Feeds:
Wpisy
Komentarze

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie
Superman ratuje świat: 1977 – 1988

To będzie ciekawa, acz ciężka przeprawa. I idealne zobrazowanie tezy, że „klimat trzeba czuć”. A twórcy z Fabryki Snów niestety nader często miewali z tym problemy. I jak zobaczycie na kolejnych przykładach, przez lata nie mieli zielonego pojęcia,  jak przenieść komiksowe historie na szklany ekran. Na szczęście zdarzały się także chlubne wyjątki.

Wróćmy więc do XX wieku, a dokładnie do 1975 roku. I na sam początek prawdziwe kuriozum. It’s a Bird…It’s a Plane…It’s Superman czyli telewizyjna adaptacja musicalu, który już w 1966 roku miał swoją premierę na Broadwayu! Film podobno jednak nie zachował specyficznego, rozśpiewanego, klimatu…

(1975) It's a Bird... It's a Plane... It's Superman!

Wybaczcie, że teraz nieco zaburzę chronologię, ale właśnie dochodzimy do paru cykli, które najlepiej będzie przedstawić za jednym zamachem.

Spider-mana zapewne doskonale znacie, ale czy wiedzieliście, że już w 1977 powstał pełnometrażowy film z tym superbohaterem? Zatytułowany zresztą po prostu Spider-Man. Film wkrótce doczekał się dwóch kontynuacji: Spider-man Strikes Back z 1978 roku i Spider-Man The Dragon’s Challenge z 1979. Wszystkie trzy filmy stanowiły jedną serię i były bezpośrednio powiązane z 13 odcinkowym serialem emitowanym w latach 1978-1979. Dzisiaj to dzieło jest dość ciężkostrawne i zupełnie nie zachwyca, sięgnąć po nie powinni tylko najwięksi miłośnicy człowieka pająka.

(1977) The Amazing Spider-Man

(1978) Spider-man Strikes Back

(1979) Spider-Man The Dragon's Challenge

Podobnie sprawa wygląda z innym bohaterem ze stajni Marvela. Zielonoskóry Hulk otrzymał na własność cały serial, składający się w sumie z aż 82 odcinków, emitowanych w latach 1978-1982! Rok wcześniej wyemitowano dwa pełnometrażowe piloty: Hulk Pilot Movie i Death in the Family (znany także jako The Return of the Incredible Hulk). W 1978 na ekranach pojawił się trzeci pełnometrażowy film, spełniający rolę pilota drugiego sezonu: The Incredible Hulk Married, znany także pod tytułem The Bride of the Incredible Hulk.

(1977) The Incredible Hulk Pilot Movie

(1977) The Incredible Hulk Death in the Family

(1978) The Incredible Hulk Married

Co prawda serial zakończył się w 1982 roku, ale Hulk nie zniknął z ekranów, i powstały kolejne pełnometrażowe filmy, będące bezpośrednią kontynuacją wcześniejszych wydarzeń. Warto się nimi zainteresować z powodu gościnnych występów innych charakterystycznych postaci z uniwersum Marvela. W filmie z 1988 roku The Incredible Hulk Returns pojawił się sam Thor, natomiast w obrazie z 1989 roku pod tytułem The Trial of the Incredible Hulk mogliśmy spotkać Matta Murdocka czyli Daredevila! Trzeci i ostatni film z serii, Death of the Incredible Hulk z 1990 roku, już tak prominentnych gości niestety nie miał. Całość tylko dla zatwardziałych fanów, i jak już, to najlepiej sięgnąć po filmy i ewentualnie parę wybranych odcinków. Większa dawka Hulka z tamtego okresu może być ciężkostrawna…

(1988) The Incredible Hulk Returns

(1989) The Trial of the Incredible Hulk

(1990) Death of the Incredible Hulk

Do Hulka i Człowieka Pająka dołączył jeszcze trzeci bohater ze stajni Marvela, i to nie byle jaki, gdyż był to sam Kapitan Ameryka! Bez serialu, tylko w dwóch filmach telewizyjnych, oba zresztą premierę miały w 1979 roku: Captain America i Captain America II: Death too Soon. I całe szczęście, że było tego tylko tyle, gdyż Kapitan Ameryka w tym wydaniu jest tragedią wprost straszliwą, i nawet wielcy miłośnicy jego przygód od tych perełek powinni trzymać się z daleka.

(1979) Captain America I

(1979) Captain America II - Death too Soon

W 2016 roku na ekranach kin pojawi się Dr Strange, a wiedzieliście, że postać ta zadebiutowała na szklanym ekranie już wiele, wiele lat wcześniej? Dokładnie w 1978 roku, film nazywał się po prostu Dr Strange i miał pełnić rolę pilota w końcu niezrealizowanego serialu. Niestety, gdyż o dziwo film nie wyszedł aż tak źle, o ile przecierpimy charakterystyczny „styl” obrazów z tamtych lat. Zresztą podobno sam Stan Lee stwierdził, że Dr Strange to najlepszy film oparty na jego twórczości, ze wszystkich, które wtedy kręcono. Tak szczerze, patrząc na dzieła pokroju Pająka, Hulka czy Kapitana, to wcale nie była to wielka sztuka…

(1978) Dr Strange

Nie da się ukryć, że w latach 70. XX wieku filmy na podstawie przygód bohaterów z uniwersum Marvela dawały po prostu ciała. O dziwo, uniwersum DC i ich sztandarowa postać doczekała się dzieła, które dzisiaj uważa się za kultowe i i wciąż jest warte obejrzenia. Superman z 1978 po prostu zachwycał. Ba! On nawet dzisiaj zachwyca, oczywiście pod warunkiem, że podczas sensu delikatnie przymrużymy oko. Christopher Reeve w tytułowej roli sprawdził się wprost idealnie, przyjęło się nawet mówić, że aktor ten nie grał Supermana, on BYŁ Supermanem! Przy tym filmie można określić maksymę, która sprawdza się do dnia dzisiejszego: by powstało coś warte obejrzenia, za film koniecznie musi zabrać si twórca, który ewidentnie „czuje klimat”. I takim twórcą bez wątpienia był reżyser Richard Donner.

(1978) Superman

Po kasowym i artystycznym sukcesie Supermana Donner otrzymał od studia wolną rękę i zabrał się za kontynuację. Niestety, jego działania nie do końca podobały się producentom i gdy film był już prawie gotowy, Richard Donner został odsunięty ze stołka reżysera, a jego miejsce zajął Richard Lester. Który wprowadził zmiany pod dyktando producentów i przemontował oraz nakręcił od początku wiele scen, a także dołożył całkowicie nowe. W 1980 roku na ekranach kin debiutował Superman II, mimo perturbacji podczas produkcji, film okazał się ogromnym hitem! Lester, podobnie jak Donner, „czuł klimat”.

(1980) Superman II

Przeskoczmy na chwilę do 2006 roku. Na rynku wideo pojawia się film o jakże wymownym tytule Superman II The Richard Donner Cut. Wreszcie po latach widzowie mogli na własne oczy się przekonać, jak Superman II miał pierwotnie wyglądać! I każdy może sam ocenić, która wersja, Donnera czy Lestera, jest lepsza. Podpowiem: obie warto obejrzeć!

(1980) Superman II The Richard Donner Cut

Richard Lester ponownie zasiadł na stołku reżysera, a Christopher Reeve ponownie wcielił się w tytułową rolę. Jednak Superman 3 z 1983 już nie wzbudził takich zachwytów, i ogólnie, uważany jest za film o wiele słabszy niż wcześniejsze części, acz nadal warto go obejrzeć.

(1983) Superman 3

Natomiast Superman IV The Quest for Peace z 1987 roku jest już filmem po prostu słabym, raczej tylko dla wielkich miłośników postaci, i to takich, którzy potrafią wiele wybaczyć… Jako ciekawostka, reżyserię filmu producenci proponowali zarówno Donnerowi jak i Lesterowi. Żaden się nie zgodził.

(1987) Superman IV The Quest for Peace

Na fali popularności filmów z Supermanem, studio połakomiło się na łatwy zysk. Postanowiono więc doić markę ile się da. Jednak obraz Supergirl z 1984 roku okazał się klapą, i dojenie marki wkrótce się zakończyło.

(1984) Supergirl

Oprócz tak znamienitych Superbohaterów, na ekran starano się przenieś się także przygody mniej znanych postaci. W 1982 premierę miał Swamp Thing w reżyserii samego Wesa Cravena, i niestety jest to raczej słabszy film w dorobku tego reżysera.

(1982) Swamp Thing

Podobnie kontynuacja, reżyserowana już przez kogoś innego The Return of Swamp Thing z 1989 roku. Oba filmy tylko dla fanów niskobudżetowych horrorów.

(1989) Swamp Thing, The Return of

Howard the Duck roku to obraz specyficzny. Mimo że Kaczor, a raczej kosmita, nie nosi trykotu, to jednak jest silnie powiązany z uniwersum Marvela. Już w chwili premiery, w 1986 roku film został uznany za obraz po prostu zły. Jednak dziś warto go obejrzeć, choć należy nastawić się na kicz, dziwactwa i bezsensy, ale też i parę lepszych momentów. No i Lea Thompson wygląda doprawdy uroczo. Dla ludzi o mocnych nerwach!

(1986) Howard the Duck

W następnym odcinku: Gotycki świat Batmana

PS. Nie zapomniałem o takich tytułach jak Flash Gordon, Hero At Large, The Return Of Captain Invincible czy Conan, ale obecnie chcę skupić się na najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych postaciach. Na różne inne cuda przyjdzie jeszcze czas.

Wcześniejsze części:
początek: 1940 – 1966

LEGO Ninjago Oficjalny Magazyn 2016/04

Kobalt informuje: Ninjago Oficjalny Magazyn (04/2016), cena: 9,99 zł, dodatek: „Sqiffy z 2 kryształowymi pięściami” + karta Ninjago TCG + reklamówka Lego City, następny numer: dostępny od 30 maja a dodatkiem będzie „Przerażający Smok Kaia”.

Ja się skusiłem, głównie z powodu figurki (fotki wrzucę na pirackiego bloga), sam magazyn i badziewna karta lądują w śmietniku.

Czytaj dalej »

LEGO Star Wars Magazyn 2016/05

Kobalt informuje: Star Wars (05/2016), cena: 9,99 zł, dodatek: „Imperialna sonda Probot„, następny numer: dostępny od 31 maja, a dodatkiem będzie „AAT„.

Czytaj dalej »

Kapitan Zbik 12

50-53: „St. Marie” wychodzi w morze…, Nie odebrany telegram, Ślady w lesie, Smutny finał. „Za godzinę wychodzimy w morze, a Hansa jeszcze nie ma.” Tymi słowami, które padają z ust kapitana statku, rozpoczyna się ostatnia przygoda Żbika. Hans znikł jak kamień w wodę, tak więc sprawą musi zająć się Milicja. I to osobiście sam Major Jan Żbik, tym razem Kapitanowi Michałowi pozostawione zostają bieżące sprawy. W drodze na wybrzeże Major odwiedza Muzeum w Waśniewicach, gdzie spotyka się z Krystyną, kustosz tegoż muzeum. I tu zaskoczenie! Między nim a Krystyną wyraźnie czuć chemię! No proszę, nasz wydawało się w pełni poświęcony pracy zawodowej Żbik ma jednak jakieś życie prywatne, a nawet uczuciowe! A swoją drogą, pamiętacie zeszyt 21 i 22? Tam Żbik prowadził sprawę w muzeum, tyle że w Waśnicach, i poznał tam również piękną Panią Kustosz. Tyle, że na imię miała Danuta. Niby inne miejsce, niby inna osoba, ale jednak tyle wspólnych cech, szkoda jednak, że scenarzysta nie pociągnął tamtego wątku…

Wracając jednak do głównej, kryminalnej osi scenariusza i tajemniczego zaginięcia. Niestety, historia zupełnie nie porywa. Co więcej, pierwsze trzy zeszyty to dosłownie ściana tekstu, ogrom przesadnie rozbudowanych dialogów, i praktycznie zero akcji. Owszem, sprawa się posuwa do przodu, pojawiają się nowe postacie, wątki itp, ale jest to wszystko trochę zbyt bardzo miałkie, bez polotu. Wróblewski rysuje jak najbardziej poprawnie, ale i on nie ma się gdzie wykazać. W czwartym zeszycie pojawia się nieco więcej akcji, i nawet delikatnie czuć napięcie, choć zachwytów nadal nie ma nad czym roztaczać.

Cała sprawa kończy się oczywiście kolejnym sukcesem Majora Żbika, który kwituję ją tymi oto słowami: „(…) Moja rola skończona…„. Mimo, że podsumowuje tylko zamknięcie sprawy, to słowa te idealnie zamykają cały cykl. Jest to ostatni dymek ostatniego, 53 zeszytu serii „Kolorowe Zeszyty” i koniec przygód Kapitana, a później Majora, Żbika.

We wstępie do ostatniego zeszytu Żbik wspomina, jak po raz pierwszy na ramach serii spotkał się z czytnikami – prawie 20 lat wcześniej! Szmat czasu! Major tłumaczy, że zgodnie z wolą przełożonych przechodzi do innej odpowiedzialnej pracy, dziękuje czytelnikom i współpracownikom, i ma szczerą nadzieję, że za jakiś czas wydawnictwo wznowi serię. Niestety, tak się nie stało, jednak powodem zamknięcia serii nie było odsunięcie Żbika, a realia tamtych czasów. Był rok 1982, trwał stan wojenny, komendant MO, Generał Tadeusz Beim stwierdził, że „młodzież wcale nie musi kochać milicji. Musi ją szanować. Musi się jej bać.” Zbiegło się to też z problemami finansowymi wydawnictwa. I tak Żbik odszedł do innych spraw. Pozostało seria licząca 53 zeszyty, które obecnie stanowią niezwykłą podróż w historię polskiego komiksu, pokazując przekrój przez twórczość wielu niezwykle utalentowanych grafików. Scenariusze, jak w każdej większej serii, prezentowały różny poziom, ale było co poczytać, a większość historii śledziło się z prawdziwą przyjemnością. Warto czasem powspominać tamte czasy, nawet w otoczce propagandy i cenzury.

Seria Kolorowe Zeszyty dobiegła końca, natomiast co do wspominek na blogu, jeżeli będziecie mieli ochotę, chciałbym pociągnąć cykl nieco dalej. Będzie jeszcze trochę o Żbiku, czyli przedstawię parę zeszytów nie wchodzących w skład klasycznej serii, a później chciałbym powspominać takie serie jak Złota Maczeta, Dziesięciu z Wielkiej Ziemi, Pilot Śmigłowca, Podziemny Front a i pewnie na przygody innego Kapitana kiedyś być może znajdzie się miejsce…

Kapitan Żbik (część1) Ryzyko
Kapitan Żbik (część2) Dziękuję Kapitanie!
Kapitan Żbik (część3) Zapalniczka z pozytywką
Kapitan Żbik (część4) W kolorze czerni
Kapitan Żbik (część5) Piękna pani kustosz i strzał za burtą
Kapitan Żbik (część6) Wąż, lew i salto śmierci!
Kapitan Żbik (część7) Wieloryb, rower i tajemniczy nurek
Kapitan Żbik (część8) Pułapka, dwa zakręty i dwanaście kanistrów
Kapitan Żbik (część9) Gdzie jest walizka?
Kapitan Żbik (część10) Kto zabił Jacka?
Kapitan Żbik (część11) Major zatrzymuje na granicy fiata

LEGO Technic 42056 Porsche 911 GT3 RS

Wreszcie wielce oczekiwany flagowiec doczekał się oficjalnej odsłony! Jak Wasze wrażenia, rozbijacie już skarbonki?

42056 Porsche 911 GT3 RS, 2,704 pieces.
US $299.99 – CA $349.99 – DE 299.99€ – UK £249.99 – DK 2599.00 DKK

LEGO Technic Porsche 911 GT3 RS (42056)

LEGO Technic Porsche 911 GT3 RS (42056)

LEGO Technic Porsche 911 GT3 RS (42056)

LEGO Friends Magazyn 2016-04

Kobalt nadaje: Ukazał się nowy numer magazynu Lego Friends (4/2016)
Cena: 9,99 zł. Dodatek: „Czekoladowa kuchnia z piekarnikiem i ze słodkościami”. Następny numer: w sprzedaży od 24 maja a dodatkiem będzie: „Wózek z lodami i parasolem”.

Czytaj dalej »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie
początek: 1940 – 1966

Termin Kino Nowej Przygody został wykreowany przez krytyka filmowego Jerzego Płażewskiego jako określenie odrodzenia wysokobudżetowego kina rozrywkowego w drugiej połowie lat 70. Za początek Kina Nowej Przygody uważa się takie obrazy jak Gwiezdne Wojny (Star Wars, 1977) czy Bliskie spotkania trzeciego stopnia (Close Encounters of the Third Kind, 1977). Charyzmatyczni bohaterowie, ścieranie się sił dobra i zła, gwałtowne i niespodziewane zwroty akcji, monety grozy przeplatane sporą dawką humoru, a wszystko to podane w szybkim tempie i z wykorzystaniem dynamicznego montażu. Nie należało zapomnieć o odpowiednim budżecie, gdyż filmy te miały zachęcić widzów do odwiedzania kin, i podziwiania zapierających dech w piersiach wydarzeń na dużym ekranie i z odpowiednim nagłośnieniem. I to się sprawdziło! Widzowie zagłosowali portfelami, a twórcy tacy jak Steven Spielberg, George Lucas czy Robert Zemeckis stali się wprost mistrzami w swoim fachu. To wtedy także powstała bolączka kontynuacji. Skoro widzowie byli spragnieni nowych przygód, a bohaterowie dali się lubić, jak grzyby po deszczu powstawały drugie, trzecie i kolejne części. Często o wiele mniej strawne niż oryginały. W końcu Kino Nowej Przygody, jak każda moda, nieco przejadło się odbiorcom, i filmy w tym klimacie coraz rzadziej trafiały na ekrany kin. A przynajmniej te dobre, warte obejrzenia.

I nagle, parę lat temu, znowu nastąpiło odrodzenie Kina Nowej Przygody! Ponownie tryumfalnie zawitało do kinowych sal! Choć w tym przypadku bardziej adekwatnym terminem byłoby Kino Super Przygody, gdyż zapanowała moda na obrazy, w których główne skrzypce grają Superbohaterowie, zazwyczaj doskonale znani z kart komiksów, szczególnie tych z rodowodem z USA. Poza tym niewiele się zmieniło, podstawowe założenia pozostały te same.

Dzisiaj chwiałbym Was zaprosić na podróż po odmętach historii kina, poświęconemu właśnie filmom o Superbohaterach.

Będzie to przewodnik po tym, co też kinematografia raczyła nas od lat w tymże temacie. Precyzując, skupię się głownie na filmach kinowych i telewizyjnych, w których poruszany jest motyw Superbohatera lub Bohaterów, oczywiście także tych „Anty”, najlepiej z rodowodem komiksowym. Pozwolę sobie na pewne odstępstwa od ustalonych reguł, ale to w zależności od sytuacji. Zwracam uwagę, że nie są to recenzję, a jedynie przewodnik, skierowany głównie dla osób zainteresowanych tematem. Oczywiście zachęcam gorąco do dyskusji, jak jakiś tytuł szczególnie polecacie lub odradzacie, koniecznie podzielcie się swoimi uwagami! Na liście nie będzie seriali telewizyjnych, na nie chwiałbym poświęcić osobno miejsce, choć pojawi się parę nawiązań do nich, w tym piloty. Jako suplement listy, będzie także krótki przewodnik po filmach o komiksowym rodowodzie, w których jednak nie występuje, lub jest zaznaczona w małym stopniu, postać Superbohatera. Zważcie też proszę uwagę na fakt, że nie każdy tytuł z listy już obejrzałem, większość zamierzam dopiero nadrobić, więc proszę o wyrozumiałość, oraz o zważanie na ewentualne spojlery. Aha, jako że lubuję się w kinowych plakatach, gwarantuję, ze takowych w niniejszym opracowaniu nie zabraknie!

Serdecznie zapraszam na wyprawę z Kinem Super Przygody!

Zaczynamy dość dawno, i to dla co poniektórych może być zaskoczeniem, gdyż początek kina z Superbohaterami w roli głównej datuje się już na 1940 rok! I to pod warunkiem, że z listy bohaterów, z ciężkim sercem, skreślimy postać Zorro, który swój debiut kinowy miał już w 1920 roku w niemym obrazie The Mark of Zorro.

W 1940 roku debiutowały dwa seriale o superbohaterach. Miałem co prawda nie wspominać o serialach, ale akurat w tym przypadku, wymienionym tytułom bliżej formą do pełnometrażowych filmów, niż seriali telewizyjnych. Owszem, pojawił się podział na odcinki, jednak te zazwyczaj były bardzo krótkie, trwając często dosłownie paręnaście minut. Charakterystyczną cechą były tzw cliffhangery, czyli kończenie każdego odcinka w dramatycznym punkcie, niepokojącymi wydarzeniami, które miały spowodować u widza nieodpartą chęć sięgnięcia po kontynuację. Zazwyczaj polegało to na pakowaniu głównego bohatera w tarapaty, z których nie miał szans się wydostać. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, gdyż oczywiście zawsze jakimś cudem wykaraskał się z kłopotów. Po czym wpadał w kolejne, odcinek się kończył, a widzowie czekali z niecierpliwością na następną część. I tak to trwało zazwyczaj przez 12-15 odcinków, puszczanych w tygodniowych odstępach w kinach. Stąd zresztą też termin: serial kinowy. To, co pozwala je kojarzyć bardziej z filmami, to fakt posiadania jednej, spójnej (z tą spójnością to różnie w sumie bywało) fabuły, co powodowało, że summa summarum otrzymywaliśmy jeden pełnoprawny film, trwający około 3-4 godzin.

Wracając do 1940 roku, wspomniane dwa seriale to The Shadow, oparty na bohaterze z rodowodem w pulpowych magazynach, oraz The Green Hornet, którego losy na ekranach kin wzorowano na słuchowisku radiowym. Pierwsza seria składała się z 15 odcinków, druga z 13, oczywiście obraz był czarno-biały.

(1940) The Shadow

(1940) The Green Hornet

W kolejnym roku doczekaliśmy się kontynuacji przygód Zielonego Szerszenia w 15 odcinkowej serii The Green Hornet Strikes Again!, oraz, po raz pierwszy na ekranie, pojawił się bohater ze stricte komiksowym rodowodem: Adventures of Captain Marvel (12 odcinków).

(1941) The Green Hornet

(1941) Adventures of Captain Marvel

Rok 1943 można uznać za przełomowy, to wtedy właśnie otrzymaliśmy pierwsze aktorskie wcielenie Batmana! W 15 odcinkowej serii zatytułowanej po prostu Batman, główny bohater, wraz ze swoim pomocnikiem Robinem, nie staje naprzeciw wymyślnym łotrom, a „zwykłemu” przestępcy. Tu należy dodać, że Japończykowi, który w serialu został ukazany dość niepochlebnie, podobnie zresztą jak cały jego naród, czemu nie można się dziwić, biorąc pod uwagę lata, w jakich powstał serial. Serial okazał się także przełomowy z powodu określenia takich obecnie charakterystycznych motywów jak jaskinia Batmana, czy przedstawienie sylwetki kamerdynera Alfreda.

(1943) Batman

W tym samym roku na ekrany kin w zawitał 15 odcinkowy The Phantom, łączący w sobie elementy kina superbohaterskiego z kinem czysto przygodowym. Otrzymujemy więc i obcisłe kostiumy i ukryte skarby.

(1943) The Phantom (15 Chapters)

Rok później ekrany kin zaatakował także Marvel. Swój 15 odcinkowy serial otrzymał sam Captain America! Serial okazał się dość brutalny, jak na swoje czasy, a sam Kapitan z pewnością nie jest osobą bez skazy. A do tego nieco zbyt często dostaje po pysku…

(1944) Captain America (15 Chapters)

Superman! W końcu i ta ikoniczna postać doczekała się swojego serialu kinowego! Był rok 1948, a widzowie mogli podziwiać niesamowite widowisko, które z powodów technicznych, łączyło film aktorski ze wstawkami animowanymi! Animowane były np.: pociski odbijające się od piersi naszego Superbohatera, ale też ukazanie jego umiejętności latania! Dziś wygląda to śmiesznie, ale o dziwo, aż tak bardzo nawet nie razi!

(1948) Superman (15 Chapters)

W 1949 powraca na ekrany duet w serialu o wszystko mówiącym tytule Batman and Robin (15 odcinków). Po raz pierwszy na ekranie pojawiły się takie postacie jak komisarz Gordon czy reporterka Vicki Vale,

(1949) Batman and Robin

Powrócił Batman, więc nic dziwnego, że ten sam los potkał Supermana. Atom Man vs. Superman składający się z 15 odcinków miał premierę w 1950 roku. Treścią jest konfrontacja Supermana z Luthorem, a po jego schwytaniu i osadzeniu w więzieniu, z tajemniczym Atom Manem, który być może z Luthorem ma wiele wspólnego… Serial ponownie wykorzystywał animowane wstawki, niestety, monetami używano ich ze zbyt dużą przesadą.

(1950) Atom Man vs. Superman

W 1951 roku ponownie wraca Superman, ale już nie w serialu, a w pełnoprawnym, trwającym jednak tylko niecałą godzinę, obrazie kinowym Superman and the Mole Men. O dziwo, całkiem niezłym, choć samego Supermana nie ma tu zbyt dużo, a na pierwszy plan wychodzi konflikt ludzi i tajemniczych Ludzi-Kretów.

(1951) Superman and the Mole-Men

Jako ciekawostka: dla George Reevesa powyższy film nie był jednorazowym wcieleniem się w rolę Supermana. Z powodzeniem zagrał jeszcze w 4 sezonach serialu (104 odcinki!) The Adventures of Superman. Ale o serialach, jak zapowiadałem we wstępie, przy innej okazji.

Batman z 1966, znany także pod tytułem Batman The Movie, a po naszemu Batman Zbawia Świat to obraz wręcz kultowy. Pierwotnie był planowany jako pilot serialu emitowanego w latach 1966-1968 (3 sezony, w sumie 120 odcinków), jednak koniec końców został wypuszczony pomiędzy pierwszym i drugim sezonem, a jego celem miała być głównie promocja serialu. Film otrzymał całkiem spory budżet, co zaowocowało wprowadzeniem choćby nowych gadżetów dla Batmana, natomiast klimat pozostał dokładnie taki sam jak w serialu. Czyli głupkowaty i do bólu kiczowaty. I naprawdę, da się to dzieło obejrzeć, a niektóre motywy powodują opad szczęki, choć osobom przyzwyczajonym do dzisiejszego kina, może być ciężko wytrzymać do końca seansu. Ale jest się z czego pośmiać, Kitka jest przeurocza, a Adama Westa miło ogląda się w błyszczących gaciach i masce z narysowanymi brwiami. No i sprej na rekiny, motyw ten po prostu rozwala!

(1966) Batman The Movie

Jako bonus, z tego samego roku: The Wild World of Batwoman. Nie widziałem, kiedyś koniecznie po to sięgnę.

(1966) The Wild World of Batwoman

W następnym odcinku: Superman ratuje świat!

Dziś, w już przedostatniej części wspominek o Kapitanie Żbiku, tylko jedna opowieść, ale dość znacząca.

Kapitan Zbik 11

47-49: Granatowa Cortina, Skok przez trzy granice, Zatrzymać niebieskiego fiata. Zaczyna się wielkim wydarzeniem! Nasz dzielny i odważny Kapitan, za lata nienagannej służby, zostaje mianowany Majorem! Nominacja nie omija także Porucznika Michała, który od tej chwili zostaje Kapitanem. I w sumie niniejszą historię można by przemianować na „Kapitan Michał”, gdyż Żbik z racji nowych obowiązków, odchodzi nieco w cień, pozwalając działać młodszemu koledze. Wątek kryminalny zaczyna się jeszcze podczas uroczystości z okazji nominacji, Żbik, już Major, odbiera telefon z informacją o znalezieniu w Czechosłowacji zwłok niezidentyfikowanej kobiety oraz mężczyzny – polaka. Do sprawy deleguje Michała. I Michał jedzie, a akcja powoli przesuwa się do przodu. Niestety, troszeczkę za mało w tej opowieści właśnie akcji, a za dużo samego gadania – np.: druga część to przedstawienie podróży Kapitana Michała i Kapitana Volicka od miejsca do miejsca i prowadzenie przesłuchań. Czyta się to owszem, bardzo dobrze, ale historia pozostawia spory niedosyt.
Pierwszy numer trylogii we wstępie do zeszytu, czyli przemowie Kapitana – Majora do czytelników, zawiera bardzo fajną ciekawostkę. Otóż wstęp został opatrzony unikatowym zdjęciem Żbika z autografem! Oczywiście zdjęcie to tak naprawdę grafika, rewelacyjnie wykonana przez Jerzego Wróblewskiego!

42: Jaskinia zbójców (1976) Kapitan Ulf Jakobsen, duński policjant, przybywa do Warszawy na spotkanie z Kapitanem Żbikiem. Celem współpracy będzie Max Sleer, przestępca poszukiwany przez duńską policję, który w Polsce próbuje zakupić nielegalnie złoto i wywieźć je z kraju. W całą sprawę zamieszana jest Lidka, młoda dziewczyna, którą poszukuje rodzina i znajomi. Jest wydźwięk edukacyjny, jest przemyt, są niepokojące sytuacje, jest brawura i są nieźle skonstruowane sceny akcji. Żbik jest stanowczy, momentami ostry, nie boi się broni, a do tego po raz kolejny pokazuje, że doskonale zna judo. Może to nie najlepszy Żbik, ale historię czyta się z przyjemnością, a rysunki Wróblewskiego jak zwykle cieszą oko.

Kapitan Zbik 10

43-45: Kto zabił Jacka?, Tajemnicze światło, W potrzasku (1976-1977) „Kto zabił Jacka” – już ten tytuł zapowiada, że będzie się działo. I rzeczywiście, Jacek ginie, a nam robi się naprawdę smutno… A to nie jedyne zabójstwo, gdyż cała sprawa zaczyna się od zastrzelenia rolnika we wsi Borówkowo. Kapitan Żbik wkracza do akcji, jednocześnie poznajemy losy leśniczego, który boryka się z problemami z kłusownikami. Powraca motyw młodzieży, gdyż w roli głównej pojawią się dzieci leśniczego i ich kuzynostwo. Dzieciaki wakacje spędzają bardzo aktywnie, pomagając jak tylko mogą.. Będzie wiec okazja do opieki nad zwierzętami, łatania siatki w ogrodzeniu, dyżurów na wieży obserwacyjnej, ale także do ugaszenia pożaru. Wszystkie wydarzenia, w mniejszym lub większym stopniu, oczywiście są ze sobą powiązane, a my śledzimy zarówno przygody dzieciaków jak i Kapitana. Zresztą ich losy oczywiście się splotą, i nie obejdzie się bez obopólnej pomocy. Rysunkowo jest świetnie, nawet momentami za idealnie – Wróblewski wszystko kreśli z pietyzmem i choćby leśniczówkę przyozdabia mnóstwem przedmiotów, aż nieco do przesady. Trylogię pod względem scenariusza bardzo przyjemnie się połyka, choć nie zabraknie tu straszniejszych czy smutniejszych momentów. Wszystko się składa na naprawdę udaną historię, po którą warto sięgnąć.

46: Zerwana sieć (1977) Jednoodcinkowa historia, bardzo podobna do wcześniejszej trylogii. Las został zastąpiony tu gospodarstwem rybnym, leśniczy – kierownikiem tegoż gospodarstwa, jest motyw chętnej do pomocy młodzieży, są i kłusownicy. Oczywiście nie zabrakło i samego Kapitana Żbika, który sprawę jak zawsze doprowadził do szczęśliwego rozwiązania. Czyta się dobrze, jednak cała historia to jednak kalka trylogii z Jackiem, acz oczywiście sięgnąć po nią jak najbardziej warto.

Kryzys na nieskończonych ziemiach

Niedawno na polskim rynku, nakładem wydawnictwa Egmont, ukazała się kolejna pozycja ze świata superhero, którą bezsprzecznie mnożna określić mianem kultowej. A dodatkowo przełomowej, gdyż Kryzys na nieskończonych ziemiach zamykał pewną epokę w dziejach amerykańskiego wydawnictwa DC Comics.

Kryzys na nieskończonych ziemiach 02

Kryzys na nieskończonych ziemiach 03

Historia debiutowała na rynku w 1985 roku, czyli w 50 rocznicę powstania wydawnictwa, a jej celem było usystematyzowanie i uporządkowanie historii i postaci, które wchodziły w ramy ogromnego uniwersum. W wielkim skrócie: przez 50 lat istnienia wydawnictwa powstało wiele postaci i wiele historii, często wzajemnie wykluczających się czy też po prostu niedokończonych. By wszystko to w miarę miało sens, zaczęto tworzyć równoległe światy, i przez to np.: otrzymywaliśmy wiele wersji tej samej postaci! Rozwiązanie to jednak tylko zwiększało ogólny bałagan, a cala sytuacja była niebezpieczna dla wydawnictwa: nie tylko autorzy zaczęli się gubić w tym wszystkim, ale też czytelnicy, a to już wyraźnie zaczęło odbijać się na sprzedaży.

Kryzys na nieskończonych ziemiach 01

Kryzys na nieskończonych ziemiach 04

Trzeba było posprzątać. Zadania tego podjął się scenarzysta Marv Wolfman, który swoją pracę rozpoczął on odpowiedniego rozeznania się w całym tym świecie, zindeksowania postaci i wątków, a następnie zarządził czystkę. Którą zgrabnie przeniósł na karty monumentalnej, 12 odcinkowej historii wdzięcznie nazwanej „Kryzys na nieskończonych ziemiach„.

Kryzys na nieskończonych ziemiach 05

Powstała historia może nieco przyciężkawa i scenariuszowo zagmatwana, ale biorąc pod uwagę, z jakim tematem scenarzysta musiał się zmierzyć, nawet dzisiaj poznaje się ją z przyjemnością. A dla każdego miłośnika Supertrykociarzy można ją określić jako lekturę obowiązkową, choć warto podkreślić, że znajomość różnych faktów i ogólnej historii znacznie pomaga w obcowaniu z tym klasykiem. Za stronę graficzną odpowiada George Pérez który stanął na wysokości zadania, choć w rysunkach wyraźnie czuć „klasyczny układ i styl”. Ale zupełnie to nie przeszkadza, a do samej historii pasuje wręcz idealnie!

Kryzys na nieskończonych ziemiach 06

Sprawiedliwość, Nowa Granica a teraz Kryzys. Wszyscy pamiętający czasy Tm-Semic i wspominki Arka o tych wydarzeniach, obecnie mają okazję do zapoznania się z tymi klasycznymi historiami osobiście, w naszym ojczystym języku, a do tego obcując z wspaniałymi wydaniami – tutaj Egmont (Kryzys, Granica) i Mucha (Sprawiedliwość) stanęli na wysokości zadania i odpowiednio zadbali o odpowiednie wydania (świetny papier, powiększony format, twarda oprawa).

Kryzys na nieskończonych ziemiach 07

Stopka informacyjna:
Tytuł: „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”
Wydawca wersji polskiej: Egmont Polska (kwiecień 2016)
Tytuł oryginału: „Crisis on Infinite Earths
Wydawca wersji oryginalnej: DC Comics (1985-1986, 2015)
Scenariusz: Marv Wolfman
Rysunki: George Pérez
Tusz: Dick Giordano, Mike DeCarlo, Jerry Ordway, Karl Kesel
Kolory: Anthony Tollin, Tom Ziuko, Carl Cafford i Tom McCraw (rekonstrukcja)
Ilustracja na okładce: George Pérez i Alex Ross
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydanie: oprawa twarda z obwolutą, format 18 x 27,5 cm, 392 stron
Cena: 119,99 zł (cena okładkowa, da się spokojnie zdobyć nawet poniżej 80 zł!)

LEGO Minecraft 21128 The Village

Ach te marki i licencje! Ot, taki Minecraft, gra która dla wielu osób jest wprost kultowa, a filmiki na jej temat z YT cieszą się ogromną popularnością. LEGO wykorzystuje trendy, i bardzo słusznie, i weszło też w ten świat, i najwyraźniej była to decyzja słuszna. Kolejne zestawy pojawiają się jak grzyby po deszczu, i nawet do sprzedaży trafiają takie oto giganty: 1600 elementów! I 199.99 dolców, tudzież euro. Jestem graczem, lubię sobie w coś od czasu do czasu pociupać, ale sorki, fenomenu Minecrafta nie mogę coś zrozumieć. I nawet nie mam pojęcia, czy dla graczy ten zestaw będzie atrakcyjny…

LEGO Minecraft The Village (21128)

LEGO Minecraft The Village (21128)

LEGO Minecraft The Village (21128)

LEGO Minecraft The Village (21128)

LEGO Nexo Knights Magazyn 2016/03

Info od Kobalta: W kioskach pojawił się nowy numer magazynu Lego Nexo Knights (3/2016)
Cena: 9,99 zł. Dodatek: „Robin Underwood i jego koń”. Następny numer: dostępny od 13 maja a dodatkiem będą : „2 globlinowe pająki”

DC Comics Super Heroes
76053 Gotham City Cycle Chase

LEGO Marvel Super Heroes 76053 Gotham City Cycle Chase 01

Seria: DC Comics Super Heroes
Rok premiery: 2016
Liczba elementów: 224
Figurki: 3: Batman, Harley Quinn, Deadshot
Cena: 109,99 zł

BrickSet, BrickLink

Ostatnio wpadł mi w ręce zestaw 76053 po naszemu wdzięcznie nazwany Pościg w Gotham City. Nie miałem zamiaru go recenzować i w sumie recenzji nie będzie, jednak coś przydałoby się  o nim wspomnieć, tak ku przestrodze. Zapraszam wiec na krótki „rzut okiem„.

Pudełeczko małe, zgrabne, z wielce obiecującym zdjęciem przedstawiającym zestaw w całej krasie. Wygląda to naprawdę ładnie i bez wątpienia, dużo obiecuje oraz zachęca do zakupu. Na mnie podziałało, zestaw nabyłem drogą kupna.

W środku mały arkusz naklejek oraz dwie instrukcje. Jak na maciupki zestaw, aż dziw, że zastosowano podział, ale akurat w tym przypadku ma on sen. Otóż każda z książeczek poświęcona jest tylko jednemu pojazdowi! Dzięki temu od razu po wysypaniu klocków, możemy zestaw składać w dwie osoby. A wiadomo, że w kupie raźniej!

LEGO Marvel Super Heroes 76053 Gotham City Cycle Chase 02

Budowa przebiegła bardzo szybko i bez większych zaskoczeń. Sporo patentów jest identycznych w obu pojazdach, co traktuję za mały minus.

Sporym minusem jest natomiast efekt końcowy. Na zdjęciu z pudełka wyglądało to o wiele lepiej, niż to, co finalnie otrzymaliśmy:

LEGO Marvel Super Heroes 76053 Gotham City Cycle Chase 03

LEGO Marvel Super Heroes 76053 Gotham City Cycle Chase 04

Batmotor (nazwa ze strony LEGO) jeszcze jakoś się prezentuje, ale naprawdę, zupełnie nie porywa. Nazwałbym go, hm,… powiedzmy „nijakim”. Choć ma też akcent, który mocno mnie intryguje, czym do cholery jest ten dziwny walec przed tylnym kołem? Aha, koła fajnie wyglądają, niezły pomysł był z zasłonięciem felg gładkimi okrągłymi panelami – prezentuje się to niezgorzej.
Motocykl Harley Quinn z początku cieszy swoją kolorystyką, ale konstrukcja to niestety porażka, a i sama kolorystyka nie została tu wykorzystana w pełni. Ot taka platforma z kółeczkami i rurami wydechowymi. Nic więcej.

Jak się przyczepi młot do motoru i doda ludziki, pojazdy dużo zyskują. I to sporo, gdyż same ludziki to ogromny atut zestawu.

LEGO Marvel Super Heroes 76053 Gotham City Cycle Chase 05

Oprócz rewelacyjnych figurek (którym poświęcę osobno miejsce, w cyklu fotki SuperTrykociarzy) zestaw prywatnie strasznie mnie zawiódł… Mimo, że doskonale wiedziałem co tu znajdę, to po złożeniu poczułem ogromny niesmak. Obrazek na pudełku zapowiadał coś znacznie lepszego… Jak dla mnie, jest to doskonały przykład wyprodukowania przez TLG produktu nie do końca dopracowanego, którego głównym atutem mają być unikatowe figurki. I mimo nadal wielu wspaniałych zestawów obecnych na rynku, podobne produkty zdarzają się aż nader często. Jak ktoś z Was zastanawia się nad zakupem niniejszego zestawu, szczerze doradzam przemyślanie decyzji. Z mojej strony mocno odradzam! No chyba że tylko dla figurek, Harley jest prześliczna!

Zapowiedziana jakiś czas temu specjalna seria minifigurek ujrzała światło dzienne. Jak się można było spodziewać, coś w sumie tylko dla maniaków piłki nożnej, niezainteresowanych tematem co najwyżej może zainteresować całkiem spory wybór najróżniejszych fryzurek. Premiera w maju.

LEGO DFB German National Football Team Minifigure Series (71014)

1 Manuel Neuer
2 Shkodran Mustafi
3 Mesut Özil
4 Benedikt Höwedes
5 Mats Hummels
6 Sami Khedira
7 Bastian Schweinsteiger
9 André Schürrle
13 Thomas Müller
17 Jérôme BoatengEa
18 Toni Kroos
19 Mario Götze
20 Christoph Kramer
21 Marco Reus
23 Max Kruse
Trainer/Coach Joachim Löw

Powracamy do Żbika oraz oczywiście do twórczości Jerzego Wróblewskiego. Dziś w sumie sześć albumów, w których zawarto pięć krótszych historii.

Kapitan Zbik 09

36: Kryptonim „Walizka” (1974) Na dworcu kolejowym w Poznaniu ginie neseser z bardzo ważnymi dokumentami. Okazuje się, że podobne kradzieże mają miejsce w całym kraju, miejscem przestępstwa są dworce kolejowe, a przedmiotem kradzieży są zawsze płaskie nesesery o sztywnych bokach. Do akcji wkracza Kapitan Żbik. Moment, Żbik zamiast sprawy o morderstwo czy przemyt zajmie się „zwykłymi” kradzieżami? Ano odpowiednio argumentuje to oficer dyżurny z MO w Poznaniu, wszak mamy do czynienia najprawdopodobniej z zorganizowaną szajką! Tak więc Żbik wkracza do akcji i dzięki odpowiednio zastawionej pułapce sprawę oczywiście udaje się rozwiązać, a sprawców złapać. W sumie to sprawcę, coś marna ta zorganizowana szajka… Scenariuszowo historię odbiera się bardzo dobrze, choć mamy trochę dziwnych i zupełnie niepotrzebnych przeskoków w akcji, które nieco psują ogólnie dobre wrażenia. Rysunkowo nic zarzucić nie można, choć Wróblewski nie miał gdzie tu rozwinąć skrzydeł. Warto przyjrzeć się dwóm nader udanym kadrom, pierwszy obrazuje przyjazd Kapitana do Bydgoszczy, kadr ten zawitał na okładkę książki Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych, a drugi to pierwsza całostronicowa ilustracja w tomiku – pokazująca krzątaninę na dworcu, i różne zachowanie oraz ubiory ludzi.

37: Gdzie jest jasnowłosa? (1974) Powraca tematyka młodzieży: głównym bohaterem historii jest Marek, który na wakacje zamiast nad obiecane przez rodziców morze, niestety ląduje u ciotki Zuli w nudnej miejscowości Leśne Łazy. Jak to w historiach kryminalnych bywa, pierwsze wrażenie bywa mylące, a wakacje Marka wcale do nudnych należeć nie będą. Zetknie się z podejrzanym elementem, weźmie udział w poszukiwaniu porwanej dziewczynki, spotka swojego idola (zgadnijcie kogo?), a w końcu wakacje przerodzą się w eskapadę do Bułgarii. Albumik połyka się bardzo szybko, akcja poprowadzona jest zgrabnie, a Wróblewski jak zwykle stanął na wysokości zadania i wszystkie składowe narysował wprost wzorowo.

38: SP-139-WA zaginął (1975) Ponownie w roli głównej występuje młodzież, jednak tym razem postaci powiązanych z historią jest więcej, do tego są w rożnym wieku: mamy więc grzeczną młodzież, która z powodzeniem rozwija swoje pasje, a także nieco starszy element, który ogólnie zapytuje tych pierwszych gnojków, czy „dają na jabłcoka czy chcą manto„? Opowieść toczy się wokół produkcji podróbek znaczków pocztowych, oczywiście nie zwykłych, a unikalnych „Zeppelinów” z 1906 roku. Mimo, że trochę za dużo tu gadaniny, to album przeczytać jak najbardziej warto: historia poprowadzona jest zgrabnie, a za rysunki odpowiada Wróblewski, więc jak zwykle, jest to najwyższa klasa.

39: Wyzwanie dla silniejszego (1975) Jeden z najbardziej rozpoznawalnych Żbików w całej serii. W jednej ze szkół działają Gitowcy, czyli grupa starszych uczniów, którzy okradają i biją maluchy, niszczą mienie i posuwają się nawet do gróźb w stronę nauczycieli (w tamtych czasach, sprawa bardzo poważna!). Jako przyjaciel młodzieży, do akcji wkracza Kapitan Żbik, jednak incognito jako nauczyciel judo, pokaże dzieciakom, jak się bronić samemu. Rysunki ani scenariusz nie zawodzą, album jak najbardziej, warto poznać.

40-41: Wodorosty i pasożyty cześć 1 & 2 (1976) W tej dwuczęściowej historii pozostawiamy tematykę młodzieży, by powrócić do klasycznej historii kryminalnej. Inżynier Gajda opracowuje rewolucyjną farbę antykorozyjną „Stega”. Wynalazkiem zainteresowane są najróżniejsze firmy, które posuną się do ostateczności, by tylko zdobyć wynalazek, a najlepiej, także inżyniera. Będą wiec włamania, napady, meliny, ciosy w kark, fałszywe przyjaźnie, a w końcu wypadek, z nieboszczykiem pod kołami.
– „Zabiłam człowieka! Przejechałam go! Nie żyje!”
– „Przejechała go pani, to fakt, ale czy zabiła?”
Scena ta nawet dzisiaj robi wielkie wrażenie, tym bardziej, że scenariusz całości poprowadzony jest naprawdę wartko, a i Wróblewski zilustrował go wprost perfekcyjnie! A kadr po wypadku można oprawić w ramki, mimo, że pokazuje tylko trzy twarze. Ale wyczytać z nich można naprawdę wiele.

Wszystkie zebrane dziś Żbiki mocno polecam, są lepsze lub gorsze, ale zachowują odpowiedni poziom i połyka się je, nawet dzisiaj, z prawdziwą przyjemnością!