Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘komiks’

Dawno nie było nic o komiksach, szczególnie tych starszych wiekiem, więc dziś, tak dla rozgrzewki, szybkie wspominki o pewnych trzech tytułach, które łączy parę wspólnych cech. Wszystkie trzy dotyczą sportowej tematyki, każdy został narysowany przez innego, ale bardzo znanego i cenionego artystę, i z wszystkich wylewa się propaganda. Ale nie skupiajmy się o propagandzie, wszak wiadomo kiedy komiksy te powstały, a zobaczmy co mają dziś do zaoferowania.

Komiksy Sportowe 01

Czwartą cecha wspólną, przynajmniej w moim przypadku, jest niestety stan tych pozycji: tutaj, jaki widzicie na zdjęciu, wręcz tragiczny. Wyobraźcie sobie, że zeszyt ze środka miał oblepiona okładkę zwykłą taśma klejącą! To oczywiście nie mój pomysł, taka już używkę lata temu zdobyłem, na szczęście taśma jakimś cudem się odkleiła, i nawet okłada nie została uszkodzona, choć widać na niej wyraźne przebarwienia.

To co my tutaj mamy? Od lewej patrząc:

Polacy na olimpijskich arenach, rysunki Jerzy Wróblewski, Sport i Turystyka 1980, 1985

Od Walii do Brazylii: X Piłkarskie Mistrzostwa Świata, rysunki Grzegorz Rosiński, Sport i Turystyka 1975

Rycerze Fair Play, rysunki Bogusław Polch, Sport i Turystyka 1986

Komiksy Sportowe 02

Wróblewski, Rosiński i Polch. Wybitna trójka naszych rysowników, otrzymała zacne zadanie: propagowanie zdrowego trybu życia wśród miłośników komiksów. Żeby żaden z czytelników zbyt długo nie zasiadał przed kolorowymi zeszytami, i nabrał ochoty na trochę ruchu.

Jak wyszło? Proszę bardzo, zobaczcie sami!

Jerzemu Wróblewskiemu przypadło w udziale ukazanie sukcesów polskich olimpijczyków. I wyszło z tego dziwne dziełko, w którym nie otrzymujemy ani krzty akcji czy treści, za to wręcz zalewa nas potok faktów. Co jednak należy uczciwie przyznać, podanych w całkiem zjadliwy sposób. Pojawia się jakiś dialog, myśl, komentarz, większość faktów ubrana została w nieźle dobrana słowną otoczkę, a przez to komiks czyta się całkiem przyjemnie. Oczywiście wielka w tym także zasługa Wróblewskiego, który nawet tutaj potrafił pokazać swój wielki kunszt, choć nie da się ukryć, że skupił się głównie na „pierwszym planie”. Postacie którym poświęcono tę publikację zostały narysowane z odpowiednią pieczołowitością, niestety dalsze plany już zostały ewidentnie naszkicowane na szybko i bez większej dbałości o szczegóły.

Komiksy Sportowe 03

Komiksy Sportowe 04

Komiksy Sportowe 05

Komiksy Sportowe 06

Komiksy Sportowe 07

O ile Wróblewski musiał zaprezentować wiele dziedzin sportu, to Rosiński skupił się tylko na piłce nożnej. Jak mam być szczery, kiedyś, za dzieciaka, uważałem ten albumik za wyjątkowo brzydko narysowany. I w sumie teraz, przypominając go sobie, niewiele się zmieniło. To Rosiński za którym nie przepadam, acz nie można mu odmówić już niezłej zabawy z portretowaniem twarzy. Czasem wychodzi mu to doskonale, a czasem wręcz tragicznie. Gdy jeszcze otrzymujemy wyraz twarzy zahaczający o karykaturę, to jest nieźle, niestety momentami nasuwa się porównanie z bulwą ziemniaka. Komiks mimo to czyta się nieźle, zresztą nawet słaby Rosiński to nadal klasa sama w sobie, a i treści jest tu całkiem przyzwoita ilość.

Komiksy Sportowe 12

Komiksy Sportowe 13

Komiksy Sportowe 14

Komiksy Sportowe 15

Komiksy Sportowe 16

Polch w albumie Rycerze Fair Play to Polch któremu bliżej do Funky Kovala, widać już tu wyrobiona rękę i tą cudowną dbałość o szczegóły. Pojazdy można długo podziwiać, a dynamiczne sekwencję obrazuje w bardzo udany sposób, zobaczcie choćby dwie słynne sceny: kraksy na torze formuły, oraz niefortunnego zderzenia na piłkarskim boisku. Także postacie ludzkie odwzorowane są niezwykle udanie, zresztą główną rolę powierzono tu osobnikowi z twarzy dość znajomemu, prawda? Całość albumu jest w miarę spójna fabularnie, choć niestety nie nawiązujemy żadnego mocniejszego powiązania z głównymi postaciami, ot po prostu towarzyszymy im zarówno w roli kibica jak i sportowca w najróżniejszych wydarzeniach sportowych. Najważniejsze tu jest postępowanie z honorem, z uszanowaniem zasad Fair Play, które zostało w albumie ukazane całkiem zgrabnie, choć niestety nie uniknięto zbyt wyrazistego i namolnego smrodku dydaktycznego.

Komiksy Sportowe 08

Komiksy Sportowe 09

Komiksy Sportowe 10

Komiksy Sportowe 11

Takie oto trzy cudeńka. Czy warto dzisiaj po nie sięgnąć? Przeczytałem je ponownie w jeden wieczór i bawiłem się całkiem nieźle. Ale głównie z powodu rysowników, po prostu podziwianie tak wielkich artystów w tak podobnych, a jednocześnie zupełnie rożnych publikacjach, jest prawdziwa przyjemnością!

Read Full Post »

Valerian, agent czasoprzestrzenny, w towarzystwie swojej uroczej partnerki Laureliny, odwiedził Polskę już w 1990 roku. Wtedy to, w kultowym magazynie Komiks, ukazał się pierwszy tom tej serii o tytule „Miasto Niespokojnych Wód„. Jeszcze w tym samym roku Valerian powrócił w kolejnym albumie: „Cesarstwo Tysiąca Planet„, a w 1991 odwiedził nas jeszcze dwukrotnie, w albumach: „Kraina bez gwiazd” i „Witajcie na Alflololu„. I na tym niestety wtedy zakończono prezentację tej serii, jednak wszyscy spragnieni ciekawych opowieści „Science Fiction” już złapali bakcyla. Mimo, że do opowieści o uroczej parze agentów podróżujących przez przestrzeń i czas można mieć wiele zarzutów, czy to do samego scenariusza, czy też na pierwszy rzut oka niedbałych rysunków, to jednak opowieści te miały „to coś” w sobie. Sam motyw niczym praktycznie nie ograniczonych podróży, pozwolił autorom popuścić wodze wyobraźni i wykreować dziwaczne światy oraz niezwykłe stwory. Zarzut można mieć głównie do zbyt częstego czynnika „ludzkiego”, to tak jak w Dr Who – za dużo tu wydarzeń związanych jest z ziemią i ludźmi. Jednak podkreślę, że piszę to z własnej perspektywy, a niestety dotychczas nie zaliczyłem całej serii, pamiętam jedynie cztery tomy wydane w czasopiśmie Komiks, oraz marne Amberowskie wznowienie z 2003 roku albumu „Miasto Niespokojnych Wód”, przemianowanego na „Głębiny Nowego Jorku”.

Valerian Wydanie Zbiorcze 01

Seria powróciła w 2014 roku za pośrednictwem wydawnictwa Taurus, które rozpoczęło wydawanie na naszym rynku wydań zbiorczych. I to wydań zbiorczych przygotowanych z prawdziwym pietyzmem! Na każdy tom składają się trzy lub cztery zeszyty oraz garść całkiem ciekawych dodatków. A wszystko to wydane w formacie A4, twardej oprawie, na świetnym papierze i w bardzo nastrojowej szacie graficznej. W marcu 2017 roku ukazał się 7 tom tej edycji, oficjalnie zawierający ostatnie albumy całej serii. Chodzą plotki, że być może doczekamy się jeszcze albumu uzupełniającego serię o krótkie nowelki i specjalne dodatki, ale póki co, wydawca oficjalnie nic takiego (jeszcze) nie ogłosił.

Na edycję zbiorczą składają się następujące tomy:

Valerian Wydanie Zbiorcze 02

Valerian Wydanie Zbiorcze 03

1)
– Koszmarne sny (tak zwany album zerowy, spotkanie naszych głównych bohaterów, dotychczas nie publikowany w Polsce)
– Miasto niespokojnych wód (wydanie trzecie, rozszerzone)
– Cesarstwo Tysiąca Planet (wydanie drugie)
2)
– Kraina bez gwiazd (wydanie drugie)
– Witajcie na Alflolu (wydanie drugie)
– Władca ptaków
3)
– Ambasador cieni (wydanie drugie, pierwsze ukazało się w odcinkach w magazynie Świat Komiksu w 1998 roku)
– Na fałszywych ziemiach (wydanie drugie, pierwsze, pod tytułem Kosmiczne Fanaberie, ukazało się w bardzo pociętej formie w czasopiśmie Świat Młodych w 1984 roku!)
– Bohaterowie równonocy
4)
– Metro Châtelet, kierunek: Kasjopeja
– Brooklyn Station, krańcówka: Kosmos
– Widma z Inverloch
– Pioruny z Hypsis

Valerian Wydanie Zbiorcze 04

Valerian Wydanie Zbiorcze 05

5)
– Na granicach
– Żywa broń
– Kręgi władzy
6)
– Zakładnicy z Ultralumu
– Gwiezdny sierota
– W niepewnych czasach
7)
– Na skraju Wielkiej Nicości
– Prawo Kamieni
– CzasoTwór

Valerian Wydanie Zbiorcze 11

Valerian Wydanie Zbiorcze 12

Valerian Wydanie Zbiorcze 13

Obecnie kończę dopiero drugi tom, tak więc tak naprawdę przypominam sobie to, co kiedyś czytałem, mimo to, bawię się naprawdę dobrze. Przede mną całkiem nowe opowieści, i raczej spodziewam się tylko wzrostu formy. Po przeczytaniu całości, zapewne podzielę się wrażeniami, jeżeli natomiast sami czytaliście, dajcie znać, jak Wasze odczucia co do serii. A jak nie, to może warto przemyśleć czy nie sięgnąć po tę klasykę, póki jest w całości dostępna w sprzedaży? Tym bardziej, że już niedługo na ekrany kin wejdzie wysokobudżetowy film fabularny w reżyserii Luca Bessona i w dość kontrowersyjnej obsadzie – niestety para głównych bohaterów z wersji filmowej zupełnie mi „nie leży”, ale miejmy nadzieję, że doczekamy się hitu. Potencjał jest wielki!

Valerian Wydanie Zbiorcze 14

Valerian Wydanie Zbiorcze 15

Valerian
Seria oryginalnie wydawana w latach 1967-2010, w sumie ukazały się 22 albumy zebrane w niniejszym wydaniu zbiorczym.
Scenariusz: Pierre Christin
Rysunki: Jean-Claude Mezieres
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawnictwo: Taurus Media

Valerian Wydanie Zbiorcze 16

Valerian Wydanie Zbiorcze 17

PS. Sam się zdziwiłem jak zobaczyłem. Na postawie komiksu powstał też animowany serial składający się w sumie z 40 odcinków. Polski tytuł brzmi „W pułapce czasu”, a serial był emitowany w pełnej wersji dubbingowej. Powstał jako kooperacja francusko japońska, stąd zalatuje bardzo mangą, co nie każdemu może przypaść do gustu.

Read Full Post »

Po Małym Nemo w Krainie Snów otrzymamy kolejną prawdziwą komiksową klasykę, tym razem od nowo powstałego Wydawnictwa Fantasmagorie. Nakład będzie nieco wyższy, przez co album można nie tylko zamawiać w przedsprzedaży (69 PLN + koszt wysyłki + rabat na wybrany kolejny album z wydawnictwa, albumy numerowane), ale też będzie można zakupić choćby w Sklepie Gildii (egzemplarze nienumerowane, ale z odpowiednią zniżką). Sam wydawca w tym momencie udostępnił już lawinę kolejnych zapowiedzi, i owszem, wiele tu napraw ciekawych tytułów, ale póki co nie będę trzymał fizycznie w rękach ich pierwszego albumu, z natury podchodzę sceptycznie. Ale oczywiście trzymam kciuki i swój egzemplarz już zamówiłem. Jak tylko dotrze, podzielę się wrażeniami.

Więcej o wydawnictwie i ich planach możecie poczytać na forum Gildii oraz na facebooku.

Read Full Post »

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 01

Na polskim rynku komiksowym już jest bardzo ciasno, a tu jeszcze otrzymujemy kolejną kolekcję z superbohaterami. Wydawcą jest Hachette i sama forma wydania jest praktycznie identyczna jak w przypadku Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Czyli twarda, przyzwoitej grubości oprawa, bardzo ładnie prezentująca się matowa okładka z miejscowym lakierowaniem, druk i papier bez zastrzeżeń.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 04

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 05

Martwi trochę brak na pozycji edytora Muchy, które to wydawnictwo jest odpowiedzialne właśnie za WKKM i w tej roli sprawdzali się bardzo dobrze. W stopce podane mamy jedynie osoby odpowiedzialne za tłumaczenie i korektę (inne osoby, ale to samo nazwisko) oraz liternictwo. I niestety, tylko po pobieżnym przejrzeniu tomu można już wyłapać parę poważnych błędów i niedociągnięć językowych – tu akurat korekta dała ciała, i takie dość poważne wpadki nie powinny mieć miejsca w produkcie komercyjnym!

W pierwszym tomie, dostępnym oczywiście w promocyjnej cenie, otrzymujemy także ulotkę prezentującą kolekcję, zachętę do prenumeraty (prezenty dla prenumeratorów niestety są wyjątkowo słabe, ale za to tomy w prenumeracie są nieco tańsze!) oraz ankietę.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 02

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 03

Kolekcja Superbohaterowie Marvela w każdym tomie przedstawia jednego wybranego bohatera, w pierwszym numerze padło na Spider-mana, czyli jedną z najpopularniejszych postaci z tego uniwersum. Oczywiście nie mogło obejść się bez pierwszej historii z Pajączkiem, oryginalnie opublikowanej jako Amazing Fantasy v1 numer 15 w 1962 roku. Uwaga, tutaj dostajemy wersję z zupełnie zremasterowanym kolorowaniem! Co niekoniecznie jest zaletą, zresztą historia ta pojawiła się już w Polsce, w WKKM numer 68: Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte i rożne podejście do kolorowania można sobie samemu porównać.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 06

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 07

Druga historia pochodzi z Amazing Spider-Man Annual v1 numer 1 z 1964 roku, i w naszym kraju była już wydana w tomie Essential Spider-Man tom 1, jednak w formie czarno-białej. Tu otrzymujemy wersję kolorową, odświeżoną, jednak nie aż tak radykalnie jak pierwsze spotkanie z Pajączkiem, choć niestety koloryście trochę nadużywali gradietów, co momentami wygląda strasznie kiczowato. Sama historyjka jest bardzo przyjemną klasyczną ramotką, na uwagę zasługują pełnostronicowe panele przedstawiające walkę z poszczególnymi złoczyńcami.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 08

Na koniec nieco dłuższa i nowsza historia, czyli zeszyty Amazing Spider-Man v2 #57-58 i Amazing Spider-Man v1 #500-502 (tak, po 58 jest numer 500, Marvel po prostu powrócił z v2 do v1 i połączył numerację, po to, by można wykorzystać dumnie na okładce numer 500). Za opowieść odpowiada J. Michael Straczynski i John Romita Jr., więc warto poczytać, tym bardziej, że to premiera w Polsce!

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 09

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 10

Nie zabrakło dodatków, i tu trzeba przyznać, jest ich całkiem sporo, z czego najlepiej prezentuje się przedstawienie losów naszego głównego bohatera. Aż szkoda, że zabrakło klasycznego „biogramu”, taka forma zawsze była atrakcją w komiksach Tm-Semic. Natomiast dodatki w postaci „Top 4 walk Spider-mana” i „Spider-stroje” zalatują tandetą i ewidentnie skierowane są do młodszych czytelników.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 11

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 12

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 13

Kolejna kolekcja póki co zapowiada się całkiem nieźle, tym bardziej, że owszem, duble będą, ale wcale aż tak dużo ich nie otrzymamy. Zresztą zainteresowanych kolejnymi tomami polecam listę opisującą zawartość i właśnie same duble: Spis tomów SBM i ich zawartość. Bardzo martwią błędy językowe i spierniczona korekta, oby przyłożono się do tego aspektu w kolejnych tomach.

Read Full Post »

Obecnie polski rynek komiksowy przeżywa prawdziwy renesans, i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Manga, komiks europejski, amerykański, superbohaterowie. Każdy z tych gatunków wyraźnie zaznacza swoją obecność, a miłośnicy historii obrazkowych mają w czym wybierać. Niestety, nie wszystkie tytuły sprzedają się dobrze, a prawa rynku są bezlitosne. I tak rok temu ich ofiarą padł magazyn Kaczor Donald, który niegdyś tygodnikiem, stał się w końcu miesięcznikiem. Obecnie podobny los niestety spotyka inny tytuł z bohaterami Walta Disneya, tomiki z cyklu Gigant Poleca, obecnie jeszcze ukazujące się 13 razy do roku, od nowego roku będą wydawane w cyklu dwumiesięcznym.

W ramach wspominek serdecznie zapraszam do krótkiego podsumowania, jak to się zaczęło co w w tym temacie możemy znaleźć na rynku.

W 1991 roku na rynku zadebiutowało specyficzne czasopismo z bohaterami Disneya. Donald i Spółka, w przeciwieństwie do wydawanych w formacie amerykańskim magazynów Mickey Mouse czy Donald Duck, posiadał mniejszy format (ok 13 x 18.5 cm), za to liczył aż 100 stron (z okładką). To co także charakteryzowało magazyn, to historyjki, często wychodzące poza ramy znane z wspomnianego choćby magazynu Mickey Mouse. W Donaldzie i Spółka bohaterowie Disneya często zwiedzali wszerz i wzdłuż cały świat, odwiedzali dziwaczne krainy, jako pojazdy nierzadko używając niezwykłych pojazdów. Na porządku dziennym były także podróże kosmiczne, czy też opowieści interpretujące na swój sposób zarówno wydarzenia z historii jak i te oparte na scenariuszach czy to książek czy filmów. Jednym słowem, była to prawdziwa „jazda bez trzymanki”!

Donald i Spolka 01-12

Donald i Spolka 13-24

Donald i Spolka 25-36

Donald i Spolka 37-43

Donald i spółka ukazywał do 1994 roku i w serii w sumie ukazało się 43 numery. W ostatnim tomiku wydawnictwo poinformowało o zakończeniu pierwszej serii i przygotowaniach do serii drugiej. Ta jednak nigdy się nie ukazała.

Za to w 1992 roku wystartował Donald i spółka na sterydach, czyli seria Komiks Gigant. Założenia były podobne, format prawie identyczny (ok 12.5 x 18.8 cm), a historyjki jeszcze bardziej odjechane. A do tego było ich więcej, gdyż Komiks Gigant liczył aż 256 stron!

Pierwsza seria ukazywała się w latach 1992 – 1994 i w jej ramach wydano w sumie 10 tomików. Każdy z numerów na grzbiecie posiadał kawałek rysunku, po zebraniu całej serii można było złożyć pełny obrazek.

Gigant 0000

Kolejna seria ukazała się dopiero w 1997 roku, składała się w sumie z 6 tomików i także posiadała rysunek na grzbietach, co stało się już tradycją: każdy kolejny rocznik układał się w jeden obrazek.

Gigant 1997

W 1998 roku Komiks Gigant zwiększył częstotliwość i ukazało się w sumie 12 numerów.

Gigant 1998

Tak samo w 1999 roku,

Gigant 1999

i w 2000.

Gigant 2000

W 2001 roku, z powodu wprowadzenia podatku na czasopisma, Komiks Gigant zakończył swój żywot, acz nie zniknął z rynku. Po prostu stał się książką, co jednocześnie pociągnęło zmianę tytułu na Gigant Poleca. Zmiana widoczna była w numerze ze stycznia, który został wydrukowany jako Komiks Gigant, a zmianę wprowadzono w ostatnim momencie, co zaowocowało naklejeniem naklejki na okładce, zasłaniającej oryginalny tytuł (na poniższym zdjęciu tomik ten jest ze zdjętą naklejką). Format, ilość stron, czy specyfika wydania nie zmieniła się, jednak warto odnotować, że zresetowano numerację, tak więc Komiks Gigant zakończył swój żywot w 2000 roku po wydaniu 52 tomików, natomiast w styczniu 2001 roku od pierwszego numeru ruszył Gigant Poleca.

Gigant 2001

Rocznik 2002:

Gigant 2002

2003:

Gigant 2003

2004:

Gigant 2004

2005:

Gigant 2005

Od 2006 roku w ramach Gigant Poleca rozpoczęto publikację 13 tomików rocznie:

Gigant 2006

Rok 2007:

Gigant 2007

2008:

Gigant 2008

2009:

Gigant 2009

2010:

Gigant 2010

2011:

Gigant 2011

2012:

Gigant 2012

2013:

Gigant 2013

2014:

Gigant 2014

2015:

Gigant 2015

I 2016:

Gigant 2016

Niestety, od 2017 roku Gigant Poleca staje się dwumiesięcznikiem

Jednak to nie wszystko, gdyż rodzina Gigantów znacznie się rozrosła przez lata. W 2006 roku na rynku zadebiutowała seria MegaGiga. Poszczególne tomiki były pierwotnie wydawane co 2-3 miesiące, format czy rodzaj historyjek był analogiczny do tego, co znaliśmy z normalnego Giganta. W MegaGiga każdy tomik posiadał temat przewodni, otrzymywaliśmy więc zbiory z historyjkami o piłce nożnej, o rycerzach, piratach, poszukiwaczach skarbów, a nawet o tematyce rolniczej. Pierwszy tomik liczył 352 stron, w kolejnych liczbę tę zwiększono aż do 448! Numer 26 otrzymał aż 512 stron i stan ten utrzymuje się do dzisiaj. Przy tej serii niestety zrezygnowano z rysunku na grzbietach. Obecnie seria nadal się ukazuje, jednak z częstotliwością dwóch numerów rocznie…

Mega Giga 01-12

Mega Giga 13-24

Mega Giga 25-36

Mega Giga 37-46

W 2009 roku na rynku pojawiła się kolejna seria z rodziny: Gigant Mamut. W założeniach bardzo podobna do MegaGiga, każdy tomik liczy 512 stron, także brakuje tu rysunku na grzbietach, wiele tomików posiada jednolity temat przewodni, aczkolwiek nie jest to zasadą. Pierwotnie seria była kwartalnikiem, obecnie kolejne tomiki ukazują się dwa razy do roku.

Gigant Mamut 01-12

Gigant Mamut 13-24

Nie można także zapomnieć o wydaniach specjalnych, związanych jednak bardziej z magazynem Kaczor Donald. Własnie Wydaniem Specjlanym Kaczora Donalda jest tomik z 2000 roku, natomiast Historie nie z tej ziemi to swoista „reklamówka”, dołączona jako gratis do pierwszego numeru z 2014 roku magazynu Kaczor Donald.

Wydanie Specjalne

Przykładowe rysunki układające się na grzbietach, pierwsze dwie serie Giganta:

Gigant panorama 1

i dwa rysunki wybrane losowo z kolejnych lat:

Gigant panorama 2

Porównanie grubości tomików z różnych serii:

Gigant grubosci

I na zakończenie, zdjęcie zbiorowe pierwszych numerów:

Gigant pierwsze numery

Giganty zbieram do dzisiaj, choć przyznam się, że w ostatnim roku przeczytałem tylko jeden numer. Ale nadal kupuję i mam zamiar nadrobić zaległości w lekturze. Owszem, wśród wielu historyjek znajdziemy sporo słabych czy przeciętnych, jednak widoczna wolność twórcza dla autorów, powoduje, że często zdarzają się także opowieści nieprzeciętne czy też prawdziwe perełki, nierzadko nawiązujące do dość ważnych i poważnych spraw, czy też czerpiące garściami z popkultury i klasyki. O ile Kaczor Donald przeznaczony jest dla nieco młodszych dzieci, to po Giganta powinny sięgać nieco starsze dzieciaki, a i dorośli znajdą tutaj coś dla siebie. Z mojej strony mocno zachęcam, i szczerze liczę, że koniec końców Gigant nie zniknie z rynku.

Podsumowując:

Donald i Spółka; 1991 – 1994; 43 tomiki
Komiks Gigant; 1992 – 2000; 52 tomiki
Gigant Poleca; 2001 – nadal; do końca 2016 wydano 203 tomiki
MegaGiga; 2006 – nadal; do końca 2016 wydano 46 tomików
Gigant Mamut; 2009 – nadal; do końca 2016 wydano 24 tomiki

Read Full Post »

Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 już jest dostępny, ale uwaga! Na rynku ostały się już ostatnie egzemplarze, więc jak ktoś się nie zdecydował, a jest zainteresowany, należy się pospieszyć! I to bardzo! Albo męczyć wydawcę o dodruk!

A jest o co, wszak Mały Nemo w Krainie Snów to klasyka komiksu, i to przez duże „K”! Pierwsza plansza tej epopei zadebiutowała 15 października 1905 roku! To nie pomyłka, od daty premiery upłynęło ponad 100 lat! Jednakże nie jest to żadna niestrawna ramotka, Mały Nemo w Krainie Snów, jak sam już tytuł wskazuje, to niesamowita wyprawa do świata marzeń sennych, gdzie spotkamy wprost niezliczoną liczbę niezwykłych postaci i odwiedzimy oryginalne miejsca. Do tego autor sposobem narracji, prowadzeniem akcji oraz kompozycją plansz wyprzedził swoje czasy, i to co momentami wyprawia na kartach swojego komiksu budzi niesamowite wrażenia.

Nakładem wydawcy Krakersa właśnie ukazał się pierwszy, z trzech, tom przygód Małego Nemo. Co do wydania nie można mieć większych zastrzeżeń, plansze zostały odpowiednio dopieszczone, kolorowy cyfrowy druk prezentuje się bardzo dobrze, papier, mimo że nieco cienki, jest biały i praktycznie nieprzezroczysty. Do tego otrzymujemy twardą oprawę i tasiemkę. Oczywiście marzeniem byłoby wydanie w jednym grubaśnym tomie całości i najlepiej w powiększonym formacie, ale póki co żaden z polskich wydawców nie połakomił się na tę klasykę, tak więc tym bardziej należą się słowa uznania w stronę Michasia (stojącego za całą inicjatywą Krakersa), że podjął się dość sporego wyzwania. I w pełni mu podołał, a my możemy cieszyć się wprost wyśmienitą lekturą!

Więcej informacji i możliwość zamówienia na stronach wydawcy:
http://antosiewicz.ovh.org/maly-nemo.htm

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 01

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 02

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 03

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 04

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 05

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 06

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 07

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 08

Jedyne uwagi można mieć do sposobu zabezpieczenia komiksu do przesyłki, niestety zabrakło foliowania, strecza, czy choćby folii bąbelkowej, przez co jeden z zamówionych egzemplarzy (zamawiałem dwa jedną przesyłką, jeden dla mnie, drugi dla znajomego) ma brzydko pogniecione rogi, natomiast drugi ma wgniecenia na paru stronach w środku, najprawdopodobniej z powodu przekartkowywania. Oby wydawca bardziej zadbał o aspekt pakowania przy okazji kolejnych przesyłek.

Read Full Post »

EDIT: 2016-10-10: Uzupełniłem notkę o cztery zdjęcia całkiem fajnych unikatów – patrz wydania klubowe i kalendarze.

Janusz Christa to jeden z najznakomitszych klasycznych twórców komiksowych z „tamtych czasów”. Urodził się w 1934 roku, a jako twórca opowieści rysunkowych zadebiutował w 1956 roku na łamach miesięcznika „Jazz„. Na początku swojej twórczości tworzył zarówno poważniejsze opowieści jak i krótkie żarty humorystyczne. W 1958 roku w „Wieczorze Wybrzeża” rozpoczął publikację pasków z Kajtkiem – Majtkiem, wkrótce do tej postaci dołączył Koko. Przez wiele lat Christa mocno związał się ze swoimi słynnymi bohaterami, a obecnie Kajtek i Koko oraz ich następcy, a jednocześnie pradziadkowie, Kajko i Kokosz to jedne z najwspanialszych komiksowych dzieł, które zupełnie się nie zestarzały po dzień dzisiejszy! Janusz Christa zmarł w 2008 roku, pozostawił po sobie prawie 5000 komiksowych pasków i około 700 plansz. W 2016 roku wydawnictwo Egmont zaprezentowało nowy album o przygodach dzielnych wojów: „Kajko i Kokosz: Nowe Przygody. Obłęd Hegemona„, który zebrał mieszane opinie. Mi przypadł mocno średnio (więcej o tym w krótkiej recenzji: Kajko i Kokosz przerysowani), i raczej go odradzam, natomiast serdecznie zachęcam do sięgnięcia po oryginalne dzieła Christy!

Moja przygoda z twórczością Christy rozpoczęła się od przygód dzielnych Wojów Kajka i Kokosza. Będąc dzieciakiem pierwszy album dostałem z jakiejś okazji, był to Wielki Turniej i od razu zakochałem się w tym świecie. Następnie dość szybko w moje ręce wpadły kolejne części: Szkoła Latania, i rozbite na po dwa albumy cykle Złoty Puchar, Szranki i Konkury oraz Woje Mirmiła i Rozprawa z Dajmiechem. Kolejność w której zdobywałem albumy ma się nieco na bakier z chronologiczną kolejnością wydarzeń, ale w niczym to wtedy nie przeszkadzało.  Co ciekawe o ile Turniej czy Szkoła były wydane w dość klasyczny sposób, tj w pełnym kolorze, formacie A4 i normalnym układzie kadrów, to pozostałe albumy czytało się już „odwrócone”, a liczba kadrów na pojedynczej stronie aż przytłaczała gówniarza, który uczył się czytać na tych komiksach. Przypomnę, Christa dysponował niezwykle piękną i bogatą kreską, stąd też poszczególne albumy starczały na długo, a niezwykle ciekawe i dowcipne scenariusze dodatkowo gwarantowały, że do tych historii powracało się wielokrotnie. Złoty Puchar oraz Szranki i Konkury zostały wydrukowane na żółtym papierze, co obecnie może dziwić, ale takie były realia tamtych czasów, drukowało się na tym, na co akurat dostało wydawnictwo czy drukarnia przydział.

Christa 01

Christa 02

Christa 03

Christa 04

Biblioteczka w miarę szybko rosła o kolejne tytuły, w międzyczasie oczywiście przygody bohaterów można było poznawać dzięki Relaxowi i Światowi Młodych, a dodatkowe historie z Kajkiem i Kokoszem można było znaleźć w specyficznych (na tamte czasy) albumach, zbierających krótsze historyjki utrzymane w różnym tonie i stworzone przez różnych autorów:

Christa 05

Z Kajtkiem i Koko, mimo że postacie te stworzone zostały o wiele wcześniej niż Kajko i Kokosz, zetknąłem się nieco później. Także za pośrednictwem albumów dostępnych w normalnej sprzedaży, a były to: Pojedynek z Abrą, trylogia Śladem Białego Wilka (tytuły kolejnych tomów: 1. Śladem Białego Wilka, 2. Duch bunkra, 3. Chybiony strzał), Zwariowana wyspa i Londyński Kryminał. Jako że mama kolegi pracowała w drukarni, oprawiła mi te albumy w twarde oprawy, na jednym nawet udało się przylepić oryginalną okładkę. Decyzji w sumie nie żałuję, albumy dzięki temu dotarły do dzisiejszych czasów w bardzo dobrym stanie. Wszystkie historie opowiadają o współczesnych perypetiach Kajtka i Koko, w dwóch przypadkach mamy historie o zabarwieniu kryminalnym, w pojedynku z Abrą nasi bohaterowie trafiają do świata bajek i baśni, natomiast Zwariowana Wyspa to prawdziwa, nieco psychodeliczna, jazda bez trzymanki.

Christa 06

Christa 07

Kolejnym skarbem który trafił w moje ręce były perypetie Kajtka i Koka w kosmosie. Najpierw natrafiłem na skrócone czarno-białe wydanie, liczące nieco ponad 60 stron, swego czasu dość trudno dostępne, co spowodowało, że powstawały pirackie „przedruki”. Następnie na rynek trafiła reedycja zapowiadana na pierwszą kompletną i dodatkowo wydaną w pełnym kolorze. Niestety, projekt upadł po zaledwie trzech albumach.

Christa 08

Przygody Gucka i Rocha „dziwnie” bardzo przypominały przygody Kajtka i Koka, jednak za tą opowieścią stał inny scenarzysta, choć szatą graficzną zajął się Christa. Dwa wydane albumy są obecnie dość łatwe do zdobycia, dodatkowo Egmont wznowił je dwukrotnie, w tym raz jako wydanie zbiorcze w twardej oprawie.

Christa 09

Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że przygód Kajtka i Koka jest więcej. I to o wiele więcej! Niestety, zdobycie kompletu było praktycznie niemożliwe. Przynajmniej oficjalnie, gdyż natrafiłem na coś, co wtedy nazywało się „wydaniami klubowymi”, a tak naprawdę było nielegalnymi pirackimi przedrukami. O dziwo, w przypadku Kajtka i Koka ktoś naprawdę się napracował: większość tych albumów była wydrukowana na dobrej jakości drukarkach (nie były to ksera, przynajmniej nie w każdym przypadku) zawierały często kolorowe strony tytułowe, a do tego były bardzo ładnie oprawione w jednokolorowe twarde oprawy. Z tego co pamiętam, kosztowało to majątek, ale wreszcie mogłem przeczytać wcześniejsze paski Christy, czy poznać rewelacyjne przygody jego bohaterów w kosmosie! Jako ciekawostka, były to czasy bez szeroko dostępnego internetu, i takie wydania zdobywało się słysząc gdzieś pokątnie gdzie można je zakupić, a następnie uzgadniając wszystkie szczegóły listownie. Chwilę to trwało…

Christa 10

Christa 11

Christa 21

Christa 22

Bohaterowie Christy zaznaczyli jeszcze swoją obecność na rynku w książeczkach z zagadkami, czy jako elementy np.: puzzli.

Christa 12

A plansze z ich przygodami zdobiły nawet kalendarze! Dwie takie publikacje są szczególną ciekawostką, gdyż materiał w nich zaprezentowany jest całkowicie premierowy, a do tego z zaznaczoną wyraźnie nutką dydaktyzmu. Może zbyt bardzo wyraźną, ale i tak czyta i ogląda się to świetnie. Na poniższym zdjęciu te publikacje są nieco przerobione, za dzieciaka odciąłem część z datami i pozostawiłem sobie same komiksy.

Christa 23

Christa 24

Można też znaleźć wiele opracowań poświęconych twórczości Christy, szczególnie polecam Zeszyty Komiksowe i Komiksową archeologię:

Christa 13

oraz dwa rewelacyjne opracowania autorstwa Arkadiusza Florka: Świat dzielnych wojów i Powrót do Świata Dzielnych Wojów. Autor udostępnił je zupełnie za darmo w formie elektronicznej, linki znajdziecie w tym poście.

Lata mijały, rosły nowe pokolenia, komiksy Christy nadal cieszyły nowych czytelników. Mimo, że nie brakowało ich w drugim obiegu, to niestety nie były obecne w księgarniach. Próbowano reanimować serię, ale np.: ta próba zakończyła się zaledwie po dwóch albumach:

Christa 14

Wreszcie do akcji wkroczył nasz ulubiony moloch, czyli Egmont. Swoją krucjatę rozpoczął od Kajtka i Koka, czyli bohaterów, których kompletu przygód nigdy oficjalnie nie wydano. Egmont w sumie wydał osiem grubych albumów w formacie może niezbyt wielkim i większości w czarno-białej szacie graficznej, ale wreszcie mogliśmy rozkoszować się przygodami dzielnych marynarzy w naprawdę dobrej jakości! Uwaga, jeżeli dopiero zamierzacie zakupić coś z niżej wydanych albumów, koniecznie zwróćcie uwagę, które wydanie kupujecie i zawsze wybierzcie najnowsze! W paru przypadkach ma to znaczenie, choćby przygody w Kosmosie są praktycznie kompletne dopiero w wydaniu trzecim!

Christa 15

Lista albumów:
1) W Kosmosie (wyd 3 poprawione, 672 stron (poprzednie wydania 586))
2) Na tropach Pitekantropa (wyd 2) zawiera:
– Na tropach Pitekantropa
– W krainie baśni (w tym Pojedynek z Abrą)
– Wśród piratów
3) Kajtek, Koko i inni zawiera:
– Kuku-Ryku
– Skarby starego zamczyska
– Korak, syn Tarzana
– Marynarskie Brody
– Wesołych Świąt
– Detektyw Trop wskazuje winnego
– Na morze
– Zaginiona załoga (kolor)
– Pan Paparura i pies Aj (kolor)
– Bajki dla dorosłych
– Łabędź
– Dżdżownice
– Palacze
– Coś z ryb
– Gucek i Roch Tajemniczy Rejs
– Gucek i Roch Kurs na Półwysep Jork
– Bajki (kolor)
– Opowieści Koka (niedokończone przez Christę)
– Polbida (niedokończone przez Christę)
4) W Londynie (wyd 2, 192 stron (wyd pierwsze 176))
– Dni Gdańska
– Zwariowana wyspa
– w Londynie
5) Profesor Kosmosik (wyd 2, 152 stron (wyd pierwsze 144))
– Profesor Kosmosik i Czarny Rycerz
6) Śladem białego wilka
7) Poszukiwany Zyg-Zak
– Latający Holender
– Profesor Kosmosik i Marsjanie
– Poszukiwany Zyg-Zak
8) Opowieści Koka
– Arktyczna wyprawa
– Przemytniczy szlak
– Na wakacjach

Szczególnie ciekawie prezentuje się tom 3, zawierający wiele zebranych ciekawostek z twórczości Christy, choć szkoda, że paru historii czy żartów w tej antologii zabrakło. Dużym plusem wydania jest zaprezentowanie wielu prac w pełnym kolorze, choć za wpadkę należy uznać przedruk albumów z Guckiem i Rochem w czerni i bieli, gdy już pierwsze wydania były kolorowe. Egmont niejako naprawił ten błąd później, publikując te dwa albumy jako osobne wydanie – widać je na jednym ze wcześniejszych zdjęć. Łabędź także, mimo pierwszej kolorowej wersji w Relaxie, tu dostaliśmy jako czarno-biały. Także szkoda, że Bajki, mimo że kolorowe, to zostały wydrukowane po dwie plansze na jednej stronie. Na rysunkach Christy nie powinno się oszczędzać! Miejmy nadzieję, że kiedyś ukaże się kolejne wydanie, uzupełnione o braki i bardziej dopieszczone. Ale i tak po obecne wydanie warto sięgnąć, zawiera wprost ogrom niezwykłych historii!

Podobne zarzuty można postawić albumowi Śladem białego wilka, który także w wydaniu Egmontu ukazał się jako czarno-biały, gdy tymczasem wcześniejsze wydanie spokojnie można dostać w pełnym kolorze. I je mocno polecam, tę historię o wiele lepiej poznawać w kolorze. W tomie 4 znalazła się historia W Londynie, tu wydrukowana w czerni i bieli, oryginalnie dostępna w dwóch albumach pod tytułem Londyński Kryminał w pełnym kolorze. Zwariowana wyspa także byłą wcześniej wydana, ale tu już zawsze bez kolorków. Niestety, Londyński Kryminał może być ciężko zdobyć, do tego wydanie Egmontu zawiera jeszcze krótkie żarty pod tytułem Dni Gdańska, nigdy wcześniej oficjalnie nie wydrukowane w formie albumowej. Uwaga! Jakbyście kupowali ten tomik, koniecznie w wydaniu 2, pierwsze miało „trochę” braków! Pojedynek z Abrą z tomu 1, który wcześniej ukazał się w kolorze, tutaj także jest w formie czarno-białej, ale za to otrzymujemy całą pełną opowieść W krainie baśni, której to Pojedynek jest tylko fragmentem.

No i Kajtek i Koko w kosmosie! Piękną i monumentalna epopeja, mam szczerą nadzieję, że kiedyś Egmont zaprezentuje nam ją w formacie A4 i w pełnym kolorze. Póki co, i tak warto przeczytać, koniecznie w wydaniu trzecim – mocno uzupełnionym. A i tak dodatkowo nie zaszkodzi, byście zaznajomili się w dostępnym w formacie elektronicznej suplemencie.

Egmont pokusił się także o wznowienie przygód Kajka i Kokosza. Tu na szczęście forma nie pozostawia wiele do życzenia: wszystkie albumy ukazały się w formacie A4 w pełnym kolorze, na bardzo dobrym papierze! Całą kolekcję szczerze polecam, tym bardziej, że wydanie Egmontowe nie jest przesadnie drogie, a do tego sporo tego na rynku wtórnym, albumy były także dostępne jako bonus przy zakupie bodajże ryz papieru – taka promocja (choć nie były to te same wydania, i różniły się choćby zastosowanym (sic!) papierem).

Christa 16

Christa 17

Christa 18

Cała seria składa się z następujących albumów:

Złoty puchar
Szranki i konkury
Woje Mirmiła (Woje Mirmiła, Rozprawa z Dajmiechem)
Szkoła latania
Wielki turniej
Na wczasach
Zamach na Milusia
Skarby Mirmiła
Cudowny lek
Festiwal czarownic
Dzień Śmiechały
W krainie Borostworów
Mirmił w opałach
Urodziny Milusia
– Pasowanie
– Urodziny Milusia
– Łaźnia
– Koncert Kaprala
– Profesor Stokrotek
– Srebrny Denar
– Kalendarz Ścienny 1987
– Kalendarz Ścienny 1988

Układ historii Złoty puchar, Szranki i konkury i Woje Mirmiła został zmieniony i dostosowany formułą do pozostałych historii, przez co zmieniła się liczba „zeszytów” i każda z historii zamiast w dwóch, opublikowana została w trzech albumach. Dodatkowo, dwie pierwsze historie zostały rewelacyjnie pokolorowane!
Album Urodziny Milusia zbiera w sobie krótsze formy, wcześniej porozrzucane po rożnych wydaniach czy magazynach. Dodatkowo otrzymujemy tu przedruki dwóch komiksowych kalendarzy (właściwie to trzech, gdyż okładka tego albumu to także wycinek kalendarza), niestety niefortunnie umieszczono dwie oryginalne plansze na jednej kartce – jak już wspominałem, taki zabieg w przypadku rysunków Christy absolutnie nie powinien być zastosowany. Ale to jedyny minus całej serii – naprawdę i szczerze polecam każdemu kto jeszcze nie zna, by jak najszybciej nadrobić i sięgnąć po przygody Kajtka i Kokosza. Są bardziej przystępne niż historie Z Kajtkim i Kokiem, i doskonale bawią zarówno starszego jak i młodszego czytelnika!

Egmont przygotował jeszcze fajną ciekawostkę, a mianowicie trzy albumy doczekały się wydań regionalnych:

Christa 19

Szkoła furganio (gwara śląska)
Ogromniasto gońba (gwara góralska)
Na latowisku (gwara kaszubska)

W tym roku Egmont pokusił się o kontynuację. Moje niezbyt pochlebne zdanie już wyraziłem, kolejny album jest już zapowiedziany, a jego formuła ma być podobna. Oby wyszło jednak nieco lepiej, na chwilę obecną Kajko i Kokosz: Nowe Przygody. Obłęd Hegemona raczej odradzam, o wiele lepiej poczytać oryginalne albumy Janusza Christy.

Christa 20

Powyższe wypociny to jedynie wspominki, nie planowałem ani nie zamierzałem na chwilę obecną robić dokładniejszego opracowania. Może do tematu jeszcze wrócę, natomiast już nie pierwszy raz na blogu serdecznie zapraszam do zapoznania się ze stroną „Na plasterki” poświęconą Januszowi Chriście i prowadzoną przez prawdziwych zapaleńców!

Read Full Post »

Craig Thompson, amerykański scenarzysta i rysownik nie ma na swoim koncie zbyt wielu pozycji, ale wszystko co dotychczas stworzył, spotkało się z uznaniem zarówno krytyki jak i czytelników, co zaowocowało wysypem branżowych nagród. Jego powieści graficzne: Blankets: Pod śnieżną kołderką, Żegnaj Chunky Rice, Habibi, Dziennik podróżny ukazały się także w naszym kraju i oczywiście i tutaj znalazły swoich wiernych fanów.

Kosmiczne Rupiecie 1

Choć Thompsonowi można zarzucić operowanie na najprostszych uczuciach, to bezsprzecznie robi to doskonale, a jego powieści wprost się połyka. A czytać jest co, gdyż zazwyczaj są to dość spore „grubasy”.

Kosmiczne Rupiecie 2

Parę dni temu do sprzedaży trafiła najnowsza powieść graficzna Craiga Thompsona: Kosmiczne rupiecie. Wcześniejsze pozycje ukazywały się zawsze w wersji czarno białej, tym razem otrzymujemy w pełni kolorową opowieść. I to już robi wrażenie, gdyż dopracowane i przepiękne rysunki Thompsona tylko dodatkowo zyskały na takiej formie prezentacji. Za kolory odpowiada Dave Steward, także uznany i utytułowany artysta.

Kosmiczne Rupiecie 3

„Rodzina to najważniejsza rzecz w galaktyce. Fiolet nie potrafi siedzieć bezczynnie, kiedy po jej ojcu ginie słuch. Za nic mając sobie czyhające pośród gwiazd niebezpieczeństwa, razem z paczką osobliwych przyjaciół wyrusza na poszukiwania. Ale przestrzeń kosmiczna zdaje się nie mieć końca, a Fiolet odkrywa, że jej tata jest w ogromnych, OGROMNYCH tarapatach. Lecz kiedy jego życie zawisa na włosku, nic jej nie powstrzyma przed próbą ocalenia swojej rodziny.”

Kosmiczne rupiecie to historia skierowana do wszystkich w dowolnym wieku, perypetie Fiolet z przyjemnością poznają zarówno dorośli jak i młodsi czytelnicy, a wprost idealnym sposobem lektury wydaje się czytanie jej dziecku przez rodziców. Tym bardziej, że Craig znowu igra z uczuciami czytelnika i co chwilę zmusza nas do zadumy, jednak jednocześnie nie brakuje tu humoru i czysto przygodowych czy wręcz awanturniczych wątków.

Kosmiczne Rupiecie 4

Głównym wątkiem jest motyw rodziny, i sił sprawiających, że jest tym czym jest. Jednocześnie autor ukazuje nie tylko powiązania między poszczególnymi członkami i to na wielu płaszczyznach (czy wręcz: gatunkach!), ale też ukazuje „rodzinę” jako grupy społeczne niekoniecznie połaczone więzami krwi. Otrzymujemy wiec spojrzenie na przyjaciół, kolegów ze szkoły, współpracowników i niestety nie zawsze więzy te są tak mocne, jakby pierwotnie mogło się wydawać. Stąd też opowieść wydaje się cenna właśnie dla młodszych czytelników, którzy być może mają jeszcze przed sobą tego typu życiowe rozczarowania.

Kosmiczne Rupiecie 5

Na szczęście mało subtelnego moralizatorstwa nie ma tu dużo, i mimo paru smutniejszych chwil, sporo tu momentów przepełnionych humorem i duchem przygody. Jedyne co niezbyt przypadło mi du gustu, to rozwiązanie wszystkich wątków, i sama końcówka. Nie chcę spojlerować, ale, mimo że zakończeniu jako samemu w sobie wiele zarzucić nie można, to jednak jest zbyt krystaliczne i idealne.

Kosmiczne Rupiecie 6

Jeszcze o szacie graficznej, gdyż gra ona tu niezwykle ważną rolę. Craig Thompson ma bardzo przyjemną i ciepłą kreskę, do tego w niniejszej powieści wspina się na szczyty kunsztu w odwzorowaniu najróżniejszych postaci czy pojazdów, nierzadko serwując nam oryginalne i bardzo ciekawe patenty, jak choćby przekroje statków kosmicznych. Do tego uwielbia się bawić układem kadrów i niestandardowym montażem wydarzeń, co tylko potęguje przyjemność z obcowania z lekturą. Z przepięknymi rysunkami idealnie współgrają dobrane kolory. Wyraźne, soczyste, to wprost perfekcyjna symbioza. Dave Steward zasłużył na brawa!

Kosmiczne Rupiecie 7

Tak samo jak Timof i cisi wspólnicy, czyli wydawca polskiej edycji. Mimo, że pojawiają się głosy niezadowolenia z powodu niezbyt dużego formatu, to prywatnie podczas lektury nie odniosłem żadnego dyskomfortu spowodowanego nieczytelnością czy to rysunków czy tekstu w dymkach. Natomiast wybitnie przypasowały mi pozostałe aspekty techniczne, szczególnie bardzo przyjemny papier czy doskonały druk. Mimo, że historia liczy naprawdę sporo stron, to nie zabrakło tu sporej dawki graficznych dodatków, które szczególnie po lektorze opowieści ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Boli nieco cena, wynosząca oficjalnie 140 złotych, jednak otrzymujemy tu świetną formę wydania i opowieść jakby nie było rozpisaną na aż 400 stronach. A sama opowieść jest naprawdę warta tej ceny (a w dyskontach, czy na Gildii da się kupić i tak pewnie poniżej 100 złotych)! Od pierwszej do ostatniej strony podczas lektury bawiłem się po prostu wspaniale, i mimo że parę rysek na tym idealnym wizerunku by się znalazło, to jednak Kosmiczne rupiecie polecam wszystkim w dowolnym wieku. To po prostu wspaniała opowieść!

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Filmowe adaptacje komiksów część 2

Dziś ciąg dalszy opowieści o filmowych adaptacjach komiksów, z pominięciem jednak już praktycznie wyeksploatowanego w tym cyklu wątku super-bohaterskiego. W części pierwszej skupiliśmy się głównie na USA, dziś reszta świata. I dla przypomnienia: nieco po macoszemu potraktuję rynek azjatycki, adaptacji najróżniejszych mang jest tyle, że można by tylko o nich opowiadać bardzo, ale to bardzo długo. I szczerze, naprawdę dobrych nie znam zbyt wiele, więc jak coś możecie polecić, piszcie w komentarzach!

Komiks o przygodach Lucky Lukea, czyli kowboja który strzela szybciej od własnego cienia, została stworzona przez belgijskiego rysownika Morrisa, a pierwszy album opowiadający o jego przygodach trafił do sprzedaży już w 1949 roku. Za złoty okres serii uważa się albumy, do których scenariusz pisał niezrównany René Goscinny, współtwórca przygód tak znanych postaci jak Asteriks czy Mikołajek. Sporo albumów ukazało się także na naszym rynku, i z czystym sercem bardzo polecam tę serię, zapewnia wspaniałą rozrywkę! Lucky Luke doczekał się także sporo całkiem udanych filmów i seriali animowanych, jednak pod względem filmów aktorskich, już tak dobrze nie było. Zapewne większość nieco starszych osób będzie kojarzyć film Lucky Luke z 1991 roku, który przerodził się w serial składający się z ośmiu godzinnych odcinków. W główną rolę wcielił się Terence Hill, który wypadł w tej roli dość niejednoznacznie: gdy będąc dzieckiem oglądało się te filmy, to zapewniały bardzo fajną rozrywkę, dziś niestety nieco straszą i aktorstwem i scenariuszem. Acz pewnego uroku, wynikającego w dużej mierze zapewne z nostalgii, odmówić im nie można.

Komiks: Morris, René Goscinny i inni: Lucky Luke; Dupuis, Dargaud, Lucky Productions, Lucky Comics, 1949-…
Wyd. pol.: KeyTex, Egmont, 1992, 1999-…

(1991) Lucky Luke

(1992) Lucky Luke Serie

W 2004 na ekranach pojawił pełnometrażowy film Les Dalton, poświęcony w głównej mierze, zgodnie z tytułem, Daltonom, a Lucky Luke grał tu tylko drugoplanową postać. Co nie przeszkodziło polskiemu dystrybutorowi przemianować tytuł na „Lucky Luke”, co zakrawa na pewien absurd. Film jest przeciętny, ale posiada parę lepszych momentów, a w polskiej wersji bardzo fajnie wypadł dubbing, i choćby dla niego warto zasiąść do seansu.

(2004) Les Dalton

Ponownie na ekranie Lucky Luke pojawił się w 2009, tym razem jako pełnoprawna pierwszoplanowa postać. Podobnie jak wcześniejszy film, wyszło tak sobie, tragedii może nie ma, i zdarzają się lepsze momenty, ale arcydzieło to niestety nie jest.

2009 Lucky Luke

Asteriks to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci komiksowych, stworzony przez René Goscinny’ego i Alberta Uderzo zadebiutował w 1959 roku i do dzisiaj swoimi przygodami cieszy kolejne pokolenia. I nie ma co owijać w bawełnę, lektura albumów z przygodami Asteriksa i Obeliksa to pozycja obowiązkowa! Podobnie jak Lucky Lucke, Asteriks doczekał się paru filmów animowanych oraz aktorskich. Z tej drugiej kategorii pierwszy pojawił się na ekranach w 1999 roku. Astérix et Obélix contre César czyli Asterix i Obelix kontra Cezar został bardzo dobrze przyjęty, a dodatkowo godna polecenia jest wersja z polskim dubbingiem: Artur Barciś jako Dwulicus jest niesamowity! W głównych rolach zagrali: Christian Clavier jako Asteriks, Gérard Depardieu jako Obeliks, Roberto Benigni jako Dwulicus. Niestety, w filmie nie do końca wszystko zagrało. Scenariusz, usilnie starający się wprowadzić coś nowego, nierzadko mocno nawala, a niektóre wątki są zupełnie zbędne i niepotrzebne, a momentami wręcz irytują. Także efekty specjalne nie zachwycają, i obecnie wręcz rażą nienaturalnością. Ale pośmiać i tak jest się z czego!

Komiks: René Goscinny, Albert Uderzo, Jean-Yves Ferri, Didier Conrad: Asterix; Dargaud, 1959-…
Wyd. pol.: Egmont, 1991-…

(1999) Astérix et Obélix contre César

W 2002 pojawiła się kontynuacja: Astérix & Obélix Mission Cléopâtre czyli Asterix i Obelix: Misja Kleopatra. Tym razem twórcy sięgnęli po sprawdzone opowieści i czerpali garściami z komiksów, jednocześnie dodając coś od siebie. I to się sprawdziło! Film jest niesamowity, a od śmiechu wręcz bolą brzuchy! Polski dubbing wypada także bardzo dobrze, choć za dużo wstawionych tu na siłę elementów, które obecnie nieco się zdezaktualizowały. Film pod koniec zaczyna nieco męczyć, i cierpi jakby na syndrom „wyczerpania dobrych pomysłów”, ale i tak jest to jedna z najlepszych adaptacji komiksowych! A na dziury scenariuszowe i głupie założenie całej osi akcji nawet nie zwraca się uwagi. W kwestii obsady: powraca Christian Clavier jako Asteriks i Gérard Depardieu jako Obeliks, a w Kleopatrę wciela się sama Monica Bellucci! Świetnie wypada Numérnabis, w którego wcielił się Jamel Debbouze, a w polskiej wersji dubbinguje go Cezary Pazura.

(2002) Astérix & Obélix Mission Cléopâtre

W trzecim Asteriksie: Astérix aux jeux olympiques czyli Asterix na olimpiadzie z 2008 roku w Asteriksa wcielił się Clovis Cornillac, natomiast w kwestii reszty obsady pojawili się: Gérard Depardieu, Alain Delon, Benoît Poelvoorde, Vanessa Hessler a także gwiazdy sportu. I o ile aktorzy stanęli na wysokości zadania, to jednak w filmie coś nie zagrało, a wiele scen jest wręcz słabych. Można obejrzeć, choć niestety, po rewelacyjnej Kleopatrze kinowy cykl zaliczył ogromny spadek formy.

(2008) Astérix aux jeux olympiques

Asteriks dostał kolejną szansę i w 2012 roku pojawił się Astérix et Obélix Au Service de Sa Majesté czyli Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości. Miejsce akcji pozwoliło na wręcz zalanie nas wręcz specyficznym humorem, który w większości przypadków idealnie się sprawdza. Jest z czego się pośmiać, choć niektóre nawiązania czy złośliwości nie są zbyt subtelne. W roli Obeliksa powraca Gérard Depardieu, a jako Asteriks tym razem występuje Edouard Baer. Na ekranie natomiast błyszczą aktorki: Catherine Deneuve, Valérie Lemercier i urocza Charlotte Le Bon.

(2012) Astérix et Obélix Au Service de Sa Majesté

Oldboy zyskał wielką sławę, której przyczyniły się też słowa zachwytu Quentina Tarantino. Film wchodzi w tak zwany koreański cykl zemsty, składający się z trzech obrazów: Sympathy for Mr. Vengeance z 2002 roku, Oldboy z 2003 roku i Sympathy for Lady Vengeance z 2006 roku. Wszystkie wyreżyserował Chan-wook Park, i mimo że każdy z filmów opowiada inną historię z innymi bohaterami, to wszystkie powiązane są wspomnianym wątkiem zemsty. Mocne i niejednoznaczne kino, przeznaczone tylko dla dojrzałych widzów.

Komiks: Garon Tsuchiya: Old Boy; Futabasha, 1996–1998
Wyd. pol.: –

(2002) Sympathy for Mr. Vengeance

(2003) Oldboy

(2006) Sympathy for Lady Vengeance

Oldboy doczekał się naśladowców, w 2006 roku pojawiła się remake indyjski, pod tytułem Zinda, a w 2013 roku otrzymaliśmy wersję amerykańską, pod jakże oryginalnym tytułem Oldboy. Obejrzeć można, ale mocno zalecam wpierw zapoznanie się z oryginałem.

(2006) Zinda

(2013) Oldboy

Michel Vaillant z 2003 roku, u nas znany pod tytułem Najlepsi z najlepszych, to opowieść o tytułowym kierowcy wyścigowym, czyli mamy tu sporo samochodów, pięknych kobiet i szybkiej akcji. Przynajmniej w założeniu, bo koniec końców nie wszystko wyszło jak należy, acz film ogląda się całkiem przyjemnie.

Komiks: Jean Graton, Phillipe Graton: Michel Vaillant; Le Lombard, 1957-…
Wyd. pol.: Twój Komiks, 2002-2004

(2003) Michel Vaillant

Blueberry z 2004 roku to ekranizacja westernowego komiksu, utrzymana w dość ciekawej stylistyce i będąca bardziej filmem psychologicznym, niż widowiskowym kinem akcji. Nie dla każdego, zapewne wielu widzów odbije się od seansu już po parunastu minutach, ale spróbować warto.

Komiks: Jean-Michel Charlier, Jean Giraud: Blueberry; Dargaud, 1963–2012
Wyd. pol.: Podsiedlik-Raniowski i spółka, Egmont, 2002-2003, 2008-…

(2004) Blueberry

Egipscy bogowie, kobieta płacząca na niebiesko, człowiek ze sztuczną nogą i wielka piramida lewitująca ponad miastem. Albumy Enkiego Bilala nie są proste w odbiorze, a co dopiero, gdy trzeba przenieść je na ekran. Oczywiście nie obędzie się znacznego uproszczenia historii, niestety czasem do tego dojdą słabe, acz nastrojowe efekty specjalne i nieco poplątania świata rzeczywistego ze sztucznym. Ale o dziwo, mimo wielu przywar, Immortal z 2004 roku ogląda się naprawdę dobrze, a film potrafi zrobić spore wrażenie. Pozytywne.

Komiks: Enki Bilal: La Trilogie Nikopol: La Foire aux immortels, La Femme piège, Froid Équateur; Les Humanoïdes Associés, 1980, 1986, 1992
Wyd. pol.: Egmont: Trylogia Nikopola: Targi nieśmiertelnych, Kobieta pułapka, Zimny równik, 2002, 2004, 2014

(2004) Immortal

Death Note to hitowa manga i równie hitowe anime, które doczekało się nieco mniej hitowej serii aktorskich filmów. Na listę w sumie trafiło tylko dlatego, że zauroczyły mnie trailery i widziałem tylko urywki, które zrobiły na mnie całkiem dobre wrażenie. Kiedyś zamierzam obejrzeć, mam nadzieję, że będzie warto.

2006 Death Note The Last Name, 2006 Death Note, 2008 L Change the World

Komiks: Tsugumi Ōba, Takeshi Obata: Death Note; Shueisha, 2003-2006
Wyd. pol.: JPF, 2007-2009

(2006) Death Note

(2006) Death Note The Last Name

(2008) L Change the World

Largo Winch wymyślił znany chyba wszystkim Jeana Van Hamme, a postać ta pojawiła się na kartach przeciętnych powieści, przyzwoitych komiksów oraz także na ekranie. W latach 2001-2003 jako bardzo udany i pełen akcji serial sensacyjny o skróconym tytule Largo, natomiast w 2008 roku doczekaliśmy się pełnometrażowego filmu Largo Winch, a w 2010 jego kontynuacji Largo Winch II The Burma Conspiracy. Wyszły średniaki, ale całkiem przyzwoite, obejrzeć jak najbardziej można.

Komiks: Jean Van Hamme, Philippe Francq: Largo Winch; Dupuis, 1990-2010
Wyd. pol.: Twój Komiks, Egmont, Kurc, 2001-2003, 2009, 2016-…

(2008) Largo Winch

(2010) Largo Winch II The Burma Conspiracy

I ponownie Jeana Van Hamme i kolejna sensacyjna seria. Miniserial z 2008 XIII The Conspiracy spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, i nie ma co się dziwić, gdyż przez prawie trzy godziny skutecznie trzyma widza w napięciu. Tak samo nieźle wypadł serial z 2011 roku, XIII: The Series, a przynajmniej jego pierwszy sezon. Drugi był nieco oderwany, nieudany, a do tego dość trudno na niego obecnie natrafić.

Komiks: Jean Van Hamme, Yves Sente, William Vance, Youri Jigounov: XIII; Dargaud, 1991-…
Wyd. pol.: Korona, Siedmioróg, Egmont, Taurus Media, 1991-…

(2008) XIII The Conspiracy

Dylan Dog w wersji komiksowej dość często pojawia się na blogu, prywatnie bardzo lubię opowieści o przygodach detektywa mroku, choć wśród naprawdę rewelacyjnych historii dość często zdarzają się też historie bardzo przeciętne lub wręcz słabe. Film z 2010 roku Dylan Dog Dead Of Night także jest przeciętniakiem, ale posiada trochę lepszych momentów. No i nie należy do niego podchodzić jak do horroru, a raczej jak do komedii, ale zrobionej ze smakiem.

Komiks: Tiziano Sclavi i inni: Dylan Dog; Bonelli Comics, 1986-…
Wyd. pol.: Egmont, Bum Projekt, 2001-2004, 2010-2011, 2015-…

(2010) Dylan Dog Dead Of Night

Jest brudno, wampiry to nieprzyjemne stwory, a ludzie to często dupki. Priest z 2011 roku to mocne, dynamiczne kino, może bez większych rewelacji, ale ten dynamiczny spektakl ogląda się bardzo dobrze!

Komiks: Min-Woo Hyung: Priest; Daiwon C.I., 1998–2007
Wyd. pol.: Kasen, 2005-2007

(2011) Priest

Rewelacyjne komiksy z Garfieldem mocno straciły ze swojego klimatu po przeniesieniu przygód tłustego kota na duży ekran. Nie inaczej niestety jest z niebieskimi stworkami. Smerfy stworzył belgijski rysownik Pierre Culliford znany pod pseudonimem Peyo, a komiksy z ich przygodami to niesamowite opowieści skierowane zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych, przemycające często trafne spostrzeżenia co do ogólnospołecznych sytuacji. Na kreskówkę o przygodach Smerfów kiedyś czekało się z wielkim utęsknieniem, a i obecnie nic się nie zestarzały i można je polecić zamiast papki, którą raczy nas telewizja.

Smerfy w wersji kinowej to jedna wielka pomyłka. Nic tu nie wyszło: animacja jest straszna, Smerfy wyglądają okropnie, reżyseria nawala, ujęcia są słabe, a scenariusz i większość scen woła o pomstę do nieba. Czasem tylko sytuację nieco ratuje Gargamel z Klakierem, jednak i im nie oszczędzono wielu uwłaczających scen. Taki potencjał został zmarnowany nieumiejętną realizacją, do tego na siłę musiano akcję filmu przenieść do, gdzieżby indziej, Nowego Yorku. I po co? Film sprzedał się głównie za pośrednictwem maszyny promocyjnej i wielu około filmowych gadżetów. Komiksy to lektura obowiązkowa, kreskówkę warto obejrzeć, od filmów lepiej trzymać się z daleka.

Komiks: Peyo, Studio Peyo: The Smurfs; Dupuis, 1985-…
Wyd. pol.: Nasza Księgarnia, Egmont, 1991, 1997-1998, 2015-…

2011 The Smurfs

(2011) The Smurfs

2013 The Smurfs 2

(2013) The Smurfs 2

La vie d’Adele – Blue is the Warmest Color z 2013 to opowieść o dojrzewaniu, która sporo namieszała w filmowym światku. Pojawiły się głosy określające film jako głębokie arcydzieło, jednocześnie spora część widowni wyszła zniesmaczona i marudziła na wymuszone sceny seksu oraz tak naprawdę nic nie wnoszące dialogi. Bez wątpienia film jest dość kontrowersyjny i nie do końca jednak wart polecenia. Coś, do czego najlepiej pasuje zwrot: najlepiej przekonać się samemu…

Komiks: Julie Maroh: Le bleu est une couleur chaude; Glénat, 2010
Wyd. pol.: –

(2013) La vie d'Adele - Blue is the Warmest Color

Snowpiercer z 2013 roku był kreowany na obraz wręcz kultowy, który w arkanach kina będzie przywoływany obok największych dzieł tego gatunku. Niestety, nie udało się. Film nie zyskał ani miana kultowego, ani nie został doceniony przez krytyków czy widzów. Jednak coś w sobie ma. Oko cieszą ujęcia, efekty specjalne nie straszą, a dziurawy scenariusz nawet da się z sensem wytłumaczyć. Obejrzeć bezsprzecznie warto, choć należy podkreślić, że jest to film mocny i przeznaczony tylko dla widza dojrzałego. Aha, dodatkowym atutem jest rewelacyjna obsada: Chris Evans, Kang-ho Song, Ed Harris, John Hurt, Tilda Swinton, Alison Pill.

Komiks: Jacques Lob, Benjamin Legrand, Jean-Marc Rochette: Le Transperceneige; Casterman, 1984
Wyd. pol.: –

(2013) Snowpiercer

Zbliżamy się do końca, zanim jeszcze będzie podsumowanie, chciałbym wspomnieć coś o animacjach, jednak nie tych stricte opartych na przygodach najbardziej popularnych super herosów, a bardziej „zwykłych” jak Akira, Fritz The Cat, Persepolis czy Heavy Metal. Czyli dość mocne kino, choć coś lżejszego też będzie: Big Hero 6, Megamind i The Incredibles. No i zostaną jeszcze seriale, ale w tym temacie mam takie zaległości, że może być mi trudno ogarnąć temat. Zobaczymy, co się wykluje.

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy
Prawdziwi Bohaterowie
Filmowe adaptacje komiksów część 1

Read Full Post »

Michał Antosiewicz jest doskonale znany każdemu polskiemu komiksomaniakowi, głównie jako zapalony wydawca magazynu Krakers! Michaś jakiś czas temu połakomił się na pewien kultowy komiks, który do dzisiaj o dziwo nie miał swojej polskiej edycji. Więcej o Małym Nemo przeczytacie dalej, w oficjalnej notce prasowej, ważną natomiast informacją jest, że obecnie liczba zamówień przekroczyła już niezbędne minimum, potrzebne, by w ogóle komiks wydać! Jednak każde kolejne zamówienie jest cenne, gdyż w tym momencie ich liczba będzie decydować o formie wydania – niewiele brakuje by zyskać choćby twardą oprawę! Serdecznie zachęcam każdego maniaka dobrych historii obrazkowych do zamawiania! Poniżej znajdziecie więcej informacji, przykładowe plansze, i niezbędne linki!

„Mały Nemo w Krainie Snów” na Gwiazdkę, Dzień Dziecka, Gwiazdkę…

Bajeczny, kultowy, legendarny, pionierski, odkrywczy… Co jeszcze można powiedzieć o komiksie „Mały Nemo w Krainie Snów”? To on zainspirował Neila Gaimana do stworzenia serii „Sandman” i w tym roku po raz pierwszy ukaże się w Polsce!

Autorem jest Winsor McCay (ur. 26.09.1869, zm. 26.07.1934) – amerykański twórca komiksów, ilustrator i pionier animacji. Jego najbardziej znany komiks „Mały Nemo w Krainie Snów” („Little Nemo in Slumberland”) publikowany był od roku 1905 do roku 1927 na łamach „New York Herald” oraz „New York American”. Jest także twórcą komiksu „Dream of the Rarebit Fiend” (1904–1925) oraz animacji „Gertie the Dinosaur” (1914 – czternaście lat przed Mickey Mouse). Artysta jest laureatem nagrody The Will Eisner Award Hall of Fame.

Komiks opowiada o niesamowitych przygodach małego Nemo – fikcyjnej postaci, której protoplastą był syn twórcy Robert Winsor McCay, który później komiks kontynuował. Całostronicowy pasek gazetowy ukazywał fantastyczne sny Nemo, które były przerywane nagłym zbudzeniem na koniec odcinka.

Komiks jest uznawany za arcydzieło światowego komiksu z powodu eksperymentów z formą strony, użyciem kolorów, tempem akcji, wielkością i kształtem kadrów, perspektywą, detalem architektonicznym i innym. Stał się źródłem inspiracji nie tylko dla Gaimana, twórcy komiksu „Sandman” (nota bene postać Sandmana pojawia się w komiksie McCaya), ale także wielu innych twórców. Swoją wersję komiksu przedstawił światu Moebius, doczekała się również filmowych adaptacji i tłumaczeń na języki obce.

Komiks w Polsce wydaje wydawca „Krakersa”. Ukaże się w kolorze w 3 tomach po 188 stron. W środku znajdziecie wszystkie 549 odcinków komiksu. Pierwsza część powinna ukazać się na początku grudnia 2016 r., kolejne dwie przed Dniem Dziecka i kolejną Gwiazdką. Może to być idealny upominek dla dziecka, tym bardziej, że wydawca rozważa opcję imiennych certyfikatów z numeracją (na życzenie).

Publikacja wydawana jest hobbistycznie na zasadach samofinansowania się, dlatego standard wydania zależy od ilości zamówień. W przypadku małego zainteresowania komiks ukaże się w miękkiej okładce z klejonym grzbietem, w przypadku dużego – w twardej oprawie z szytym grzbietem. Szanse na lepszy wariant są duże, gdyż do opcji tej brakuje wydawcy jeszcze tylko 10 zamówień! Komiks, ze względu na redukcję kosztów (aby cena była jak najniższa), dostępny jest w przedsprzedaży i sprzedaży wysyłkowej.

Więcej informacji i możliwość zamówienia na stronach wydawcy:
http://antosiewicz.ovh.org/maly-nemo.htm
http://antosiewicz.ovh.org/sprzedaz.htm

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Filmowe adaptacje komiksów część 1

Cykl w zamierzeniu miał być poświęcony tylko kinu superbohaterskiemu, stąd zresztą jego tytuł: „Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie„, ale jako że cieszy się dość dużą popularnością, no i przede wszystkim jest jeszcze o czym opowiadać, to dzisiaj odpuścimy sobie trochę Trykociarzy, ale nadal pozostaniemy w tematach okołokomiksowych. Na tapetę tak wiec wkraczają Filmowe adaptacje komiksów, ale te takie bardziej „zwykłe”, zresztą prawdopodobnie przy niektórych pozycjach zdziwicie się, że komiks był pierwowzorem dla danego filmu.

Dziś część pierwsza, będzie jeszcze druga, i podział postanowiłem zrobić niejako „regionalny”. W części pierwszej skupimy się głównie na filmach z rodowodem w USA, opartych głównie na amerykańskich komiksach. W części drugiej odwiedzimy głównie Europę, ale też będzie miejsce na inne rejony. Oczywiście podział proszę potraktować bardzo umownie, wybrałem taką metodę, gdyż wydaje mi się wygodniejsza, a i tak wszystko nie zmieściłoby się do jednej notki.

Aha, i oczywiście nie będzie tu absolutnie każdego filmu który powstał na podstawie komiksu. Coś mogłem pominąć z powodu gapiostwa, a część być może z premedytacją, to szczególnie jeżeli chodzi o rynek azjatycki, który pod względem adaptacji komiksowych jest przebogaty i by go ogarnąć, trzeba by zrobić chyba osobny, bardzo rozbudowany cykl. Oczywiście jak zwykle, będę wdzięczny za Wasze komentarze, szczególnie takie, w których coś polecicie lub odradzicie – sam jeszcze całkiem wielu pozycji z niniejszego zestawienia niestety nie widziałem. Ale systematycznie zaległości nadrabiam.

Przy każdym tytule dodatkowo zamieściłem informacje komiksowym pierwowzorze, i o polskiej wersji, jeżeli takowa pojawiła się na rynku.

Aha, i jeszcze dość ważna uwaga: na liście jest parę filmów dla dzieci, ale większość nie nadaje się dla najmłodszych, a sporo wręcz posiada kategorię „R”, czyli są przeznaczone tylko dla widzów dorosłych (lub do obejrzenia pod kontrolą dorosłych). Co absolutnie nie umniejsza nic tym filmom, a wręcz często wychodzi im to na dobre! I co też doskonale świadczy, że jednak komiksy nie zawsze są tylko dla dzieci, a i dojrzalszy odbiorca znajdzie tutaj sporo dla siebie.

Zestawienie zaczynamy ogromnym ładunkiem nostalgii. TimeCop z 1994 roku to idealny przedstawiciel ery VHSu, tym bardziej, że w roli głównej wystąpił jeden z „twardzieli” tamtej epoki: Jean-Claude Van Damme! Film to zwykły przeciętny „akcyjniak”, jakich w tamtym okresie było wiele, ale nie można odmówić mu pewnego uroku i nawet dziś ogląda się go całkiem przyjemnie. Film doczekał się kontynuacji: Timecop: The Berlin Decision (2003), w całkowicie zmienionej obsadzie. Był także 9 odcinkowy serial z 1997 roku.

Komiks: Mark Verheiden, Ron Randall: Time Cop: „A Man Out of Time”, 1992, Dark Horse
Wyd. pol.: –

(1994) TimeCop

(2003) Timecop The Berlin Decision

Wiedzieliście, że na ziemi przebywa sporo kosmitów, często żyjących między nami i starających się prowadzić normalne życie? Nad tym, by nie dochodziło do żadnych ekscesów, sprawuje pieczę tajne biuro, których agenci noszą się na czarno, zakładają ciemne okulary i posiadają niezwykle ciekawe gadżety. Komedia z 1997 roku o Facetach w czerni, czyli Men In Black z popisowymi rolami Willa Smitha i Tommy Lee Jonesa okazała się ogromnym sukcesem i wręcz rozbiła BoxOffice. I do dzisiaj się broni, to naprawdę świetny film i świetna rozrywka! Niestety, gorzej było z kontynuacjami, dwójka z 2002 pod tytułem Men in Black II powstawała dość długo, co już budziło niepokój. Po premierze film okazał się popłuczynami po części pierwszej, i nie uratował go nawet ogromny budżet. Trzecia część, Men in Black 3, która premierę miała w 2012 roku, okazała się nadzwyczaj dobra i nawet można zaryzykować stwierdzenie, że pod pewnymi względami dorównuje, a nawet przewyższa część pierwszą. Całość, nawet tę dwójkę, jak najbardziej warto obejrzeć!

Komiks: Lowell Cunningham, Sandy Carruthers: The Men in Black; 1990, Marvel
Wyd. pol.: –

(1997) Men In Black

(2002) Men In Black II

(2012) Men In Black III

Załoga amerykańskiego holownika odnajduje dryfujący okręt badawczy, na którym przebywa tylko jedna przerażona żywa osoba. Ale na statku jest coś jeszcze. Virus z 1999 roku to schematyczny film będący mało strasznym horrorem z dawką wątków Science Fiction. Ale obejrzeć można, tym bardziej, że dopisała obsada: Jamie Lee Curtis, William Baldwin, rewelacyjny Donald Sutherland i urocza Joanna Pacuła.

Komiks: Chuck Pfarrer, Howard Cobb: Virus; 1992, Dark Horse
Wyd. pol.: –

(1999) Virus

Wyjątkiem od reguły, czyli opartym na całkowicie oryginalnym scenariuszu, jest Unbreakable z 2000 roku, w którym zagrali Bruce Willis i Samuel L. Jackson. Willis nigdy nie chorował, nic mu się nie stało, i nawet wyszedł bez zadrapania z katastrofy kolejowej. Jackson, cierpiący na schorzenie które powoduje, że wciąż łamią mi się kości, widzi w nim Niezniszczalnego, legendarnego bohatera. Film został dość dobrze przyjęty, jednak doczekał się bardzo skrajnych opinii.

(2000) Unbreakable

From Hell z 2001 oparty został na bardzo ciężkiej w odbiorze noweli graficznej Alana Moorea, i jako medium filmowe, dość złagodził wydźwięk całej opowieści. I to jeden z największych zarzutów, które można filmowi przedstawić, jednak gdy potraktujemy go jako autonomiczne dzieło, otrzymujemy kawał naprawdę dobrego kina.

Komiks: Alan Moore, Eddie Campbell: From Hell; 1989-1996, Top Shelf Productions
Wyd. pol.: Timof i Cisi Wspólnicy, 2008, 2014.

(2001) From Hell

Od Ghost World z 2001 roku można się odbić. Podobnie jak zresztą od komiksu. Ale warto dać im szansę, obyczajowa historia o dojrzewaniu potrafi naprawdę dać do myślenia, a dodatkowo w filmie znajdziemy nieprzeciętne kreacje aktorskie, w tym genialnego Stevea Buscemi.

Komiks: Daniel Clowes: Ghost World; 1993-1997, Fantagraphics Books
Wyd. pol.: Kultura Gniewu, 2006

(2001) Ghost World

Michael Sullivan, w którego wcielił się Tom Hanks, jest cynglem mafii. Nagle traci zaufanie rodziny i staje się niewygodnym świadkiem. Zapada wyrok. Road To Perdition z 2002 roku to niezwykła i utrzymana w dość ponurym nastroju mafijna opowieść, podobnie jak komiks, warta, by po nią sięgnąć.

Komiks: Max Allan Collins, Richard Piers Rayner: Road To Perdition; 1998, Paradox Press
Wyd. pol.: Amber, 2002

(2002) Road To Perdition

Czy film opowiadający o znudzonym urzędniku, który postanawia tworzyć komiks o prozie życia codziennego może okazać się ciekawy? Okazuje się, że jak najbardziej tak, a przynajmniej udawania to American Splendor z 2003 roku.

Komiks: Harvey Pekar: American Splendor; Harvey Pekar, Joyce Brabner, Frank Stack: Our Cancer Year
Wyd. pol.: –

(2003) American Splendor

Uwielbiam komiksowe paski z Garfieldem. I to pod każdym względem, począwszy od kreski, kadrowania, i prowadzenia historii, po postacie, z cynicznym kotem na czele. Natomiast filmowy Garfield z 2004 roku to porażka i to monumentalna. W tym filmie praktycznie nic nie wyszło: postacie są źle wykreowane, nie mają wiele wspólnego z komiksowymi pierwowzorami, do tego scenariusz to jedna wielka pomyłka. Narzekać naprawdę jest na co! Komiksy to lektura obowiązkowa, film nadaje się tylko i wyłącznie dla młodszych dzieci, których ucieszy taneczny pojedynek psa i wygenerowanego komputerowo nieco zbyt ruchliwego kota. Kontynuacja z 2006: Garfield A Tail of Two Kitties trzymała poziom jedynki, czyli była po prostu słaba.

Komiks prasowy: Jim Davis: Garfield; 1978-
Wyd. pol.: wybór pasków, wydania gazetowe i tomikowe

(2004) Garfield

(2006) Garfield A Tail of Two Kitties

Spokojne życie na prowincji, sielanka i rodzinna atmosfera. I nagle wszystko to znika, a główne skrzypce w życiu zaczyna grać tytułowa przemoc. A History of Violence z 2005 to mocny i bardzo dobry film, który wraz z rozwojem wydarzeń może nieco traci, ale miłośnicy dobrze opowiedzianych sensacyjnych historii będą usatysfakcjonowani!

Komiks: John Wagner, Vince Locke: A History of Violence; 1997, Paradox Press
Wyd. pol.: –

(2005) A History of Violence

Specyficzny styl graficzny i prowadzenia historii zastosowany przez Franka Millera w jego autorskiej serii Sin City był ogromnym wydarzeniem na komiksowym rynku. Przy przenoszeniu na medium filmowe postanowiono czerpać z komiksu garściami, i zaprezentować na ekranie w ruchu to, co mogliśmy znaleźć na kartach komiksu. Pomysł niezwykle ryzykowny, ale gdy dodamy do tego świetny scenariusz oraz nieprzeciwnych twórców, może powstać dzieło. I takim dziełem okazał się film  Sin City z 2005. To niesamowita jazda bez trzymanki i seans wręcz obowiązkowy nie tylko dla miłośników komiksów, ale dla każdego zainteresowanego kinematografią i po prostu dobrymi historiami opowiedzianymi w nietuzinkowy sposób. Za reżyserię odpowiadają Robert Rodriguez, Frank Miller a swoje pięć groszy dołożył też Quentin Tarantino. Takie nazwiska już gwarantują odpowiednie emocje. A gdy spojrzy się na aktorów których zobaczymy na ekranie, to otrzymujemy niezwykłą ekstazę i prawdziwy orgazm kinomaniaka! Bruce Willis, Mickey Rourke, Clive Owen, Benicio Del Toro, Elijah Wood, Jessica Alba, Brittany Murphy, Michael Clarke Duncan, Rosario Dawson, Devon Aoki, Rutger Hauer! Lektura komiksu obowiązkowa! Seans filmowy obowiązkowy!

Kontynuacja pod tytułem Sin City A Dame to Kill For pojawiła się 2014 roku i niestety nie zyskała takiego uznania jak część pierwsza . Absolutnie, nie jest to film zły, a pod pewnymi względami wręcz wybitny, tyle że tak naprawdę powiela wiele schematów jedynki i niczym nie potrafi już zaskoczyć. Ot, taki odgrzewany kotlet. Pod względem reżyserii, zdjęć, efektów, czy scenariusza nadal jest to pierwsza klasa. A i aktorzy dopisali, do obsady znanej w większości z pierwszej części doszli Joseph Gordon-Levitt i Eva Green.

Komiks: Frank Miller: Sin City, Dark Horse Comics, 1993-2000
Wyd. pol.: Egmont, 2002-2005

(2005) Sin City Extended Cut

(2014) Sin City A Dame to Kill For

V For Vendetta w wydaniu komiksowym to jeden z najznamienitszych przedstawicie tego gatunku. W wydaniu filmowym, mimo złagodzenia co poniektórych wątków, na szczęście wiele nie traci, a wręcz zyskuje choćby z powodu świetnej obsady (Natalie Portman, Hugo Weaving, John Hurt, Stephen Rea, Rupert Graves, Stephen Fry) oraz doskonałej realizacji: ujęcia, reżyseria, montaż czy muzyka autentycznie potrafią zahipnotyzować widza. Jeden z najlepszych komiksów, doczekał się bardzo dobrej filmowej adaptacji, która oczywiście zebrała także spore głosy krytyki, głównie z ust purystów komiksowych. Seans obowiązkowy!

Komiks: Alan Moore, David Lloyd: V for Vendetta;  Vertigo 1988-1989
Wyd. pol.: Post, 2003; Egmont, 2014

(2005) V For Vendetta

Ponownie Frank Miller i ponownie ekranizacja doskonale przyjętego komiksu. Film z 2006 roku, o identycznym tytule jak komiks:  300 wyreżyserował Zack Snyder. Te dwa nazwiska pozwalały spodziewać się czegoś nieprzeciętnego, i na szczęście, udało się. Bitwa pod Termopilami w wydaniu filmowych zachwyca rozmachem, ujęciami, zdjęciami oraz muzyką. Film godny polecenia, choć nie każdemu przypadnie do gustu, także z powodu sporej ilości krwi przelewanej na ekranie. Ale to wojna, tu nie ma czego ugrzecznić!

Kontynuacja z 2014 roku pod tytułem 300 Rise Of An Empire wypadała nieco słabiej, ale nadal jest widowiskiem, po które warto sięgnąć.

Komiks: Frank Miller, Lynn Varley: 300; Dark Horse Comics, 1998-1999
Wyd. pol.: Taurus Media, 2005

(2006) 300

(2014) 300 - Rise Of An Empire

Hollywoodland z 2006 oparty jest na autentycznej zagadce niewyjaśnionej śmierci George Reevesa, który w latach 50. XX wieku wcielił się w postać Supermana w serialu „Adventures of Superman”. W 1959 roku został znaleziony martwy, z raną postrzałową, we własnym domu. Policja stwierdziła samobójstwo. Nie wszyscy jednak uwierzyli w taką wersję, tym bardziej, że pojawiły się powody, by podejrzewać morderstwo. Film w gwiazdorskiej obsadzie próbuje odpowiedzieć na pytania, co też naprawdę wtedy mogło się wydarzyć. Może nie jest to dzieło wybitne, ale film powinien usatysfakcjonować miłośników historii kina i po prostu dobrych kryminalnych opowieści.

(2006) Hollywoodland

Wampiry w wydaniu rysownika o specyficznej kresce, Bena Templesmitha, są takie, jak przyzwyczaiła nas historia: mroczne, łakną krwi, a ich ofiary raczej pozostają bez szans. Zarówno w filmie jak i komiksie nie ma miejsca dla świecących się w słońcu lalusiów. Zresztą, słońca w ogóle nie ma tu za wiele, gdyż akcja rozgrywa się w spowitym w mroku miasteczku na Alasce. Film został bardzo dobrze przyjęty, czego niestety nie można powiedzieć o kontynuacji. Były też dwa miniseriale: Dust to Dust i Blood Trails, jednak trudno na nie trafić, ale podobno warto.

Komiks: Steve Niles, Ben Templesmith: 30 Days of Night; IDW, 2003
Wyd. pol.: Mandragora, 2003

30 Days of Night 2007

(2007) 30 Days of Night

30 Days of Night Dark Days (2010)

(2010) 30 Days of Night Dark Days

Wanted z 2008 roku to w skrócie historia nieudacznika, który nagle staje się płatnym zabójcą i odczytuje dane swoich ofiar z nitek. Brzmi niedorzecznie? Może. Ale ogląda się całkiem miło, a film potrafi zapewnić trochę przyjemnej zabawy. W głównych rolach Angelina Jolie, Morgan Freeman oraz James McAvoy czyli późniejszy Profesor X.

Komiks: Mark Millar, J. G. Jones: Wanted; Top Cow 2003-2005
Wyd. pol.: –

(2008) Wanted

Potencjał był, niestety coś po drodze nie wyszło. Whiteout z 2009 roku potrafi irytować realizacją oraz dziurami fabularnymi. Można obejrzeć, choćby dla Kate Beckinsale.

Komiks: Greg Rucka, Steve Lieber: Whiteout; Oni Press
Wyd. pol.: Taurus Media 2006

(2009) Whiteout

Prosta recepta: bierzemy historię o emerytowanych agentach, którzy ponowie muszą wrócić do akcji, dodajemy do tego sporo widowiskowych scen i humoru, i tak powstaje hit. Bo Red z 2010 roku był niewątpliwie hitem, co zresztą zawdzięcza także niesamowitej obsadzie: Bruce Willis, Morgan Freeman, John Malkovich, Helen Mirren, Karl Urban, Mary-Louise Parker. W drugiej części doszli jeszcze Anthony Hopkins, Catherine Zeta-Jones, Byung-hun Lee i wyszła powtórka z historii, czyli ponownie spory hit. Dwa przyjemne filmy, które warto obejrzeć, obojętnie, czy zna się komiksowy pierwowzór czy nie, bronią się spokojnie same!

Komiks: Warren Ellis, Cully Hamner: Red, WildStorm 2003-2004
Wyd. pol.: –

(2010) Red

Red 2 (2013)

(2013) Red 2

Co zrobić, by móc umawiać się z wymarzoną dziewczyną? Należy pokonać jej wcześniejszych partnerów (jednym z nich jest Chris Evans, czyli późniejszy Kapitan Ameryka). Pokonać i to dosłownie! Scott Pilgrim vs The World z 2010 roku to nieco jazda bez trzymanki, mnóstwo abstrakcyjnych scen, które o dziwo, mają nawet jakiś sens. Film, który dla co poniektórych stał się dziełem kultowym, a dla innych jest shitem niewartym straty czasu.

Komiks: Bryan Lee O’Malley: Scott Pilgrim; Oni Press, 2004-2010
Wyd. pol.: –

(2010) Scott Pilgrim vs The World

Grupka komandosów zostaje zdradzona, uznani za zmarłych, chcą oczyścić swoje dobre imię. Czyli taka Drużyna A w wydaniu filmowym. The Losers z 2010 roku to najprościej mówiąc przeciętniaczek, którego można obejrzeć, choćby z ciekawości, w jakie komiksowe role wcześniej wcielali się tacy aktorzy jak Chris Evans (Capitan Ameryka) czy Zoe Saldana (Gamora z Guardians of the Galaxy).

Komiks: Andy Diggle, Jock: The Losers; Vertigo, 2003
Wyd. pol.: Taurus Media, 2006

(2010) The Losers

W Bullet to the Head z 2012 roku na ekranie spotyka się Sylvester Stallone i Sung Kang. Jeden jest policjantem, drugi płatnym zabójca, a teraz muszą połączyć siły by bla, bla, bla. Sztampa goni sztampę, a film w ogólnym rozrachunku okazał się finansową klapą, jednak jako przeciętny akcyjniak sprawdza się przyzwoicie.

Komiks: Matz, Colin Wilson: Bullet To the Head
Wyd. pol.:

(2012) Bullet to the Head

Odd Thomas sam najlepiej się opisuje: „Tak, to prawda. Widzę umarłych. Nazywam się Odd Thomas i znam Elvisa„. Narodził się na kartach bestselerowego książkowego cyklu wykreowanego przez Dean Koontza, doczekał się także prequeli wydanych w postaci powieści graficznych. W 2013 pojawił się także na ekranie, i nieco podzielił widownię. Miłośnicy książkowego cyklu nieco marudzili, ale w takich przypadkach często zapominamy, że różne media operują różnymi środkami wyrazu i zazwyczaj nie ma sensu robić 100% wiernej adaptacji. Tym bardziej, że w przypadku obcowania z literaturą, wielkie znaczenie ma nasza własna wyobraźnia, a w przypadku medium operujących wizualnymi środkami, opieramy się na wizji kogoś innego. Odd Thomas w wersji kinowej to bardzo dobre widowisko, trzymające w napięciu, które ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Potrafi zaskoczyć, przestraszyć, a także wzruszyć, a do tego posiada pewny dystans do siebie. Warto obejrzeć, obojętnie, czy zna się książki i komiksy czy nie.

Komiks: Dean Koontz: cykl książkowy, plus powieści graficzne
Wyd. pol.: komiks: Dean Koontz, Queenie Chan: Odd Thomas. Diabelski pakt; 2013

(2013) Odd Thomas

Zabici w trakcie służby policjanci trafiają w zaświatach do Wydziału ds. Wiecznego Odpoczynku, gdzie otrzymują szansę dalszego pełnienia służby. Brzmi w sumie nieźle i mogłoby wyjść z tego coś dobrego, niestety, nie udało się.  R.I.P.D. (2013 rok), mimo posiadania lepszych momentów, okazał się filmem niestety nieudanym i bzdurnym, którego obejrzeć można w sumie tylko i wyłącznie z ciekawości. Nie sprawdził się nawet Jeff Bridges, a etatowy aktor komiksowy: Ryan Reynolds stara się, acz to nie jego klimaty. Na swoją wielką rolę jeszcze musi chwilę poczekać.

Komiks: Peter Lenkov, Lucas Marangon: The Rest In Peace Department; Dark Horse
Wyd. pol.: –

(2013) R.I.P.D.

I, Frankenstein z 2014 roku to hit podobnego kalibru, czyli dzieło po prostu słabe. Film można obejrzeć, pod pewnymi względami sprawdza się nawet całkiem nieźle, o ile nie będą przeszkadzać nam nielogiczności i dziury scenariuszowe.

Komiks: jakiś chłam
Wyd. pol.: –

(2014) I, Frankenstein

Kingsman The Secret Service z 2014 roku okazał się sporym hitem kasowym, jednocześnie dość mocno podzielił widownię. Znalazły się osoby, które obraz Matthew Vaughna określiły jako rewelację, ale też pojawiły się głosy, które nie pozostawiły na filmie suchej nitki. I nie ma co ukrywać, film w ogromnym stopniu opiera się na ogranych schematach, do tego często prezentuje na ekranie nad wyraz prymitywne sceny grając na najniższych instynktach widza. Do tego scenariusz straszy głupotami i nielogicznościami, i to z kategorii tych wkurzających. Do plusów natomiast należy zaliczyć niezłą obsadę, oraz rewelacyjne efekty specjalne, no może z paroma wyjątkami. Kontynuacja „już się robi”.

Komiks:  Mark Millar, Dave Gibbons: The Secret Service; Icon Comics 2012-2013
Wyd. pol.: –

(2014) Kingsman The Secret Service

W następnym odcinku: Filmowe adaptacje komiksów część 2, coś o animacjach, podsumowanie

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy
Prawdziwi Bohaterowie

Read Full Post »

Jerzy Wróblewski ostatnio często gościł na blogu, czy to w cyklu o Kapitanie Żbiku, czy też choćby w notce wspominkowej. I nie bez powodu, gdyż dla mnie był on jednym z największych twórców komiksowych czasów PRLu, a obecnie bliżej z jego losami możemy zapoznać się dzięki książce Macieja Jasińskiego: „Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych”, o której zresztą także wspominałem już na blogu. Ale teraz jestem świeżo po lekturze i chętnie podzielę się z Wami wrażeniami.

Od strony technicznej, książka na pierwszy rzut oka wypada bardzo przyzwoicie: format A4, miękka oprawa i ponad 140 stron, drukowanych zarówno w czerni jak i w kolorze, zapowiada się całkiem nieźle. Okładka to zlepek kadrów z najróżniejszych komiksów autorstwa Wróblewskiego, i jeżeli kojarzycie wszystkie, lub choćby większość, to od razu zapowiadam: ta książka jest dla Was.

Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych 01

Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych 02

Zawartość połyka się dość szybko, dosłownie dwa wieczory i już. Mimo że tekstu jest sporo, to zastosowano dość dużą czcionkę, przez co dość często przewracamy strony. Ale też Jasiński pisze bardzo płynnie, tak więc tym bardziej przez książkę wręcz się płynie, oczywiście nie zapominając by zatrzymać się na przykładowych grafikach.

Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych 03

Książka przedstawia losy Wróblewskiego w sposób chronologiczny, zaczynamy więc od jego dzieciństwa, by poznać od razu także nieco jego życie prywatne oraz jego pasje. Później otrzymujemy przeprawę przez jego twórczość, która na początku zaistniała w komiksie prasowym. Dziennik Wieczorny i „Tajemnica czarnej teczki” to początek kariery Wróblewskiego. W sumie powstało prawie 70 rysunkowych cykli, które skutecznie pozwoliły wyrobić mistrzowi „rękę”. Podczas służby wojskowej Wróblewski nadal mógł rysować, a jego współpraca z gazetami owocowała toną rysunkowych historii, utrzymanych zarówno w poważniejszym tonie, jak i humorystycznych. Jednak Wróblewski pragnął rysować „prawdziwe komiksy” „takie z dymkami„, wreszcie udało mu się nawiązać współpracę z wydawnictwem Sport i Turystyka, gdzie wpierw przejął serię „Podziemny Front„, a w końcu został etatowym rysownikiem cyklu o Kapitanie Żbiku. Jak to wszystko dokładnie wyglądało, w tym mnóstwo listownej korespondencji, świetnie zostało ukazane w książce, szkoda jedynie, że autor nie poświęcił więcej miejsca na przykładowe szkice, okładki, czy strony. Być może okładki choćby serii o Żbiku są dobrze znane każdemu miłośnikowi twórczości Wróblewskiego, ale chętnie jednak zobaczyłbym takie zestawienie w tejże publikacji. To samo tyczy się wcześniej wspominanych komiksów prasowych – obecnie można na rynku znaleźć ich wznowienia, ale chętnie zobaczyłbym więcej przykładów, jak to wtedy wyglądało.

Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych 04

W rozdziałach poświęconych współpracy rysownika z Relaxem i Światem Młodych ponownie znajdziemy wiele niezwykle ciekawych wspominek i zawiłości z tamtych lat. Z ogromnym zaciekawieniem poznaje się kulisy powstania serii o Złotej Maczecie i jej kontynuacji czy też pojedynczych albumów. Perełką są opowieści, jak to Wróblewski próbował nawiązać współpracę z wydawnictwem Marvel, czy też jak starł się z osobnikiem bezczelnie kopiującym jego twórczość.

Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych 05

Także niezwykle ciekawie poznaje się losy powstawania Biblijnego dyptyku, ilustracji do sporej liczby książeczek dla najmłodszych, czy wreszcie współpracy z Mirosławem Stecewiczem, czyli autorem serii książek i komiksów opowiadających o przygodach na wyspie Umpli Tumpli. Zaprezentowane w książce ekspresywne listy Stecewicza są naprawdę niezwykłą lekturą!

Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych 06

Ostatnie rozdziały popadają w nieco smutniejszy nastrój, „zmierzch systemu wydawniczego” odbił się znacząco na polskich twórcach komiksowych, i wielu z nich miało problemy z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Na szczęście przed Wróblewskim otwierały się nowe możliwości, powstawał magazyn z którym miał współpracować. 7 sierpnia 1991 roku świętował w rodzinnym gronie swoje pięćdziesiąte urodziny. Trzy dni później zmarł…

Książkę zamyka rozdział o niezrealizowanych projektach, oraz wspominki współczesnych twórców komiksowych. Wisienką na torcie są próbne plansze, ilustracje, grafiki, w tym autoportrety.

Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych 07

Książka Jasińskiego to wspaniały hołd oddany Wróblewskiemu, autor zawarł w niej mnóstwo ciekawostek i wspominek o wielkim twórcy, a sporą wadą publikacji jest fakt, że po prostu chciałoby się więcej. Więcej szkiców, grafik, przykładowych plansz. Nawet kosztem zwiększenia stron, takie uzupełnienie byłoby niezwykle cenne, mimo, że większość czytelników niniejszej publikacji zapewne w biblioteczce posiada sporo z albumów na których widnieje nazwisko Wróblewskiego.

Natomiast co do tekstu, to momentami wkrada się w niego nieco chaosu i zbędnych przeskoków czasowych. Ale nie przeszkadza to bardzo, natomiast czasem chciałoby się także poczytać coś więcej. Także o prywatnym życiu mistrza, o którym dowiadujemy się sporo, ale ponownie, pozostaje spory niedosyt. Dobrze byłoby także poświecić trochę akapitów realiom tamtych czasów, choćby w nawiązaniu do gaży, jaką Wróblewski otrzymywał za swoje prace. Często znamy ją, głównie z listów od redaktorów, jednak nijak nie można skojarzyć, czy było to „dużo, wystarczająco,  czy mało”.

Książkę „Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych” przeczytałem w dwa wieczory i lektura bardzo mnie usatysfakcjonowała. Tym bardziej, że dotyczy jednego z moich ulubionych twórców komiksów. Dowiedziałem się wiele nowych rzeczy, i cóż, chciałbym dowiedzieć się jeszcze więcej! Ale takiemu pragnieniu, zapewne nie będzie końca! Książkę oczywiście jak najbardziej polecam, choć z zastrzeżeniem, że nie będzie to lektura dla każdego!

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Prawdziwi Bohaterowie

Dziś mieszanka i to prawdziwie wybuchowa! Co prawda supermocy za wiele nie będzie, albo będą w nieco innym wydaniu, gdyż dzisiaj skupimy się na Prawdziwych Bohaterach, w nawiązaniu do pewnego, zapewne dobrze Wam znanego, sloganu: Real American Hero. Lista będzie całkiem luźna i pojawi się tu trochę pozycji, których pochodzenie będzie dyskusyjne. Część postaci narodziła się mianowicie nie na kartach komiksów, ale w pulpowej literaturze, w opowiadaniach czy nawet jako zabawki! Jednak cała zgraja w komiksowym świecie jednak mocno odcisnęła swoje piętno, a do tego są to filmy, które, może poza małymi wyjątkami, po prostu warto obejrzeć.

Barbarella to wyzwolona i pewna siebie kobieta, która mężczyzn traktuje wręcz instrumentalnie, do tego zdaje sobie doskonale sprawę z atutów które posiada. Tak została przedstawiona już w 1962 roku na kartach komiksu stworzonego francuskiego twórcę Jean-Claude Foresta. Komiks ewidentnie skierowany był do dorosłego czytelnika, gdyż fantastykę łączył z erotyką, a do tego posiadał dość sporą dawkę brutalności i nie stronił do kontrowersyjnych tematów. Film z 1968 został znacznie złagodzony, acz nie zabraknie tu momentami ciekawych motywów, a i erotyki jest dość sporo, choć w wydaniu naprawdę pięknym i lekkim. Ogromnym atutem filmu jest przeurocza Jane Fonda wcielająca się w tytułową bohaterkę. Film doczekał się statusu kultowego, mimo to dziś ogląda się go dość ciężko, a scenografia, ujęcia czy scenariusz nieco za bardzo rażą i zalatują po prostu kiczem. Do tego samo zakończenie strasznie rozczarowuje. Z ciekawości, warto sięgnąć, a czołówkę obejrzeć wręcz należy.

(1968) Barbarella

W roku 1974 pojawił się Flesh Gordon. Jeżeli zapaliła Wam się ostrzegawcza lampka, to bardzo słusznie, gdyż film ten to nie słynny Flash Gordon z muzyka Queenu, a swoista parodia, którą można nazwać wręcz prawdziwą jazdą bez trzymanki. To taka Barbarella na sterydach, gdzie mamy więcej fantastyki, ale też więcej kiczu, dziwacznych scen i wprost ogrom erotyki, nie zawsze w pięknym wydaniu. Dla koneserów „złego” kina.

(1974) Flesh Gordon

Doc Savage, najdzielniejszy i najsilniejszy człowiek świata, narodził się w pulpowych opowiadaniach, a swoją obecność zaznaczył także w komiksach (na kartach których spotkał choćby Batmana!) jak i na ekranie. Film z 1975 o jakże oczywistym tytule Doc Savage to widowisko może nie najwyższych lotów, ale ogląda się go całkiem przyjemnie, ot taka przygodowa komedia z wieloma przerysowanymi scenami. Bohater już niedługo ponownie powróci na duży ekran, a w człowieka z brązu wieli się Dwayne Johnson.

(1975) Doc Savage

Tak, tym razem, to ten Flash Gordon! Seans wręcz obowiązkowy! Kultowy film z 1980 roku straszy pod wieloma względami, jednak bezsprzecznie, ma to „coś w sobie”. Scenografia jest kiczowata, ale nie do przesady, aktorstwo momentami drewniane, ale bohaterowie, także Ci niezbyt dobrzy, dają się lubić, scenariusz ma dziury, lecz wydarzenia śledzi się z przyjemnością. No i ta muzyka w wykonaniu zespołu Queen!

(1980) Flash Gordon

W 1982 w postać Conana wcielił się Arnold Schwarzenegger i to właśnie od tego momentu, zaczęła się jego wielka kariera. Do tego wybór aktora był bezbłędny, Schwarzenegger sprawdził się w roli charakterystycznego Barbarzyńcy wręcz wyśmienicie. Conan The Barbarian okazał się ogromnym hitem, także kasowym, czemu zresztą nie ma się co dziwić. Scenariusz był ciekawy, reżyseria i zdjecia bardzo udane, a muzykę bez przesady można określić jako niesamowitą. Ogromny hit, do dzisiaj wart obejrzenia, który dwa lata później doczekał się kontynuacji.

(1982) Conan The Barbarian

Conan The Destroyer to ponownie Arnold Schwarzenegger w głównej roli i ponownie bardzo dobry film, choć różniący się pod wieloma względami od swojego poprzednika. Niektóre zmiany wyszły lepiej, niektóre gorzej, ale nadal widowisko ogląda się bardzo dobrze.

(1984) Conan the Destroyer

Wkrótce na ekranach kin Conan zawitał po raz trzeci. Aktor się zgadzał, ponownie do roli powrócił Arnold, jednak coś nie grało w samym filmie. Okazało się, że Conan tym razem nosi imię Kalidor! Zamieszanie wynikło z zawiłościami z prawami autorskimi, na szczęście charakter postaci wiele się nie zmienił, choć tym razem Barbarzyńca nie pojawił się jako główna postać. Ten zaszczyt przypadł Brigitte Nielsen, która wcieliła się w tytułową Czerwoną Sonię. Film Red Sonja z 1985 roku niestety nie okazał się hitem, i wyraźnie ogląda się go o wiele gorzej niż wcześniejsze filmy „z cyklu”. Wielka szkoda zmarnowanego potencjału.

Postać Conana została stworzony przez Roberta E. Howarda, a jego losy mogliśmy śledzić na kartach wielu książek i opowiadań. Conan pojawił się także w świecie komiksowym, a i na naszym rynku wyszło całkiem sporo rysunkowych historii, większość jak najbardziej warta przeczytania, szczególnie wrażenie robi cykl pięciu zeszytów, z których każdy stanowi odrębną, zamkniętą opowieść, wydanych w 1989 przez As Editor.

(1985) Red Sonja

Zapewne wielu z Was, szczególnie tych starszych wiekiem, pamięta postać He-mana, głownie z serialu kreskowego, oraz z zabawek, nie zawsze „na licencji”. He-man doczekał się także filmu, w Masters of the Universe z 1987 w główną rolę wcielił się Dolph Lundgren, znany choćby z roli Punishera. Film to kolejne nieco kiczowate widowisko, jakich w tamtych czasach było pełno, ale o dziwo, nawet dzisiaj da się to obejrzeć.

(1987) Masters of the Universe

Druga część parodii Flasha, czyli Flesh Gordon Meets The Cosmic Cheerleaders z 1989 to kolejna naprawdę specyficzna eskapada, przepełniona erotyką, momentami w nieco dziwacznym wydaniu. Dla „koneserów”. I tylko dla nich.

(1989) Flesh Gordon Meets The Cosmic Cheerleaders

Tank Girl z 1995, po naszemu Odlotowa dziewczyna to ekranizacja komiksu Alana Martina i Jamiego Hewletta. I to dość mocno powiązana ze swoim pierwowzorem, posiada nawet animowane wstawki wykorzystujące kadry z komiksu. Choć momentami można odnieść wrażenie, że tymi wstawkami twórcy chcieli zamaskować braki budżetowe i czego nie dało się zrobić filmowo, zrobiono rysunkowo. Filmowi nie można odmówić humoru, niekiedy niezłych dialogów, i dziwacznych, ale pasujących do całości wstawek, jak choćby ta musicalowa. A jednak to coś tu nie gra i całość momentami ogląda się ciężko. Sięgnąć warto, ale nie należy mieć wyrzutów sumienia, gdy w pewnym momencie powiemy „dość” i przerwiemy seans.

(1995) Tank Girl

Barb Wire w wydaniu komiksowym nie była ogromnym hitem, w latach 1994-1996 ukazało się zaledwie paręnaście zeszytów o przygodach Barbary Koperski, właścicielce baru, jednocześnie nie stroniącej od niebezpiecznych sytuacji najemniczce. Kinowa adaptacja pojawiła się w 1996, o jednoznacznym tytule: Barb Wire, po naszemu: Żyleta. W główną rolę wcieliła się doskonale znana ze Słonecznego Patrolu oraz łam Playboya Pamela Anderson. Podobnie jak w przypadku Tank Girl, film ma lepsze momenty, ale ogólnie wypada dość słabo. Sięgnąć można, jednak tylko i wyłącznie z ciekawości.

(1996) Barb Wire

Transformers to przede wszystkim dochodowa linia zabawek, powiązana także z innymi mediami, czyli choćby z komiksami, filmami animowanymi oraz wysokobudżetowym pełnometrażowym filmem aktorskim w reżyserii samego Michaela Baya. Transformers na ekranach kin pojawił się w 2007 i okazał się nadspodziewanie dobry, co zaowocowało także rewelacyjnym wynikiem finansowym. W głównych rolach pojawili się Shia LaBeouf oraz Megan Fox i nawet da się ich oglądać! Po Transformers warto sięgnąć, to doskonałe kino rozrywkowe, zapewniające sporo niezłej rozrywki! Wielki hit pociągnął za sobą kontynuacje (i to parę!), niestety już o wiele słabszych, a momentami wręcz żenujących. I będzie ciąg dalszy…

(2007) Transformers

Swoich sił na dużym ekranie próbowała także inna linia zabawek, czyli prawdziwi Real American Hero! W 2009 roku ekrany kin zaatakował odział G.I.Joe z podtytułem The Rise of Cobra. I wyszło tak sobie, choć na szczęście nie tragicznie. Jest akcja, jest sporo postaci, są efekty specjalne, choć niestety, monetami dość słabe. Można obejrzeć. Była też kontynuacja, mimo niezłej obsady, niestety wypadająca słabiej niż część pierwsza. O kolejnych jakoś nie słychać…

(2009) G.I.Joe The Rise of Cobra

Transformers i G.I.Joe na naszym rynku w wersji komiksowej pojawili się za sprawą kultowego wydawnictwa Tm-Semic. Seria Transformers wydawana była w latach 1991-1995 i w sumie wyszły 24 zeszyty, seria G.I.Joe ukazywała się w latach 1992-1996 i liczyła 33 zeszyty. Opowieści czyta się całkiem nieźle, scenariusze często potrafią pozytywnie zaskoczyć, a i rysunkowo nierzadko jest naprawdę dobrze, choć oczywiście są też słabsze momenty.

W 2011 roku powrócił Conan, jednak nie otrzymaliśmy kontynuacji filmów z Arnoldem, a swoisty restart i początek nowej opowieści. Opowieści, która zakończyła się tylko na jednej części, gdyż Conan The Barbarian wypadł po prostu słabo. Może tragedii nie ma, ale jednak filmowy Conan wciąż jest tylko jeden!

(2011) Conan The Barbarian

W następnym odcinku: filmowe adaptacje „zwykłych” komiksów, poza Ameryką, Animowana przygoda

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie
trykociarze z nieco innej perspektywy

We wcześniejszych częściach naszego Super Bohaterskiego cyklu pojawiały się filmy przedstawiające losy postaci głównie znanych z komiksowych uniwersów Marvela i DC. Czasami pozwoliłem sobie na dołożenie co ciekawszych tytułów, wychodzących poza te ramy, ale idealnie pasujących do tematu. W niniejszej części chciałbym uzupełnić temat, czyli nadal skupić się na postaciach Super Bohaterów, ale z jakiś powodów, nie zawsze jasno określonych, filmy te pominąłem we wcześniejszych częściach. I od razu dwie uwagi: po pierwsze, lista nadal nie wyczerpuje tematu, jeszcze powrócimy (i to zapewne nie raz) do filmowych adaptacji komiksów, jednak temat Super Bohaterów już w pewnym zakresie zostanie zamknięty. Mimo to, lista i tak jest niepełna, z premedytacją pominąłem np.: cuda włoskiej czy indyjskiej filmografii. Aha, opisy będą relatywnie krótkie, niestety w paru przypadkach nie jestem w stanie dodać „czegoś od siebie”, gdyż najzwyklej w świecie wielu z przedstawionych tutaj filmów jeszcze nie widziałem, na wiele tytułów trafiłem po raz pierwszy, prowadząc poszukiwania materiałów do całego cyklu „Kino Super Przygody”. Tak więc prywatnie traktuję niniejsze zestawienie jako listę potencjalnych pozycji, które warto, bądź nie, obejrzeć i po które zamierzam wcześniej czy później sięgnąć. I mam nadzieję, że i w takiej roli opracowanie przyda się także Wam. Oczywiście jeżeli widzieliście dane pozycje, koniecznie dajcie znać w komentarzach, co polecacie, a od czego lepiej trzymać się z daleka.

Zaczynamy od naszego akcentu, czyli jedyny polski Super Bohater w całym zestawieniu. Jan Walczak czyli superman As w 1971 roku w obrazie Hydrozagadka podejmuje się rozwiązania zagadki znikającej wody podczas fali upałów. Film spokojnie należy zakwalifikować do kultowych polskich komedii, doskonale obrazujących sytuację z tamtych czasów i bogatych w najróżniejsze powiedzonka czy dialogi, do dzisiaj chętnie cytowanych przez starsze pokolenie. Może Hydrozagadka nie jest tak zjadliwa jak Miś i inne komedie za którymi stał Stanisław Bareja, ale i tak warto po nią sięgnąć.

(1971) Hydrozagadka

Zwykły nastolatek Steve Nichols dorabia sobie paradując w kostiumie superbohatera na konwentach i w sklepach komiksowych. Pewnego razu, będąc w swoim stroju, udaremnia napad. Media i społeczeństwo zaczynają widzieć w nim prawdziwego bohatera. Być może założenia scenariusza wydają Wam się znajome, jak widać, Kick-Ass wcale nie był tym temacie oryginalny, a film o podobnej wymowie pojawił się już w 1980 roku. Hero At Large obecnie nieco się zestarzał, ale tematyka nadal pozostaje aktualna, a sam film jest bardzo przyjemny w odbiorze, co także zawdzięczamy postaciom, które po prostu dają się lubić.

(1980) Hero At Large

Woody Wilkins jest pisarzem i rysownikiem komiksów który marzy, by postać którą wykreował: Condorman, zaistniała w realnym świecie. Nawet sam zbudował sobie odpowiedni kostium. Splot wydarzeń powoduje, że Woody wplątuje się w szpiegowską aferą, gdzie pojawia się CIA, piękna kobieta, a dzięki gadżetom godnym samego Jamesa Bonda, Condorman staje się prawdziwym bohaterem. Condorman z 1981 to przyjemna, luźna komedia, do tego całkiem sprawnie zrealizowana. Warto obejrzeć.

(1981) Condorman

W The Return Of Captain Invincible z 1983 poznajemy losy tytułowego bohatera, który popadł w niełaskę, co zakończyło się depresją i alkoholizmem. Jednak w obliczu zagrożenia Captain Invincible musi powrócić! Ogólnie film jest słaby, nudnawy i zrealizowany bez przepychu, jednak i tak warto, a wręcz należy, po niego sięgnąć, choćby dla paru rewelacyjnych motywów i głównego złego: Mr. Midnight w którego wcielił się niesamowity Christopher Lee. Na wspomniane rewelacyjne motywy składają się głównie… piosenki! Część z nich została napisana przez Richarda O’Briena, znanego choćby z Rocky Horror Picture Show. Piosenka, w której Mr. Midnight kusi bohatera zachęcając go do sięgnięcia po coś z bogato zaopatrzonego barku, jest perełką samą w sobie!

(1983) The Return Of Captain Invincible

Guyver z 1991, na naszym rynku znany pod tytułem Mutronika, to klasyka kina z ery VHS. Mamy kiczowate kostiumy, dziurawy scenariusz, kosmitów, dziwne stwory i efekty specjalne sprzed wieków. I o dziwo, da się to nadal oglądać, choć oczywiście, z mocnym przymrożeniem oka. W 1994 otrzymaliśmy kontynuację: Guyver Dark Hero, pod pewnymi względami nawet lepszą od oryginału!

(1991) Guyver

(1994) Guyver Dark Hero

Jefferson Reed pewnej nocy zostaje uderzony w pierś kawaleniem meteorytu, tak w 1993 narodził się The Meteor Man, bohater, który może latać, tyle że ma lęk wysokości… Głupkowata komedia, którą o dziwo da się obejrzeć.

(1993) The Meteor Man

Talentem Darryla jest zdolność tworzenia najróżniejszych gadżetów, w końcu wykorzystując swoje patenty postanawia zostać bohaterem wszechczasów. Blankman z 1994 to kolejna głupkowata komedia, która momentami śmieszy, a momentami budzi zażenowanie, do obejrzenia tylko dla miłośników tematu.

(1994) Blankman

Policjantka Jean Severance po śmierci ojca zastrzelonego w barze, przywdziewa kostium należący do prostytutki i postanawia walczyć ze złem. Brzmi strasznie? I takie jest, a co najlepsze, powstały dwie części tej niezwykłej epopei, i podobno był nawet serial!

1995 Black Scorpion

(1995) Black Scorpion

1997 Black Scorpion II Aftershock

(1997) Black Scorpion II Aftershock

Star Kid z 1997 luźno nawiązuje do tematyki, mamy tu meteoryt, cyborga, i nastolatka, czyli w sumie otrzymujemy klasyczne kino familijne.

(1997) Star Kid

Mystery Men (1999) to trzech samozwańczych herosów, niestety bez większych sukcesów na koncie. Jednak gdy wielki heros, Captain Amazing, zostaje porwany przez swojego arcy wroga, przed grupą nieudaczników pojawia się szansa na zdobycie sławy i zaszczytów. I reklamowego kontraktu z Pepsi. Dla miłośników przeciętnych komedii i przeciętnego Bena Stillera

(1999) Mystery Men

Patrząc na plakat, nasuwa się skojarzenie z X-menami, i owszem, The Specials z 2000 roku przedstawia losy grupy superbohaterów o niesamowitych umiejętnościach, jednak całkowicie oryginalnych, a przynajmniej zmienionych na tyle, żeby nie było problemów z zawiłościami licencyjnymi. Film nieco straszy efektami, i dzisiaj jest zupełnie zapomniany, jednak podobno warto go obejrzeć, o ile uda się go gdzieś znaleźć…

(2000) The Specials

Will Stronghold, syn znanej pary superbohaterów, mimo że nie przejawia żadnych supermocy, trafia do szkoły dla wyjątkowo uzdolnionej młodzieży. Sky High z 2005 to lekka i przyjemna komedia, do obejrzenia i zapomnienia.

(2005) Sky High

Kolejna leciutka komedia, idealna na niedzielne popołudnie. W My Super Ex-Girlfriend (2006) przekonamy się, jak niebezpiecznie jest porzucać dziewczynę, tym bardziej gdy jest nią obdarzona supermocami Uma Thurman.

(2006) My Super Ex-Girlfriend

Zoom z 2006 to familijne, komediowe kino o bohaterach po przejściach i szkoleniu nowego pokolenia. Można obejrzeć z dziećmi.

(2006) Zoom

W roku 2007 otrzymaliśmy kolejną familijną opowieść. W Underdog głównym bohaterem, oczywiście „super”, jest pies, który po wypadku w laboratorium otrzymuje specjalne zdolności, w tym umiejętność mówienia. Bez większych emocji, ale obejrzeć można.

(2007) Underdog

Hancock z 2008 to film już zdecydowanie nie familijny. Tytułowy bohater posiada co prawda moce, ale znacznie różni się od krystalicznego wizerunku superbohatera. Chodzi w zniszczonych ciuchach i jedzie od niego alkoholem. Oryginalne spojrzenie na tematykę superherosów zapowiadało się całkiem nieźle, tym bardziej, że Will Smith w tytułowej roli wypadł bardzo ciekawie, jednak po seansie czuje się jednak niedosyt i nieco zmarnowany potencjał. Ale sięgnąć po film jak najbardziej warto!

(2008) Hancock

Jumper (2008) to idealny przedstawiciel kina „dla nastolatków”. Otrzymujemy więc moce, efekty specjalne i nieco dziurawy scenariusz, ale całość wypada o dziwo całkiem nieźle i ogląda się to z przyjemnością.

(2008) Jumper

Superhero Movie (także 2008 rok) to durnowata komedia, mająca być pastiszem kina superbohaterskiego, jednak koniec końców jest to zlepek prymitywnych i nudnych motywów, wyeksploatowanych już wielokrotnie w filmach pokroju The Scary Movie. Co za dużo, to niezdrowo, trzymać się od tego gówna (dosłownie!) z daleka!

(2008) Superhero Movie

Defendor z 2009 roku powraca do tematu zwykłego, pozbawionego jakichkolwiek mocy człowieka, który jednak odczuwa potrzebę działania i zakłada pelerynę by jako superbohater walczyć z niegodziwością na ulicach. Mimo nieco komediowego wydźwięku, Defendor daje do myślenia, i warto poświęcić mu chwilę.

(2009) Defendor

Push (2009) to kolejny młodzieżowy film, który nie jest może rewelacją, ale obejrzeć go jak najbardziej warto, zapewnia chwilę naprawdę przyjemnej rozrywki. Dodatkowy plusik za Chrisa Evansa.

(2009) Push

W 2010 Kick-Ass mocno namieszał. Dave Lizewski, fan komiksów, postanawia być jak superbohaterowie których podziwia, tak wiec wdziewa kolorowy kostium i wyrusza walczyć ze złem. Co kończy się od razu porządnym wpierdolem. Film, będący zresztą ekranizacją komiksu Marka Millara i Johna Romity Jr. (wydany także u nas) okazał się ogromnym hitem, i obrazem traktowanym obecnie jako kultowy. Reżyser, Matthew Vaughn, ma na koncie praktycznie same bardzo dobrze odebrane, zarówno przez krytyków jak i widzów, filmy (w tym przepiękne Stardust, przywracające nadzieję w mutantów X-Men: First Class, czy prymitywny, ale hitowy Kingsman: The Secret Service) i nie inaczej jest z Kick-Assem. Tym bardziej, że idealnie zagrała obsada: Aaron Taylor-Johnson sprawdził się w tytułowej roli, natomiast Chloë Grace Moretz wprost błyszczy na ekranie, a wisienką na torcie jest także rewelacyjny Nicolas Cage! Seans obowiązkowy!

(2010) Kick-Ass

Super wyszedł w tym samym roku co Kick-Ass i porusza praktycznie identyczną tematykę. Mimo to film nie zawojował ekranów, co absolutnie nie oznacza, że jest zły czy gorszy! Po prostu coś nie wyszło, ale jak najbardziej należy po niego sięgnąć. Tym bardziej, że posiada mocny atut w postaci doskonałej żeńskiej obsady, na ekranie wręcz błyszczy zwariowana Ellen Page, a i Liv Tyler wypada jak zwykle doskonale. Reżyser, James Gunn, wkrótce zasłynie jako osoba odpowiedzialna za ogromny sukces pewnego filmu o Szopie i Drzewie, natomiast jako ciekawostkę warto nadmienić, że wcześniej pracował jako scenarzysta przy The Specials.

(2010) Super

All Superheroes Must Die z 2012 stylistyką sili się nieco na Watchmenów, jednak ten niskonakładowy obraz niestety zupełnie nie porywa, acz właśnie w praktycznie zerowym budżecie można upatrywać jego klapę. Gdyby pojawiły się większe pieniądze, może byłby hit? Dla zainteresowanych tematem, i cierpliwych, gdyż film dość trudno upolować.

(2012) All Superheroes Must Die

Chronicle w 2012 mocno namieszał w kinowym światku, porywając zarówno krytyków jak i widzów, co przełożyło się na spore zyski w BoxOffice. Reżyser, Josh Trank później zajął się ekranizacją Fantastic Four, co niestety zakończyło się ogromną klapą. Jednak Kronikę warto obejrzeć, o ile nie zniechęca nas styl kręcenia „z ręki”.

(2012) Chronicle

Niestety Kick-Ass 2 w 2013 roku nie powtórzył sukcesu pierwszej części, a wręcz odniósł sromotną porażkę. Niby na ekranie wiele się dzieje, a w rolach głównych zobaczymy tych samych aktorów, to jednak mocno coś tutaj nie zagrało. Film posiada lepsze momenty, ale całość już tak nie porywa jak część pierwsza.

(2013) Kick-Ass 2

Po nieco cięższych opowieściach, wracamy do lekkiego i nieco głupkowatego kina familijnego. W 2013 roku w Super Buddies grupa szczeniaków odnajduje pewne pierścienie, dzięki którym otrzymują supermoce. I jedną z nich wcale nie jest moc gadania, gdyż to szczeniaki potrafiły już wcześniej! Super Buddies jest jedynie jedną częścią z większego cyklu traktującego o przygodach wesołej gromadki szczeniaków. W pozostałych pocieszne psiaki udzielają się jako sportowcy, szukają skarbów, lecą w kosmos, czy też przeżywają przygody jak z horroru. Do obejrzenia, koniecznie w towarzystwie dzieciaków.

(2013) Super Buddies

Rok 2014 i Birdman. Poznajemy losy znanego aktora, wcielającego się niegdyś w rolę kultowego superbohatera, obecnie zapomnianego i walczącego o odzyskanie sławy oraz rodziny. W tytułowej roli Michael Keaton, który jako aktor niegdyś zagrał Batmana w kultowych obrazach Tima Burtona. Oprócz niego na ekranie brylują: Edward Norton, Emma Stone, Naomi Watts. A my otrzymujemy dopracowane pod każdym względem kino, które daje do myślenia.

(2014) Birdman

W następnym odcinku: nie super bohaterskie ekranizacje, kino europejskie, bohaterowie bez mocy, ale nadal wspaniali i inne…

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość

Read Full Post »

Niedawno na polskim rynku, nakładem wydawnictwa Egmont, ukazała się kolejna pozycja ze świata superhero, którą bezsprzecznie mnożna określić mianem kultowej. A dodatkowo przełomowej, gdyż Kryzys na nieskończonych ziemiach zamykał pewną epokę w dziejach amerykańskiego wydawnictwa DC Comics.

Kryzys na nieskończonych ziemiach 02

Kryzys na nieskończonych ziemiach 03

Historia debiutowała na rynku w 1985 roku, czyli w 50 rocznicę powstania wydawnictwa, a jej celem było usystematyzowanie i uporządkowanie historii i postaci, które wchodziły w ramy ogromnego uniwersum. W wielkim skrócie: przez 50 lat istnienia wydawnictwa powstało wiele postaci i wiele historii, często wzajemnie wykluczających się czy też po prostu niedokończonych. By wszystko to w miarę miało sens, zaczęto tworzyć równoległe światy, i przez to np.: otrzymywaliśmy wiele wersji tej samej postaci! Rozwiązanie to jednak tylko zwiększało ogólny bałagan, a cala sytuacja była niebezpieczna dla wydawnictwa: nie tylko autorzy zaczęli się gubić w tym wszystkim, ale też czytelnicy, a to już wyraźnie zaczęło odbijać się na sprzedaży.

Kryzys na nieskończonych ziemiach 01

Kryzys na nieskończonych ziemiach 04

Trzeba było posprzątać. Zadania tego podjął się scenarzysta Marv Wolfman, który swoją pracę rozpoczął on odpowiedniego rozeznania się w całym tym świecie, zindeksowania postaci i wątków, a następnie zarządził czystkę. Którą zgrabnie przeniósł na karty monumentalnej, 12 odcinkowej historii wdzięcznie nazwanej „Kryzys na nieskończonych ziemiach„.

Kryzys na nieskończonych ziemiach 05

Powstała historia może nieco przyciężkawa i scenariuszowo zagmatwana, ale biorąc pod uwagę, z jakim tematem scenarzysta musiał się zmierzyć, nawet dzisiaj poznaje się ją z przyjemnością. A dla każdego miłośnika Supertrykociarzy można ją określić jako lekturę obowiązkową, choć warto podkreślić, że znajomość różnych faktów i ogólnej historii znacznie pomaga w obcowaniu z tym klasykiem. Za stronę graficzną odpowiada George Pérez który stanął na wysokości zadania, choć w rysunkach wyraźnie czuć „klasyczny układ i styl”. Ale zupełnie to nie przeszkadza, a do samej historii pasuje wręcz idealnie!

Kryzys na nieskończonych ziemiach 06

Sprawiedliwość, Nowa Granica a teraz Kryzys. Wszyscy pamiętający czasy Tm-Semic i wspominki Arka o tych wydarzeniach, obecnie mają okazję do zapoznania się z tymi klasycznymi historiami osobiście, w naszym ojczystym języku, a do tego obcując z wspaniałymi wydaniami – tutaj Egmont (Kryzys, Granica) i Mucha (Sprawiedliwość) stanęli na wysokości zadania i odpowiednio zadbali o odpowiednie wydania (świetny papier, powiększony format, twarda oprawa).

Kryzys na nieskończonych ziemiach 07

Stopka informacyjna:
Tytuł: „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”
Wydawca wersji polskiej: Egmont Polska (kwiecień 2016)
Tytuł oryginału: „Crisis on Infinite Earths
Wydawca wersji oryginalnej: DC Comics (1985-1986, 2015)
Scenariusz: Marv Wolfman
Rysunki: George Pérez
Tusz: Dick Giordano, Mike DeCarlo, Jerry Ordway, Karl Kesel
Kolory: Anthony Tollin, Tom Ziuko, Carl Cafford i Tom McCraw (rekonstrukcja)
Ilustracja na okładce: George Pérez i Alex Ross
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydanie: oprawa twarda z obwolutą, format 18 x 27,5 cm, 392 stron
Cena: 119,99 zł (cena okładkowa, da się spokojnie zdobyć nawet poniżej 80 zł!)

Read Full Post »

Older Posts »