Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘komiks’

Egmont w tym miesiącu kończy niejako pierwszy rzut Odrodzenia z DC, tak więc dostaniemy niezła stertę najróżniejszych serii, wszystkie oczywiście jako zeszyty numer jeden. Zrobię może osobna notkę na ten temat. Najchętniej po przeczytaniu wszystkiego, na co raczej szans nie ma. Kupka wstydu wciąż rośnie…

Poniżej parę ciekawszych pozycji ostatnio wydanych. Oczywiście tylko takich, na które prywatnie się zdecydowałem, więc wartościowych tytułów jest z pewnością więcej. Jak zawsze prośba, jak możecie coś polecić, dajcie koniecznie znać!

Thorgal zawsze był wydarzeniem wydawniczym i każdy kolejny album był lektura obowiązkową. Niestety do czasu. Wielka popularność spowodowała, że twórcy postanowili namnożyć serii pobocznych, nieco się w tym pogubili, coś kombinują ze scenarzystami czy rysownikami i cały czas wychodzi mocno średnio. I takie są dwa najnowsze albumy: Thorgal: Młodzieńcze lata tom 5: Slivia i Thorgal: Kriss de Valnor tom 7: Góra Czasu. Jest mocno średnio, aczkolwiek czytało mi się te opowiastki całkiem przyjemnie. Tak więc tragedii, jak choćby w postaci najnowszych Asteriksów, nie ma. A Surżenko jako rysownik jest dla mnie genialny!

komiksy_2017-12_01

Smerfy uwielbiam i na szczęście Smerf Doktor wypada całkiem nieźle. Obok coś znacznie cięższego, czyli poruszenie problemu przemocy domowej. Scenariusz Jerzy Szyłak, rysunki Joanna Karpowicz.

komiksy_2017-12_02

Ładunek superhero w powiększonej dawce, czyli seria Daredevil: Nieustraszony oraz Wolverine by Jason Aaron i B.B.P.O.: 1946-1948. Egmont wydaje też w takiej formie Hellboya, ale mam pierwszą edycje, więc wznowienia siłą rzeczy nie kupuję. Samego Hellboya mocno polecam, B.B.P.O. czyli Biura Badań Paranormalnych i Obrony to także zacna lektura. Wolvi i Diabełek będą musieli poczekać na swoją kolejkę na kupce wstydu, a cegły to straszliwe, około 400-500 stron każda!

komiksy_2017-12_03

komiksy_2017-12_04

Egmont oprócz grubasków wypuszcza także zeszyciki z Marvel Now. Raz grubsze raz cieńsze, a takie Original Sin: Hulk kontra Iron Man jest naprawdę cienkie (95 stron), przy niezmienionej cenie 4 dyszek. Wolverine: Trzy miesiące do śmierci i Guardians of the Galaxy, Strażnicy Galaktyki: Grzech pierworodny już są grubsi, ale tu znowu wydawca zaserwował nam posklejane strony! Co ciekawe, tylko czarne, ale czarnych akurat w tych tytułach jest sporo. Więc mamy gratis zabawę w rozklejanie, na szczęście nic przy tym nie powinno się bardziej uszkodzić, więc tragedii nie ma. Ale drukarnia powinna dostać po uszach. Dla mnie kupka wstydu, a od nowego roku poważne ograniczenia.

komiksy_2017-12_05

Harley Quinn tom 6: Cała w czerni, bieli i czerwieni to ostatni tom w ramach Nowe Dc Comics. O samym DC new 52 będzie osobna notka, takie krótkie podsumowanie. A sama Harley Quinn to lektura prosta, przyjemna i głupkowata. Warto!

komiksy_2017-12_06

Batman / Sędzia Dredd: Wszystkie spotkania to prawdziwy specjał! Alan Grant, John Wagner, Simon Bisley, Cam Kennedy, Carl Crirchlow, Dermot Power, Val Semeiks! Co za nazwiska! Cztery różne opowiadania, w tym słynne Sąd nad Gotham będące najlepiej wydanym komiksem w ofercie Tm-Semic, i jednocześnie jedną z największych porażek finansowych tamtych czasów! Musiszmieć!

komiksy_2017-12_07
Cegiełka Egmontu obok Sądu Tm-Semic

komiksy_2017-12_09
Są delikatne różnice w odcieniach kolorów.

komiksy_2017-12_08

Torpedo to bardzo niegrzeczny komiks. Poważnie, lektura tylko dla dorosłych, a główną postacią jest antybohater pełna gęba, którego po prostu nie da się lubić. Przeczytać natomiast koniecznie trzeba! Torpedo wyszedł kiedyś u nas jako parę albumów, teraz otrzymujemy piękne wydanie zbiorcze! Brawo Non Stop Comics! Dodatkowo od razu zaserwowano nam dodatek, czyli powrót do postaci w kresce Eduardo Risso. Takie wspominki i powrót po latach. Torpedo mocno polecam, choć to lektura nie dla każdego!

komiksy_2017-12_10

komiksy_2017-12_11

komiksy_2017-12_12

I na koniec dwa specjały Rosinski Artbook Thorgal 40 lat to coś dla fanów Thorgala i kreski słynnego Grzegorza Rosińskiego. Piękne wydanie, niestety cierpiące na syndrom zarudzeń na okładce, przez co podniosła się wrzawa w światku komiksowym. Zabrudzenia i przytarcia są, występują nawet pod dość grubą folia ochroną. I jest problem z wymianą, gdyż nakład jest bardzo mały i już w dniu premiery album trudno było zakupić. Więcej na jego temat, wraz z kompletem zdjęć, postaram się wrzucić na bloga w najbliższym czasie.

Rosinski Artbook Thorgal 40 lat 01

Wojownicze Żółwie Ninja od wydawnictwa Fantasmagorie to pozycja wręcz legendarna, której wydanie w naszym kraju rodziło się w wielu bólach i spowodowało spore zamieszanie w środowisku komiksowym. Album niemniej wreszcie się ukazał, i pod względem edytorskim robi wrażenie. Duży format, twarda oprawa, niezły papier i druk. Jest naprawdę dobrze. Do tego są to te oryginalne Żółwie, przeznaczone dla starszego czytelnika. Kiedyś trzy zeszyty wydał Tm-Semic, zdjęcia porównawcze już pstryknąłem, wrzucę niebawem.

Wojownicze Zolwie Ninja UC1 01

A Wy co fajnego ostatniego dorwaliście? Co polecicie, a od czego lepiej trzymać się z daleka (Archie omijajcie szerokim łukiem! Polskie wydanie jest spierniczone na całej linii!)?

Reklamy

Read Full Post »

komiksy_2017-10_08

Lucky Lucke, Smerfy, Asteriks to serie, w przypadku których uwielbiam powracać do wybranych albumów, i mimo, że czytam te same historie wielokrotnie, to przy każdej kolejnej lekturze, uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Przynajmniej, jeżeli chodzi o albumy tworzone przez oryginalnych autorów. Warto tu zaznaczyć, że wszystkie te trzy serie doczekały się kontynuacji tworzonych przez naśladowców. Określenie naśladowcy jest jak najbardziej adekwatne, gdyż nowi twórcy starają się wręcz idealnie odwzorować oryginalny styl. Pod względem kreski we wszystkich przypadkach udaje się to całkiem nieźle. Rysunki Peyo (Smerfy), Morrisa (Lucky Luke) oraz Uderzo (Asteriks) mimo że bardzo charakterystyczne, zdobyły godnych twórców, i pod tym względem, w żadnym z tych przypadków nie ma co narzekać.

Gorzej niestety ze scenariuszami.

Właśnie ukazał się najnowszy, długo wyczekiwany, Asteriks. To już 37 tom! Scenariusze pierwszych 24 tomów stworzył René Goscinny uznany francuski scenarzysta, oprócz Asteriksa mający na swoim koncie choćby znane i lubiane książki o Mikołajku. Każdy Asteriks spod jego pióra to niesamowita zabawa ze słowem, przepiękny humor sytuacyjny, ogromna ilość inteligentnych nawiązań do najróżniejszych nacji, wydarzeń, do tego znajdziemy tutaj także sporo smaczków odwołujących się do popkultury. Za scenariusze kolejnych albumów odpowiadał już rysownik serii: Albert Uderzo, który sprawdził się perfekcyjnie jako rysownik, niestety, jako scenarzysta wypadł znacznie gorzej, acz i tak jego albumy czyta się z przyjemnością. Od tomu 35 niestety zmieniło się wszystko. Nic nie trwa wiecznie, i w końcu seria trafiła w ręce nowych twórców. Za sterami siadł Jean-Yves Ferri odpowiedzialny za scenariusze i Didier Conrad w roli rysownika. Jak wspominałem wcześniej, pod względem rysunku jest naprawdę dobrze, Conrad stał się godnym naśladowcą Uderzo. Ferri natomiast na stanowisku scenarzysty wkłada wiele serca, ale niestety, nie wychodzi mu to najlepiej. A tym gorzej, że marnuje ogromny potencjał.

Asteriks 37 w Italii & Lucky Lucke 56 Przeklęte ranczo 01

Opowieść najnowszego albumu jest prosta. Stan dróg woła o pomstę do nieba, Senator odpowiedzialny za ten stan rzeczy woli inwestować w orgie niż remonty. Jednak gdy pojawiają się oskarżenia, należy udowodnić, że nie jest aż tak źle. W związku z tym zostaje ogłoszony Wielki Wyścig Transitalia, w którym mogą startować także barbarzyńcy. I jak już możemy się domyślić, nie zabraknie tutaj także Asteriksa i Obeliksa. A oprócz tego wielu, naprawdę wielu przedstawicieli najróżniejszych nacji oraz miejsc, które ta wesoła gromada odwiedzi. Właśnie, o ile historyjka jest zgrabna, i czyta się ja dobrze, to jednak da się odczuć, że humoru tu niestety nieco zabrakło. Goscinny przy takim potencjalne na jednym kadrze potrafiłby spowodować u nas ból brzucha od śmiechu, tymczasem Ferri jakby się męczył, widać starania i chęci, ale niestety czegoś tu zabrakło. Powstał album świetny graficznie, niestety pod względem scenariusza sromotnie przegrywający z wcześniejszymi. Jak ponownie sięgnę po coś z Asteriksa, z pewnością nie będzie to nic z ostatnich trzech albumów. To jest po prostu historyjka najwyżej na raz.

Asteriks 37 w Italii & Lucky Lucke 56 Przeklęte ranczo 02

Album można nabyć w przyzwoitej kwocie 19.99, kupując ze zniżkami wychodzi niezwykle atrakcyjna kwota. Niestety, coś za coś, i tym razem Egmont mocno nawalił pod względem edytorskim. Cieniutki papier jeszcze ujdzie, ale spakowano to w delikatną i równie cieniutka oprawę, która ma ogromne tendencje do załamywania się, mięcia czy falowania. Tragedii może nie ma, ale pozostaje lekki niesmak.

Razem z Asteriksem, do sprzedaży trafił nowy Lucky Lucke, nieco droższy, ale też nieco lepiej wydany. Wiele albumów w tej serii stworzył Goscinny, i oczywiście te nadal są perełkami, jednak nad seria pracowało wielu scenarzystów, więc ogólny poziom dość często wznosił się i opadał. Przeklęte ranczo to zbiór czterech krótszych historyjek, które połyka się wręcz na raz. I całkiem przyjemnie, nie jest to cudo, ale miłośnicy najszybszego rewolwerowca na Dzikim Zachodzie powinni być usatysfakcjonowani.

Asteriks 37 w Italii & Lucky Lucke 56 Przeklęte ranczo 03

Asteriks 37 w Italii & Lucky Lucke 56 Przeklęte ranczo 04

Read Full Post »

LEGO ostatnimi czasy nie ma czym za bardzo się pochwalić, owszem, świetne zestawy cały czas powstają, ale przypomina to odławianie złotych rybek wśród wielu mocno przeciętnych czy wręcz słabych produktów. Na szczęście rynek komiksowy, jeżeli chodzi oczywiście o ten nasz, cały czas trzyma się niezwykle mocno. I owszem, tutaj także sporo jest przeciętnych pozycji, ale złotych rybek tak jakby więcej pływa. Jako, że wielu z Was sięga chętnie po komiksy, wrzucam krótka notkę o co ciekawszych pozycjach które ostatnimi czasy wpadły w moje łapki. Nie są to recenzje, jeszcze wszystkiego nie przeczytałem, nie są to też bezwarunkowo najlepsze pozycje, nie jestem w stanie wszystkiego niestety zakupić. Jak coś możecie jeszcze polecić, dajcie znać w komentarzach!

Odrodzenie wciąż w natarciu, a Egmont bardzo mocno je promuje. Nowa forma wydania, tj miękkie oprawy, powodują, że tomiki kosztują nieco mniej (i zajmują cenne miejsce na półce), co jest trochę zwodnicze, gdyż ukazuje się tego tyle, że i tak uzbiera się ładna kwota. Po dwóch miesiącach otrzymujemy osiem „jedynek”, czyli osiem rozpoczętych serii. Jako bonus, do kiosków zawitał magazyn promujący serię, niestety, zamiast artykułów, przedstawienia postaci czy autorów, zawiera dwie historyjki komiksowe i jedna notkę. Reklamówka tylko dla laików.

komiksy_2017-10_05

Nie należy zapominać o Marvelu, obecnie panuje Orginal Sin, a Hawkeye uznawany jest za jedną z ciekawszych serii. Niestety, mam takie zaległości z czytaniem trykociarzy, że aż wstyd…

komiksy_2017-10_06

Warto także zainteresować się takimi tytułami jak Iron Fist (Ed Brubaker), Wiedźmy (Scott Snyder) czy Czarny Młot (Jeff Lemire). Wszystkie trzy to prawdziwe perełki, dwa pierwsze Mucha wydała w powiększonym formacie, co akurat wychodzi im na dobre.

komiksy_2017-10_02

Na rynku niedawno zadebiutowało nowe wydawnictwo: Non Stop Comics, które już zdążyło zasypać nas niezłymi tytułami, takimi jak Tank Girl, Giant Days, Odrodzenie (inne niż to z DC), Rat Queens, Chrononauci, Paper Girls, James Bond, Głębia, Monstressa i inne. Ja póki co, zdecydowałem się na trzy serie, nad paroma innymi jeszcze muszę się zastanowić.

komiksy_2017-10_01

Oczywiście zakupy obowiązkowe to choćby Fistaszki czy rewelacyjny Usagi. Najnowszy tomik już połknąłem, i nadal trzyma wysoki poziom. Zakładnik to Guy Delisle, który rozpieścił nas tak rewelacyjnymi opowieściami jak Kroniki birmańskie, Kroniki jerozolimskie, Phenian, a jednocześnie srogo rozczarował pomyłką w postaci Albert i Alina. Zakładnik zbiera mieszane uczucia, ja zdecydowałem się dać mu szansę. Maniak miłości urzekł mnie spokojnym podejściem do tematu i rewelacyjną szatą graficzną. W epoce portali społecznościowych i łatwości umawiania się na randki, ciekawie opowiada o perypetiach randkującego w ten sposób głównego bohatera.

komiksy_2017-10_04

Natomiast bezsprzecznymi gwiazdami są Lucky Luke i długo wyczekiwany Asteriks. Obie serie tworzone są przez nowych autorów, którzy starają się podrabiać oryginalnych twórców. Rysunkowo nawet to wychodzi, scenariuszowo, już niekoniecznie. Pewnie skrobnę dwa słowa o tych albumach w ciągu najbliższych dni.

komiksy_2017-10_08

W stylu starych pasków, do tego historia stworzona przez uznanego europejskiego twórcę. Myszka Miki: Kawa „Zombo” to niezwykły eksperyment, który pod względem szaty graficznej może nieco odstraszać, nie każdemu Loisel (jak ktoś nie zna, twórca takich serii jak W poszukiwaniu ptaka czasu, Piotruś Pan, Skład Główny) przypadnie do gustu. Jak tylko skończę czytać, będzie tez o tym tomiku pewnie więcej.

komiksy_2017-10_09

A Wy co ciekawego ostatnio zdobyliście / przeczytaliście?

Read Full Post »

W jednej z pierwszych notek zamieszczonych w ramach cyklu Komiks Superbohaterski w Polsce pokrótce przedstawiłem, jak to z tymi Superbohaterami na kartach komiksów wygląda, oczywiście wspomniałem w tejże notce o tzw restartach. Dla przypomnienia, wygląda to tak, że wychodzą sobie komiksy, superbohaterowie naparzają po pyskach (lub działają w bardziej wyrafinowany sposób) tych złych i tak to się toczy. W końcu czytelnicy nieco się nudzą, nakłady spadają, różne kombinacje nie sprawdzają się, do tego czasy się zmieniają, więc wydawca wpada na genialny pomysł i robi ogólna rewolucję, tj zaczyna niejako opowiadanie o losach naszych ulubionych postaci od nowa. Ale żeby nie robić tego na sucho, tworzy się ogromny event, do którego dochodzi oczywiście na kartach komiksów, „giną starzy, pojawiają się nowi”. Przynajmniej w teorii. Wydawnictwo DC pierwszy takie poważne odświeżenie formuły zastosowało w 1985 roku na kartach rozpoczętej wtedy opowieści Kryzys na Nieskończonych Ziemiach. Ale w końcu znowu pojawiła się potrzeba odświeżenia i w 2011 roku zaprezentowano opowieść Flashpoint, która rozpoczęła erę nazwaną DC New 52, u nas znaną jako Nowe DC Comics. Zresztą Egmont przez ostatnie lata wydał sporo albumów z tej linii, więcej o nich możecie przeczytać choćby w notce Supremacja Egmontu. Także Flashpoint i Kryzys na Nieskończonych Ziemiach zostały u nas wydane, a obecnie do tego grona dołącza Odrodzenie.

Uniwersum DC Odrodzenie 05

Odrodzenie czyli DC Rebirth, to ponowny restart, ale oczywiście jak na komiksy przystało, zgrabnie łączący „to co już było”. Co więcej, odrodzenie wykorzystuje podwaliny stworzone przez DC New 52, jednoczenie niejako wraca do klasyki po Kryzysie, a sprzed Flashpointu! I do tego gara jeszcze wrzuca Strażników. Tak, TYCH Strażników!

Uniwersum DC Odrodzenie 01

Uniwersum DC Odrodzenie 02

Uniwersum DC Odrodzenie 03

Uniwersum DC Odrodzenie 04

Wydaje Wam się to nieco zakręcone? Może, ale tak naprawdę to próba szukania złotego środka, tak by zachęcić całkiem nowych czytelników do sięgnięcia po komiksy, ale jednocześnie nie odstraszyć tych którzy lubują się w klasycznych historiach, lub przypasowało im Nowe DC. I patrząc na recenzje oraz rankingi sprzedaży, udało się to całkiem nieźle! W Polsce we wrześniu bieżącego roku, czyli teraz, startuje Odrodzenie, tom wprowadzający do tego świata ukazał się w ramach linii DC Deluxe (fotki powyżej), a w sprzedaży do końca roku ukażą się następujące tytuły:

Wrzesień:
– Batman – Jestem Gotham
– Superman – Syn Supermana
– Suicide Squad – Oddział Samobójców – Czarne więzienie.
– Green Arrow – Śmierć i życie Olivera Queena.

Październik:
– Flash – Piorun uderza dwa razy
– Superman Action Comics – Ścieżka zagłady
– Liga Sprawiedliwości – Maszyny zagłady
– Batman Detective Comics – Powstanie Batmanów

Listopad:
– Aquaman – Utonięcie”
– Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni – Prawo Sinestro
– All Star Batman – Mój największy wróg
– Nastoletni Tytani – Damian wie lepiej

Grudzień:
– „Harley Quinn – Umrzeć ze śmiechem”
– „Nightwing – Lepszy niż Batman”
– „Batman – Noc Ludzi Potworów”
– „Wonder Woman – Kłamstwa”

Sporo co? Będzie co czytać!

Dodatkowo, otrzymaliśmy jeszcze dwa albumy z Supermanem, będące niejako przejściem miedzy New52 a Odrodzeniem, w którym to pojawia się więcej niż jeden Superman, i „ktoś ginie by żyć mógł ktoś„. Dosłownie, DC postanowiło wyprostować niektóre fakty z życia Supka, i trochę z nim(i) namieszało. Ale najlepsze jest to, że albumy Superman: Lois & Clark oraz Ostatnie dni Supermana (zalecana taka kolejność czytania) połyka się z prawdziwa przyjemnością. Nie jest to oczywiście arcydzieło, do tego wyraźnie widać, że historie są stworzone nieco na silę, i na szybko, właśnie po to, by Odrodzenie mogło już wystartować, ale o dziwo, udało się. Przyjemne, lekkie lektury, takie akurat na koniec lata, jeżeli jeszcze nie mieliście okazji po nie sięgnąć.

Uniwersum DC Odrodzenie 11

Uniwersum DC Odrodzenie 12

Uniwersum DC Odrodzenie 13

Uniwersum DC Odrodzenie 14

Uniwersum DC Odrodzenie 15

Uniwersum DC Odrodzenie 16

Przyznam się, że od New 52 nieco się odbiłem. Parę serii czytałem, ale choćby cały Batman czeka na kupce wstydu. Po te Supermany sięgnąłem by je tylko przekartkować i skończyłem połykają je praktycznie na raz. Musze nadrobić zaległości, ale Odrodzenie ma u mnie wielki kredyt zaufania. Tym bardziej, że Egmont wydaje tomiki w bardziej ludzkiej formie, tj w miękkiej oprawie, co przekłada się na zaoszczędzone miejsce na półce i niższą cenę. Krok słuszny przy takim zalewie tytułów jaki mamy obecnie.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, co poszczególne serie mają do zaoferowania, serdecznie zapraszam do notki skleconej przez prawdziwych specjalistów, czyli DC Odrodzenie od Egmontu – co warto czytać na DC Maniaku. A ja jeszcze parę dni czekam na moje pierwsze tomy regularnych serii. Z prawdziwą niecierpliwością!

Read Full Post »

W Łodzi trwają właśnie MFKiG, czyli raj dla każdego miłośnika popkultury. Wśród prelekcji, autografów, giełdy, i wielu innych atrakcji są także spotkania z wydawcami. Od wielu lat to z Egmontem, a dokładnie z charyzmatycznym Tomaszem Kołodziejczakiem, cieszy się ogromną popularnością. Nic dziwnego, pojawia się wtedy sporo zapowiedzi, a słówko „sporo” w tym roku oznacza prawdziwy zalew rewelacyjnych tytułów. Uwaga, jak stwierdził sam Kołodziejczak, polski czytelnik lubi to co już zna, tak więc nie zdziwcie się na wznowienia, kontynuacje i znane już nazwiska.

Restart Hellboya, czyli wznowienia, prywatnie podziękuję, mam pierwsze wydania, ale gorąco polecam, to świetna seria. Dodatkowo seria odpryskowa BBPO, tu już raczej premierowy materiał.
Kolejne wydanie serii Życie i czasy Sknerusa McKwacza. Jak ktoś nie zna, lektura obowiązkowa! Jak się dobrze sprzeda, być może pojawi się coś więcej w temacie Kaczek dla nieco starszych?
Będzie Conan w gruuubym tomie!
Transmetropolitan i 100 Naboi to znane i lubiane serie kiedyś wydawane u nas przez Mandragore, niestety, niedokończone. Teraz dostaniemy całość. Wydania podobno podobne jak Skalpu, czyli w miarę grube.
Legendarne Planetary!!! W DC Deluxe.

Z Superhero:

W DC Deluxe, oprócz Planetary, Infinite Crisis. Batman & Monster Men Wagnera, kolejne tomy Catwoman i Wonder Woman.
DC Rebirth: 15 tomów jeszcze w tym roku!
A z Marvela: Axis, Spider-man 2099, Moon Knight (Ellis!), Spider-man / Black Cat. I oczywiście Daredevil. I wiele więcej…

Oj, już portfel piszczy, a to nie wszystko, przecież jest jeszcze komiks europejski, a w tym temacie znajdziemy takie cuda jak:

Clifton by Bedu!
Marshall Blueberry!!
Kenya by Leo!!!
Reprint Blacksada!
Artbook z okazji 40 lat Thorgala. Drogi w małym nakładzie. Pewnie sprzeda się w ciągu 5 minut. 😉

A to tak na szybko… Po weekendzie trzeba będzie dokładniej to przejrzeć i zobaczyć także, co oferują inni wydawcy.

Read Full Post »

Całkiem niedawno ukazał się kolejny komiksowy tomik z przygodami Smerfów, o dość dziwnym tytule: Smerfowanie Biżuterii. Prywatnie bardzo cenię sobie oryginalne historyjki z niebieskimi ludzikami, których autorem był Peyo, natomiast późniejsze albumy,  tworzone przez jego następców, niestety często okazywały się słabe. Tym bardziej więc zaskoczeniem był dla mnie najnowszy album, wydany właśnie „na licencji”, którego charakterystyczną cechą jest wprowadzenie sporo nowych postaci, przez przerzucenie trzonu akcji do świata ludzi. I to najwidoczniej się sprawdza! Historia poprowadzona jest bardzo sprawnie, zawiera parę wątków, które zgrabnie się ze sobą przeplatają, do tego spotykamy tu postacie o najróżniejszym charakterze. Są oczywiście nudni dobrzy, ale prym wiodą postacie negatywne, niektóre przesiąknięte złem do szpiku kości, a niektóre mające nie tak do końca jednoznaczne pobudki. Jednocześnie historyjka jest na tyle spójna i posiada sporo wątków humorystycznych, że spokojnie zainteresuje najmłodszych. Album godny polecenia!

Tylko ten tytuł, wybitnie mi coś w nim nie leży. Można było dać coś w stylu „Pod osłoną nocy”, czy po prostu „Smerf złodziej”, ale Smerfowanie biżuterii? Co to ma być?

Smerfy - Smerfowanie Bizuterii 1

Smerfy - Smerfowanie Bizuterii 2

Smerfy - Smerfowanie Bizuterii 3

Smerfy - Smerfowanie Bizuterii 4

Więcej o Smerfach, i ich losach wydawniczych na naszym rynku, we wcześniejszej notce.

Read Full Post »

Dawno nie było nic o komiksach, szczególnie tych starszych wiekiem, więc dziś, tak dla rozgrzewki, szybkie wspominki o pewnych trzech tytułach, które łączy parę wspólnych cech. Wszystkie trzy dotyczą sportowej tematyki, każdy został narysowany przez innego, ale bardzo znanego i cenionego artystę, i z wszystkich wylewa się propaganda. Ale nie skupiajmy się o propagandzie, wszak wiadomo kiedy komiksy te powstały, a zobaczmy co mają dziś do zaoferowania.

Komiksy Sportowe 01

Czwartą cecha wspólną, przynajmniej w moim przypadku, jest niestety stan tych pozycji: tutaj, jaki widzicie na zdjęciu, wręcz tragiczny. Wyobraźcie sobie, że zeszyt ze środka miał oblepiona okładkę zwykłą taśma klejącą! To oczywiście nie mój pomysł, taka już używkę lata temu zdobyłem, na szczęście taśma jakimś cudem się odkleiła, i nawet okłada nie została uszkodzona, choć widać na niej wyraźne przebarwienia.

To co my tutaj mamy? Od lewej patrząc:

Polacy na olimpijskich arenach, rysunki Jerzy Wróblewski, Sport i Turystyka 1980, 1985

Od Walii do Brazylii: X Piłkarskie Mistrzostwa Świata, rysunki Grzegorz Rosiński, Sport i Turystyka 1975

Rycerze Fair Play, rysunki Bogusław Polch, Sport i Turystyka 1986

Komiksy Sportowe 02

Wróblewski, Rosiński i Polch. Wybitna trójka naszych rysowników, otrzymała zacne zadanie: propagowanie zdrowego trybu życia wśród miłośników komiksów. Żeby żaden z czytelników zbyt długo nie zasiadał przed kolorowymi zeszytami, i nabrał ochoty na trochę ruchu.

Jak wyszło? Proszę bardzo, zobaczcie sami!

Jerzemu Wróblewskiemu przypadło w udziale ukazanie sukcesów polskich olimpijczyków. I wyszło z tego dziwne dziełko, w którym nie otrzymujemy ani krzty akcji czy treści, za to wręcz zalewa nas potok faktów. Co jednak należy uczciwie przyznać, podanych w całkiem zjadliwy sposób. Pojawia się jakiś dialog, myśl, komentarz, większość faktów ubrana została w nieźle dobrana słowną otoczkę, a przez to komiks czyta się całkiem przyjemnie. Oczywiście wielka w tym także zasługa Wróblewskiego, który nawet tutaj potrafił pokazać swój wielki kunszt, choć nie da się ukryć, że skupił się głównie na „pierwszym planie”. Postacie którym poświęcono tę publikację zostały narysowane z odpowiednią pieczołowitością, niestety dalsze plany już zostały ewidentnie naszkicowane na szybko i bez większej dbałości o szczegóły.

Komiksy Sportowe 03

Komiksy Sportowe 04

Komiksy Sportowe 05

Komiksy Sportowe 06

Komiksy Sportowe 07

O ile Wróblewski musiał zaprezentować wiele dziedzin sportu, to Rosiński skupił się tylko na piłce nożnej. Jak mam być szczery, kiedyś, za dzieciaka, uważałem ten albumik za wyjątkowo brzydko narysowany. I w sumie teraz, przypominając go sobie, niewiele się zmieniło. To Rosiński za którym nie przepadam, acz nie można mu odmówić już niezłej zabawy z portretowaniem twarzy. Czasem wychodzi mu to doskonale, a czasem wręcz tragicznie. Gdy jeszcze otrzymujemy wyraz twarzy zahaczający o karykaturę, to jest nieźle, niestety momentami nasuwa się porównanie z bulwą ziemniaka. Komiks mimo to czyta się nieźle, zresztą nawet słaby Rosiński to nadal klasa sama w sobie, a i treści jest tu całkiem przyzwoita ilość.

Komiksy Sportowe 12

Komiksy Sportowe 13

Komiksy Sportowe 14

Komiksy Sportowe 15

Komiksy Sportowe 16

Polch w albumie Rycerze Fair Play to Polch któremu bliżej do Funky Kovala, widać już tu wyrobiona rękę i tą cudowną dbałość o szczegóły. Pojazdy można długo podziwiać, a dynamiczne sekwencję obrazuje w bardzo udany sposób, zobaczcie choćby dwie słynne sceny: kraksy na torze formuły, oraz niefortunnego zderzenia na piłkarskim boisku. Także postacie ludzkie odwzorowane są niezwykle udanie, zresztą główną rolę powierzono tu osobnikowi z twarzy dość znajomemu, prawda? Całość albumu jest w miarę spójna fabularnie, choć niestety nie nawiązujemy żadnego mocniejszego powiązania z głównymi postaciami, ot po prostu towarzyszymy im zarówno w roli kibica jak i sportowca w najróżniejszych wydarzeniach sportowych. Najważniejsze tu jest postępowanie z honorem, z uszanowaniem zasad Fair Play, które zostało w albumie ukazane całkiem zgrabnie, choć niestety nie uniknięto zbyt wyrazistego i namolnego smrodku dydaktycznego.

Komiksy Sportowe 08

Komiksy Sportowe 09

Komiksy Sportowe 10

Komiksy Sportowe 11

Takie oto trzy cudeńka. Czy warto dzisiaj po nie sięgnąć? Przeczytałem je ponownie w jeden wieczór i bawiłem się całkiem nieźle. Ale głównie z powodu rysowników, po prostu podziwianie tak wielkich artystów w tak podobnych, a jednocześnie zupełnie rożnych publikacjach, jest prawdziwa przyjemnością!

Read Full Post »

Valerian, agent czasoprzestrzenny, w towarzystwie swojej uroczej partnerki Laureliny, odwiedził Polskę już w 1990 roku. Wtedy to, w kultowym magazynie Komiks, ukazał się pierwszy tom tej serii o tytule „Miasto Niespokojnych Wód„. Jeszcze w tym samym roku Valerian powrócił w kolejnym albumie: „Cesarstwo Tysiąca Planet„, a w 1991 odwiedził nas jeszcze dwukrotnie, w albumach: „Kraina bez gwiazd” i „Witajcie na Alflololu„. I na tym niestety wtedy zakończono prezentację tej serii, jednak wszyscy spragnieni ciekawych opowieści „Science Fiction” już złapali bakcyla. Mimo, że do opowieści o uroczej parze agentów podróżujących przez przestrzeń i czas można mieć wiele zarzutów, czy to do samego scenariusza, czy też na pierwszy rzut oka niedbałych rysunków, to jednak opowieści te miały „to coś” w sobie. Sam motyw niczym praktycznie nie ograniczonych podróży, pozwolił autorom popuścić wodze wyobraźni i wykreować dziwaczne światy oraz niezwykłe stwory. Zarzut można mieć głównie do zbyt częstego czynnika „ludzkiego”, to tak jak w Dr Who – za dużo tu wydarzeń związanych jest z ziemią i ludźmi. Jednak podkreślę, że piszę to z własnej perspektywy, a niestety dotychczas nie zaliczyłem całej serii, pamiętam jedynie cztery tomy wydane w czasopiśmie Komiks, oraz marne Amberowskie wznowienie z 2003 roku albumu „Miasto Niespokojnych Wód”, przemianowanego na „Głębiny Nowego Jorku”.

Valerian Wydanie Zbiorcze 01

Seria powróciła w 2014 roku za pośrednictwem wydawnictwa Taurus, które rozpoczęło wydawanie na naszym rynku wydań zbiorczych. I to wydań zbiorczych przygotowanych z prawdziwym pietyzmem! Na każdy tom składają się trzy lub cztery zeszyty oraz garść całkiem ciekawych dodatków. A wszystko to wydane w formacie A4, twardej oprawie, na świetnym papierze i w bardzo nastrojowej szacie graficznej. W marcu 2017 roku ukazał się 7 tom tej edycji, oficjalnie zawierający ostatnie albumy całej serii. Chodzą plotki, że być może doczekamy się jeszcze albumu uzupełniającego serię o krótkie nowelki i specjalne dodatki, ale póki co, wydawca oficjalnie nic takiego (jeszcze) nie ogłosił.

Na edycję zbiorczą składają się następujące tomy:

Valerian Wydanie Zbiorcze 02

Valerian Wydanie Zbiorcze 03

1)
– Koszmarne sny (tak zwany album zerowy, spotkanie naszych głównych bohaterów, dotychczas nie publikowany w Polsce)
– Miasto niespokojnych wód (wydanie trzecie, rozszerzone)
– Cesarstwo Tysiąca Planet (wydanie drugie)
2)
– Kraina bez gwiazd (wydanie drugie)
– Witajcie na Alflolu (wydanie drugie)
– Władca ptaków
3)
– Ambasador cieni (wydanie drugie, pierwsze ukazało się w odcinkach w magazynie Świat Komiksu w 1998 roku)
– Na fałszywych ziemiach (wydanie drugie, pierwsze, pod tytułem Kosmiczne Fanaberie, ukazało się w bardzo pociętej formie w czasopiśmie Świat Młodych w 1984 roku!)
– Bohaterowie równonocy
4)
– Metro Châtelet, kierunek: Kasjopeja
– Brooklyn Station, krańcówka: Kosmos
– Widma z Inverloch
– Pioruny z Hypsis

Valerian Wydanie Zbiorcze 04

Valerian Wydanie Zbiorcze 05

5)
– Na granicach
– Żywa broń
– Kręgi władzy
6)
– Zakładnicy z Ultralumu
– Gwiezdny sierota
– W niepewnych czasach
7)
– Na skraju Wielkiej Nicości
– Prawo Kamieni
– CzasoTwór

Valerian Wydanie Zbiorcze 11

Valerian Wydanie Zbiorcze 12

Valerian Wydanie Zbiorcze 13

Obecnie kończę dopiero drugi tom, tak więc tak naprawdę przypominam sobie to, co kiedyś czytałem, mimo to, bawię się naprawdę dobrze. Przede mną całkiem nowe opowieści, i raczej spodziewam się tylko wzrostu formy. Po przeczytaniu całości, zapewne podzielę się wrażeniami, jeżeli natomiast sami czytaliście, dajcie znać, jak Wasze odczucia co do serii. A jak nie, to może warto przemyśleć czy nie sięgnąć po tę klasykę, póki jest w całości dostępna w sprzedaży? Tym bardziej, że już niedługo na ekrany kin wejdzie wysokobudżetowy film fabularny w reżyserii Luca Bessona i w dość kontrowersyjnej obsadzie – niestety para głównych bohaterów z wersji filmowej zupełnie mi „nie leży”, ale miejmy nadzieję, że doczekamy się hitu. Potencjał jest wielki!

Valerian Wydanie Zbiorcze 14

Valerian Wydanie Zbiorcze 15

Valerian
Seria oryginalnie wydawana w latach 1967-2010, w sumie ukazały się 22 albumy zebrane w niniejszym wydaniu zbiorczym.
Scenariusz: Pierre Christin
Rysunki: Jean-Claude Mezieres
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawnictwo: Taurus Media

Valerian Wydanie Zbiorcze 16

Valerian Wydanie Zbiorcze 17

PS. Sam się zdziwiłem jak zobaczyłem. Na postawie komiksu powstał też animowany serial składający się w sumie z 40 odcinków. Polski tytuł brzmi „W pułapce czasu”, a serial był emitowany w pełnej wersji dubbingowej. Powstał jako kooperacja francusko japońska, stąd zalatuje bardzo mangą, co nie każdemu może przypaść do gustu.

Read Full Post »

Po Małym Nemo w Krainie Snów otrzymamy kolejną prawdziwą komiksową klasykę, tym razem od nowo powstałego Wydawnictwa Fantasmagorie. Nakład będzie nieco wyższy, przez co album można nie tylko zamawiać w przedsprzedaży (69 PLN + koszt wysyłki + rabat na wybrany kolejny album z wydawnictwa, albumy numerowane), ale też będzie można zakupić choćby w Sklepie Gildii (egzemplarze nienumerowane, ale z odpowiednią zniżką). Sam wydawca w tym momencie udostępnił już lawinę kolejnych zapowiedzi, i owszem, wiele tu napraw ciekawych tytułów, ale póki co nie będę trzymał fizycznie w rękach ich pierwszego albumu, z natury podchodzę sceptycznie. Ale oczywiście trzymam kciuki i swój egzemplarz już zamówiłem. Jak tylko dotrze, podzielę się wrażeniami.

Więcej o wydawnictwie i ich planach możecie poczytać na forum Gildii oraz na facebooku.

Read Full Post »

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 01

Na polskim rynku komiksowym już jest bardzo ciasno, a tu jeszcze otrzymujemy kolejną kolekcję z superbohaterami. Wydawcą jest Hachette i sama forma wydania jest praktycznie identyczna jak w przypadku Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Czyli twarda, przyzwoitej grubości oprawa, bardzo ładnie prezentująca się matowa okładka z miejscowym lakierowaniem, druk i papier bez zastrzeżeń.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 04

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 05

Martwi trochę brak na pozycji edytora Muchy, które to wydawnictwo jest odpowiedzialne właśnie za WKKM i w tej roli sprawdzali się bardzo dobrze. W stopce podane mamy jedynie osoby odpowiedzialne za tłumaczenie i korektę (inne osoby, ale to samo nazwisko) oraz liternictwo. I niestety, tylko po pobieżnym przejrzeniu tomu można już wyłapać parę poważnych błędów i niedociągnięć językowych – tu akurat korekta dała ciała, i takie dość poważne wpadki nie powinny mieć miejsca w produkcie komercyjnym!

W pierwszym tomie, dostępnym oczywiście w promocyjnej cenie, otrzymujemy także ulotkę prezentującą kolekcję, zachętę do prenumeraty (prezenty dla prenumeratorów niestety są wyjątkowo słabe, ale za to tomy w prenumeracie są nieco tańsze!) oraz ankietę.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 02

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 03

Kolekcja Superbohaterowie Marvela w każdym tomie przedstawia jednego wybranego bohatera, w pierwszym numerze padło na Spider-mana, czyli jedną z najpopularniejszych postaci z tego uniwersum. Oczywiście nie mogło obejść się bez pierwszej historii z Pajączkiem, oryginalnie opublikowanej jako Amazing Fantasy v1 numer 15 w 1962 roku. Uwaga, tutaj dostajemy wersję z zupełnie zremasterowanym kolorowaniem! Co niekoniecznie jest zaletą, zresztą historia ta pojawiła się już w Polsce, w WKKM numer 68: Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte i rożne podejście do kolorowania można sobie samemu porównać.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 06

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 07

Druga historia pochodzi z Amazing Spider-Man Annual v1 numer 1 z 1964 roku, i w naszym kraju była już wydana w tomie Essential Spider-Man tom 1, jednak w formie czarno-białej. Tu otrzymujemy wersję kolorową, odświeżoną, jednak nie aż tak radykalnie jak pierwsze spotkanie z Pajączkiem, choć niestety koloryście trochę nadużywali gradietów, co momentami wygląda strasznie kiczowato. Sama historyjka jest bardzo przyjemną klasyczną ramotką, na uwagę zasługują pełnostronicowe panele przedstawiające walkę z poszczególnymi złoczyńcami.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 08

Na koniec nieco dłuższa i nowsza historia, czyli zeszyty Amazing Spider-Man v2 #57-58 i Amazing Spider-Man v1 #500-502 (tak, po 58 jest numer 500, Marvel po prostu powrócił z v2 do v1 i połączył numerację, po to, by można wykorzystać dumnie na okładce numer 500). Za opowieść odpowiada J. Michael Straczynski i John Romita Jr., więc warto poczytać, tym bardziej, że to premiera w Polsce!

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 09

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 10

Nie zabrakło dodatków, i tu trzeba przyznać, jest ich całkiem sporo, z czego najlepiej prezentuje się przedstawienie losów naszego głównego bohatera. Aż szkoda, że zabrakło klasycznego „biogramu”, taka forma zawsze była atrakcją w komiksach Tm-Semic. Natomiast dodatki w postaci „Top 4 walk Spider-mana” i „Spider-stroje” zalatują tandetą i ewidentnie skierowane są do młodszych czytelników.

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 11

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 12

Superbohaterowie Marvela 01 Spider-man 13

Kolejna kolekcja póki co zapowiada się całkiem nieźle, tym bardziej, że owszem, duble będą, ale wcale aż tak dużo ich nie otrzymamy. Zresztą zainteresowanych kolejnymi tomami polecam listę opisującą zawartość i właśnie same duble: Spis tomów SBM i ich zawartość. Bardzo martwią błędy językowe i spierniczona korekta, oby przyłożono się do tego aspektu w kolejnych tomach.

Read Full Post »

Obecnie polski rynek komiksowy przeżywa prawdziwy renesans, i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Manga, komiks europejski, amerykański, superbohaterowie. Każdy z tych gatunków wyraźnie zaznacza swoją obecność, a miłośnicy historii obrazkowych mają w czym wybierać. Niestety, nie wszystkie tytuły sprzedają się dobrze, a prawa rynku są bezlitosne. I tak rok temu ich ofiarą padł magazyn Kaczor Donald, który niegdyś tygodnikiem, stał się w końcu miesięcznikiem. Obecnie podobny los niestety spotyka inny tytuł z bohaterami Walta Disneya, tomiki z cyklu Gigant Poleca, obecnie jeszcze ukazujące się 13 razy do roku, od nowego roku będą wydawane w cyklu dwumiesięcznym.

W ramach wspominek serdecznie zapraszam do krótkiego podsumowania, jak to się zaczęło co w w tym temacie możemy znaleźć na rynku.

W 1991 roku na rynku zadebiutowało specyficzne czasopismo z bohaterami Disneya. Donald i Spółka, w przeciwieństwie do wydawanych w formacie amerykańskim magazynów Mickey Mouse czy Donald Duck, posiadał mniejszy format (ok 13 x 18.5 cm), za to liczył aż 100 stron (z okładką). To co także charakteryzowało magazyn, to historyjki, często wychodzące poza ramy znane z wspomnianego choćby magazynu Mickey Mouse. W Donaldzie i Spółka bohaterowie Disneya często zwiedzali wszerz i wzdłuż cały świat, odwiedzali dziwaczne krainy, jako pojazdy nierzadko używając niezwykłych pojazdów. Na porządku dziennym były także podróże kosmiczne, czy też opowieści interpretujące na swój sposób zarówno wydarzenia z historii jak i te oparte na scenariuszach czy to książek czy filmów. Jednym słowem, była to prawdziwa „jazda bez trzymanki”!

Donald i Spolka 01-12

Donald i Spolka 13-24

Donald i Spolka 25-36

Donald i Spolka 37-43

Donald i spółka ukazywał do 1994 roku i w serii w sumie ukazało się 43 numery. W ostatnim tomiku wydawnictwo poinformowało o zakończeniu pierwszej serii i przygotowaniach do serii drugiej. Ta jednak nigdy się nie ukazała.

Za to w 1992 roku wystartował Donald i spółka na sterydach, czyli seria Komiks Gigant. Założenia były podobne, format prawie identyczny (ok 12.5 x 18.8 cm), a historyjki jeszcze bardziej odjechane. A do tego było ich więcej, gdyż Komiks Gigant liczył aż 256 stron!

Pierwsza seria ukazywała się w latach 1992 – 1994 i w jej ramach wydano w sumie 10 tomików. Każdy z numerów na grzbiecie posiadał kawałek rysunku, po zebraniu całej serii można było złożyć pełny obrazek.

Gigant 0000

Kolejna seria ukazała się dopiero w 1997 roku, składała się w sumie z 6 tomików i także posiadała rysunek na grzbietach, co stało się już tradycją: każdy kolejny rocznik układał się w jeden obrazek.

Gigant 1997

W 1998 roku Komiks Gigant zwiększył częstotliwość i ukazało się w sumie 12 numerów.

Gigant 1998

Tak samo w 1999 roku,

Gigant 1999

i w 2000.

Gigant 2000

W 2001 roku, z powodu wprowadzenia podatku na czasopisma, Komiks Gigant zakończył swój żywot, acz nie zniknął z rynku. Po prostu stał się książką, co jednocześnie pociągnęło zmianę tytułu na Gigant Poleca. Zmiana widoczna była w numerze ze stycznia, który został wydrukowany jako Komiks Gigant, a zmianę wprowadzono w ostatnim momencie, co zaowocowało naklejeniem naklejki na okładce, zasłaniającej oryginalny tytuł (na poniższym zdjęciu tomik ten jest ze zdjętą naklejką). Format, ilość stron, czy specyfika wydania nie zmieniła się, jednak warto odnotować, że zresetowano numerację, tak więc Komiks Gigant zakończył swój żywot w 2000 roku po wydaniu 52 tomików, natomiast w styczniu 2001 roku od pierwszego numeru ruszył Gigant Poleca.

Gigant 2001

Rocznik 2002:

Gigant 2002

2003:

Gigant 2003

2004:

Gigant 2004

2005:

Gigant 2005

Od 2006 roku w ramach Gigant Poleca rozpoczęto publikację 13 tomików rocznie:

Gigant 2006

Rok 2007:

Gigant 2007

2008:

Gigant 2008

2009:

Gigant 2009

2010:

Gigant 2010

2011:

Gigant 2011

2012:

Gigant 2012

2013:

Gigant 2013

2014:

Gigant 2014

2015:

Gigant 2015

I 2016:

Gigant 2016

Niestety, od 2017 roku Gigant Poleca staje się dwumiesięcznikiem

Jednak to nie wszystko, gdyż rodzina Gigantów znacznie się rozrosła przez lata. W 2006 roku na rynku zadebiutowała seria MegaGiga. Poszczególne tomiki były pierwotnie wydawane co 2-3 miesiące, format czy rodzaj historyjek był analogiczny do tego, co znaliśmy z normalnego Giganta. W MegaGiga każdy tomik posiadał temat przewodni, otrzymywaliśmy więc zbiory z historyjkami o piłce nożnej, o rycerzach, piratach, poszukiwaczach skarbów, a nawet o tematyce rolniczej. Pierwszy tomik liczył 352 stron, w kolejnych liczbę tę zwiększono aż do 448! Numer 26 otrzymał aż 512 stron i stan ten utrzymuje się do dzisiaj. Przy tej serii niestety zrezygnowano z rysunku na grzbietach. Obecnie seria nadal się ukazuje, jednak z częstotliwością dwóch numerów rocznie…

Mega Giga 01-12

Mega Giga 13-24

Mega Giga 25-36

Mega Giga 37-46

W 2009 roku na rynku pojawiła się kolejna seria z rodziny: Gigant Mamut. W założeniach bardzo podobna do MegaGiga, każdy tomik liczy 512 stron, także brakuje tu rysunku na grzbietach, wiele tomików posiada jednolity temat przewodni, aczkolwiek nie jest to zasadą. Pierwotnie seria była kwartalnikiem, obecnie kolejne tomiki ukazują się dwa razy do roku.

Gigant Mamut 01-12

Gigant Mamut 13-24

Nie można także zapomnieć o wydaniach specjalnych, związanych jednak bardziej z magazynem Kaczor Donald. Własnie Wydaniem Specjlanym Kaczora Donalda jest tomik z 2000 roku, natomiast Historie nie z tej ziemi to swoista „reklamówka”, dołączona jako gratis do pierwszego numeru z 2014 roku magazynu Kaczor Donald.

Wydanie Specjalne

Przykładowe rysunki układające się na grzbietach, pierwsze dwie serie Giganta:

Gigant panorama 1

i dwa rysunki wybrane losowo z kolejnych lat:

Gigant panorama 2

Porównanie grubości tomików z różnych serii:

Gigant grubosci

I na zakończenie, zdjęcie zbiorowe pierwszych numerów:

Gigant pierwsze numery

Giganty zbieram do dzisiaj, choć przyznam się, że w ostatnim roku przeczytałem tylko jeden numer. Ale nadal kupuję i mam zamiar nadrobić zaległości w lekturze. Owszem, wśród wielu historyjek znajdziemy sporo słabych czy przeciętnych, jednak widoczna wolność twórcza dla autorów, powoduje, że często zdarzają się także opowieści nieprzeciętne czy też prawdziwe perełki, nierzadko nawiązujące do dość ważnych i poważnych spraw, czy też czerpiące garściami z popkultury i klasyki. O ile Kaczor Donald przeznaczony jest dla nieco młodszych dzieci, to po Giganta powinny sięgać nieco starsze dzieciaki, a i dorośli znajdą tutaj coś dla siebie. Z mojej strony mocno zachęcam, i szczerze liczę, że koniec końców Gigant nie zniknie z rynku.

Podsumowując:

Donald i Spółka; 1991 – 1994; 43 tomiki
Komiks Gigant; 1992 – 2000; 52 tomiki
Gigant Poleca; 2001 – nadal; do końca 2016 wydano 203 tomiki
MegaGiga; 2006 – nadal; do końca 2016 wydano 46 tomików
Gigant Mamut; 2009 – nadal; do końca 2016 wydano 24 tomiki

Read Full Post »

Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 już jest dostępny, ale uwaga! Na rynku ostały się już ostatnie egzemplarze, więc jak ktoś się nie zdecydował, a jest zainteresowany, należy się pospieszyć! I to bardzo! Albo męczyć wydawcę o dodruk!

A jest o co, wszak Mały Nemo w Krainie Snów to klasyka komiksu, i to przez duże „K”! Pierwsza plansza tej epopei zadebiutowała 15 października 1905 roku! To nie pomyłka, od daty premiery upłynęło ponad 100 lat! Jednakże nie jest to żadna niestrawna ramotka, Mały Nemo w Krainie Snów, jak sam już tytuł wskazuje, to niesamowita wyprawa do świata marzeń sennych, gdzie spotkamy wprost niezliczoną liczbę niezwykłych postaci i odwiedzimy oryginalne miejsca. Do tego autor sposobem narracji, prowadzeniem akcji oraz kompozycją plansz wyprzedził swoje czasy, i to co momentami wyprawia na kartach swojego komiksu budzi niesamowite wrażenia.

Nakładem wydawcy Krakersa właśnie ukazał się pierwszy, z trzech, tom przygód Małego Nemo. Co do wydania nie można mieć większych zastrzeżeń, plansze zostały odpowiednio dopieszczone, kolorowy cyfrowy druk prezentuje się bardzo dobrze, papier, mimo że nieco cienki, jest biały i praktycznie nieprzezroczysty. Do tego otrzymujemy twardą oprawę i tasiemkę. Oczywiście marzeniem byłoby wydanie w jednym grubaśnym tomie całości i najlepiej w powiększonym formacie, ale póki co żaden z polskich wydawców nie połakomił się na tę klasykę, tak więc tym bardziej należą się słowa uznania w stronę Michasia (stojącego za całą inicjatywą Krakersa), że podjął się dość sporego wyzwania. I w pełni mu podołał, a my możemy cieszyć się wprost wyśmienitą lekturą!

Więcej informacji i możliwość zamówienia na stronach wydawcy:
http://antosiewicz.ovh.org/maly-nemo.htm

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 01

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 02

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 03

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 04

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 05

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 06

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 07

Winsor McCay Mały Nemo w Krainie Snów Tom 1 08

Jedyne uwagi można mieć do sposobu zabezpieczenia komiksu do przesyłki, niestety zabrakło foliowania, strecza, czy choćby folii bąbelkowej, przez co jeden z zamówionych egzemplarzy (zamawiałem dwa jedną przesyłką, jeden dla mnie, drugi dla znajomego) ma brzydko pogniecione rogi, natomiast drugi ma wgniecenia na paru stronach w środku, najprawdopodobniej z powodu przekartkowywania. Oby wydawca bardziej zadbał o aspekt pakowania przy okazji kolejnych przesyłek.

Read Full Post »

EDIT: 2016-10-10: Uzupełniłem notkę o cztery zdjęcia całkiem fajnych unikatów – patrz wydania klubowe i kalendarze.

Janusz Christa to jeden z najznakomitszych klasycznych twórców komiksowych z „tamtych czasów”. Urodził się w 1934 roku, a jako twórca opowieści rysunkowych zadebiutował w 1956 roku na łamach miesięcznika „Jazz„. Na początku swojej twórczości tworzył zarówno poważniejsze opowieści jak i krótkie żarty humorystyczne. W 1958 roku w „Wieczorze Wybrzeża” rozpoczął publikację pasków z Kajtkiem – Majtkiem, wkrótce do tej postaci dołączył Koko. Przez wiele lat Christa mocno związał się ze swoimi słynnymi bohaterami, a obecnie Kajtek i Koko oraz ich następcy, a jednocześnie pradziadkowie, Kajko i Kokosz to jedne z najwspanialszych komiksowych dzieł, które zupełnie się nie zestarzały po dzień dzisiejszy! Janusz Christa zmarł w 2008 roku, pozostawił po sobie prawie 5000 komiksowych pasków i około 700 plansz. W 2016 roku wydawnictwo Egmont zaprezentowało nowy album o przygodach dzielnych wojów: „Kajko i Kokosz: Nowe Przygody. Obłęd Hegemona„, który zebrał mieszane opinie. Mi przypadł mocno średnio (więcej o tym w krótkiej recenzji: Kajko i Kokosz przerysowani), i raczej go odradzam, natomiast serdecznie zachęcam do sięgnięcia po oryginalne dzieła Christy!

Moja przygoda z twórczością Christy rozpoczęła się od przygód dzielnych Wojów Kajka i Kokosza. Będąc dzieciakiem pierwszy album dostałem z jakiejś okazji, był to Wielki Turniej i od razu zakochałem się w tym świecie. Następnie dość szybko w moje ręce wpadły kolejne części: Szkoła Latania, i rozbite na po dwa albumy cykle Złoty Puchar, Szranki i Konkury oraz Woje Mirmiła i Rozprawa z Dajmiechem. Kolejność w której zdobywałem albumy ma się nieco na bakier z chronologiczną kolejnością wydarzeń, ale w niczym to wtedy nie przeszkadzało.  Co ciekawe o ile Turniej czy Szkoła były wydane w dość klasyczny sposób, tj w pełnym kolorze, formacie A4 i normalnym układzie kadrów, to pozostałe albumy czytało się już „odwrócone”, a liczba kadrów na pojedynczej stronie aż przytłaczała gówniarza, który uczył się czytać na tych komiksach. Przypomnę, Christa dysponował niezwykle piękną i bogatą kreską, stąd też poszczególne albumy starczały na długo, a niezwykle ciekawe i dowcipne scenariusze dodatkowo gwarantowały, że do tych historii powracało się wielokrotnie. Złoty Puchar oraz Szranki i Konkury zostały wydrukowane na żółtym papierze, co obecnie może dziwić, ale takie były realia tamtych czasów, drukowało się na tym, na co akurat dostało wydawnictwo czy drukarnia przydział.

Christa 01

Christa 02

Christa 03

Christa 04

Biblioteczka w miarę szybko rosła o kolejne tytuły, w międzyczasie oczywiście przygody bohaterów można było poznawać dzięki Relaxowi i Światowi Młodych, a dodatkowe historie z Kajkiem i Kokoszem można było znaleźć w specyficznych (na tamte czasy) albumach, zbierających krótsze historyjki utrzymane w różnym tonie i stworzone przez różnych autorów:

Christa 05

Z Kajtkiem i Koko, mimo że postacie te stworzone zostały o wiele wcześniej niż Kajko i Kokosz, zetknąłem się nieco później. Także za pośrednictwem albumów dostępnych w normalnej sprzedaży, a były to: Pojedynek z Abrą, trylogia Śladem Białego Wilka (tytuły kolejnych tomów: 1. Śladem Białego Wilka, 2. Duch bunkra, 3. Chybiony strzał), Zwariowana wyspa i Londyński Kryminał. Jako że mama kolegi pracowała w drukarni, oprawiła mi te albumy w twarde oprawy, na jednym nawet udało się przylepić oryginalną okładkę. Decyzji w sumie nie żałuję, albumy dzięki temu dotarły do dzisiejszych czasów w bardzo dobrym stanie. Wszystkie historie opowiadają o współczesnych perypetiach Kajtka i Koko, w dwóch przypadkach mamy historie o zabarwieniu kryminalnym, w pojedynku z Abrą nasi bohaterowie trafiają do świata bajek i baśni, natomiast Zwariowana Wyspa to prawdziwa, nieco psychodeliczna, jazda bez trzymanki.

Christa 06

Christa 07

Kolejnym skarbem który trafił w moje ręce były perypetie Kajtka i Koka w kosmosie. Najpierw natrafiłem na skrócone czarno-białe wydanie, liczące nieco ponad 60 stron, swego czasu dość trudno dostępne, co spowodowało, że powstawały pirackie „przedruki”. Następnie na rynek trafiła reedycja zapowiadana na pierwszą kompletną i dodatkowo wydaną w pełnym kolorze. Niestety, projekt upadł po zaledwie trzech albumach.

Christa 08

Przygody Gucka i Rocha „dziwnie” bardzo przypominały przygody Kajtka i Koka, jednak za tą opowieścią stał inny scenarzysta, choć szatą graficzną zajął się Christa. Dwa wydane albumy są obecnie dość łatwe do zdobycia, dodatkowo Egmont wznowił je dwukrotnie, w tym raz jako wydanie zbiorcze w twardej oprawie.

Christa 09

Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że przygód Kajtka i Koka jest więcej. I to o wiele więcej! Niestety, zdobycie kompletu było praktycznie niemożliwe. Przynajmniej oficjalnie, gdyż natrafiłem na coś, co wtedy nazywało się „wydaniami klubowymi”, a tak naprawdę było nielegalnymi pirackimi przedrukami. O dziwo, w przypadku Kajtka i Koka ktoś naprawdę się napracował: większość tych albumów była wydrukowana na dobrej jakości drukarkach (nie były to ksera, przynajmniej nie w każdym przypadku) zawierały często kolorowe strony tytułowe, a do tego były bardzo ładnie oprawione w jednokolorowe twarde oprawy. Z tego co pamiętam, kosztowało to majątek, ale wreszcie mogłem przeczytać wcześniejsze paski Christy, czy poznać rewelacyjne przygody jego bohaterów w kosmosie! Jako ciekawostka, były to czasy bez szeroko dostępnego internetu, i takie wydania zdobywało się słysząc gdzieś pokątnie gdzie można je zakupić, a następnie uzgadniając wszystkie szczegóły listownie. Chwilę to trwało…

Christa 10

Christa 11

Christa 21

Christa 22

Bohaterowie Christy zaznaczyli jeszcze swoją obecność na rynku w książeczkach z zagadkami, czy jako elementy np.: puzzli.

Christa 12

A plansze z ich przygodami zdobiły nawet kalendarze! Dwie takie publikacje są szczególną ciekawostką, gdyż materiał w nich zaprezentowany jest całkowicie premierowy, a do tego z zaznaczoną wyraźnie nutką dydaktyzmu. Może zbyt bardzo wyraźną, ale i tak czyta i ogląda się to świetnie. Na poniższym zdjęciu te publikacje są nieco przerobione, za dzieciaka odciąłem część z datami i pozostawiłem sobie same komiksy.

Christa 23

Christa 24

Można też znaleźć wiele opracowań poświęconych twórczości Christy, szczególnie polecam Zeszyty Komiksowe i Komiksową archeologię:

Christa 13

oraz dwa rewelacyjne opracowania autorstwa Arkadiusza Florka: Świat dzielnych wojów i Powrót do Świata Dzielnych Wojów. Autor udostępnił je zupełnie za darmo w formie elektronicznej, linki znajdziecie w tym poście.

Lata mijały, rosły nowe pokolenia, komiksy Christy nadal cieszyły nowych czytelników. Mimo, że nie brakowało ich w drugim obiegu, to niestety nie były obecne w księgarniach. Próbowano reanimować serię, ale np.: ta próba zakończyła się zaledwie po dwóch albumach:

Christa 14

Wreszcie do akcji wkroczył nasz ulubiony moloch, czyli Egmont. Swoją krucjatę rozpoczął od Kajtka i Koka, czyli bohaterów, których kompletu przygód nigdy oficjalnie nie wydano. Egmont w sumie wydał osiem grubych albumów w formacie może niezbyt wielkim i większości w czarno-białej szacie graficznej, ale wreszcie mogliśmy rozkoszować się przygodami dzielnych marynarzy w naprawdę dobrej jakości! Uwaga, jeżeli dopiero zamierzacie zakupić coś z niżej wydanych albumów, koniecznie zwróćcie uwagę, które wydanie kupujecie i zawsze wybierzcie najnowsze! W paru przypadkach ma to znaczenie, choćby przygody w Kosmosie są praktycznie kompletne dopiero w wydaniu trzecim!

Christa 15

Lista albumów:
1) W Kosmosie (wyd 3 poprawione, 672 stron (poprzednie wydania 586))
2) Na tropach Pitekantropa (wyd 2) zawiera:
– Na tropach Pitekantropa
– W krainie baśni (w tym Pojedynek z Abrą)
– Wśród piratów
3) Kajtek, Koko i inni zawiera:
– Kuku-Ryku
– Skarby starego zamczyska
– Korak, syn Tarzana
– Marynarskie Brody
– Wesołych Świąt
– Detektyw Trop wskazuje winnego
– Na morze
– Zaginiona załoga (kolor)
– Pan Paparura i pies Aj (kolor)
– Bajki dla dorosłych
– Łabędź
– Dżdżownice
– Palacze
– Coś z ryb
– Gucek i Roch Tajemniczy Rejs
– Gucek i Roch Kurs na Półwysep Jork
– Bajki (kolor)
– Opowieści Koka (niedokończone przez Christę)
– Polbida (niedokończone przez Christę)
4) W Londynie (wyd 2, 192 stron (wyd pierwsze 176))
– Dni Gdańska
– Zwariowana wyspa
– w Londynie
5) Profesor Kosmosik (wyd 2, 152 stron (wyd pierwsze 144))
– Profesor Kosmosik i Czarny Rycerz
6) Śladem białego wilka
7) Poszukiwany Zyg-Zak
– Latający Holender
– Profesor Kosmosik i Marsjanie
– Poszukiwany Zyg-Zak
8) Opowieści Koka
– Arktyczna wyprawa
– Przemytniczy szlak
– Na wakacjach

Szczególnie ciekawie prezentuje się tom 3, zawierający wiele zebranych ciekawostek z twórczości Christy, choć szkoda, że paru historii czy żartów w tej antologii zabrakło. Dużym plusem wydania jest zaprezentowanie wielu prac w pełnym kolorze, choć za wpadkę należy uznać przedruk albumów z Guckiem i Rochem w czerni i bieli, gdy już pierwsze wydania były kolorowe. Egmont niejako naprawił ten błąd później, publikując te dwa albumy jako osobne wydanie – widać je na jednym ze wcześniejszych zdjęć. Łabędź także, mimo pierwszej kolorowej wersji w Relaxie, tu dostaliśmy jako czarno-biały. Także szkoda, że Bajki, mimo że kolorowe, to zostały wydrukowane po dwie plansze na jednej stronie. Na rysunkach Christy nie powinno się oszczędzać! Miejmy nadzieję, że kiedyś ukaże się kolejne wydanie, uzupełnione o braki i bardziej dopieszczone. Ale i tak po obecne wydanie warto sięgnąć, zawiera wprost ogrom niezwykłych historii!

Podobne zarzuty można postawić albumowi Śladem białego wilka, który także w wydaniu Egmontu ukazał się jako czarno-biały, gdy tymczasem wcześniejsze wydanie spokojnie można dostać w pełnym kolorze. I je mocno polecam, tę historię o wiele lepiej poznawać w kolorze. W tomie 4 znalazła się historia W Londynie, tu wydrukowana w czerni i bieli, oryginalnie dostępna w dwóch albumach pod tytułem Londyński Kryminał w pełnym kolorze. Zwariowana wyspa także byłą wcześniej wydana, ale tu już zawsze bez kolorków. Niestety, Londyński Kryminał może być ciężko zdobyć, do tego wydanie Egmontu zawiera jeszcze krótkie żarty pod tytułem Dni Gdańska, nigdy wcześniej oficjalnie nie wydrukowane w formie albumowej. Uwaga! Jakbyście kupowali ten tomik, koniecznie w wydaniu 2, pierwsze miało „trochę” braków! Pojedynek z Abrą z tomu 1, który wcześniej ukazał się w kolorze, tutaj także jest w formie czarno-białej, ale za to otrzymujemy całą pełną opowieść W krainie baśni, której to Pojedynek jest tylko fragmentem.

No i Kajtek i Koko w kosmosie! Piękną i monumentalna epopeja, mam szczerą nadzieję, że kiedyś Egmont zaprezentuje nam ją w formacie A4 i w pełnym kolorze. Póki co, i tak warto przeczytać, koniecznie w wydaniu trzecim – mocno uzupełnionym. A i tak dodatkowo nie zaszkodzi, byście zaznajomili się w dostępnym w formacie elektronicznej suplemencie.

Egmont pokusił się także o wznowienie przygód Kajka i Kokosza. Tu na szczęście forma nie pozostawia wiele do życzenia: wszystkie albumy ukazały się w formacie A4 w pełnym kolorze, na bardzo dobrym papierze! Całą kolekcję szczerze polecam, tym bardziej, że wydanie Egmontowe nie jest przesadnie drogie, a do tego sporo tego na rynku wtórnym, albumy były także dostępne jako bonus przy zakupie bodajże ryz papieru – taka promocja (choć nie były to te same wydania, i różniły się choćby zastosowanym (sic!) papierem).

Christa 16

Christa 17

Christa 18

Cała seria składa się z następujących albumów:

Złoty puchar
Szranki i konkury
Woje Mirmiła (Woje Mirmiła, Rozprawa z Dajmiechem)
Szkoła latania
Wielki turniej
Na wczasach
Zamach na Milusia
Skarby Mirmiła
Cudowny lek
Festiwal czarownic
Dzień Śmiechały
W krainie Borostworów
Mirmił w opałach
Urodziny Milusia
– Pasowanie
– Urodziny Milusia
– Łaźnia
– Koncert Kaprala
– Profesor Stokrotek
– Srebrny Denar
– Kalendarz Ścienny 1987
– Kalendarz Ścienny 1988

Układ historii Złoty puchar, Szranki i konkury i Woje Mirmiła został zmieniony i dostosowany formułą do pozostałych historii, przez co zmieniła się liczba „zeszytów” i każda z historii zamiast w dwóch, opublikowana została w trzech albumach. Dodatkowo, dwie pierwsze historie zostały rewelacyjnie pokolorowane!
Album Urodziny Milusia zbiera w sobie krótsze formy, wcześniej porozrzucane po rożnych wydaniach czy magazynach. Dodatkowo otrzymujemy tu przedruki dwóch komiksowych kalendarzy (właściwie to trzech, gdyż okładka tego albumu to także wycinek kalendarza), niestety niefortunnie umieszczono dwie oryginalne plansze na jednej kartce – jak już wspominałem, taki zabieg w przypadku rysunków Christy absolutnie nie powinien być zastosowany. Ale to jedyny minus całej serii – naprawdę i szczerze polecam każdemu kto jeszcze nie zna, by jak najszybciej nadrobić i sięgnąć po przygody Kajtka i Kokosza. Są bardziej przystępne niż historie Z Kajtkim i Kokiem, i doskonale bawią zarówno starszego jak i młodszego czytelnika!

Egmont przygotował jeszcze fajną ciekawostkę, a mianowicie trzy albumy doczekały się wydań regionalnych:

Christa 19

Szkoła furganio (gwara śląska)
Ogromniasto gońba (gwara góralska)
Na latowisku (gwara kaszubska)

W tym roku Egmont pokusił się o kontynuację. Moje niezbyt pochlebne zdanie już wyraziłem, kolejny album jest już zapowiedziany, a jego formuła ma być podobna. Oby wyszło jednak nieco lepiej, na chwilę obecną Kajko i Kokosz: Nowe Przygody. Obłęd Hegemona raczej odradzam, o wiele lepiej poczytać oryginalne albumy Janusza Christy.

Christa 20

Powyższe wypociny to jedynie wspominki, nie planowałem ani nie zamierzałem na chwilę obecną robić dokładniejszego opracowania. Może do tematu jeszcze wrócę, natomiast już nie pierwszy raz na blogu serdecznie zapraszam do zapoznania się ze stroną „Na plasterki” poświęconą Januszowi Chriście i prowadzoną przez prawdziwych zapaleńców!

Read Full Post »

Craig Thompson, amerykański scenarzysta i rysownik nie ma na swoim koncie zbyt wielu pozycji, ale wszystko co dotychczas stworzył, spotkało się z uznaniem zarówno krytyki jak i czytelników, co zaowocowało wysypem branżowych nagród. Jego powieści graficzne: Blankets: Pod śnieżną kołderką, Żegnaj Chunky Rice, Habibi, Dziennik podróżny ukazały się także w naszym kraju i oczywiście i tutaj znalazły swoich wiernych fanów.

Kosmiczne Rupiecie 1

Choć Thompsonowi można zarzucić operowanie na najprostszych uczuciach, to bezsprzecznie robi to doskonale, a jego powieści wprost się połyka. A czytać jest co, gdyż zazwyczaj są to dość spore „grubasy”.

Kosmiczne Rupiecie 2

Parę dni temu do sprzedaży trafiła najnowsza powieść graficzna Craiga Thompsona: Kosmiczne rupiecie. Wcześniejsze pozycje ukazywały się zawsze w wersji czarno białej, tym razem otrzymujemy w pełni kolorową opowieść. I to już robi wrażenie, gdyż dopracowane i przepiękne rysunki Thompsona tylko dodatkowo zyskały na takiej formie prezentacji. Za kolory odpowiada Dave Steward, także uznany i utytułowany artysta.

Kosmiczne Rupiecie 3

„Rodzina to najważniejsza rzecz w galaktyce. Fiolet nie potrafi siedzieć bezczynnie, kiedy po jej ojcu ginie słuch. Za nic mając sobie czyhające pośród gwiazd niebezpieczeństwa, razem z paczką osobliwych przyjaciół wyrusza na poszukiwania. Ale przestrzeń kosmiczna zdaje się nie mieć końca, a Fiolet odkrywa, że jej tata jest w ogromnych, OGROMNYCH tarapatach. Lecz kiedy jego życie zawisa na włosku, nic jej nie powstrzyma przed próbą ocalenia swojej rodziny.”

Kosmiczne rupiecie to historia skierowana do wszystkich w dowolnym wieku, perypetie Fiolet z przyjemnością poznają zarówno dorośli jak i młodsi czytelnicy, a wprost idealnym sposobem lektury wydaje się czytanie jej dziecku przez rodziców. Tym bardziej, że Craig znowu igra z uczuciami czytelnika i co chwilę zmusza nas do zadumy, jednak jednocześnie nie brakuje tu humoru i czysto przygodowych czy wręcz awanturniczych wątków.

Kosmiczne Rupiecie 4

Głównym wątkiem jest motyw rodziny, i sił sprawiających, że jest tym czym jest. Jednocześnie autor ukazuje nie tylko powiązania między poszczególnymi członkami i to na wielu płaszczyznach (czy wręcz: gatunkach!), ale też ukazuje „rodzinę” jako grupy społeczne niekoniecznie połaczone więzami krwi. Otrzymujemy wiec spojrzenie na przyjaciół, kolegów ze szkoły, współpracowników i niestety nie zawsze więzy te są tak mocne, jakby pierwotnie mogło się wydawać. Stąd też opowieść wydaje się cenna właśnie dla młodszych czytelników, którzy być może mają jeszcze przed sobą tego typu życiowe rozczarowania.

Kosmiczne Rupiecie 5

Na szczęście mało subtelnego moralizatorstwa nie ma tu dużo, i mimo paru smutniejszych chwil, sporo tu momentów przepełnionych humorem i duchem przygody. Jedyne co niezbyt przypadło mi du gustu, to rozwiązanie wszystkich wątków, i sama końcówka. Nie chcę spojlerować, ale, mimo że zakończeniu jako samemu w sobie wiele zarzucić nie można, to jednak jest zbyt krystaliczne i idealne.

Kosmiczne Rupiecie 6

Jeszcze o szacie graficznej, gdyż gra ona tu niezwykle ważną rolę. Craig Thompson ma bardzo przyjemną i ciepłą kreskę, do tego w niniejszej powieści wspina się na szczyty kunsztu w odwzorowaniu najróżniejszych postaci czy pojazdów, nierzadko serwując nam oryginalne i bardzo ciekawe patenty, jak choćby przekroje statków kosmicznych. Do tego uwielbia się bawić układem kadrów i niestandardowym montażem wydarzeń, co tylko potęguje przyjemność z obcowania z lekturą. Z przepięknymi rysunkami idealnie współgrają dobrane kolory. Wyraźne, soczyste, to wprost perfekcyjna symbioza. Dave Steward zasłużył na brawa!

Kosmiczne Rupiecie 7

Tak samo jak Timof i cisi wspólnicy, czyli wydawca polskiej edycji. Mimo, że pojawiają się głosy niezadowolenia z powodu niezbyt dużego formatu, to prywatnie podczas lektury nie odniosłem żadnego dyskomfortu spowodowanego nieczytelnością czy to rysunków czy tekstu w dymkach. Natomiast wybitnie przypasowały mi pozostałe aspekty techniczne, szczególnie bardzo przyjemny papier czy doskonały druk. Mimo, że historia liczy naprawdę sporo stron, to nie zabrakło tu sporej dawki graficznych dodatków, które szczególnie po lektorze opowieści ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Boli nieco cena, wynosząca oficjalnie 140 złotych, jednak otrzymujemy tu świetną formę wydania i opowieść jakby nie było rozpisaną na aż 400 stronach. A sama opowieść jest naprawdę warta tej ceny (a w dyskontach, czy na Gildii da się kupić i tak pewnie poniżej 100 złotych)! Od pierwszej do ostatniej strony podczas lektury bawiłem się po prostu wspaniale, i mimo że parę rysek na tym idealnym wizerunku by się znalazło, to jednak Kosmiczne rupiecie polecam wszystkim w dowolnym wieku. To po prostu wspaniała opowieść!

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Filmowe adaptacje komiksów część 2

Dziś ciąg dalszy opowieści o filmowych adaptacjach komiksów, z pominięciem jednak już praktycznie wyeksploatowanego w tym cyklu wątku super-bohaterskiego. W części pierwszej skupiliśmy się głównie na USA, dziś reszta świata. I dla przypomnienia: nieco po macoszemu potraktuję rynek azjatycki, adaptacji najróżniejszych mang jest tyle, że można by tylko o nich opowiadać bardzo, ale to bardzo długo. I szczerze, naprawdę dobrych nie znam zbyt wiele, więc jak coś możecie polecić, piszcie w komentarzach!

Komiks o przygodach Lucky Lukea, czyli kowboja który strzela szybciej od własnego cienia, została stworzona przez belgijskiego rysownika Morrisa, a pierwszy album opowiadający o jego przygodach trafił do sprzedaży już w 1949 roku. Za złoty okres serii uważa się albumy, do których scenariusz pisał niezrównany René Goscinny, współtwórca przygód tak znanych postaci jak Asteriks czy Mikołajek. Sporo albumów ukazało się także na naszym rynku, i z czystym sercem bardzo polecam tę serię, zapewnia wspaniałą rozrywkę! Lucky Luke doczekał się także sporo całkiem udanych filmów i seriali animowanych, jednak pod względem filmów aktorskich, już tak dobrze nie było. Zapewne większość nieco starszych osób będzie kojarzyć film Lucky Luke z 1991 roku, który przerodził się w serial składający się z ośmiu godzinnych odcinków. W główną rolę wcielił się Terence Hill, który wypadł w tej roli dość niejednoznacznie: gdy będąc dzieckiem oglądało się te filmy, to zapewniały bardzo fajną rozrywkę, dziś niestety nieco straszą i aktorstwem i scenariuszem. Acz pewnego uroku, wynikającego w dużej mierze zapewne z nostalgii, odmówić im nie można.

Komiks: Morris, René Goscinny i inni: Lucky Luke; Dupuis, Dargaud, Lucky Productions, Lucky Comics, 1949-…
Wyd. pol.: KeyTex, Egmont, 1992, 1999-…

(1991) Lucky Luke

(1992) Lucky Luke Serie

W 2004 na ekranach pojawił pełnometrażowy film Les Dalton, poświęcony w głównej mierze, zgodnie z tytułem, Daltonom, a Lucky Luke grał tu tylko drugoplanową postać. Co nie przeszkodziło polskiemu dystrybutorowi przemianować tytuł na „Lucky Luke”, co zakrawa na pewien absurd. Film jest przeciętny, ale posiada parę lepszych momentów, a w polskiej wersji bardzo fajnie wypadł dubbing, i choćby dla niego warto zasiąść do seansu.

(2004) Les Dalton

Ponownie na ekranie Lucky Luke pojawił się w 2009, tym razem jako pełnoprawna pierwszoplanowa postać. Podobnie jak wcześniejszy film, wyszło tak sobie, tragedii może nie ma, i zdarzają się lepsze momenty, ale arcydzieło to niestety nie jest.

2009 Lucky Luke

Asteriks to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci komiksowych, stworzony przez René Goscinny’ego i Alberta Uderzo zadebiutował w 1959 roku i do dzisiaj swoimi przygodami cieszy kolejne pokolenia. I nie ma co owijać w bawełnę, lektura albumów z przygodami Asteriksa i Obeliksa to pozycja obowiązkowa! Podobnie jak Lucky Lucke, Asteriks doczekał się paru filmów animowanych oraz aktorskich. Z tej drugiej kategorii pierwszy pojawił się na ekranach w 1999 roku. Astérix et Obélix contre César czyli Asterix i Obelix kontra Cezar został bardzo dobrze przyjęty, a dodatkowo godna polecenia jest wersja z polskim dubbingiem: Artur Barciś jako Dwulicus jest niesamowity! W głównych rolach zagrali: Christian Clavier jako Asteriks, Gérard Depardieu jako Obeliks, Roberto Benigni jako Dwulicus. Niestety, w filmie nie do końca wszystko zagrało. Scenariusz, usilnie starający się wprowadzić coś nowego, nierzadko mocno nawala, a niektóre wątki są zupełnie zbędne i niepotrzebne, a momentami wręcz irytują. Także efekty specjalne nie zachwycają, i obecnie wręcz rażą nienaturalnością. Ale pośmiać i tak jest się z czego!

Komiks: René Goscinny, Albert Uderzo, Jean-Yves Ferri, Didier Conrad: Asterix; Dargaud, 1959-…
Wyd. pol.: Egmont, 1991-…

(1999) Astérix et Obélix contre César

W 2002 pojawiła się kontynuacja: Astérix & Obélix Mission Cléopâtre czyli Asterix i Obelix: Misja Kleopatra. Tym razem twórcy sięgnęli po sprawdzone opowieści i czerpali garściami z komiksów, jednocześnie dodając coś od siebie. I to się sprawdziło! Film jest niesamowity, a od śmiechu wręcz bolą brzuchy! Polski dubbing wypada także bardzo dobrze, choć za dużo wstawionych tu na siłę elementów, które obecnie nieco się zdezaktualizowały. Film pod koniec zaczyna nieco męczyć, i cierpi jakby na syndrom „wyczerpania dobrych pomysłów”, ale i tak jest to jedna z najlepszych adaptacji komiksowych! A na dziury scenariuszowe i głupie założenie całej osi akcji nawet nie zwraca się uwagi. W kwestii obsady: powraca Christian Clavier jako Asteriks i Gérard Depardieu jako Obeliks, a w Kleopatrę wciela się sama Monica Bellucci! Świetnie wypada Numérnabis, w którego wcielił się Jamel Debbouze, a w polskiej wersji dubbinguje go Cezary Pazura.

(2002) Astérix & Obélix Mission Cléopâtre

W trzecim Asteriksie: Astérix aux jeux olympiques czyli Asterix na olimpiadzie z 2008 roku w Asteriksa wcielił się Clovis Cornillac, natomiast w kwestii reszty obsady pojawili się: Gérard Depardieu, Alain Delon, Benoît Poelvoorde, Vanessa Hessler a także gwiazdy sportu. I o ile aktorzy stanęli na wysokości zadania, to jednak w filmie coś nie zagrało, a wiele scen jest wręcz słabych. Można obejrzeć, choć niestety, po rewelacyjnej Kleopatrze kinowy cykl zaliczył ogromny spadek formy.

(2008) Astérix aux jeux olympiques

Asteriks dostał kolejną szansę i w 2012 roku pojawił się Astérix et Obélix Au Service de Sa Majesté czyli Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości. Miejsce akcji pozwoliło na wręcz zalanie nas wręcz specyficznym humorem, który w większości przypadków idealnie się sprawdza. Jest z czego się pośmiać, choć niektóre nawiązania czy złośliwości nie są zbyt subtelne. W roli Obeliksa powraca Gérard Depardieu, a jako Asteriks tym razem występuje Edouard Baer. Na ekranie natomiast błyszczą aktorki: Catherine Deneuve, Valérie Lemercier i urocza Charlotte Le Bon.

(2012) Astérix et Obélix Au Service de Sa Majesté

Oldboy zyskał wielką sławę, której przyczyniły się też słowa zachwytu Quentina Tarantino. Film wchodzi w tak zwany koreański cykl zemsty, składający się z trzech obrazów: Sympathy for Mr. Vengeance z 2002 roku, Oldboy z 2003 roku i Sympathy for Lady Vengeance z 2006 roku. Wszystkie wyreżyserował Chan-wook Park, i mimo że każdy z filmów opowiada inną historię z innymi bohaterami, to wszystkie powiązane są wspomnianym wątkiem zemsty. Mocne i niejednoznaczne kino, przeznaczone tylko dla dojrzałych widzów.

Komiks: Garon Tsuchiya: Old Boy; Futabasha, 1996–1998
Wyd. pol.: –

(2002) Sympathy for Mr. Vengeance

(2003) Oldboy

(2006) Sympathy for Lady Vengeance

Oldboy doczekał się naśladowców, w 2006 roku pojawiła się remake indyjski, pod tytułem Zinda, a w 2013 roku otrzymaliśmy wersję amerykańską, pod jakże oryginalnym tytułem Oldboy. Obejrzeć można, ale mocno zalecam wpierw zapoznanie się z oryginałem.

(2006) Zinda

(2013) Oldboy

Michel Vaillant z 2003 roku, u nas znany pod tytułem Najlepsi z najlepszych, to opowieść o tytułowym kierowcy wyścigowym, czyli mamy tu sporo samochodów, pięknych kobiet i szybkiej akcji. Przynajmniej w założeniu, bo koniec końców nie wszystko wyszło jak należy, acz film ogląda się całkiem przyjemnie.

Komiks: Jean Graton, Phillipe Graton: Michel Vaillant; Le Lombard, 1957-…
Wyd. pol.: Twój Komiks, 2002-2004

(2003) Michel Vaillant

Blueberry z 2004 roku to ekranizacja westernowego komiksu, utrzymana w dość ciekawej stylistyce i będąca bardziej filmem psychologicznym, niż widowiskowym kinem akcji. Nie dla każdego, zapewne wielu widzów odbije się od seansu już po parunastu minutach, ale spróbować warto.

Komiks: Jean-Michel Charlier, Jean Giraud: Blueberry; Dargaud, 1963–2012
Wyd. pol.: Podsiedlik-Raniowski i spółka, Egmont, 2002-2003, 2008-…

(2004) Blueberry

Egipscy bogowie, kobieta płacząca na niebiesko, człowiek ze sztuczną nogą i wielka piramida lewitująca ponad miastem. Albumy Enkiego Bilala nie są proste w odbiorze, a co dopiero, gdy trzeba przenieść je na ekran. Oczywiście nie obędzie się znacznego uproszczenia historii, niestety czasem do tego dojdą słabe, acz nastrojowe efekty specjalne i nieco poplątania świata rzeczywistego ze sztucznym. Ale o dziwo, mimo wielu przywar, Immortal z 2004 roku ogląda się naprawdę dobrze, a film potrafi zrobić spore wrażenie. Pozytywne.

Komiks: Enki Bilal: La Trilogie Nikopol: La Foire aux immortels, La Femme piège, Froid Équateur; Les Humanoïdes Associés, 1980, 1986, 1992
Wyd. pol.: Egmont: Trylogia Nikopola: Targi nieśmiertelnych, Kobieta pułapka, Zimny równik, 2002, 2004, 2014

(2004) Immortal

Death Note to hitowa manga i równie hitowe anime, które doczekało się nieco mniej hitowej serii aktorskich filmów. Na listę w sumie trafiło tylko dlatego, że zauroczyły mnie trailery i widziałem tylko urywki, które zrobiły na mnie całkiem dobre wrażenie. Kiedyś zamierzam obejrzeć, mam nadzieję, że będzie warto.

2006 Death Note The Last Name, 2006 Death Note, 2008 L Change the World

Komiks: Tsugumi Ōba, Takeshi Obata: Death Note; Shueisha, 2003-2006
Wyd. pol.: JPF, 2007-2009

(2006) Death Note

(2006) Death Note The Last Name

(2008) L Change the World

Largo Winch wymyślił znany chyba wszystkim Jeana Van Hamme, a postać ta pojawiła się na kartach przeciętnych powieści, przyzwoitych komiksów oraz także na ekranie. W latach 2001-2003 jako bardzo udany i pełen akcji serial sensacyjny o skróconym tytule Largo, natomiast w 2008 roku doczekaliśmy się pełnometrażowego filmu Largo Winch, a w 2010 jego kontynuacji Largo Winch II The Burma Conspiracy. Wyszły średniaki, ale całkiem przyzwoite, obejrzeć jak najbardziej można.

Komiks: Jean Van Hamme, Philippe Francq: Largo Winch; Dupuis, 1990-2010
Wyd. pol.: Twój Komiks, Egmont, Kurc, 2001-2003, 2009, 2016-…

(2008) Largo Winch

(2010) Largo Winch II The Burma Conspiracy

I ponownie Jeana Van Hamme i kolejna sensacyjna seria. Miniserial z 2008 XIII The Conspiracy spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, i nie ma co się dziwić, gdyż przez prawie trzy godziny skutecznie trzyma widza w napięciu. Tak samo nieźle wypadł serial z 2011 roku, XIII: The Series, a przynajmniej jego pierwszy sezon. Drugi był nieco oderwany, nieudany, a do tego dość trudno na niego obecnie natrafić.

Komiks: Jean Van Hamme, Yves Sente, William Vance, Youri Jigounov: XIII; Dargaud, 1991-…
Wyd. pol.: Korona, Siedmioróg, Egmont, Taurus Media, 1991-…

(2008) XIII The Conspiracy

Dylan Dog w wersji komiksowej dość często pojawia się na blogu, prywatnie bardzo lubię opowieści o przygodach detektywa mroku, choć wśród naprawdę rewelacyjnych historii dość często zdarzają się też historie bardzo przeciętne lub wręcz słabe. Film z 2010 roku Dylan Dog Dead Of Night także jest przeciętniakiem, ale posiada trochę lepszych momentów. No i nie należy do niego podchodzić jak do horroru, a raczej jak do komedii, ale zrobionej ze smakiem.

Komiks: Tiziano Sclavi i inni: Dylan Dog; Bonelli Comics, 1986-…
Wyd. pol.: Egmont, Bum Projekt, 2001-2004, 2010-2011, 2015-…

(2010) Dylan Dog Dead Of Night

Jest brudno, wampiry to nieprzyjemne stwory, a ludzie to często dupki. Priest z 2011 roku to mocne, dynamiczne kino, może bez większych rewelacji, ale ten dynamiczny spektakl ogląda się bardzo dobrze!

Komiks: Min-Woo Hyung: Priest; Daiwon C.I., 1998–2007
Wyd. pol.: Kasen, 2005-2007

(2011) Priest

Rewelacyjne komiksy z Garfieldem mocno straciły ze swojego klimatu po przeniesieniu przygód tłustego kota na duży ekran. Nie inaczej niestety jest z niebieskimi stworkami. Smerfy stworzył belgijski rysownik Pierre Culliford znany pod pseudonimem Peyo, a komiksy z ich przygodami to niesamowite opowieści skierowane zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych, przemycające często trafne spostrzeżenia co do ogólnospołecznych sytuacji. Na kreskówkę o przygodach Smerfów kiedyś czekało się z wielkim utęsknieniem, a i obecnie nic się nie zestarzały i można je polecić zamiast papki, którą raczy nas telewizja.

Smerfy w wersji kinowej to jedna wielka pomyłka. Nic tu nie wyszło: animacja jest straszna, Smerfy wyglądają okropnie, reżyseria nawala, ujęcia są słabe, a scenariusz i większość scen woła o pomstę do nieba. Czasem tylko sytuację nieco ratuje Gargamel z Klakierem, jednak i im nie oszczędzono wielu uwłaczających scen. Taki potencjał został zmarnowany nieumiejętną realizacją, do tego na siłę musiano akcję filmu przenieść do, gdzieżby indziej, Nowego Yorku. I po co? Film sprzedał się głównie za pośrednictwem maszyny promocyjnej i wielu około filmowych gadżetów. Komiksy to lektura obowiązkowa, kreskówkę warto obejrzeć, od filmów lepiej trzymać się z daleka.

Komiks: Peyo, Studio Peyo: The Smurfs; Dupuis, 1985-…
Wyd. pol.: Nasza Księgarnia, Egmont, 1991, 1997-1998, 2015-…

2011 The Smurfs

(2011) The Smurfs

2013 The Smurfs 2

(2013) The Smurfs 2

La vie d’Adele – Blue is the Warmest Color z 2013 to opowieść o dojrzewaniu, która sporo namieszała w filmowym światku. Pojawiły się głosy określające film jako głębokie arcydzieło, jednocześnie spora część widowni wyszła zniesmaczona i marudziła na wymuszone sceny seksu oraz tak naprawdę nic nie wnoszące dialogi. Bez wątpienia film jest dość kontrowersyjny i nie do końca jednak wart polecenia. Coś, do czego najlepiej pasuje zwrot: najlepiej przekonać się samemu…

Komiks: Julie Maroh: Le bleu est une couleur chaude; Glénat, 2010
Wyd. pol.: –

(2013) La vie d'Adele - Blue is the Warmest Color

Snowpiercer z 2013 roku był kreowany na obraz wręcz kultowy, który w arkanach kina będzie przywoływany obok największych dzieł tego gatunku. Niestety, nie udało się. Film nie zyskał ani miana kultowego, ani nie został doceniony przez krytyków czy widzów. Jednak coś w sobie ma. Oko cieszą ujęcia, efekty specjalne nie straszą, a dziurawy scenariusz nawet da się z sensem wytłumaczyć. Obejrzeć bezsprzecznie warto, choć należy podkreślić, że jest to film mocny i przeznaczony tylko dla widza dojrzałego. Aha, dodatkowym atutem jest rewelacyjna obsada: Chris Evans, Kang-ho Song, Ed Harris, John Hurt, Tilda Swinton, Alison Pill.

Komiks: Jacques Lob, Benjamin Legrand, Jean-Marc Rochette: Le Transperceneige; Casterman, 1984
Wyd. pol.: –

(2013) Snowpiercer

Zbliżamy się do końca, zanim jeszcze będzie podsumowanie, chciałbym wspomnieć coś o animacjach, jednak nie tych stricte opartych na przygodach najbardziej popularnych super herosów, a bardziej „zwykłych” jak Akira, Fritz The Cat, Persepolis czy Heavy Metal. Czyli dość mocne kino, choć coś lżejszego też będzie: Big Hero 6, Megamind i The Incredibles. No i zostaną jeszcze seriale, ale w tym temacie mam takie zaległości, że może być mi trudno ogarnąć temat. Zobaczymy, co się wykluje.

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy
Prawdziwi Bohaterowie
Filmowe adaptacje komiksów część 1

Read Full Post »

Older Posts »