmita u którego na ziemi wystąpiły niezwykłe umiejętności, jak możliwość latania, ogromna siła czy rentgenowski wzrok. Batman to znowu zwykły człowiek, który zawdzięcza swoją niezwykłą siłę i zwinność ciężkim i wytrwałym treningom, a swoje umiejętności wspomaga wieloma gadżetami.

 

Kiedy i jak to się zaczęło?

Dwa największe wydawnictwa komiksowe w stanach to Marvel i DC, należy do nich około 70% rynku! I mimo, że te procentowe wartości skaczą, także w zależności od czynników, które bierzemy pod uwagę, to bezsprzecznie są to wydawnicze potęgi, które miesiąc w miesiąc dostarczają wygłodniałym czytelnikom po parędziesiąt komiksowych zeszytów!

Logo DC

Wydawnictwo DC Comics zostało założone już w 1934 roku jako National Allied Publications, za oficjalną datę powstania natomiast uznaje się rok 1937. Obecnie wchodzi w skład imperium medialnego Time Warner. Skrót DC pochodzi od Detective Comics, tak więc zapis DC Comics jest nieco bezsensowny, jednak powszechnie stosowany, gdyż sam skrót DC funkcjonuje już jako samoistna nazwa. Dużą rzeszę fanów zyskał sobie imprint, czyli linia wydawnicza, zwany Vertigo, w ramach którego ukazywały się bardziej ambitne tytuły skierowane raczej do dojrzalszego czytelnika.

W swojej ofercie komiksowej posiadają takie super postacie jak (w nawiasach rok debiutu na rynku):

  • Superman (1938)
  • Batman (1939)
  • Wonder Woman (1941)
  • Green Lantern (1940)
  • Green Arrow (1941)
  • Flash (1940)
  • Aquaman (1941)
  • Justice League of America (grupa) (1960)
  • Joker (1940)
  • Lex Luthor (1940)
  • Catwoman (1940)
  • The Riddler (1948)
  • Penguin (1941)
  • Lobo (1983)

cover Action Comics 1

cover Detective Comics 27

cover Batman 1

Warto od razu wymienić parę bardzo udanych i docenionych serii nie do końca wchodzących w nurt Superbohaterski. Większość z nich ukazała się na naszym rynku: 100 Bullets, Daytripper, Doom Patrol, DMZ , Fables, Human Target, Lucifer , The Sandman, Preacher , Swamp Thing, Transmetropolitan, Y: The Last Man, Watchmen.

cover Preacher

cover Sandman

Logo Marvel

Wydawnictwo Marvel, pod nazwą Timely Publications, założone zostało w 1939 roku, od 2009 roku wchodzi w skład medialnej potęgi The Walt Disney Company. Wydawnictwo w ostatnich latach zyskało bardzo na popularności dzięki przemyślanej i skutecznej polityce marketingowej, która objawiła się także wieloma filmowymi hitami w większości wchodzącymi w skład Marvel Cinematic Universe (w tej kwestii jest trochę zamieszania, głównie z podziałem praw autorskich wśród rożnych studiów filmowych do poszczególnych postaci, więcej na ten temat w notce: Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie, Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015). W swojej ofercie komiksowej posiadają takie super postacie jak:

  • Fantastic Four (1961)
  • Iron Man (1963)
  • Captain America (1941)
  • Hulk (1962)
  • Thor (1962)
  • Spider-Man (1962)
  • Wolverine (1974)
  • Ant-Man (1962)
  • Daredevil (1964)
  • Doctor Strange (1964)
  • Deadpool (1991)
  • Avengers (grupa) (1963)
  • Guardians of the Galaxy (grupa) (1969)
  • X-Men (grupa) (1963)
  • Inhumans (grupa, nacja) (1965)
  • Doctor Octopus (1963)
  • Magneto (1963)
  • Loki (1962)

cover Amazing Fantasy 15

cover Amazing Spider-Man 1 (1963)

Za Superbohatera można uznać także Stana Lee, czyli scenarzystę, producenta, prezesa zarządu, a przede wszystkim „twarz” Marvela, który maczał swoje palce w powstanie wielu bohaterów, a także doczekał się komiksów o samym sobie!

SuperHero Marvel Stan Lee

Inne serie od Marvela: Conan, G.I. Joe, Kick-Ass, Transformers, Star Trek, Star Wars, Tarzan.

O resztę udziałów w rynku walczy wiele pomniejszych wydawnictw, wśród których dwa są szczególnie dobrze znane polskiemu czytelnikowi: Image Comics i Dark Horse.

Logo Image

Image Comics zostało założone w 1992 przez siedmiu artystów mających dość pracowania dla wielkich wydawców i chcących tworzyć na własny rachunek, bez ograniczeń i na jasnych zasadach. W pierwszych latach działalności wydawnictwo zaprezentowało wiele serii z superbohaterami, jednak sporo z nich okazała się po prostu słaba, a głównym atutem wydawnictwa była wtedy jeszcze nieczęsto spotykana bardzo wysoka jakość wydania: dobry papier czy soczyste kolory „z komputera”. Obecnie wydawnictwo nadal posiada w swojej ofercie komiks superbohaterski, jednak stanowi on marginalną ofertę, a Image specjalizuje się w rożnych całkowicie oryginalnych seriach, bardzo wysoko ocenianych zarówno przez krytykę jak i fanów. Prawa autorskie do wszystkich dzieł wydanych w ramach wydawnictwa należą nie do niego, ale do twórców, co jest ewenementem na rynku amerykańskim. Image kontroluje około 8-9% rynku.

Komiks Superbohaterski: Spawn, Witchblade, Darkness, Invincible.
Ciekawe serie: Black Science, Chew, Elephantmen, Lazarus, The Manhattan Projects, Outcast, Saga, Sex, Thief of Thieves, Velvet, Fatale, The Walking Dead.

cover Spawn 200

cover Invincible

Logo Dark Horse

Dark Horse to niezależne wydawnictwo założone w 1986 roku przez właściciela sklepu z komiksami. W swoim portfolio posiada wiele licencjonowanych serii, a także sporo nieprzeciętnych i uznanych hitów. Przez wiele lat dysponowali prawami do marki Star Wars, która w końcu w 2014 roku wróciła do Marvela. Obecnie Dark Horse ma ok 3% udziału w rynku.

Wybrane serie: Hellboy, Usagi Yojimbo, Sin City, Star Wars (1991-2014), 300, Aliens, Predator, Terminator, RoboCop, American Splendor, Buffy the Vampire Slayer, Xena: Warrior Princess, Conan, Indiana Jones, The Mask.

cover Hellboy

cover Star Wars Dark Horse

Logo IDW

IDW Publishing (IDW to skrót od Idea + Design Works) wydawnictwo założone w 1999 roku, początkowo zasłynęło z komiksu grozy, obecnie swoją ofertę rozszerzyło głównie o wiele licencjonowanych marek. Pod względem udziałów w rynku prześcigają już Dark Horse i zabierają z rynku około 4%!.

Wybrane serie: 30 Days of Night, CSI, Teenage Mutant Ninja Turtles, Doctor Who, G.I. Joe, Godzilla, Ghostbusters, My Little Pony, Silent Hill, Star Trek, Transformers, Locke and Key.

cover Teenage Mutant Ninja Turtles

Wydawnictwa mające jeszcze mniejszy udział w rynku:

Boom Studios: Fall Of Cthulhu, Planet of the Apes, Do Androids Dream of Electric Sheep?
Dynamite Entertainment: Army of Darkness, Terminator, RoboCop, The Lone Ranger, The Green Hornet, The Shadow, Painkiller Jane, The Boys.
Top Shelf Productions: From Hell, Korgi, Blankets.
Avatar Press: Uber, Lady Death, No Hero, Scars, Crossed, Chronicles of Wormwood, The Goon, swoje autorskie serie publikowali tu: Alana Moore, Warren Ellis, Garth Ennisa.
Archie Comics: Archie, Sonic the Hedgehog, Sabrina the Teenage Witch.
Oni Press: Clerks , Queen & Country, The Sixth Gun, Whiteout.
Valiant Entertainment, Inc.: Turok, Eternal Warriors.

Patrząc na samych wydawców i ich oferty, większość prawdziwych SuperBohaterów należy do dwóch bezpośrednio ze sobą konkurujących potęg. Marvel i DC pod tym względem zdominowali bezsprzecznie rynek. I jeżeli zamierzacie czytać komiksy Superhero, to właśnie na tych światach powinniście się skusić.

SuperHero DC JLA1

DC w swojej ofercie ma postacie które można określić jako kultowe bądź ikoniczne. To m.in Superman, Batman, Wonder Woman. Jednocześnie obecnie DC niezbyt dobrze radzi sobie na rynku filmowym, a mimo produkcji wciąż nowych tytułów, nie zbierają one zbyt dobrych ocen, a często można słyszeć głosy zawodu zarówno krytyków jak i fanów. Co ciekawe, na rynku filmów animowanych DC ma dość mocną pozycję i może poszczycić się wieloma doskonałymi zarówno pełnometrażowymi animacjami jak i serialami. Niestety, zdarzają się także wpadki, a ostatnio pojawia się ich niepokojąco dużo.

SuperHero Marvel1

Superbohaterowie świata Marvela są częściej zwykłymi ludźmi, z normalnymi problemami dnia codziennego. Często ich drugie życie wiąże się z trudnymi decyzjami czy też ważnymi wydarzeniami z ich życia. Obecnie Marvel ma mocno ugruntowaną i niezwykle mocną pozycję na kinowych ekranach, choć sporo marek zostało sprzedanych różnym studiom (np.: Avengers należą do innego studia filmowego niż X-men), to ogólnie większość filmów opowiadających o bohaterach ze świata Marvela okazuje się dużymi kinowymi hitami, co bezpośrednio przekłada się na popularność samych postaci.

Pod względem komiksu Superhero, wśród pozostałych wydawców na rynku amerykańskim wymienić należy przede wszystkim Image Comics, Dark Horse, IDW Publishing, Dynamite Entertainment i Avatar Press. Image zasłynęło główne za sprawą, wydawanego także u nas, Spawna, a także doskonale przyjętej serii Invincible. Dark Horse w tym temacie to przede wszystkim doskonały Hellboy. IDW skutecznie przypomniało o serii Teenage Mutant Ninja Turtles. Dynamite Entertainment w swojej ofercie ma serię The Boys, czyli opowieść o tym, że trykociarzy wręcz należy pilnować. Avatar Press także zaprezentowało parę wariacji na temat Superbohaterów w tym serie No Hero, Absolution czy The Goon.

cover The Boys

cover Absolution Rubicon

 

Losy Superbohaterów na przestrzeni lat

Niektórych Superbohaterów można nazwać już dość wiekowymi, wszak Superman debiutował w 1938 roku, a Batman zaledwie rok później! Prawie 80 lat temu! Wiele najpopularniejszych postaci Marvela, w tym Spider-Man, debiutowała w latach 60. ubiegłego wieku! Jak więc to możliwe, że postacie te nadal ubierają się w obcisłe trykoty i nadal potrafią zachwycić niezwykłą zwinnością? Rozwiązanie jest wręcz banalnie proste: to świat komiksów, a on rządzi się swoimi prawami. I tak samo jak Struś Pędziwiatr zawsze ucieka, tam samo Superbohaterowie wiecznie są na swoim stanowisku. Zazwyczaj.

 

Multiświaty, Restarty i Śmierci

Dla potencjalnego nowego czytelnika wejście w ten świat okazuje się dość trudne, szczególnie, gdy weźmie do ręki pierwszą z brzegu serię, a tam na okładce widnieje niemały numer zeszytu, często wręcz składający się z aż trzech cyfr! Można się przerazić, i to mimo faktu, że pierwsze przygody tej samej postaci zazwyczaj niewiele mają wspólnego z aktualnymi. Lata płyną, czasy się zmieniają, widać to szczególnie w rozwoju technologicznym czy w stosunkach społecznych. A wydawcy nie mogą pozwolić sobie na przestarzałość, gdyż czytelnik wręcz wymaga, by w przygodach ich ulubionych postaci pojawiały się wątki i przedmioty, które kojarzy z innych mediów, głównie z telewizji i internetu. Więc wydawcy kombinują i regularnie co jakiś czas odświeżają wizerunki najbardziej popularnych bohaterów, często w sposób niezbyt inwazyjny, po prostu w komiksach czas płynie znacznie, znacznie wolniej, dzięki czemu postacie nie starzeją się w zauważalny sposób, i znajdują czas, by być ze wszystkim na bieżąco.

SuperHero Marvel Spider-Verse

Bardziej radykalne podejście to odświeżenie wizerunku przez choćby tworzenie nowych, alternatywnych światów. Najlepszym przykładem takiego podejścia jest świat Ultimate w Marvelu, czyli linia wydawnicza, w której na nowo opowiedziano losy Superbohaterów, często dostosowując ich wizerunki i przygody do naszych czasów. I tak np.: Peter Parker, czyli Spider-man w świecie Ultimate jest nadal uczęszczającym do szkoły nastolatkiem, borykającym się ze wszystkimi dla tego wieku charakterystycznymi problemami, a jago ciocia nie jest poczciwą starowinką jak w normalnej serii, ale przebojową i pewną siebie dojrzała kobietą. Oprócz całego pakietu nowych tytułów, w ofercie wydawcy pozostały także normalne serie, odświeżane w mniej radykalny sposób, i przeznaczane dla stałych czytelników, lub tych, którzy „wyrobią się” na Ultimate. I wszystko byłoby proste, gdyby nie to, że wydawcy zazwyczaj ponosi fantazja i rozmnażają alternatywne rzeczywistości bez umiaru, a co najlepsze, losy bohaterów z różnych światów mogą się nawet przeplatać! W Marvelu poszczególne światy noszą nazwy Ziemi z przyporządkowanym numerem, i tak ten normalny, najpopularniejszy świat to Ziemia-616, Ultimate to Ziemia-1610,i tak dalej, gdyż różnorakich światów jest naprawdę wiele! Można podać jako przykład niewydaną póki co u nas serię Spider-Verse, w której przeplatały się losy Pająków z wręcz parudziesięciu alternatywnych światów! I mieliśmy takie przypadki jak Manga Spider-man, Spider-małpa, Spider-świnka, Spider Gwen (Stacy), Spider-Cyborg, czy Spider-man z pasków komiksowych! Mieszanie straszne, ale o dziwo, da się w tym, mniej więcej, połapać.

Co nie zmienia faktu, że nagromadzenie najróżniejszych serii i bohaterów, a do tego dodanie alternatywnych wszechświatów, spowodowało na rynku komiksowym dość duży chaos.

cover Crisis on Infinite Earths

Pierwszym dość bezkompromisowym sposobem który zyskał sobie ogromną sławę była opublikowana w latach 1985-1986 historia Kryzys na Nieskończonych Ziemiach, w której to pojawia się Anty-Monitor który zaczyna niszczyć poszczególne światy uniwersum DC! Oczywiście nasi Superbohaterowie jednoczą siły, by ocalić swoje istnienia, jednak i tak przyjdzie całemu uniwersum zapłacić ogromną cenę.  Kryzys na Nieskończonych Ziemiach okazał się genialnym sposobem na wręcz hurtowe odświeżenie wizerunków większości postaci, i całkowite przedefiniowanie zasad całego uniwersum. To fabularny sposób na odcięcie się od przestarzałych formuł i narastającego przez lata chaosu i zaczęcie niejako na nowo, z czystą kartą.

cover Flashpoint

Podobne odświeżenia świata pojawiały się jeszcze parokrotnie. W uniwersum DC nie tak dawno, w 2011 roku opowieść Flashpoint także zmieniła rzeczywistość, acz nie do końca odcięła się od starych wydarzeń. Flashpoint zapoczątkował erę nazwaną New 52, a u nas niefortunnie określaną jako Nowe DC Comics. Niefortunnie, gdyż za sprawą kolejnego (wielkiego) wydarzenia: Rebirth era New 52 się kończy. Więc jak to nazwać u nas? Jeszcze nowsze DC Comics? A może Powrót do korzeni? Sam Rebirth okazał się zresztą wielkim strzałem w dziesiątkę dla wydawcy. Po wielu kontrowersjach wzbudzanych przez New 52, Rebirth łączy niejako stare uniwersum (sprzed Flashpointu) z wydarzeniami z New 52, a robi to w tak sprytny sposób, że odnajdą się tu zarówno starzy jak i nowi czytelnicy. Do tego historie stoją na naprawdę wysokim poziomie, a cały event (czyli wydarzenie, za chwilę będzie słowniczek) zbiera bardzo ciepłe oceny, co przekłada się na rewelacyjną sprzedaż. Czytelnicy zadowoleni, wydawca tym bardziej. Przynajmniej na chwilę obecną, w końcu sprzedaż się unormuje, i znowu będzie trzeba coś wykombinować.

cover DC Rebirth

Marvel zasłynął szczególnie restartem nazwanym jako Marvel Now, który tak naprawdę był raczej kosmetycznym odświeżeniem w 2012 roku poszczególnych serii, i mimo zrestartowania niektórych wątków czy numeracji, sporo wydarzeń z przeszłości nadal w uniwersum Marvela ma rację bytu. Całkiem mądre posunięcie, które zachęca nowych czytelników odświeżeniem tematu, jednocześnie nie zniechęca starych wyjadaczy faktem wyrzucenia sporego skrawka historii do śmietnika. Wszyscy w sumie są zadowoleni. Najbardziej wydawca, który liczy zyski. Macie wrażenie deja-vu? Jak tak, bardzo słusznie. Jak coś sprawdza się u Marvela, często pojawia się w DC i vice versa.

SuperHero Marvel2

Jak można jeszcze odświeżyć wizerunek postaci? W odniesieniu do poszczególnych osobników, można ich… zabić. Śmierci Superbohaterów zdarzały się od zawsze, jednak zazwyczaj były symboliczne i występowały np.: w snach lub alternatywnych światach… Pierwszą śmiercią, która odbiła się ogromnym echem nie tylko w świecie komiksowym, była opowieść rozpoczęta w 1992 roku, w której to ginął sam Superman! O tym wydarzeniu pisały nawet gazety i mówiono w telewizji! Superman zginął, ale świat komiksowy rządzi się swoimi prawami, a wydawcy nie mogą pozwolić sobie na stratę tak ikonicznej postaci. Tak wiec w końcu powrócił do życia, a nowe komiksy sprzedawały się wprost rewelacyjnie. Nie było to przekreślenie wszystkich starszych historii, ale skutecznie zachęciło nowych czytelników do sięgnięcia po odrodzonego bohatera, a i sama historia poprzez rozgłos sprzedała się rewelacyjnie. Dziś śmierci bohaterów nie robią już na nikim wrażenia. Stały się zbyt powszednie, a są postacie, które nawet ginęły niejeden i nie dwa razy. Cóż, komiksy…

cover Death of Superman

Wszystkie restarty, śmierci itp mają też ogromną zaletę. Pozwalają wydać pierwsze numery „nowych” serii. A nie jest czymś niezwykłym, że pierwsze numery zawsze sprzedają się przynajmniej bardzo dobrze. I znowu, wydawcy widząc okazję, nadużywają tego procederu, co tylko wprowadza dodatkowe zamieszanie na rynku.

A by dolać jeszcze oliwy do ognia, dodam, że istniej coś takiego jak Elsewordy, czyli historie zupełnie oderwane od kanonu i przedstawiające zazwyczaj zamknięte opowieści w których zupełnie zmieniają się założenia dotyczące czy danej postaci czy całych sytuacji. Np.: w opowieści Czerwony Syn, statek kosmiczny z Kryptona ląduje nie w Kansas a w Związku Radzieckim… Elsewordy to określenie tego typu opowieści z uniwersum DC, swoistym ich odpowiednikiem w Marvelu są historie „What If…?„, czyli odpowiadające na pytanie „co by było, gdyby…”.

SuperHero DC Kingdom Come

 

Zeszyty, trejdy, HC & SC, czyli co można umieścić w biblioteczce.

Bieżące przygody Superbohaterów poznajemy dzięki seriom zeszytów, każdy z takich zeszytów (issue) liczy zazwyczaj 32 strony (z czego komiks to tylko część, sporo też zajmują reklamy, czy materiały redakcyjne) wydanych w formacie 17×26 cm. Zeszyty z danej serii najczęściej posiadają miesięczny tryb wydawniczy, ale jest tu jeden dość ważny myk. Jeżeli dany bohater cieszy się sporą popularnością otrzymuje swoją serię wydawniczą. Gdy seria dobrze się sprzedaję, a rynek chce więcej, wydawca widząc dobry interes, wypuszcza kolejne serie. A najpopularniejsze postacie mogą dorobić się nawet paru regularnych serii! I teraz dochodzi do takich sytuacji, że pojawiają się historie, których poszczególne części rozbite są właśnie na parę niby niezależnych serii! Ot choćby Spider-man i znane także na naszym rynku Kraven’s Last Hunt.

cover Spider-man Kraven's Last Hunt regular

cover Spider-man Kraven's Last Hunt collection

Historia ta pierwotnie w formie zeszytowej ukazała się w zeszytach:  Web of Spider-Man #31-32, The Amazing Spider-Man #293-294 i The Spectacular Spider-Man #131-132! I co ma robić biedny klient? Jeżeli chce poznać całą historię, musi kupować wszystko, mimo, że to niby osobne serie. Zabieg prosty i kiedyś dość mocno nadużywany, teraz pod tym względem na szczęście znacznie się uspokoiło. Choć przy większych historiach, łączących losy paru postaci, z kolejnością może być namieszane, ot choćby przykład Spider-Verse, należy czytać to tak:

1. Guardians of the Galaxy: Free Comic Book Day #1
2. Superior Spider-Man #32
3. Edge of Spider-Verse #1
4. Amazing Spider-Man vol. 3 #7
5. Edge of Spider-Verse #2
6. Superior Spider-Man #33
7. Amazing Spider-Man vol. 3 #8
8. Edge of Spider-Verse #3
9. Edge of Spider-Verse #4
10. Edge of Spider-Verse #5
11. Spider-Verse Team-Up #1
12. Spider-Verse #1
13. Spider-Verse #2
14. Spider-Man 2099 vol. 2 #5
15. Amazing Spider-Man vol. 3 #9
16. Amazing Spider-Man vol. 3 #10
17. Spider-Woman vol. 5 #1
18. Amazing Spider-Man vol. 3 #11
19. Spider-Verse Team-Up #2
20. Scarlet Spiders #1
21. Spider-Man 2099 vol. 2 #6
22. Spider-Woman vol. 5 #2
23. Amazing Spider-Man vol. 3 #12
24. Spider-Woman vol. 5 #3
25. Spider-Man 2099 vol. 2 #7
26. Scarlet Spiders #2
27. Scarlet Spiders #3
28. Amazing Spider-Man vol. 3 #13
29. Spider-Verse Team-Up #3
30. Spider-Man 2099 vol. 2 #8
31. Amazing Spider-Man vol. 3 #14
32. Amazing Spider-Man vol. 3 #15
33. Spider-Woman vol. 5 #4

Lista za Marvel Comics

Na szczęście sytuacja taka dotyczy głównie rynku amerykańskiego, u nas obecnie praktycznie nie uświadczymy wydań zeszytowych, za to mamy sporo trejdów. Trejd inaczej określany jako TPB, TP, Trade Paper Back, a po naszemu tom, to po prostu wydanie zbiorcze, zbierające parę zeszytów. Wydanie takie ukazuje się zazwyczaj po zakończeniu danego rozdziału wydawanego w zeszytach, lub też danej miniserii. Wśród czytelników są zarówno miłośnicy zbierania zeszytów, jak i wydań zbiorczych, to już kwestia tylko i wyłącznie gustu i prywatnych preferencji. Na plus trejdów przemawia fakt, że w jednym, zazwyczaj ładnie wydanym, tomie mamy całość, lub większy wycinek historii, ich minus, to niestety potrzeba poczekania na nie dłużej, gdyż wydawane są później niż zeszyty. Oczywiście na rynku Amerykańskim, u nas zeszytów mamy jak na lekarstwo, za to obrodziło Trejdami. W zależności od formy wydania, mamy trejdy HC, czyli wydane w twardej oprawie (Hard Cover) i SC, czyli dostępne w miękkiej oprawie (Soft Cover). Tu uwaga, poprawnie w teorii określenie Trade Paper Back dotyczy wydania w miękkiej oprawie, natomiast wydanie w twardej oprawie określa się jako Hardcover. Jednak nie należy bezsprzecznie wierzyć tym określeniom! Często jest z nimi zamieszanie, szczególnie np.: w księgarniach internetowych. Zawsze szukajcie jasno określonej informacji, jaką oprawą dysponuje pozycja, którą jesteście zainteresowani.

W trejdach mogą być zebrane nie tylko kolejne zeszyty z regularnej serii, ale też miniserie itp. Główną serię określa się On-going, zazwyczaj jest wydawana „póki jest na nią zbyt”. Popularne serie otrzymują często wydania dodatkowe, i tak Tie-in to seria poboczna, podobnie jak Spin off, który zazwyczaj traktuje o postaciach / wydarzeniach będących na drugim planie w serii głównej. MiniseriesMaxiseries to  zamknięte opowieść rozłożona na paru, czasem większej liczbie zeszytów. Używa się także określenia Limited series, najczęściej dla serii autorskich / oryginalnych. Jest jeszcze One shot, czyli pojedynczy zeszyt / album, stanowiący zamkniętą całość. Annual to one-shot bezpośrednio powiązany z główną serią, wydawany zazwyczaj raz do roku.

Parę przykładów wydań z naszego rynku:

wydania - zeszyty TPB 1
Ghost Raider: Droga ku potępieniu, wydanie zeszytowe Mandragory i Trejd HC z WKKM.

wydania - zeszyty TPB 2
12 zeszytów przygód Punishera (Mandragora) i dwutomowe wydanie zbiorcze z WKKM.

wydania - zeszyty TPB 3
Run J. Michaela Straczyńskiego startował w Polsce parokrotnie. Pierwszy raz w 2003 roku, nakładem wydawnictwa Fun Media ukazał się jeden zeszyt zbierający dwa oryginalne wydania. I na tym się zakończyło. W 2004 roku ukazało się w sumie pięć zeszytów, każdy zawierający po dwa zeszyty wydania oryginalnego, w sumie opublikowano numery 471(30)-476(35),478(37)-483(42). Wydania w twardej oprawie z WKKM zbierają odpowiednio oryginalne numery 30-35 i 37-45.

wydania - wydania 2
Seria Astonishing X-Men miała w Polsce dwie edycje. Nakładem Muchy ukazały się cztery zbiorcze tomy, w WKKM wznowiono dwa pierwsze, niefortunnie pominięto pozostałe – to niestety ogólny problem tej kolekcji. Wszystkie wydania ukazały się w twardej oprawie.

wydania - wydania 1
Przykładowe dwa wydania tych samych tytułów, tutaj w podobnej formie edytorskiej.

wydania - HC SC
Te same zbiorcze wydania, w edycji odpowiednio miękko i twardo okładkowej. Różnice zazwyczaj na tym się nie kończą, np.: drugie wydanie w HC śmierci zawiera sporo dodatkowych historii, znanych jednak z regularnej serii Sandmana. W przypadku Batman: Powrót Mrocznego Rycerza pierwsze wydanie miało pełne błędów tłumaczenie, co poprawiono w drugiej, twardo-okładkowej edycji.

wydania - obwoluta
Obwoluta to popularny dodatek w świecie książek, w przypadku komiksów nie zdarza się zbyt często.

wydania - skrzydelka
Okładka ze skrzydełkami to termin także doskonale znany z książek, dotyczy nieco przedłożonych i zagiętych okładek, wygląda to właśnie jak „skrzydełka”.

W odniesieniu do serii często pojawia się określenie Run, które przyjęło się także w naszym języku, nie tylko w odniesieniu do komiksów.  Najczęściej używa się go do określenia wydań, które są pod opieką danego zespołu twórców, lub też określonego scenarzysty czy rysownika. Określenie Volume czy też Vol. jest nieco zwodnicze. W odniesieniu do tomów / trejdów oznacza ono po prostu kolejny tom. Natomiast w odniesieniu do serii oznacza jej edycję, czyli gdy seria jest restartowana i numeracja zaczyna się od nowa, dostaje kolejny numerek Vol. Obecnie często także jest to nadużywane, raz że pierwsze numery dobrze się sprzedają, dwa, że często dany run dostaje swój własny Vol. Do tego określenie Vol. często nie funkcjonuje w oficjalnym odniesieniu do danej serii, a jest bardziej nadawane przez fanów, by rozróżnić poszczególne serie.

Reprint to po prostu wznowienie, w przeciwieństwie do dodruku, może się różnić nieco formą wydania (nowe kolorowanie, wprowadzona/usunięta cenzura, zmieniony format, dodane posłowie itp). Handbook to wydanie dodatkowe, zazwyczaj w formie poradnika lub przewodnika po danej serii, świecie, postaciach. Opis postaci to Bios, zawiera w sobie zazwyczaj jak  dany bohater / antybohater powstał, jakie ma moce, co porabia, kogo ma w rodzinie itp. Pierwsze pojawienie się danej postaci określa się jako First appearance.

wydania - Handbook
Amerykański przewodnik po serii Amazing Spider-man i polskie wydanie przewodnikach po postaciach ze świata Spider-mana – w tym przypadku to lektura przeznaczona raczej do młodszych czytelników. Obecnie takie poradniki / przewodniki tracą nieco rację bytu na rzecz internetowych serwisów informacyjnych, które siłą rzeczy zawsze będą mieć najbardziej aktualne dane.

Alternate cover czy też Variant cover to alternatywna okładka, czyli ten sam zeszyt wydawany jest w paru wariantach, różniących się właśnie okładkami. Niektóre wydania mogą posiadać nawet do parunastu wersji! Jest to forma promocji i wabik dla fanów, którzy chcą skompletować każdą wersję, więc kupią parokrotnie ten sam towar, tyle że inaczej zapakowany. Nierzadko też różne okładki posiadają zeszyty które trafiają do różnych miejsc sprzedaży – inną okładkę otrzymają sklepy specjalistyczne (atrakcyjną dla znawców tematu, może być symboliczna), a inną zeszyty sprzedawane np.: w normalnych księgarniach (tu od razu musi być widać, z czym mamy do czynienia). Zdarza się, że niektóre wersje okładek posiadają specjalne bonusy, jak zastosowanie specjalistycznych farb (fluorescencyjnych, metalicznych), hologramów, czy nawet elementy 3D, zazwyczaj plastikowe…

Graphic novel, po naszemu powieść graficzna, to ładniejsze i brzmiące dostojniej określenie na komiks. Zazwyczaj używa się go do grubszych i stanowiących zamkniętą całość tomów, często utrzymanych w nieco poważniejszym tomie. Samo określenie jest obecnie mocno nadużywane i wydawcy czy sprzedawcy chętnie nim określają choćby Trejdy.

wydania - Graphic novel
Przykłady wydań, które w pełni zasługują na określenie Graphic novel.

Określenie Event dotyczy już samej treści i znaczy „wydarzenie”, czyli coś co ma ogromny wpływ na bohatera / bohaterów / świat. Oczywiście głośno reklamowane i często nadużywane.

Crossover – opowieść w której krzyżują się losy / wydarzenia z paru serii. Może być zakrojony na mniejszą skalę, np.: łączący tylko serie ze świata Spider-mana, ale też może mieć wpływ na całe uniwersum i obejmować wszystkie serie wchodzące w ofertę danego wydawcy. Są też Crossovery które przedstawiają wspólne losy postaci z różnych uniwersum, choćby Marvel i DC wielokrotnie współpracowali na tym polu.

Podsumowując.

Amerykański komiks superbohaterski to wiele, naprawdę wiele lat historii, a przez ten czas nagromadziło się niezliczone ilości serii, zeszytów i postaci. Wsiąknąć w to może wydawać się trudne, ale jest na to prosta metoda.

Po prostu zacząć. I to w taki najbardziej normalny sposób, czyli sięgnąć po dosłownie dowolny tytuł i go przeczytać. Na naszym rynku obecnie praktycznie nie ma zeszytówek, w księgarniach dostępne są cieńsze i grubsze wydania zbiorcze, więc najlepiej wybrać się do takiego przybytku i coś sobie wybrać. Zapewne kojarzycie choć trochę te postacie, choćby z popularnych obecnie filmów, więc jeżeli któreś postacie czy grupa Wam szczególnie przypadła do gustu, sięgnijcie po tom z ich przygodami. Jeżeli jest to seria, co będzie pewnie sugerował numerek na grzbiecie, najlepiej jest oczywiście wybrać pierwszy tom. Możecie wybierać na chybił-trafił, lub kierujcie się np.: opisem na okładce, czy samą okładką. Wiadomo, książki nie należy oceniać po okładce, ale w tym przypadku metoda często się sprawdza, wszak komiks to połączanie treści z obrazem. Zacznijcie, bo im dłużej będzie się obawiać startu w tym świecie, tym więcej będzie pozycji na rynku i tym bardziej Wasze obawy będą się zwiększały. A tak z każdym kolejnym tomem będzie nabierać doświadczenia, będziecie określać, co Wam bardziej pasuje a co mniej, i losy których bohaterów chcecie dokładniej poznać. Obecnie dysponując dostępem do internetu bez problemu można sprawdzić, o co chodzi w danej serii, z danym bohaterem i jak czytać dany Crossover. I nie bójcie się korzystać z tych zasobów wiedzy!

Do tego pamiętajcie, że nie ma szans przeczytać wszystkiego, a do tego w tak rozległym wydawniczym świecie, dążenie do tego byłoby wręcz bezsensowne!

Dotyczy to także opowieści o danym bohaterze: opowieści sprzed parudziesięciu lat obecnie często są ciężkostrawne, i po prostu mało ciekawe. Oczywiście zdarzają się perełki, i po te jak najbardziej sięgnąć warto. Zresztą oczywiście wśród tak wielu tytułów pojawiają się historie o rożnym poziomie. Są przeciętniaki, historie tak słabe, że nigdy nie powinny wyjść na światło dzienne, są i perełki, czy wręcz dzieła zachwycające. Jak w każdej dziedzinie nie tylko popkultury.

I pamiętajcie, jak ogólnie zaczynacie przygodę z komiksem, to świat nie kończy się na Super Hero, bądźcie otwarci na każdy gatunek! Czytajcie to co Wam się podoba, a by wiedzieć co Wam się podoba, po prostu musicie czytać. To zamknięty krąg!

wydania - poczatki
Pierwsze przygody danych super bohaterów, komiksy liczą już sobie sporo lat, i mogą być obecnie nieco ciężkostrawna lekturą.

W kolejnej części rzut oka już na nasz lokalny rynek, czyli co w temacie Superbohaterskim można znaleźć obecnie w polskich księgarniach. Czyli będzie o DC w wydaniu New 52, Marvel Now, oraz dywagacje na temat dwóch kolekcji. Dwa słowa chciałbym poświęcić sytuacji rynku na przestrzeni ostatnich lat, a temat ten rozwinę w kolejnych notkach, już skupiających się na historii tego gatunku i różnych, często już nieistniejących, wydawnictwach, które pozostawiły po sobie całkiem sporą i wartą poznania spuściznę.

Wszelkie uwagi mile widziane!

SuperHero Marvel Spider-man

LEGO Nexo Knights Magazyn 2016/08

kobalt informuje: Pojawił się kolejny numer magazynu Lego Nexo Knights (08/2016) Cena : 9,99 zł Dodatek : „Młody Clay z giermkobotem” + „limitowana” karta Nexo Knights Trading Card Game Następny numer : dostępny od 17 października a dodatkiem będzie „Płomienny nietoperz”

Czytaj dalej »

O tak, moi drodzy, Havoc złapał przysłowiowy wiatr w żagle i wrzuca opis serii za opisem. Dziś niejako kontynuacja tematu, czyli pozostajemy w realiach kosmicznych. Serdecznie zapraszam!

Blacktron Future Generation lub po prostu Blacktron 2 (w trakcie recenzji będę używał tej drugiej nazwy gdyż pierwsza jest zbyt długa, a skrót może źle się kojarzyć :) ) jest oczywiście następcą sławnego (lub raczej niesławnego) pierwszego Blacktrona i występował w latach 1991-1993. Wizerunek serii został podrasowany w (jak wiele osób uważa) niewłaściwy sposób. Niestety minifigi zostały przerobione na ‚children friendly’ i nie wyglądały już tak groźnie. Przede wszystkim były w większej części białe co kłóci się choćby z samą nazwą serii. Część pojazdów to w zasadzie remake tych z pierwowzoru. Ale nie skreślajmy Blacktrona 2 już na początku, mimo tych minusów to wciąż stary dobry space.

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/01.jpg

1462 / 1694 GALACTIC SCOUT

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/03.jpg

Rok produkcji – 1992
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 17
Białe kruki: (brak)

W serii występuje sporo małych zestawów i od nich właśnie zaczniemy. Galactic Scout może się pochwalić w zasadzie tylko ruchomymi skrzydłami. Niestety nawet nie dali pilotowi komputerka z przodu, jak można sterować przy pomocy tile, modified 1×2 grille? Szkoda, jeden malutki element, a pojazd wizualnie sporo by zyskał.

1462 – wersja limitowana w polybagu:

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/33.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/34.jpg

1694 – wersja pudełkowa, tzw. impuls:

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/47.jpg https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/48.jpg

1479 TWO-PILOT CRAFT

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/05.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 2
Ilość elementów – 22
Białe kruki:
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/2539.png – w 2 zestawach

Zestaw limitowany, dostępny tylko w US i tylko w value packu nr 1476 Five Set Bonus Pack:

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/37.jpg

Całkiem przyjemny pojazd, zdecydowanym plusem są 2 minifigi. Gdyby nie fakt, że zestaw był dostępny tylko w value packu z czterema innymi, mógłby on stanowić dobre źródło minifigów.

1887 SCOUT PATROL SHIP

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/04.jpg

Rok produkcji – 1992
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 24
Białe kruki: (brak)

Zestaw limitowany, dostępny tylko w US w value packu nr 1891 Four Set Value Pack:

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/38.jpg

Chociaż pojazd jest nieduży to jednak sporo oferuje. Ruchome skrzydła, porządne silniki, broń z przodu, minifig ma czym sterować, a nawet dostał do ręki krótkofalówkę.

Ciekawostką jest to, że zestawy w tym value packu nie miały osobnych instrukcji. Wszystkie są zawarte w jednej książeczce (Blacktron był jako drugi):

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/50.jpg https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/51.jpg

6812 GRID TREKKOR

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/02.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 17
Białe kruki: (brak)

Nareszcie coś jeżdżącego. Tylne koła mają wyższe zawieszenie dzięki czemu pojazd jest lekko pochylony do przodu co nadaje mu ciekawy wygląd. Dodatkowym plusem jest asymetryczna budowa. Z przodu jest ruchomy talerzyk satelitarny/reflektor (co kto woli :) ). Minifig został wyposażony w bardzo ciekawy element, charakterystyczny dla tej serii – jetpack.

6832 SUPER NOVA II

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/06.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/07.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 36
Białe kruki:
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4346pb05.png – w 5 zestawach

Super Nova II, a gdzie I? Pojazd ma dwie pary ruchomych skrzydeł, otwieraną owiewkę, z tyłu jest otwierany schowek z komputerkiem w środku. Minifig ma również broń w ręku.
Pojazd wygląda na zwiadowczy (4 ruchome skrzydła zapewniają dobrą zwrotność) ale ma też uzbrojenie. Kokpit jest zabudowany po bokach, żeby minifig nie wyleciał.

6851 TRI-WHEELED TYRAX

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/08.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/09.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 34
Białe kruki: (brak)

Tym razem dostajemy trochę większy pojazd naziemny. Jego zaletą i jednocześnie wadą są koła. Zaletą – bo pojazd wygląda oryginalnie, wadą – bo już standardowego 4-kołowego pojazdu z Tyraxa nie zrobimy. Owiewka jest otwierana, to zawsze fajny szczegół.
Ciekawostką jest, że były dwie wersje tego zestawu. W obu przypadkach instrukcja i konstrukcja zestawu trochę się różnią.
Tu jest lista elementów: PARTS (zaznaczone jedynką i dwójką są elementy potrzebne do 1 i 2 wersji)
A tak wyglądają obie instrukcje:

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/53.jpg https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/52.jpg

W zasadzie różnią się tylko od spodu, a ogólny wygląd pojazdu się nie zmienia. Niemniej jest to ważny szczegół, zwłaszcza dla kolekcjonerów (to w końcu jakby 2 różne zestawy).
Nie wiem dlaczego powstała wersja druga ale po przejrzeniu instrukcji można wnioskować, że ‚błotnik’ w wersji pierwszej haczył o podłoże podczas jazdy i dlatego brick 1×2 został zamieniony na slope inverted 2×2, a wtedy reszta elementów montowanych na spodzie nie była już potrzebna.

! THREE WHEELED TYRAX wchodzi w skład 3 zestawów potrzebnych do budowy SUPER MODELu.

6878 SUB ORBITAL GUARDIAN

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/10.jpg https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/11.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 61
Białe kruki:
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4346pb05.png – w 5 zestawach
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/2539.png – w 2 zestawach

Kosmiczna Myszka Miki, to zawsze moje pierwsze skojarzenie jak patrzę na ten model. Sub Orbital Guardian był rimejkiem sławnego z pierwszej serii Blacktron Alienatora.
Niestety poza identycznym mechanizmem kroczenia nie dorastał poprzednikowi do pięt. Boczne talerze satelitarne są ruchome, podobnie jak 2 mniejsze na ogonie. Owiewka jest otwierana. Z tyłu znajduje się otwierany schowek z komputerkiem w środku. Minifig jest wyposażony w jetpack. Niestety nie ma w kabinie żadnych przyrządów sterujących. Wg mnie zestaw nie jest zły ale jednak wolę pierwowzór.
I jeszcze znaleziona w sieci grafika z udziałem Guardiana:
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/39.jpg

! SUB ORBITAL GUARDIAN wchodzi w skład 3 zestawów potrzebnych do budowy SUPER MODELu.

6887 ALLIED AVENGER

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/12.jpg https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/13.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 94
Białe kruki:
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4475.png – w 2 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/16/2418a.png – w 4 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/1/4150p04.png – w 3 zestawach

Po co komu X-Wing za milion tysięcy zł. skoro można mieć Blacktronowego X-Winga za rozsądną cenę :) Skrzydła wprawdzie nie składają się jak w X-Wingu ale są ruchome. Niestety jak na ‚Avengera’ pojazd jest słabo uzbrojony. Przednią część można odczepić. Stanowi ona osobny pojazd / kapsułę ratunkową. Kokpit można otworzyć po bokach i od góry. Jest to jeden z czterech zestawów w serii, który posiada odczepianą kabinę. Ponadto są one niestety substytutem modułów z pierwszego Blacktrona. Zamiast różnych elementów i różnych kombinacji możemy tylko przekładać kabiny między pojazdami.

! ALLIED AVENGER wchodzi w skład 3 zestawów potrzebnych do budowy SUPER MODELu.

6933 SPECTRAL STARGUIDER

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/14.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/15.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/16.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 2
Ilość elementów – 196
Białe kruki:
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4346pb05.png – w 5 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/16/2418a.png – w 4 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/1/2516.png – w 5 zestawach

Zawsze myślałem, że ten zestaw jest odpowiedzią na Mega Core Magnetizera, kiedy widziałem go w katalogu. Dopiero później zorientowałem się, że ma mniejsze koła i w zasadzie pod każdym względem nie dorasta tamtemu do pięt.
No ale nie jest z nim tak źle. Przyjrzyjmy się podwoziu. Trzy osie, z których każda ma węższy rozstaw kół przy czym przednia ma najszerszy, a tylna najwęższy. Tylna oś jest osią skrętną, a skręcamy przy pomocy zamontowanego z tyłu tego https://i1.wp.com/img.bricklink.com/P/11/4591.gif elementu. Osie środkowa i przednia mają natomiast amortyzatory: https://i1.wp.com/img.bricklink.com/P/11/2605c01.jpg. W tylnej części jest platforma ze sterami, dzięki temu minifig może kierować pojazdem nawet po odłączeniu głównej kabiny. Przed platformą są również przyczepione dwie krótkofalówki. Środkowa część to odłączany moduł. Jest to coś w rodzaju małej stacji komunikacyjnej. Można ją otworzyć od góry, z tyłu i po bokach. W środku jest schowek z komputerkiem. Pamiętam, że tego typu elementy pojazdu zawsze służyły temu samemu celowi – włożenie komputerka do schowka aktywowało pojazd. Tak, kiedyś zestawy pobudzały wyobraźnię. Z przodu pojazdu znajduje się odłączana kabina. Kokpit oczywiście da się otworzyć jak każdy inny w tej serii – z trzech stron. Kabinę można również połączyć ze wspomnianą wcześniej stacją komunikacyjną w jeden większy pojazd latający. Może on bez rozłączania się na dwie części wylądować na podwoziu. I jest to niestety najbardziej skomplikowany przykład modułowości jaki znajdziemy w tej serii.

6981 AERIAL INTRUDER

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/17.jpg
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/18.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/19.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 2
Ilość elementów – 255
Białe kruki:
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/16/2408p01.png – w 2 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/16/2418a.png – w 4 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/1/2516.png – w 5 zestawach

Chyba najbardziej rozpoznawalny zestaw z całej serii. Chyba w każdej katalogowej scenie z udziałem Blacktrona 2 pojawiał się właśnie ‚powietrzny intruz’. Niestety, pomimo, że model był świetny, nie można o nim powiedzieć, że był oryginalny. Jest to remake zestawu z serii Futuron – 6932 Stardefender 200.
Znalazłem też w internetach 2 bardzo fajne grafiki. Na jednej sam intruz, na drugiej razem z pierwowzorem:

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/40.jpeg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/41.jpg

Pojazd ma dwie modułowe kabiny, które oczywiście można otworzyć. Na środku jest wielka szyba z logo Blacktrona i stanowi ona osłonę dla dwóch mini pojazdów naziemnych. Zabezpieczenia z przodu nie pozwalają aby owiewka otworzyła się przypadkiem lub podczas lotu do góry nogami. Samochodziki również są unieruchomione. Zastosowano tu ciekawy mechanizm rampy. Im szerzej otwieramy owiewkę tym niżej opuszcza się rampa do momentu aż oba mini pojazdy z niej zjadą. Na górze ‚intruza’ jest zamontowany obrotowy radar ale w sumie tylko przeszkadza. Jest bardzo luźny i denerwuje kiedy samowolnie obraca się na wszystkie strony.
Tak więc mamy tu dwa pojazdy naziemne i dwie odczepiane kabiny ale jetpackiem minifigi muszą się podzielić bo jest tylko jeden. Z tyłu jest na niego schowek pod zamykaną szybą. Z początku myślałem, że coś jest źle złożone ale okazało się, że nie. Po umocowaniu w środku jetpacka szyba się nie domyka. Wprawdzie minimalnie ale jednak. Mimo wszystko zestaw prezentuje się bardzo dobrze i jest bawialny.

6988 ALPHA CENTAURI OUTPOST

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/20.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/21.jpg
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/22.jpg https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/23.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/24.jpg https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/25.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 5
Ilość elementów – 376
Białe kruki:
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/2552px2.png – w 3 zestawach
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/6099p02.png – w 2 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4346pb05.png – w 5 zestawach
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3961.png – w 4 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4771.png – w 3 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/5306b.png – w 4 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3039p10.png – w 4 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4784.png – w 2 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/16/2408p01.png – w 2 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/16/2418a.png – w 4 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/1/2500c01.png – w 5 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/1/2516.png – w 5 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/1/4150p04.png – w 3 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4346.png – w 3 zestawach

Alpha Centauri Outpost – następca sławnego Message Intercept Base. Czy godny? Niestety nie.
Wizualnie wydaje się, że ma podobne gabaryty, niestety jest to wina napompowanego terenu. Element, który zastąpił tradycyjne płaskie baseplate’y:

https://i1.wp.com/www.bricklink.com/PL/2552px2.jpg

Wprawdzie stwarza on pewne możliwości ale za to blokuje wiele innych. Jest tu niewiele miejsca, żeby cokolwiek przyczepić. Po prostu wymusza pewne rozwiązania. Poza tym w zestawie jest aż o 166 elementów mniej niż w bazie pierwszego Blacktrona.
Druga połowa bazy to baseplate stanowiący lądowisko. W części zabudowanej od frontu znajduje się miejsce gdzie można przymocować modułową kabinę, nad nim jest mały schowek. Z tyłu jest coś w rodzaju schronu ale tak naprawdę to tylko miejsce gdzie schowany jest battery box zasilający migające z przodu bazy światła. Są tu też schody prowadzące…donikąd. Kończą się nad światłami i tyle. Niestety w kwestii zabudowań to po prostu zmarnowany potencjał. Ładnie wygląda z zewnątrz ale niewiele się tu dzieje.
Na lądowisku możemy ustawić pojazd latający i to on jest tu chyba główną atrakcją. Ma modułową kabinę (identyczną jak ta przy bazie), w środkowej części jest mały schowek, z tyłu jest zabezpieczona otwierana sekcja z rampą, a w środku mały pojazd lądowy.
Generalnie – szkoda, mogło być dobrze wyszło tak sobie. Wystarczyłyby chociaż sensowniejsze zabudowania i całość prezentowałaby się dużo lepiej.

6710 SPACE LANDING PADS

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/36.jpg

Jest to w zasadzie coś pomiędzy zestawem z serii Blacktron, a zestawem z serii Supplemental. Ale ponieważ wszedł do sprzedaży w tym samym roku co Blacktron 2 (1991), na opakowaniu jest Blacktron 2 i kolorystyka jest jak w Blacktronie 2 to chyba można uznać, że należy do serii :)
Z tyłu jest tekturka ze zdjęciem zestawów z serii oraz trzech zestawów z serii M:Tron, a także prezentacja jak można łączyć ze sobą płyty bazowe (jakby to wymagało rysunku :) ). Z przodu płyty są owinięte folią.

4741 BLACKTRON II SPACE VALUE PACK

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/26.jpg
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/27.jpg https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/28.jpg

W 1992 roku wypuszczono (podonie jak to miało miejsce w przypadku serii M:Tron) value pack:

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/31.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/32.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/29.jpg

Z 3 zestawów można było zrobić jeden duży jeśli posiadało się odpowiednią instrukcję.
W skład tego value packa wchodziły:
6851 Tri-Wheeled Tyrax
6878 Sub Orbital Guardian
6887 Allied Avenger
oraz instrukcja o numerze 6861

W 1993 roku można było też nabyć powyższe 3 zestawy w amerykańskim Shop at home, a wtedy instrukcja dodawana była do nich za darmo.

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/30.jpg

Z czym mamy więc do czynienia? Super Vehicle to trójkołowy pojazd, ma dwa ruchome działka z tyłu, mały schowek na górze oraz dwuosobową kabinę, którą można otworzyć od góry i po bokach. Dodatkowo jest tu mała podstawka, na której można umieścić jetpack. Zestaw nie jest ani ładny (z przodu przypomina ropuchę) ani specjalnie bawialny. No ale zawsze to unikat. Obecnie na BL jest jeden sprzedawca, który dysponuje oryginalną instrukcją tego modelu (cena to bagatela ok. 1000 zł – http://www.bricklink.com/search.asp?itemID=14191)

6704 MINIFIG PACK

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/35.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 6

Klasyczny battle pack. Dwa minifigi z Blacktrona 2 (jeden z kluczem, drugi z jetpackiem), dwa minifigi z M:Trona, jeden z Blacktrona i jeden ze Space Police.

DODATKI:

BRELOK

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/42.jpg

POCZTÓWKI

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/44.jpg

Ta była dostępna tylko dla członków Lego club:

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/43.jpg

MINIFIGI

Logo Blacktrona 2 jest widoczne na strojach minifigów:

Wrench z serii Space Police 3

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/46.jpg

Space Villain z trzeciej serii Collectible Minifigures

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/45.jpg

Fan Blacktrona z zestawu 70813 Rescue Reinforcements z serii The Lego Movie

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/BlacktronII/49.png

REKLAMA TV
(wg mnie masakra)

TV COMMERCIAL

Podsumowując – Blacktron 2 nie był godnym następcą pierwszego. Lego poszło w ilość zamiast w jakość i chociaż zestawy nie były najgorsze to jednak dużo im brakowało do poprzedników.

Craig Thompson: Kosmiczne rupiecie

Craig Thompson, amerykański scenarzysta i rysownik nie ma na swoim koncie zbyt wielu pozycji, ale wszystko co dotychczas stworzył, spotkało się z uznaniem zarówno krytyki jak i czytelników, co zaowocowało wysypem branżowych nagród. Jego powieści graficzne: Blankets: Pod śnieżną kołderką, Żegnaj Chunky Rice, Habibi, Dziennik podróżny ukazały się także w naszym kraju i oczywiście i tutaj znalazły swoich wiernych fanów.

Kosmiczne Rupiecie 1

Choć Thompsonowi można zarzucić operowanie na najprostszych uczuciach, to bezsprzecznie robi to doskonale, a jego powieści wprost się połyka. A czytać jest co, gdyż zazwyczaj są to dość spore „grubasy”.

Kosmiczne Rupiecie 2

Parę dni temu do sprzedaży trafiła najnowsza powieść graficzna Craiga Thompsona: Kosmiczne rupiecie. Wcześniejsze pozycje ukazywały się zawsze w wersji czarno białej, tym razem otrzymujemy w pełni kolorową opowieść. I to już robi wrażenie, gdyż dopracowane i przepiękne rysunki Thompsona tylko dodatkowo zyskały na takiej formie prezentacji. Za kolory odpowiada Dave Steward, także uznany i utytułowany artysta.

Kosmiczne Rupiecie 3

„Rodzina to najważniejsza rzecz w galaktyce. Fiolet nie potrafi siedzieć bezczynnie, kiedy po jej ojcu ginie słuch. Za nic mając sobie czyhające pośród gwiazd niebezpieczeństwa, razem z paczką osobliwych przyjaciół wyrusza na poszukiwania. Ale przestrzeń kosmiczna zdaje się nie mieć końca, a Fiolet odkrywa, że jej tata jest w ogromnych, OGROMNYCH tarapatach. Lecz kiedy jego życie zawisa na włosku, nic jej nie powstrzyma przed próbą ocalenia swojej rodziny.”

Kosmiczne rupiecie to historia skierowana do wszystkich w dowolnym wieku, perypetie Fiolet z przyjemnością poznają zarówno dorośli jak i młodsi czytelnicy, a wprost idealnym sposobem lektury wydaje się czytanie jej dziecku przez rodziców. Tym bardziej, że Craig znowu igra z uczuciami czytelnika i co chwilę zmusza nas do zadumy, jednak jednocześnie nie brakuje tu humoru i czysto przygodowych czy wręcz awanturniczych wątków.

Kosmiczne Rupiecie 4

Głównym wątkiem jest motyw rodziny, i sił sprawiających, że jest tym czym jest. Jednocześnie autor ukazuje nie tylko powiązania między poszczególnymi członkami i to na wielu płaszczyznach (czy wręcz: gatunkach!), ale też ukazuje „rodzinę” jako grupy społeczne niekoniecznie połaczone więzami krwi. Otrzymujemy wiec spojrzenie na przyjaciół, kolegów ze szkoły, współpracowników i niestety nie zawsze więzy te są tak mocne, jakby pierwotnie mogło się wydawać. Stąd też opowieść wydaje się cenna właśnie dla młodszych czytelników, którzy być może mają jeszcze przed sobą tego typu życiowe rozczarowania.

Kosmiczne Rupiecie 5

Na szczęście mało subtelnego moralizatorstwa nie ma tu dużo, i mimo paru smutniejszych chwil, sporo tu momentów przepełnionych humorem i duchem przygody. Jedyne co niezbyt przypadło mi du gustu, to rozwiązanie wszystkich wątków, i sama końcówka. Nie chcę spojlerować, ale, mimo że zakończeniu jako samemu w sobie wiele zarzucić nie można, to jednak jest zbyt krystaliczne i idealne.

Kosmiczne Rupiecie 6

Jeszcze o szacie graficznej, gdyż gra ona tu niezwykle ważną rolę. Craig Thompson ma bardzo przyjemną i ciepłą kreskę, do tego w niniejszej powieści wspina się na szczyty kunsztu w odwzorowaniu najróżniejszych postaci czy pojazdów, nierzadko serwując nam oryginalne i bardzo ciekawe patenty, jak choćby przekroje statków kosmicznych. Do tego uwielbia się bawić układem kadrów i niestandardowym montażem wydarzeń, co tylko potęguje przyjemność z obcowania z lekturą. Z przepięknymi rysunkami idealnie współgrają dobrane kolory. Wyraźne, soczyste, to wprost perfekcyjna symbioza. Dave Steward zasłużył na brawa!

Kosmiczne Rupiecie 7

Tak samo jak Timof i cisi wspólnicy, czyli wydawca polskiej edycji. Mimo, że pojawiają się głosy niezadowolenia z powodu niezbyt dużego formatu, to prywatnie podczas lektury nie odniosłem żadnego dyskomfortu spowodowanego nieczytelnością czy to rysunków czy tekstu w dymkach. Natomiast wybitnie przypasowały mi pozostałe aspekty techniczne, szczególnie bardzo przyjemny papier czy doskonały druk. Mimo, że historia liczy naprawdę sporo stron, to nie zabrakło tu sporej dawki graficznych dodatków, które szczególnie po lektorze opowieści ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Boli nieco cena, wynosząca oficjalnie 140 złotych, jednak otrzymujemy tu świetną formę wydania i opowieść jakby nie było rozpisaną na aż 400 stronach. A sama opowieść jest naprawdę warta tej ceny (a w dyskontach, czy na Gildii da się kupić i tak pewnie poniżej 100 złotych)! Od pierwszej do ostatniej strony podczas lektury bawiłem się po prostu wspaniale, i mimo że parę rysek na tym idealnym wizerunku by się znalazło, to jednak Kosmiczne rupiecie polecam wszystkim w dowolnym wieku. To po prostu wspaniała opowieść!

Seria Blacktron by Havoc

Ale nam się chłopaki rozkręcili! Najpierw Havoc wrzucił opis serii Res-Q, później Amal pojechał po badzie ze stacją kosmiczną, a na deser ponownie Havoc i ponowny opis serii. Tym razem Blacktron!

Blacktron, banda wredusów, ‚ci źli’, czarne charaktery itd. pojawili się w roku 1987 i nieźle namieszali. Nowoczesny (jak na tamte i w sumie jak się zastanowić to nawet na obecne czasy) design. Była to pierwsza ‚niezależna’ seria ponieważ futuron (który pojawił się w tym samym czasie) był raczej upgrade’m classic space. Blacktrona nie da się pomylić z inna frakcją, oni po prostu wyglądają groźnie i od razu wiadomo, że to ci źli (przynajmniej dopóki nie otworzymy minifigowi wizjera hełmu :) ). Dodatkowo cała seria była modułowa, nie tylko poszczególne pojazdy mogły się rozdzielać na mniejsze ale również można było łączyć moduły z jednego zestawu z modułami z innego. Posiadając kilka zestawów można było stworzyć masę kombinacji.

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/01.jpg

6876 ALIENATOR

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/02.jpg https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/03.jpg

Rok produkcji – 1988
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 80
Białe kruki:
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/2466.png – w 2 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/4735.png – tylko w tym zestawie

Zaczynamy od jednego z najfajniejszych i chyba najbardziej rozpoznawalnych zestawów. Kroczący alienator był pierwszym i właściwie jedynym zestawem z serii jaki miałem w dzieciństwie. Ile się człowiek nim ‚nachodził’ po dywanie, po stole, w sumie wszędzie.
Owiewka kabiny jest otwierana podobnie jak ‚schowek’ z tyłu. W schowku są narzędzia – klucz i… no właśnie co? Chyba spawarka skoro lego nie uznawało broni w zestawach (dla mnie to i tak zawsze był blaster :) ) Owiewkę można po zamknięciu zablokować dwoma hinge’ami aby sama się nie otwierała (np przy locie do góry nogami). Tak, przy locie, ponieważ całą przednią część pojazdu można odłączyć i staje się ona pojazdem latającym. Niby funkcji nie było zbyt wiele, a i tak zestaw zapewniał zabawę na dłuuugo. Jednak stare zestawy miały w sobie coś.
Jedynym minusem, który mi zawsze przeszkadzał w alienatorze był brak trójkątnego logo na bokach. Mogli dać takie jakie były w Invaderze. No cóż, nie ma ideałów.

6894 INVADER

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/04.jpg https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/05.jpg

Rok produkcji – 1987
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 153
Białe kruki:
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3004p03.png – tylko w tym zestawie
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/2345p44.png – tylko w tym zestawie
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3039p33.png – w 3 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4861.png – w 4 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4858p01.png – w 3 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/17/2419.png – w 3 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/4865.png – tylko w tym zestawie
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/3069bp25.png – w 3 zestawach

Invader nie wygląda może imponująco na pierwszy rzut oka ale nic bardziej mylnego. Ten pojazd kryje dużo niespodzianek. Dzieli się na 3 moduły: przedni to główny pojazd latający (ma otwieraną dwustopniowo owiewkę i składane skrzydła), środkowy to schowek (w środku są narzędzia i mały robot) oraz tylny – napęd i ruchome skrzydła (które, ze względu na przezroczysty kolor, nadają mu trochę wygląd owada). Można też zostawić część środkową i połączyć przednią i tylną w większy pojazd latający. Jeśli chodzi o samą część przednią to coś mi ona przypomina ale odniosę się do tego pod koniec recenzji.

6941 BATTRAX

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/06.jpg
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/07.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/09.jpg

Rok produkcji – 1987
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 278
Białe kruki:
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3004p05.png – w 2 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4858p01.png – w 3 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3856.png – w 3 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/2337.png – tylko w tym zestawie
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/3069bp05.png – w 2 zestawach
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/3069bp25.png – w 3 zestawach

Battrax był tym najczęściej się pojawiającym i chyba najczęściej oglądanym w katalogach zestawem z serii. Nie wiem skąd projektant czerpał inspirację ale wyszło super. No ale, żeby nie było, nawet tak fajny pojazd ma minusy ale o tym za chwilę.
W przednim module mamy otwieraną dwustopniowo owiewkę i miejsce dla kierowcy. ‚Ogon’ można odłączyć, ma on składane skrzydła. Środkowa część pozwala skręcać battraxem. Mechanizm jest prosty – w środku technic axel, który pozwala na skręcanie, a rurki na górze po obu stronach sprawiają, że pojazd wraca do pozycji wyjściowej (jazda prosto). Po bokach są 2 schowki z narzędziami, a z tyłu coś na kształt silnika.
Opływowy przód pojazdu w połączeniu z tym właśnie silnikiem i z ‚ogonem’, który wygląda jak płetwa z samochodu wyścigowego sprawiają, że battrax wygląda na taki właśnie futurystyczny samochód wyścigowy. Całość wygląda drapieżnie i pomimo gabarytu sprawia wrażenie, że pojazd jest bardzo szybki. Część przednią i tylną można połączyć w większy pojazd latający.
Jeśli chodzi o minusy – w zasadzie tylko z przodu są niedoróbki. Nie podoba mi się, że od spodu kabina jest niezabudowana i kierowcy widać nogi, wygląda to hmm… tanio. Druga sprawa to wnętrze kabiny. Jest tam miejsca spokojnie na 2 minifigi. Jeden mógłby siedzieć za kierownicą (którą, swoją drogą, mogli dodać – w końcu to jednak samochód), a drugi z komputerkiem z tyłu.
Jednak mimo tych niedociągnięć battrax jest rewelacyjny.

6954 RENEGADE

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/10.jpg https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/11.jpg

Rok produkcji – 1987
Ilość minifigów – 2
Ilość elementów – 303
Białe kruki:
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3004p05.png – w 2 zestawach
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3039p33.png – w 3 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3039p10.png – w 4 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4858p01.png – w 3 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/3943b.png – w 2 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/4596.png – w 2 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/3068bp07.png – tylko w tym zestawie

Renegat był zestawem limitowanym i dostępnym tylko w US. Jest to największy latający statek w serii. Wyróżnia go to, że jest asymetryczny, a była to rzadka cecha w zestawach.
Zestaw składa się z całej masy modułów. Podobnie jak w Invaderze jest część przednia z otwieraną owiewką i rozkładanymi skrzydłami oraz otwierany kontener w części środkowej z mini pojazdem lądowym w środku. Z przodu znajdziemy także mini moduł stanowiący prawdopodobnie broń (prawdopodobnie bo tu w zasadzie wyobraźnia decyduje :) ) Na obu skrzydłach przyczepione są dwa małe pojazdy latające. Oba tylne silniki można odłączyć, a tylną część otworzyć aby możliwe było wysunięcie kontenera. Jednak, żeby ją otworzyć trzeba odłączyć ten klocek https://i1.wp.com/img.bricklink.com/P/11/2432.gif stanowiący blokadę.

Moduły oczywiście można na różne sposoby łączyć ze sobą oraz z modułami z innych pojazdów. Lego podsunęło nam kilka propozycji. Na ostatniej stronie instrukcji jest propozycja połączenia zestawów 6894 Invader, 6941 Battrax oraz oczywiście samego Renegade:

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/15.jpg

Pomysł dobry w założeniu ale tylko dla ludzi w US. Pamiętajmy, że to był rok 1987 i w Europie, a w Polsce w szczególności, zakup Lego ograniczał się do Pewexu i dolarów. Także wtedy dla kogoś z Polski nabycie takiego Renegade było takim kosmosem jak teraz…no cóż, lot w kosmos :)

No ale zobaczmy jak w rzeczywistości wyglądają te proponowane połączenia:

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/12.jpg https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/14.jpg
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/08.jpg https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/13.jpg

Podsumowując – podoba mi się modułowość i funkcjonalność zestawu. Bardzo podoba mi się również asymetryczna budowa i ogólnie cały kształt statku. Nie podoba mi się jednak, że jest taki ‚płaski’. W zasadzie jest tylko jedno zabudowane miejsce dla pilota, a reszta statku (główna część) to tylko taka rama, żeby było do czego poprzyczepiać moduły. Drugi minifig musi siedzieć w jednym z doczepionych do skrzydeł pojazdów ponieważ nie ma dla niego innego miejsca.

6987 MESSAGE INTERCEPT BASE

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/16.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/17.jpg https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/18.jpg

Rok produkcji – 1988
Ilość minifigów – 5
Ilość elementów – 542
Białe kruki:
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/4346.png – w 3 zestawach
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3961.png – w 4 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/2466.png – w 2 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/2467.png – tylko w tym zestawie
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/2408p02.png – tylko w tym zestawie
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/11/3039p33.png – w 3 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/2362a.png – tylko w tym zestawie
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/4215a.png – w 3 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/2448.png – tylko w tym zestawie
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/2466.png – w 2 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/2468.png – tylko w tym zestawie
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/2409.png – tylko w tym zestawie
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/19/3032.png – w 2 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/4598.png – tylko w tym zestawie
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/3960.png – w 2 zestawach
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/4596.png – w 2 zestawach
https://i1.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/2428.png – tylko w tym zestawie
https://i2.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/3070bp06.png – w 4 zestawach
https://i0.wp.com/img.bricklink.com/ItemImage/PN/3/3069bp25.png – w 3 zestawach

No to pora na perełkę. Message Intercept Base jest największym zestawem z serii i uważana jest przez wielu za najlepszą kosmiczną bazę jaką stworzyło Lego. Jedno trzeba przyznać, nie można odmówić twórcom kreatywności. W bazie nie ma ani jednego ‚nudnego miejsca’. Wszędzie coś się dzieje.
Dostajemy pojazd latający ze składanymi skrzydłami i otwieraną owiewką oraz mały pojazd naziemny, którym można pośmigać po wyprofilowanym kawałku terenu z kraterami. Latadło ma swoje miejsce w bazie – specjalne lądowisko i otwierany dach (jedna z głównych atrakcji). Oczywiście można wystartować do przodu ale co to za zabawa, lepiej uznać, że jest to pojazd pionowego startu i za każdym razem otwierać dach specjalnym mechanizmem. Wystarczy pokręcić korbką znajdującą się z boku. Wieże radarowe oraz boczne ściany zaczynają się stopniowo rozsuwać na boki. (identyczny mechanizm – pewnie ten sam projektant – pojawił się w serii Futuron w zestawie 6953 Cosmic Laser Launcher) W głównej części bazy mamy mnóstwo miejsca, jest też masa sprzętu. Z tyłu jest nawet dostęp do głównej sterowni (coś jak miejsce dla dowódcy bazy). Główna część bazy łączy się z boczną poprzez zabudowany korytarz. Dzięki niemu jest wrażenie, że baza jest bardziej ‚zabudowana’, a nie stanowi tylko kilku połączonych ze sobą platform. Do wnętrza korytarza mamy dostęp ponieważ ściany po obu stronach można otworzyć.
Boczna część bazy wygląda na sekcję komunikacyjną z antenami i talerzem satelitarnym. Zastosowano tu bardzo popularny w bazach przezroczysty element (ćwierć kopuły). Całą tą sekcję możemy przesuwać po szynach przy pomocy korbki.
Cała baza zarówno pod względem wyglądu jak i funkcjonalności prezentuje się znakomicie. Minusów nie wymieniam bo osobiście nie mam się tu do czego przyczepić.

1875 METEOR MONITOR

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/19.jpg

Rok produkcji – 1990
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 26
Białe kruki (brak)

Meteor Monitor, podobnie jak Renegade, był zestawem limitowanym, dostępnym tylko w US. Był sprzedawany jako jeden z trzech zestawów w value packu 1675:

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/20.jpg

Zestaw był malutki, miał tylko rozkładane skrzydła i w sumie żadnych ciekawych elementów. Jednak było w nim coś wyjątkowego – kolorystyka. Zamiast żółtych elementów zastosowano tu kolor biały co zapewne było zapowiedzią nadchodzącej drugiej serii Blacktron (Blacktron Future Generation). Tak więc ten niewielki zestaw stanowił pomost międzypokoleniowy :) Oczywiście pojawiały się spory o to, do której serii przynależy ale minifig w zestawie pochodzi z serii pierwszej więc wg mnie to oczywiste, do której Meteor Monitor się zalicza.

6703 MINIFIG PACK

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/27.jpg https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/28.jpg

Rok produkcji – 1988
Ilość minifigów – 6

Stare, dobre battle packi :) 6 minifigów ze sprzętem. 4 z serii Futuron i 2 z Blacktrona.

6704 MINIFIG PACK

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/26.jpg

Rok produkcji – 1991
Ilość minifigów – 6

W roku 1991, czyli w fazie przejściowej między pierwszym i drugim Blacktronem pojawił się drugi battle pack, który dostarczył nam minifigów z aż 4 serii. Był oczywiście jeden przedstawiciel Blacktrona, jeden funkcjonariusz Space Police (w tej serii Blacktron był dodawany do zestawów jako ci źli), 2 minifigi M:Tron i 2 z nowego Blacktrona. Po zestawie Meteor Monitor ten battle pack był drugim zestawem przejściowym.

852753 VINTAGE MINIFIGURE COLLECTION VOL.4 /5000440 VINTAGE MINIFIGURE COLLECTION VOL.4 (TRU EDITION)

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/29.jpg

Kolekcja 5 minifigów (w tym jeden z serii Blacktron)
852753 pojawiło się w 2009 roku, natomiast w 2012 roku pojawiła się reedycja o nr 5000440. Nie różniła się niczym od poprzedniczki poza numerem i tym, że była rozdawana za darmo w sklepie Toys’R’Us w US podczas imprezy Bricktober 2012.

STARCOM
Wracając do tego co pisałem przy Invaderze (że przedni pojazd coś mi przypomina). Otóż w 1987 roku, równocześnie z serią Blacktron, w TV pojawił się amerykański serial animowany pt. Starcom: The U.S. Space Force.
Byli tam oczywiście ci dobrzy i ci źli. Dobrzy mieli białe pojazdy (futuron?), a źli czarne. I o ile co do dobrych można mieć wątpliwości, że mają coś wspólnego z Lego, o tyle do złych już nie. Wystarczy spojrzeć na logo na ich pojazdach, kolor wprawdzie trochę inny ale kształtu nie da się pomylić (same pojazdy również wyglądają podobnie do zestawowych):

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/30.jpg https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/24.jpg

Tutaj można obejrzeć intro serialu:
STARCOM

Nie wiem czy jedni od drugich skopiowali pomysł, czy może był to celowy zabieg marketingowy.
Serial leciał również u nas w TV. W polskim dubbingu brali udział m.in. Cezary Pazura jako półkownik Paul “Crowbar” Corbin (w każdym odcinku) i gościnnie w jednym odcinku Krzysztof Ibisz jako Don Ostertak.

PROTOTYP

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/21.png

W 1985 roku pojawił się prototyp serii. Patrząc na te zestawy cieszę się, że nie weszły do produkcji.

DODATKI:

BRELOK

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/22.jpg

NAKLEJKA

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/23.jpg

POCZTÓWKA

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Havoc/Reviews/Blacktron/25.jpg

REKLAMA TV

BLACKTRON COMMERCIAL

Podsumowując – zawierająca zaledwie 6 zestawów seria dostarczyła masę zabawy z blacktronowymi wredusami. To pokazuje, że liczy się jakość a nie ilość. Nie musimy dostawać kilkunastu średniej jakości zestawów w serii, wystarczy kilka zrobionych z głową.

Amal to maniak Classic Space. Zresztą wspominałem o nim i jego zajawkach już parokrotnie. I wciąż mnie zadziwia. Zresztą, zobaczcie sami:

Stacja serwisowo – paliwowa IB 250

https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/001.jpg

seria: Space Classic
rok edycji: 1987
ilość elementów: więcej niż dużo
załoga: 27 kosmonautów.
cena: bezcenny

Makieta znajdująca się na stronach 32-33 Idea Book 250 z 1987 roku powstała z elementów zestawów kosmicznych wydanych przez Lego w latach 1984-1986. Wartość tej makiety jest nie do przecenienia. Jest to największa, katalogowa (w tym Idea Book oczywiście) makieta kosmiczna stworzona przez logistyków Lego.
Długo można by wymieniać elementy wykorzystane do budowy. Ja nawet nie próbowałem ich liczyć. Samych filarów jest trzydzieści sześć. Oprócz standardowych listew, bricków różnych długości, lampek, światełek kółek itd., otrzymaliśmy od legowych logistyków całą gamę najwspanialszych, często najrzadszych elementów kosmicznych konstrukcji lat 1985-1987, o których będę wspominał w trakcie tej przydługiej opowieści.
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/ib250.jpg
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/b.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/c.jpg

Stacja zaprojektowana została na fali wznoszącej, kosmicznego motywu podserii „wydobywczej”. W zasadzie trudno tu mówić o wspaniałym suplemencie tej podserii, bo po już po obejrzeniu jedynego zdjęcia tej makiety, widać, że mamy do czynienia z potężną lokomotywą tej tematyki, by nie rzecz: chyba nie do końca zamierzoną – najwspanialszą wizytówką.
Moja wersja makiety powstała po wielomiesięcznych analizach poszczególnych fragmentów zdjęcia za pomocą latarek i lupy oraz wielomiesięcznym budowaniu modelu w chorym umyśle kopisty, nie czującego się bynajmniej autorem. Tak jak wspomniałem – jest to moja wersja, gdyż rozwiązania do wielu składników makiety podsuwała mi własna wyobraźnia.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a4.jpg

Makieta składa się z części głównej, jaką stanowi stacja serwisowa dla – w tym wypadku- jedynego w serii Space, niewielkiego pasażerskiego promu kosmicznego, budowli pobocznych związanych z absorbowaniem energii i przetwarzaniem jej na paliwa (tak mi się wydaje) oraz kilku pojazdów kołowych. Jest też pojazd latający, ale przyleciał on z innych stron tegoż katalogu. Zwrócić należy uwagę na bardzo liczną obsługę stacji. W zasadzie mamy tu cały przegląd kosmicznych uniformów. Piszę „w zasadzie” bo niebieskimi nie obrodziło. Tak wiem, jest tam jeden „blueman” na latającym radarowym talerzu, ale to raczej chyba też odwiedzający. Jednak skoro już przyleciał, to przecież nikt go wyganiał z makiety nie będzie.
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a12.jpg

Sama stacja już na pierwszy rzut oka sprawia monumentalne wrażenie. Przede wszystkim jest wysoka i wielopoziomowa, choć niektóre poziomy znajdują się po „ciemnej stronie”. Najpierw uwagę przyciąga jednak prom, ramiona serwisowe, cztery największe okna oraz niesamowicie rozbudowana kosmiczna antena. Całość dopełniają zabudowania, które jednak nie są w stanie przytłumić potęgi głównej budowli i chyba nie taką rolę mają spełniać. Dopiero po jakiejś chwili zaczynamy dostrzegać piekielnie ważne szczegóły owej stacji jak np. jej usytuowanie na filarach, przejazd pod podestem stacji, dwie poboczne sale monitorujące prace naprawcze, stanowiska komputerowe przy ścianie głównej, czy też obserwacyjny balkon szczytowy. Zaczynamy dostrzegać pozostałe, jakże ważne budowle, stwierdzając m.in, że całość mieści się na sześciu (!) płytach bazowych, że sporo tutaj rurek, które raczej służą do przepływu paliwa, że dwie budowle mogą stanowić absorbery energii, no i te pojazdy kołowe, z których dwa wyraźnie przypominają ciężarówki z paliwem.

Przemyślenia z placu budowy
Fajnie byłoby tą stację zrobić – pomyślałem kilka lat temu lustrując strony właśnie dopiero co zakupionej na E-bay-u Idea Book 250, ale to marzenie ściętej głowy, bo na ten pomysł wpadł posiadacz umysłu zabetonowanego efektami choroby. Pomysł upadł więc zanim tak naprawdę się narodził. Kiedy jednak okazało się, że nie ma już zestawów kochanego „Space” które mógłbym zdobywać, albowiem zdobyłem już wszystkie, trzeba było znaleźć następny cel. Modele alternatywne! To było to! Po zrobieniu kilku prostszych, wziąłem się za większe i trudniejsze. Jakoś tę łepetynę rozruszałem. Potem przyszła kolej na modele z Idea Books. Pojedyncze modele jakoś szły. Pierwsza makieta najstarszego Space również poszła gładko i trudna nie była. A może ja budowałem lepiej i sprawniej przestając z ludźmi, których los dotknął taką samą hobbystyczną przypadłością? Zwał jak zwał trzeba było się zdecydować. Zacząłem od mozolnego zbierania materiału, czyli podwójnych, potrójnych, a nawet kolejnych takich samych zestawów. Dlaczego zestawów?, bo były tańsze niż same części, a zresztą do dzisiaj nie umiem robić zakupu części na osławionym Bricklincku.
Po dwóch latach zbieractwa i ślęczenia z lupą i latarką nad jedynym zdjęciem stacji, musiałem się zdecydować: siadam do roboty, czy odpuszczam. Z jednej strony pomyślałem sobie, że jest u nas tylu wspaniałych budowniczych, że nie ma co pchać się przed szereg. Może ktoś inny wpadnie na ten pomysł i to zrobi… Natychmiast jednak odezwał się we mnie ten „JA” z mojego avatara: ”A kto to ma zrobić? Widziałeś tu drugiego takiego zbieracza zestawów i części muzealnych? Poza tym Jak już tu wlazłeś w to środowisko i kreujesz się na znawcę i wielbiciela Space, to rusz swoje cztery litery (nie określające w tym wypadku nazwy klocków) i coś zrób zanim sam zamienisz się w obiekt muzealny, którym i tak już nieco trącisz!” Przypomniałem jeszcze sobie wizytę brokera ubezpieczeniowego w moim domu.
– Ma Pani jakieś antyki ?– dopytywał się mojej żony
– Tylko jego… – odparła żona wskazując ręką na mnie.
Tak więc po miesiącach mentalnej udręki usiadłem do makiety.

Przyjrzyjmy się poszczególnym elementom:

Stacja serwisowa

Gdy zniknie nam z podestu serwisowany prom, dostrzeżemy niezwykle dużo miejsca na platformie naprawczej. Tym samym może ona służyć do serwisowania innych latających modeli. Dolne ruchome zabezpieczenia przystosowane są wprawdzie do obejmowania modelu promu, ale nie bądźmy tacy drobiazgowi – dadzą radę objąć i inne statki.
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a14.jpg

Z góry dobrze widać także co dzieje się w bocznych salach monitorujących. Łatwy dostęp do nich sprawia, że stacja staje się mocno bawialna. Jest tam sporo komputerów, dźwigienek i narzędzi. Jest też miejsce na posilenie się.
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a20.jpg

Teraz spójrzmy na ścianę główną. Mimo, że jest wysoka, to trudno o niej powiedzieć, że jest monotonna. Duża ilość komputerów i chłodnic sprawia, że dół ściany – jej biały pas – ewidentnie służy celom kontrolnym. Idziemy w górę, a tam spotykamy cztery ramy okienne na szczęście bez szybek, dzięki czemu dość dobrze widać pierwszą kondygnację z niewidocznej części ściany. Nad owymi ramami ułożony jest, pięknie odcinający się kolorystycznie, jasno pomarańczowy lub ciemno żółty jak kto woli, paraboliczny wianuszek z giętkich rurek, by utwierdzić nas w przekonaniu, że kable są potrzebne i nie wszystko działa na wi-fi. Wyżej mamy piękną ekspozycję, którą zapewniają nam cztery witryny z dwóch zestawów 6971, a następnie wykończenie tarasem obserwacyjnym z wspomnianą już przeze mnie anteną. By nie było zbyt kwadratowo i zbyt równo, na wysokości witryn odchodzą od ściany dwa ramiona serwisowe, wyposażone w długie przegubowe chwytaki oraz kokpity dla serwisantów. Zwracam uwagę na owe kokpity albowiem są one SZARE. Kształt ich nie robi na nas wrażenia ale kolor już na pewno.
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a10.jpg

TE elementy w TYM kolorze są bowiem bardzo trudno dostępne, a jeśli już się na nie trafi, to ich cena jest odpowiednia do ich występowania, pochodzą tylko z zestawu 6971. Także niebieskie ramiona przegubowe i z ich wyjściową kostką 2×2, nie są wcale łatwym kąskiem do zdobycia dla akurat potrzebującego. Występują w zestawie 6951 w niezadawalającej nas liczbie dwóch. Tu wspomnę też o owych witrynach z zestawu 6971 – łatwo je dostać, ale niestety są drogie, zaś cena nie uwzględnia stanu szyb – niestety często bardzo porysowanych.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a26.jpg

Idąc dalej w górę napotykamy dwa ażurowe trójkątne elementy nazwane nie wiedzieć czemu „space wing” z czerwonymi tarczami, zaś powyżej – zwieńczenie w postaci tarasu szczytowego udekorowanego potężną anteną, która ściąga dane z najdalszych obszarów galaktyki. Tu również zwrócę uwagę na elementy z których jest owa antena wykonana. Cztery z nich wypełniające środek anteny do standardowe szare czterostudowe „strzałki”. Dwa zewnętrzne to znów „Białe Kruki”, bo… białe! Najwięcej bo aż dwa naraz można trafić w zestawie 6970 z 1980 roku ale z niego nie pochodzą, bo… muszą pochodzić z zestawu – jakże by inaczej – 6971. Zestaw 6970 wypełnił swoją misję we wcześniejszym Idea Book.
Teraz pora stację odwrócić, by pokazać to, czego nie widać.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a6.jpg
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a7.jpg

Z tyłu ściany na styku z płytą bazową znajdują się dwa wsporniki dolnego poziomu, tworzące bramę wjazdową, przez którą może wjechać nawet najszerszy z pojazdów znajdujących się na makiecie. Dolny najniższy poziom, wypełniają elementy konstrukcyjne jakie w tego typu budowli wystąpić powinny, a więc dwie podpory w postaci kątowych filarów oraz trochę otworów okiennych i ustawionych cegiełek i wkomponowanych weń białych okrągłych dysków między skosami 2×2. Piętro wyżej znajduje się taras zabezpieczony najwspanialszymi elementami kosmicznej architektury w postaci kątowych – łamanych ram okiennych oraz bocznych zamkniętych żeberkowych kątowników, co do przeznaczenia których spierają się do dziś największe mózgi legowych konstrukcji. Pochodzą z zestawu 6985. Nie wiem co na tej kondygnacji robi kosmonauta, ale skoro się przechadza, to znaczy, że albo jest obibokiem albo pełni ważną funkcję obserwatora. Nad głową owego obserwatora znajduje się zadaszenie, stanowiące podstawę dla trzech zaimprowizowanych filarów tarasowego zwieńczenia. Zwieńczenie tarasowe powstało z wykorzystanie trzech kokpitowych niebieskich łamańców. Szczyt dopełniają relingi z bezstudowych listew, komputery i niebieska skrzyneczka.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a8.jpg
Ściana, mimo, że wysoka i szeroka, jest niezwykle stabilna. Nie ma obawy, że coś nagle odpadnie czy się urwie, a dotyczy to nawet ramion serwisowych. Dzięki zastosowaniu technicowych cegiełek, łączonych szarymi złączkami oraz listwami 2×8, a także dzięki zastosowanemu rozmieszczeniu zawiasów, ramiona serwisowe są solidne i zabawa nimi nie budzi obaw.

Pracę podzieliłem na cztery etapy. Na pierwszy ogień poszła stacja serwisowa. Zacząłem od liczenia studów. W końcu wymiary to podstawa. Jak już po czwartym razie się doliczyłem właściwej ich liczby przystąpiłem do rozmieszczania podpór Jak już je rozmieściłem, to okazało się, że jednak źle obliczyłem odległości. Dobra. To co widać z przodu jakoś poszło, dlatego nie będę się rozpisywał nad tym, co jako tako wychodziło.
Z tymi podporami to też nie taka prosta sprawa. W zestawach tamtego okresu w użyciu były niebieskie podpory z cienkim grzbietem. Te niestety kompletnie nie pasowały do wielkiej masywnej stacji. Tak samo pomyśleli logistycy z Lego i umieścili stacje na podporach nowego typu – z grubszym grzbietem. Widać to wyraźnie na zdjęciu. Uznałem że to dużo lepszy pomysł od tworzenie kolosa na pajęczych nóżkach.
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/y.jpg
Przy wznoszeniu stanowisk monitorujących okazało się pewnej chwili, że nie mam takiego komputera jaki wyzierał z fragmentu zdjęcia. Trudno. Użyję co mam, bo ten niebieski cholernik jest nie do dostania. Pewnie i tak nikt nie zauważy”. No i już zaczęły się problemy z tyłem stacji: „kurcze, przecież jakieś podpory muszą tam być, bo co tę ścianę ma trzymać?” Zobaczyłem fragment kanciastego klocka wystającego z tyłu podstawy. Już wtedy pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie wykorzystanie skrzynek. „Ale ile tych podpór?” Stanęło od razu na dwóch, rozmieszczonych niczym słupki bramy wjazdowej, ale jak je ustawić? „Na początku jakkolwiek, a potem zobaczę” – i jak pomyślałem tak robiłem. W ogóle wszystko co robiłem z zadniej strony było na zasadzie „jakoś zrobię i potem będę poprawiał”. Wiedziałem, że miało być solidne, bawialne, trzymać klimat, no i wykorzystywać te elementu, które w tym czasie były w zestawach fabrycznych.
Tak więc stanowiska monitorujące i podest poszły szybko. Miałem parę przebarwionych płytek. Pomyślałem, że świetnie nadadzą się na środek podestu. Że to niby oleje, smary, brud z silników. Te ładniejsze dałem od frontu i od ściany. Nawet nieźle wyszło. Miałem problem, co znajduje się w mniej widocznym stanowisku monitorującym po prawej stronie stacji. Jakieś siedzenia… No jak są siedzenia, to może mikro-bar? Gdzieś przecież muszą coś zjeść i się napić, a w głębi? … na wszelki wypadek dużo komputerów. To kosmos w końcu.
Czy wspominałem już o trzech obejmach – ramionach, utrzymujących serwisowany statek ? No właśnie – wspomniałem… Cholery dostawałem nad montażem tego co wydawało się najprostsze, czyli tego jedynego od spodniej strony promu. Wszystkie zawiasy mocowane są bowiem od góry podestu Proste nieprawdaż? Tak też zrobiłem Chociaż na tym etapie budowy nie wiedziałem, że siedzę na logistycznej bombie. Po zrobieniu tyłu wahadłowca zorientowałem się że muszę mocno kombinować, by wahadłowiec stał na podeście pewnie, stabilnie, czyli tak jak na zdjęciu. Napiszę o tym trochę później. Po wszystkim okazało się, że pierwsze zamocowanie zawiasów jakiego dokonałem było prawidłowe.
Zacząłem w końcu stawiać ścianę, pamiętając, że tył musi być solidny, bo mi inaczej wszystko runie, albo będzie tak kruche, że przy oglądaniu makiety trzeba będzie ostrożnie rzucać okiem na tę ścianę by nie nastąpiła katastrofa. Zacząłem wszystko obliczać, wyliczać, kombinować – wszystko w głowie bo jak układam, to mam wstręt do ołówka, komputera i tym podobnych gadżetów umilających życie. Trzeba to było zrobić, bo o ile z przodu jest wszystko proste tak, tył trzeba wznosić sukcesywnie i tu trzeba było pogłówkować. Zrobione zdjęcie nie pozostawia złudzeń co do długości tylnej ściany. Nie miała ona dwudziestu czterech studów, a ile? To musiałem wyliczyć Problem polega na tym, że kiepski ze mnie matematyk, a co za tym idzie – inżynier. I tak szło nieźle jak na człowieka, którego córka jako jedyna dostała niedostateczny w czwartej klasie z matmy za spapraną przez ojca-autora prace domową z odejmowania. Przy kolejnych ceglanych piętrach niewidzialnego tyłu kierowałem się więc Jeracową zasadą: Klocek do klocka i … kurcze, końcówki tej zasady nie pamiętam … Pierwsza kondygnacja – ta na podporach jakoś poszła. Założyłem, że jej szerokość to pięć studów. Dlaczego pięć? A dlatego że nie sześć, bo za dużo, zaś cztery to za mało dla spacerującego wyżej „żółtka”. Płytki podestów kondygnacyjnych nie wchodziły w ścianę widoczną na zdjęciu, szeroką na jednego studa, a więc musiały być montowane na szersze nadproże, czyli albo klasyczna cegiełka np. 2×4, albo na dolny skos np. 2×2. Przy montowaniu tych płytek podestowo – stropowych zastosowałem ten drugi wariant, domyślając się, że spece od Lego zrobili dokładnie odwrotnie, ale … przecież w końcu tego nie widać, a Wam i tak nikt tego nie powie.
Pierwszą kondygnację zaakceptowałem już w ósmej wersji. Jest dość dobrze widoczna zza bezszybowych ram okiennych. Acha, wybaczcie, że nic nie piszę o wymierzonej przeze mnie długości niewidzialnej ściany, bo i pisać nie ma o czym. Trafiłem już za czwartym razem…
Kondygnacja środkowa. To ta widziana zza dużych witryn. Widziana? Przecież tam ledwo co majaczy!! No majaczy ale tak, żebyś przypadkiem dowiedział się o sobie tego czego dowiedzieć się byś nie chciał. Czegóż ja tam nie montowałem!! Witryny, skosy, ściany proste, żółte szyby bez ram, ramy bez szyb, klocki proste i pokrzywione. Postawiłem sobie za cel liczyć wszystkie wersje, ale po siedemnastej już mi się odechciało. Po ścianach pracowni spływało siarczyście rzucane przeze mnie mięso. Doooość!!! Mam dość, gdyż nie mogę zrobić tego zgodnie z dwoma elementami wyznawanej zasady budowania: „albo coś widzę i robię tak samo, albo nie widzę nic i robię po swojemu z dostępnych w tym czasie elementów”. A tu ani jedno ani drugie! Widok poziomu znajdującego się za witrynami przyprawił mnie o nerwicę, bo jednak COŚ widać, a ja właśnie tego czegoś nie mogłem zbudować. Po czterech dniach bezowocnego kombinowania zacząłem bez powodu krzyczeć na rodzinę, zrobiłem się drażliwy w pracy i w końcu dostałem ultimatum od dowództwa. Żona stwierdziła bowiem, że jeśli tak ma wyglądać mój odpoczynek psychiczny, to może zabiorę się za coś mniej obciążającego: np. napiszę zaległy rozdział do pracy zbiorowej która się ukaże w przyszłym roku. Żona ma na mnie wielki wpływ toteż, następnego dnia kondygnacja powstała w wersji ostatecznej i jestem z niej naprawdę zadowolony. Zorientowałem się w chwilowym przypływie inteligencji twórczej (eee tam – ze strachu, że mi żona klocki zabierze), że wykorzystany do budowy makiety został cały JEDEN zestaw 6985, a skoro tak to pozostają niezagospodarowane dwa prążkowane kątowniki o niewiadomym przeznaczeniu i … dalej już poszło.
Trzecia kondygnacja jest niewidoczna, tak więc powstawała najkrócej. Pozwoliłem sobie na mała fanaberię w postaci zastosowania jako podestu/stropu przezroczysto – żółtej płytki 4×10, choć czułem w moczowym pęcherzu, że powinna być niebieska lub ostatecznie szara. Tym samym zakończyłem pierwszy etap budowy.

Prom kosmiczny
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/i4.jpg
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/i8.jpg
Główny i najwspanialszy element makiety. Już przód utwierdza nas w przekonaniu, że to coś niezwykłego. Do czego może bowiem służyć otwierany przezroczosto-żółty dziób wahadłowca? Można się nim na przykład wyczołgać, jeśli się czegoś nadużyło siedząc za sterami. W sumie nie jest to wejście niemożliwe. W końcu to kosmos. TEN dziób jednak stanowi bardzo ważny element wahadłowca, bo… w żadnym innym statku taki już nie występuje. Pilot siedzący za trzema niebieskimi płaskimi konsolami ma więc szerokie pole widzenia. Po bokach kabiny widok zapewniają mu boczne bezramkowe szyby 4×4 koloru ciemnoniebieskiego. Nad jego głową również szeroka perspektywa nieba, a i drugie wyjście z kokpitu – zawiasowa ciemnoniebieska kabina. Na dobrą sprawę do kokpitu mógłby jeszcze wejść nawigator, bo miejsca jest dosyć dużo.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a9.jpg

Na zewnątrz po bokach kabiny umieszczone są dwa obrotowe ramiona – chwytaki niezbędne np. do odbierania zamówienia z okienka dryfującego, strefowego McDrive’a. Konia z rzędem dla tego kto wymyśli logiczne wytłumaczenie owych ramion akurat w tym miejscu. Nie mniej jednak bezapelacyjnie dodają one uroku wahadłowcowi.
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/i20.jpg

Dalej mamy część pasażerską. Nareszcie sporo miejsca w przejściu no i możliwość przewozu przynajmniej sześciu minifigów. Przynajmniej, bo przecież ostatecznie w przejściu też można posadzić jakiegoś wahadłostopowicza.
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/i17.jpg

Wydawałoby się że wejście do środka zapewniają podnoszone zawiasowe kabiny w łącznej liczbie sześciu. Wchodzenie przez dach nie jest przecież niczym niezwykłym… w kosmosie. Okazało się jednak, że zawiasowe kabiny nie służą do wchodzenia lecz są po to, by łatwiej było grzebać w środku niezgrabnymi paluchami, bo po podniesieniu kabin dachowych, miejsca na manewrowanie palcami bawiącego się modelem jest całkiem sporo, co znacznie podnosi bawialność statku. Wejście na pokład jest zatem gdzie indziej. Jak otwarte są zawiasowe klapki przy uchwytach – można wchodzić! Jak je zamknąć to już tylko przez dach! Ot i cała tajemnica!
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/i15.jpg

Jednostkami napędzającymi wahadłowiec jest pięć rakietowych silników tylnych i dwa silniczki manewrujące. Za stabilność odpowiada trójkątny grzebień – dobrze widoczny na zdjęciu. Za sukces uważam przemycenie na tyle statku dwóch cegiełek 1×2 z logo Space. Wydawało mi się zasadne by gdzieś tam się znalazły, a w widocznych miejscach logistycy nie znaleźli dla nich miejsca.
Całość wahadłowca to solidna i zwarta konstrukcja. Podczas zabawy adept kosmiczny nie musi się obawiać o odpadające części, bo w zasadzie żeby coś odpadło to trzeba się postarać.

Przysiadłem mocno skoncentrowany, zaczynając od … grzbietu. Najłatwiej go „policzyć”, więc pomyślałem, że jeżeli mi się uda, to nie będę musiał przechodzić męczarni ciągłego rozbierania wahadłowca. To był dobry ruch. Jak już ten grzebień miałem zrobiony, to dołożenie zawiasowych kabin było oczywistością i trzeba było zabrać się za korpus i dziób. Zrobiłem wszystko to co było widoczne i zacząłem zastanawiać się nad spodem, bo zdjęcie przedstawia w tym miejscu tylko czarną niteczkę. No to poszedłem tym tropem i nie zastanawiając się wiele zrobiłem spód czarny. Trochę zabawy miałem przy obliczaniu (w głowie) o ile muszę obniżyć kabinę pilota względem korpusu statku, ale wyszło już za drugim razem. Sporo zabawy miałem z wyposażeniem wnętrza, bo kwestia siedzeń i komputerów to już mój wymysł. Muszę tu nadmienić, co oczywiste, że szybki w ramach okiennych części pasażerskiej to także wyłącznie mój pomysł. Makieta w Idei Book takiego rozwiązania bowiem nie przewiduje. Z bardzo prostego powodu. W latach 1984-87 nie było zestawu kosmicznego z takimi pełnymi szybami. Wykorzystywano same ramy. By przystosować wahadłowiec do lotu w przestrzeń kosmiczną, trzeba wyjść z założenia, że dlatego on znalazł się w serwisie, gdyż wymagana była między innymi wymiana szyb. Posłano po nie do roku 1983, zaś zdjęcie zostało wykonane w trakcie prac serwisowych w roku 1987, lecz przed dostawą zamówienia. Po problemie.
Za łatwo szło i zatrzymało się na tylnej części statku. Takiej prostej! Po żmudnych obserwacjach wiedziałem, że silników ma być pięć, a ich rozmieszczenie wydawało mi się dziecinną igraszką. Przeliczyłem się. Tył budowałem około tygodnia, zmieniając kilkadziesiąt koncepcji. Wszystko przez problem umiejscowienia wahadłowca na podeście i jego stabilności. Umieszczenie trzech silników rakietowych w osi poziomej i jednego silnika ponad nimi sprawiało, że wahadłowiec stał jak trzeba trzymając się studów podestu. Piąty silnik za nic nie chciał dopasować się do moich symetrycznych koncepcji i jakbym go nie umieszczał zawsze był pół płytki za wysoko lub za nisko, w zależności od koncepcji, a ponadto był za długi o jednego studa, co sprawiało, że wahadłowiec kolebał się na boki, jak sąsiad po dobrej imprezie. Zatem w osi pionowej trzy silniki za nic nie chciały współpracować. Musiałem uważać by swych frustracji nie wyładowywać ani w domu ani w pracy, ale trzeba przyznać, że problem ten zalazł mi głęboko za skórę. Koncepcje powstawały, upadały, wracały i od nowa to samo. Kilka razy rozebrałem też podest, gdyż to tam dopatrywałem się konstrukcyjnego błędu. Dopiero gdy zacząłem ponownie pochylać się nad budową spodniego ramienia podestu mogłem siódmego dnia wrzasnąć „Eureka”! Stanęło na tym, że piąty silnik musi być cofnięty o jedną płytkę, aby wahadłowiec mógł solidnie stanąć, zaś jedno z jego skrzydełek mogło swobodnie wejść pomiędzy dwa study dolnej (tylko czterostudowej) części zawiasu składającego się z płytek 2×4. Reszta konstrukcji tyłu statku to już wyłącznie moja wyobraźnia, która podpowiedziała mi jak wykorzystać skrzynki i drabinki.
Jak już zbudowałem wahadłowiec usiadłem na laurach, obrzydliwie zadowolony z siebie, bo przecież zatrzymałem słońce! Z kosmosu na ziemię sprowadził mnie zaproszony przeze mnie przyjacielski Lordofdragonss. Chwycił w swoje sprawne ręce wahadłowiec, sprawdzając jego funkcjonalność i trajkocząc bez przerwy na tematy użyteczności poszczególnych rozwiązań. Mówiąc o wejściu do statku nagle podniósł klapkę 4×4 zwisającą pionowo przy ramieniu „McDonaldowym” i … głos uwiązł mu w gardle, a sprawne do tej pory ruchy dłoni zamarły w bezruchu. Wejście do statku blokowała bowiem ściana z cegiełek zamontowana przez obrzydliwie zadowolonego niżej podpisanego, który w swej wspaniałości nie wziął pod uwagę, że do statku można wchodzić „po bożemu”.
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/i5.jpg
Próbowałem coś zełgać, ale nie za bardzo mi wyszło, gdyż Lord wpatrywał się we mnie wzrokiem, którym ja zwykłem patrzeć na rozdeptane przez siebie robactwo. Zrobiło mi się wstyd i dwa dni po wizycie Lorda kosmonauci wchodzili do statku jak trzeba. Zdjęcia prezentowane przeze mnie w niniejszej recenzji oddają stan wahadłowca sprzed wizyty i po wizycie Lordofdragona.

https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/i16.jpg

Infrastruktura

To dwie budowle po bokach stacji oraz urządzenia techniczne niezbędne do jej funkcjonowania.

https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/e.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a21.jpg

Nie ulega wątpliwości, że budowla z lewej strony obrazka przypominająca ziemiankę, jest jedynie wystającym ponad grunt elementem większej konstrukcji. Z uwagi na wystające elementy nadawcze (a może przekazujące) oraz elementy przezroczysto-żółte możemy przypuszczać , że budowla ta pełni funkcje swego rodzaju generatora energii zasilającej stację. Budowla ta pozostawia wiele możliwości realizacji twórczej, bo jeśli np. wyciąć prostokątny otwór w podstawie, to można pokusić się o dobudowanie sporego kompleksu podziemnego! To jednak melodia przyszłości. Wejście do „ziemianki” jest sporym utrudnieniem dla kosmonauty, bo musi poruszać się tam na czworakach, chyba, że zastosujemy opisane wyżej rozwiązanie podziemne. Budowa nie przysporzy żadnego kłopotu, gdyż w zasadzie wszystko widać jak na dłoni. Jedynie tylna ściana stanowi zagadkę. Ja wmontowałem w nią dwie cegiełki 1×4 imitujące wyciągi chłodnic i wydaje mi się, że to wystarczy, by zlikwidować monotonię tylnej ścianki.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/e2.jpg

Przed ziemianką na postumentach znajdują się dwa odlotowe dystrybutory paliwowe. Nie mówimy o znanym nam wszystkim paliwie płynnym typu „chrzczona 95 Pb”, ale o paliwach alternatywnych, pompowanych do pojazdów w inny sposób niż tradycyjną końcówką dystrybutora. A jakże – Są też kierownice! Noo, to niestety trąci przeszłością, ale przecież w przyszłości też tradycyjne zawory być mogą. Dystrybutory połączone są dyskretnym trwałym łączem w postaci axla, dochodzącego do komputera zawiadującego pracą dystrybutorów. Na uwagę zwraca świetne zastosowanie nietypowych szarych silników – tym razem w postaci wież dystrybucyjnych.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/f.jpg

Budowla na planie krzyża, z prawej strony obrazka, stanowi przeciwieństwo opisanej wyżej. Wydaje mi się, że jest to element wytwarzający lub koncentrujący wytwarzaną energię na przyłącza ciśnieniowe, doprowadzające paliwo do stacji i mobilnych cystern. Ciekawostką tej budowli stały się dwa przeciwległe, obrotowe generatory składające się łącznie z czterech żebrowanych kątowników, pochodzących z zestawu 6985, wypełnionych przezroczystymi rdzeniami. Niestety obrotowe elementy są napędzane palcem bawiącego się, przypominając młodszym adeptom sztuki klockowej, że nie wszystko musi być napędzane przez bateryjne silniczki. Druga poprzeczka krzyża na obu końcach zwieńczona jest stacyjkami komputerowymi, kontrolującymi przepływ paliwa i wytworzone ciśnienie. Nad całością czuwa biały kosmonauta lewitujący nad urządzeniem dzięki bardziej zaawansowanym odrzutkom niż standardowy tornister rakietowy, zwany potocznie jetpackiem.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/d.jpg
Z budowli tej rozchodzą się wężyki, Niektóre wetknięte są w grunt, lecz są też takie które łącza się z elementem transformatora? sprężarki? Zwał jak zwał ale sporo w nim zawiasów, odkurzaczy, zaworów itp. Urządzenie ciekawe i czyszczące skutecznie zasoby budowniczego, z tych właśnie części.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/g2.jpg

Nieco z tyłu znajduje się ławeczka z dwóch bezstudowych listew 1×8, zaś przy stacji urządzenia wentylacyjne dla podziemnych składów. Tuż pod stacją znajdują się pojemniki zbudowane z białych walców. Mimo, że przeznaczenie tych niewielkich urządzeń jest do końca niewiadome, dodają stacji powagi. Mam wrażenie, że właśnie dzięki tym małym budowlom, w większym stopniu wyeksponowana zostaje sama bryła stacji.
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/a24.jpg
Nie można też nie wspomnieć o dwóch wieżyczkach z panelami słonecznymi, złożonych z rzadkich, niebieskich, gwiazdowych silników rakietowych pełniących tu rolę stojaków oraz ogrodzenia terenu. Samo ogrodzenie doskonale podkreśla teren stacji, odcinając go od gruntu zewnętrznego. Dodam, że co do ogrodzenia, to przy jego budowie nie trzymałem się już wzorca z instrukcji, kierując się czwartym elementem mojej zasady budowania: „wiem i widzę, ale robię po swojemu”.

Pojazdy i załoga.
Trzeba powiedzieć jasno: stacja żyje! Pełno w niej kolorowych ludzi i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jak już wspomniałem na początku, rodzynkiem jest kosmonauta w uniformie niebieskim. Przybył na radarowym talerzyku w gościnę, ale na innych stronach nie występuje. Wyliczając szczegółowo: Oprócz jednego niebieskiego, załogę stanowi: sześciu „czerwonych” (szukajcie a znajdziecie), czterech „czarnych”, pięciu „białych” i jedenastu „żółtych”. Przyznacie, że dwudziestu siedmiu chłopa stanowi już dość pokaźną społeczność.

Z całą pewnością gościem jest czteroramienny, szary stateczek ze składanymi ramionami, który nieodparcie kojarzy się z głębinowym głowonogiem. Przybył ze strony 29 katalogu. Jest to jedyny model z tej makiety, który wyróżniony został dokładną instrukcją montażu. Wydaje się, że pochodzi on z części modelu 6891 ale zawiera także elementy innych zestawów, w tym rzadki, szary kokpit, o którym już wspominałem. Jak na tak mały model, to pełno w nim strzałek, zawiasów, przezroczysto-czerwonych antenek i odkurzaczy zakończonych również przezroczysto –czerwonymi talerzykami.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/g.jpg
Tak naprawdę te dwa stateczki są jedynymi przedstawicielami pojazdów powietrznych w tej makiecie, tak więc miło, że na nią zawitały.

Najbardziej okazałym przedstawicielem pojazdów kołowych jest niebieski kabinowy przegubowiec, o niesprecyzowanym bliżej przeznaczeniu. Wyposażony jest w obrotowych chwytak i opuszczaną przyczepę. Uwagę zwraca wykorzystanie rzadkich części w postaci pary NIEBIESKICH skrzydełek i wspomnianego już wyżej obrotowego chwytaka – również w kolorze niebieskim. Dobrym pomysłem było zastosowanie dużych kół z zestawu 6926, dzięki czemu pojazd zdaje się wydajniejszy. Pojazd ten pojawia się na jednej z pierwszych stron katalogu i nic dziwnego, zważywszy na to, co on tam na tą swoją skrzynię ładuje!
https://i0.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/k.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/ib250a.jpg
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/k3.jpg

Pojazd ten zbudowałem jako pierwszy około półtora roku temu. Bardzo mi się podobał i koniecznie chciałem go zbudować, no to zbudowałem! Trudność, swego rodzaju oczywiście, sprawiła mi kabina, a to w związku z połączeniem dwóch dolnych skosów 1×3 z bokiem kabiny. Usilnie starałem się połączyć ten element na całej jego rozciągłości, ale wtedy nie mieściły się kończyny górne kierowcy. Dopiero kiedy z nerwów pogryzłem półki w pracowni dotarło do mnie, że można zrobić to tak, jak właśnie oglądacie.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/k1.jpg

Teraz pora na dwie „trumny” bo niestety takie skojarzenia chodzą mi po głowie.

Pierwszy z modeli – krótszy lecz bardziej pękaty, pozbawiony jest przegubu, co niewątpliwie utrudnia manewrowanie nie tylko w kosmosie. Stanowi on niewątpliwie rodzaj cysterny, bo oczywiście czasem zdarzy się że któryś latający pojazd nie da rady dolecieć do dystrybutora, rozbijając się na pobliskich skałach. W przypadku istnienia atmosfery nie sprzyjającej pożarom, dobrze jest go podlać paliwem z mobilnego dystrybutora… Kierownicy w tym pojeździe nie uświadczysz, gdyż ów skomplikowany pojazd wymaga bardziej zaawansowanej technologii kierowania nim. Jego tył i podwozie to znów moja radosna twórczość, gdyż zdjęcie tego elementu nie objęło. Przy budowie podwozia zastosowałem połowę tradycyjnego zawiasu łączącego moduły pojazdów Space i to połowę zwaną „samiczką”. Po drugiej stronie umieściłem siekierę. Chodzi bowiem o to by istota, której udało się przeżyć katastrofę związaną z brakiem paliwa, o której napisałem wyżej, nie sprawiała zbytnich kłopotów obsługującego mobilny dystrybutor przy wykonywanej przez niego pracy.
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/t.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/t1.jpg
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/t3.jpg

Pojazd montowałem w porze obiadu. Między zupą a drugim daniem. Wydawał się prosty do momentu, gdy chciałem mu zajrzeć miedzy koła. Jest tam niestety dość ciemno, ale nie na tyle ciemno, by pozwolić sobie na „radosną twórczość”. Zobaczyłem bowiem cienie czegoś, czego na pierwszy rzut oka tam nie powinno być. Nagle wróciły koszmary doświadczane przy budowie ciemnej strony ściany stacji. Znów masę pomysłów projektów i zwątpień. Wybrałem wariant kompletnie niepasujący i kompletnie odlotowy, ale było mi już wszystko jedno. Drugie danie zjadłem już zimne.

Drugi pojazd to też cysterna, ale troszkę szczuplejsza, dłuższa, no i przegubowa, przy czym, żeby nie było tak prosto i miło zastosowano wariant z dwoma małymi obrotnicami umieszczonymi na wierzchu i spodzie cegiełki. Również nie ma kierownicy, ale jest za to „francuz” i krótkofalówka.
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/x.jpg
https://i1.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/x1.jpg

Po krótkiej analizie budowy powyższych trzech pojazdów trzeba uwypuklić zastosowanie trzech różnych rodzajów kół. Jak wspomniałem już wyżej: koła największe, pochodzące z zestawu 6926, koła balonowe np. z zestawu 6928 i tradycyjne koła łazikowe np. z zestawu 6951. Także rurki paliwowe zasługują na uwagę. W nie przegubowej cysternie znajdują się giętkie pełne wężyki z tradycyjnym przyłączeniem do wystającego studa. W cysternie przegubowej mamy do czynienia z gumowymi, pustymi w środku, wężykami. Te rozwiązania sugerują istnienie różnych rodzajów paliwa stosowanego w pojazdach i chyba nie ma co doszukiwać się na siłę innych wyjaśnień.

No i pojazd trzeci. Chyba najbardziej odlotowy ze wszystkich na stacji. Baaardzo stabilny ze względu na długość zastosowanych osi, zaś ilość balonowych kół sugeruje, że można tym pojazdem przewozić bardzo ciężkie rzeczy. Nic z tego! Pojazd służy do szybkiego transportu co najwyżej bardzo ciężkich kosmonautów. Świetnym i zarazem zabawnym rozwiązaniem jest zastosowanie niebieskiego silnika umieszczonego na końcu pojazdu. Normalne, bo jeśli pasażerowie za bardzo się obeżrą, to potrzeba pionowego podmuchu by wydobyć pojazd z grząskiego podłoża. No to dostosowałem się i stąd pojawiły się małe pionowe silniczki pod kierownicą. Kierowca jest jeden i być może nie jest gruby, zatem muszą one wystarczyć by go podźwignąć.
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/l.jpg
https://i2.wp.com/www.brickshelf.com/gallery/Amal/250-baza/l4.jpg

Trudno mi coś więcej dodać w podsumowaniu, albowiem moje „ochy i achy” oraz stwierdzenie wyjątkowej bawialności nie zastąpią doznań realnych jakich możemy doświadczyć w bezpośrednim kontakcie z makietą.

Opis serii: Res-Q

Kojarzycie dość krótką serię Res-Q? Pojawiła się w 1998 roku, a niestety nie były to najlepsze czasy dla TLG, co znalazło odzwierciedlenie także w zestawach wchodzących w skład tej serii, jednak na szczęście miała także mocniejsze momenty, a pod pewnymi względami, prezentowała się bardzo ciekawie. Jeżeli nie mieliście z nią do czynienia, serdecznie zapraszam do zapoznania się z Opisem niniejszej serii autorstwa Havoca:

Seria Res-Q ujrzała światło dzienne w 1998 roku. Nie były to najlepsze lata dla TLG, od końca lat 90-tych do ok 2003 roku Lego miało poważne problemy finansowe i twórcze. Zestawy z tego okresu czasu są delikatnie mówiąc przeciętne ale nawet wtedy zdarzały się perełki takie jak właśnie omawiana seria Res-Q. Poza seriami space rzadko jakakolwiek inna zwracała moją uwagę ale ta zdecydowanie odstawała od reszty. Była nie tylko ciekawa kolorystycznie (czarny i żółty kolor jak w pierwszym Blacktronie oraz ciemnoniebieskie szyby jak w wielu seriach space) ale również niezwykle bawialna.

6415 Res-Q Jet-Ski / 6428 Wave Saver / 1097 Res-Q Runner

Rok produkcji – 1998/1999
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 12
Białe kruki: (ilość zestawów, w których występuje dany element będę wymieniał biorąc od razu pod uwagę kolor)

– w 2 zestawach

Najmniejszy zestaw z serii, tzw impuls. Nie ma co się rozpisywać, zwykły skuter wodny. Ładnie zaprojektowany, jest minifig z kamizelką ratunkową, a z ciekawych elementów slope 2×3 z nadrukowanym logo. Zdecydowaną zaletą jest to, że za niewielką cenę można zebrać całkiem pokaźną ilość ratowników.
Co do różnych numerów zestawu – 6415 (1998 rok) to wersja podstawowa (zestaw w małym kartoniku), 6428 (1998) to wersja limitowana w polybagu, a 1097 (1999) to wersja limitowana w kartoniku.

6431 Road Rescue

Rok produkcji – 1998
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 44
Białe kruki:

– w 3 zestawach

6431 Road Rescue jest niemalże klonem zestawu 6525 Blaze Commander z 1995 roku http://brickset.com/sets/6525-1/Blaze-Commander. Jest to jeep ratunkowy, ma otwierane drzwi i załadowany jest całkiem dużą ilością sprzętu jak na taki mały pojazd (młot pneumatyczny, lornetka. kilof, piła tarczowa). Ogólnie bardzo przyjemny zestaw. Warto dołączyć go do kolekcji, będzie stanowił dobre uzupełnienie zespołu ratowników.

2962 Res-Q Lifeguard

Rok produkcji – 1998
Ilość minifigów – 2
Ilość elementów – 60
Białe kruki:

– w 3 zestawach

Zestaw promocyjny dostępny w sklepach w US oraz w sklepach firmowych Tchibo w Niemczech.
Mamy tu kawałek piasku z uchwytem i kołem ratunkowym (szkoda, że koło to naklejka), jest wieżyczka ratownika z ratowniczką ale nie wygląda ona na minifiga związanego z serią. Wygląda raczej na wyjętą żywcem z serii Paradise, ubrana w różową koszulkę w kwiaty (na szczęście przykrytą kamizelką ratunkową). Wieżyczka to siedzenie, na które można wejść po drabince, a całość stoi na filarze jaki stosowany był m.in. w monorailu. Przy siedzisku ratowniczki są uchwyty na sprzęt – krótkofalówka i megafon. W ręku natomiast trzyma ona lornetkę. Gdyby w tamtych czasach lego wymyśliło już element imitujący pływak (jak ten w kolekcjonerskich minifigach) to z pewnością zostałby on tu dodany.
Główną atrakcją natomiast jest pojazd terenowy. Ma otwieraną owiewkę i bagażnik. W bagażniku można przechowywać dodatkowe nakrycie głowy dla kierowcy (jest kask i czapka z daszkiem). Niestety pojazd nie posiada przednich świateł. Dziwne jest również dodanie po bokach żółtych headlightów. Nie mam pojęcia co miały imitować/do czego służyć. Ale generalnie auto jest całkiem do rzeczy.

6445 Emergency Evac


Rok produkcji – 1998
Ilość minifigów – 1
Ilość elementów – 95
Białe kruki:

– tylko w tym zestawie

! Ciekawostka – powyższy element występował w sumie w 8 zestawach ale w każdym była tylko 1 sztuka i w każdym miał on inny kolor. Link – http://www.bricklink.com/catalogItemIn.asp?P=2337&in=S

– w 3 zestawach

No tu już mamy małe mobilne centrum ratunkowe. Wprawdzie ratownik jest tylko jeden ale sprzętu starczy dla małego oddziału. Na zewnątrz pojazdu są umocowane: lornetka, łopata, kilof i piła tarczowa. Tył pojazdu można otworzyć, a na pace znajdziemy nosze i krótkofalówkę. Jest również przyczepka wyposażona w wyciągarkę linową z kotwiczką, jest też uchwyt z bloczkiem, na którym można podczepić minifiga i przy odpowiednim kącie opadania może on zjechać po zaczepionej wcześniej linie. Jest tu także młot pneumatyczny i latarka. Sam pojazd jest bardzo dobrze zaprojektowany i przyjemnie się go składało. Jedyny zarzut jaki mam to sterowanie – zamiast kierownicy minifig musi obsługiwać 2 dźwignie – to furgonetka czy czołg? Poza tym jest naprawdę dobrze. Zestaw godny polecenia.

6451 River Response

Rok produkcji – 1998
Ilość minifigów – 3
Ilość elementów – 136
Białe kruki:

– w 2 zestawach

Niezbyt skomplikowana w budowie ale bardzo ciekawa motorówka. Właściwie to mamy tu aż trzy pojazdy. Jest motorówka, jest ponton i jest mini pojazd kołowy trochę przypominający amfibię. Bardzo podoba mi się, że na wszystko jest tu miejsce. Tzn nie dostajemy 2 czy 3 pojazdów, które muszą być na zasadzie każdy sobie tylko wszystko można zamocować na głównym (była to jedna z wielu zalet sławnego Mega Core Magnetizera).
Ponton można zamocować na specjalnym stelażu, a auto wjeżdża na łódź z tyłu po uprzednim otwarciu bocznych blokad. Załoga to dwóch gostków w kapokach i jeden nurek. W samochodziku zmieszczą się 2 minifigi. Na łodzi jest też oczywiście sporo sprzętu – piła tarczowa, lornetka, reflektor, gaśnica, uchwyt do zjeżdżania po linie (wyciągarka jest zamocowana z przodu) i dodatkowy kask dla nurka. Kiedy mini amfibia zjedzie z pokładu motorówką steruje się za pomocą kierownicy. W jakiejś recenzji czytałem, że to niedopracowana konstrukcja bo jak auto znajdzie się na pokładzie to nie można tej kierownicy używać. No trochę wyobraźni (tylko ona nas ogranicza przecież🙂 ) Jak amfibia wjedzie to staje się integralną częścią łodzi i można z niej sterować (zupełnie jak to miało miejsce w zestawie Mission Commander z pierwszej kosmicznej policji – mały pojazd po umocowaniu z przodu statku stawał się jego sterownią). Wg mnie jak na zestaw tej wielkości wszystko jest dobrze przemyślane.

6462 Aerial Recovery




Rok produkcji – 1998
Ilość minifigów – 3
Ilość elementów – 188
Białe kruki:

– w 4 zestawach

Aerial Recovery to prawdziwa latająca forteca. Śmigłowiec wielki jak cała baza. Wprawdzie pod względem kształtu prezentuje się dobrze to jednak mam kilka uwag technicznych ale o tym za chwilę. Do kompletu z helikopterem dostajemy ponton i trójkołowy motocykl. Pisałem o tym wcześniej – bardzo podoba mi się, że na wszystko jest tu miejsce – zarówno ponton jak i motocykl można podczepić pod helikopter (w przypadku motocykla trzeba użyć siatki, a ponton ma specjalny uchwyt w środku). O ile trójkołowiec to nic specjalnego – jest bo jest, o tyle z pontonem jest ciekawa sprawa. Zamiast standardowego nurka Res-Q dostajemy tu nurka z serii Extreme Team:

Dlaczego? Nie wiadomo. Może dlatego, że seria Extreme Team wychodziła mniej więcej w tym samym czasie co Res-Q i chcieli ją jakoś zareklamować?
Sprzęt – nie za wiele jak na taki duży zestaw i tak liczną załogę. Lornetka, kilof, uchwyt do zjeżdżania po linie i nosze. Nurek jest wyposażony w harpun. Nosze można opuszczać i wciągać na wyciągarce linowej. Jest dla nich miejsce w środkowej części kadłuba. Resztę sprzętu można włożyć do zamykanych schowków po bokach. Ramię wyciągarki można składać tak, aby nie przeszkadzało w locie. Z przodu śmigłowca są dwa ruchome reflektory. Obie owiewki są otwierane. Tu kolejny plus dla fanów space – komputerek z serii M:Tron i Blacktron II.

A teraz trochę marudzenia albowiem wracamy do wcześniej wspomnianych uwag na temat konstrukcji. Do sterowania brakuje przysłowiowego joysticka. Pilot ma tylko radar. Z kolei drugi pilot ma wyjątkowo dziwne siedzenie. Zamiast normalnie posadzić go na studach są tam tilesy więc minifig opiera się na łokciach🙂 W ogonie dziura. Czy zaprawdę nie dało się wypełnić tej przerwy między plate’ami? Ale to wszystko dałoby się przeżyć gdyby nie karykaturalnie krótkie łopaty głównego wirnika. To razi w oczy momentalnie. Tak duży helikopter potrzebuje siły nośnej, a dostał wirnik od dużego wentylatora. To tak jakby Duke Nukem zamiast z pomocą jetpacka wznosił się w powietrze przy użyciu czapki ze śmigłem🙂 Ta niedoróbka tak bardzo mi przeszkadzała, że postanowiłem zrobić 2 mody (jeden taki ‚zestawowy’, ze studami, a drugi gładki i pomalowany na końcach ale niestety trochę grubszy):
W sumie średnica wirnika została w obu przypadkach zwiększona o 4 study.


6473 Res-Q Cruiser



Rok produkcji – 1998
Ilość minifigów – 3
Ilość elementów – 288
Białe kruki:

– w 3 zestawach
– w 2 zestawach
– w 5 zestawach
– tylko w tym zestawie
– w 3 zestawach
– tylko w tym zestawie
– tylko w tym zestawie

Zdecydowanie mój ulubiony zestaw z tej serii i chyba jeden z moich ulubionych w ogóle. Zestaw jest genialny nie tylko z wyglądu ale pod każdym względem. No ale po kolei.
Z przodu podwójna otwierana kabina (jedynie piloci mogliby siedzieć o 1 stud bliżej tyłu, żeby nie musieli się tak wyginać przy zamykaniu owiewki ale to szczegół). Po bokach 2 otwierane schowki, w jednym gaśnica, w drugim lornetka i kilof. Z tyłu po bokach mamy końcówki do ramienia pojazdu kołowego. Jedna to chwytak, druga to podwójna piła (piły można odczepić i używać ich oddzielnie). Na górze są 2 ruchome reflektory – kolejny plus – chromowane reflektory, popularne w serii Model Team. Z tyłu opuszczana rampa, natomiast śmigła (chociaż nie jest to niezbędne ale ułatwia sprawę) można rozłożyć na boki, żeby pojazd miał ułatwiony zjazd po rampie:



Ramię pojazdu ma jeszcze jedną funkcję – kiedy stoi on na pokładzie poduszkowca ramię trzyma się specjalnego uchwytu, żeby pojazd sam nie zjechał.

Świetnie został wykorzystany tutaj element służący jako przód w serii trains:

Wystarczy aby minifig obrócił się do tyłu i może obsługiwać łyżkę mini koparki oraz wspomniane wielofunkcyjne ramię. W łyżce przechowywany jest młot pneumatyczny i piła tarczowa. Można by było się przyczepić, że nie ma specjalnych uchwytów na sprzęt ale w rzeczywistości często tak właśnie różne narzędzia są przewożone przez robotników.

Na uwagę zasługuje również spód poduszkowca. Aby zabawa przebiegała bez przeszkód i niepotrzebnego szurania po różnych powierzchniach na spodzie zamontowano kółka od samolotów:

Dwa z przodu i jedno obrotowe z tyłu. Dzięki temu poduszkowiec śmiga na każdej powierzchni.

Krótko mówiąc zestaw jest rewelacyjny, budowanie to sama przyjemność, a bawialność stoi na bardzo wysokim poziomie.

6479 Emergency Response Center


Rok produkcji – 1998
Ilość minifigów – 5
Ilość elementów – 408
Białe kruki:

– w 4 zestawach
– w 4 zestawach
– w 5 zestawach
– w 3 zestawach
– w 2 zestawach
– tylko w tym zestawie
– w 3 zestawach
– tylko w tym zestawie
– tylko w tym zestawie

No to pora na największy zestaw w serii. Baza z prawdziwego zdarzenia i jak na bazę przystało jest tu miejsce na wszystko włącznie z pojazdami. Motorówka ma małe nabrzeże. Ponton ma swoją przyczepkę, którą można podczepić zarówno do motocykla jak i ciężarówki. Przyczepka oczywiście również ma swoje miejsce pod dachem. Na podjeździe parkuje ciężarówka i trójkołowiec. Na dachu jest mini lądowisko dla helikoptera.
Baza jest w pewien sposób podzielona zadaniowo. Na nabrzeżu jest wieszak na kapok, jest reflektor, mała latarnia morska, koło ratunkowe, a po drugiej stronie podjazdu sprzęt do nurkowania (butla, płetwy, hełm) oraz megafon (można się na kogoś wydrzeć, żeby nie właził do wody jak jest kurde zakaz🙂 ) Na końcu podjazdu jest sprzęt strażacki (hełm, łopata, siekiera, kilof, maska gazowa i.. oliwiarka? no ok, a także gaśnica).
Z tyłu budynku kolejna gaśnica oraz narzędzia ‚różne’ – piła tarczowa, uchwyt do zjeżdżania po linie, latarka, młot pneumatyczny, kilof, krótkofalówka, śrubokręt, wiertarka i dwa klucze płaskie. Jest tu też wejście do centrum dowodzenia.
Sprytnie użyto tu tego elementu:
.
Jeden wystarczył, żeby zrobić ładnie wyprofilowane nabrzeże, a kolejne dwa utworzyły dach kształtem idealnie pasujący do budynku.
Na dachu jest antena oraz ruchomy talerz satelitarny.

Pora na pojazdy:

Motocykl – wyposażony w krótkofalówkę i mogący zabrać przyczepkę.
Ponton
Motorówka z wyciągarką linową i noszami umieszczonymi w tylnej części. Tutaj nosze mają dodatkowy uchwyt, dzięki temu można je podczepić pod linę, żeby po niej zjechały.
Helikopter z otwieraną kabiną i wyciągarką linową.
Oraz…



Chyba jedna z najfajniejszych ciężarówek jakie zrobiło TLG. Wygląda super (w roli kabiny ponownie świetnie sprawdził się element występujący w serii trains), ma otwierany dach, dwa otwierane schowki po bokach, dwa uchwyty na sprzęt, z tyłu są dwa pachołki drogowe oraz jeden z najciekawszych systemów holowania jaki widziałem. Dwie niezależne wyciągarki linowe z hakami na wysięgnikach. Każdy z wysięgników może rozsunąć się pod kątem 90 stopni, prostopadle do ciężarówki.

Na koniec jeszcze fotki kartonu. Jest to jeden z tych okazów z otwieranym wieczkiem dlatego nie mogłem się powstrzymać. Cudo:


Podsumowując ERC to świetny zestaw, duży, niezwykle bawialny i chociaż sam budynek nie stanowi wyzwania przy budowaniu to zestaw jako całość się broni. Bardzo przyjemnie się to wszystko układało, nie można mówić o nudzie. Duża ilość sprzętu i pojazdów zapewni długie godziny zabawy.

5314 Town / Res-Q Equipment

Rok produkcji – 1999
Ilość elementów – 31

Polybag Lego Exclusive zawierający masę zapasowego sprzętu ratowniczego.

5319 Decorated Elements

Rok produkcji – 1999
Ilość elementów – 19

Polybag Lego Exclusive, zawiera kilka elementów z nadrukiem serii Res-Q.

Dziwadło:
W roku 1997 wyszedł zestaw 2882 Speedboat, a w roku 1999 wyszło jego limitowane wznowienie o numerze1069 Speedboat Dlaczego jest na nim logo Res-Q? Nie mam pojęcia. Z serią zestaw ten nie ma nic wspólnego – chyba, że chcieli, żeby kobita w łódce była cywilem do ratowania.
A może to po prostu taka sama pomyłka jak z zestawem z serii UFO, który miał na polybagu logo exploriens: Cyber Blaster

Katalog:

Jeden z mniejszych katalogów całą stronę poświęcił serii Res-Q (zestawy oraz makieta z udziałem tych zestawów ‚w akcji’)

Magnes:

Nie ma co się rozpisywać – logo Res-Q wykonane z gumy z magnesem z tyłu.

Podsumowując.
Seria Res-Q była według mnie strzałem w dziesiątkę, zwłaszcza jak na tamte ciężkie czasy, podobnie jak w 2014 takim strzałem był nowy Arctic. Mimo, że seria Res-Q nie zdobyła wielkiej popularności, mogę śmiało powiedzieć, że powinna była. Polecam każdemu kto ma dosyć w kółko odgrzewanych przez TLG tematów i chciałby coś oryginalnego.

Komiks Superbohaterski w Polsce – wstęp

W 1990 roku zapewne wielu z nas, wtedy w dość młodym wieku, pierwszy raz zetknęła się z kolorowymi zeszytami, których bohaterem był nie Milicjant, Pilot Śmigłowca czy Oficer, a ubrany w kolorowy strój młody chłopak oraz posępny twardziel z wielkimi spluwami robiący niezłą rozpierduchę. Po mniej więcej pół roku do tej dwójki dołączył koleś znany z tego, że nosi majtki na spodnie, oraz biedna sierotka z problemami emocjonalnymi i przez to ubierająca się w ciemne barwy i piorąca po nocach przestępców po pyskach.

promo5

Spider-man, Punisher, Superman i Batman – pierwsi Superbohaterowie, którzy odcisnęli znaczące piętno na komiksowym rynku w Polsce, i wzbudzający wiele emocji: niektórzy uważali, że wpłynęli na rozwój rynku, inni znowu, że go psuli prezentując sztampowe i mało ambitne historie.

promo3

Lata później komiks Super Hero cieszy się ogromną popularnością, którą zresztą napędza mu ogromna maszyna marketingowa, opierająca się głównie na rynku filmowym i zabawkarskim. Filmy i zabawki to zapewne obecnie o wiele bardziej intratne biznesy niż same komiksy, które sprzedają się nieźle, ale wciąż słychać o niezbyt zadowalających nakładach, a przez to wydawcy non-stop kombinują. Stąd też różne restarty, cross-overy, nagminne śmierci i zmartwychwstania, klony, multiuniversa i co tam jeszcze do głowy wpadnie zarówno scenarzystom jak i marketingowcom…

promo4

Jest z tym trochę zamieszania, także na naszym rynku. Obecnie mamy Wielka Kolekcję Komiksów Marvela, teraz wystartowała Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics, wychodzą tytuły w ramach DC New 52, Marvel Now, jest jeszcze DC Deluxe, a co jakiś czas otrzymujemy pojedyncze albumy…

promo1

Patrząc na Wasze pytania, można odnieść wrażenie, że dla osoby która by dopiero chciała zacząć czytać taką literaturę, sporym problemem jest określenie się, gdzie tak naprawdę zacząć? No i oczywiście o co w tym biega, bo nie każdy wie, czym się różni HC od SC, Vertigo od Image, i czy spotkanie Batmana z Supermanem może odbyć się na podobnych zasadach jak spotkanie Supermana ze Spider-manem. Pytań jest sporo, pojawiają się na tym blogu, na PW, w mailach. A że lubię różne zestawienia, może warto zrobić mały przewodnik po Komiksie Superbohaterskim w Polsce?

promo6

Tu wiec pytanie do Was, dodam, że już od jakiegoś czasu siedzę nad tym projektem, i obecnie planuję poruszyć kwestie takie jak:
– Rynek w Ameryce, różni wydawcy (Marvel i DC, ale także Dark Horse, Image, IDW) i kiedy to się zaczęło. Kwestie związane z restartami, odświeżeniami serii i bohaterów, śmierciami i zamieszanie z numeracją. Do tego jakiś krótki opisowy słowniczek, czyli czym różnią się choćby zeszyty od SC i HC i co to jest Annual.
– Przegląd aktualnej sytuacji na naszym rynku, czyli czy WKKM się sprawdziła, czy warto zbierać WKKDC, i czemu DC Deluxe są lepsze/gorsze.
– Historia komiksu Superbohaterskiego w Polsce, od czasów sprzed 1990 roku i wydań nie do końca autoryzowanych, poprzez przegląd oferty Tm-Semic/FunMedia, spojrzenie na ofertę Mandragory, Muchy, Dobrego Komiksu, kończąc na hegemonii Egmontu. Oczywiście przy wszystkich wydawcach będą zaznaczone tytuły, po które wręcz należy sięgnąć, a od których lepiej trzymać się z daleka.

promo2

Czy warto coś takiego zrobić? Jeżeli tak, jakie kwestie jeszcze poruszyć? Dodam od razu, że poruszać się będę tylko po naszym lokalnym rynku, nie chcę też robić poradnika co, gdzie i za ile kupić, a głównie pomóc osobom, które nieco gubią się w tym SuperBohaterskim świecie, lub po prostu chcą poczytać coś dobrego. Bo z komiksami z trykociarzami jest tak samo jak z każdym innym medium czy gatunkiem: znajdziemy tu opowieści zarówno głupkowate jak i prawdziwe arcydzieła, które po prostu warto poznać.

Szaleję, i niniejsza recenzja oprócz bloga, ląduje też na LUGPolu, Zbudujmy.To (z dedykacją dla Amala i Jetboya) oraz testowo na forum Heroes Movies, na którym goszczę od niedawna, a już miałem przyjemność poznać paru naprawdę fajnych zakręconych maniaków i maniaczki.😉

Marvel Super Heroes
76057 Spider-Man Web Warriors Ultimate Bridge Battle

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 00

Seria: Marvel Super Heroes
Rok premiery: 2016
Liczba elementów: 1092
Figurki: 7: Spider-Man, Spider-Girl, Scarlet Spider, Green Goblin, Scorpion, Kraven the Hunter, Aunt May
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 43 x 38 x 9.5 cm
Cena: $99.99, £89.99, 99.99 €, 469,99 zł

BrickSet, BrickLink

Świetną recenzje tego zestawu swego czasu na forum LUGPolu popełnił A.Brickovsky, i bardzo ciężko jest coś ciekawego do niej dorzucić, jednak zestaw na tyle przypadł mi do gustu, że jednak zapragnąłem poświęcić mu trochę miejsca. I tak, zgadza się, tym razem będzie recenzja utrzymana w pozytywnym tonie, czyli coś innego niż ostatnie takie sobie twory czy zupełne miernoty które (nie) przyjemność miałem opisywać. Postaram się też, by recenzja była jak najbardziej zwięzła, oraz by wyłapać jak najwięcej smaczków, a jak zobaczycie dalej, jest ich trochę.

Pudełko zaskakuje swoimi rozmiarami, jest dość duże, a także dość ciężkie. Wokół bardzo udanego zdjecia prezentującego zestaw w całej krasie, mamy obowiązkowe elementy w postaci nazwy, przedziału wiekowego czy wyszczególnienie figurek. Nie zabrakło także nazwy głównej serii: „Super Heroes„, oraz podserii: „Spider-man„. I tu ważna uwaga, NIE jest to zestaw oparty na uniwersum Ultimate Spider-man, jak błędnie podają niektóre serwisy! Web Wariors i Ultimate w nazwie samego zestawu to najprawdopodobniej po prostu efekt zastosowania chwytliwej i rozpoznawalnej marki, czyli nawiązanie do kreskówki Ultimate Spider-man, która niekoniecznie wiele ma z komiksowym światem Ultimate (dla ciekawych tematu, poruszałem kiedyś na blogu ten temat: Ultimate Spider-Man: Komiks, serial oraz LEGO).

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 01

Z tyłu pudełka obowiązkowe inne spojrzenie na zestaw i wprost mnóstwo dymków ukazujących najróżniejsze funkcjonalności. Trochę panuje tu chaos i nie wiadomo na czym zawiesić oko, ale trzeba przyznać, już teraz zestaw wiele nam obiecuje!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 02

W środku bez zaskoczeń: szereg ponumerowanych woreczków, jakieś większe elementy wrzucone luzem,

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 03

i dodatki papierowe zapakowane w gustowny woreczek. Jest zabezpieczenie, jest plusik. W papierologi mamy całkiem grubą instrukcję, niemy komiks będący reklamówką Marvelowskich zestawów z bieżącej oferty LEGO, oraz dość spory arkusik z naklejkami.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 04

Instrukcja to ponad 150 stron na których znajdziemy standardową zawartość: plany budowy, reklamy, indeks elementów itp.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 05

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 06

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 07

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 08

Za zestaw odpowiada Justin Ramsden, młody projektant LEGO, który na swoim koncie obecnie ma zaledwie cztery zestawy, w tym jednak dwa dość sporych rozmiarów! Listę jego tworów znajdziecie na BrickSecie. Trzeba przyznać, że ma się czym pochwalić. Throne of Ultron, prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka, i, że tak się wyrażę, „estetycznie”. Bardzo ubolewam, że zapewnię nigdy nie przyjdzie mi go zdobyć. Na pocieszenie są inne zestawy, w tym polybag z przerażającym Venomem: Spider-Man vs. The Venom Symbiote, oraz zawierający sporo ciekawych pomysłów i bardzo przyjemny w budowie i bogaty w ciekawe figurki Super Hero Airport Battle. Justin prywatnie jest wielkim miłośnikiem zarówno uniwersum Marvela jak i DC, co widać w jego konstrukcjach, w których umieszcza wiele najróżniejszych nawiązań do komiksowego uniwersum.

Zacznijmy od ludzików. Otrzymujemy aż siedem figurek, oprócz jednego rodzynka, wszystkie to niezwykle smakowite i premierowe kąski! Zresztą rodzynek także jest dość atrakcyjny, gdyż jest to sam Spider-man czyli Peter Parker, bardzo ładna i charakterystyczna figurka, tyle że dokładnie w identycznej formie dość mocno eksploatowana. Ale pajączka nigdy za wiele!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 11

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 12

Zresztą w zestawie znajdziemy całą pajęczą rodzinkę. Ben Reilly czyli Scarlet Spider to klon Petera. A może Peter jest jego klonem? Tego chyba nikt nie wie, a przesadnie długa i zbyt mętna saga o wielkim klonowaniu obecnie nie należy do najlepszych przykładów z komiksowego świata. Polscy czytelnicy mogli się z jej (sporym) fragmentem zapoznać pod koniec działalności wydawnictwa Tm-Semic, niestety zakończenia nie doczekaliśmy, gdyż seria została nagle (w ostatnim numerze jest zapowiedź ciągu dalszego) zakończona. Wielka szkoda, najwidoczniej polski czytelnik także nie wytrzymał tego dzieła. Sama figurka, podobnie jak protoplasta, pod względem wizualnym utrzymana jest w dość „luzackim stylu”, choćby dzięki niebieskiemu bezrękawnikowi z kapturem.

Spider-Woman czy też Spider Girl to według LEGO Petra Parker, co niekoniecznie się zgadza. Choćby z tego powodu, że Petra owszem, w alternatywnym świecie miała pajęcze moce, ale też dysponowała niezbyt długimi ciemnymi włosami. Patrząc na naszą figurkę, powiedziałbym, że to raczej Jessica Drew, co najlepsze, pochodząca ze świata Ulimate. Trochę to zamieszane, jak same komiksy z Super Bohaterami.😉

comics Petra Parker and Peter Parker

comics Jessica Drew Ultimate Comics Spider-Man

W pajęczej rodzince znalazła się jeszcze Ciocia May (Aunt May), czyli postać bez żadnych mocy, ale bardzo ważna zarówno dla świata Pajączka, jak i samego Petera. Figurka stylizowana jest ewidentnie na pierwotnym wizerunkiem tej postaci w komiksie, czyli nieco starszej wiekiem. W Uniwersum Ultimate Ciocia została nieco odmłodzona wizualnie i obdarzona większą charyzmą, co tym razem wyklucza to uniwersum. Czyli mieszania ciąg dalszy.

Ci źli. Trzy bardzo charakterystyczne postacie, z których dwie odegrały wprost ogromną rolę w życiu Petera Parkera i Spider-mana.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 13

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 14

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 15

Green Goblin czyli Norman Osborn jest jednym z największych wrogów pajączka, jednocześnie jego syn, Harry, to serdeczny przyjaciel Petera.

comics Green Goblin

W komiksowym świecie znajdziemy wiele doskonałych historii opowiadających o potyczkach Spider-mana z Goblinem, w tym Śmierć Gwen Stacy, wydaną u nas nie tak dawno w Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela jako część 98 tomu pod tytułem Śmierć Stacych. Ojca Gwen, czyli Kapitana Stacy możemy jako minifigurkę spotkać w zestawie 76059 Spider-Man: Doc Ock’s Tentacle Trap.

comics WKKM98 The Amazing Spider-Man Smierc Stacych

W niniejszym zestawie otrzymujemy jako konstrukcję most, budowla w tym stylu odegrała wielką rolę w historii Śmierć Gwen Stacy, więc tym bardziej dziwi fakt, że minifigurki samej Gwen póki co nie uświadczyliśmy! Szkoda, wielka szkoda…

comics Amazing Spider-Man 14

Debiut: Amazing Spider-Man #14 (1964)

comics Tm-Semic Spider-Man 017 1991-11

Sama minifigurka prezentuje się rewelacyjnie, i nieco kiczowato, co akurat idealnie jej pasuje. Nie jest to pierwsze pojawienie się Green Goblina w klockowym świecie, miał już swoje chwile w seriach Juniors, Mighty Micros czy nawet Duplo! I był też zestaw bezpośrednio oparty na wyglądzie tej postaci ze świata Ultimate, która znacząco została zmodyfikowana poprzez wysłanie jej na intensywne treningi na siłowni, czyli jest po prostu znacznie przypakowana. Znajdziecie ją w zestawie: 76016 Spider-Helicopter Rescue. Zdjęcie rodzinne wszystkich goblinów postaram się niedługo wrzucić do cyklu Fotki Super Trykociarzy.

Kraven the Hunter czyli Sergei Kravinoff także często napsuł krwi Spider-manowi, choć na początku swojej komiksowej kariery był postacią która często potrafiła śmieszyć czytelnika, choćby z powodu „laserów wystrzeliwanych z… sutków”.

comics Kraven the Hunter

Ale miał też bardzo dobre momenty, w tym w historii Ostatnie Łowy Kravena, która w Polsce ukazał się dwukrotnie: raz w ramach Tm-Semicowej serii Spider-man, a drugi raz we wspomnianej już Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela jako 10 tom. Historia uznawana jest za jedną z najważniejszych i najlepszych z tych dotyczących Pajączka i szczerze ją polecam!

comics WKKM10 The Amazing Spider-Man Ostatnie Lowy Krawena

comics Tm-Semic Spider-Man 045 1994-03

comics Tm-Semic Spider-Man 044 1994-02

comics Tm-Semic Spider-Man 043 1994-01

comics Amazing Spider-Man 15

Debiut: Amazing Spider-Man #15 (1964)

W LEGOwym wydaniu Kraven the Hunter prezentuje się wprost wyśmienicie! A, i nie przypomina Wam Jetboya?😉

Scorpion czyli MacDonald Gargan, postać jak wiele ze Świata pajączka, wzorowana na wyglądzie zwierzęcym.

comics Scorpion

Taki standardowy i powiedziałbym „szeregowy” przeciwnik pajączka, wystąpił w paru komiksach także wydanych u nas. Figurka bardzo fajna, oparta na klasycznym wyglądzie, choć niestety ma nieco problemów z ustaniem, i bez podstawki trzeba nieco ją pochylić, by ogon jej nie przeważył.

comics Amazing Spider-Man 20

Debiut: Amazing Spider-Man #19, #20 (1964, 1965)

comics Tm-Semic Spider-Man 020 1992-02

Ludziki zachwycają, cały komplet. Szkoda, że nie ma Gwen Stacy, ale dobór postaci i tak powinien usatysfakcjonować każdego miłośnika komiksów z Pajaczkiem.

Zobaczmy więc, co więcej oferuje nam zestaw.

Policyjny quad to malutki modelik, spełniający rolę nieco na siłę dołożonego wypełniacza. Quad składa się z dwóch części połączonych zawiasem, ma to być akcent bawialności: postać o większej sile może pojazd „złamać”. Podobna konstrukcja miała rację bytu w zestawiku 5003084 The Hulk, ale tutaj pasuje tak sobie. Policjanta brak.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 21

Jedźmy dalej (proszę się zaśmiać, bo wiecie ulica, pojazdy itp. Taki sucharek. No dobra, przepraszam za niski poziom…). Taksówka. Sporo naklejek, ale samo autko całkiem ładne i fajnie skonstruowane. I na 4 study – unikat w dzisiejszych czasach!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 22

Na desce rozdzielczej ma radio i wyświetlacza pokazujący cenę, w tym przypadku jest top „$13.10”. Zapewne to do czegoś nawiązanie, jednak niestety, nie kojarzę, może macie jakiś pomysł, co to może oznaczać?

Akcesoria, czyli zielony kosz, i dwa płomienie:

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 23

Glider, czyli szybowiec goblina występował już w sporej liczbie zestawów, i zazwyczaj był dość pokraczny, tutaj natomiast udał się całkiem nieźle. Plus dla projektanta!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 24

Goblin oczywiście potrzebuje jeszcze jakiejś broni, a najbardziej charakterystyczną są wybuchające dynie. A jak jeszcze są całe w płomieniach, to już jest czego się obawiać. Same płomienie są przyczepione do główki na stałe, podobnie jak głowa Ghost Ridera z zestawu 76058 Spider-Man: Ghost Rider Team-Up, jest to jeden element.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 25

Zaczynamy budowanie głównej konstrukcji, oczywiście od filarów, bez dobrych podstaw nic wielkiego nie powstanie (znowu suchar, obiecuję ostatni raz…). Pierwszy filar zasłonięty jest pajęczynami, do tego w środku przyczepiony został aparat. Jak się później okaże, jest to całkiem nieźle uzasadnione.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 31

Drugi filar skrywa zbrojownię Kravena, w której także ukryto pewien tajemniczy skarb. Do tego Kraven dysponuje całkiem zaawansowaną technologią i na wyświetlaczu pokazuje mu się mapa z zaznaczonym miejscem pobytu Pajączka. Do tego od razu podane są współrzędne: 40”N 73”W. Współrzędne wskazują na New Jersey, zapewne jest tu jakieś większe znaczenie.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 32

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 33

Powoli powstaje ulica, oczywiście zaczynamy od szkieletu, widać od razu już wyłom w murze.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 34

Ulica to w większości „tanio” wyglądające spore panele, na szczęście miejsca po wtryskach można zamaskować naklejkami. Nad jednym filarem umiejscowiona została zapadnia – gdy jakiś złoczyńca na niej stanie, bęc i spada w dół wprost w pajęczyny, a wspomniany wcześniej umiejscowiony tam aparat fotograficzny automatycznie pstryknie mu fotkę. Fajne.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 35

Sama ulica to za mało, więc budujemy dalej. Czasem jest kolorowo!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 36

Trochę nieregularnych ścian, ciemnoczerwone wykończenia, dodatki, a na deser gniazdo z jajkami. Ogólnie, dzięki nieregularności i stylizowaniu konstrukcji na starą i podniszczoną, budowa przebiega bardzo przyjemnie.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 41

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 42

Przy wjeździe na most mamy tablice informacyjne. Na lewej są liczby 15 i 89, które kierują na lotnisko, zakładam, że projektant w ten sposób wspomniał o swojej poprzedniej konstrukcji. Daily Bugle to oczywiście nazwa gazety do której Peter sprzedaje zdjecia zrobione samemu sobie gdy wciela się w Pajaczka. Pojawia się tu jeszcze liczba 90. Może te liczby to numery wydań serii Amazing Spider-Man Vol1? W numerze 15 po raz pierwszy pojawił się Kraven, w numerze 90 natomiast mieliśmy tragiczną historię „And Death Shall Come!” z Kapitanem Stacy, która zaczęła się właśnie w numerze 89. Po polsku możemy ją przeczytać we wspomnianym wcześniej tomie WKKM. Co do znaku przy drodze, to trasa 25 prowadzi wprost do Hell’s Kitchen, czyli może jest szansa, że w końcu w klockowym świecie pojawi się także postać Daredevila?

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 43

Same tablice, a także słupy do których są przyczepione, zapewniają całkiem niezłe spektrum ruchu – idealne do choćby symulowania zniszczeń przez latającego Green Goblina. Po lewej stronie w bonusie dostajemy kładkę będącą jednocześnie wyrzutnią. Stawiamy tam cokolwiek, ot choćby ludzika czy kosz na śmieci, pstryk i cokolwiek leci gdziekolwiek (a obiecywałem…). A jak kogoś jeszcze trafi to już jest zupełna zabawa.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 44

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 45

Wspomniana zapadnia oraz wyłom. Póki co most zapewnia całkiem sporo atrakcji. A to jeszcze nie koniec!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 46

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 47

Most jest dość wiekowy, więc łatwo jest go uszkodzić, szczególnie, gdy toczy się na nim jakaś bitwa.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 48

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 49

Ale ma też ukryte atrakcje, jak choćby siatka. Nieświadoma niczego postać zatrzymała się by odsapnąć, w tym momencie wciskamy proporzec na szczycie konstrukcji i niespodzianka! Złoczyńca wpada w spadającą siatkę!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 50

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 51

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 52

A od drugiej strony na szczycie mostu mamy jeszcze bardzo prostą skocznię, czyli banalny mechanizm wypychający stojącą tam postać.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 53

Możemy jeszcze rozwalić ścianę i odkryć skrzynię skrywającą diamenty… Jest się czym bawić!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 54

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 55

A to nie koniec niespodzianek, zostają jeszcze ozdobione plakatami i graffiti podstawy mostu. „Which one is which” to oczywiście nawiązanie do sagi klonów, Natomiast JBCR to zapewne podpis samego projektanta zestawu: Justina Ramsdena, a przynajmniej zgadzają się pierwsza i ostatnia litera. Ciekawe jak ma na drugie imię?

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 56

Kolejna strona i kolejne nawiązanie do Clone Saga: „Who is the clone?„. „The hunt is on” to bezsprzecznie przytoczenie wspominanej już przeze mnie jednej z najlepszych historii z Pajączkiem, czyli Ostatnich Łowów Kravena.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 57

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 58

Kolejny mur, kolejne ciekawostki. Thwip to dźwięk wystrzeliwanej pajęczyny. Pierwsza strona gazety Daile Bugle i nagonka na pajączka, czyli to do czego przyzwyczaił nas przez lata J. Jonah Jameson. Z tyłu policyjne zdjęcie Green Goblina wraz z określeniem jego wzrostu: 4 cm – czyli dokładnie tyle, ile ma minifigurka! Do znaczy CPG (skrót od Comics Price Guide?) jeszcze niestety nie wiem…

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 59

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 60

I ostatnie ozdobniki, w tym głowa pajączka ujęta w okrąg – przez długie lata takim logo były oznaczane komiksy ze Spider-manem, znaczek ten stosowało też wydawnictwo Tm-Semic w naszym kraju. Inicjały PP+GS w serduszku to oczywiście Peter Parker i Gwen Stacy. Przy napisie „Age” na srebrnym tle zgaduję, że to nawiązanie do Silver Age, czyli okresu mniej więcej przypadającego na lata 1956 – 1970, zresztą pierwsza historia z Pajączkiem została opublikowana dokładnie w sierpniu 1962 roku na łamach 15 numeru magazynu Amazing Fantasy. Rok 1962 zresztą także został w konstrukcji wyszczególniony – wróćcie do zdjecia na którym Skorpion wpada w pułapkę.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 61

comics Tm-Semic Spider-Man 001 1990-01

comics Amazing Fantasy 15

Świetna konstrukcja i niesamowicie bawialna. A do tego jak wspaniale się prezentuje, gdy poustawiamy na niej pojazdy i minifigurki!

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 71

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 72

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 73

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 74

A jako że TLG już wypuściło trochę figurek ze świata Pajączka, most aż prosi się, by go jeszcze gęściej zagospodarować. Jedne takie zdjęcie już wrzucałem na bloga, teraz cała sesja.

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 81

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 82

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 83

76057 Spider-Man Web Warriors Real Ultimate Bridge Battle 84

Minusy? Może jakieś są. Boli brak postaci Gwen Stacy, policyjny pojazd nie prezentuje się jakoś rewelacyjny i nieco odstaje od całości, do tego brak figurki policjanta nieco dziwi. Zresztą taksówkarz także gdzieś się zapodział. Ale nie ma co płakać za cywilami, za to dostajemy komplet świetnych postaci reprezentujących zarówno tych dobrych jak i złych. Wspomniana niesamowita bawialność, do tego bardzo ładna i przyjemna w budowie konstrukcja, no i te smaczki. Zestaw naprawdę ma wiele zalet! To idealny model zarówno dla dzieciaków jak i miłośników komiksów.

Z całego serca gorąco polecam!

Jak znajdziecie jeszcze jakieś smaczki, koniecznie dajcie znać!

SDCC made in china

Dla fana Super Hero zestawy LEGO o tej tematyce są niezwykle kuszące, choć oczywiście też zależy które. Jak wiemy, wiele zestawów o tej tematyce, które serwuje nam TLG stoi niestety na dość niskim poziomie. Nie można tego natomiast powiedzieć o minifigurkach, te raczej zawsze są rewelacyjne! Nasze ukochane TLG dodatkowo serwuje nam specjalne specjale z okazji choćby SDCC – czyli unikatowe figurki dostępne tylko na konwentach, i zazwyczaj trafiające w ręce nie do końca fanów tematyki klockowej. Więc lądują na rynku wtórnym. Więc każdy może je zakupić, choć niestety kwoty które należy zapłacić,  są zazwyczaj trzycyfrowe… Uczciwie trzeba przyznać, że obecność na konwencie wiąże się ze sporymi wydatkami, więc jak najbardziej ceny są uzasadnione. Powiedzmy. Przyznam się, dwie takie figurki mam. Dostałem w prezencie, i krótka recenzję z pewnością o nich zrobię. Reszta – no cóż, ja muszę obejść się smakiem, niestety, ceny są za wysokie na moją kieszeń. Ale zawsze można poszukać zamienników. Choćby w chinach, gdzie dzięki Aliexpress kwitnie handel produktami nie zawsze pełnowartościowymi, a zazwyczaj po prostu zwykłymi bezczelnymi podróbkami. I są w tym też klocki, figurki z SDCC można nabyć nawet za dolara! Czasem trzeba popolować, ale oferty da się znaleźć. Ba! Chińczycy idą dalej i produkują nie tylko podróbki, ale też oferują postacie, których w ofercie LEGO nie ma! Wiadomo, bez licencji, ale z ciekawości postanowiłem coś sobie sprawić. W moje ręce trafiło parę malutkich paczuszek,

made in china 2016-08-31a

a tam:

made in china 2016-08-31b

Czego tu nie ma! LEGO olało temat X-Men: Apocalypse, a tu bardzo proszę: są mutanty! W przypadku Suicide Squad mamy w LEGO jakieś wybrane postacie, a tu bez problemu dostanie się cały komplecik postaci. Jest nawet minifigurka samego Stana Lee! Ceny średnio wychodzą około 0.80 dolara za sztukę, w tym już wliczona przesyłka do Polski. Część figurek można kupować na sztuki, niektóre dostępne są jako tematyczne paczki składające się np.: z 8 minifigurek. Jakość? Otworzyłem już parę, i nie jest to LEGO, szczególnie występują problemy z nadrukami na główkach, ale naprawdę, tragedii nie ma! Wiem że nie każdy trawi te podróby, ale jak macie ochotę, porobię dokładniejsze zdjecia i sami zobaczycie, jak to wygląda.

LEGO Star Wars Magazyn 2016/09

kobalt informuje: Do sprzedaży trafił kolejny numer magazynu Lego Star Wars (09/2016) Cena: 9,99 zł Dodatek: „Chatka Yody” Następny numer: dostępny od 29 września a dodatkiem będzie „AT_AT”.

Czytaj dalej »

LEGO Ninjago Oficjalny Magazyn 2016/08

kobalt: W kioskach pojawił się nowy numer magazynu Lego Ninjago (08/2016) Cena : 9,99 zł Dodatek : „Bucko z mieczem i hakiem harpunowym” Następny numer : dostępny od 29 września a dodatkiem będzie figurka „Tytanowy Zane z 2 maczugami, mieczem i szablą”

Ja się skusiłem, w końcu dostajemy minifigurkę pirata!

Czytaj dalej »

Miła pani z saloniku prasowego nie zawiodła, i pierwszy numer Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics za 14,90 jest już mój. Uwaga, bo chyba nie wszyscy wiedzą: to cena promocyjna, drugi tom będzie kosztował 29.99, a kolejne 39,99. W odróżnieniu od WKKM, w przypadku dwuczęściowych historii otrzymujemy je w kolejnych dwóch numerach, a nie losowo rozrzucone. Czyli pierwszy plusik już jest, zobaczmy więc, co nas dalej czeka.

Pierwszy promocyjny numer musi rzucać się w oczy, stąd też otrzymujemy go podanego na sporych rozmiarów kartonowym tle.

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 01

Po prawej komiks (zafoliowany), po lewej reklamowy magazyn. A z tyłu trochę informacji o najbliższych numerach, oraz zdjęcie całej kolekcji i panoramy jaką otrzymamy po skompletowaniu wszystkich 60 tomów. Widać także tytuły na grzbietach – stąd wiadomo czego się spodziewać – przepisaną listę znajdziecie we wcześniejszej notce. No i same tytuły na grzbietach to dla mnie ogromny plus – strasznie nie lubię tych anonimowych grzbietów z WKKM. Póki co, same zalety. A! Jest i trzecia! Popatrzcie na tę informację! „Na końcu każdego tomu znajduje się „dodatek z przedrukiem” jednego z najważniejszych momentów liczącej sobie ponad 75 lat historii DC Comics (…)„! Jak dla mnie, jest to dodatek niezwykle atrakcyjny, lubię takie ciekawostki i wspominki z przeszłości!

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 02

Magazyn w formacie mniej więcej A4 to paro stronicowa reklamówka kolekcji, oczywiście mająca nas zachęcić do kontynuowania zbierania kolejnych tomów. Ładny papier, estetyczna szata graficzna, kolorowe ilustracje, reklamówka sama w sobie jest przyjemną lekturą.

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 11

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 12

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 13

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 14

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 15

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 16

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 17

Przejdźmy więc do elementu najważniejszego, czyli samego komiksu. Co do historii, to za scenariusz odpowiada Jeph Loeb, a za rysunki Jim Lee, czyli mamy wielkie nazwiska gwarantujące niezłą zabawę. I tak jest, komiks czyta się bardzo przyjemnie, a rysunki po prostu zapierają dech w piersiach, tym bardziej, że mamy tu dość sporo postaci, zarówno superbohaterów jak i superłotrów. A to co odprawia Jim Lee jest niesamowite! Tła są dopracowane, poszczególne kadry cieszą oko feerią barw, postacie męskie są doskonale umięśnione, a kobiety pełne wdzięku, a do tego nie ukrywają swoich ponętnych kształtów. Sama historia to dobre czytadło, acz w kategorii bardziej przeciętniaka niż arcydzieła, gdyby nie rysunku, zapewne album nie zyskałby takiej sławy.

Poniżej Hush z kolekcji obok pierwszego wydania Egmontu (w miękkiej oprawie).

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 21

Oprawa jest jakaś dziwna, niby twarda, ale dość cienka, do tego łatwo się wygina. Ale nie traktowałbym tego za wadę, wszak miejsce na półkach jest cenne, a jak na każdym tomie zaoszczędzi się ten milimetr, to przy 60 tomach wyjdzie całkiem niezły kawałek.😉 Bardziej mnie martwi wykończenie okładki, tj lakierowanie, które nie sprawia dobrego wrażenia. Wolę oprawy matowe, lub miejscowo lakierowane. Ale to też w sumie szczegół i kwesta gustu.

Otwieram więc tomik i wącham. Ludzie narzekają na smród, ja czuję zapach farby drukarskiej, choć dość ostry i nie tak przyjemny jak w innych komiksach. Przewracam strony i wsadzam nos między oprawę a pierwszą stronę. To był błąd, zapach gówna za przeproszeniem skutecznie mnie odtrąca. Śmierdzi nie druk, a klej. Przy kartkowaniu, powoli, ale coraz wyraźniej, smród daje o sobie znać. Nie ma wyboru, komiks musi swoje odleżeć zanim zabiorę się za czytanie, wcześniej po prostu nie dam rady. Z zatkanym nosem pstryknąłem jeszcze fotkę porównującą jakość druku między pierwszym a drugim wydaniem:

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 22

Pod tym względem jest bardzo dobrze, nawet wydaje mi się, że kolorki są bardziej nasycone w wersji WKKDC. Jak kogoś interesuje, to kiedy komiks się przewietrzy, to postaram się zrobić może więcej porównań.

Jeszcze fotki klasycznej historii z Batmanem, czyli reprintu zeszytu Detective Comics 27 oryginalnie wydanego w maju 1939. Przynajmniej tak informuje nas kolekcja i niestety, pod tym względem kłamie. Owszem, Batman pojawił się w tym zeszycie, ale zaprezentowany nam reprint opiera się na później wydanym OCENZUROWANYM wznowieniu (usunięto np.: nóż z kadrów 2 i 3 na drugiej stronie komiksu)! Reprint to świetny pomysł, ale jednak fajnie, gdyby opierał się na naprawdę pierwszym wydaniu, a nie na późniejszych, i co gorsza zmienionych, edycjach! Spory minus.

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 23

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 24

Tylna okładka:

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 25

I stopka. Za przygotowanie polskiego wydania odpowiada Egmont. No proszę… Czyli duble będą po prostu zyskiem, nie będzie trzeba płacić ponownie za tłumaczenie i obróbkę materiału. To mój domysł, żeby nie było, ja nie jestem wydawcą. Egmont to obecnie specjalista w temacie Suerpbohaterów, więc można mieć nadzieję, że od strony merytorycznej nie będzie większych błędów. Jak wspominam co Eaglemoss wypisywał za brednie w magazynach dołączonych do figurek z Kolekcji figurek Marvela, to mi się włos na głowie jeży…

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 26

Dla lubiących porównania, jeszcze fotki z konkurencyjną kolekcją, i pierwszym wydaniem:

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 27

Wileka Kolekcja Komiksow DC Comics Tom 1 Hush 28

Sporo rzeczy na plus, niestety, także sporo na minus. Smród zaskakuje, oprawa nie powala, do tego brzydki lakier nie zachwyca. Papier cienki, ale w porządku, jakość druku raczej bez zastrzeżeń. Dodatki w postaci klasycznych historii to rewelacyjny pomysł, gorzej z realizacją i prezentacją późniejszej, głupio ocenzurowanej wersji. O ile w kolejnych numerach zapaszek nie będzie się pojawiał, to kolekcja jest świetną ofertą dla osób dopiero zagłębiających się w świecie komiksu Superbohaterskiego. Dla kupujących od lat co lepsze tytuły, za dużo tu powtórzeń, a póki co, jakość pierwszego zeszytu nie zachwyca i nie zachęca do wymiany starych wydań. Na szczęście można olać panoramę i kupować wybrane, co lepsze tytuły. I takiej wersji ja będę się trzymał.

Koniecznie podzielcie się swoimi przemyśleniami i wrażeniami!

Zgodnie z zapowiedziami, dziś zadebiutowała w sprzedaży Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics! Pierwszy numer dostępny jest w promocyjnej cenie 14,90 zł, i bez problemów powinno udać się go nabyć w jakimś saloniku prasowym, choć nie we wszystkich są.

Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics 02

Ja swój egzemplarz odbiorę w zaprzyjaźnionym kiosku dopiero jutro, więcej więcej o tym jak to dokładnie się prezentuję w kolejnej notce, jednak już pierwsze głosy nie są zbyt optymistyczne. Jakościowo podobno jest gorzej niż we WKKM, papier jakby cieńszy, jakość druku nie idealna, okładki niby twarde a cienkie, no i smród, i taki prawdziwy, a nie przyjemny dla każdego bibliofila zapach farby drukarskiej. Gdy do tego dołoży się sporo powtórzeń w kolekcji, czyli tzw. dubli, to przynajmniej dla mnie, cała seria mocno traci na atrakcyjności i najprawdopodobniej skończy się na zakupie wybranych tomów. A że rysunek na grzbietach nie będzie kompletny, to trudno, zawsze można dorobić sobie obwolutę. Tym bardziej, że panorama jest fajna, ale choćby w przypadku WKKM bardzo mi jednak brakuje tytułów na grzbietach.

Lista 60 pozycji, które wejdą w skład kolekcji. Lista i uwagi opierają się na wątku poświęconemu kolekcji na forum Gildii, listę przepisał i uwagi zaznaczył użytkownik JanT. Na czerwono wydawca i uwagi do wcześniejszej edycji danego tytułu.

01. Hush 1 (Batman: Hush) Egmont
02. Hush 2 (Batman: Hush) Egmont
03. Kołczan 1 (Green Arrow: Quiver) Egmont
04. Kołczan 2 (Green Arrow: Quiver) Egmont
05. Batman i Syn (Batman & Son) Egmont (WKKDC będzie zawierać dodatkowe zeszyty, których brak w wyd Egmontu)
06. Krąg (Wonder Woman: Circle)
07. Długie Halloween 1 (Batman: Long Hallowwen) Mucha Comics
08. Długie Halloween 2 (Batman: Long Hallowwen) Mucha Comics
09. Śmierć w rodzinie (Batman: A Death in the Family)
10. Ziemia 2 (JLA: Earth 2) Fun Media
11, Wielki skok Seliny (Catwoman: Selina’s Big Score) Egmont (pełniejsza edycja)
12. Na tropie Catwoman (Catwoman: Trail of the Catwoman) Egmont
13. Ostatni syn Kryptona (Superman: Last Son of Krypton)
14. Wieża Babel (JLA: Tower of Babel)
15. Zagłada Gotham (Batman: The Doom That Came to Gotham) Egmont
16. JLA – Rok Pierwszy 1 (JLA – Year One)
17. JLA – Rok Pierwszy 2 (JLA – Year One)
18. Szaleństwa i żarty (Harley Quinn: Preludes and Knock-knock Jokes)
19. Superman – Człowiek ze stali (Superman: Man of Steel) TM-Semic
20. Luthor (Lex Luthor: Man of Steel) Egmont
21. Sprawiedliwość 1 (Justice) Mucha Comics
22. Sprawiedliwość 2 (Justice) Mucha Comics
23. Władcy Losu (The Brave and the Bold: The Book of Destiny)
24. Green Lantern – Tajna Geneza (Green Lantern – Secret Origin)
25. Śmierć Supermana (Superman: The Death of Superman) TM-Semic
26. Urodzony Sprinter (Flash: Born To Run)
27. Robin – Rok Pierwszy (Robin: Year One)
28. Raj Utracony (Wonder Woman: Paradise Lost)
29. Gwóźdź (JLA: The Nail)
30. Trójca (Batman/Superman/Wondr Woman: Trinity) Egmont
31. Brainiac (Superman: Brainiac)
32. Batgirl – Rok Pierwszy (Batgirl – Year One)
33. Superman – Tajna Geneza (Superman: Secret Origin)
34. Narodziny Demona 1 (Batman: Birth of the Demon) Egmont
35. Narodziny Demona 2 (Batman: Birth of the Demon) Egmont
36. Ich własna Liga (Young Justice: A League of Their Own)
37. Wojna Łotrów (Flash: Rogue War)
38. Zjawy z przeszłości (Batman: Strange Apparitions)
39. Dziedzictwo 1 (Superman: Birthright)
40. Dziedzictwo 2 (Superman: Birthright)
41. Oczy Gorgony (Wonder Woman: Eyes of the Gorgon)
42. Wrogowie Publiczni (Superman/Batman: Public Enemies) Egmont
43. Ścigany (Plastic Man: On the Lam)
44. Green Arrow – Rok Pierwszy (Green Arrow: Year One)
45. Nowa Granica 1 (The New Frontier) Egmont
46. Nowa Granica 2 (The New Frontier) Egmont
47. Powrót Barry’ego Allena (Flash: The Return of Barry Allen)
48. Kolejny Gwóźdź (Justice League: Another Nail)
49. Bogowie i śmiertelnicy (Wonder Woman: Gods and Mortals)
50. Supergirl (Superman/Batman: Supergirl) Egmont
51. Człowiek który się śmieje/Azyl Arkham (Batman: The Man Who Laughs / Arkham Asylum) Egmont
52. Nowy porządek świata (JLA: New World Order) Egmont
53. Kontrakt Judasza (Teen Titans: The Judas Contract)
54. Dla Jutra 1 (Superman: For Tomorrow)
55. Dla Jutra 2 (Superman: For Tomorrow)
56. Pragnienie sprawiedliwości (JLA: Cry for Justice)
57. W cieniu Red Hooda (Batman: Under the Hood)
58. Włóczęga Bohaterów (Green Lantern/Green Arrow: Hard-Travelling Heroes)
59. Udręka (Superman/Batman: Torment)
60. Punk krytyczny (Flashpoint) Egmont

Sporo tych dubli, i o ile np.: Superman: Man of Steel można by sobie powtórzyć, to duble tytułów z DC Deluxe raczej bezsensownie robić.  Macie już swój pierwszy numer? Będziecie zbierać? Jak wrażenia?