Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Avengers’

Powoli Egmont kończy wydawanie linii Marvel NOW 2.0!, ale poszczególne serie będą kontynuowane pod nowym szyldem  Marvel Fresh. Większość serii doczeka się zresetowania numeracji, pojawią się nowe tytuły, niektóre zostaną zakończone. Czyli sytuacja analogiczna do tej, jaką mieliśmy w przypadku przejścia z Marvel NOW na Marvel NOW 2.0!. Czas więc najwyższy, by zaktualizować grafikę „Jak czytać Marvel NOW 2.0! Chronologia wydarzeń„, mam nadzieję, ułatwiającą połapanie się, co i w jakiej kolejności czytać. Oczywiście pamiętajcie, że nie są to sztywne wytyczne, których należy bezsprzecznie się trzymać, a jedynie podpowiedzi, ułatwiające połapanie się w tym wszystkim. Zresztą w przypadku Marvel NOW 2.0! jest o wiele mniej zamieszania z różnymi eventami i zależnościami pomiędzy seriami, niż to miało miejsce w przypadku Marvel NOW.

Dla przypomnienia: Egmont niektóre pozycje wydawał nieco niechronologicznie. O ile w przypadku takich tytułów jak Moon Knight czy Mockingbird nie ma to większego znaczenia, to choćby w przypadku X-men już jest sprawa nieco problematyczna. Zdecydowałem się umieścić Śmierć X przed serią Extraordinary X-Men, gdyż w samej serii znajdziemy już odwołania do Śmierci, także opowieść ta wyjaśnia sytuację, która panuje w serii.

Należy pamiętać, że tomy Iron Man i II Wojna Domowa oraz Tajne imperium i Kapitan Ameryka 2 należy czytać odpowiednio razem, najlepiej przeskakując pomiędzy rozdziałami zawartymi między tymi tomami (stąd zależność zaznaczona na czerwono).

Wcześniejsze notki na temat Marvel NOW: Poradnik Jak czytać Marvel NOW! oraz grafika Jak czytać Marvel NOW Chronologia

Read Full Post »

Droga do Marvel Cinematic Universe, czyli historia filmowych adaptacji komiksów Marvela 1944-2020.

Przez lata wydawnictwo Marvel z uporem starało się przenieś przygody swoich superbohaterów na duży ekran. Z najróżniejszym skutkiem, niestety, bardzo często powstawały „dzieła” wątpliwej jakości. Współpraca ze studiami filmowymi nie zawsze układała się pomyślnie, do tego wydawca rozsprzedał prawa do ekranizacji wielu swoich marek najróżniejszym producentom. Po roku 2000 coś się ruszyło w temacie, technologia pozwoliła na zastosowanie zaawansowanych efektów specjalnych, wysokobudżetowe produkcje były bardziej dopracowane, także od strony scenariuszowej i nagle kino superbohaterskie zaczęło zyskiwać na popularności. Filmy X-men i Spider-man okazały się ogromnymi sukcesami, co z powodu sprzedaży praw do tych marek, dla Marvela nie przekładało się jednak na znaczące zyski. Wreszcie w 2008 roku Marvel postanowił sam zaryzykować, a dysponując ograniczoną bazą postaci które mogli przenieść na duży ekran, postawiono naturalnie na Avengers. Narodziło się Marvel Cinematic Universe, jedno spójne uniwersum, w ramach którego ukazywały powiązane ze sobą filmy. Dzięki udanym decyzjom co do obsady i reżyserii, przyzwoitym scenariuszom, a także oczywiście odpowiedniemu budżetowi, większość okazywała się sporymi sukcesami! W 2019 roku Marvel Cinematic Universe doszedł do kulminacyjnego punktu, film Avengers: Endgame zakończył pewną epokę, doskonale podsumowując całe uniwersum, stając się jednocześnie najbardziej kasowym filmem wszechczasów.

Na przestrzeni lat powstało w sumie ponad siedemdziesiąt filmów prezentujących przygody superbohaterów Marvela na dużym i małym ekranie. Z powodu końca pewnej epoki, chciałbym usystematyzować informacje na temat poszczególnych produkcji, tym bardziej, że po wiele z z nich nadal warto sięgnąć. Oczywiście należy pamiętać, że mamy do czynienia z kinem stricte rozrywkowym, i pod takim kątem należy je rozpatrywać. Poniżej każdemu z filmów Marvela poświęcam przynajmniej akapit, jednak nie są to ani streszczenia, ani recenzje, a bardziej wrażenia, jakie dany seans niesie. Wrażenia oczywiście czysto subiektywne, a że jestem miłośnikiem tego typu kina, zapewne w wielu miejscach będę dość pobłażliwy dla wielu słabszych pozycji.

Przed samym przejściem do tematu poszczególnych filmów, w ramach wstępu zamieściłem krótkie informacje na temat czym ten Marvel w ogóle jest, kim jest Stan Lee, oraz o ogólnej sytuacji filmu superbohaterskiego na przestrzeni lat. Tematy te potraktowałem „w pigułce”, w bardzo skrótowej formie, gdyż esencją mają tutaj być same filmy.

A było ich trochę:

1944 Captain America
1977 Spider-Man
1977 The Incredible Hulk Pilot Movie
1977 The Return of The Incredible Hulk (Death in the Family)
1978 The Incredible Hulk Married
1978 Spider-Man Strikes Back
1978 Dr. Strange
1979 Captain America
1979 Captain America II: Death Too Soon
1981 Spider-Man: The Dragon’s Challenge
1986 Howard the Duck
1988 The Incredible Hulk Returns
1989 The Trial of the Incredible Hulk
1989 The Punisher
1990 The Death of the Incredible Hulk
1990 Captain America
1994 The Fantastic Four
1996 Generation X
1998 Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D.
1998 Blade
2000 X-Men
2002 Blade II
2002 Spider-Man
2003 Daredevil
2003 X-Men 2
2003 Hulk
2004 The Punisher
2004 Spider-Man 2
2004 Blade: Trinity
2005 Man-Thing
2005 Elektra
2005 Fantastic Four
2006 X-Men: The Last Stand
2007 Ghost Rider
2007 Spider-Man 3
2007 Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer
2007 Blade: House of Chthon
2008 Iron Man
2008 The Incredible Hulk
2008 Punisher: War Zone
2009 X-Men Origins: Wolverine
2010 Iron Man 2
2011 Thor
2011 X-Men: First Class
2011 Captain America: The First Avenger
2011 Ghost Rider: Spirit of Vengeance
2012 The Avengers
2012 The Amazing Spider-Man
2013 Iron Man 3
2013 The Wolverine
2013 Thor: The Dark World
2014 Captain America: The Winter Soldier
2014 The Amazing Spider-Man 2
2014 X-Men: Days of Future Past
2014 Guardians of the Galaxy
2015 Avengers: Age of Ultron
2015 Ant-Man
2015 Fantastic Four
2016 Deadpool
2016 Captain America: Civil War
2016 X-Men: Apocalypse
2016 Doctor Strange
2017 Logan
2017 Guardians of the Galaxy Vol. 2
2017 Spider-Man: Homecoming
2017 Thor: Ragnarok
2018 Black Panther
2018 Avengers: Infinity War
2018 Deadpool 2
2018 Ant-Man and the Wasp
2018 Venom
2019 Captain Marvel
2019 Avengers: Endgame
2019 Dark Phoenix
2019 Spider-Man: Far From Home
2020 The New Mutants

Wydawnictwo Marvel & Stan Lee.

Wydawnictwo Marvel założone zostało w 1939 roku przez Martina Goodmana, pierwotnie pod nazwą Timely Comics. Goodman był przede wszystkim biznesmenem i miał bardzo prosty przepis na sukces: po prostu sprzedawał to, co w danej chwili było popularne. Jako że konkurencja wystartowała z przygodami superbohaterów, a postać Supermana odniosła ogromny sukces, co zresztą także spotkało Batmana wydanego niewiele później, tak więc i Goodman zainteresował się przygodami bohaterów obdarzonych niezwykłymi mocami. Na kartach magazynów komiksowych wydawanych przez Timely Comics wkrótce zadebiutował cały szereg najróżniejszych postaci, z czego szczególnie dwie: Human Torch i Namor spodobały się czytelnikom. Wkrótce doszło do ogromnego wydarzenia, czyli spotkania tych postaci w jednej historii! Czytelnicy otrzymali wyraźny znak, że obcują z jednym spójnym światem, czyli dokładnie to samo, co wiele lat później wpłynęło znacząco na ogromny sukces Marvel Cinematic Universe.
Do Timely Comics dołączył wkrótce Stanley Martin Lieber, zresztą nie przez przypadek, Godman był mężem jego kuzynki. Z początku zajmował się przysłowiowym „przynieś, podaj, pozamiataj”, ale już wkrótce pojawiła się dla niego szansa. W 1941 potrzebny był tekst do przygód Kapitana Ameryki, zadania tego podjął się Stanley i wywiązał się z niego doskonale. Stanley traktował swoją przygodę z komiksem jako epizodyczną, tak więc postanowił podpisywać się jako Stan Lee, swoje nazwisko pozostawiając na okładkę „wielkiej amerykańskiej powieści” którą planował kiedyś napisać. A smykałkę do opowiadania miał, więc w krótkim czasie awansował na stanowisko redaktora. Niby tymczasowo, do znalezienia odpowiedniej osoby, ale jak się okazało, zagrzał na tym stanowisku miejsca znacznie dłużej. Został współtwórcą wielu ikonicznych postaci, którym nadał „ludzkie cechy”, tak że czytelnik mógł ze swoimi bohaterami utożsamiać się. Jednocześnie został „twarzą” wydawnictwa, potrafił utrzymywać doskonały kontakt z czytelnikami, a do tego bez wątpienia umiał sam siebie doskonale wypromować.


Stan Lee

Przez lata wydawnictwo przeżywało lepsze i gorsze chwile, jednak Stan Lee wciąż trwał na stanowisku redaktora, by w końcu zasiąść na stołku wydawcy, a nawet przez chwilę prezesa Marvel Comics. Miał także ogromny wkład w przenosiny przygód superbohaterów na duży i mały ekran, choć niestety z różnorakim skutkiem. Jego fascynacja ekranizacjami i zaangażowanie w tej kwestii zaowocowało nie tylko czynnym udziałem w różnych produkcjach, ale też swoistymi cameo, czyli występami gościnnymi, które szczególnie dla filmów Marvel Cinematic Universe stały się znakiem rozpoznawczym tych produkcji. Stan Lee zmarł w 2018 roku.

Więcej o historii Marvela i samym Stanie Lee znajdziecie w świetnych książkach:
– Niezwykła historia Marvel Comics, Sean Howe, SQN, 2013
– Stan Lee. Człowiek-Marvel, Bob Batchelor, SQN, 2018
– Mordobicie. Wojna superbohaterów Marvel kontra DC, Reed Tucker, Agora SA, 2018

Marvel na dużym i małym ekranie.

Pierwsze próby przeniesienia postaci Marvela na duży ekran nastąpiły już w latach 40. ubiegłego wieku, dokładnie w 1944 roku premierę miał Captain America. Nie był jedynym superbohaterem który trafił do kin, konkurencyjne DC Comics zaprezentowało filmowe przygody swoich najbardziej prominentnych herosów jak Superman i Batman. W kolejnych latach postacie DC Comics nadal gościły na ekranie, tymczasem dla Marvela nastały chude czasy. Sytuację starano się zmienić w latach 70., ale o ile za DC stało studio Warner Bros., co zaowocowało wysokobudżetową ekranizacją przygód Supermana z 1978 roku, to Marvel miał miej szczęścia i często trafiał na studia nie potrafiące sklecić hitu. Powstały wtedy takie „dzieła” jak Dr Strange, Captain America, Spider-man czy Incedible Hulk. Większość z tych filmów była skierowana na rynek telewizyjny, czy też były bezpośrednio powiązane z serialami. W latach 80. DC nadal odnosiło sukcesy, Superman II okazał się ogromnym sukcesem, powstały kolejne, już nie tak dobre części, a jak Superman zaczął niedomagać, to pojawił się kolejny wielki hit, czyli mroczny Batman z 1989 roku. Zaryzykowano nawet z mniej znaną postacią, i dwa filmy Swamp Thing pozytywnie zaskoczyły widzów. Tymczasem Marvel nadal doił Hulka, a pierwszy wysokobudżetowy film Howard the Duck okazał się ogromną klęską. Udał się w miarę The Punisher, choć daleko było mu do hitu, a widzowie otrzymali jedynie klasyczne kino akcji ery VHSu.
Lata 90. to niestety już klęska za klęską i to dla obu obozów. DC zachwyciło jeszcze filmem Batman Returns, ale kolejne części zaczęły odchodzić od mrocznej stylistyki, co nie wyszło najlepiej. Marvel tymczasem zaprezentował ostatniego Hulka z serii, próbował z X-men, Fantastic Four, Captain America a nawet z Nickiem Fury. Ani jeden z tych filmów nie spotkał się z dobrym przyjęciem, a Fantastic Four nawet nie trafił do oficjalnej dystrybucji. Nic nie zwiastowało, że filmy z superbohaterami zdobędą popularność.

Jednak w 1998 roku pojawił się Blade, który okazał się zaskakująco dużym hitem. Co prawda niekoniecznie to zasługa podwaliny komiksowej, gdyż Blade nie był kojarzony z tym medium, ale coś w temacie się ruszyło. Kolejny film otrzymał odpowiedni budżet i już w 2000 roku na dużym ekranie zadebiutowała grupa X-men. Ogromny sukces tej produkcji bezpośrednio sprawił, że Sony dzierżąc prawa do uniwersum Spider-mana dało zielone światło produkcji z tym bohaterem. W 2002 roku Spider-man zawojował kina, doskonałe przyjęcie Pajączka spowodowało, że Hollywood na poważnie zainteresował się produkcjami superbohaterskimi. Kontynuacje Spider-man 2 i X-men 2 okazały się jeszcze lepszymi filmami niż części pierwsze! Nastąpił wysyp filmów w tej tematyce, i jak to często bywa, nie wszystko się udało. Daredevil i jego spin-off Electra, Ghost Raider, The Fantastic Four, The Punisher, Man-Thing, The Hulk zbierały już mieszane opinie. Blade także z każdą kolejną częścią coraz mniej podobał się miłośnikom kina. Doszło do sytuacji, że trzecie części Spider-mana i X-men także nie zostały zbyt dobrze przyjęte! Marvel obawiając się zapaści na rynku, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce, tym bardziej, że wtedy nie posiadał praw do ekranizacji większości postaci komiksowych. Powstaje Marvel Studios.

Marvel Studios zostało utworzone w 2005 roku z początku we współpracy z Paramount Pictures w roli dystrybutora, na jego czele stanął Avi Arad. Od początku założenia co do kręconych filmów były jasno sprecyzowane: wpierw miały powstać obrazy poświęcone różnym bohaterom, a następnie losy tych postaci miały zostać splecione we wspólnym filmie. I w tym tkwi ogromna siła i potencjał Marvel Cinematic Universe: uniwersum jest spójne, poszczególne filmy, mimo że bez problemu bronią się jako autonomiczne dzieła, to jednocześnie wzajemnie się dopełniają i rozbudowują samo uniwersum. Mimo to Arad nie do końca wierzył w powodzenie takiego projektu i wkrótce ustąpił ze stanowiska, a od 2007 roku na czele Marvel Studios stoi Kevin Feige, wcześniej prawa ręka Arada, który jednocześnie jest producentem wszystkich filmów MCU, i dba o spójność świata oraz o wątki które się w nim pojawiają. Patrząc na popularność poszczególnych filmów, swoją pracę wykonuje perfekcyjnie. Warto nadmienić, że start MCU był dość ryzykowny, na ekran mogły trafić tylko postacie, do których prawa filmowe dzierżył Marvel Studios, a niestety w tej grupie nie było tak popularnych herosów jak Spider-man czy X-meni. Sięgnięto więc po grupę Avengers, i zgodnie z przyjętą na początku zasadą, wpierw zaprezentowano widzom filmy poświęcone poszczególnym członkom drużyny, a punktem kumulacyjnym stało się wspólne widowisko z 2012, pod jakże oczywistym tytułem: Avengers. W 2009 roku Walt Disney Company nabyło Marvel Entertainment, czego bezpośrednim następstwem było trafienie Marvel Studios pod skrzydła Walt Disney Studios, a po paru przepychankach Kevin Feige umocnił tylko swoją pozycję. Ekspansja Disneya trwała, i w 2017 roku Walt Disney Company zakupił studio 20th Century Fox, co spowodowało powrót praw do ekranizacji przygód postaci ze światów m.in X-men i Fantastic Four do Marvela. Marvel Studios także nawiązał współpracę z Sony, na mocy której prawa do tej postaci nadal należą do Sony, ale Spider-man może pojawiać się w filmach MCU, a samodzielne produkcje Sony z tą postacią należą do MCU i gościnnie pojawiają się w nich postacie z pozostałych filmów. Ciekawa współpraca, z zyskiem dla każdej strony, także dla widzów.


Kevin Feige

Marvel Cinematic Universe odniosło ogromy sukces, co zaowocowało na obecną chwilę ponad dwudziestoma filmami wchodzącymi w skład jednego spójnego świata! Niestety DC, niegdyś rządzące w kinach, mimo wielu prób, nadal nie może odnaleźć się na dużym ekranie i kolejne ekranizacje przygód bohaterów z tego uniwersum nie mogą pochwalić się takimi sukcesami jak obrazy Marvela.

Prawa do postaci.

Z prawami do postaci, lekko mówiąc, jest sporo zamieszania. Wydawnictwo Marvel, przez lata istnienia, dorobiło się potężnej bazy charakterystycznych postaci, z których wiele wręcz skradła serca czytelników i stała się niezwykle popularna. Widząc potencjał, Marvel chętnie udzielał licencji na swoich bohaterów. W przypadku obrazów kinowych był to dość lukratywny interes, nie dość, że zapewniał wydawnictwu zastrzyk gotówki, to jeszcze dodatkowo popularyzował dane postacie, co napędzało sprzedaż komiksów, ale też zwiększało wartość samej marki. Oczywiście, o ile dany film się udał, a z tym bywało różnie. Wydawnictwo przeżywało lepsze i gorsze chwile, pod koniec lat 90. zeszłego wieku bliskie było nawet bankructwa, i wtedy właśnie m.in. sprzedaż praw autorskich pozwoliła Marvelowi przeczekać gorsze czasy.

Sprzedaż praw do danych postaci wiąże się z dwoma bardzo ważnymi kwestiami. Pierwszą są zazwyczaj wytyczne co do obecności danej marki na ekranie, czyli po prostu licencjobiorca zobligowany jest co określony czas wypuszczać nowy film. Jeżeli termin minie, a film nie powstanie, prawa wracają do licencjodawcy (w uproszeniu, szczegóły umowy są objęte tajemnicą). Ofiarą tej praktyki jest choćby marka The Fantastic Four, w przypadku której w 1994 roku powstał film stworzony tylko po to, by studio nie straciło praw! Drugą kwestią jest zakres do wycinka ogromnego uniwersum Marvela. Kupując prawa do danej postaci czy grupy, licencjobiorca nabywa także prawa do określonej grupy postaci, będących bezpośrednio powiązanych z danym bohaterem/bohaterami. Tak wiec licencjodawca nabywa prawa także do sporej gromady postaci zarówno pozytywnych (wchodzących w skład danej grupy/ będących przyjaciółmi czy też towarzyszami bohatera), ale też ogromnej bazy przeciwników. Zazwyczaj jest to powiązane z faktem na kartach jakiej serii komiksowej pierwszy raz pojawiła się dana postać/bohater/wróg, ale dokładne kwestie regulują umowy, a nieścisłości czy niejasności kończą się zazwyczaj batalią prawników… I nie ma się co dziwić, wszak chodzi o wielkie pieniądze.
Przez lata Marvel rozsprzedał prawa do najróżniejszych postaci, takie marki jak Blade, Daredevil, Ghost Rider, Punisher należały do rożnych studiów, jednak ostatecznie powróciły do Marvela. Poważnym zgryzem dla wydawcy była grupa X-men. Prawa do tego uniwersum posiadał 20th Century Fox i bacznie ich pilnował przez lata. I nie ma się co dziwić, wszak prawa do X-men to automatycznie prawa do wszystkich mutantów którzy wchodzili w skład tej grupy, ale także takich grup jak X-Factor, X-Force czy New Mutants i inne. Do tego dochodzą postacie powiązane oraz szerokie spektrum wrogów. Uniwersum mutantów jest wszak przeogromne. Przy okazji wychodzą różne zawirowania wokół np.: takich postaci jak Deadpool, który nie jest mutantem, ale prawa do niego należą także do Foxa. Powiązane jest to z debiutem komiksowym Deadpoola, który odbył się na łamach serii New Mutants, występował też jako członek X-Force, a jego zdolności regeneracyjne pochodzą od Wolverine’a. Jeszcze większe zamieszanie nastąpiło przy okazji postaci Scarlet Witch i Quicksilvera, którzy są mutantami, co prawda debiutowali na łamach serii X-Men, ale przez lata w komiksowym światku funkcjonowali jako członkowie grupy Avengers. Po batalii prawników Marvel i 20th Century Fox doszli do porozumienia. Marvel może używać postaci, ale z zastrzeżeniem, że nigdzie nie wspomni, że są mutantami, natomiast 20th Century Fox także może ich zaprezentować w swoich filmach, ale bez wspomnienia o ich przynależności do Avengers. Tak szczerze, nie mam pojęcia, po co takie ograniczenia, i tak naprawdę czy mają jakiekolwiek znaczenie dla zwykłego widza, oprócz wprowadzania oczywistego zamieszania. Jako ciekawostka, w filmie Captain America: Civil War z 2016 roku pojawia się określenie mutant, ale w odniesieniu do innej postaci, można w sumie potraktować to jako delikatny przytyk Marvela w stosunku do Foxa. W świecie komiksowym „porozumienie” miało swoje reperkusje w postaci ogłoszenia, że Magneto, uważany dotychczas za ojca Scarlet Witch i Quicksilvera tak naprawdę nie jest z nimi spokrewniony! Zmiana ewidentnie wprowadzona na siłę, zresztą została mocno skrytykowana przez fanów. Obecnie, po wykupieniu studia 20th Century Fox przez Walt Disney Company, kończy się era X-men od Foxa, a co będzie dalej, zobaczymy. Z pewnością Disney zadba o odpowiednie przedstawienie mutantów w ramach Marvel Cinematic Universe. Wraz z X-menami wróciły do Marvela także prawa do The Fantastic Four, czyli także sporego zaplecza ciekawych postaci.

Prawa do postaci Spider-mana należą do Sony Pictures Entertainment, co pociąga także posiadanie praw przez to studio do wręcz ogromnego świata najróżniejszych bohaterów, a przede wszystkim świetnie wykreowanych złoczyńców. Do tego marka Spider-man jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najpopularniejszych, co przenosi się na sprzedaż wszelkich produktów nią sygnowanych. W 2002 roku na ekranach pojawił się film Spider-Man, który spodobał się publice i zebrał bardzo dobre recenzje. Jeszcze lepiej było z kontynuacją z 2004 roku. Spider-Man 2 okazał się ogromnym hitem, a studio patrzyło z nadzieją w przyszłość. I coś nie zagrało przy części trzeciej, która mimo nie najgorszych wyników finansowych, została niezbyt dobrze przyjęta zarówno przez krytyków jak i widzów. Siła marki zastała nadszarpnięta, a Sony Pictures zdecydowało się na restart. Ten nastąpił w 2012 roku. The Amazing Spider-Man spodobał się, a Sony od razu rozpoczęło planowanie stworzenia całego uniwersum. Pojawiły się zapowiedzi nie tylko kontynuacji, ale też osobnych filmów poświęconych złodziejce Black Cat, Symbiontom, czy grupie złoczyńców Sinister Six. The Amazing Spider-Man 2 z 2014 roku był niezłym filmem i nie wypadł źle w Box Office, ale Sony spodziewało się lepszych recenzji, a także wyników finansowych. Uniwersum Pająka zanim dobrze powstało zaczęło chwiać się w posadach. Sony dodatkowo borykało się z kłopotami finansowymi, stąd też inwestycja niemałych pieniędzy w kolejny film w przypadku niepowiedzenia mogłaby okazać się katastrofalna w skutkach dla studia. Stając przed widmem stracenia z czasem praw do postaci, stała się rzecz niezwykła. Doszło do porozumienia Sony Pictures z Marvel Studios. Było to na rękę obu podmiotom: Sony nie zostało zupełnie odsunięte od postaci, a Marvel zadba o obecność Pajączka na dużym ekranie, a przez to, automatycznie zadba o jego odpowiednią popularność. Nie dla radochy fanów, a z czysto biznesowego punktu widzenia. Co prawda Sony posiadało prawa do filmowych adaptacji Spider-mana, ale to Marvel cały czas dysponuje prawami do wykorzystania wizerunku postaci na wszelkich produktach skierowanych głównie do dzieci i młodzieży. A że marka ta jest niezwykle silna, mowa tu wręcz o ogromnych pieniądzach, tak wiec Marvelowi jest na rękę, by cały czas Spider-man był obecny w kinie, i by były to filmy dobre, gdyż to po prostu przekłada się na sprzedaż zabawek, figurek, piórników, plecaków, kolorowanek, zeszytów, długopisów i tysiąca innych pierdół. Obecnie Spider-man dołączył do Marvel Cinematic Universe i pojawia się w filmach wchodzących w skład tego uniwersum produkowanych przez Marvel Studios, natomiast Sony będzie mogła wykorzystać w filmach o Spider-manie postacie z MCU, a do tego przy ich realizacji „pomoże” Kevin Feige.

Marvel, filmowa spuścizna.

Mimo, że kino superbohaterskie ma wielu przeciwników, także wśród uznanych ludzi Hollywood, takich jak choćby Martin Scorsese, to nie można odmówić mu widowiskowości, która idealnie wypada na dużym ekranie, ale też filmy te coraz częściej zahaczają o klasyczne gatunki kinowe i poruszają poważniejsze problemy. A do tego bezsprzecznie zostały umiłowane przez widzów, o czym świadczą coraz to nowe rekordy frekwencyjne, co przekłada się także na astronomiczne zyski. Jednak zanim Marvel Cinematic Universe zdominowało kina, droga Marvela do sukcesu była dość wyboista, i wśród wielu sukcesów także znalazło się sporo porażek, zarówno finansowych, jak i wizerunkowych.

Przejdźmy do samych filmów, jako że jest tego trochę, by całość była bardziej spójna, zastosowałem podział wg postaci, wpierw poświęcając miejsce najróżniejszym bohaterom, by w końcu dojść do Spider-mana, X-men oraz samego MCU. Przy każdym filmie zamieszczam takie informacje jak budżet i wynik z box office (zazwyczaj na podstawie Box Office Mojo, w milionach dolarów), osobę reżysera wraz z wymienieniem jego innych produkcji, cameo Stana Lee oraz opis sceny po napisach.

Prawie Avengers

Lista filmów:

Captain America (1944)
Captain America (1979)
Captain America II: Death Too Soon (1979)
Captain America (1990)
The Incredible Hulk Pilot Movie (1977)
The Return of The Incredible Hulk (1977)
The Incredible Hulk Married (1978)
The Incredible Hulk Returns (1988)
The Trial of the Incredible Hulk (1989)
The Death of the Incredible Hulk (1990)
Hulk (2003)
Dr. Strange (1978)
Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D. (1998)

 

Captain America

data premiery: 1944
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Elmer Clifton, John English

Pierwszym filmem przedstawiającym perypetie superbohatera ze stajni Marvela (wtedy jeszcze Timely Comics), był Captain America, a debiut ten nastąpił już w 1944 roku! Oczywiście, nie obyło się bez zmian w stosunku do komiksowego pierwowzoru. Kapitanem był prokurator Grant Gardner, i mimo że przywdziewał fikuśne wdzianko, to charakterystyczną tarczę zamienił na zwykły pistolet! Film tak naprawdę był serialem kinowym, składającym się z piętnastu rozdziałów, każdy trwał około 15 minut, pierwszy odcinek był dłuższy o 10 minut. Każdy rozdział, oprócz oczywiście ostatniego, kończył się cliffhangerem. Albo Kapitan, albo ktoś z jego towarzyszy, nagle stawał w obliczu poważnego zagrożenia, a jak cała sytuacja się rozwiązywała, dowiadywaliśmy się w pierwszych minutach kolejnego rozdziału. Niestety, zazwyczaj sytuacje wyglądały tak, że mieliśmy ujęcie na Kapitana w jakimś budynku, po czym pokazywano, jak budynek ten wybuchał. Kolejny odcinek powtarzał te sceny, ale w między czasie okazywało się, że Kapitan spokojnie zdążył opuścić miejsce zagrożenia. Tani chwyt, niestety sporo nadużywany, przez co kolejne sytuacje nie budziły już takiego napięcia, bo i tak wiemy, że twórcy mają jakąś scenkę w zanadrzu. Sama konstrukcja odcinków była dość prosta, najpierw trochę gadania, zarysowanie sytuacji i zaczynała się akcja. I trzeba przyznać, całkiem nieźle to wypadało! Mamy sporo scen walki, głównie przysłowiowe „lanie się po pyskach”, nasz Kapitan także dość często obrywa, sam jednak nie ma obiekcji przed bezkompromisowym podejściem do przeciwników, nawet zdarzy mu się jakiegoś złola zrzucić z klifu czy okna wieżowca. Trzeba przyznać, jak na czasy kiedy powstał, film był dość brutalny, pojawiły się choćby sceny tortur. Do tego nieźle wypadają efekty specjalne, sporo tu wybuchów, jest nawet zawalający się wieżowiec, a na deser otrzymujemy całkiem nieźle sfilmowane pościgi samochodowe!

Captain America

data premiery: 1979
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Rod Holcomb

Captain America z 1979 roku, jak sporo ekranizacji Marvela z tamtych lat, był filmem telewizyjnym nie najwyższej jakości. Film jest nudny, przegadany, choć parę scen akcji się tu oczywiście znalazło, w tym pojedynek Kapitana na motocyklu z helikopterem. Sam Kapitan, w tej roli Reb Brown, nie obudził się z dłuższego snu, choć motyw z otrzymaniem serum potęgującym możliwości fizyczne już tutaj występuje. Nasz bohater otrzymuje jeszcze odpowiednio stylizowany motocykl z napędem rakietowym, strasznie kiczowaty kostium, z kaskiem motocyklowym w komplecie, co prezentuje się niezbyt dobrze. Jest też tarcza! Półprzezroczysta, wygląda jakby była wykonana z najtańszego plastiku, czy wręcz folii! Ale za to posiada właściwości bumerangu. Film straszny, ciężki w odbiorze, choć z niektórych scen można się pośmiać, a i znalazło się tutaj parę przyzwoitych popisów kaskaderskich.

Captain America II: Death Too Soon

data premiery: 1979
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Ivan Nagy

Bezpośrednia kontynuacja wcześniejszego filmu z Rebem Brownem, o dziwo, kapkę lepsza. Dzieje się z pewnością więcej, Kapitan używa wreszcie tarczy jako bumerangu, biega po plaży, walczy z wózkami widłowymi, rzuca motorem i sam skacze jak kangur. I jeszcze dodatkowo lata na lotni. W roli szwarccharakteru wystąpił Christopher Lee, co można jak najbardziej potraktować za plus, a tych jest niestety niewiele w tym wątpliwej jakości „dziełku”.

Captain America

data premiery: 1990
budżet: ok 3$, Box Office: ?$
reżyseria: Albert Pyun

Kolejny film poświęcony Kapitanowi opowiada całą historię na nowo, i trzeba przyznać, zaczyna się całkiem nieźle. Mamy spokojną, nastrojową scenę, bo dość szybko przejść do brutalnej akcji, jednak później zaczyna się już totalna błazenada. Pojawia się nasz Kapitan (Matt Salinger), jest motyw z serum, po zaaplikowania którego bohater od razu trafia na front. Dostaje też swoje wdzianko z nieodłączną tarczą. Tarcza zresztą znowu wygląda strasznie plastikowo, natomiast kolorystyka kostiumu zostaje odpowiednio skomentowana. Szybko dochodzi do konfrontacji z Red Skullem (Scott Paulin), i trzeba przyznać, że to się da jeszcze oglądać, choć nasz Kapitan niestety okazuje się strasznym cieniasem. Co owocuje przywiązaniem go do rakiety, która to wystrzelona zostaje prosto w Biały Dom. Bzdury mnożą się w strasznym tempie, w końcu jednak Kapitan popada w lodowy sen na Alasce. Po pobudce wiele lat później szybko wraca do sił, choć niestety najwyraźniej nie w pełni umysłowych. Próbuje rozmawiać po angielsku z osobami które wyraźnie mu mówią, że nie znają tego języka, nie potrafi pstryknąć guziczka by włączyć „magnetofon”, do tego nabawił się brzydkiego nawyku robienia w konia osób, z którymi jedzie samochodem i umiłował sobie podprowadzanie takich pojazdów. Oczywiście nie zabrakło Red Skulla, dla którego czas był łaskawy i wybielił mu buźkę. Do całości bzdur dochodzi niestety słaby montaż i reżyseria, a same sceny walk czy pościgów samochodowych wypadają gorzej, niż w adaptacji z 1944 roku! Ogólnie, oba Kapitany z 1979 i niniejszy nadają się tylko dla prawdziwych miłośników kiczowatego kina.

The Incredible Hulk Pilot Movie

data premiery: 1977
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Kenneth Johnson

Pierwszy film z Hulkiem był tak naprawdę pilotem serialu emitowanego w latach 1978-1982, który w sumie doczekał się ponad 80 odcinków i przy okazji paru filmów. I nie bez przyczyny, gdyż wśród zalewu przeciętnych adaptacji z tamtych lat, Hulk znacznie się wyróżnia na plus. Już w samym pilocie widać wyraźnie, że tak jakby wszystko tutaj jest zrobione z większym polotem, scenariusz bardzo nie razi, aktorstwo stoi na bardzo przyzwoitym poziomie, także montaż i reżyseria sprawiają bardzo dobre wrażenie. Bill Bixby idealnie wypadł jako Dr David Bruce Banner. Właśnie, mimo, że nasz doktor w pełni przedstawia się jako David Bruce Banner, to głównie używa imienia David. Zresztą takich małych zmian było więcej. Doktora nawiedzają koszmary z powodu traumatycznych przeżyć, co bezpośrednio prowadzi do zainteresowania się tematem zwiększenia możliwości ludzkiego ciała pod wpływem gniewu. Nie mamy tutaj żadnego wybuchu, a David przeprowadza po prostu na sobie eksperyment z wykorzystaniem promieniowania gamma, którego wynikiem jest uwolnienie jego „złego ja” w postaci zielonego potwora. Sama przemiana zrealizowana została z pomysłem, mamy zbliżenie na oczy doktora, po czym widzimy, jak poszczególne części jego garderoby pękają, a spod nich wyłania się zielona skóra, i nagle na ekranie pojawia się Hulk! Czyli kulturysta, no i w sumie aktor, Lou Ferrigno, który w rozczochranych włosach i pomalowanej na zielono skórze ryczy, wścieka się i rozwala co popadnie. Biorąc pod uwagę postawę i budowę Ferrigno, więcej charakteryzacji nie było potrzebne. Pod koniec filmu Banner zostaje uznany za zmarłego, a tak naprawdę wyrusza w podróż, której celem jest uwolnienie się od swojej potwornej natury, wydarzenia te możemy śledzić we wspomnianym serialu i paru kolejnych filmach.

The Return of The Incredible Hulk (Death in the Family)

data premiery: 1977
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Alan J. Levi

Niniejszy film to tak naprawdę dwa odcinki serialu połączone w jedną całość. Przedstawia historię, w której David Banner, oraz oczywiście Hulk, pomagają pewnej kalekiej dziewczynce. Nieco infantylne, ale warto sięgnąć po film choćby dla scen, gdy Hulk próbuje pić alkohol, czy uprawia zapasy z niedźwiedziem.

The Incredible Hulk Married

data premiery: 1978
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Kenneth Johnson

Pilot drugiego sezonu, niestety będący w sporej części powtórzeniem głównej struktury z pilota całego serialu. Banner tym razem szuka pomocy w hipnozie. Co warto zauważyć, z naszego doktorka jest niezły amant, a jak pokażą kolejne filmy i serial, zdobędzie serce niejednej pięknej pani.

The Incredible Hulk Returns

data premiery: 1988
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Nicholas Corea / Bill Bixby

Mimo zakończenia emisji serialu w 1982 roku, Hulk powrócił w pełnoprawnych filmach telewizyjnych. The Incredible Hulk Returns jest wart szczególnie polecania, gdyż na gościnny występ wpadł tutaj Donald Blake, będący w posiadaniu pewnego młota, za pomocą którego może przyzwać samego Thora! Oczywiście pierwsze spotkanie Hulka i Thora kończy się, jakże by inaczej, sporą nawalanką, by w końcu panowie zjednoczyli siły wobec wspólnego wroga. Schemat doskonale znany z komiksów, na ekranie wypada nadspodziewanie dobrze. Spora tu zasługa samej postaci Thora, wprowadzającej sporo humoru gdy stara się odnaleźć w naszych czasach. Oczywiście najbardziej podobają mu się napitki z odpowiednią dawką procentów, piękne kobiety, bijatyki i… prysznic. Film naprawdę wart obejrzenia!

The Trial of the Incredible Hulk

data premiery: 1989
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Bill Bixby

Kolejny film ponownie prowadzi do niezwykłego spotkania, tym razem na gościnnych występach pojawił się sam Matt Murdock czyli Daredevil! Jak widać, tytuł nie był przypadkowy, choć niezbyt dobrze oddaje treść opowieści. Bohaterowie jednoczą siły wobec wspólnego wroga, czyli w tym przypadku Kingpinowi, w tej roli lubiany aktor John Rhys-Davies. Daredevil niestety nie jest tutaj zbyt doświadczony, tak więc za wiele nam nie zaprezentuje, natomiast z Kingpina zrobiono maniaka przekazów audio-wizualnych, co także wypada dość dziwnie. Do tego na deser otrzymujemy statek prosto ze Star Treka. Prawdziwą wisienką filmu jest pierwsze w historii cameo Stana Lee! Gościnne występy superbohaterów w tamtych czasach ograniczyły się tylko niestety do postaci Thora i Daredevila w filmach z Hulkiem. W wielu zestawieniach, które można znaleźć w internecie, pojawia się także postać Iron-mana, co jest jednak sporym błędem. Owszem, w 1977 roku premierę miał film Exo-man w którym możemy zobaczyć żelazny i bardzo śmieszny kostium, ale sam film nie miał nic wspólnego z franczyzą Marvela, choć niewątpliwie w aż nazbyt oczywisty sposób chciał do niej nawiązywać.

Stan Lee: Członek rady przysięgłych

The Death of the Incredible Hulk

data premiery: 1990
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Bill Bixby

Ostatni film z cyklu o Hulku z nieco zbyt wymownym tytułem. David pracuje jako sprzątacz w laboratorium nocami pomagając pewnemu profesorowi. I oczywiście, znowu pojawiają się ci źli, a Hulk szaleje. Jest tutaj parę niezłych scen, choć także nieco za bardzo momentami doskwiera nuda. Zakończenie może nie wypadło tragicznie, ale niestety film nie porywa. Dla Lou Ferrigno jednak przygoda z Hulkiem jeszcze się nie skończyła, zaliczył gościnne występy w adaptacjach z 2003 i 2008 roku, a dodatkowo dubbinguje Hulka z MCU.

Hulk

data premiery: 2003
budżet: 137$, Box Office: 245$
reżyseria: Ang Lee (Brokeback Mountain, Wo hu cang long, Sense and Sensibility)

Hulk z 2003 roku wzbudził mieszane odczucia. Sporo tutaj sprzeczności i nierównego poziomu. Reżyser pragnął zachować stylistykę komiksu, jednocześnie chciał skupić się na relacjach między bohaterami. Żaden z tych elementów niestety nie zagrał do końca, do tego film jest nazbyt rozwleczony. Zabawa z konwencją komiksu, czyli pokazywanie kadrów na ekranie było ciekawym zabiegiem, jednak nadużywane zaczyna w końcu nużyć. Także nierówne są efekty specjalne, niektóre sceny potrafią zrobić wrażenie, a niektóre znowu straszą sztucznością. Warto zwrócić uwagę na obsadę, choć Eric Bana jako Bruce Banner wypadł mało przekonująco, a Jennifer Connelly jako Betty Ross raczej nie porywa, to już Sam Elliott jako Generał Ross i Nick Nolte jako Ojciec Bruce’a Bannera brylują na ekranie. Nie jest to strasznie zły film, ale sporo jednak zabrakło do wielkiego hitu.

Stan Lee: Strażnik, wychodzi z budynku w towarzystwie Lou Ferrigno!
Scena po napisach:

Dr. Strange

data premiery: 1978
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Philip DeGuere Jr.

Postać Dr Stephena Strange’a zadebiutowała na szklanym ekranie już w 1978 roku. Film nazywał się po prostu Dr Strange i miał pełnić rolę pilota w końcu niezrealizowanego serialu. Niestety, gdyż o dziwo film nie wypadł aż tak źle, o ile przecierpimy charakterystyczny „styl” obrazów z tamtych lat. Zresztą podobno sam Stan Lee stwierdził, że Dr Strange to najlepszy film oparty na jego twórczości, ze wszystkich, które wtedy kręcono. Ale w sumie, co miał powiedzieć, jak nie zachwalać filmów, których pojawienia się tak pragnął? Oczywiście wprowadzono sporo zmian w stosunku do komiksowego pierwowzoru, sam Doktor nie jest tutaj chirurgiem a psychiatrą, nie ma żadnych traumatycznych przeżyć związanych z wypadkiem. Za to nosi dumnie charakterystyczny dla tamtych lat wąs. Pojawia się Wong (w garniturze!) i Mistrz, a po drugiej stronie straszy gumowaty potworek i Morgan LeFay, która „jest kobietą i ma swoje potrzeby”. Da się obejrzeć, ale sporo tu dłużyzn, a sam Doktor przez większość czasu paraduje w kitlu niż w stylizowanym stroju, który zresztą prezentuje się strasznie kiczowato.

Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D.

data premiery: 1998
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Rod Hardy

David Hasselhoff zasłynął rolami w takich kultowych serialach jak Nieustraszony czy Słoneczny patrol. I być może pojawiła się kolejna szansa na hitowy serial, gdyż film Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D. z 1998 roku był planowany jako pilot serialu, który w końcu nie powstał. A szkoda, gdyż Hasselhoff jako Nick Fury wypada naprawdę bardzo przyzwoicie. Jest cyniczny, za nic ma regulaminy, a sprawy załatwia szybko i skutecznie. Do tego słowa cedzi przez zaciśnięte zęby, a w samych ustach oczywiście trzyma obowiązkowe cygaro. Także główna zła, czyli Sandra Hess jako Andrea Von Strucker wypada doskonale. Nosi fikuśne stroje i fryzury, robi miny, krzyczy, straszy, dąży po trupach do ustalonego celu. I do tego diabolicznie się śmieje. Strasznie to wszystko groteskowe, ale idealnie sprawdza się w tej konwencji. Oczywiście scenariusz jest pełen bzdur i głupotek, a efekty specjalne straszą, ale mimo to warto poświęcić filmowi chwilę.

Kurioza

Lista filmów:

Howard the Duck (1986)
Man-Thing (2005)

Howard the Duck

data premiery: 1986
budżet: 37$, Box Office: 38$
reżyseria: Willard Huyck

Howard the Duck to obraz specyficzny. Mimo że Kaczor, a raczej kosmita, nie nosi trykotu, to jednak jest silnie powiązany z uniwersum Marvela. Adaptacja miała dysponować sporym budżetem, do tego produkcją zajął się sam George Lucas. Film jednak nie przypadł widzom do gustu i od razu po premierze okrzyknięty został za jedną z najgorszych adaptacji komiksów. Za sporą wadę można uznać, że tak naprawdę nie wiadomo, do kogo jest skierowany. Dorosłych straszyć będzie infantylność, kicz, dziwactwa, sporo także po prostu dziecinnych scen. Puszczając film dzieciakom należy pamiętać, że mamy tu dziwaczną kaczą nagość (i to już w pierwszych minutach!), a także mizdrzenie się z wypiętymi pośladkami do tytułowego Kaczora. Na szczęście urocza Lea Thompson pokazuje tutaj nie tylko swoje wdzięki, a jej rola naiwnej Beverly Switzler budzi sympatię. Także Jeffrey Jones jako Doktor Jenning wypada bardzo fajnie, ale jego postać momentami odczynia dziwaczne rzeczy na ekranie. No właśnie, sporo tu dziwactw, jednak nie wszystko jest tutaj bardzo złe, a spory budżet i doświadczona ekipa gwarantują jednak przyzwoite ujęcia i całkiem niezłe efekty specjalne.

Man-Thing

data premiery: 2005
budżet: podobno 30$, Box Office: 1$
reżyseria: Brett Leonard (The Lawnmower Man)

Man-Thing niestety nie skorzystał z dość niezłego i mocno klimatycznego komiksowego pierwowzoru i formą przypomina prymitywny horror z serii „coś po kolei wykańcza bohaterów”, do tego sama postać Man-Thinga została wręcz tutaj sprofanowana. Aktorstwo nie zachwyca, realizacja stoi na bardzo niskim poziomie, a do tego otrzymujemy bzdurny scenariusz. Potworek, dosłownie. A należy pamiętać, że film ten powstał w 2005 roku, a wygląda jak relikt z zeszłego wieku.

Stan Lee: Jego zdjęcie jest przyczepione na tablicy z zaginionymi osobami.
Scena po napisach:

Mroczny świat

Lista filmów:

The Punisher (1989)
The Punisher (2004)
Punisher: War Zone (2008)
Blade (1998)
Blade II (2002)
Blade: Trinity (2004)
Blade: House of Chthon (2007)
Daredevil (2003)
Elektra (2005)
Ghost Rider (2007)
Ghost Rider: Spirit of Vengeance (2011)

The Punisher

data premiery: 1989
budżet: ok 9$, Box Office: ?$
reżyseria: Mark Goldblatt

The Punisher z Dolphem Lundgrenem w tytułowej roli to klasyczny przykład filmu akcji jakich wiele ukazało się w tamtych latach. I pod tym względem wypada bardzo przyzwoicie. Otrzymujemy starcie między mafią a yakuzą, do tego wszystkiego musiał oczywiście wplątać się nasz antybohater. Film jednocześnie unika nawiązań komiksowych, nie uświadczymy tutaj choćby charakterystycznego motywu czaszki. Jest rozpierducha, trup ściele się często, scenariusz mimo sztampy nie odstrasza, do tego od strony technicznej film zrealizowano bardzo poprawnie, choć niektóre sceny akcji wypadają słabo. Nawet dzisiaj pierwszy pełnometrażowy występ Franka Castle da się obejrzeć z pewną dozą przyjemności.

The Punisher

data premiery: 2004
budżet: 33$, Box Office: 54$
reżyseria: Jonathan Hensleigh (głównie scenarzysta: Jumanji, Die Hard: With a Vengeance, The Young Indiana Jones Chronicles, Armageddon)

Punisher z 2004 roku oczywiście nie jest kontynuacją poprzedniego filmu. Otrzymujemy tym razem kompletną historię, z przedstawioną genezą powstania tytułowej postaci. Mimo, że obraz opiera się na paru wątkach żywcem wyrwanych z dość znanych historii komiksowych, to nie obyło się bez zmian, jak choćby przedstawienie Franka Castle jako policjanta działającego pod przykrywką. Pewna misja idzie do końca po myśli, więc „ten zły” Howard Saint, w tej roli John Travolta, mści się. Co powoduje, że później mści się Frank. Wszyscy się mszczą… Niestety, mimo paru dobrych motywów scenariusz ogólnie niedomaga. Podczas produkcji nie wszystko szło jak powinno, podobno pierwotnie planowany budżet został obcięty i wiele scen było przepisywanych dosłownie „na kolanie”. Co zaowocowało przeciętnym filmem sensacyjnym. Na plus z pewnością wypada Thomas Jane, który w roli Punishera wypadł bardzo przekonująco.

Punisher: War Zone

data premiery: 2008
budżet: 35$, Box Office: 10$
reżyseria: Lexi Alexander (Hooligans, Johnny Flynton)

Pierwotnie film miał być kontynuacją Punishera z 2004 roku, a do swojej roli miał powrócić Thomas Jane. Jednak już na początku pojawiły się problemy realizatorskie, w tym podobno słaby scenariusz. W końcu powstał ponowny restart, a tym razem postawiono na widowisko mocne i bezkompromisowe, przeznaczone dla dorosłego widza. I pod tym względem wyszło całkiem niezłe, choć niestety nagromadzenie przesadnie brutalnych scen momentami zahacza wręcz o groteskę. Do tego pomimo przepisywania scenariusza, ten nie do końca podołał. Aktorsko jest przyzwoicie, Ray Stevenson jako Frank Castle wypada przekonująco, pojawia się w końcu Micro, w tej roli Wayne Knight, a Dominic West jako Jigsaw straszy swoją twarzą, a wraz z bratem, wprowadza na ekran sporo motywów szaleństwa. Dla fanów komiksów, i oczywiście postaci Punishera, film jest lekturą wręcz obowiązkową, jednak dla nieznających pierwowzoru może okazać się nieco niestrawny. Wszystko to przekuło się na ogromną klapę, szczególnie finansową. Niestety okazało się, że film dokładnie przenoszący postacie i watki z komiksu, oraz skierowany do dorosłego widza nie jest dobrą inwestycją dla producentów i przez kolejne lata większość produkcji celowała w nastoletniego widza oraz unikała trudnych czy kontrowersyjnych tematów, tak by nie zniechęcić do siebie żadnej grupy widzów.

Blade

data premiery: 1998
budżet: ok 45$, Box Office: 131$
reżyseria: Stephen Norrington

Blade z 1998 roku podczas premiery w ogóle nie był kojarzony z komiksowym pierwowzorem. Opowieść o pół-wampirze, pół-człowieku okazała się całkiem zgrabną i mroczną historią utrzymaną nieco w klimacie horroru. I to się sprawdziło, film zebrał ciepłe recenzje, a widownia dopisała. Być może spora tu zasługa obsady, wtedy jeszcze bardzo popularny Wesley Snipes idealnie wypadł w głównej roli, a do tego doskonale wtóruje mu Kris Kristofferson jako Abraham Whistler. Stephen Dorff jako Deacon Frost jest w porządku, choć jego rolę nieco popsuło sporo bzdur scenariuszowych. Sam scenariusz zresztą w wielu miejscach niedomagał, ale nie straszył na tyle, i nawet dzisiaj Blade’a przyjemnie się ogląda.

Stan Lee: Cameo zostało nagrane, ale nie trafiło do filmu. Stan Lee miał być policjantem.
Scena po napisach:

Blade II

data premiery: 2002
budżet: 54$, Box Office: 155$
reżyseria: Guillermo del Toro (Hellboy, El Espinazo del Diablo, El Laberinto de Fauno, The Shape of Water)

Pierwszy Blade okazał się hitem, na szczęście kontynuacja z 2002 roku, zatytułowana po prostu Blade II, nie zawiodła oczekiwań. Film broni się zarówno scenariuszem (choć oczywiście nie uniknięto pewnych idiotyzmów) jak i klimatem. Na stołku reżysera zasiadł charyzmatyczny Guillermo del Toro, a Wesley Snipes po raz kolejny idealnie sprawdził się w swojej roli. W obsadzie ponownie pojawił się Kris Kristofferson, a także Ron Perlman oraz Norman Reedus Scud, który lata później zyska sławę dzięki roli w serialu The Walking Dead. Dla osób przyzwyczajonych do kolorowego superbohaterskiego kina, mocna i podlana esencją horroru stylistyka może wydać się przesadzona, ale idealnie pasuje do przedstawionej opowieści.

Blade: Trinity

data premiery: 2004
budżet: 65$, Box Office: 132$
reżyseria: David S. Goyer (głównie scenarzysta, m.in. The Puppet Masters, Dark City, Nick Fury: Agent of Shield, Batman Begins, Ghost Rider: Spirit of Vengeance, Man of Steel, Terminator: Dark Fate)

Blade Trinity z 2004 roku, czyli trzecia część sagi, niestety okazał się filmem bardzo słabym, którego nawet nie ma co zestawiać z udanymi dwoma wcześniejszymi częściami. Mimo to obejrzeć nadal warto, zdarzają się lepsze momenty, ale ogólnie nie ma co liczyć na mocne wrażenia, a wątki komediowe miłośników cięższych klimatów mogą wręcz irytować. Warto zaznaczyć, że na plus należy potraktować nowe postacie, szczególnie dobrze wypada Jessica Biel jako Abigail Whistler oraz Ryan Reynolds jako Hannibal King. O Reynoldsie zresztą będzie jeszcze głośno w ramach superbohaterskiego gatunku.

Blade: House of Chthon

data premiery: 2007
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Peter O’Fallon

Kolejny Blade ustanawia akcję po wydarzeniach z trylogii choć jednocześnie jest swoistym restartem, także przez zmianę (niestety, na gorsze) głównego aktora, w rolę Blade’a wcielił się tym razem Sticky Fingaz. Film jednocześnie jest przemontowanym pilotem serialu, i całość wypada nawet znośnie, choć dużo poniżej przeciętnej. W ramach ciekawostki można obejrzeć, choć należy pamiętać, że stanowi całość z serialem, i jako osobny byt nie sprawdza się najlepiej.

Daredevil

data premiery: 2003
budżet: 78$, Box Office: 179$
reżyseria: Mark Steven Johnson (Ghost Rider)

Blade, X-men i Spider-man okazały się ogromnymi sukcesami, więc studia zaczęły łaskawym okiem patrzeć na adaptacje komiksów Marvela. Daredevil pierwotnie planowany był jako film z małym budżetem, ale widząc potencjalne zyski, producenci zdecydowali się na nieco większą inwestycję. Po premierze wzbudził jednak mocno mieszane uczucia, można wręcz powiedzieć, że powstała moda na obrzucanie go błotem! Nieco może niesłusznie, gdyż fakt, Daredevill był co najwyżej przeciętny, do tego straszyły momentami sztuczne efekty specjalne, ale posiadał także kilka niezaprzeczalnych atutów. Atuty te zostały uwypuklone w wersji reżyserskiej, to jeden z tych przypadków, że Director’s Cut naprawdę sporo daje i zmienia diametralnie odbiór filmu. Rozszerzono parę scen, dodano także kilka nowych, w tym przedstawiających proces sądowy Dante Jacksona, w którego wcielił się Coolio. Do tego usunięto wybrane sceny z romansem Matta i Elektry, w tym scenę łóżkową. Zmiany spowodowały, że scenariusz stał się bardziej logiczny, a dziury fabularne przestały razić. Co do samej obsady, to absolutnie nie raziła: Ben Affleck jako Daredevil i Jennifer Garner jako Elektra Natchios sprawdzili się (zdania są podzielone, ale da się ich oglądać), natomiast „ci źli” wypadli ponad przeciętną, widać że Colin Farrell jako Bullseye oraz Michael Clarke Duncan jako Kingpin dobrze bawili się na planie. Na ekranie pojawił się także Jon Favreau, jako Franklin „Foggy” Nelson. Warto obejrzeć, z zastrzeżeniem, że tylko i wyłącznie wersję Director’s Cut.

Czas trwania: wersja zwykła: 103 min, Director’s Cut: 133 min.

Stan Lee: Na pasach, zaczytany w gazecie.
Scena po napisach: Polowanie na muchę (w wersji reżyserskiej ta scena jest przesunięta przed napisy).

Elektra

data premiery: 2005
budżet: 43$, Box Office: 57$
reżyseria: Rob Bowman (Baywatch, The X Files, 21 Jump Street)

Bezpośrednia kontynuacja Daredevila, poświęcona postaci Elektry, w którą ponownie wcieliła się Jennifer Garner. Film odcina się nieco od swojego poprzednika, niestety postać Elektry nie wypada tutaj najlepiej, także przez bardzo drętwe aktorstwo. Wyszedł przeciętniak, może mający swoje lepsze momenty, ale całość niestety zupełnie nie porywa. Jak już szukać plusów, to można zaznaczyć występy sporej plejady „tych złych”, którym jednak poświecono nieco zbyt mało miejsca. Także ten film doczekał się wersji reżyserskiej, ale tym razem zmiany nie ratują odbioru całości.

Stan Lee:
Scena po napisach:

Ghost Rider

data premiery: 2007
budżet: 110$, Box Office: 228$
reżyseria: Mark Steven Johnson

Nicolas Cage jest wielkim miłośnikiem komiksów, nic więc dziwnego, że wcześniej czy później musieliśmy go zobaczyć w tego typu filmie. Wcielił się w Ghost Ridera, i całe swoje umiejętności ekspresyjne skutecznie przeniósł na ekran. Co jak często w przypadku tego aktora, prezentuje się przekomicznie. Do tego smali cholewki do Evy Mendes, która niestety na ekranie w ogóle nie zachwyca. Za to nieźle wypada Sam Elliott jako Caretaker oraz Peter Fonda jako Mephistopheles. Film mocno średni, momentami strasznie nudny, mający sporo problemów z prowadzeniem akcji, choć posiadający także mocniejsze elementy, a niektóre efekty specjalne prezentują się zaskakująco dobrze. Także w tym przypadku pojawiła się wersja reżyserska dodająca parę scen głównie z młodości Johnny’ego, przez co nieco uwypuklono jego relacje z ojcem.

Czas trwania: wersja zwykła: 105 min, Director’s Cut: 123 min.

Stan Lee:
Scena po napisach:

Ghost Rider: Spirit of Vengeance

data premiery: 2011
budżet: 57$, Box Office: 132$
reżyseria: Mark Neveldine / Brian Taylor (Crank, Gamer)

Bezpośrednia kontynuacja, ponownie wraca Nicolas Cage w tytułowej roli, na szczęście Eva Mendes dała sobie spokój, za to otrzymaliśmy uroczą Violante Placido. I jeszcze Idris Elba jako Moreau. Film ogólnie wypada dość dziwnie, scenariusz jest głupiutki i bardzo sztampowy, natomiast zaskakują naprawdę niezłe efekty specjalne oraz realizacja. Część scen zmontowano bardzo dynamicznie, w stylu teledyskowym, co akurat idealnie tutaj się sprawdziło. Ogólnie, oglądając film po latach, można zostać miło zaskoczonym, nie jest to aż tak złe, jak by się wydawało.

Stan Lee:
Scena po napisach:

The Fantastic Four

Lista filmów:

The Fantastic Four (1994)
Fantastic Four (2005)
Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer (2007)
Fantastic Four (2015)

The Fantastic Four

data premiery: 1994
budżet: ok 1$, Box Office: -$
reżyseria: Oley Sassone

Pierwsza aktorska adaptacja przygód najbardziej znanej rodziny Marvela to przykład ogromnego zamieszania i biznesowych rozgrywek. By studio nie straciło praw do postaci, trzeba było coś szybko nakręcić, więc realizację powierzono Rogerowi Cormanowi, mistrzowi w produkcji niskobudżetowych potworków, które często znajdywały swoich amatorów. Podobno nawet nie było w planach wprowadzenia filmu do obiegu, o czym nie wiedział ani reżyser ani aktorzy. Plotka także głosi, że po produkcji wszystkie kopie wykupił Avi Arad z Marvela, ale jak to zazwyczaj się dzieje, jakaś kopia wyciekła i dzięki temu sami możemy sprawdzić, z jakim „dziełem” mamy do czynienia. Realizatorsko fakt, film leży na całej długości, także efekty specjalne są na strasznie niskim poziomie. O dziwo jednak, znajdziemy tutaj parę plusów w tym przedstawienie postaci, szczególnie Bena Grimma, który nie może znaleźć swojego miejsca na świecie jako kamienny potwór. Także bardzo fajnie wypada wytłumaczenie, dlaczego akurat takie moce otrzymały poszczególne postacie. W ramach ciekawostki warto obejrzeć, choć potrzeba trochę samozaparcia.

Fantastic Four

data premiery: 2005
budżet: 100$, Box Office: 333$
reżyseria: Tim Story (Taxi, Shaft)

Po 2000 roku kino bohaterskie przeżywało rozkwit, efekty specjalne wreszcie umożliwiały odpowiednie przedstawienie komiksowej akcji, na ekrany zawitała więc także Fantastyczna Czwórka. Pod względem realizatorskim i efektów specjalnych film wypada bardzo dobrze, niestety, jak często bywało, nieco zawiódł scenariusz i przedstawienie postaci. Oko cieszy obsada, Jessica Alba w roli Susan Storm choć nie zachwyca zdolnościami aktorskimi, to ładnie prezentuje się na ekranie (i niestety jej rola sprowadza się głównie do ładnego wyglądania), natomiast Michael Chiklis jako Benjamin Grimm, a szczególnie późniejszy Kapitan Ameryka czyli Chris Evans jako Johnny Storm stworzyli niezłe kreacje. Ogólnie film przeciętny, lubiany być mieszany z błotem, ale podczas seansu daje trochę zabawy, więc absolutnie nie należy go definitywnie skreślać.

Stan Lee: Listonosz (Willie Lumpkin).
Scena po napisach:

Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer

data premiery: 2007
budżet: 130$, Box Office: 302$
reżyseria: Tim Story

Kontynuacja Fantastycznej Czwórki z 2005 roku utrzymała poziom jedynki, czyli ponownie otrzymaliśmy film mocno przeciętny, ale który jak najbardziej można obejrzeć. Niektóre rzeczy denerwują, są dziury scenariuszowe, a Galactus to pomyłka, ale jako niezobowiązujące kino akcji sprawdza się wyśmienicie. No i scena ze Stanem Lee jest wprost genialna!

Stan Lee: Jako Stan Lee próbuje dostać się na wesele.
Scena po napisach: Silver Surfer w przestrzeni.

Fantastic Four

data premiery: 2015
budżet: 120$, Box Office: 167$
reżyseria: Josh Trank (Chronicle)

Już pierwsze zapowiedzi nowej The Fantastic Four budziły niepokoje, pojawiały się głosy, że reżyser Josh Trank nie mógł znaleźć porozumienia z producentami. Po premierze zawrzało. Kłopoty podczas produkcji doskonale widać, nierówny scenariusz, dziwne przeskoki czasowe, niekonsekwencje strasznie raziły w oczy, widać, że obraz był wielokrotnie przemontowywany. Film został zgodnie zmieszany z błotem przez dosłownie wszystkich. Ani krytycy, ani widzowie nie pozostawili na nim suchej nitki. Obsada, scenariusz, reżyseria, nawet efekty specjalne, wszystkie te składowe zawiodły. Niniejsza pozycja została przechrzczona jako jedna z najgorszych adaptacji komiksów Marvela! Biorąc pod uwagę rok premiery, gdy kino superbohaterskie przeżywało rozkwit, należą się tylko gorzkie gratulacje.

Stan Lee:
Scena po napisach:

Spider-man

Lista filmów:

1) Spider-Man (1977)
2) Spider-Man Strikes Back (1978)
3) Spider-Man: The Dragon’s Challenge (1981)
4) Spider-Man (2002)
5) Spider-Man 2 (2004)
6) Spider-Man 3 (2007)
7) The Amazing Spider-Man (2012)
8) The Amazing Spider-Man 2 (2014)
9) Spider-Man: Homecoming (2017) (MCU)
10) Venom (2018)
11) Spider-Man: Far From Home (2019) (MCU)

1) Spider-Man

data premiery: 1977
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: E.W. Swackhamer

Najpopularniejszy bohater Marvela pojawił się w pełnometrażowej adaptacji swoich przygód już w 1977 roku. Jak to zwykle z Marvelem w tamtych latach bywało, powstał film telewizyjny, będący jednocześnie pilotem serialu, który w tym przypadku udało się zrealizować. Nie obyło się bez zmian w stosunku do komiksowego pierwowzoru, owszem, Petera gryzie napromieniowany pająk, pojawia się także Ciotka, ale zupełnie brak tu motywu śmierci Wujka Bena, tak więc rozmywają się motywacje naszego bohatera. Nie pojawia się także Mary Jane, a J. Jonah Jameson wypada strasznie słabo. Efekty specjalne straszą, ale biorąc pod uwagę rok emisji, nie ma się czemu dziwić. Nie uświadczymy latania na sieci wśród wieżowców, jak już, to Spider-man buja się na drzewku, a najczęściej możemy obserwować, jak Pajączek dość koślawo wspina się na budynki. No i mamy sceny walki, oczywiście utrzymane w stylu pseudo Kung-Fu. Także nie ma żadnych zamaskowanych złoczyńców, „tym złym” jest osoba potrafiąca kontrolować umysły, co dość łatwo jest przedstawić na ekranie. W tytułowej roli wystąpił Nicholas Hammond, który wypada bardzo przyzwoicie jako Peter Parker.

2) Spider-Man Strikes Back

data premiery: 1978
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Ron Satlof

Bezpośredni ciąg dalszy, a właściwie zlepek dwóch epizodów serialu. Nie pojawia się już tutaj Ciotka Petera, znaczną przemianę przeszedł J. Jonah Jameson, M.J. nadal nie ma, ale za to poznajemy piękną reporterkę. Brakuje przerysowanych złoczyńców, a tym razem jako główne zagrożenie pojawia się bomba atomowa domowej konstrukcji. Spider-man wciąż nieporadnie chodzi po ścianach, czasem gdzieś skoczy, sieci użyje sporadycznie, a walk w stylu Kung-Fu jest tutaj więcej. A do tego sam Peter wcale nie jest taki ciamajdowaty. Biorąc pod uwagę, że otrzymujemy całkiem przyzwoity scenariusz i parę niezłych scen, jak najbardziej po film warto sięgnąć.

3) Spider-Man: The Dragon’s Challenge

data premiery: 1981
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Don McDougall

Trzeci i ostatni film z serii z Hammondem, będący zlepkiem dwóch odcinków serialu. Ponownie nie uświadczymy tutaj żadnych komiksowych wrogów, natomiast mamy pewne śledztwo, co kończy się podróżą zarówno Petera jak i Pająka do Chin. I nikt nadal się nie domyśla, że to jedna i ta sama osoba. Pajączek ma sporego pecha, gdyż zdarzy mu się nawet zostać postrzelonym, oczywiście z powrotem do zdrowia nie ma problemu. Kung-fu coraz więcej, a sieć czasami się przydaje. Jeżeli ktoś chciałby spróbować pajączka z zeszłego wieku, to w trylogii najlepiej wypada druga część, trójka momentami jest za bardzo irytująca.

4) Spider-Man

data premiery: 2002
budżet: 139$, Box Office: 825$
reżyseria: Sam Raimi (Army of Darkness, Darkman, The Evil Dead, Within the Woods)

Po sukcesie X-men w 2000 roku, Sony postanowiło zaryzykować z wysokobudżetowym filmem superbohaterskim, a że posiadali prawa do najpopularniejszego superbohatera Marvela, szanse na sukces były spore. Ogromne przedsięwzięcie, ze znacznym budżetem i dopracowanymi efektami specjalnymi okazało się wielkim hitem i ugruntowało pozycję superbohaterów na wielkim ekranie. Spider-Man jest filmem lekkim i przyjemnym, choć niestety nie pozbawionym wielu wręcz głupich rozwiązań, także scenariuszowych. Do tego można kręcić nosem na obsadę, jak dla mnie Tobey Maguire w roli Petera Parkera oraz Kirsten Dunst jako Mary Jane Watson wypadli nie najlepiej i ciężko ich identyfikować z postaciami które odgrywają. Rewelacyjnie natomiast prezentują się J.K. Simmons jako gburowaty J. Jonah Jameson, oraz Willem Dafoe jako Norman Osborne, który nieco traci przez plastikową maskę, gdy wciela się w Zielonego Goblina. Film zaprezentował coś nowego, kolorowego, dynamicznego, prawdziwe Kino Super Przygody, i pod tym względem do dzisiaj jak najbardziej się sprawdza.

Stan Lee: Wśród tłumu podczas festynu.
Scena po napisach:

5) Spider-Man 2

data premiery: 2004
budżet: 200$, Box Office: 789$
reżyseria: Sam Raimi

Spider-Man 2 dysponował ogromnym budżetem, który w zdolnych rękach Sama Raimiego udało się przekuć w ogromy sukces. Film sprzedał się wręcz doskonale, a od strony realizatorskiej także to najwyższy poziom. O ile efekty specjalne z pierwszej części nieco się postarzały, to dwójka nadal jest pod tym względem idealnym widowiskiem. Po premierze, drugiego Pająka okrzyknięto wręcz najlepszą adaptacją komiksów Marvela! Nie zawodzi nawet scenariusz, do tego Alfred Molina w roli Dr Otto Octopusa sprawdził się idealnie. Odtwórcy głównych ról, czyli Tobey Maguire i Kirsten Dunst, raczej poprawnie, choć nie czuć zupełnie między nimi chemii i niezbyt niestety pasują do odgrywanych przez siebie ról. Pozycja obowiązkowa!

Stan Lee: Ratuje kobietę przed spadającymi gruzami.
Scena po napisach:

6) Spider-Man 3

data premiery: 2007
budżet: 258$, Box Office: 895$
reżyseria: Sam Raimi

Czyżby klątwą trzecich części? Blade III czy X-meni 3 wypadli słabo i niestety tak samo jest ze Spider-Manem 3, czyli trzecią częścią w sadze, gdzie w rolach głównych ponownie wystąpili Tobey Maguire i Kirsten Dunst. I niestety wypadają tutaj jeszcze gorzej niż poprzednio, choć tym razem to nie tylko wina ich aktorstwa, ale przede wszystkim scenariusza. Warto podkreślić, że Kirsten Dunst jest bardzo zdolną aktorką, co udowodniła choćby w serialu Fargo, ale do roli zjawiskowej Mary Jane Watson po prostu nie pasuje. A Emo Parkera chyba nikt dobrze nie wspomina. Sam film jest relatywnie długi, a i tak akcja pędzi na złamanie karku, nagromadzenie wątków niestety zaczyna nieco przeszkadzać w odbiorze, tym bardziej, że niestety sporo tu nielogiczności. Nie jest to wina reżysera, Sam Raimi w trzeciej części chciał skupić się na postaci Sandmana (w tej roli Thomas Haden Church, starszym widzom zapewne doskonale znany jako Lowell z serialu Wings), a producenci koniecznie chcieli jeszcze dorzucić na siłę Venoma (Topher Grace z That ’70s Show). Raimi nie miał wyboru, musiał wszystkie te składniki wrzucić do jednego kotła, co niestety wyszło mocno tak sobie. Trylogia została zakończona.

Stan Lee: Spotyka Petera na Times Square.
Scena po napisach:

7) The Amazing Spider-Man

data premiery: 2012
budżet: 230$, Box Office: 758$
reżyseria: Marc Webb (The Office)

Rok 2012 to nowe nadzieje dla Sony. Podjęto decyzję o restarcie przygód najpopularniejszej postaci ze świata Marvela, w związku z tym The Amazing Spider-Man to także nowa obsada. W głównych rolach wystąpili Andrew Garfield jako Peter Parker oraz Emma Stone jako Gwen Stacy i sprawdzili się wprost idealnie! Powstał film który spodobał się odbiorcom, zebrał przyzwoite recenzje i zarobił całkiem niezłą sumkę. I to mimo tak naprawdę dość przeciętnego scenariusza, pełnego idiotyzmów, zaczynając od mało logicznej genezy naszego superbohatera. Jednak Sony z nadzieją zaczęło snuć plany nie tylko o kontynuacji, ale też o filmach poświęconych pobocznym postaciom, co zresztą widać na ekranie, najróżniejszych smaczków będących potencjalną podwaliną dla całego uniwersum jest tutaj zatrzęsienie.

Stan Lee: Bibliotekarz.
Scena po napisach: W więzieniu.

8) The Amazing Spider-Man 2

data premiery: 2014
budżet: $, Box Office: 709$
reżyseria: Marc Webb

The Amazing Spider-Man 2 nie zawiódł ani pod względem realizatorskim ani obsady, do tego zebrał przyzwoite recenzje, a i widzowie dopisali. Nadal to bardzo przyjemne kino superbohaterskie, z postaciami które da się lubić, pełne humoru nie stroniące jednak od gorzkich momentów. Ponownie jednak scenariusz pod wieloma względami niedomagał, co powodowało pewne obawy na rozwój sporego uniwersum. Sony chyba pogubiło się w swoich planach i w końcu zdecydowano się na drastyczny krok i ponownie zamknęło pajęczą sagę. W obliczu stracenia praw do, jakby nie było atrakcyjnej marki, postanowiono dogadać się z Marvelem, co pociągnęło za sobą kolejny restart, ale za to Spider-man zawitał do MCU.

Stan Lee: Na rozdaniu dyplomów.
Scena po napisach:

9) Spider-Man: Homecoming

Film jest produkcją Sony, ale wchodzi w skład Marvel Cinematic Universe.

10) Venom

data premiery: 2018
budżet: 100$, Box Office: 856$
reżyseria: Ruben Fleischer (Zombieland, Gangster Squad)

Sony nawiązało współprace z Marvelem, jednocześnie posiadając prawa także do innych postaci ze świata powiązanego ze Spider-manem, postanowili stworzyć coś niezależnego. Padło na popularnego Venoma, jednak podczas samej realizacji nie do końca wiedziano, jak postąpić z tą postacią, czy ma to być pełnoprawny horror, czy klasyczne kino superbohaterskie. Koniec końców horroru tu niewiele, a Eddie prowadzi monolog z obcym symbiontem, co często wypada dość komicznie. Nie zachwyca scenariusz ani mocno sztampowy „ten zły”. Jednak film spodobał się widowni i przyniósł spore zyski, czemu zasługę można przypisywać sporej kampanii reklamowej i odtwórcy głównej roli. Tom Hardy wypadł doskonale jako Eddie Brock, i bez wątpienia jest jednym z największych atutów filmu.

Stan Lee: Spaceruje z pieskiem.
Scena po napisach: 1) Odwiedziny w więzieniu. 2) Into the Spider-verse.

11) Spider-Man: Far From Home

Film jest produkcją Sony, ale wchodzi w skład Marvel Cinematic Universe.

 

X-men

Lista filmów:
0) Generation X (1996)
1) X-Men (2000)
2) X-Men 2 (2003)
3) X-Men The Last Stand (2006)
4) X-Men Origins Wolverine (2009)
5) X-Men First Class (2011)
6) The Wolverine (2013)
7) X-Men Days of Future Past (2014)
8) Deadpool (2016)
9) X-Men Apocalypse (2016)
10) Logan (2017)
11) Deadpool 2 (2018)
12) Dark Phoenix (2019)
13) The New Mutants (2020)

0) Generation X

data premiery: 1996
budżet: ok 4$, Box Office: ?$
reżyseria: Jack Sholder (A Nightmare on Elm Street Part 2: Freddy’s Revenge, Tales from the Crypt, Mortal Kombat: Conquest)

Generation X w tym zestawieniu traktuję jako swoistą przystawkę, próbę ekranizacji przygód mutantów jeszcze zanim Fox wziął się za ten temat na poważnie. Sam film niestety wypada słabo, na co wpływa dziwaczna forma realizacji, przejawiająca się zarówno w scenografii jak i ujęciach, oraz stosowanej kolorystyce. Nie pomaga drewniane, a momentami przerysowane aż do przesady aktorstwo, czy słabiutkie efekty specjalne. Film należy traktować tylko jako ciekawostkę, i to taką, po jaką niekoniecznie należy sięgnąć.

1) X-Men

data premiery: 2000
budżet: 75$, Box Office: 296$
reżyseria: Bryan Singer (The Usual Suspects, Superman Returns, Valkyrie)

Pierwszy film „na poważnie” i ogromy sukces, zarówno artystyczny jak i finansowy. Biorąc pod uwagę, że w roku 2000 filmy superbohaterskie nie cieszyły się większą popularnością, należy się ogromny szacunek dla studia Fox, za podjęcie takiego ryzyka i wyłożenie niemałej kwoty na produkcję. Na stołku reżysera zasiadł Bryan Singer, który nie należy do miłośników komiksów, za to umie ukazać na ekranie nietolerancję, co w przypadku mutantów wypadło doskonale. Film obecnie nieco się zestarzał, ale nadal ogląda się go bardzo dobrze, a efekty specjalne nie straszą zbyt bardzo. A warto podkreślić, że jest ich tu naprawdę sporo, budżet został pod tym względem dobrze wykorzystany. Film traktuje bohaterów w sposób dość poważny, co przejawia się choćby w strojach: zrezygnowano zupełnie z komiksowej kolorystyki. Na szczęście pojawiają się także wątki komediowe, i może jest ich niewiele, ale jak już zostaną wtrącone, to są naprawdę wysokiego lotu (warto zwrócić uwagę na choćby rozmowę właśnie o strojach, oraz jak Wolverine udowadnia że jest sobą). Podobnie jak w późniejszych filmach z MCU, także tutaj ogromnym atutem są udane decyzje castingowe. Hugh Jackman, czyli ekranowy Wolverine, to obecnie ikona kina superbohaterskiego, wybór  wręcz perfekcyjny. Także świetnie wypada Patrick Stewart jako Charles Xavier, oraz Ian McKellen jako Erik Lehnsherr. W filmie stoją po różnych stronach barykady, każdy z nich ma swoje racje, jednocześnie zachowują szacunek do przeciwnika. I to właśnie zarysowanie konfliktu jest największą siłą filmu. Konfliktu niejednoznacznego, przepełnionego wieloma dylematami i ciężkimi w podjęciu decyzjami. Ogromny sukces filmu spowodował, że do łask wróciło kino superbohaterskie, a Sony dało zielone światło swojemu Spider-manowi.

Stan Lee: Sprzedawca Hot-dogów na plaży.
Scena po napisach:

2) X-Men 2

data premiery: 2003
budżet: 110$, Box Office: 407$
reżyseria: Bryan Singer

X-men 2 to bezpośrednia kontynuacja pierwszej części, powraca stara ekipa aktorów, także osoba reżysera się nie zmienia. Większy budżet i rozwój efektów specjalnych spowodował, że pod węglem wizualnym film nawet po wielu latach ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a pierwsza scena w Białym Domu weszła na stałe do kanonu kina superbohaterskiego. Także pod względem scenariuszowym jest bardzo dobrze, tym razem konflikt jest trójstronny, a racje każdej ze stron nie są jednoznaczne i jedynie słuszne. Oczywiście nadal głównym motywem jest „problem z mutantami” i podejście społeczeństwa, nawet własnej rodziny do tego aspektu. Wolverine urasta do ram głównej postaci, staje się liderem, do tego poznajemy jego genezę. Nie zawodzi Magneto, Charles Xavier nieco za bardzo został odstawiony na boczny tor, natomiast William Stryker (Brian Cox) doskonale wypada jako trzecia strona. Seans obowiązkowy.

Stan Lee:
Scena po napisach:

3) X-Men The Last Stand

data premiery: 2006
budżet: 210$, Box Office: 459$
reżyseria: Brett Ratner (Rush Hour, Hercules (2014))

Zmiana na stołku reżysera, a także niestety niedopracowany scenariusz z wieloma dziwnymi decyzjami, spowodowały, że seria niestety zaliczyła bolesne potknięcie. I to przy ogromnym budżecie! Od strony technicznej nic filmowi nie można zarzucić, efekty specjalne robią wrażenie, a niektóre sceny nadal powodują przysłowiowy opad szczęki. Niestety coś nie zagrało głównie w prowadzeniu postaci i ich wzajemnych relacjach, czyli tym, co było główna siłą poprzednich części. Często motywy poszczególnych bohaterów nie są jasne, a pod tym względem wysuwa się Magneto, który z wojownika o prawa mutantów nagle staje się pozbawionym skrupułów osobnikiem, nie zważającym na ofiary wśród swoich popleczników. W filmie także przedstawiono wręcz ogrom nowych postaci, ale zabrakło czasu na odpowiednie ich wyeksponowanie, i koniec końców wcale filmowi nie wyszło to na dobre.

Stan Lee: Podlewa trawę.
Scena po napisach:

4) X-Men Origins Wolverine

data premiery: 2009
budżet: 150$, Box Office: 373$
reżyseria: Gavin Hood (W pustyni i w puszczy, Ender’s Game)

Wolverine wyrósł za ulubieńca publiczności, nic więc dziwnego, że studio zdecydowało się poświęcić mu solowy film. Wszak mieliśmy murowany hit. Niestety, coś poszło nie tak. Z czego nawet zdali sobie później sprawę twórcy, i obecnie nawet niechętnie się do tego koszmarka przyznają, a w 2018 roku wydarzenia z tego filmu naprawia Deadpool w scenie po napisach ze swojego solowego filmu. Efekty specjalne są tragiczne, scenariusz idiotyczny, i nawet jak na film superboheterski napchany zbyt dużą ilością bzdur. Realizacja leży, łącznie z ujęciami w stylu idącego bohatera na tle ogromnego wybuchu. Sam Wolverine to jakieś ciepłe kluchy, oczywiście, ma nadal pazury (tragiczne CGI!), ale scenarzyści zrobili z niego romantycznego drwala… Film niestety nie jest spójny z wcześniejszymi odsłonami serii, pozmieniano takie postacie jak Sabretooth czy William Stryker. Zresztą z sama genezą też jest zamieszanie! Pojawia się na sekundę Charles Xavier, który nawet w tej sekundzie jest dosłownie spierniczony (to trzeba zobaczyć!). I jest jeszcze Deadpool, który zupełnie nie przypomniał komiksowego pierwowzoru. Całe szczęście, że twórcom nie udało się zamordować tej postaci, a trzeba przyznać, bardzo się tutaj starali. Jako ciekawostka, w Deadpoola wcielił się Ryan Reynolds, czyli aktor który także później będzie odgrywał tę samą postać w solowych filmach. Tutaj jest on jedną z niewielu udanych rzeczy, przynajmniej w tej jednej czy dwóch scenach, i to na początku, przed idiotyczną „przemianą”. Na plus wypadają także… napisy początkowe, zrealizowane w naprawdę ciekawy i pomysłowy sposób. Reszta to niestety porażka, a bzdury czy idiotyzmy można by długo wymieniać.

Stan Lee:
Scena po napisach: W gruzach

5) X-Men First Class

data premiery: 2011
budżet: 160$, Box Office: 353$
reżyseria: Matthew Vaughn (Stardust, Kick-Ass, Kingsman)

Przy kolejnym filmie studio zdecydowało się pokazać widzom samą genezę, tym razem skupiając się na większej grupie mutantów. Możemy więc obserwować jak powstała szkoła, jak narodziła się przyjaźń między Xavierem a Erikiem, i jak stanęli po przeciwnych stronach barykady. Oczywiście mamy do czynienia ze znacznie młodszymi postaciami, stąd też zmiany w obsadzie. James McAvoy wcielił się w Profesora, a Michael Fassbender w Magneto. I obaj wypadli rewelacyjnie! Reszta obsady także daje radę, przynajmniej w większości przypadków. Jennifer Lawrence jako Mystique jest w porządku, Kevin Bacon jako ten zły, czyli Sebastian Shaw niestety wypada już bardzo nijako, ale nie jest to wina aktora, a bardziej scenariusza. January Jones jako Emma Frost to niestety już pomyłka, przez cały film wygląda na niezwykle znudzoną, wręcz zniechęconą do odgrywania roli, a do tego scenariusz na siłę próbuje robić z niej symbol seksu. Komiksowa Emma to postać seksowna, ale też wyrafinowana i niezwykle inteligentna, a tu otrzymujemy dosadne uprzedmiotowienie, i idiotyczne sceny jak ta, gdy zostaje wysłana po lód! Sam scenariusz jednak ogólnie wypada nadzwyczaj dobrze, i mimo paru wpadek, a także niestety mocno wkurzających nieścisłości i przeinaczania faktów, które znamy z oryginalnej trylogii (np.: kto zbudował Cerebro), daje radę. Ogólnie otrzymaliśmy film może z wieloma wadami, ale jednak nadzwyczaj udany i przyjemny w odbiorze. Uniwersum X-men znowu odżyło.

Stan Lee:
Scena po napisach:

6) The Wolverine

data premiery: 2013
budżet: 120$, Box Office: 414$
reżyseria: James Mangold (Cop Land, Girl, Interrupted, Walk the Line, 3:10 to Yuma)

Wolverine nadal budził spore zainteresowanie widzów, stąd studio postanowiło zaryzykować i ponownie zaserwować nam film poświęcony tej postaci. Wyszło znacznie lepiej niż poprzednio, niestety nadal rzucają się w oczy głupoty i nieścisłości scenariuszowe, idiotyczne sceny, czy niewykorzystanie w pełni potencjału postaci. Otrzymujemy nawet romans, który jest zupełnie pozbawiony chemii! Wiele scen jest źle zmontowanych, a do tego film jest momentami wręcz nudny! Wyszedł typowy „akcyjniak” i to raczej z kategorii tych mocno przeciętnych. Najlepszym elementem paradoksalnie jest scena po napisach… Film doczekał się wersji rozszerzonej, niestety, nie ratuje ona ogólnie sytuacji.

Czas trwania: Wersja zwykła: 126 min, Extended Edition: 138 min.

Stan Lee:
Scena po napisach: Spotkanie na lotnisku.
Alternate Ending: Klasyczny strój.

7) X-Men Days of Future Past

data premiery: 2014
budżet: 200$, Box Office: 747$
reżyseria: Bryan Singer

Twórcy wpadli na karkołomny pomysł, i postanowili połączyć w jednym filmie starą obsadę z nową. Na ekranie więc pojawia się zarówno Patrick Stewart jak i James McAvoy w roli Profesora oraz Ian McKellen i Michael Fassbender jako Magneto! Oczywiście głównym motywem jest podróż w czasie, a podróżnikiem zostaje Hugh Jackman czyli nadal niezwykle popularny Wolverine. Reszta obsady także wypada nadzwyczaj dobrze i nawet jak pojawiają się dosłownie na chwilę, to dają z siebie wszystko. Efekty specjalne i sceny akcji zachwycają, a bezsprzeczną furorę zrobiła „spowolniona” wstawka z Quicksilverem. Scenariusz daje radę, choć oczywiście nie obeszło się bez bzdur czy nielogiczności. Film doczekał się dwóch wersji, w dłuższej dodano parę dość znaczących scen, szczególnie powiązanych z postacią Rogue (Anna Paquin). Days of Future Past to niesamowite widowisko, niezwykle dynamiczne, z mnóstwem świetnych scen i we wspaniałej obsadzie.

Czas trwania: Wersja zwykła: 132 min, The Rogue Cut: 151 min

Stan Lee:
Scena po napisach: Piramidy.

8) Deadpool

data premiery: 2016
budżet: 58$, Box Office: 783$
reżyseria: Tim Miller (Terminator: Dark Fate)

Uparciuch Ryan Reynolds jako Deadpool w niskobudżetowym, jak na kino superbohaterskie, filmie, oznaczonym dodatkowo kategorią R. Do tego sporo prymitywnego humoru, a jednocześnie łamanie czwartej ściany, świetne dialogi, ciekawe postacie i po prostu „jechanie po bandzie”. Widzowie to kupili, film zarobił sporo kasy, co tym bardziej jest znamienite, gdy popatrzy się na relatywnie mały budżet. Nie jest to seans dla każdego, ale jeżeli ktoś lubi taką konwencję, nie boi się momentami prymitywnego humoru, lubuje się w nawiązaniach do popkultury, będzie wniebowzięty. No i dostajemy rewelacyjnego Colossusa!

Stan Lee: DJ w klubie.
Scena po napisach: Swoista zapowiedź dwójki.

9) X-Men Apocalypse

data premiery: 2016
budżet: 178$, Box Office: 388$
reżyseria: Bryan Singer

Coś trzecie części mają pecha. Days of Future Past w wielkim stylu nieco wyprostowało sprawy w uniwersum X-men, mimo wielu niejednoznaczności, otrzymaliśmy swoisty restart. X-Men Apocalypse nie potrafił tego wykorzystać, co gorsza, zaprzepaścił wielką szansę. Film spotkał się z dość chłodnym przyjęciem, zarówno widzowie jak i krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów. Nie wyszło z głównym złym, nie wyszło z wieloma postaciami, także scenariusz mocno niedomagał. Brak logiki w niektórych aspektach zbyt mocno rzucał się w oczy. Profesor i Magneto (James McAvoy i Michael Fassbender) aktorsko jak najbardziej dają radę, ale ich poczynania na ekranie zaczynają momentami mocno irytować. Do tego Jennifer Lawrence jako Mystique, której to ewidentnie nie chce się już grać tej postaci. Na szczęście są też plusy, jak choćby młodzi mutanci, a w szczególności Cyclops i Nightcrawler. Także Quicksilver wypada rewelacyjnie i ponownie otrzymuje scenę „w spowolnieniu”. U nas film dodatkowo zasłynął „polską wstawką”, patrząc na całość, nie wypadała ona aż tak źle…

Stan Lee: Przerażenie w obliczu apokalipsy, Stan Lee jest w towarzystwie swojej żony Joan.
Scena po napisach: Sprzątanie i fiolka z krwią.

10) Logan

data premiery: 2017
budżet: 97$, Box Office: 619$
reżyseria: James Mangold (Cop Land, Kate & Leopold, Girl, Interrupted)

A jednak nie zawsze trójka jest pechowa. Pierwsze dwa filmy solowe z Wolverinem były mocno przeciętne, tymczasem trójka, zatytułowana już „Logan”, okazała się ogromnym hitem. I to zarówno artystycznym jak i finansowym. Mniejszy budżet, kategoria R, Wolverine nie pierniczący się z przeciwnikami i skupienie się na postaciach spowodowały, że otrzymaliśmy jeden z najlepszych filmów w uniwersum, jednocześnie będący zwieńczeniem losów i hołdem dla tytułowej postaci. Pojawia się także starszy Profesor, tak więc wcielił się w niego ponownie Patrick Stewart, który wypada wprost niesamowicie. Rewelacyjnie przedstawiono postać Laury, którą z zacięciem zagrała młodziutka aktorka Dafne Keen. Film jest swoistą mieszanką gatunków, otrzymujemy tutaj głównie kino akcji, ale jednocześnie mamy motyw drogi, western, dramat, nawet film psychologiczny. I to wszystko współgra ze sobą wręcz perfekcyjnie. Na ekranie pojawiają się zeszyty komiksowe z X-men, co oczywiście jest odpowiednio skomentowane przez bohaterów.

Stan Lee:
Scena po napisach:

11) Deadpool 2

data premiery: 2018
budżet: 110$, Box Office: 785$
reżyseria: David Leitch (John Wick, Atomic Blonde)

Większy budżet, więcej postaci, nadal kategoria R, łamanie czwartej ściany, sporo krwi i często prymitywnego humoru. Deadpool 2 dostarcza specyficznej, ale doskonałej rozrywki, do tego otrzymujemy tu mnóstwo nawiązań do kina superbohaterskiego, ale też całej popkultury. Dostajemy także nieco powtórzonych motywów z jedynki, obecnie już mało śmiesznych czy też zbyt bardzo rozciągniętych scen. Film może nie zrobił takiego poruszenia jak jedynka, ale spodobał się widowni i swoje zarobił. Smaczków jest naprawdę wiele, a uważne oko wychwyci choćby gościnne role takich aktorów jak Brad Pitt czy Matt Damon! Deadpool 2 doczekał się dwóch dodatkowych wersji: Super Duper Cut została uzupełniona o dodatkowe sceny, jest tu jeszcze bardziej bezkompromisowo, natomiast Once Upon a Deadpool to wersja w PG-13, większość scen została odpowiednio wygładzonych, co nie do końca wyszło dobrze, jednak wersja ta posiada też sporo dodatkowego materiału, w którym to Deadpool czyta bajeczkę Fredowi Savage, znanemu głównie z serialu The Wonder Years, a sama konstrukcja jest parodią filmu z 1987 The Princess Bride, w którym to zresztą młody Fred słucha bajki opowiadanej mu przez Petera Falka.

Czas trwania: wersja zwykła: 119 min, Super Duper Cut: 134 min, Once Upon a Deadpool: 117 min.

Stan Lee: Pojawił się w trailerze (No Good Deed), w filmie jego wizerunek został umieszczony jako malunek na budynku, widać go podczas lądowania Domino na spadochronie.
Scena po napisach: Naprawa przeszłości.

12) Dark Phoenix

data premiery: 2019
budżet: 200$, Box Office: 252$
reżyseria: Simon Kinberg (scenarzysta: xXx: State of the Union, Mr. & Mrs. Smith, Jumper, Sherlock Holmes)

Oficjalne zamknięcie sagi X-men pod skrzydłami Foxa wypadło niestety dość blado. Jak zazwyczaj bywa, coś nie zagrało w scenariuszu, do tego na stołku reżysera zasiadł Simon Kinberg, który znany jest ze sporej liczby nawet niezłych scenariuszy, ale jako reżyser nie posiadał zupełnie doświadczenia. Także aktorsko jest nierówno, szczególnie Sophie Turner jako Jean Grey momentami wypada mało przekonująco, a przecież jest tutaj centralną postacią. Jennifer Lawrence pewnie już się cieszyła, że to ostatni film z Mutantami w którym musiała się wymęczyć. Za to James McAvoy jako Profesor i szczególnie Michael Fassbender jako Erik Lehnsherr wypadają bardzo dobrze, szczególnie postać Magneto wreszcie nie musi być sztampowym „tym złym”, co nadaje mu tylko wyrazu. Realizatorsko jest jak najbardziej poprawnie, ujęcie, muzyka, efekty stoją na najwyższym poziomie. Całość jednak niezbyt przypadła do gustu widzom. Obecnie Mutanci trafili pod skrzydła Disneya, więc zapewne wcześniej czy później zasilą oficjalnie MCU. Swoją drogą, w niniejszym filmie pojawia się fajny przytyk w postaci żołnierzy z jednostki Mutant Control Unit, w skrócie… MCU.

Stan Lee:
Scena po napisach:

13) The New Mutants

data premiery: 2020
budżet: ok 67$, Box Office: 46$
reżyseria: Josh Boone (The Fault in Our Stars)

Saga X-men zastała zakończona, ale na deser otrzymaliśmy jeszcze jeden film. The New Mutants rodzili się w bólach, film powstawał dość długo, do końca nie wiadomo, czy widzowie mieli spodziewać się horroru czy klasycznego kina superbohaterskiego. I wyszło tak nie do końca wiadomo co, horroru owszem, jest tu trochę, ale także nie obyło się bez finałowej przysłowiowej rozpierduchy. Całość jednak prezentuje się nadspodziewanie dobrze. Film nieco odcina się od reszty uniwersum, pojawiają się tylko delikatne nawiązania, do tego otrzymujemy ograniczenie liczby postaci, a akcja w większości toczy się w tylko jednym miejscu. Dzięki temu więcej czasu poświęcono na przedstawienie poszczególnych postaci i relacji miedzy nimi. Obsada nieźle się w sprawdza, szczególnie Anya Taylor-Joy jako Illyana Rasputin, Maisie Williams jako Rahne Sinclair, Charlie Heaton jako Sam Guthrie i Alice Braga jako Dr Cecilia Reyes.

Stan Lee:
Scena po napisach:

Jak oglądać X-men od Foxa?

W skład filmowego uniwersum X-men od Foxa wchodzi w sumie trzynaście filmów, wyprodukowanych na przestrzeni dwudziestu lat. Fox ma „nieco” wolniejsze tempo w taśmowej produkcji filmów niż Marvel Studios, jednocześnie, mimo mniejszej liczby tytułów i niby spójnego uniwersum, dość dużo tu nieścisłości i niekonsekwencji pomiędzy poszczególnymi filmami. Co oczywiście wpływa na odbiór. Starając się to jednak usystematyzować, można zauważyć wyraźne podgrupy, czy też powiedzmy, miniserie.

Pierwsza to klasyczna trylogia, stanowiąca bezpośrednią ciągłość fabularną, i tę trylogię najlepiej jest właśnie oglądać w takiej kolejności. Pierwsza część nieco się zestarzała, ale nadal jest bardzo dobrym filmem, druga to prawdziwa rewelacja, trzecia wypada średnio, ale obejrzeć warto.

1) X-Men (2000)
2) X-Men 2 (2003)
3) X-Men The Last Stand (2006)

Kolejna seria wprowadza młodsze wersje poszczególnych postaci, jednocześnie w drugiej części tworzy swoisty crossover z pierwszą trylogią. Wszystkie cztery części tworzą ciągłość fabularną. Chronologicznie większość wątków występuje wcześniej niż wydarzenia z pierwszej trylogii, jednak z powodu nawiązań, dobrze jest przy oglądaniu zachować kolejność taką, jak filmy były tworzone. Pod względem atrakcyjności, mamy bardzo podobną sytuacje jak wcześniej. Pierwszy film jest bardzo dobry, drugi to rewelacja, trzeci niestety zaniża poziom, a czwarty definitywnie kończy serię, niestety na nie najlepszym poziomie.

5) X-Men First Class (2011)
7) X-Men Days of Future Past (2014)
9) X-Men Apocalypse (2016)
12) Dark Phoenix (2019)

Kolejna trylogia kształtuje się z filmów poświęconych najpopularniejszej postaci z mutantów. Każdy z tych filmów spokojnie funkcjonuje jako autonomiczne dzieło, nie ma tu bezpośredniej ciągłości fabularnej. W teorii X-Men Origins Wolverine chronologicznie powinien być oglądany jako pierwszy, jeszcze przed oryginalną trylogią, jednak jest on tak zły i wprowadza spore zamieszanie co do ogólnych wydarzeń, że absolutnie odradzam sięganie po niego zanim poznamy postać Wolverina z normalnych filmów. A i później należy sięgnąć po niego w ostateczności i tylko w ramach ciekawostki. Drugi z filmów fabularnie umiejscowiony jest miedzy X-Men The Last Stand a X-Men Days of Future Past, ale powiązanie nie jest jakoś bardzo silne. Sam film jest dość przeciętny, ale obejrzeć można. Logan natomiast łamie zasadę, że trzecia część jest słaba, i w tym przypadku wręcz możemy mówić o dziele wybitnym. Dobrze jest obejrzeć go znając pierwszą trylogię.

4) X-Men Origins Wolverine (2009)
6) The Wolverine (2013)
10) Logan (2017)

Nieco na uboczu stoją filmy z Deadpoolem, oba bardzo udane i naszpikowane wręcz mnóstwem odniesień do filmów nie tylko z uniwersum X-men, ale też ogólnie filmów superbohaterskich, także tych z MCU czy DC. Czyli im ktoś lepiej zna te uniwersa, tym wyłapie więcej smaczków i dowcipów. The New Mutants są niezależnym filmem umiejscowionym w uniwersum, ale spokojnie bronią się jako autonomiczne dzieło.

8) Deadpool (2016)
11) Deadpool 2 (2018)
13) The New Mutants (2020)

Podsumowując, jakąkolwiek kolejność chronologiczną należy sobie bezsprzecznie odpuścić. Fox i tak namieszał w tym temacie, tak więc najlepiej układa się to wszystko, gdy poznajemy wydarzenia tak, jak były przedstawiane na dużym ekranie. Filmy z Wolverinem i The New Mutants można potraktować jako niezależne, choć dobrze wiedzieć kto, co i jak, a Deadpool już zupełnie chadza swoimi ścieżkami.

Marvel Cinematic Universe

Od samego początku Marvel Cinematic Universe planowane było jako jedno wspólne uniwersum, wszystkie filmy miały wzajemnie się uzupełniać, jednocześnie każdy powinien zachować swoją własną tożsamość. Odpowiednie planowanie z wyprzedzeniem, dopracowane efekty specjalne, przyzwoite scenariusze a przede wszystkim doskonały dobór (w większości przypadków) aktorów i reżyserów spowodowały, że filmy MCU zyskały niesamowitą popularność, co przełożyło się także na wyniki finansowe. Z czasem uniwersum rozrosło się o seriale, a obecnie, po ponad dziesięciu latach od debiutu inauguracyjnego filmu, naprawdę jest co oglądać. Na szczęście uniwersum jest dość spójne, i raczej nie ma większych problemów, by się po nim poruszać.

Co do kolejności oglądania, pojawiają się co prawda propozycje oglądania chronologicznego pod względem wydarzeń, czy też mieszania filmów z poszczególnymi odcinkami seriali, jednak nie wydaje się to najlepszym wyjściem. Najlepiej sięgnąć po filmy w takiej kolejności, jak zaserwowali nam to sami twórcy, czyli po prostu tak jak filmy trafiały do kin. Tym bardziej, że MCU z każdym kolejnym obrazem było pieczołowicie budowane kawałek po kawałku, i warto samemu zaobserwować, jak ten proces przebiegał. Kolejność chronologiczna ze względu na wydarzenia w filmach nie ma większego sensu, wszak chyba retrospekcje nie są nikomu obce, a niestety kierując się takimi wytycznymi, sporo niespodzianek i smaczków można po prostu nie wyłapać. W przypadku seriali, cześć produkcji emitowanych po powstaniu MCU rzeczywiście w większym lub mniejszym stopniu nawiązuje do obrazów kinowych, jednak ich znajomość nie jest wymagana do zrozumienia wydarzeń przedstawianych na dużym ekranie, a seriale jedynie pośrednio uzupełniają i rozszerzają ten świat, nierzadko w znikomym zakresie. Do tego z czasem twórcy zdecydowali się coraz bardziej odseparować filmy od seriali, a obecnie wszystkie produkcje do 2020 roku zostały zamknięte i uznane za niekanoniczne.

Lista filmów:

1) Iron Man (2008)
2) The Incredible Hulk (2008)
3) Iron Man 2 (2010)
4) Thor (2011)
5) Captain America The First Avenger (2011)
6) Avengers (2012)
7) Iron Man 3 (2013)
8) Thor: The Dark World (2013)
9) Captain America: The Winter Soldier (2014)
10) Guardians of the Galaxy (2014)
11) Avengers: Age of Ultron (2015)
12) Ant-Man (2015)
13) Captain America: Civil War (2016)
14) Doctor Strange (2016)
15) Guardians of the Galaxy Vol. 2 (2017)
16) Spider-Man Homecoming (2017)
17) Thor: Ragnarok (2017)
18) Black Panther (2018)
19) Avengers Infinity War (2018)
20) Ant-Man and the Wasp (2018)
21) Captain Marvel (2019)
22) Avengers: Endgame (2019)
23) Spider-Man: Far From Home (2019)

1) Iron Man

data premiery: 2008
budżet: 140$, Box Office: 586$
reżyseria: Jon Favreau (Elf, Zathura: A Space Adventure, jest także aktorem)

Pierwszy film z MCU postawił sobie za zadanie przedstawić postać o sporej tradycji, ale w tamtym czasie z pewnością nie z pierwszej ligi komiksowego światka. Jednocześnie film ten to przykład zaskakujących, nadzwyczaj udanych wyborów castingowych, oraz stawiania na reżyserów, którzy wcale nie gwarantowali pewnego sukcesu, natomiast tkwił w nich bez wątpienia ogromny potencjał. Ryzyko więc było spore, ale opłaciło się. W tytułowego Iron Mana czyli Tony’ego Starka wcielił się będący wówczas w niełasce Hollywood Robert Downey Jr., który w tej roli wypadł absolutnie genialnie. Widzowie pokochali tę postać na ekranie, a jednocześnie kariera aktora ponownie odżyła. Także warto wspomnieć o Gwyneth Paltrow, która w roli Pepper Potts sprawdziła się idealnie. Za kamera stanął Jon Favreau, którego jednocześnie w roli Happy Hogana możemy oglądać na ekranie. Dla przypomnienia: Jon Favreau jako aktor wystąpił już wcześniej w filmie na podstawie komiksu Marvela: w Daredevilu (2003 rok) zagrał Franklina „Foggy” Nelsona. Film Iron Man opowiada klasyczną „origin story” bohatera, czyli prezentuje przemianę i motywy działania, i robi to w sposób niezwykle udany. Co docenili zarówno krytycy jak i widzowie, powstał ogromny hit, a Marvel Cinematic Universe oficjalnie wystartowało.
Na ekranie po raz pierwszy pojawił się Agent Coulson, którego jeszcze nie raz zobaczymy zarówno na dużym jak i małym ekranie, natomiast to co robiło ogromne wrażenie, to scena po napisach. Obecnie takie sceny to norma, ale wtedy nikt się czegoś takiego nie spodziewał, i mało kto został na seansie do końca. A było na co czekać, oto na ekranie, wychodząc z cienia, pojawia się Samuel L. Jackson i przedstawia się Starkowi jako Nick Fury. Do tego chce z nim porozmawiać o projekcie Avengers. Każdy fan komiksów w tym momencie się rozpływał, i marzył, jakby to wspaniale było, gdyby Avengers pojawili się w kinach. Obecnie, nawet po tylu latach od premiery, pierwszego Iron Mana ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a efekty specjalne strasznie się nie postarzały. Jednocześnie już podczas premiery można było zaobserwować bolączkę filmu, która niestety nader często będzie powtarzać się w kolejnych filmach: słabo zarysowanego „tego złego”.

Stan Lee: jako Hugh Hefner na przyjęciu
Scena po napisach: Nick Fury odwiedza Starka by porozmawiać o projekcie Avengers. Ciarki na plecach.

2) The Incredible Hulk

data premiery: 2008
budżet: 150$, Box Office: 263$
reżyseria: Louis Leterrier (The Transporter, Unleashed, Clash of the Titans)

Iron-man wcześniej nie gościł na dużym ekranie, więc postać ta wprowadzała pewien powiew świeżości. Gorzej sprawa wyglądała z Hulkiem, postacią, która już zaistniała w filmowym światku, a do tego ostatni film z 2003 roku nie porwał widowni. Marvel zdecydował się na ograniczenie przedstawienia samego powstania zielonego potwora i streścili te wydarzenia już podczas napisów początkowych. Film wyszedł strasznie nierówny, pierwszą połowę, gdzie bryluje na ekranie Edward Norton jako Bruce Banner naprawdę ogląda się przyjemnie, a aktor wypadł bardzo przekonująco. Później niestety coś zaczyna się psuć, i w końcu otrzymujemy klasyczną nawalankę. Niestety, Norton nie dogadał się z producentami, i było to jego pierwsze i ostatnie wystąpienie w MCU w tej roli, patrząc na kolejne filmy, w sumie dla samego uniwersum nie była to zła decyzja. A skoro o „zielonych aktorach” mowa, to warto zaznaczyć, że gościnnie na chwilę na ekranie pojawił się sam Lou Ferrigno! Film obecnie traktowany jest jako jeden z gorszych w MCU, i często okupuje ostatnie miejsce w najróżniejszych głupich zestawieniach, ale naprawdę, nadal wart jest obejrzenia. Co do reszty obsady, Liv Tyler jako Betty Ross, Tim Roth jako Emil Blonsky czy William Hurt jako Generał „Thunderbolt” Ross to poprawnie obsadzone i zagrane role, aktorom nic zarzucić nie można. Po napisach pojawiła się dodatkowa scena, w której pojawił się sam Robert Downey Jr. jako oczywiście Tony Stark! Było to jednocześnie podkreślenie przez twórców faktu, że tworzą spójne uniwersum.

Stan Lee: Wypija napój.
Scena po napisach: Stark odwiedza bar.

3) Iron Man 2

data premiery: 2010
budżet: 200$, Box Office: 623$
reżyseria: Jon Favreau

Po rewelacyjnym starcie, rzeczywistość dała o sobie znać. Hulk już tak się nie spodobał, natomiast drugi Iron Man okazał się owszem, hitem kasowym, ale jednak recenzje nie zawsze były już tak pozytywne. Zawiódł nieco scenariusz, i ponownie mało ciekawy przysłowiowy „ten zły”. Natomiast efekty specjalne i montaż scen wprost zachwycały, a Robert Downey Jr. i Gwyneth Paltrow brylują na ekranie, do tego czuć między nimi chemię. Uniwersum w coraz wyraźniejszy sposób się rozrasta, powraca Agent Coulson, Nick Fury ma nieco większą rólkę, a na ekranie pojawiają się nowi superbohaterowie: Natasha Romanoff czyli Black Widow, w którą wcieliła się Scarlett Johansson oraz War Machine czyli znany z pierwszej części Podpułkownik James „Rhodey'” Rhodes, w przypadku którego zmieniono aktora: Terrence Howarda zastąpił Don Cheadle. Można nie lubić takich zmian, ale w tym przypadku wypadało to jak najbardziej z pożytkiem dla tego i kolejnych filmów. W scenie po napisach dostajemy swoista zapowiedź pojawienia się kolejnej postaci w uniwersum, sen o Avengers staje się coraz bardziej realny.

Stan Lee: Jako Larry King.
Scena po napisach: Młot Thora.

4) Thor

data premiery: 2011
budżet: 150$, Box Office: 449$
reżyseria: Kenneth Branagh (Henry V, Much Ado About Nothing, Hamlet)

Wprowadzenie Iron-Mana na duży ekran wypadło wprost perfekcyjnie, z Hulkiem wypadło „nieco” gorzej, ale prawdziwy problem pojawił się przy Thorze. Niewątpliwie trudnym orzechem do zgryzienia było wprowadzenie postaci o boskim rodowodzie, tak by widownia nie kręciła nosem. Marvel postawił na już sprawdzony przepis, czyli zadbał o odpowiednie obsadzenie ról. I wyszło perfekcyjnie! Chris Hemsworth jako Thor i Tom Hiddleston jako Loki do dzisiaj są ulubieńcami widzów! Nie zawodzi także Anthony Hopkins jako Odyn oraz Stellan Skarsgard jako Erik Selvig, jedynie można mieć trochę zastrzeżeń do Natalie Portman jako Jane Foster. Iron Man 2 przedstawił nam postać Black Widow, w Thorze zastosowano podobny patent i po raz pierwszy w małym, ale bardzo udanym, epizodzie widzimy tutaj Hawkeye’a w którego wcielił się z powodzeniem Jeremy Renner. Świetna obsada to jednak nie wszystko, ktoś to musi jeszcze odpowiednio spiąć w całość. Kenneth Branagh to doświadczony reżyser, specjalizujący się w adaptacjach sztuk Szekspira, jak się okazało, wprost idealna osoba do wyreżyserowania takiego widowiska. Udało się, film nawet dzisiaj przyjemnie się ogląda i warto prześledzić od początku ścieżkę, jaką przebyli Thor i Loki.

Stan Lee: Kierowca ciężarówki próbujący wyrwać Mjolnir
Scena po napisach: Nick Fury prezentuje Tesserakt.

5) Captain America The First Avenger

data premiery: 2011
budżet: 140$, Box Office: 370$
reżyseria: Joe Johnston (The Rocketeer, Jumanji, The Young Indiana Jones Chronicles)

Kolejna problematyczna postać, tym bardziej, że wszystkie wcześniejsze próby ekranizacji wypadły mocno poniżej przeciętnej. Można było obawiać się przesadnego patosu, kiczowatych postaci i kostiumów, moralizatorstwa. Marvel jednak miał już sprawdzony przepis, który także tutaj idealnie się sprawdził. Reżyser Joe Johnston stworzył już film o superbohaterze: całkiem przyzwoity The Rocketeer, do tego doskonale porusza się po tematyce wojennej. Udany wybór reżysera, dopełniło perfekcyjne obsadzenie aktorów. Chris Evans to urodzony Kapitan Ameryka, aktor wręcz niesamowicie wpasował się w rolę pod każdym względem! Evans ma już na koncie występy w paru filmach komiksowych: m.in w dwóch częściach Fantastic Four. Reszta obsady także wypadła doskonale: Hayley Atwell jako Peggy Carter, Hugo Weaving jako Red Skull, Dominic Cooper jako Howard Stark, Toby Jones jako Dr Arnim Zolam, Stanley Tucci, Tommy Lee Jones oraz oczywiście Sebastian Stan jako James „Bucky” Barnes. Mimo dość spokojnego początku filmu, świetnie ukazano przemianę chuderlawego chłopaka w pierwotnie maskotkę wojskowych i reklamę obligacji wojennych, a w końcu prawdziwego bohatera. Później dzieje się coraz więcej, co niekoniecznie znaczy lepiej. To właśnie ta przemiana, wreszcie na dużym ekranie ukazana z sensem, jest największym atutem filmu. Ostatni z członków Avengers zadebiutował, o czym zresztą Marvel nie omieszkał przypomnieć w scenie po napisach: otrzymaliśmy pełnoprawny zwiastun Avengers! Marzenia, które rozbudziła scena z pierwszego Iron-mana właśnie się ziściły.

Stan Lee: Generał.
Scena po napisach: Kapitan boksuje, zwiastun Avengers.

6) Avengers

data premiery: 2012
budżet: 220$, Box Office: 1518$
reżyseria: Joss Whedon (Buffy the Vampire Slayer, Firefly, Serenity)

Film który był ogromnym wydarzeniem, łącząc losy wszystkich superbohaterów znanych z wcześniejszych pojedynczych filmów MCU i tworząc z nich pełnoprawną drużynę. To właśnie tym postaciom zawdzięczamy sukces filmu, ich relacjom między sobą, dialogom, i oczywiście doskonałemu wyborowi aktorów odgrywających poszczególne role. Nie obyło się bez zmiany w castingu: Bruce’a Bannera w którego wcześniej wcielał się Edward Norton obecnie zagrał Mark Ruffalo. Norton sprawdził się we wcześniejszym filmie, ale to Ruffalo stał się tym prawdziwym zielonym potworem, tym bardziej, że specjaliści od efektów specjalnych zadbali o odpowiednie rysy twarzy, gdy widzimy ogromnego potwora szalejącego na ekranie. A na ekranie dzieje się dużo, choć scenariusz nie jest jakoś bardzo odkrywczy. Dostajemy po prostu przysłowiową „nawalankę” między ekipą superbohaterów, a kosmitami z rasy Chitauri pod komandem Lokiego. Ale jak to się ogląda! Ogromny hit, film który został przyjęty niesamowicie dobrze przez krytykę i widzów, co przełożyło się także na sukces kasowy. Ryzykowne decyzje twórców okazały się niezwykle owocne. Ogromny sukces spowodował, że MCU stanęło mocno na własnych nogach, a przyszłość malowała się w jasnych barwach. W scenie po napisach pojawił się natomiast Thanos, wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak wpłynie na całe uniwersum.

Stan Lee: Gracz w szachy, pojawił się także w knajpce, gdzie strofuje Kapitana, ale scena została usunięta.
Scena po napisach: 1) Thanos! 2) Strudzona ekipa w rozwalonej knajpce.

Faza 2

7) Iron Man 3

data premiery: 2013
budżet: 200$, Box Office: 1214$
reżyseria:

Trzeci solowy film o Iron Manie został przyjęty o wiele lepiej niż część druga, co zawdzięcza głównie skupieniu się na postaci samego Starka i ukazania, że nie jest tylko superbohaterem w żelaznej zbroi. Pod nią wszak skrywa się zwykły (no, nie do końca, bo jakby nie było to kasiasty geniusz) człowiek, posiadający wady, obawy, uzależnienia i jak każdy człowiek, czasem potrzebuje pomocy od kogoś drugiego. Spore kontrowersje wzbudziła otoczka fabularna wokół „tych złych”. Chodzi tu głównie o Mandaryna (Ben Kingsley), który na ekranie jest postacią zupełnie inną niż w komiksach. Fani się oburzyli, ale dla samego filmu był to ciekawy zabieg fabularny. Dodatkowo twórcy wyraźnie podkreślili, że nie robią dokładnych adaptacji komiksów, a opowiadają swoje historie oparte na wątkach i postaciach znanych z komiksowych kadrów. I wypada to nadspodziewanie dobrze! Warto zwrócić uwagę, że seria z Iron Manem jest jedyną, w której kolejne filmy otrzymywały numerki. W pozostałych filmach ta maniera nie występuje, a filmy rozróżnia się poprzez podtytuły.

Stan Lee: Na konkursie piękności.
Scena po napisach: Stark na kozetce u Bannera.

8) Thor: The Dark World

data premiery: 2013
budżet: 170$, Box Office: 644$
reżyseria: Alan Taylor (głównie seriale: Sex and the City, The Sopranos, Six Feet Under, Lost, Boardwalk Empire, Game of Thrones)

Drugi Thor na wielu płaszczyznach zachwyca, szczególnie jeżeli chodzi o ukazanie fantastycznych światów, jednocześnie całościowo mocno rozczarowuje i ogólnie uważany jest za jeden z gorszych filmów w MCU. Przede wszystkim wypada słabo dość irytująca Jane Foster (Natalie Portman) oraz główny antagonista, niezwykle „płaski” Malekith (Christopher Eccleston). Natomiast sprawdza się stara ekipa, a Loki i Thor oraz ich relacje sprawiają, że po film jak najbardziej warto sięgnąć.

Stan Lee: Prosi o zwrot buta w szpitalu.
Scena po napisach: 1) Taneleer Tivan The Collector przyjmuje kamień nieskończoności od Asgardianów. 2) Pocałunek Jane i Thora, bestia szaleje na placu.

9) Captain America: The Winter Soldier

data premiery: 2014
budżet: 170$, Box Office: 714$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo (Arrested Development, You, Me and Dupree, What About Brian)

Coś niesamowitego. Przy tym filmie Thora 2 i Iron Mana 3 można nazwać kameralnymi widowiskami! To co się dzieje na ekranie powoduje przysłowiowy opad szczeki! I to nie z powodu nagromadzenia efektów specjalnych, bo tych owszem, jest sporo i to na najwyższym poziomie, ale największe wrażenie w tym filmie robi prowadzenie akcji, ujęcia, oraz niesamowita choreografia walk, do tego z wykorzystaniem raczej klasycznej broni. Żadnych futurystycznych laserów! Nasuwa się skojarzenie z baletem, tak pięknie poszczególne sceny i ujęcia ze sobą współgrają! Drugi Kapitan Ameryka to w głównej mierze film nie fantastyczny, a sensacyjny, wręcz szpiegowski, w którym zresztą w jedną z głównych ról wcielił się Robert Redford, który w bogatej karierze aktora, zagrał m.in w takich dziełach szpiegowskich jak Spy Game czy Three Days of the Condor. Chris Evans w tytułowej roli jest niesamowity, na ekran powraca także Black Widow, Bucky Barnes, Maria Hill, Nick Fury czy Arnim Zola. Poznajemy także nowego superbohatera: Falcona, który nie jest tu tylko wypełniaczem, ale doskonale uzupełnia film i po prostu da się lubić. Film zrealizowali Bracia Russo, którzy wcześniej pracowali głównie przy sitcomach. Niesamowita decyzja, spore ryzyko, ale udało się. Kapitan Ameryka to jeden z najlepszych filmów MCU! Warto zaznaczyć, że utrzymany w dość poważnym tonie, a i trup ściele się tu gęsto, choć momenty wypełnione humorem, jak to w MCU, także pojawiają się nader często.

Stan Lee: Strażnik w muzeum.
Scena po napisach: 1) Wolfgang von Strucker przedstawia bliźniaki. 2) Bucky w muzeum.

10) Guardians of the Galaxy

data premiery: 2014
budżet: 170$, Box Office: 773$
reżyseria: James Gunn (Slither, PG Porn, Super)

Kolejne ogromne zaskoczenie. Tym razem studio wyłożyło 170 milionów dolarów i stworzyło kosmiczne widowisko z zupełnie nieznanymi postaciami, a do tego reżyserię powierzono twórcy o owszem, sporych umiejętnościach, ale pracującemu dotychczas tylko przy niskobudżetowych produkcjach. Tutaj na ekranie oglądamy natomiast swoista interpretację Gwiezdnych Wojen, gdzie jednymi z głównych bohaterów jest mówiący szop i drzewo. I to się sprawdziło! Widzowie byli zachwyceni, krytycy docenili, a film okazał się ogromnym sukcesem! Ponownie sprawdził się dobór aktorów, i praktycznie każda rola została obsadzona wręcz perfekcyjnie: Chris Pratt (Peter Quill), Zoe Saldana (Gamora), Dave Bautista (Drax), Karen Gillan (Nebula), Michael Rooker (Yondu Udonta) oraz Vin Diesel i Bradley Cooper jako głosy Groota i Rocketa. Warto zauważyć, że mimo, iż film ten nie nawiązuje bezpośrednio do wcześniejszych obrazów z MCU, to sporą rolę ma tu Thanos, oraz pojawia się wytłumaczenie, czym są Kamienie Nieskończoności i jaka ogromna moc w nich drzemie. Dodatkowy plus za ścieżkę dźwiękową!

Stan Lee: Amant.
Scena po napisach: 1) Taniec w doniczce 2) The Collector na zgliszczach, w tle pewien Kaczor.

11) Avengers: Age of Ultron

data premiery: 2015
budżet: 250$, Box Office: 1405$
reżyseria: Joss Whedon

Ponowne ukazanie losów całej drużyny i ponowny festiwal świetnych efektów specjalnych, a jednocześnie dość słaby scenariusz. Pojawia się parę nowych postaci, także z supermocami, jak Quicksilver (Aaron Taylor-Johnson), Scarlet Witch (Elizabeth Olsen) oraz Vision (Paul Bettany). Scen akcji jest co niemiara, ale film największe wrażenie robi wtedy, gdy oglądamy zwykłe relacji pomiędzy bohaterami, i takie sceny jak podczas przyjęcia (siłowanie się z młotem) czy w bezpiecznej przystani w chatce uświadamiają nam, że Marvel spowodował, że naprawdę polubiliśmy tę grupkę niesamowitych osobowości. Warto zwrócić uwagę na postać Ulyssesa Klaw, w którego wcielił się niesamowity Andy Serkis, oraz wątki, które później splotą się idealnie z postacią Black Panther.

Stan Lee: Miłośnik alkoholu z mocną głową.
Scena po napisach: Thanos zakłada rękawicę.

12) Ant-Man

data premiery: 2015
budżet: 130$, Box Office: 519$
reżyseria: Peyton Reed (Bring It On, The Break-Up, Yes Man)

Kolejny film, który bierze raczej mało popularną postać i powoduje, że obecnie bez niej nie wyobrażamy już sobie MCU. Ponownie zagrał genialny casting, w Ant Mana, czyli Scotta Langa idealnie wcielił się Paul Rudd (znany choćby z serialu Przyjaciele), Michael Douglas świetnie wypadł jako Dr Hank Pym, na uwagę także zasługuje Michael Pena jako Luis. Gościnnie wystąpiła Hayley Atwell czyli Peggy Carter! Film nieco oderwany jest od reszty uniwersum, jednak pojawia się motyw Avengers, a Falcon dostał parę (świetnych!) minut na ekranie. Podczas realizacji nie obyło się bez perturbacji, pomysł na fabułę w stylu „heist movie” wyszedł od Edgara Wrighta (Shaun of the Dead, Hot Fuzz, Scott Pilgrim vs. the World) który miał zająć się także reżyserią, ale w końcu niezgodność kierunku artystycznego ze studiem spowodowało, że film ostatecznie wyreżyserował Peyton Reed. Lekkie i przyjemne kino, pozwalające odpocząć od wielkich bitew i obrony świata.

Stan Lee: Barman.
Scena po napisach: 1) Strój Wasp 2) Captain America, Falcon i Winter Soldier.

Faza 3

13) Captain America: Civil War

data premiery: 2016
budżet: 250$, Box Office: 1153$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

Komiksowa Wojna Domowa to raczej opowieść dość przeciętna i pełna ogromnych bzdur, jednak mająca całkiem ciekawe podwaliny, do tego bardzo promowana przez samo wydawnictwo Marvel. I coś takiego trafiło na duży ekran i to z ogromnym budżetem! Na szczęście film tylko opiera się na głównych wytycznych komiksowej Wojny Domowej i przedstawia tak naprawdę zupełnie nową historię. A do tego za sterami ponownie stają Bracia Russo, nic więc dziwnego, że otrzymujemy niesamowicie zrealizowane widowisko, utrzymane w poważniejszym tonie, choć oczywiście nie zabrakło akcentów komediowych. Mimo, że film zatytułowany jest Kapitan Ameryka, to gości tutaj większość znanych już nam bohaterów, którzy dzielą się na dwa przeciwstawne obozy. Co najlepsze, każda ze stron ma swoje racje i obawy, nie ma tutaj jednej słusznej strony, ani podziału na tych dobrych i złych. Na ekranie obserwujemy niby zwykłą ustawkę między bohaterami, ale to jak to zrealizowano, zasługuje na szczery podziw. Wraca Brock Rumlow jako Crossbones, na ekranie udanie debiutuje Black Panther. I dzięki porozumieniu ze studiem Sony, oficjalnie do MCU trafia Spider-man! Warto także zwrócić uwagę na postać Zemo, ponownie znacznie zmienioną w stosunku do komiksowego pierwowzoru, co w całym rozrachunku wypadło nadspodziewanie dobrze.

Stan Lee: Kurier.
Scena po napisach: 1) Wakanda 2) Peter z latarką.

14) Doctor Strange

data premiery: 2016
budżet: 165$, Box Office: 677$
reżyseria: Scott Derrickson (The Exorcism of Emily Rose, The Day the Earth Stood Still, Sinister, Deliver Us from Evil)

Wprowadzenie kolejnej postaci, pod batutą specjalisty od horrorów, co w sumie pasuje pod pewnymi względami do filmu o „czarodziejach”. Jednak oczywiście Doctor Strange horrorem nie jest, jak już szukać nawiązań, to na myśl przychodzi choćby Incepcja. I jest to spory komplement, gdyż efekty specjalne naprawdę potrafią zachwycić, to film, który wprost wybornie ogląda się na dużym ekranie. Scenariusz to przyzwoita, ale bez większych wodotrysków origin story, z ponownie doskonałym doborem aktorów. Benedict Cumberbatch zasłynął w roli Sherlocka, także jako Doctor Strange sprawdził się idealnie. Warto także zwrócić uwagę na oryginalną Tildę Swinton, która jak zwykle wypada zjawiskowo na ekranie.

Stan Lee: Pasażer autobusu.
Scena po napisach: 1) Piwko z Thorem 2) Zbyt wielu czarodziejów.

15) Guardians of the Galaxy Vol. 2

data premiery: 2017
budżet: 200$, Box Office: 863$
reżyseria: James Gunn

Druga część strażników została zrobiona według sprawdzonego przepisu, czyli to samo, ale więcej, lepiej, i z większym przytupem. I ogląda się to wspaniale, ale momentami czuć jakby przesyt, a efekty specjalne potrafią zmęczyć. Co nie przeszkadza oczywiście by cieszyć się z niesamowitego seansu, dodatkowo wyszukiwać tonę odniesień do popkultury i najróżniejszych smaczków. Obsada, standardowo: na najwyższym poziomie.

Stan Lee: Z wizytą u Obserwatorów
Scena po napisach: 1) Nauka sterowania różdżką 2) Zjednoczenie 3) Arcykapłanka i Adam 4) Nastoletni Groot 5) Stan Lee u Obserwatorów

16) Spider-Man Homecoming

data premiery: 2017
budżet: 175$, Box Office: 880$
reżyseria: Jon Watts (Cop Car)

Sony nie za bardzo potrafiło poradzić sobie z postacią Spider-mana i mimo, że nakręcili parę prawdziwych hitów, to jednak tak naprawdę wszystko zagrało dopiero teraz, gdy pojawiła się dodatkowo współpraca z MCU. Co zaowocowało m.in pojawieniem się Pajączka już w Wojnie Domowej, a w jego solowym filmie gościnny występ zaliczył sam Tony Stark. Tom Holland jako Peter Parker jest młodym lekkoduchem, a film na szczęście oszczędza nam ponownego opowiadania gorzkich początków bohatera. Michaela Keatona ogląda się wprost z przyjemnością, i cieszy, że były Batman (w filmach Burtona) zawitał także do uniwersum Marvela. W Ciocię May wcieliła się Marisa Tomei która nie tylko zauroczyła Starka, ale także wszystkich widzów. Gościnie Captain America.

Stan Lee: Gary.
Scena po napisach: 1) W więzieniu. 2) Captain America nagrywa.

17) Thor: Ragnarok

data premiery: 2017
budżet: 180$, Box Office: 853$
reżyseria: Taika Waititi (Eagle vs Shark, What We Do in the Shadows)

Trzeci Thor to diametralna zmiana klimatu i pójście w zupełnie odjechanym kierunku. Ale co się dziwić, jak 180 baniek daje się takiemu gościowi jak Taika Waititi? To jest film na którym od samego początku do samego końca seansu na ustach wprost maluje się przysłowiowy „banan”. Doskonałe widowisko, z doskonałymi efektami specjalnymi i doskonałą muzyką (Immigrant Song dwa razy!). I z doskonałymi postaciami oraz relacjami miedzy nimi. Thor i Loki brylują na ekranie, Hulk i Walkiria kradną każdą scenę, Arcymistrz (wspaniały Jeff Goldblum) to rewelacja. Tu dosłownie wszystko zagrało, jedyny minus to to, że w końcu to widowisko się kończy. Ale wtedy pierwsze na co mamy ochotę, to kupić bilet na kolejny sens. I ponownie świetnie się bawić! Gościnnie wystąpił Dr. Strange. Też doskonały.

Stan Lee: Fryzjer.
Scena po napisach: 1) Thanos nadciąga. 2) Poklepmy się po plecach.

18) Black Panther

data premiery: 2018
budżet: ok 200$, Box Office: 1,347$
reżyseria: Ryan Coogler (Creed)

Film okazał się ogromnym hitem, ale podzielił widzów i krytyków, pojawiły się zarówno głosy zachytu, jak i totalne zmieszanie z błotem. W pełni sprawdził się sposób na wprowadzenie nowego bohatera, najpierw Czarna Pantera pojawił się w Captain America: Civil War, debiut ten wypadł nadspodziewanie dobrze, a dopiero później otrzymał swój solowy film, w którym już jednak tak nie zachwyca, szczególnie wobec udanych postaci drugoplanowych. Na każdym kroku jakby był spychany na dalszy plan. Sceny walk są poprawne, ale ich choreografia nie hipnotyzuje jak w filmach o Kapitanie Ameryka, a rozwiązania technologiczne w tak zaawansowanym państwie momentami straszą nielogicznością. Za to dostajemy sporo przepięknych ujęć, naprawdę ciekawą ścieżkę dźwiękową i całkiem niezłego „tego złego”. Obsada nie zawodzi, nieżyjący już Chadwick Boseman w tytułowej roli wypadł poprawnie, natomiast zachwyca przepełniona pozytywną energią Lupita Nyong’o jako Nakia, świetny Michael B. Jordan jako Erik Killmonger i rewelacyjny Andy Serkis jako Ulysses Klaue.

Stan Lee: W kasynie.
Scena po napisach: 1) Wystąpienie i oferta T’Challa. 2) Bucky.

19) Avengers Infinity War

data premiery: 2018
budżet: ok 321$, Box Office: 2,048$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

Thanos nadchodzi! O ile film Avengers z 2012 roku bardzo fajnie pokazywał współpracę wcześniej poznanych bohaterów, to Infinity War robi to wręcz na nieporównywalnie większą skalę. I doskonale korzysta z podbudowy stworzonej przez osiemnaście filmów! Strona techniczna wręcz zachwyca, doskonałe ujęcia, niesamowita choreografia potyczek, Bracia Russo już wcześniej pokazali świetny warsztat, tutaj ponownie udowodnili swoją niezwykła smykałkę do scen akcji. Niesamowitym wrażeniom wizualnym towarzyszy doskonale dobrana muzyka, odpowiedzialny za ten aspekt filmu Alan Silvestri wykonał kawał dobrej roboty. Wprost przytłaczająca liczba postaci mogła zwiastować nieco spłycenie ich poczynań, ale i ten aspekt wypadł perfekcyjnie. Każda z postaci dostaje swoje pięć minut, do tego rozdzielenie akcji na parę odrębnych ścieżek pozwala tym bardziej skupić się na poszczególnych bohaterach. Nie zabrakło bardziej wzruszających momentów, wyraźnie zaznaczony został motyw poświęcenia, jednocześnie jak przystało na MCU, sporo tutaj humoru i ciętych dialogów, w których przodują dwa zestawione ze sobą mocne charaktery, czyli Tony Stark i Stephen Strange. Robert Downey Jr. i Benedict Cumberbatch wcielający się w te postacie w swojej karierze mają na koncie bardzo udane filmowe interpretacje postaci Sherlocka Holmesa, w filmie zresztą pojawia się nawiązanie do tego faktu, choć niestety, bardzo subtelne (Doctor. Do you concur?). Także bardzo wiarygodnie przedstawiono postać samego Thanosa, czyli postać „tego złego”, który jednak posiada wyraźnie zarysowane swoje przekonania i cel, do którego bezwzględnie dąży. Oprócz połączenia wielu postaci z poprzednich filmów, wątkiem głównym jest zebranie Kamieni Nieskończoności, które przez lata pojawiały się w najróżniejszych filmach.
– Kamień Przestrzeni (Space Stone) – Tesseract w Captain America: The First Avenger (2011)
– Kamień Umysłu (Mind Stone) – Berło w The Avengers (2012)
– Kamień Rzeczywistości (Reality Stone) – Eter w Thor: The Dark World (2013)
– Kamień Mocy (Power Stone) – Glob w Guardians of the Galaxy (2014)
– Kamień Czasu (Time Stone) – Eye of Agamotto w Doctor Strange (2016)
– Kamień Duszy (Soul Stone) – pojawia się po raz pierwszy w niniejszym filmie, a jego zdobycie wiąże się także z motywem poświęcenia.
Wiedząc już wcześniej, że film będzie miał swoją bezpośrednia kontynuację, można było spodziewać się zakończenia, mimo to finał powoduje i tak ogromne zaskoczenie i smutek. Jak cały film, także ostatnie sceny są bardzo wymowne i działają doskonale na uczuciach widza, oglądając film w kinie, niesamotna jest reakcja widowni. Zaskoczenie, cisza i zaduma trwa nawet, gdy zaczynają się napisy końcowe, a wielu widzów ociera ukradkiem płynące łzy…

Stan Lee: Kierowca autobusu.
Scena po napisach: Fury wysyła sygnał.

20) Ant-Man and the Wasp

data premiery: 2018
budżet: ok 162$, Box Office: 622$
reżyseria: Peyton Reed (The Love Bug, Bring It On, The Break-Up)

Oczekiwanie na kontynuację Infinity War osłodzić miał nam już lubiany Ant-Man, czyli Scott Lang w którego to postać bezbłędnie wcielił się Paul Rudd. Tym razem w towarzystwie tytułowej Wasp, czyli Osy. Przecudna Evangeline Lilly jako Hope van Dyne doskonale wypada na ekranie, a do tego Michael Douglas jako Dr Hank Pym i Michelle Pfeiffer jako Janet van Dyne podnoszą wartość widowiska. Jednak nie wszystko tutaj zagrało do końca, otrzymaliśmy przyjemny, lekki film, ze spora dawką humoru i dowcipów słownych w których bryluje rewelacyjny Michael Pena jako Luis, ale niestety nic ponadto. Motyw powiększania się i pomniejszania, znany doskonale z części pierwszej, tutaj momentami sięga już absurdu i choć większość scen doskonale bawi, to można poczuć nieco przesyt. Oczywiście ogląda się to nadal bardzo dobrze, a film stanowi doskonałą odskocznie, po przybijającym zakończeniu Infinity War.

Stan Lee: Właściciel pomniejszonego samochodu.
Scena po napisach: 1) Uwięziony w quantum realm, scena bardzo ważna dla wydarzeń przedstawionych w Avengers: Endgame. 2) Perkusja.

21) Captain Marvel

data premiery: 2019
budżet: 160$, Box Office: 1,128$
reżyseria: Anna Boden & Ryan Fleck (Sugar)

W scenie po napisach w Infinity War Nick Fury wysyła sygnał do tajemniczej postaci, która wcześniej nie pojawiła się w żadnym z filmów. Przyszedł więc czas na jej przedstawienie i oto na ekrany zawitała potężna Captain Marvel, w tej roli Brie Larson, która wypadła niestety nieco bez polotu, choć jest to uzasadnione faktem, że mamy do czynienia z bezkompromisową bohaterką, której nie w myśl błazenada czy miłostki. Ot, taka twarda babka. Sam film to klasyczny „origin story”, nieco konstrukcją przypominający filmy MCU z pierwszej fazy. Nie wypada to rewelacyjnie, choć oczywiście są tutaj także i mocne momenty, jak nieźle ukazany konflikt między kosmicznymi rasami, ich motywacje, a Carol Danvers, gdy wreszcie pojawi się na Ziemi, nawiązuje relacje z samym Nickiem Fury (doskonale odmłodzony cyfrowo Samuel L. Jackson), a film przeradza się w klasyczną opowieść w stylu „buddy movie”. Powraca także Clark Gregg jako niezastąpiony Agent Coulson. Na deser otrzymujemy słodkiego kociaka, nie obyło się także bez wytłumaczenia, dlaczego Fury ma tylko jedno oko. I nie jest to niestety dobre „wytłumaczenie”. Film zebrał mocno mieszane opinie, sporo było wychwalania, szczególnie ukazania mocno zarysowanej postaci kobiecej w filmie superbohaterskim, jednak jednocześnie otrzymaliśmy momentami nudny i pełen dziur fabularnych scenariusz ze spora liczbą nielogiczności. Sama Brie Larson zdobyła zarówno rzeszę miłośników jak i przeciwników, a zupełnie niepotrzebnie wokół filmu i jej roli pojawiły się głupie przepychanki.

Stan Lee: W pociągu, czyta scenariusz Mallrats (w którym to filmie także miał swoje cameo)! Dodatkowo cała czołówka z logiem Marvela jest mu poświęcona.
Scena po napisach: 1) Gdzie jest Fury? 2) Kłaczek.

22) Avengers: Endgame

data premiery: 2019
budżet: 356$, Box Office: 2,797$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

Po zakończeniu Infinity War, Avengers: Endgame był bardzo wyczekiwany przez miłośników MCU, co podczas premiery zaowocowało choćby z problemami z zakupem biletów. A że film trwa nieco ponad 3 godziny, więc wiele kin organizowało dodatkowe sense. Po premierze zachwytom nie było końca, zarówno krytycy jak i widzowie wprost rozpływali się w superlatywach. Film pobił wiele rekordów, a obecnie dzierży miano najbardziej dochodowego obrazu w historii kina! To wprost niesamowity, monumentalny sukces, MCU pieczołowicie budowane przez ponad dziesięć lat i ponad dwadzieścia filmów okazało się ewenementem na skalę światową! Akcja skupia się się wokół klasycznego składu grupy Avengers. Tony Stark (Iron Man), Steve Rogers (Captain America), Bruce Banner (Hulk), Thor, Natasha Romanoff (Black Widow) i Clint Barton (Hawkeye) pozostali na świecie, gdzie zniknęła połowa populacji, i każdy na swój sposób próbuje sobie z tym faktem radzić. I już to, zwykłe życie naszych superbohaterów w obliczu nowej rzeczywistości, zostało ukazane w poruszający sposób. Ale oczywiście nie można dać za wygraną, a gdy pojawia się szansa… Film wyraźnie posiada budowę strukturalną i już pierwszy akt wprawia widza w osłupienie. Następnie nastaje chwila wyciszenia, gdy w końcu pojawia się wspomniana szansa, przechodzi do niezwykłej zabawy z konwencją. Jako laurka dla głównych bohaterów, ale też samego MCU, znajdziemy tutaj wprost zatrzęsienie nawiązań do wcześniejszych obrazów. Do tego zrealizowano to we wprost perfekcyjny sposób, a momentami sprytne nawiązania i zestawienia postaci tylko uwypuklają ich rozwój, który nastąpił na przestrzeni ostatnich lat. Scen powodujących uśmiech na twarzy jest tu znaczna ilość, że choćby wystarczy wspomnieć scenę w windzie z Kapitanem, czy rozmowę Starka z ojcem. Zresztą, co także jest sporym zaskoczeniem, pojawia się Jarvis, w tej roli James D’Arcy, który w tę postać wcielił się także w serialu Agent Carter! Podobnego fanservisu jest oczywiście więcej, a w pamięć z pewnością wryją się te z udziałem Kapitana Ameryki, który wreszcie będzie mógł wypowiedzieć wielce znaczące słowa Avengers Assemble. I przepiękna scena z Młotem! Nie zabrakło także urokliwego motywu pokazującego woman-power, który obrazuje, że potężnych superbohaterek w tym świecie jest całkiem sporo. Pod względem realizatorskim, podobnie jak w Infinity War, wszystko wypada perfekcyjnie. Montaż, ujęcia, dynamika starć, doskonała muzyka, wszystkie te elementy niezwykle umiejętnie zostały połączone w jedną całość. To hołd złożony całemu MCU, a szczególnie pierwszej grupie superbohaterów, z której wielu członków w końcu może odejść na zasłużoną emeryturę. Same napisy końcowe i ich forma powodują, że łezka się kręci w oku. Kevin Feige od początku planował stworzenie spójnego uniwersum, zapewne wtedy sobie nie zdawał sprawy, jak ta sztuka przepięknie mu się uda. Endgame to godny koniec pewnej epoki, ale Marvel Cinematic Universe trwa nadal. Poprzeczka została postawiona niezwykle wysoko, czy uda się ją przeskoczyć?

Stan Lee: Make love, not war!
Scena po napisach: Słychać tylko dźwięk kuźni.

23) Spider-Man: Far From Home

data premiery: 2019
budżet: 160$, Box Office: 1,131$
reżyseria:

Spider-Man: Far From Home to takie złapanie oddechu po Endgame, czyli film lekki, łatwy i przyjemny w odbiorze. Powraca Tom Holland w tytułowej roli, ogromnym plusem jest poświęceniu mu miejsca zarówno jako Peterowi Parkerowi jak i Pajączkowi. Świat dość szybko wraca do normalności, znowu musi pojawić się ktoś, kto lubi namieszać, czyli standard w filmie superbohaterskim. Sony, nadal dzierżące prawa do filmowych przygód Spider-mana, fajnie dogadało się z Marvelem, dzięki czemu nie tylko Pajączek zagościł w filmach MCU, ale i w swoich solowych przygodach doczekał się gościnnych występów. Samuel L. Jackson jako Nick Fury czy Cobie Smulders jako Maria Hill otrzymują swoje pięć minut, a Jon Favreau jako Happy Hogan wręcz błyszczy, a do tego coś kręci z Marisą Tomei czyli May Parker, ciotką Petera. Szkoda, że nie uświadczymy tutaj znanej z komiksów Mary Jane, choć trzeba przyznać, że Zendaya jako MJ wypada naprawdę nieźle. Z postaci komiksowych pojawia się sam Mysterio, ponownie, jak to w MCU stało się standardem, doskonale obsadzony. Jake Gyllenhaal robi robotę. A jakby mało, to na chwilkę pojawia się J.K. Simmons który w trylogii Sama Raimi wcielił się w J. Jonahana Jamesona, i tutaj także wystąpił w tej roli!

Stan Lee:
Scena po napisach: 1) J. Jonah Jameson, Mysterio wyznaje prawdę. 2) Fury szuka butów. Dodatkowo dedykacja dla Ditko i Lee.

Marvel One Shot

Marvel One Shot to seria krótkometrażowych filmów nawiązujących bezpośrednio do uniwersum MCU, będących dodatkami do wydań Blu-Ray samych filmów. Powstało ich w sumie pięć, i należy traktować je jako lekturę obowiązkową, tym bardziej, że całkiem sporo wnoszą do tematu. Od 2016 roku Marvel kontynuował serię, ale jej forma nieco się zmieniła, zrezygnowano z filmów krótkometrażowych na rzecz materiałów już raczej czysto promocyjnych.

Lista filmów:

2011 The Consultant
2011 A Funny Thing Happened on the Way to Thor’s Hammer
2012 Item 47
2013 Agent Carter
2014 All Hail the King

2016 Team Thor
2017 Team Thor: Part 2
2017 Rappin’ With Cap
2018 Team Darryl
2019 Peter’s To-Do List

The Consultant (2011)

Akcja rozgrywa się po wydarzeniach z filmów Incredible Hulk i Iron Man 2 i nawiązuje bezpośrednio do sceny po napisach z Incredible Hulk. W rolach głównych agenci Coulson i Sitwell oraz tytułowy Konsultant. Film trwa około 4 minut.

A Funny Thing Happened on the Way to Thor’s Hammer (2011)

Scena ma miejsce między zakończeniem filmu Iron Man 2, ale jeszcze przed sceną po napisach z tego tytułu. W roli głównej ponownie Agent Coulson. 4 minutki.

Item 47 (2012)

Tym razem otrzymujemy zrobiony z prawdziwym rozmachem film krótkometrażowy (ponad 11 minut!), który prezentuje wydarzenia mające miejsce po filmie Avengers. Wśród obsady pojawia się Agent Sitwell. Uwaga, jest scena po napisach!

Agent Carter (2013)

Ponownie Marvel zaszalał i otrzymaliśmy niezwykle dynamiczny i przepełniony akcją film krótkometrażowy (ponad 15 minut), w którym główną role odgrywa tytułowa Agentka, czyli Peggy Carter. Wydarzenia mają miejsce po pierwszym filmie z Kapitanem: Captain America: The First Avenger. Zdecydowanie warto obejrzeć. Uwaga, także tutaj dostajemy scenę po napisach!

All Hail the King (2014)

Tą krótkometrażówką Marvel starał się nieco wyprostować niezadowolenie fanów z powodu filmowej interpretacji postaci Mandaryna. Nieco niepotrzebnie, ale za to otrzymujemy całkiem wyśmienity filmik (ok 14 minut). Także tutaj występuje dodatkowa scena (tym razem podczas napisów).

Team Thor (2016)
Team Thor: Part 2 (2017)
Team Darryl (2018)

Trzy filmiki, w których pewien Darryl szuka współlokatora. W pierwszych dwóch trafi na samego Thora, w trzecim w jego progi zawita Grandmaster. Bardzo przyjemne.

Rappin’ With Cap (2017)

Więcej moralizatorskich pogadanek Kapitana Ameryki, których formę poznaliśmy w Spider-Man Homecoming.

Peter’s To-Do List (2019)

Przed wyruszeniem do Europy w Spider-Man: Far From Home, Peter musi odhaczyć parę rzeczy do zrobienia. Dość standardowych, jak odebrać paszport, zrobić zakupy, sprać złoli.

Podobnych małych perełek, nie zawsze oficjalnych, pojawiło się jeszcze parę. Koniecznie należy wymienić:

The Punisher: Dirty Laundry (2012)

Amatorski film krótkometrażowy, o którym warto wspomnieć, gdyż do roli Punishera powraca Thomas Jane, który w Franka Castle wcielił się w przeciętnym filmie The Punisher z 2004 roku. Tutaj próbuje zmyć złe wrażenie, mimo że sam wtedy wypadł w swojej roli bardzo dobrze. W niniejszej produkcji sztuka ta wychodzi mu jeszcze lepiej. Zaledwie 10 minut, ale czuć tu potencjał, jaki postać Punishera w sobie posiada. Jest mocno, brutalnie, nieco z zadumą. Gościnnie Ron Perlman.

No Good Deed (2017)

Specyficzny zwiastun, w formie krótkometrażowego filmiku, oczywiście, jak przystało na Deadpoola, nic nie traktujący poważnie. Gościnnie Stan Lee.

Guardians Inferno – teledysk utrzymany w kiczowatej stylistyce lat 70. XX wieku. Śpiewa sam Nick Fury, ten pierwszy, czyli David Hasselhoff! Gościnnie Stan Lee.
Marvel’s Doctor Strange – The Doctor Is In – Doctor Strange objaśnia obrażenia, których może nabawić się podczas potyczek.
WHiH NewsFront – program informacyjny prowadzony przez Christine Everhart, w którym omawia m.in. losy kryminalisty Scotta Langa.
Céline Dion: Ashes – teledysk promujący Deadpoola. To trzeba zobaczyć!
Hilariously Face Off For The Last Donut – konfrontacja między Kapitanem Ameryką a Iron-manem!
Jimmy Kimmel Hires Dr Strange. – Dr Strange, jako magik, na przyjęciu urodzinowym. Sytuację z tego filmiki nie omieszkał wypomnieć mu później Stark w Infinity War.
Tom Holland & Jimmy Kimmel – Peter odbiera pranie.
Spider Man Parody – krótka parodia, w rolach głównych Jack Black i Sarah Michelle Gellar.
Spider Man in X-Men Movie! – żart z planu, w filmie X-men prawie pojawił się sam Spider-man!
Hulk At The Office (2015) – czy Hulk poradziłby sobie w biurze? Gościnie Stan Lee i Lou Ferrigno!
i inne…

Przerwa na reklamę:

Coca-Cola “A Mini Marvel” – ostatnia puszka Coli, czy Hulk tak łatwo odpuści Ant-manowi?
Watch NBA Finals with Spidey and Iron Man! – Happy Hogan, Tony Stark, Peter Parker a jakby było mało, to jeszcze pojawia się tu zatrzęsienie gwiazd.
Dancing Spiderman – Spider-man też umie tańczyć.
Quicksilver Sky Fibre – Quicksilver, ten z Foxa, ponownie popisuje się swoimi umiejętnościami.
Audi – Seria paru reklam, głównie z Pajączkiem, ale drętwa Captain Marvel też tutaj znalazła swoje miejsce.

Seriale

Oprócz filmów, świat Marvela to także oczywiście wiele produkcji emitowanych w formie seriali telewizyjnych. Podobnie jak w przypadków filmów, produkowane były przez różne studia i w różnym czasie, z ich jakością także bywało różnie. Część seriali powstałych już po starcie Marvel Cinematic Universe w wyraźny sposób nawiązuje do tego uniwersum, a nawet często czerpie z niego pełnymi garściami. I w tej postaci stanowią bardzo ciekawe uzupełnienie pewnych wątków, choć z czasem producenci zdecydowali się jednak na odseparowanie świata filmowego od serialowego. W końcu w 2020 roku zamknięto definitywnie wszystkie wcześniejsze produkcje, a obecnie na platformie Disney+ rozpoczęto emisję seriali już oficjalnie wchodzących w skład Marvel Cinematic Universe.
Niestety, nie wszystkie wymienione poniżej produkcje miałem przyjemność obejrzeć w całości, i mimo nadrabiania braków, sporo jeszcze przede mną. Dlatego też to zestawienie traktuję jako uzupełnienie i ograniczę się do ogólnych informacji.

Spidey Super Stories (The Electric Company, PBS)

lata emisji: 1974–1977
3 sezony, 29 odcinków

Pierwsze aktorskie wcielenie Spider-mana to seria pouczających historyjek z przysłowiowym „morałem”, przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. Co ciekawe, zachowano mocno stylistykę komiksu, na ekranie pojawiają się często komiksowe kadry, a sam Spider-man jest postacią niemą, jego kwestie wyświetlane są jako komiksowe dymki. Warto z ciekawości obejrzeć choć odcinek, tym bardziej, że często w rożnych rolach pojawiał się Morgan Freeman.

Spider-Man / Supaidāman (Toei Company, TV Tokyo)

lata emisji: 1978–1979
1 sezon, 41 odcinków

Marvel swego czasu nawiązał współprace z Japońską korporacją Toei Company, która m.in. zaowocowała powstaniem serialu z Pająkiem. Co ciekawe, umowa określała, że Japończycy mogą korzystać z wizerunku i nazwy Spider-man, ale tworząc całą otoczkę wokół tej postaci dostali całkowicie wolną rękę. I wyszło z tego coś pokroju Power Rangers, Spider-man, a właściwie Supaidaman w tej wersji to kaskader Takuya Yamashiro, zdobycie pajęczych mocy także zostało zmienione, dodatkowo Spider-man dysponuje sporą liczbą gadżetów takich jak choćby futurystyczny samochód czy ogromny robot Leopardon. I jest statek kosmiczny, uroczo nazwany Marveller. Oczywiście mamy też tych złych, i całą masę fikuśnych strojów i postaci. Całość o dziwo stoi na całkiem przyzwoitym poziomie, wyróżniając się choćby niezłymi scenami kaskaderskimi. Serial uzupełnia dodatkowo relatywnie krótki film, jednak nie różni się on znacznie od przykładowego odcinka, dlatego też nie wspomniałem o nim w sekcji poświęconej filmom. Mimo, że współpraca Marvela z Toei mogła wydawać się kuriozalna, to jednak była dość owocna, szczególnie pozytywnie wpłynęła na zwiększenie rozpoznawalności marki Marvela w Japonii.

Mutant X (Syndication)

lata emisji: 2001-2004
Sezon 1: 22 odcinki
Sezon 2: 22 odcinki
Sezon 3: 22 odcinki

Serial o dość pokaźnej liczbie odcinków emitowanych w sumie w trzech sezonach, powstał już po premierze pierwszego filmu kinowego X-men, jednak w jego produkcję nie było zaangażowane studio Fox, a sam Marvel. Co zaowocowało wieloma przepychankami i pozwami sądowymi, a w końcu przyczyniło się do zamknięcia serialu, pozostawiając niestety wiele nierozwiązanych wątków. Z powodu zawirowań licencyjnych, mimo że produkcja nawiązuje do świata Mutantów, to jednak stoi mocno na uboczu i kreśli zupełnie własną historię z własnymi postaciami. Serial zdobył rzeszę wiernych fanów, postacie dało się lubić, choć niestety posiadał sporo przywar, w tym słabe efekty specjalne, mocno taki sobie scenariusz i nieco odczuwalny brak pomysłu na siebie.

Blade(Spike)

lata emisji: 2006
Sezon 1: 13 odcinki

W nieco przemontowanej formie, pilot tego serialu został wydany jako pełnometrażowy film Blade: House of Chthon, a całość w bardzo luźny sposób nawiązuje do wcześniejszej filmowej trylogii. Niestety zmieniono odtwórcę głównej roli, co nie wyszło na dobre, jednak ogólnie serial nie wypada źle, choć jest bardzo nierówny i niestety najsłabiej prezentuje się początek jak i zakończenie.

Seriale CBS:

The Amazing Spider-Man

lata emisji: 1977–1979
Sezon 1: 6 odcinków
Sezon 2: 8 odcinków

Serial z którego odcinków sklecono aż trzy pełnometrażowe filmy, reszta trzyma oczywiście podobny poziom. Mamy więc Spider-mana który łazi pokracznie po ścianach, od czasu do czasu gdzieś skoczy lub użyje sieci, a komiksowych złoli w ogóle tutaj nie uświadczymy. W całości nieźle wypada odtwórca tytułowej roli Nicholas Hammond, a sam Peter Parker jest bardzo fajnie zarysowaną postacią, do tego, całkiem rozgarniętą i obrotną. I da się po prostu lubić.

The Incredible Hulk

lata emisji: 1977–1982
Sezon 1: 12 odcinków
Sezon 2: 23 odcinków
Sezon 3: 23 odcinków
Sezon 4: 14 odcinków
Sezon 5: 7 odcinków

The Incredible Hulk był sporym hitem co zaowocowało aż pięcioma sezonami jego telewizyjnych przygód, przy okazji powstało sześć filmów pełnometrażowych. Trzy pierwsze to piloty lub zlepki odcinków, kolejne trzy to pełnoprawne filmy, nakręcone już po zakończeniu serialu. Formuła była dość prosta, Dr. David Banner podróżuje by znaleźć remedium na swój zielony problem, a przy okazji pomaga różnym ludziom rozwiązywać ich problemy. Ot, taka jednoosobowa Drużyna A. Serial stał na całkiem przyzwoitym poziomie, mimo często widocznego moralizatorstwa, scenariusze nie wypadały źle, a aktorsko Bill Bixby jako Banner i Lou Ferrigno jako Hulk nieźle sobie poradzili. Można się zainteresować, choć warto na początek spróbować filmów.

Seriale ABC:

Agents of S.H.I.E.L.D.

lata emisji: 2013–2020
Sezon 1: 22 odcinki
Sezon 2: 22 odcinki
Sezon 3: 22 odcinki
Sezon 4: 22 odcinki
Sezon 5: 22 odcinki
Sezon 6: 13 odcinków
Sezon 7: 13 odcinków

Agents of S.H.I.E.L.D.: Slingshot

lata emisji: 2016
1 sezon, 6 odcinków

Agents of S.H.I.E.L.D. rozpoczyna się po wydarzeniach z filmu Avengers, a w głównej roli powraca, co może być pewnym zaskoczeniem, Agent Phil Coulson. Pierwsze odcinki niestety były dość słabe, ale w połowie pierwszego sezonu, gdy na serial bezpośrednio wpłynęły wydarzenia z filmu Captain America: The Winter Soldier, pojawił się znaczny wzrost formy. Jednocześnie wyraźnie zostało zarysowane bezpośrednie powiązanie z Marvel Cinematic Universe, a gościnnie pojawiły się tutaj takie postacie jak Sif czy nawet sam Nick Fury! Jednak z czasem serial odchodził nieco na boczny tor, w MCU oficjalnie nie była uznana obecność Phila Coulsona, co wcale jednak nie wpłynęło na spadek formy, a wręcz przeciwnie. Będąc już poniekąd niezależnym dziełem, scenarzyści mogli rozwinąć skrzydła i nasi bohaterowie przeżywali momentami dziwaczne przygody, czy to trafiając do innych rzeczywistości, czy podróżując w kosmosie, czy nawet cofając się w czasie! Mimo nierównego poziomu, produkcja zyskała sporą grupę miłośników, co zaowocowało w sumie siedmioma sezonami, które naprawdę warto obejrzeć. Postacie takie jak Phil Coulson, Melinda May, Daisy ‚Skye’ Johnson, Jemma Simmons, Leo Fitz, Alphonso ‚Mack’ Mackenzie czy Elena ‚Yo-Yo’ Rodriguez dają się lubić, do tego po drodze spotkamy tutaj także dość ciekawe charaktery jak Bobbi Morse, Aida, Deathlok czy Ghost Raider. Są Inhumans, inne rasy, monolity, oj, dzieje się tutaj dość dużo. Gościnnie w ostatnim sezonie pojawia się nawet Daniel Sousa z serialu Agent Carter! Slingshot to miniserial bezpośrednio powiązany z główną serią. Składa się z sześciu krótkometrażowych odcinków, a jego wydarzenia mają miejsce przed czwartym sezonem głównej serii.

Stan Lee: W pociągu w miłym towarzystwie. W Slingshot jest jego zdjęcie.

Agent Carter

lata emisji: 2015–2016
Sezon 1: 8 odcinków
Sezon 2: 10 odcinków

Peggy Carter, czyli tytułowa agentka, zdobyła nasze serca w filmie Captain America: The First Avenger, wspaniałą więc wiadomością była informacja, że dostanie swój własny serial. W głównej roli powraca znana z filmu przeurocza Hayley Atwell. Serial doczekał się dwóch sezonów, każdy z sezonów przedstawia zamkniętą historię, i wielka szkoda, że nie kontynuowano dalej tej opowieści, tym bardziej, że pod względem zarówno realizatorskim jak i scenariuszowym było bardzo przyzwoicie, a kolejne sezony zapewne ukazałyby założenie samej Agencji S.H.I.E.L.D.. Serial należy oglądać po filmie Captain America: The First Avenger do którego najmocniej nawiązuje, natomiast One Shot pod tym samym tytułem co serial, mimo że powstał przed serialem, przedstawia akcję już po jego zakończeniu. Mimo sporych nawiązań do MCU, serial obecnie oficjalnie jest uznawany za niekanoniczny, jednak sam Marvel w Avengers: Endgame miło do niego nawiązał, umieszczając gościnny występ Edwina Jarvisa, w którego wcielił się James D’Arcy. Czyli ta sama postać i ten sam aktor i w serialu i w jednym z ostatnich filmów MCU. Inna postać: Daniel Sousa (w tej roli Enver Gjokaj) trafiła do ostatniego sezonu Agents of S.H.I.E.L.D. Wniosek jest prosty, nie ma co się przejmować, czy coś jest niby kanoniczne czy nie, jak serial jest przyzwoity, warto obejrzeć. A Agentce Carter z pewnością warto poświecić chwilę.

Stan Lee: Pożycza gazetę

Inhumans

lata emisji: 2017
Sezon 1: 8 odcinków

Pierwotnie w planach miał być film pełnometrażowy, w końcu skończyło się na serialu. I coś nie wyszło, serial okazał się ogromna porażką artystyczną, z idiotycznym scenariuszem. Zarówno widzowie jak i krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów. To 8 odcinków o których spokojnie można zapomnieć. Dwa pierwsze wyświetlane były nawet w kinach, ale za pełnoprawny film nie można tego uznać.

Seriale Netflix:

Seriale Netflixa, mimo że pierwotnie oficjalnie miały należeć do MCU, to stoją nieco bardziej na uboczu tego uniwersum i raczej nie nawiązują do głównej osi fabularnej filmów, choć sama bitwa w Nowym Jorku z Avengers ma wpływ na parę scen. Natomiast poszczególne tytuły z tej grupy są dość mocno ze sobą powiązane, często w rożnych seriach pojawiają się te same postacie. Zamysł podoby jak w MCU, co zresztą zaowocowało także jednym wspólnym serialem The Defenders, w którym pojawia się Daredevil, Jessica Jones, Luke Cage, Iron Fist oraz wiele postaci drugoplanowych.
Pierwszym emitowanym serialem był Daredevil, który okazał się sporym hitem, widzom spodobał się poważniejszy, dorosły klimat. Tak samo Jessica Jones w której doskonale przede wszystkim zostały zarysowane poszczególne postacie. Niestety, dalej było coraz gorzej. Luke Cage zebrał już mieszane opinie, a Iron Fist okazał się porażką. Serial The Defenders, w zamierzeniu spinający to miniuniwersum, mimo ogromnego potencjału, także wypadło dość słabo. Natomiast może podobać się Punisher będący niejako serią odpryskową Daredevila. Ogólnie, po naprawdę doskonałym starcie, poziom poszczególnych serii wyraźnie pikował w dół. Problemem była także długość samych poszczególnych sezonów, umowy podpisane z Marvelem określały liczbę odcinków, na wypełnienie których niestety nie starczało scenariusza. Zapychano więc wolne miejsce bezsensowną gadaniną, co spowodowało, że w w wielu miejscach poszczególne odcinki są najzwyklej w świecie nudne. Nawet The Defenders, gdzie otrzymaliśmy mniej odcinków i sporo postaci, nie uniknął dłużyzn. Daredevil i Jessica Jones (głównie pierwszy sezon), oraz The Punisher są jak najbardziej warte obejrzenia. Reszta w ramach wolnego czasu.

Daredevil

lata emisji: 2015–2018
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków
Sezon 3: 13 odcinków

Jessica Jones

lata emisji: 2015–2019
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków
Sezon 3: 13 odcinków

Luke Cage

lata emisji: 2016–2018
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków

Iron Fist

lata emisji: 2017–2018
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 10 odcinków

The Defenders

lata emisji: 2017
Sezon 1: 8 odcinków

The Punisher

lata emisji: 2017–2019
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków

Stan Lee: W każdym z seriali Netflixa pojawia się jego zdjęcie, występuje w trailerze The Defenders.

Seriale FX/Fox:

Legion(FX)

lata emisji: 2017–2019
Sezon 1: 8 odcinków
Sezon 2: 11 odcinków
Sezon 3: 8 odcinków

Serial operuje na własnych postaciach i motywach, a nawiązania do uniwersum X-men są raczej symboliczne, choć jednocześnie dość znaczące. To co najbardziej przyciąga do serialu, to jego niezwykły klimat a także oryginalna realizacja. Spora liczba wręcz zwariowanych i dziwacznych motywów powoduje, że klimat jest bardzo „kolorowy”, ale nie ma mowy o komicznych wątkach, a bardziej odnajdziemy tutaj dramat i poważne kwestie. Nie każdemu takie coś przypasuje, wręcz momentami bywa to męczące, jednak jak ktoś się wkręci w ten dziwny klimat, będzie zachwycony. Mocno polecam spróbowanie przynajmniej trzech pierwszych odcinków.

The Gifted (Fox)

lata emisji: 2017–2019
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 16 odcinków

The Gifted skupia się na własnych wątkach i postaciach, jednak widać w nim delikatne nawiązanie do kinowego uniwersum X-men. Serial jest dość sprawnie zrealizowany, a efekty specjalne nie odstraszają, niestety jest także dość nierówny. Zdarzają się zarówno bardzo ciekawe odcinki jak i niestety dość słabe. W odbiorze całości nasuwa się określenie „nijaki”, może się podobać, ale to przeciętna produkcja, którą jak sobie odpuścimy, to wiele nie stracimy.

Stan Lee: Wychodzi z baru.

Seriale Freeform:

Cloak & Dagger

lata emisji: 2018–2019
Sezon 1: 10 odcinków
Sezon 2: 10 odcinków

Głównymi postaciami są nastolatki, jednak serial posiada dość poważny i mroczny klimat, a nasi bohaterowie, mimo młodego wieku, noszą już spory bagaż traumatycznych przeżyć. Pod tym względem serial wypada naprawdę nieźle, tym bardziej, że odpowiednie ujęcia i niezła muzyka potęgują klimat. Jednocześnie zbyt często akcja po prostu siada, a niektóre wątki są rozpamiętywane w nieskończoność. Warto sięgnąć, ale można się łatwo odbić.

Stan Lee: Na obrazie.

Seriale Hulu:

Runaways

lata emisji: 2017–2019
Sezon 1: 10 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków
Sezon 3: 10 odcinków

Kolejny serial o nastolatkach, który przede wszystkim doskonale zarysowuje relacje między poszczególnymi postaciami, także międzypokoleniowe. Sporo tu lekkiego klimatu, choć oczywiście pojawiają się i bardziej dramatyczne sceny, ale zawsze znajdzie się chwila, by złapać oddech i się uśmiechnąć. Trochę niedomagają efekty specjalne, co wynagradzają niezłe ujęcia i bardzo przyjemna muzyka, niestety z czasem serial staje się nieco nużący. Gościnnie Cloak & Dagger!

Stan Lee: Kierowca limuzyny.

Helstrom

lata emisji: 2020
Sezon 1: 10 odcinków

Utrzymany w poważniejszym stylu, czerpiący garściami z gatunku horroru Helstrom ogólnie wypada dość przeciętnie. Otrzymujemy tutaj egzorcyzmy, demony, całkiem ciekawe postacie, ale można odnieść wrażenie, że całościowo wszystko to się niestety rozmywa, choć jest tutaj parę naprawde niezłych scen i motywów. Może wciągnać.

Słowem podsumowania

Trzeba przyznać, że Marvel doczekał się sporej spuścizny filmowej, do tego dzięki inicjatywie Marvel Cinematic Universe sprawił, że kino superbohaterskie stało się niezwykle popularne, choć oczywiście należy pamiętać, że mówimy tu o kinie czysto rozrywkowym, które to dobrze ogląda się na dużym kinowym ekranie. Obecne czasy niestety nie nastrajają pozytywnie do kontynuowania trendu kręcenia wysokobudżetowych produkcji, co zresztą widać po premierach w roku 2020: ukazał się tylko jeden film i to ze stajni jeszcze Foxa, natomiast zapowiadane premiery Black Widow i The Eternals zostały przesunięte. Zapewne skutkiem pandemii jest mocniejsze wejście na rynek seriali, gdzie pierwsza oficjalna produkcja wchodząca w skład MCU: WandaVision obecnie jest emitowana, a parę kolejnych zostało zapowiedzianych. Wszystko to oczywiście obejrzymy tylko na platformie Disney+. Seriale w tej formie rozwijają w wyraźny sposób wątki z filmów i wykorzystują postacie których debiut odbył się na dużym ekranie. Do swoich ról oczywiście powrócili znani i lubiani aktorzy. Także ważnym wydarzeniem jest odzyskanie przez Marvela pełnych praw do ekranizacji praktycznie wszystkich postaci, przez co choćby ogromny świat mutantów z pewnością w przyszłości pojawi się w MCU. Trochę niestety zmniejsza to konkurencyjność na rynku, obecnie jako alternatywa pozostaje tylko DC, które jednak nadal ze swoimi produkcjami szuka złotego środka. Sony to inna bajka, póki trwa umowa z Marvelem, Spider-man rozszerza bezpośrednio MCU, a jedynie produkcje poboczne, jak Venom czy zapowiadany Morbius stanowią nieco odrębne byty. Patrząc na zapowiedzi, warto zauważyć, że przebąkuje się o jeszcze większym scaleniu uniwersum i choćby w kolejnym Spider-manie mamy zobaczyć postacie z wcześniejszych filmów Sony. Może wyjść ciekawie.

 

Read Full Post »

Wydana w 2018 roku tylko na konsolę PS4 gra Marvel’s Spider-Man zaskarbiła sobie serca zarówno krytyków jak i graczy. Niezła historia, rewelacyjna oprawa graficzna, a do tego ogromna grywalność to aspekty, dzięki którym gra okazała się pozycja obowiązkową nie tylko dla miłośników Superbohaterów. Teraz, pod koniec 2020 roku, doczekaliśmy się wreszcie kontynuacji.

Mija rok od wydarzeń z pierwszej części, Peter Parker wyjeżdża do Europy, a Nowy Jork zostaje pod opieką Milesa Moralesa. Młody, zaledwie 16-letni nowy Pająk musi sprostać ogromnej odpowiedzialności, tym bardziej jest to trudne zadanie, że wśród mieszkańców nie jest obdarzony zaufaniem i traktowany jako „ten drugi”.

Rozgrywka to praktycznie dokładne powtórzenie tego, co doskonale poznaliśmy w pierwszej części. Nadal ogromne wrażenie powoduje bujanie się na sieciach. Podróżowanie w ten sposób między blokami sprawia ogromną przyjemność, a do tego jest niezwykle szybkie, mimo, że gra ma zaimplementowany system szybkiej podróży, to zupełnie nie ma potrzeby z niego korzystać. Ponownie także doskonale sprawdziły się mechaniki walki, nasz pajączek jest dość delikatny na ciosy, czy pociski z broni, ale za to jest niezwykle zwinny, i walka przypomina nieco balet. Wszystko działa niesamowicie płynnie, a potyczki z bandziorami dostarczają prawdziwej frajdy. W przypadku walki otrzymaliśmy pewne nowości, Miles wraz z pajęczymi mocami otrzymał umiejętności, których Peter może mu tylko pozazdrościć, jak moc jadu, czy możliwość kamuflażu, czyli stania się na parę chwil niewidzialnym.

Jednym z największych zarzutów w stosunku do gry, jest długość jej rozgrywki. Przejście całego wątku fabularnego, i to zaliczając przy okazji misje poboczne, zajmuje około 10 godzin. Jednak należy przyznać, że twórcy w kontynuacji skupili się praktycznie na samej akcji, nieco mniej tu znajdziek, choć oczywiście takowe też występują, a zupełnie usunięto motywy skradankowe, czy zabawę w układanie klocków. Tak więc otrzymujemy skondensowaną dawkę akcji, i trzeba przyznać, pod tym względem gra sprawia bardzo dobre wrażenie, a niektóre sceny powodują przysłowiowy „opad szczęki”.

Misji pobocznych jest zaledwie parę, ale są bardzo fajnie skonstruowane, niektóre są dłuższe, niektóre zajmują dosłownie parę minut. Mamy także aktywności w postaci przestępstw, które pojawiają się systematycznie na mapie, niestety, poza paroma nowościami, praktycznie przeniesione jeden do jeden z pierwszej części. Dodatkowo, pajączek korzysta z dedykowanej aplikacji, z której mamy bezpośredni dostęp do opcjonalnej aktywności. Oczywiście pojawiają się, także znane z wcześniejszej serii, wyzwania czy obozy przestępców.

Nasza postać możemy rozwijać, otrzymując nowe możliwości w walce, czy nowe stroje i gadżety. Czyli znowu powtórka z pierwszej części, choć sam rozwój jest tu nieco uproszczony, a rodzajów żetonów potrzebnych do odblokowywania czy to strojów czy możliwości jest tylko dwa rodzaje, co wpływa przyjemnie na przejrzystość samego procesu.

Mamy tu do czynienia nie z pełnoprawną kontynuacją, a swoistym rozszerzeniem. Coś w stylu tego, co otrzymaliśmy w przypadku serii Uncharted, gdzie Zaginione Dziedzictwo nie było traktowane jako pełnoprawna kontynuacja, ale większe rozszerzenie czwartej części. I dokładnie tak samo jest w przypadku Pajączka, Miles Morales to swoiste rozszerzenie poprzedniego tytułu. Jednak o ile Dziedzictwo kosztowało odpowiednio mniej na premierę, to w przypadku nowego pajączka twórcy krzyczą sobie kwotę jak za pełnoprawny tytuł. Owszem, otrzymujemy bardzo dobrą grę, ale jednak cena powinna być nieco niższa, w premierowej kwocie zapewne skuszą się na nią tylko najwięksi fani pajączka, których swoją drogą jest chyba jednak sporo, gdyż gra sprzedaje się bardzo dobrze.

Trochę niesmaku powoduje także zamieszanie z edycjami. Jako, że obecnie nastąpiła premiera nowej generacji konsol, Spider-Man: Miles Morales jest dostępny zarówno na PS4 jak i PS5, natomiast jeżeli posiadamy wcześniejszą część, to owszem, można zagrać w nią na PS5, ale jak chcemy otrzymać nowe efekty i znaczną poprawę rozgrywki, to nie pozostaje nic, jak kupić tytuł ponownie, albo w pakiecie z Milesem, za oczywiście odpowiednią kwotę. Trochę nieeleganckie zachowanie ze strony wydawcy. Z drugiej strony, to także swoisty tytuł startowy na PS5, do tego naprawdę zachwycający pod względem rozgrywki i grafiki, więc zapewne to także wpływa na wyniki sprzedaży.

Grę ogrywałem na PS4 i trzeba przyznać, że pod tym względem twórcy nie pokpili sprawy. Gra chodzi bardzo sprawnie, graficznie prezentuje się rewelacyjnie, do tego ładuje się naprawdę szybko. Zdarzają się dziwne błędy, jak pojawianie się niektórych elementów otoczenia z opóźnieniem, nawet nasza postać potrafi w scenkach ładować się na raty, i wpierw pojawia się głowa, a dopiero po chwili reszta ciała. Zdarzyło mi się także, że niektóre misje, mimo że aktywne na mapie, to po dotarciu do odpowiedniego miejsca nie „załapywały”. Do tego gra ewidentnie po czasie potrafiła dostawać zadyszki, a nawet się zawiesić. Wszelkim tym problemom oczywiście pomagał restart, a cały czas pojawiają się nowe poprawki, więc pewnie błędy z czasem zostaną całkowicie załatane.

Spider-Man: Miles Morales to bardzo dobry tytuł, z tym, że polecam go głównie tym, którzy mieli przyjemność zagrania w pierwszą część. O wiele lepiej zacząć od jedynki, a jak komuś przypadła do gustu, to chyba nie ma sensu zachęcać, sięgnie po kontynuację z automatu.

Read Full Post »

Swego czasu na blogu pojawił się poradnik Jak czytać Marvel NOW! którego zwieńczeniem była grafika, prezentująca które wydarzenia występują po sobie, a które dzieją się mniej więcej w tym samym czasie.

Wydawnictwo Egmont kontynuowało tą linię wydawniczą, która w naszym kraju zgrabnie została ochrzczona jako Marvel NOW 2.0!, i nadal trwa. Natomiast obecnie dotarliśmy do dość znaczącego eventu, czyli Tajnego Imperium, oto grafika dotycząca właśnie Marvel NOW 2.0!, jako, że linia wydawnicza jeszcze się nie zakończyła, obecnie w wersji BETA, zawierająca wszystkie tytuły właśnie do Tajnego Imperium. Tak więc grafika doczeka się jeszcze aktualizacji, a jeżeli komuś przyda się na tym etapie, serdecznie zapraszam:

Parę uwag: połapanie się w tytułach i zależności między nimi jest o wiele prostsze w NOW 2.0 niż NOW. Główne serie Avengers czy X-men mają relatywnie prostą strukturę, a najważniejszy event pięknie został podbudowany przez Impas i dwa tomy Kapitana Ameryki. Egmont niektóre pozycje wydawał nieco niechronologicznie. O ile w przypadku takich tytułów jak Moon Knight czy Mockingbird nie ma to większego znaczenia, to choćby w przypadku X-men już jest sprawa nieco problematyczna. Zdecydowałem się umieścić Śmierć X przed serią Extraordinary X-Men, gdyż w samej serii znajdziemy już odwołania do Śmierci, także opowieść ta wyjaśnia sytuację, która panuje w serii.

Należy pamiętać, że tomy Iron Man i II Wojna Domowa oraz Tajne imperium i Kapitan Ameryka 2 należy czytać odpowiednio razem, najlepiej przeskakując pomiędzy rozdziałami zawartymi między tymi tomami (stąd zależność zaznaczona na czerwono).

Będę wdzięczny oczywiście za wszelkie uwagi, jak macie jakieś zastrzeżenia, znajdziecie nieścisłości czy błędy, dajcie koniecznie znać!

Read Full Post »

Na dobry początek przystawka, zestaw Avengers który premię miał całkiem niedawno:

76144 Avengers Hulk Helicopter Rescue
minifigurki: Chitauri (2x), Black Widow, Hulk, Rescue – Pepper Potts

Zestaw ze wszelkich miar udany, nie dość, że otrzymujemy pięć niezłych minifigurek, wśród których co prawda czarna Wdowa jest powtórką, ale za to mamy Hulka w białym kombinezonie i niewątpliwa gwiazdę niniejszego zestawu: Pepper Potts w fioletowym kombinezonie. Chitauri to miły dodatek, tym bardziej, że dosiadają całkiem przyjemnych latadełek. Helikopter także wypada nieźle, choć akurat ten model prywatnie u mnie pójdzie na przemiał (jakby ktoś reflektował, zapraszam).

I o ile zakończenie bieżącego roku tym zestawem okazało się udane, to niestety plany na rok 2020 prezentują się zastraszająco słabo…

76143 Avengers Truck Take-down
minifigurki: Captain America, Hawkeye, A.I.M. Agent (2x)

Dziwoląg totalny, zestaw który powoduje, że ma się ochotę zapytać WTF? Rozkładana ciężarówka która zupełnie „nie wygląda” do tego wyposażenie Agentów AIM które także odstrasza. Wśród figurek na szczęście tylko Agenci warci zainteresowania, bo na cały zestaw raczej nie ma co marnować pieniędzy. Sroga pomyłka, ale może dzieciakom się spodoba? W końcu TLG wie co robi? Chyba?

76142 Avengers Speeder Bike Attack
minifigurki: Thor, Black Panther, A.I.M. Agent

Chyba jednak nie wie, gdyż kolejny zestaw Avengers to także potworek straszliwy. Z nowości figurkowych mamy tylko Agneta, reszta już w podobnej formie była, więc zestaw raczej nie ma nic, czym by do siebie zachęcał (chyba że zabezpieczenie dla kotka jest warte uwagi…).

76140 Iron Man Mech
minifigurki: Iron Man

Dzieciaki lubią mechy, więc TLG zaserwuje nam w 2020 roku całkiem sporo takich konstrukcji. Ta poświęcona Iron Manowi niestety zupełnie nie zachwyca, ale pewnie będzie nowa zbroja minifigurki.

76141 Thanos Mech
minifigurki: Thanos

Mech Thanosa, oczywiście z rękawicą. No TLG ładnie poleciało, ale sam konstrukcja przynajmniej nie straszy.

76146 Spider-Man Mech
minifigurki: Spider-man

I mech Spider-mana. Musiał być Pajączek, wszak to jedna z popularniejszych marek. Ale mech i tak jest ble, ale pewnie i tak się sprzeda.

76148 Spider-Man vs. Doc Ock
minifigurki: Spider-Man, Spider-Girl, Doctor Octopus

Odgrzewane kotlety, czyli wariacja na temat już istniejących zestawów, ale znacznie gorsza i uboższa. A by podbić zainteresowanie: Spider-girl.

76150 Spiderjet vs. Venom Mech
minifigurki: Spider-Man, Spider-Man Noir, Venom

I znowu mech i znowu powtórka i znowu odgrzewane kotlety. Chyba w LEGO w tym roku nie mili zbytnio czasu by spędzić więcej czasu nad projektami. Na deser Spider-Man Noir.

76149 The Menace of Mysterio
minifigurki: Spider-Man, Spider-Gwen, Mysterio

Ponownie LEGO zrzyna, i to od siebie samego. Konstrukcja dziwnie podobna, a same figi także już były.

76147 Vulture’s Trucker Robbery
minifigurki: Spider-Man, Vulture, Truck Driver

Ziew, nuda…

10921-1: Super Heroes Lab
minifigurki: pającze, Konserwa, Kapitan

A na koniec najjaśniejszy punkt, czyli zestaw, który jako tako się prezentuje, tyle, że to Duplo. Ale figurki Iron Mana i kapitana obowiązkowe!

Ewidentnie, coś poszło nie tak. Brak świeżych pomysłów, a do tego zrzynanie ze wcześniejszych modeli, do tego nazbyt oczywiste i mocno nieudolne. naprawdę, wygląda to, jakby zabrakło czasu i projektantom kazano sklecić coś na szybko, tylko tak, by było. Nie tędy droga LEGO…

Read Full Post »

Wszystko umiera, czas się kończy, przychodzi kres na kres. Podróż poprzez odmęty opowiadań wchodzących w skład linii wydawniczej Marvel NOW! także dobiega końca. Po historiach dotyczących mutantów X-men i Guardians of the Galaxy, Pajączka Spider-Man, oraz najróżniejszych przedstawicieli superbohaterskiego fachu Ant-Man, Hawkeye, Moon Knight, Ms Marvel & Thor, Thunderbolts & Deadpool nadszedł czas na crème de la crème, czyli samych Avengers i głównego eventu Marvel Now: Tajnych Wojen. Oczywiście, nie mogło obyć się bez najróżniejszych zawirowań w chronologii wydarzeń, potęgowanych jeszcze faktem, że drużyna Avengers, w najróżniejszym składzie, wprost lubuje się w podróżach zarówno w najdalsze zakątki kosmosu, jak i skakanie po linii czasowej. Chłopaki i dziewczęta z pewnością na nudę narzekać nie mogą. Serdecznie więc zapraszam do ostatniej części poradnika, „Jak czytać komiksy z serii Marvel NOW!” poświęconej Mścicielom.

 

W skład przygód Avengers wchodzą w sumie cztery serie:

Uncanny Avengers (6 tomów)
Avengers (6 tomów)
New Avengers (4 tomy)
Avengers: Czas się kończy (4 tomy)

oraz całkiem spora liczba specjalnych tomików:

Avengers: Wojna bez końca
Era Ultrona
Thanos powstaje
Nieskończoność
Grzech pierworodny
Grzech Pierworodny: Thor i Loki – Dziesiąty Świat
Grzech Pierworodny: Hulk kontra Iron Man
Avengers & X-Men: AXIS
AXIS: Carnage & Hobgoblin

A wszystko to kończy się olbrzymim, wręcz epickim eventem, zatytułowanym Tajne Wojny, na który składają się następujące tomiki:

Tajne Wojny
Tajne Wojny: Oblężenie
Tajne Wojny: Wojna Domowa
Tajne Wojny: Thorowie
Tajne Wojny: Amazing Spider-Man: Odnowić śluby
Tajne Wojny Deadpoola
Staruszek Logan Tom 1: Strefy Wojny (Marvel Now 2.0)

 

Oj, jest tego sporo! Na początek warto więc wyróżnić serię, która sama w sobie,  stoi nieco na uboczu:

Uncanny Avengers

Tom 1: Czerwony Cień (Uncanny Avengers #1-5)
Tom 2: Bliźnięta Apokalipsy (Uncanny Avengers #6-11, #8AU)
Tom 3: Czas na Ragnarok (Uncanny Avengers #12-17)
Tom 4: Pomścić Ziemię (Uncanny Avengers #18-22)
Tom 5: Preludium do AXIS (Uncanny Avengers #23-25, Annual #1, Magneto #9-10)
Tom 6: Kontrewolucjoniści (Uncanny Avengers #1-5 (Vol. 2))

Z którą bezpośrednio powiązany jest event AXIS:

Avengers & X-Men: AXIS (Avengers & X-Men: AXIS #1-9)
AXIS: Carnage & Hobgoblin (AXIS: Carnage #1-3, AXIS: Hobgoblin #1-3)

Kolejność czytania jest bardzo prosta, między tomami 5 a 6 Uncanny Avengers należy przeczytać event Axis, i dodatkowo tie-in do niego, czyli AXIS: Carnage & Hobgoblin.

Sama seria Uncanny Avengers, mimo że stoi nieco na uboczu wielkich wydarzeń dotyczących całego uniwersum, to oczywiście także przepełniona jest wieloma niezwykłymi „epickimi” zdarzeniami. Do tego śledzimy tu losy Drużyny Jedności, czyli wybranych członków zarówno Avengers jak i X-men, otrzymujemy więc mieszankę wręcz wybuchową. Oczywiście pojawiają się wątki nienawiści do mutantów, oraz reperkusje śmierci Profesora X, zalecana więc jest znajomość choćby wydarzeń z historii Avengers Kontra X-Men (WKKM tomy 105, 111 i 120). W tomie 5 zastajemy mocno posuniętego w latach Kapitana Amerykę, samo postarzenie tej postaci nastąpiło na łamach jej solowej serii Captain America Vol. 7, dokładnie w zbiorczym tomie The Iron Nail, niestety nie wydanym na naszym rynku. Seria w sumie składa się z 5 zbiorczych wydań, w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela mogliśmy zapoznać się z dwoma pierwszymi w 132 tomie kolekcji: Kapitan Ameryka: Uwięziony w wymiarze Z. Na szczęście, aby się czytelnik nie pogubił, opis nieopublikowanych wydarzeń znajdziemy w artykule  zamieszczanym w tomie AXIS. Wolałbym polskojęzyczne wydanie całej serii, ale na bezrybiu i rak ryba. Event AXIS miał na siebie całkiem ciekawy pomysł, niestety, nie do końca wyszło z wykonaniem. Jest to przyjemna, ale nie porywająca lektura, natomiast warto zainteresować się bardzo dobrym dodatkowym zeszytem, AXIS: Carnage & Hobgoblin, składającym się z dwóch miniserii, poświęconych odpowiednio wymienionym w tytule postaciom. Oczywiście tomik nawiązuje do przygód Spider-Mana, szczególnie część z Hobgoblinem, która pokazuje nam, co się stało po Wojnie Goblinów ze Spectacular Spider-Mana. Z pozostałych ważniejszych wydarzeń obecnych w serii Uncanny należy wspomnieć o poruszanej kwestii rodziców Scarlet Witch i QuickSilvera. W ramach ciekawostki: w 5 tomie pojawiła się bardzo fajna historyjka z Mojo, pełna autoironicznych nawiązań do popkultury. Wśród plusów należy także wymienić świetną i nastrojową szatę graficzną. Ogólnie, przyjemne czytadło.

 

Przed zagłębieniem się w główny run, można sięgnąć po dwa pojedyncze tomy:

Avengers: Wojna bez końca (Avengers: Endless Wartime)
Era Ultrona (Avengers #12.1, Age of Ultron #1-10)

Biorąc pod uwagę wydarzenia, oba należy umieścić mniej więcej na początku głównych serii, ale oba tomy spokojnie można przeczytać zupełnie niezależnie. Wojna bez końca została wydana jeszcze zanim „na poważnie” ruszył Marvel NOW! i stanowi niezależną opowieść, niestety, nie najwyższych lotów. I to, mimo że traktuje o dronach (przepraszam, suchar musiał być). O wiele lepiej jest z dość grubym tomem Era Ultrona, i choć ponownie, otrzymujemy tutaj „epickie” wydarzenia, oraz nie obyło się bez mieszania na osi czasu, to czyta i ogląda się to wydanie bardzo dobrze. Jako bonusik: pojawia się Angela.

 

Wreszcie nadszedł czas na osławiony run Jonathana Hickmana. Tu należy nadmienić, że scenarzysta ten lubuje się w nawiązaniach do szerokiego spektrum bieżących i przeszłych wydarzeń, najróżniejszych smaczkach, do tego swoja opowieść buduje bardzo misternie, dbając o całą otoczkę. W przypadku opowieści rozpoczętej w ramach Marvel NOW! na kartach serii Avengers i New Avengers całość dąży do odświeżenia, restartu całego uniwersum na kartach Tajnych Wojen. Hickman sięga po multum postaci i nawiązuje do ogromu wydarzeń z uniwersum, tak więc w tym przypadku, im większa nasza wiedza na temat Marvela, tym więcej z tego wyciągniemy przyjemności. Oczywiście absolutnie nie wyklucza to świeżych czytelników, sama historia poprowadzona jest w miarę sprawnie i logicznie, choć momenty, gdzie zadajemy sobie pytanie „o co tutaj chodzi”, przydarzą się nawet wytrawnym czytnikom.

Długo by wymieniać tytuły, które w mniejszym bądź większym stopniu byłyby zalecane do zapoznania się przed lekturą runu Hickmana, tak więc ograniczę się w tym miejscu zaledwie do dwóch:


Oryginalne Tajne Wojny w WKKM tom 26 i 40

Hickmana kończy swoją opowieść Tajnymi Wojnami, warto zwrócić uwagę, że w 1984 roku otrzymaliśmy już Tajne Wojny, gdzie pojawił się motyw Bitewnego Świata, będącego zlepkiem najróżniejszych fragmentów planet, a który stał się areną potyczek miedzy bohaterami a złoczyńcami. Opowieść ta powstała tak naprawdę jako reklama zabawek, głównym jej celem było napędzenie sprzedaży plastikowych figurek i akcesoriów, tak więc scenariuszowo nie zachwyca, ale jednak stała się dość ważna dla samego uniwersum. W Polsce wydana została w ramach WKKM, w dwóch tomach: 26 i 40.


Wojna Nieskończoności i Rękawica Nieskończoności

Jeżeli mamy ochotę poznać lepiej postać Thanosa, czym są Kamienie Nieskończoności, oraz poczytać o potyczkach na kosmiczną skalę w których bierze udział cała plejada postaci, warto sięgnąć po dwa grubaśne tomy zawierające klasyczne opowieści Wojna Nieskończoności i Rękawica Nieskończoności, tym bardziej, że historie w nich zawarte nadal bronią się i to zarówno pod względem scenariuszowym jak i graficznym.

Natomiast z samego Marvel NOW!,  jeszcze przed startem runu Hickmana, można zaliczyć tom Thanos powstaje.

Thanos powstaje (Thanos Rising #1-5)

opowiadający o tytułowej postaci i jego swoistych narodzinach. Opowieść wypada bardzo dobrze, więc można to nawet potraktować jako lekturę obowiązkową.

 

Run Hickmana

Na run składają się dwie serie, których numery bez przerwy się przeplatają, tak więc należy śledzić je równolegle. Tak naprawdę to jedna całość, dla „zmyłki” wydana pod dwoma tytułami. 🙂

Avengers

Tom 1: Świat Avengers (Avengers #1-6)
Tom 2: Ostatnie białe zdarzenie (Avengers #7-11)
Tom 3: Preludium Nieskończoności (Avengers #12-17)
Tom 4: Nieskończoność (Avengers #18-23)
Tom 5: Dostosuj się lub zgiń (Avengers #24-28)
Tom 6: Wieczni Avengers (Avengers #29-34)

New Avengers

Tom 1: Wszystko umiera (New Avengers #1-6)
Tom 2: Nieskończoność (New Avengers #7-12)
Tom 3: Inne światy (New Avengers #13-17)
Tom 4: Doskonały świat (New Avengers #18-23)

Obie serie zresztą w końcu przechodzą jeden tytuł, będący oczywiście składanką poszczególnych zeszytów z rozpoczętych serii.

Avengers: Czas się kończy

Tom 1 (Avengers #35-37, New Avengers #24-25)
Tom 2 (Avengers #38-39, New Avengers #26-28)
Tom 3 (Avengers #40-42, New Avengers #29-30)
Tom 4 (Avengers #43-44, New Avengers #31-33)

Z runem bardzo mocno powiązany jest event Nieskończoność, który wiąże tomy z regularnej serii z dodatkowym wydaniem zatytułowanym oczywiście Nieskończoność.

Nieskończoność (Infinity #1-6)

Kolejny event: Original Sin, Grzech pierworodny, jest już nieco luźniej związany z głównym wątkiem.

Grzech pierworodny (Original Sin #0-8)
Grzech Pierworodny: Thor i Loki – Dziesiąty Świat (Original Sin #5.1-5.5)
Grzech Pierworodny: Hulk kontra Iron Man (Original Sin #3.1-3.4)

Grzech pierworodny to historia utrzymana w stylu detektywistycznym, jednak oczywiście, jak przystało na Marvela, z kosmicznym rozmachem. Jednym z najważniejszych wydarzeń związanych z tym eventem jest przestanie bycia godnym przez Thora. Tie-iny do eventu nie są lekturą niezbędną by zrozumieć sam event, ale same w sobie całkiem przyzwoicie wypadają, szczególnie ten poświęcony Thorowi.

Wracając do Runu Hickmana, głównym problemem tutaj jest zderzanie się światów, a przez to ich zagłada. Tak w wielkim skrócie. Oczywiście, trzeba coś na to poradzić, nie obędzie się bez większych i mniejszych dylematów moralnych, poświęceń, zdrad, kosmicznych bitew i nieodzownych niestety zabaw z czasem, których w niniejszym evencie jest bardzo dużo. Do tego śledzimy, niejednokrotnie równocześnie, losy naprawdę wielu postaci, i to nie tylko wchodzących w skład Avengers. To nie są już lokalne perypetie, tutaj autentycznie, wydarzenia, no dobrze, to słowo jednak pasuje idealnie: tutaj wydarzenia są epickie! I można się w tym pogubić, a żeby zminimalizować takie ryzyko, do lektury należy podejść w następujący sposób:

– New Avengers 1
– Avengers 1
– Avengers 2
– Avengers 3

Event Nieskończoność na który składają się trzy tomy:
– Nieskończoność
– New Avengers 2
– Avengers 4
które, uwaga, czytamy jednocześnie! Po prostu należy wszystkie sobie przygotować, najlepiej zaopatrzyć się w trzy zakładki, i bawić się w przeskakiwanie miedzy rozdziałami. Wydawca zadbał, by każdy z tomów posiadał na końcu rozpiskę jak należy to czytać, jednak niestety, nie jest zbyt dokładna, i posiada małe błędy, stąd też zalecana kolejność wygląda następująco:

— New Avengers 2 rozdział 7
— Nieskończoność rozdział 1
— New Avengers 2 rozdział 8
— Avengers 4 rozdział 18
— New Avengers 2 rozdział 9
— Nieskończoność rozdział 2
— New Avengers 2 rozdział 10
— Avengers 4 rozdział 19
— Nieskończoność rozdział 3
— Avengers 4 rozdział 20
— Nieskończoność rozdział 4
— Avengers 4 rozdział 21
— New Avengers 2 rozdział 11
— Nieskończoność rozdział 5
— Avengers 4 rozdział 22
— Avengers 4 rozdział 23
— Nieskończoność rozdział 6
— New Avengers 2 rozdział 12

I wracamy już do czytania pełnymi tomami:

– New Avengers 3
– Avengers 5

– Grzech Pierworodny + tie-iny

– New Avengers 4
– Avengers 6

– Avengers: Czas się kończy 1
– Avengers: Czas się kończy 2
– Avengers: Czas się kończy 3
– Avengers: Czas się kończy 4

I wreszcie nadchodzą Tajne Wojny! Tu już nie ma żadnych komplikacji z czytaniem, sam event otrzymujemy w jednym grubym tomie:

Tajne Wojny (Secret Wars #1-9, Free Comic Book Day 2015)

Dodatkowo uzupełniony szeregiem dodatków, które stanowią uzupełnienie głównej historii oraz wariacje na temat wykreowanego zbitka najróżniejszych światów.

Tajne Wojny: Oblężenie (Siege (2015) #1-4, Uncanny X-men (2011) #9-10)
Tajne Wojny: Wojna Domowa (Civil War (2015) #1-5)
Tajne Wojny: Thorowie (Thors #1-4, Thor #364-365)
Tajne Wojny: Amazing Spider-Man: Odnowić śluby (The Amazing Spider-Man: Renew Your Vows #1-5 plus dodatek z Spider-Verse #2)
Tajne Wojny Deadpoola (Deadpool’s Secret Secret Wars #1-4, Marvel Super Heroes Secret Wars #1)
Staruszek Logan Tom 1: Strefy Wojny (Marvel Now 2.0) (Old Man Logan #1-5)

Dodatki te nie są niezbędne, by zrozumieć główną oś scenariusza, ale przynajmniej paroma warto się zainteresować, gdyż po prostu stanową bardzo ciekawą i przyjemna lekturę. Oblężenie wypada w tej grupie najsłabiej, zarówno scenariuszowo jak i rysunkowo tom odstrasza. Paradoksalnie, to tutaj najwięcej znajdziemy informacji o świecie, nieźle także wypadają dodatkowe, podwójne plansze oraz dwuzeszytowa historia z X-men, tak więc nie należy Oblężenia zupełnie skreślać. Wojna Domowa to wariacja na temat klasycznej Wojny Domowej, przy założeniu, że sama Wojna nadal trwa. Niezły scenariusz, przyzwoite rysunki, tom wart poznania. Thorowie to klasyczna historia detektywistyczna, bardzo przyzwoita, choć dość sztampowa, nieźle wypada dodatkowe klasyczne „żabie” opowiadanie. Odnowić śluby to znowu wariacja na temat Spider-Mana, który wstąpił w związek małżeński, oczywiście z M.J. i nawet doczekali się córeczki! Lektura obowiązkowa! Tajne Wojny Deadpoola oczywiście nawiązują do Tajnych Wojen, ale tych starszych, pokazując, co by było, gdyby uczestniczył w nich sam Deadpool. Takie sobie. Staruszek Logan należy już do linii Marvel NOW 2.0 czyli następcy Marvel NOW, i stanowi naturalny pomost, pokazujący, jak do „naszego” świata trafił starszy Logan, a jednocześnie jest pierwszym tomem jego solowej serii. Znajomość historii Wolverine: Staruszek Logan mocno zalecana, także z tego powodu, że to świetny komiks jest. Na szczęście wyszedł w kolekcji jako tom 54, a i Wydawnictwo Egmont miało okazję go wznowić.

Warto także zapoznać się choćby z niniejszymi pozycjami:

Koniec.

Świat się skończył.

Spokojnie jednak, oczywiście nie wszystko zniknęło, nasi ulubieni bohaterowie nadal będą mieli gdzie się bawić. Nastąpił restart uniwersum Marvela, który tak naprawdę w zapowiedziach obiecywał nie wiadomo co, a tak naprawdę, wiele się nie zmieniło. Owszem, choćby Uniwersum Ultimate wyparowało, oczywiście by nie wszystko zamieść pod dywan, tak popularna postać jak Miles Morales trafił do „naszego” świata, więc obecnie mamy dwóch pełnoetatowych Spider-Manów. Od przybytku głowa nie boli.

Na ryku Amerykańskim po Marvel NOW nastąpił All-New, All-Different Marvel, niedługo później Marvel Now 2.0. a w końcu Marvel Legacy. Tak, coś wydawca nie mógł zdecydować się na nowy kierunek, i nieco w tym wszystkim się motał. W Polsce zdecydowano się ujednolicić nazwę i wszystkie te All-New, 2.0 i Legacy skonsolidowano w jedną linię opisana bardzo wdzięcznie jako po prostu Marvel NOW 2.0. Sposób wydanie się nie zmienił, dla rozróżnienia białe grzbiety zastąpiono czarnymi, choć są od tej zasady wyjątki, jak choćby seria Ms Marvel, która ma kontynuację numeracji i biały grzbiet, mimo że logo jest już zaopatrzone w oznaczenie 2.0.

A co najlepsze, serie z Marvel NOW 2.0 czyta się bardzo dobrze, i mimo nierównego poziomu, nadal dostarczają sporo zabawy. A po tak długim runie, dobrze, że momentami otrzymujemy znacznie lżejsze opowieści.

 

PS. Oczywiście, na rynku amerykańskim ukazało się o wiele więcej tomów, także nawiązujących bezpośrednio do runu Hickmana. Wielka szkoda, że polski wydawca nie zdecydował się na wydanie choćby czterotomowej serii Avengers World, bardzo fajnie uzupełniającej niektóre wątki i fakty, samej będącej dość przyjemną lekturą. Natomiast z Tajnych Wojen można było dodać jeszcze dwa tomy: Battleworld: Secret Wars Journal, będący zbiorem różnych opowieści ze Świata Wojny oraz Battleworld Marvel Zombies poświęcony tytułowym Zombiakom. No i jeszcze były takie ciekawe serie jak choćby Magneto, Punisher, Black Window, Elektra, Secret Avengers. W sumie szkoda, że Egmont nie pokusił się o wydanie jeszcze paru serii z Marvel NOW! Może kiedyś uzupełnia kolekcję?

Read Full Post »

Bez spojlerów.

Avengers EndGame króluje na wielkim ekranie, pierwszy weekend już potwierdził, że widowisko przypadło do gustu zarówno widzom jak i krytykom, do tego bije kolejne rekordy finansowe. Cieszą się twórcy, aktorzy, fani, a także oczywiście licencjobiorcy, ot choćby takie TLG, które w swojej ofercie wypuściło parę zestawów bezpośrednio opartych na filmie:

76123 Captain America: Outriders Attack
76124 War Machine Buster
76125 Iron Man Hall of Armour
76126 Avengers Ultimate Quinjet
76131 Avengers Compound Battle
+ 30452 Iron Man and Dum-E

W ramach cyklu Fotki Super Trykociarzy zapraszam na przegląd minifigów i figurek z regularnych zestawów (no bo polybaga jeszcze nie upolowałem…)

Cała, w sensie, z zestawów, drużyna w komplecie. Chyba nie ma potrzeby przedstawiać?

Na dodatkową fotkę załapał się Ant-man, ale po to, by pokazać jego dwa wcielenia.

Mięso armatnie,

i oczywiście Thanos.

Jako bonus, całkiem niezły War Machine Buster,

oraz różne wersje zbroi Starka:

Figurki jak zwykle wypadają zjawiskowo, choć jest na co narzekać. Kolejne wersje Iron-mana zaczynają być nudne, ale taka różnorodność ma swój urok, a w tym roku otrzymaliśmy takie smaczki jak choćby Mark 1 czy Igor. Kto chce, może polować na każdą wersję, kto nie, może ograniczyć się do jednej, dwu. Syndrom Batmana. Reszta drużyny to różnorodne główki w praktycznie tych samych zbrojach, do tego ze spierniczonym nadrukiem twarzy Kapitana Ameryki: kolor cielisty nieładnie wyszedł na niebieskiej główce, coś LEGO nawaliło z farbą. Duży Hulk też był, a Kapitan Marvel to dokładnie ta sama wersja co w zestawie 76127 Captain Marvel and The Skrull Attack. Thanos także był, różnice są tylko w nadrukach, przedtem był wkurzony, teraz japa mu się śmieje. Dla miłośników minifigurek: jest co zbierać, ale jak nie ma się ciśnienia na każdą możliwą wersję, spokojnie większość pozycji z tej edycji można sobie darować.

PS. Notka powstawała ZANIM obejrzałem film. Po seansie nasuwają się kolejne wnioski, ale to w kolejnej, już spojlerowej notce.

Read Full Post »

Marvel NOW! w Polsce oficjalnie się zakończył, nadeszły Tajne Wojny, a komiksy z Superbohaterami otrzymały, jakże oryginalne, „nowe” logo Marvel NOW! 2.0. Czyli nadal będziemy bez problemu mogli śledzić losy naszych ulubionych trykociarzy. Jeżeli jednak nadal macie zaległości w samym Mavel NOW!, serdecznie zapraszam na trzeci odcinek przewodnika. Dla przypomnienia, w pierwszym odcinku znajdziecie opis serii z Mutantami oraz Guardians of the Galaxy, natomiast drugi odcinek poświęciłem w całości postaci Spider-mana. Dzisiaj zajmiemy się pojedynczymi seriami, nie wymagającymi znajomości wszelkich niuansów z przepastnego Uniwersum Marvela, czyli będącymi idealnym miejscem, by zacząć lekturę dla osób przerażonych tymi wszystkimi powiązaniami, eventami i zależnościami. Jednocześnie polski wydawca zadbał o naprawdę ciekawy wybór tytułów, i praktycznie wszystkie tutaj opisywane serie są bezsprzecznie warte polecenia!

Serie pojedyncze wydane w ramach Marvel NOW! przez Egmont:

Ant-Man (1 tom)
Deadpool (10 tomów)
Hawkeye (4 tomy)
Moon Knight (3 tomy)
Ms Marvel (4 tomy)
Thor Gromowładny (4 tomy) i Thor (2 tomy)
Thunderbolts (5 tomów)

dodatkowo otrzymaliśmy tzw one-shot:

Hawkeye kontra Deadpool

Deadpoola i Thunderbolts opiszę w osobnej notce, są to dłuższe, a jednocześnie nieco bardziej ciężkostrawne serie, dzisiaj reszta tej ferajny.

 

Ant-Man

Druga szansa (Ant-man #1-5)

Ant-man
Ant-man

Ant-man zyskał na popularności dzięki całkiem udanym filmom, stał się do tego postacią, którą trudno nie lubić. Egmont, na fali filmowej popularności, zaserwował nam jeden tomik z przygodami Scotta Langa, czyli tytułowego Ant-mana. Na szczęście, nie jest to odcinanie kuponów od filmowej popularności, a bardzo zgrabnie poprowadzona historia, w której głównej bohater walczy o to co kocha najbardziej. Tutaj właśnie tkwi siła tego komiksu, nie ma tu kosmicznych zagrożeń, ani widma końca świata, problemy postaci są nieco bardziej przyziemne, choć oczywiście nie zapominajmy, że to jednak komiks Marvela. Dodatkowy plusik za momenty zmuszające do zadumy, a jednocześnie sporo humoru i bardzo przyjemną szatę graficzną. W kolekcji Superbohaterowie Marvela tom 48 także zagościł Scott Lang, jednak tom ten zbiera inne opowieści, nie jest to więc dubel.

 

Hawkeye

Tom 1: Moje życie to walka (Hawkeye #1-5 i Young Avengers Presents #6)
Tom 2: Lekkie trafienia (Hawkeye #6-11)
Tom 3: L.A. Woman (Hawkeye #14, #16, #18, #20, Annual #1)
Tom 4: Rio Bravo (Hawkeye #12-13, #15, #17, #19, #21-22)

Hawkeye
Hawkeye tomy 1-4

Hawkeye, członek grupy Avengers, w swojej solowej serii, w której ponownie, odpoczywamy od ogromnych konfliktów i kryzysów, a schodzimy, dosłownie, na ziemię. Clint Barton jednak nie będzie mógł narzekać na brak wrażeń, a do tego często niestety przyjdzie mu podejmować ciężkie decyzje oraz po prostu… oberwać po pysku. Tak, w tej serii superbohaterowie nie są niezniszczalni, i nawet spotykając zwykłego bandziora muszą liczyć się z poważnym zagrożeniem. Do tego poznamy Kate Bishop, której zresztą poświęcono w całości trzeci tom. Seria ze wszelkich miar godna polecenia, całkiem zgrabnemu scenariuszowi dodatkowo wtóruje niezwykle ciekawa szata graficzna i różne eksperymenty w prowadzeniu narracji, choć momentami pod tym względem autorzy nieco przesadzili, to i tak czterotomowa seria Hawkeye jak najbardziej warta jest polecenia.

 

Hawkeye kontra Deadpool

Hawkeye kontra Deadpool (Hawkeye vs. Deadpool #0-4)

Hawkeye kontra Deadpool
Hawkeye kontra Deadpool

Jednotomowa kryminalna opowieść, gdzie ramię w ramię stanąć muszą tytułowe postacie. A jak do tego w to wszystko wplącze się Czarna Kotka, no cóż, będzie gorąco. Przyjemna, nieco sztampowa lektura, jak ktoś polubił te postacie, jak najbardziej warto się zapoznać. Chronologicznie opowieść plasuje się po seriach solowych dwójki bohaterów, ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia i można ją czytać w dowolnym momencie.

 

Moon Knight

Tom 1: Z martwych (Moon Knight #1-6)
Tom 2: Z martwych powstaną (Moon Knight #7-12)
Tom 3: W noc (Moon Knight #13-17)

Moon Knight
Moon Knight tomy 1-3

Taki Marvelowski Batman, do tego, mimo że działa głównie w nocy, ubiera się w schludny śnieżnobiały garnitur. Brzmi może niedorzecznie, ale cała seria to niesamowita jazda bez trzymanki, podlana mistycyzmem, zjawami sennymi, duchami, bogami i niesamowitymi wydarzeniami. Za pierwszy tom odpowiada Warren Ellis, za kolejne Brian Wood i Cullen Bunna i wszyscy ponowie doskonale się tutaj bawią. Dziwna, momentami mocno intrygująca lektura, jednocześnie jak najbardziej spójna i logiczna. Aż dziwne, że Egmont zdecydował się na wydanie tak oryginalnego tytułu, jednak chwała im za to, Moon Knight to jedna z najciekawszych serii które otrzymaliśmy w ramach Marvel NOW!, choć należy podkreślić, nie dla każdego.

 

Ms Marvel

Tom 1: Niezwykła (Ms. Marvel #1-5, All-New Marvel Now! Point One #1)
Tom 2: Pokolenie czemu (Ms. Marvel #6-11)
Tom 3: Zdruzgotana (Ms. Marvel #12-15, S.H.I.E.L.D. #2)
Tom 4: Dni ostatnie (Ms. Marvel #16-19, The Amazing Spider-man #7-8)

Ms Marvel
Ms Marvel tomy 1-4

Taki Spider-man w spódnicy, czyli pogodna i przyjemna historia o początkach superbohaterczyni, której problemy wynikają głównie z relacji z przyjaciółmi i rodziną. Oczywiście nie zabraknie także większych kryzysów, ale wszystko to zostało poddane w przyjemny sposób, a lektura sprawia sporo frajdy, tym bardziej, że nie brakuje tutaj humoru. Dodatkowo mamy całą plejadę występów gościnnych, przez poszczególne rozdziały przewiną się takie postacie jak Kapitan Marvel, Loki, Wolverine, Lockjaw, Spider-man, Jemma Simmons i inni! Występ Pajączka w czwartym tomie, to powtórzenie zeszytów #7 i #8 oryginalnej serii, które po Polsku także zostały wydane w drugim tomie serii The Amazing Spider-man: Preludium do Spiderversum, co dla osób zbierających wszystko z Marvel NOW! jest niestety małym dubelkiem. Wydarzenia z Ms Marvel chronologicznie wypadają po evencie Nieskończoność, jednak jego znajomość absolutnie nie jest niezbędna do czytania tej serii.

 

Thor Gromowładny

Tom 1: Bogobójca (Thor: God of thunder #1-5)
Tom 2: Boża bomba (Thor: God of thunder #6-11)
Tom 3: Przeklęty (Thor: God of thunder #12-18)
Tom 4: Ostatnie dni Midgardu (Thor: God of thunder #19-25)

Thor Gromowladny
Thor Gromowładny 1-4

Thor

Tom 1: Gromowładna (Thor #1-5)
Tom 2: Kto dzierży młot? (Thor #6-8, Thor Annual #1, What If? #10)

Thor
Thor tomy 1-2

Solowe przygody Thora są praktycznie zupełnie oderwane do perypetii z grupą Avengers, zamiast tego otrzymujemy wielu Bogów, Bogobójcę, mieszanie linii czasowych, Mroczne Elfy, Lodowych Gigantów, Potwory, Smoki, Bestie, Ligę Światów i wiele wypitych beczułek alkoholu. A wszystko to w niesamowitej oprawie graficznej! Thor to jedna z najlepszych rzeczy, które narodziły się w linii Marvel NOW!. Czterotomowa seria Thor Gromowładny naturalnie przechodzi w serię Thor, jednak między nimi następują bardzo ważne wydarzenia: Thor, z powodu jednego szeptu, przestaje być godny i nie może podnieść swojego młota. Skutkuje to pojawieniem się jego sukcesora, którym okazuje się być tajemnicza kobieta, skrywająca twarz za maską. Więcej o tych wydarzeniach opowiada event Original Sin, wpływający na losy wielu postaci z Uniwersum Marvela, czasem w większym, czasem mniejszym stopniu. W przypadku Thora wpływ jest dość znaczny, jednak warto zaznaczyć, że w samym evencie Thor jest postacią drugoplanową, i to mimo faktu, że jego życie po nim dość znacznie się zmienia. Stąd też lektura Original Sin nie jest wymagana by zorientować się w losach Thora. Natomiast ciekawostką jest dodatkowy zeszyt eventu: Thor i Loki: Dziesiąty świat, w którym to Thor wyrusza na poszukiwanie tytułowego dziesiątego świata i swojej zaginionej siostry. ten zeszyt jak najbardziej warto jest przeczytać, choć sama historia raczej nie porywa.

Original Sin

Original Sin

Kończący Marvel NOW! event Tajne Wojny przyniósł nam parę dodatkowych opowieści, w tym jeden tom poświęcono Thorowi, a właściwie całej ich zgrai. Thorowie to średnio udana opowieść kryminalna, której głównym atutem w sumie jest poznanie wielu wcieleń Thora, choć i tak wypadło to o wiele słabiej, niż choćby zabawa z najróżniejszymi wcieleniami Pajączka w Spider-Versum. W tomiku dodatkowo zawarta została klasyczna opowieść o Thorze zmiennym w… żabę. Jako ciekawostka, jak najbardziej. Cały tomik można spokojnie czytać niezależnie od pozostałych opowieści umieszczonych podczas eventu Tajne Wojny.

Tajne Wojny: Thorowie

Tajne Wojny: Thorowie (Thors #1-4, Thor #364-365)

Thorowie

Trzeba pochwalić polskiego wydawcę, że w pojedynczych seriach zaserwował nam całkiem ciekawy wybór nieszablonowych tytułów. Każda z tych serii posiada sporo atutów, do tego wszystkie są na szczęście nieco oderwane od wielkich kryzysów, a nawiązania do pozostałych serii, jeżeli już występują, to są na szczęście dość delikatne. Jeżeli ktoś szuka czegoś więcej w komiksie superbohaterskim, a do tego nie wie gdzie wskoczyć w zakręcone losy Avengers czy X-men, tutaj spokojnie powinien dla siebie coś znaleźć.

Read Full Post »

Rok 2018 można określić jako rok pajączka. I to pod rożnymi względami, także tymi smutniejszymi, gdyż to akurat w tym roku odeszło dwóch jego twórców: Steve Ditko i Stan Lee. Jednocześnie postać którą stworzyli bryluje na wielkim ekranie, a po naprawdę udanym solowym filmie, w 2018 roku ugruntował swoja pozycję w Avengers Infinity War. Filmowy Venom z uniwersum Pajączka, mimo wielu kontrowersji, także wypada zadziwiająco przyzwoicie. Koniec roku to natomiast pełnometrażowa animacja Spider-Man: Into the Spider-Verse, doskonale przyjęta zarówno przez krytyków jak i widzów. W świecie komiksowym (póki co, w Stanach) natomiast wreszcie coś się ruszyło w kwestii związku Petera i M.J.

A do tego Spider-man otrzymał wreszcie bardzo dobra grę*.

Marvel’s Spider-Man wydany został niestety tylko na konsolę PlayStation 4, i jest to bezsprzecznie jeden z tych tytułów, dla których warto rozważyć zakup odpowiedniego sprzętu. Twórcy oszczędzili nam opowiadania o początkach bohatera i jego motywacjach, i praktycznie od razu, po króciutkim intro, już możemy huśtać się na sieci pomiędzy wieżowcami Manhattanu. Mija chwila, i wpadamy w wir walki. Nie ma na co czekać, gracz od razu zostaje wrzucany na głęboką wodę, choć oczywiście nie bez opieki, odpowiednio skonstruowany samouczek szybko uczy nas podstaw, a w ciągu kolejnych wielu godzin gry, oczywiście będziemy szlifować nasze umiejętności. I zdobywać nowe, nawet w takiej grze akcji jak Spider-man musiały pojawić się poziomy postaci. Na szczęście motyw ten nie jest inwazyjny, rozwój następuje niejako samoistnie, a gracz skupia się na tym, co jest najprzyjemniejsze.

A przyjemnych motywów jest tu naprawdę sporo. Same śmiganie pomiędzy zabudowaniami dostarcza wprost niebotycznej przyjemności. Gra ma w miarę otwartą strukturę, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by na chwile zapomnieć o najróżniejszych misjach i głównym wątku fabularnych i po prostu pohuśtać się na sieci dla czystej przyjemności. Można nabierać rozpędu, nurkować, wykonywać sztuczki, biegać po ścianach, wybijać się ze szczytów. A wszystko zrealizowana w tak naturalny sposób, że już za ten element twórcom należą się gromkie brawa.

Do tego korzystanie z pajęczyny odbywa się zupełnie bezstresowo, gracz nie musi martwić się, że Pajączek „zaryje nosem” w jakąś ścianę, czy o coś choćby zahaczy. Postać zgrabnie zmienia formę ruchu, i huśtanie w ułamku sekundy może zmienić się w bieg po ścianie budynku, by po chwili znowu wybić się i śmigać na pajęczynie.

Także wylądowanie na ulicy jest bezproblemowe, a dla gracza może spowodować co najwyżej przysłowiowy opad szczęki. Ulice jak najbardziej żyją, jeżdżą samochodu, kręci się wiele osób, do tego Nowojorczycy, gdy zobaczą naszego bohatera, odpowiednio skomentują jego obecność, pochwalą, zganią, będą chcieli autograf lub… przybiją piątkę! Skaczemy do góry i momentalnie lecimy wśród szczytów wieżowców, i nic nie stoi na przeszkodzie, by w dowolnym miejscu znów wylądować na ulicy, a tam ponownie spotkamy samochody, ludzi i wiele smaczków.

Oczywiście nie mogło obyć się bez walki, a i ten element zrealizowano bardzo zgrabnie. Nasz Pajączek zazwyczaj mierzy się z przytłaczającą ilością niemilców, nierzadko uzbrojonych w broń palną, jednak nie pozostaje bezbronny. Nasza postać jest niezwykle szybka, do tego porusza się z niesamowitą gracją. Do dyspozycji mamy obowiązkową sieć, ale także arsenał dodatkowych możliwości, jak moce kostiumów czy też gadżety, którymi można bawić się wręcz wyśmienicie. A do tego dochodzi jeszcze skradanie czy uniki. Walka Pajączkiem przeradza się w prawdziwy balet, choć należy podkreślić, że jest również dość wymagająca, i wymaga odrobiny wprawy, a nasza postać na pociski i ciosy jest mało odporna.

Dopracowane i niezwykle przyjemne elementy rozgrywki opakowano w odpowiednią otoczkę fabularną. Twórcy opowiadają swoją oryginalną historię, jednak czerpią garściami z doskonale znanych już motywów z komiksów czy filmów. Dla nikogo raczej zaskoczeniem nie będzie, że ta czy tamta postać zachowa się w odpowiedni sposób. Na szczęście scenariusz obfituje w niespodzianki, tak więc i nawet osoby doskonale znające komiksy zapewne spotka parę fabularnych zaskoczeń. Do tego scenariusz jest naprawdę nieźle nakreślony, i podobnie jak pozostałe elementy gry, niezwykle przyjemny w odbiorze.

Całość gry ma otwartą strukturę, możemy śmigać na pajęczynie, a między poznawaniem kolejnych etapów głównego wątku zajmować się czy to losowymi przestępstwami, likwidować obozy bandziorów, czy też brać udział w misjach pobocznych.

Przyjemna rozgrywka, walka, czy też wątek fabularny. Ta gra właśnie taka jest, niezwykle przyjemna dla gracza, choć jednocześnie dość wymagająca, szczególnie w aspekcie walki. Jednak nie obyło się bez baboli, niestety czasem nasza postać nie do końca nas słucha podczas choćby lotu i momentami wskoczymy nie tam gdzie trzeba. Zupełnie nie przeszkadza to w swobodnej eksploatacji terenu, jednak gdy pojawiają się zadania na czas, może to być nieco frustrujące. Tak samo zdarzy się, że na czymś się przyblokujemy i niby moglibyśmy odskoczyć, ale gra zdecyduje, że akurat w tym przypadku Pajączek nie może przeskoczyć małego gzymsu. Bo nie. Wkurza także choćby ograniczona interaktywność. Większością elementów możemy rzucać, ale oczywiście nie wszystkimi. Widzimy beczkę i fru, po chwili leci we wrogów. Obok leży skrzynka, chcemy ją rzucić, ale już się nie da. Bo nie. Mimo otwartego świata gra jest aż do bólu liniowa, i czasem jest to aż nadto widoczne. Chcemy choćby dostać się do pewnego biura, a drzwi są zatarasowane paroma kartonami. Nie możemy ich odwalić, trzeba szukać drogi przez świetlik, innej możliwości nie ma. Bo nie. Dziwnie także wyglądają żetony, które otrzymujemy za różne aktywności, i które są wymagane do rozwoju i odblokowywania nowych umiejętności. Mechanizm ogólnie działa dobrze, ale jest trochę nienaturalny, i trzeba się chwilę do niego przyzwyczaić. Można mieć także uwagę do postaci przechodniów i wrogów, ewidentnie widać małe zróżnicowanie modeli, i odnosi się wrażenie, że sporo tu klonów. Mimo sporej liczby mniejszych lub większych przywar, jednak Marvel’s Spider-Man i tak jest grą, z którą jak najbardziej warto się zaznajomić.

Dodatkowy atut: nie znajdziemy tu żadnych mikrotransakcji. Kupując grę otrzymujemy produkt kompletny. I chwała twórcom za to, w dzisiejszych czasach warto podkreślić takie podejście. Natomiast do gry ukazał się dodatek, podzielony na trzy części (wszystkie obecnie są już dostępne): The City That Never Sleeps, który rozszerza wątki z podstawki, przedstawiając dodatkową, całkiem ciekawą historię. Otrzymujemy nowych przeciwników, a co za tym idzie, wzrost poziomu trudności. Dodatek wystarcza w sumie na jakieś 8 godzin, i jak najbardziej, wart jest do rozegrania. Uwaga, za dodatek należy się zabrać koniecznie dopiero po zakończeniu głównej osi fabularnej!

W grze spędziłem sporo godzin, zaliczyłem podstawkę i dodatek na 100%, postać oczywiście osiągnęła maksymalny poziom, a niezwykle przyjemna platyna wpadła. I mam zamiar co jakiś czas wracać do Pajączka, choćby dla samej przyjemności huśtania się na sieci.

*gier ze Spider-manem na przestrzeni lat powstało co niemiara i wśród wielu tytułów pojawiały się tytuły zarówno tragiczne, przeciętne jak i bardzo przyzwoite, ale nigdy nie pojawił się żaden super hit. Warte polecenia gry to choćby: Spider-man z 2000 roku, Spider-man The Movie z 2002 roku, Spider-Man 2: The Game (wersja konsolowa!) z 2004 roku, Spider-Man: Web of Shadows z 2008 roku, Spider-Man: Shattered Dimensions z 2010 roku czy Spider-Man: Edge of Time z 2011 roku.

PS Stan Lee, podobnie jak w filmach, zaliczył w grze bardzo przyjemne cameo. Dodatkowo, twórcy po jego śmierci uhonorowali go planszą pamiątkową. Szkoda, że zapomnieli o Ditko….

PS 2 Za grę odpowiada Insomniac Games, mający na swoim koncie takie produkcje jak seria gier o Spyro, serię Resistance, serię Ratchet & Clank czy Sunset Overdrive.

PS 3 Latając po Manhattanie spotykamy na swojej drodze paru przeciwników, którzy momentami nieźle rozrabiają. Co ciekawe, mimo obecności na mapie takich budynków jak Sanktuarium Doktora Strange czy wieży Avengers, żaden z innych superbohaterów nie raczy nawet w małym stopniu pomóc naszemu Pajączkowi. Też koledzy, prawda?

Read Full Post »

Premiera Avengers: Infinity War zbliża się wielkimi krokami, a film wzbudza wprost niesamowite poruszenie. Po rewelacyjnych trailerach toczą się dyskusje, spekulacje, domysły. Jednym słowem, o filmie się mówi. I to dużo, a do tego, praktycznie w samych superlatywach. Film nie miał jeszcze premiery, a już można określić go ogromnym hitem.

Jednak dziesięć lat temu sytuacja nie wyglądała tak różowo.

Marvel Class Photo The First Ten Years

Avengers: Infinity War to film, w którym zobaczymy większość postaci, które przez te wszystkie lata przewinęły się przez Marvel Cinematic Universe czyli w skrócie MCU. Uniwersum to wystartowało dokładnie dziesięć lat temu, w 2008 roku, a przez ten czas otrzymaliśmy w sumie aż osiemnaście filmów o superbohaterach!

Dziś małe podsumowanie tych dziesięciu lat, będące też swoistym poradnikiem dla tych, co jeszcze wszystkiego nie obejrzeli, a także dla tych, którzy chcieliby, ale do końca nie wiedzą, jak i gdzie zacząć. A dla tych co widzieli wszystko, będzie okazja do powspominania. Uwaga, nie obędzie się bez spojlerów, ale raczej niewielkich. Jako, że często pojawiają się dość podstawowe pytania, do głównej notki dorzucam dwa akapity przeznaczone dla „początkujących”, czyli wyjaśniające co, jak i dlaczego. bardziej zaawansowani spokojnie mogą je pominąć.

 

Akapit dla bardzo początkujących,
czyli Marvel i DC: amerykański rynek komiksów superhero.

Kolebką komiksu superbohaterskiego są Stany Zjednoczone, gdzie prężnie działają dwie potęgi wydawnicze specjalizujące się w tego typu opowieściach. DC Comics w swojej ofercie posiada takie ikoniczne postacie jak Superman, Batman, Wonder Woman, Flash, Green Lantern, Green Arrow Aquamen, Lobo i wiele, wiele innych. Ich bezpośrednia konkurencja, czyli Marvel Comics dysponuje takimi bohaterami i grupami jak Spider-man, Fantastic Four, Iron Man, Captain America, Hulk, Thor, Wolverine, Ant-Man, Daredevil, Deadpool, Guardians of the Galaxy, X-Men, Inhumans. Oba te wydawnictwa kontrolują większość amerykańskiego rynku komiksowego i co miesiąc dostarczają wręcz dziesiątki zeszytów, wydań zbiorczych, trejdów itp. Oczywiście na rynku istnieją także inni gracze i wielu z nich ma w swojej ofercie także komiksy z superbohaterami. Więcej na ten temat poczytacie w cyklu Komiks Superbohaterski w Polsce, a szczególnie w notce Narodziny bohaterów.

 

Akapit dla średnio zaawansowanych,
czyli rynek filmowy i jego zawiłości.

Filmowa adaptacja przygód kapitana Ameryki trafiła na wielki ekran już w 1944 roku! Zarówno kina jak i telewizja polubiły Superbohaterów, choć z filmowymi adaptacjami ich przygód bywało różnie. Owszem, zdarzały się perełki, niestety o wiele więcej pojawiało się filmów przeciętnych, słabych czy też ewidentnie złych. Więcej o filmach z tego nurtu znajdziecie w cyklu Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie.

Marvel Comics przez lata ochoczo sprzedawał prawa do ekranizacji swoich postaci, przez co różne wytwórnie filmowe posiadały możliwość przedstawienia danego wycinka tego ogromnego komiksowego świata (klik by poczytać więcej o temacie praw). Warto wspomnieć, że prawa filmowe do bardzo popularnego Spider-mana obecnie należą do Sony, a do filmowego świata X-men prawa posiada 20th Century Fox. W drugiej połowie XX wieku, filmowe adaptacje komiksów Marvela niestety nie miały się najlepiej, a tacy bohaterowie jak Kapitan Ameryka, Hulk, Dr Strange, Spider-man czy Nick Fury niestety nie zawojowali ani małych ani dużych ekranów. Zmieniło się to tuż po 2000 roku. Nagle film X-men okazał się ogromnym hitem, niedługo potem Spider-man zdobył przychylność zarówno krytyków jak i widzów. Kontynuacje obu tytułów okazały się jeszcze lepsze, co przełożyło się na niemałe zyski. Popularność Superbohaterów nakręcił jeszcze Batman z konkurencyjnego uniwersum, czyli kultowy już film Batman Begins. Oczywiście nie obyło się bez potknięć, ale widownia polubiła trykociarzy.

Jednak co miał zrobić „biedny” Marvel, skoro pozbył się praw do najpopularniejszych postaci? No cóż, spróbować z tym, co było do dyspozycji. I tak Marvel Studios z Kevinem Feige u steru zaczęło budować legendę (to tak w wielkim skrócie i uproszczeniu, historia Marvel Studios sięga lat 90. XX wieku). W 2008 roku na ekrany kin trafił film, który rozpoczął oficjalnie Marvel Cinematic Universe.

 

Akapit dla zaawansowanych,
czyli startuje MCU!

Od początku powstania, Marvel Cinematic Universe miało stanowić spójną całość, tj wszystkie filmy miały wzajemnie się uzupełniać, jednocześnie każdy powinien zachować swoja własną tożsamość. Z czasem uniwersum rozrosło się choćby o seriale, a obecnie, po dziesięciu latach od debiutu inauguracyjnego filmu, naprawdę jest co oglądać. Można się w tym nieco pogubić, szczególnie, jak ktoś dopiero chce wejść w ten świat.

Jak najlepiej więc zacząć i w jakiej kolejności oglądać filmy i seriale Marvel Cinematic Universe?

Opinii jest wiele. Pojawiają się choćby propozycje oglądania chronologicznego pod względem wydarzeń, czy też mieszać filmy z poszczególnymi odcinkami seriali. Można jednak od tego nieco zgłupieć. Należy podkreślić fakt, że główna osią MCU są filmy kinowe, których do tej pory ukazało się w sumie 18, natomiast seriale jedynie (lub aż) ROZSZERZAJĄ, a jednocześnie UZUPEŁNIAJĄ ten świat. Warto dodatkowo podkreślić, że brak znajomości seriali nie spowoduje, że coś z filmów będzie niejasne. Filmy rządzą się swoimi prawami i to one są nadrzędnym bytem, także z tego powodu, że generują po prostu największe zyski. Najlepiej więc na początek skupić się na samych filmach, a gdy nas najdzie ochota na więcej, zacząć zagłębiać się w świecie seriali.

Co do kolejności oglądania filmów, najlepiej sięgnąć po nie w takiej kolejności, jak zaserwowali nam to sami twórcy, czyli po prostu tak jak filmy trafiały do kin. Tym bardziej, że MCU z każdym kolejnym obrazem było pieczołowicie budowane, i warto samemu zaobserwować, jak ten proces przebiegał. Kolejność chronologiczna nie ma większego uzasadnienia, wszak chyba nikomu nie straszne są choćby retrospekcje?

Na Marvel Cinematic Universe składa się obecnie osiemnaście filmów:

1) Iron Man (2008)
2) The Incredible Hulk (2008)
3) Iron Man 2 (2010)
4) Thor (2011)
5) Captain America The First Avenger (2011) (Pierwsze starcie)
6) Avengers (2012)
7) Iron Man 3 (2013)
8) Thor: The Dark World (2013) (Mroczny Świat)
9) Captain America: The Winter Soldier (2014) (Zimowy Żołnierz)
10) Guardians of the Galaxy (2014) (Strażnicy Galaktyki)
11) Avengers: Age of Ultron (2015) (Czas Ultrona)
12) Ant-Man (2015)
13) Captain America: Civil War (2016) (Wojna Bohaterów)
14) Doctor Strange (2016)
15) Guardians of the Galaxy Vol. 2 (2017)
16) Spider-Man Homecoming (2017)
17) Thor: Ragnarok (2017)
18) Black Panther (2018) (Czarna Pantera)

dziewiętnasty film premierę ma już za moment:
19) Avengers Infinity War (2018)

Natomiast w kolejce czekają kolejne filmy, póki co potwierdzono:

Ant-Man and the Wasp
Captain Marvel
Avengers (brak pełnego tytułu)
Spider-Man (brak pełnego tytułu)
Guardians of the Galaxy Vol. 3

a to oczywiście z pewnością nie jest koniec!

Poniżej mały przewodnik po poszczególnych filmach, przy każdym dodatkowo zaznaczyłem takie informacje jak budżet i przychody (na podstawie Box Office Mojo), osobę reżysera wraz z wymieniem jego zazwyczaj wcześniejszych filmów, cameo Stana Lee oraz opis sceny, lub scen, po napisach.

 

Faza I

 

1) Iron Man

(2008) Iron Man

data premiery: 2008
budżet: 140$, Box Office: 586$
reżyseria: Jon Favreau (Elf, Zathura: A Space Adventure, jest także aktorem)

Pierwszy film z MCU postawił sobie za zadanie przedstawić postać o sporej tradycji, ale z pewnością nie z pierwszej ligi komiksowego światka. Jednocześnie film ten to przykłada zaskakujących wyborów castingowych, które jak przyszłość pokaże, zazwyczaj okazywały się nadzwyczaj udane, oraz stawiania na reżyserów, którzy wcale nie gwarantowali pewnego sukcesu, natomiast tkwił w nich bez wątpienia ogromny potencjał. Ryzyko więc było spore. Ale opłaciło się. W tytułowego Iron Mana czyli Tony’ego Starka wcielił się Robert Downey Jr., który w tej roli wypadł absolutnie genialnie. Widzowie pokochali tę postać na ekranie, a jednocześnie kariera aktora nabrała niesamowitego rozpędu. Także warto wspomnieć o Gwyneth Paltrow, która w roli Pepper Potts sprawdziła się idealnie. Za kamera stanął Jon Favreau, którego jednocześnie w roli Hogana możemy oglądać na ekranie. Jako ciekawostka: Jon Favreau jako aktor wystąpił już wcześniej w filmie na podstawie superbohaterskiego komiksu: w Daredevilu (2003 rok) zagrał Franklina „Foggy” Nelsona. Film Iron Man opowiada klasyczną „orgin story” bohatera, czyli prezentuje przemianę i motywy działalności, i robi to w sposób niezwykle udany. Co docenili zarówno krytycy jak i widzowie. Powstał ogromny hit, a Marvel Cinematic Universe oficjalnie wystartowało.

Na ekranie po raz pierwszy pojawił się Agent Coulson, którego jeszcze nie raz zobaczymy zarówno na dużym jak i małym ekranie, natomiast to co robiło ogromne wrażenie, to scena po napisach. Obecnie takie sceny to norma, ale wtedy nikt się czegoś takiego nie spodziewał, i mało kto został na seansie do końca. A było po co, oto na ekranie, wychodząc z cienia, pojawia się Samuel L. Jackson i przedstawia się Starkowi jako Nick Fury. Do tego chce z nim porozmawiać o projekcie Avengers. Każdy fan komiksów w tym momencie się rozpływał, i marzył, jakby to wspaniale było, gdyby Avengers pojawili się w kinach. Jednak wtedy tak naprawdę nikt jeszcze nie wierzył w taką możliwość.

Obecnie, nawet po tych dziesięciu latach od premiery, pierwszego Iron Mana ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a choćby efekty specjalne w ogóle się nie postarzały. Jednocześnie już podczas premiery można było zaobserwować bolączkę filmu, która niestety nader często będzie powtarzać się w kolejnych filmach: słabo zarysowanego „tego złego”.

Stan Lee: jako Hugh Hefner na przyjęciu
Scena po napisach: Nick Fury odwiedza Starka by porozmawiać o projekcie Avengers. Ciarki na plecach.

 

2) The Incredible Hulk

(2008) The Incredible Hulk

data premiery: 2008
budżet: 150$, Box Office: 263$
reżyseria: Louis Leterrier (The Transporter, Unleashed, Clash of the Titans)

Hulk był nieco ryzykownym projektem, ale Marvel lubował się w ryzyku. Często mu się udawało, czasem jednak nie wychodziło tak jak powinno. I niestety, przy okazji Hulka coś poszło nie tak. Film uznawany jest za jeden ze słabszych z MCU. być może wpływ na taka ocenę miała także ekranizacja z 2003 roku, która reżyserował Ang Lee, i która jest ewidentnie filmem słabym. Hulk z 2008 roku ma o wiele więcej do zaoferowania, choć nie jest filmem równym. W pierwszej połowie, tej bardziej udanej, obserwujemy Bruce’a Bannera, który walczy ze swoim alter-ego. Druga połowa to już czysta rozpierducha, ale zrealizowana z ogromnym rozmachem. Co ciekawe, twórcy oszczędzili nam zbyt długiego rozwodzenia się nad powstaniem zielonego potwora, i tak naprawdę streścili to niezwykle umiejętnie podczas napisów początkowych, co paradoksalnie jest równocześnie nawiązaniem do Hulka z 2003 roku. Edward Norton jako Bruce Banner, Liv Tyler jako Betty RossTim Roth jako Emil Blonsky czy William Hurt jako Generał „Thunderbolt” Ross to poprawnie obsadzone i zagrane role, aktorom nic zarzucić nie można. Po napisach pojawiła się dodatkowa scena, w której pojawił się sam  Robert Downey Jr. jako oczywiście Tony Stark! Było to jednocześnie podkreślenie przez twórców faktu, że tworzą spójne uniwersum. Fani byli wniebowzięci, czyżby sen o Avengers naprawdę miał się ziścić?

Stan Lee: wypija napój
Scena po napisach: Stark odwiedza bar

 

3) Iron Man 2

(2010) Iron Man 2

data premiery: 2010
budżet: 200$, Box Office: 623$
reżyseria: Jon Favreau

Po rewelacyjnym starcie, rzeczywistość dała o sobie znać. Hulk już tak się nie spodobał, natomiast drugi Iron Man okazał się owszem, hitem kasowym, ale jednak recenzje nie zawsze były już tak pozytywne, a dzisiaj często film ten wymieniany jest jako jeden ze słabszych w MCU. Choć oczywiście nadal jest to film dobry, i jak najbardziej wart obejrzenia! Tym bardziej, że ponownie Robert Downey Jr. i Gwyneth Paltrow wprost zachwycają w swoich kreacjach. Warto zauważyć, że powraca Agent Coulson, Nick Fury ma nieco większą rólkę, a na ekranie pojawiają się nowi superbohaterowie: Natasha Romanoff czyli Black Widow, w którą wcieliła się Scarlett Johansson oraz War Machine czyli znany z pierwszej części Podpułkownik James „Rhodey'” Rhodes, w przypadku którego zmieniono aktora: Terrence Howarda zastąpił Don Cheadle. W scenie po napisach dostajemy swoista zapowiedź kolejnego filmu z uniwersum.

Stan Lee: jako Larry King
Scena po napisach: Młot Thora

 

4) Thor

(2011) Thor

data premiery: 2011
budżet: 150$, Box Office: 449$
reżyseria: Kenneth Branagh (Henry V, Much Ado About Nothing, Hamlet)

Jak zrealizować film, w którym główna rolę odgrywa blond-włosy bóg, dzierżący w ręku młotek? W taki sposób, żeby widzowie chcieli takie coś oglądać? Może zatrudnić na stołku reżysera osobę, która specjalizuje się w adaptacjach sztuk Szekspira? I robi to doskonale? Jeżeli nie widzieliście Much Ado About Nothing albo Hamleta, szczerze polecam nadrobić, są to naprawdę świetne filmy!

I tak samo wyszło z Thorem. Powstał fantastyczny film, który ogląda się z prawdziwą przyjemnością! Genialnej decyzji obsadzenia reżysera towarzyszy niezwykle udany dobór aktorów.  Chris Hemsworth jako Thor i Tom Hiddleston jako Loki wypadli wprost perfekcyjnie! Nie zawodzi Anthony Hopkins jako Odyn oraz Stellan Skarsgard jako Erik Selvig, natomiast Natalie Portman jako Jane Foster niestety wypada tak sobie, choć bardziej tutaj kuleje nieco romans, w którym zupełnie brakuje chemii.

Iron Man 2 przedstawił nam postać Black Widow, w Thorze zastosowano podobny patent i po raz pierwszy w małym, ale bardzo udanym, epizodzie widzimy tutaj Hawkeye’a w którego wcielił się z powodzeniem Jeremy Renner.

Stan Lee: kierowca ciężarówki próbujący wyrwać Mjolnir
Scena po napisach: Nick Fury prezentuje Tesserakt.

 

5) Captain America The First Avenger

(2011) Captain America The First Avenger

data premiery: 2011
budżet: 140$, Box Office: 370$
reżyseria: Joe Johnston (The Rocketeer, Jumanji, The Young Indiana Jones Chronicles)

Z sałatą może tak dobrze nie wyszło, ale udało się z Żelaźniakiem, i udało się z Bogiem. Jak więc zrobić hit z filmu o harcerzyku i to prawym aż do zniesmaczenia? Zadbać o odpowiednia otoczkę, dodać sporo humoru, jednocześnie nie zapominając o odpowiedniej dawce patosu, aczkolwiek pod tym względem nie przesadzać. Do tego zatrudnić odpowiedniego reżysera, który będzie czuł klimat. Joe Johnston stworzył już film o superbohaterze: całkiem przyzwoity The Rocketeer, do tego dobrze porusza się po tematyce wojennej. I to się sprawdziło, otrzymaliśmy kolejne niezwykle udane wprowadzenie do MCU nowej postaci! Oczywiście za sukcesem stoi także ponownie genialne obsadzenie aktorów. Chris Evans to urodzony Kapitan Ameryka, aktor wręcz niesamowicie wpasował się w rolę pod każdym względem! Jako ciekawostka, Evans ma już na koncie występy w paru filmach komiksowych: m.in w dwóch częściach Fantastic Four wcielił się w jedną z głównych postaci. Reszta obsady także wypadła doskonale: Hayley Atwell jako Peggy Carter, Hugo Weaving jako Red Skull, Dominic Cooper jako Howard Stark, Toby Jones jako Dr Arnim Zolam, Stanley Tucci, Tommy Lee Jones oraz oczywiście Sebastian Stan jako James „Bucky” Barnes. Mimo, że akcja filmu dzieje się podczas Drugiej Wojny Światowej, to znalazło się tutaj wiele smaczków i nawiązań do pozostałych filmów z uniwersum, także tych nadciągających. Scena po napisach to jednocześnie zwiastun kolejnego, niezwykle ważnego filmu z uniwersum: Avengers. Marzenia, które rozbudziła pierwsza scena po napisach, właśnie się ziściły.

Stan Lee: generał
Scena po napisach: Kapitan boksuje, zwiastun Avengers

 

6) Avengers

(2012) The Avengers

data premiery: 2012
budżet: 220$, Box Office: 1518$
reżyseria: Joss Whedon (Buffy the Vampire Slayer, Firefly, Serenity)

Film który był ogromnym wydarzeniem, który łączy losy wszystkich superbohaterów znanych z wcześniejszych pojedynczych filmów. Łączy ich losy i to co najważniejsze: tworzy z nich drużynę. I to właśnie postaciom zawdzięczamy sukces filmu, ich relacjom między sobą, dialogom, i oczywiście doskonałemu wyborowi aktorów odgrywających poszczególne role. Nie obyło się bez zmiany w castingu: Bruce’a Bannera w którego wcześniej wcielał się Edward Norton obecnie zagrał Mark Ruffalo. Norton sprawdził się we wcześniejszym filmie, ale to Ruffalo stał się tym prawdziwym zielonym potworem, tym bardziej, że specjaliści od efektów specjalnych zadbali o odpowiednie rysy twarzy, gdy widzimy ogromnego potwora szalejącego na ekranie. A na ekranie dzieje się dużo, choć scenariusz nie jest jakoś bardzo odkrywczy, ot dostajemy po prostu przysłowiową „napierdalankę” między ekipą superbohaterów, a kosmitami z rasy Chitauri pod komandem Lokiego. Ale jak to się ogląda! Ogromny hit, film który został przyjęty niesamowicie dobrze przez krytykę i widzów, co przełożyło się także na niesamowity sukces kasowy. Ryzykowne decyzje twórców okazały się niezwykle opłacalne. Ogromny sukces spowodował, że MCU stanęło mocno na własnych nogach, a przyszłość malowała się w niezwykle jasnych barwach. W scenie po napisach pojawił się natomiast Thanos, czyli twórca całego zamieszania w najnowszej, nadciągającej superprodukcji.

Stan Lee: gracz w szachy
Scena po napisach: 1) Thanos! 2) Strudzona ekipa w rozwalonej knajpce

 

Faza 2

7) Iron Man 3

(2013) Iron Man 3

data premiery: 2013
budżet: 200$, Box Office: 1214$
reżyseria: Shane Black (Kiss Kiss Bang Bang, The Nice Guys)

Trzeci solowy film o Iron Manie został przyjęty o wiele lepiej niż druga część, co zawdzięcza głównie skupieniu się na postaci samego Starka i ukazania, że jest bohaterem nie tylko w zbroi. Jest człowiekiem, z wadami, obawami, uzależnieniami i jak każdy człowiek, potrzebuje pomocy od kogoś drugiego. Oczywiście nie zabrakło scen akcji i jak zwykle doskonałej obsady. Jako ciekawostka, na ekranie, w retrospekcji, pojawia się profesor Ho Yinsen, znany z pierwszej części. Spore kontrowersje wzbudziła otoczka fabularna wokół „tych złych”. Chodzi tu głównie o Mandaryna, który na ekranie jest postacią zupełnie inną niż w komiksach. Fani się oburzyli, ale dla samego filmu był to ciekawy twist fabularny. Dodatkowo twórcy wyraźnie podkreślili, że nie robią dokładnych adaptacji komiksów, a opowiadają swoje historie oparte na wątkach i postaciach znanych z komiksowych kadrów. I wypada to nadspodziewanie dobrze!

Zwróćcie uwagę, że seria z Iron Manem jest jedyną, w której kolejne filmy otrzymywały numerki. W pozostałych filmach ta maniera nie występuje, a filmy rozróżnia się poprzez podtytuły.

Stan Lee: na konkursie piękności
Scena po napisach: Stark na kozetce u Bannera

 

8) Thor: The Dark World

(2013) Thor - The Dark World

data premiery: 2013
budżet: 170$, Box Office: 644$
reżyseria: Alan Taylor (głównie seriale: Sex and the City, The Sopranos, Six Feet Under, Lost, Boardwalk Empire, Game of Thrones)

Drugi Thor na wielu płaszczyznach zachwyca, szczególnie jeżeli chodzi o ukazanie fantastycznych światów, jednocześnie całościowo mocno rozczarowuje i ogólnie uważany jest za jeden ze słabszych filmów z MCU. Przede wszystkim wypada słabo dość irytująca Jane Foster (Natalie Portman) oraz główny antagonista, niezwykle „płaski” Malekith (Christopher Eccleston). Natomiast zachwyca stara ekipa, a Loki i Thor oraz ich relacje sprawiają, że po film jednak warto sięgnąć.

Stan Lee: prosi o zwrot buta w szpitalu
Scena po napisach: 1) Taneleer Tivan The Collector przyjmuje kamień nieskończoności od Asgardianów. 2) Pocałunek Jane i Thora, bestia szaleje na placu

 

9) Captain America: The Winter Soldier

(2014) Captain America - The Winter Soldier

data premiery: 2014
budżet: 170$, Box Office: 714$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo (Arrested Development, You, Me and Dupree, What About Brian)

Coś niesamowitego. Przy tym filmie, Thora 2 i Iron Mana 3 można nazwać kameralnymi widowiskami. To co się dzieje na ekranie powoduje przysłowiowy opad szczeki! I to nie z powodu nagromadzenia efektów specjalnych, bo tych owszem, jest sporo i to na najwyższym poziomie, ale największe wrażenie w tym filmie robi prowadzenie akcji, ujęcia, oraz niesamowita choreografia walk, których jest tu sporo, i to w wykorzystaniem raczej klasycznej broni. Żadnych futurystycznych laserów! Nasuwa się skojarzenie z baletem, tak pięknie poszczególne sceny i ujęcia ze sobą współgrają! Drugi Kapitan Ameryka to w głównej mierze film nie fantastyczny, a sensacyjny, wręcz szpiegowski, w którym zresztą w jedną z głównych ról wcielił się Robert Redford, który w bogatej karierze aktora, zagrał m.in w takich filmach szpiegowskich jak Spy Game czy Three Days of the Condor. Chris Evans w tytułowej roli jest niesamowity, na ekran powraca także Black Widow, Bucky Barnes, Maria HillNick Fury czy Arnim Zola. Poznajemy także nowego superbohatera: Falcona, który nie jest tu tylko wypełniaczem, ale doskonale uzupełnia film i po prostu da się lubić.

Film zrealizowali Bracia Russo, którzy wcześniej pracowali głównie przy sitcomach. Niesamowita decyzja, i jak najbardziej słuszna. Kapitan Ameryka to jeden z najlepszych filmów MCU. Warto zaznaczyć, że utrzymany w dość poważnym tonie, a i trup ściele się tu gęsto, choć momenty wypełnione humorem także pojawiają się nader często, a do tego zostały doskonale i naturalnie wkomponowane w całą opowieść.

Stan Lee: strażnik w muzeum
Scena po napisach: 1) Wolfgang von Strucker przedstawia bliźniaki. 2) Bucky w muzeum

 

10) Guardians of the Galaxy

(2014) Guardians of the Galaxy

data premiery: 2014
budżet: 170$, Box Office: 773$
reżyseria: James Gunn (Slither, PG Porn, Super)

Kolejne ogromne zaskoczenie. Tym razem studio wyłożyło 170 milionów dolarów i stworzyło kosmiczne widowisko z zupełnie nieznanymi postaciami, a do tego reżyserię powierzono twórcy o owszem, sporych umiejętnościach, ale pracującemu dotychczas tylko przy niskobudżetowych produkcjach. Tutaj na ekranie oglądamy natomiast swoista interpretację Gwiezdnych Wojen, gdzie jednymi z głównych bohaterów jest mówiący szop i drzewo. I to się sprawdziło! Widzowie byli zachwyceni, krytycy docenili, a film okazał się ogromnym sukcesem! Ponownie sprawdził się dobór aktorów, i praktycznie każda rola została obsadzona wręcz perfekcyjnie. Warto zauważyć, że mimo, iż film ten nie nawiązuje bezpośrednio do wcześniejszych obrazów z MCU, to sporą rolę ma tu Thanos, oraz pojawia się wytłumaczenie, czym są Kamienie Nieskończoności i jaka ogromna moc w nich drzemie.

I ta ścieżka dźwiękową!

Stan Lee: amant
Scena po napisach: 1) Taniec w doniczce 2) The Collector na zgliszczach, w tle pewien Kaczor

 

11) Avengers: Age of Ultron

(2015) Avengers - Age of Ultron

data premiery: 2015
budżet: 250$, Box Office: 1405$
reżyseria: Joss Whedon

Ponowne ukazanie losów całej drużyny, i ponowny festiwal świetnych efektów specjalnych, a jednocześnie dość słaby scenariusz. Pojawia się parę nowych postaci, także z supermocami, jak Quicksilver (Aaron Taylor-Johnson), Scarlet Witch (Elizabeth Olsen) oraz Vision (Paul Bettany). Scen akcji jest co niemiara, ale film największe wrażenie robi wtedy, gdy oglądamy zwykłe relacji pomiędzy bohaterami, i takie sceny jak podczas przyjęcia (siłowanie się z młotem) czy w bezpiecznej przystani w chatce uświadamiają nam, że Marvel spowodował, że naprawdę polubiliśmy tę grupkę niesamowitych osobowości. Warto zwrócić uwagę na postać Ulyssesa Klaw, w którego wcielił się niesamowity Andy Serkis, oraz wątki, które później splotą się idealnie z postacią Black Panther.

Stan Lee: miłośnik alkoholu z mocną głową
Scena po napisach: Thanos zakłada rękawicę,

 

12) Ant-Man

(2015) Ant-Man

data premiery: 2015
budżet: 130$, Box Office: 519$
reżyseria: Peyton Reed (Bring It On, The Break-Up, Yes Man)

Kolejny film, który bierze raczej mało popularną postać, i powoduje, że obecnie bez niej nie wyobrażamy już sobie MCU. Ponownie zagrał genialny casting, w Ant Mana, czyli Scotta Langa idealnie wcielił się Paul Rudd (znany choćby z serialu Przyjaciele), Michael Douglas świetnie wypadł jako Dr Hank Pym, na uwagę także zasługuje Michael Pena jako Luis. Film nieco oderwany jest od reszty uniwersum, jednak pojawia się motyw Avengers, a Falcon dostał parę (świetnych!) minut na ekranie. Podczas realizacji nie obyło się bez perturbacji, pomysł na fabułę w stylu heist movie wyszedł od Edgara Wrighta (Shaun of the Dead, Hot Fuzz, Scott Pilgrim vs. the World) który miał zająć się także reżyserią, ale w końcu niezgodność kierunku artystycznego ze studiem spowodowało, że film ostatecznie wyreżyserował Peyton Reed.

Stan Lee: barman
Scena po napisach: 1) Strój Wasp 2) Captain America, Falcon i Winter Soldier

 

Faza 3

13) Captain America: Civil War

(2016) Captain America Civil War

data premiery: 2016
budżet: 250$, Box Office: 1,153$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

Materiałem wyjściowym do tego filmu jest znany, ale jednak dość słaby i głupawy komiks. Komiksowa Wojna domowa ukazała się także na naszym rynku, więc sami możecie się przekonać o poziomie tej przeciętnej opowiastki. I coś takiego trafia na ekran z budżetem ponad 200 milionów zielonych!

Na szczęście film tylko opiera się na głównych wytycznych komiksowej Wojny Domowej i przedstawia tak naprawdę zupełnie nową historię. A do tego za sterami ponownie stają Bracia Russo! I ponownie, otrzymujemy ogromny hit, niesamowicie wprost zrealizowany, utrzymany w dość poważnym tonie, choć oczywiście nie pozbawiony także wątków komediowych. Mimo, że film zatytułowany jest Kapitan Ameryka, to zagości tutaj większość znanych już nam bohaterów, którzy dzielą się na dwa przeciwstawne obozy. Co najlepsze, każda ze stron ma swoje racje i obawy. Na ekranie obserwujemy niby zwykłą ustawkę między bohaterami, ale to jak to zrealizowano, zasługuje na szczery podziw.Wraca Brock Rumlow jako Crossbones, na ekranie debiutuje Black Panther. I dzięki porozumieniu ze studiem Sony, oficjalnie do MCU trafia Spider-man! Warto też zwrócić uwagę na postać Zemo, ponownie znacznie zmienioną w stosunku do komiksowego pierwowzoru, i jego niesamowite działania.

Stan Lee: kurier
Scena po napisach: 1) Wakanda 2) Peter z latarką

 

14) Doctor Strange

(2016) Doctor Strange c2

data premiery: 2016
budżet: 165$, Box Office: 677$
reżyseria: Scott Derrickson (The Exorcism of Emily Rose, The Day the Earth Stood Still, Sinister, Deliver Us from Evil)

Kto najlepiej zrealizuje film o czarodziejach? Może ktoś, kto ma spore doświadczenie w horrorach? Znów słuszna decyzja, mimo, że sam Doctor Strange horrorem nie jest, natomiast jak szukać nawiązań, to na myśl przychodzi choćby Incepcja. I jest to spory komplement, gdyż efekty specjalne naprawdę potrafią zachwycić, jest to film, który wprost wybornie ogląda się na dużym ekranie. Scenariusz to przyzwoita, ale bez większych wodotrysków orgin story, z ponownie doskonałym doborem aktorów. Benedict Cumberbatch zasłynął w roli Sherlocka, także jako Doctor Strange sprawdził się idealnie. Warto także zwrócić uwagę na oryginalną Tildę Swinton, która jak zwykle, wypada zjawiskowo na ekranie.

Stan Lee: pasażer autobusu
Scena po napisach: 1) Piwko z Thorem 2) Zbyt wielu czarodziejów

 

15) Guardians of the Galaxy Vol. 2

(2017) Guardians of the Galaxy Vol2

data premiery: 2017
budżet: 200$, Box Office: 863$
reżyseria: James Gunn

Druga część strażników została zrobiona według sprawdzonego przepisu, czyli to samo, ale więcej, lepiej, i z większym przytupem. I ogląda się to wspaniale, ale niestety momentami czuć jakby przesyt, a efekty specjalne potrafią zmęczyć. Co nie przeszkadza oczywiście by cieszyć się z niesamowitego seansu, a dodatkowo wyszukiwać tonę odniesień do popkultury i najróżniejszych smaczków. Obsada, standardowo: na najwyższym poziomie.

Stan Lee: z wizytą u Obserwatorów
Scena po napisach: 1) Nauka sterowania różdżką 2) Zjednoczenie 3) Arcykapłanka i Adam 4) Nastoletni Groot 5) Stan Lee u Obserwatorów

 

16) Spider-Man Homecoming

(2017) Spider-Man Homecoming

data premiery: 2017
budżet: 175$, Box Office: 880$
reżyseria: Jon Watts (Cop Car)

Sony nie za bardzo potrafiło poradzić sobie z postacią Spider-mana i mimo, że nakręcili parę prawdziwych hitów, to jednak tak naprawdę wszystko zagrało dopiero teraz, gdy pojawiła się dodatkowo współpraca z MCU. Co zaowocowało m.in pojawieniem się Pajączka już w Wojnie Domowej, a w jego solowym filmie gościnny występ zalicza sam Tony Stark. Tom Holland jako Peter Parker jest młodym lekkoduchem, a film oszczędza nam ponownego opowiadania gorzkich początków bohatera, co jak najbardziej zaliczyć można na plus. Michaela Keatona ogląda się wprost z przyjemnością, i cieszy, że były Batman (w filmach Burtona) zawitał także do uniwersum Marvela. A Ciocię May gra Marisa Tomei która nie tylko zauroczyła Starka, ale także wszystkich widzów. Gościnie Captain America.

Stan Lee: Gary
Scena po napisach: 1) W więzieniu 2) Captain America nagrywa

 

17) Thor: Ragnarok

(2017) Thor Ragnarok

data premiery: 2017
budżet: 180$, Box Office: 853$
reżyseria: Taika Waititi (Eagle vs Shark, What We Do in the Shadows)

Trzeci Thor to diametralna zmiana klimatu i pójście w zupełnie odjechanym kierunku. Ale co się dziwić, jak 180 baniek daje się takiemu gościowi jak Taika Waititi? To jest film, na którym od samego początku do samego końca seansu na ustach wprost maluje się przysłowiowy „banan”. Doskonałe widowisko, z doskonałymi efektami specjalnymi i doskonałą muzyką (Immigrant Song dwa razy!). I z doskonałymi postaciami oraz relacjami miedzy nimi. Thor i Loki brylują na ekranie, Hulk i Walkiria kradną każdą scenę, Arcymistrz (wspaniały Jeff Goldblum) to rewelacja. Tu dosłownie wszystko zagrało, jedyny minus to to, że w końcu to widowisko się kończy. Ale wtedy pierwsze na co mamy ochotę, to kupić bilet na kolejny sens. I ponownie świetnie się bawić! Gościnnie wystąpił Dr. Strange.

Stan Lee: fryzjer
Scena po napisach: 1) Thanos nadciąga 2) Poklepmy się po plecach

 

18) Black Panther

(2018) Black Panther

data premiery: 2018
budżet: ???$ (ok 200$), Box Office: 1299$
reżyseria: Ryan Coogler (Creed)

Ogromy hit kasowy i artystyczny, choć sam film nie jest pozbawiony wad, czy też słabszych scen. W pełni sprawdził się sposób na wprowadzenie nowego bohatera. Najpierw Czarna Pantera pojawił się w Wojnie Bohaterów, a dopiero później otrzymał swój solowy film. Ogląda się jak najbardziej dobrze, choć niestety nie ma tu nic, co robiło by tak naprawdę ogromne wrażenie. Walki są poprawne, ale ich choreografia nie hipnotyzuje jak w filmach o Kapitanie Ameryka, a rozwiązania technologiczne w tak zaawansowanym państwie momentami straszą nielogicznością. Za to dostajemy sporo przepięknych ujęć, naprawdę ciekawą ścieżkę dźwiękową i całkiem niezłego „tego złego”. Obsada nie zawodzi, Chadwick Boseman w tytułowej roli wypadł poprawnie, natomiast zachwyca przepełniona pozytywną energią Lupita Nyong’o jako Nakia, świetny Michael B. Jordan jako Erik Killmonger i rewelacyjny Andy Serkis jako Ulysses Klaue.

Stan Lee: w kasynie
Scena po napisach: 1) Wystąpienie i oferta T’Challa 2) Bucky

 

19) Avengers Infinity War

(2018) Avengers Infinity War

data premiery: 2018
budżet: ???$, Box Office: wiele$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

To jest niesamowite, że Marvel potrafił przez 10 lat tak wypromować drugoligowe postacie, że w tym momencie darzymy je niezwykłym uwielbieniem, a na film w którym obejrzymy większość ich na ekranie, z niecierpliwością wyczekuje wprost rzesza fanów. Jest to jednocześnie niezwykła porażka dla konkurencyjnego uniwersum DC, które dysponując ikonicznymi postaciami, nie potrafiło wykorzystać ich potencjału, i w tym momencie nikt nie czeka na nowego Supermana czy Batmana. Może sukces leży w tym, że Marvel właśnie nie mógł bazować na popularności swoich superbohaterów, więc musiał skupić się na czymś innym. Odpowiednie podejście do kręcenia filmów, scenariusze, mozolne budowanie jednego spójnego uniwersum, zadbanie o odpowiednią otoczkę audiowizualną. Wreszcie ludzie i nie banie się podejmowania ryzyka. To się opłaciło, Avengers Infinity War już przed premierą okazało się wielkim wydarzeniem!

Stan Lee: z pewnością będzie
Scena po napisach: 😉

 

Marvel One Shot

Marvel One Shot to krótkometrażowe filmy nawiązujące do uniwersum MCU, będące dodatkami do wydań Blu-Ray samych filmów. Powstało ich w sumie pięć, i po wszystkie jak najbardziej warto sięgnąć, tym bardziej, że często dodają całkiem sporo do Uniwersum.

 

The Consultant (2011) (Konsultant)

Marvel One Shot (2011) The Consultant

Akcja rozgrywa się po wydarzeniach z filmów Incredible Hulk i Iron Man 2 i nawiązuje bezpośrednio do sceny po napisach z Incredible Hulk. W rolach głównych agenci Coulson i Sitwell oraz tytułowy Konsultant. Film trwa około 4 minut.

 

A Funny Thing Happened on the Way to Thor’s Hammer (2011) (Ciekawa rzecz spotkała nas przy młocie Thora)

Marvel One Shot (2011) A Funny Thing Happened on the Way to Thor's Hammer

Scena ma miejsce między zakończeniem filmu Iron Man 2, ale jeszcze przed sceną po napisach z tego tytułu. W roli głównej ponownie Agent Coulson. 4 minutki.

 

Item 47 (2012) (Przedmiot 47)

Marvel One Shot (2012) Item 47

Tym razem otrzymujemy zrobiony z prawdziwym rozmachem film krótkometrażowy (ponad 11 minut!), który prezentuje wydarzenia mające miejsce po filmie Avengers. Wśród obsady pojawia się Agent Sitwell. Uwaga, jest scena po napisach!

 

Agent Carter (2013) (Agentka Carter)

Marvel One Shot (2013) Agent Carter

Ponownie Marvel zaszalał i otrzymaliśmy niezwykle dynamiczny i przepełniony akcją film krótkometrażowy (ponad 15 minut), w którym główną role odgrywa tytułowa Agentka, czyli Peggy Carter. Wydarzenia mają miejsce po pierwszym filmie z Kapitanem: Captain America: The First Avenger. Zdecydowanie warto obejrzeć. Uwaga, także tutaj dostajemy scenę po napisach!

 

All Hail the King (2014) (Niech żyje król)

Marvel One Shot (2014) All Hail the King

Tą krótkometrażówką Marvel starał się nieco wyprostować niezadowolenie fanów z powodu filmowej interpretacji postaci Mandaryna. Nieco niepotrzebnie, ale za to otrzymujemy całkiem wyśmienity filmik (ok 14 minut). Także tutaj występuje dodatkowa scena (tym razem podczas napisów).

 

Seriale

Seriali należących do Marvel Cinematic Universe powstało całkiem sporo, i mimo, że wszystkie nalezą do jednego uniwersum, to niektóre są ewidentnie mocniej z nim powiązane, a niektóre stoją nieco na uboczu. Najsilniej z MCU powiązane są seriale Agent Carter oraz Agents of S.H.I.E.L.D., w których zresztą możemy zobaczyć całkiem sporo postaci znanych z dużego ekranu.

 

Agent Carter

Agent Carter

lata emisji: (2015-2016)

Peggy Carter czyli tytułowa agentka zdobyła nasze serca w filmie Captain America: The First Avenger, wspaniałą więc wiadomością była informacja, że dostanie swój własny serial. W głównej roli powraca znana z filmu przeurocza Hayley Atwell. Serial doczekał się dwóch sezonów (8 i 10 odcinków), każdy z sezonów przedstawia zamkniętą historię. Szkoda, że serialu nie kontynuowano, tym bardziej, że pod względem zarówno realizatorskim jak i scenariuszowym stał na bardzo przyzwoitym poziomie. Serial należy oglądać po filmie Captain America: The First Avenger do którego najmocniej nawiązuje, natomiast One Shot pod tym samym tytułem co serial, mimo że powstał przed serialem, przedstawia akcję już po jego zakończeniu.

Stan Lee: pożycza gazetę

 

Agents of S.H.I.E.L.D.

Agents.of.S.H.I.E.L.D.

Agents.of.S.H.I.E.L.D. Slingshot

lata emisji: (2013-)

Serial Agenci Tarczy rozpoczyna się zaraz po wydarzeniach z filmu Avengers, a w głównej roli powraca, co może być zaskoczeniem, Agent Phil Coulson. Serial spotkał się raczej z ciepłym przyjęciem, choć z poziomem bywało różnie. Co nie przeszkadzało powstaniu w sumie pięciu sezonów (każdy po 22 odcinki!), gdzie najnowszy, piąty sezon, właśnie jest w trakcie emisji. Wydarzenia z serialu mocno nawiązują do filmów z MCU i stanowią bardzo ciekawe dopełnienie tego świata.

Agents of S.H.I.E.L.D. Slingshot (2016) to miniserial bezpośrednio powiązany z główną serią. Składa się z sześciu krótkometrażowych odcinków, a jego wydarzenia mają miejsce przed czwartym sezonem głównej serii.

Stan Lee: w pociągu w miłym towarzystwie

 

Inhumans

Inhumans

lata emisji: (2017)

Pierwotnie w planach miał być film pełnometrażowy, w końcu skończyło się na serialu. I coś nie wyszło, serial okazał się ogromna porażką artystyczną, z idiotycznym scenariuszem. Zarówno widzowie jak i krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów. To 8 odcinków o których spokojnie można zapomnieć.

 

Seriale Netflixa

Seriale Netflixa, mimo że oficjalnie należą do MCU, to stoją nieco bardziej na uboczu tego uniwersum i raczej nie nawiązują do głównej osi fabularnej uniwersum. Póki co należy je traktować jako autonomiczny świat, pamiętając o tym, że same ze sobą są bardzo mocno powiązane. Dotychczas ukazały się serie:

Daredevil (2 sezony, 2016)
Jessica Jones (2 sezony, 2016 i 2018)
Luke Cage (2 sezony, 2016 i 2018 (jeszcze nie emitowany))
Iron Fist (1 sezon, 2017)
The Defenders (1 sezon, 2017)
Punisher (1 sezon, 2017)

Daredevil okazał się sporym hitem, widzom spodobał się poważniejszy, dorosły klimat. Tak samo Jessica Jones w której doskonale przede wszystkim zostały zarysowane poszczególne postacie. Niestety, dalej było coraz gorzej. Luke Cage zebrał już mieszane opinie, a Iron Fist okazał się porażką. Serial The Defenders, w zamierzeniu spinający to miniuniwersum, mający pokazać wspólne losy poszczególnych postaci, także wypadło dość słabo. Natomiast może podobać się Punisher będący niejako serią odpryskową Daredevila. Ogólnie, po naprawdę doskonałym starcie, poziom poszczególnych serii spadał w dół, nie jest to z pewnością taka klapa jak Inhumans, ale obecnie powstają mocne przeciętniaki. Ja jeszcze nadrabiam zaległości w oglądaniu, więc zapewne do samych seriali jeszcze na blogu powrócę.

 

Pozostałe.

Do MCU zalicza się także serial Runaways (1 sezon, 2017, kolejny zapowiedziany), jednak także on stoi mocno na uboczu i nie nawiązuje bezpośrednio do głównych wydarzeń Uniwersum. Sam serial jak najbardziej wart jest obejrzenia.

Runaways

W zapowiedziach są także serie Cloak & Dagger oraz New Warriors.

 

Słowem podsumowania.

Oczywiście wśród filmów Marvel Cinematic Universe trafiają się pozycje zarówno lepsze jak i gorsze, ale praktycznie wszystkie stoją powyżej średniej i gwarantują wyśmienitą rozrywkę, szczególnie na dużym ekranie. Do tego zachwycają decyzje o dobrze aktorów i twórców, a ogromne budżety gwarantują doskonała otoczkę audiowizualną i wyśmienite efekty specjalne. W sumie 18 filmów świetnie nakreśliło ten świat, przez co każdy kolejny film jest ogromnym wydarzeniem. I póki widzom się to nie znudzi, czeka nas jeszcze wiele niesamowitych przygód wraz z naszymi ulubionymi superbohaterami.

Jeżeli filmy tylko rozbudziły Wasz apetyt, warto sięgnąć po seriale, ale należy zrobić to z głową. Agent Carter i Agents of S.H.I.E.L.D to pozycje obowiązkowe i bardzo umiejętnie wykorzystujące postacie oraz wątki z filmów, do tego fajnie rozbudowujące całe uniwersum. Natomiast od Inhumans należy trzymać się z daleka. Runaways to serial oficjancie należący do MCU, ale stojący zupełnie z boku, i poruszający nawet parę kwestii, będących sprzecznych z główną osią fabularną. Jednak jako serial jak najbardziej się sprawdza, i warto go obejrzeć. Seriale Netflixa także stanowią nieco odrębny świat, choć małe nawiązania pojawiają się gdzieś tam w tle. Pierwsze serie, tj Daredevil i Jessica Jones stoją na bardzo wysokim poziomie, i jak najbardziej należy po nie sięgnąć, tym bardziej, że posiadają wyraźnie cięższy, dorosły klimat, co wychodzi im tylko na dobre. Później można spróbować resztę, szczególnie zwracając uwagę na Punishera.

Jest co oglądać, a przecież Marvel Cinematic Universe to nie jedyni supertrykociarze na ekranie. Z poletka Marvela Sony zaprezentowało nam dwie serie całkiem udanych przygód Spider-mana, zanim jeszcze Pajączek trafił do MCU, natomiast świat X-men przez lata także mocno się rozrósł, i ma w zanadrzu sporo stojących na wysokim poziomie filmów (choć wpadki też się zdarzają) oraz całkiem udane seriale (Legion obowiązkowo!). A jeszcze jest świat DC, który cały czas szuka swojej tożsamości, co nie przeszkadza powstawaniu kolejnych filmów i sporej liczby seriali.

Ale to tematy na osobną opowieść…

Read Full Post »

Po złożeniu zestawu 76101 Outrider Dropship Attack patrzyłam na całą serie Marvel Super Heroes Avengers Infinity War z wielką nadzieją. Najmniejszy zestaw, mimo braku większych rewelacji, można uznać za naprawdę udany. Niestety, z każdym kolejnym złożonym zestawem dobre wrażenie coraz bardziej blakło. Po złożeniu całego kompletu, poczułem się jak po złożeniu serii City Jungle: naszło mnie ogromne rozczarowanie. Nawet największy zestaw, kamieniczka, mimo że skonstruowany z pomysłem i bardzo bawialny, w wielu aspektach srogo rozczarował.

Przekłada się to na klecenie recenzji, jestem maruda, ale po prostu marudzić na LEGO już mi się nie chce. Na chwilę obecną nie wiem czy recenzja powstanie, najwyżej zakończy się na wrzuceniu paru co ciekawszych zdjęć, gdyż jednak są w tej serii także mocne motywy, które jak najbardziej można chwalić.

Dzisiaj pakiet instrukcji, już zeskanowane, a zapewne komuś się przydadzą, by sprawdzić, jakie elementy znajdziemy w danych zestawach. Plus w bonusie naklejki.

76101 Outrider Dropship Attack

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War ins010

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War ins004

 
(więcej…)

Read Full Post »

Po rewelacyjnych trailerach Avengers Infinity War internet wprost zalały opracowania, wnioski, teorie i burzliwe dyskusje. Jedną z ciekawostek jest nowy młotek Thora, który ewidentnie był widoczny w trailerze, ale został wymazany. Znaczy, prawdopodobnie.

A jak prawdopodobnie młotek ten powinien wyglądać? LEGO zdradza tę tajemnicę:

Avengers Infinity War Sets Pre Review Thors Hammer

Thora z młotkiem znajdziecie w zestawie 76102 Thor’s Weapon Quest.

Read Full Post »

Zapowiedzi zestawów nawiązujących do nadchodzącego kinowego hitu Avengers: Infinity War, uzupełnione o moje uwagi, umieszczałem już na blogu, ot choćby w notce Zestawy z LEGO Marvel Superheroes Avengers: Infinity War! Oficjalne zdjęcia!. Oczywiście nie obyło się bez marudzenia, jednak parę rzeczy zapowiadało się całkiem ciekawie, jak choćby największy zestaw z regularnej serii Sanctum Sanctorum Showdown. I gdy na początku marca zestawy trafiły do sprzedaży, wybrałem się do zaprzyjaźnionego sklepu z klockami właśnie po Sanktuarium.

A wróciłem z tym:

Avengers Infinity War Sets Pre Review 02

Z paru powodów zdecydowałem się na cała serię. Do dnia dzisiejszego część zestawów już zdążyłem złożyć (fotki wrzucam na bieżąco na instagrama, jak ktoś z Was jeszcze nie śledzi, serdecznie zapraszam, na kanale pojawia się też trochę rzeczy komiksowych), i moje wrażenia są dość mieszane. Co ciekawe, pojawiało się tu parę niespodzianek, zestawy które z zapowiedzi spodziewałem się, że będą marne, okazały się całkiem przyzwoite, jednak i tak rozczarowań niestety jest zbyt wiele. Ogólnie, jeżeli jeszcze zastanawiacie się nad zakupem poszczególnych zestawów, radzę dobrze się zastanowić, i przemyśleć decyzję. A z pewnością zapoznać się z recenzjami. Moimi wrażeniami także chciałbym się z Wami podzielić, tak więc zapraszam do recenzji, oczywiście znowu niestandardowej. Po pierwsze będzie to recenzja zbiorcza, która będzie traktować aż o sześciu zestawach wchodzących w skład regularnej serii, do tego tekst chciałbym klecić w miarę na bieżąco, stąd też podział na parę notek.

Serdecznie zapraszam.

Regularna seria dostarcza nam w sumie sześć zestawów:
76101 Outrider Dropship Attack
76102 Thor’s Weapon Quest
76103 Corvus Glaive Thresher Attack
76104 The Hulkbuster Smash-Up
76107 Thanos: Ultimate Battle
76108 Sanctum Sanctorum Showdown

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 01

Oczywiście otrzymujemy pełną rozpiętość wielkości zestawów, co przekłada się także na cenę. Jak to w serii Super Heroes, minifigurki robią ogromne wrażenie, natomiast konstrukcje wydaja się tylko uzupełnieniem, choć trzeba przyznać, akurat w serii Avengers Infinity War maniera ta nie jest zbyt mocno widoczna.

Minifigurki zostały odpowiednio wyeksponowane na jednym z boków pudełek.

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 02

Najmniejszy zestaw 76101 Outrider Dropship Attack to aż cztery minifigurki, w tym Captain America i Black Widow, każde w nowym, bardzo ciekawym wcieleniu. Dodatkowo otrzymujemy Outriders, dwie identyczne sztuki. Konstrukcja, tu zaskoczenie, jest naprawdę udana, przyjemna w składaniu i bawialna! Tu od razu podpowiem: po ten zestaw warto sięgnąć.

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 03

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 04

76102 Thor’s Weapon Quest to także niezwykłe minifigurki, choć Rocket Raccoon to niestety nie nowość, ale za to Thor i nastoletni Groot cieszą oko. Konstrukcja w miarę, ale nie porwała mnie.

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 05

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 06

Zestawu 76103 Corvus Glaive Thresher Attack nie lubiłem od zapowiedzi, a po złożeniu mój zawód niestety jeszcze bardziej urósł. Wśród figurek jest jeden bardzo wartościowy akcent: Shuri, czyli postać, której zabrakło w zestawach opartych na filmie Black Panther (zapraszam do recenzji). Podczas zapowiedzi zwracałem uwagę na dyskusyjne tło graficzne, które sprawia, jakby zestaw był o wiele większy. Niestety, na żywo, trzymając pudełko w dłoniach, to wrażenie jest jeszcze bardziej wyraziste. Zdaje sobie sprawę, że nie każdy to zauważa, ale wydaje mi się, że w niektórych zestawach TLG trochę w tym aspekcie przeholowało.

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 09

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 10

76104 The Hulkbuster Smash-Up to ciekawa propozycja, szczególnie dla osób, które nie posiadają jego wcześniejszej wersji. Oczywiście postaram się zrobić fotkę porównującą obie wersje.

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 07

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 08

76107 Thanos: Ultimate Battle czyli Guardians’ Ship ma parę mocnych akcentów, jednocześnie srogo mnie rozczarował. Będzie co chwalić, będzie co ganić.

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 11

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 12

Zestaw 76108 Sanctum Sanctorum Showdown budzi u mnie największe nadzieje, i póki co, jeszcze czeka na zbudowanie. Natomiast także tutaj warto ponownie zwrócić uwagę na dorysowywanie elementów, które jednak powinny być bardziej neutralne. Na pudełku ewidentnie kamieniczka sprawia wrażenie większej niż jest w rzeczywistości. Nie podoba mi się ta praktyka TLG.

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 13

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 14

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 15

Poza marudzeniem na momentami zbyt wyrazistym dorysowywaniem dodatkowych elementów, szata graficzna pudełek wypada przyzwoicie, brak tu jednak większych zachwytów. W większości przypadków jest ładnie, estetycznie, choć ostre krawędzie ramek oddzielające logotypy i zdjęcie minifigurek nieco psują dobre wrażenie. Ale to akurat raczej mało istotny fakt, i w sumie kwestia gustu. Nie podoba mi się także logo samej serii Avengers Infinity War z Thanosem, ale ponownie: kwestia gustu.

Co do zawartości: klocki podzielono w woreczki oznaczone oczywiście odpowiednimi numerkami, od czasu do czasu zdarzy się jakiś klocek wrzucony luzem. W każdym zestawie niestety znajdziemy arkusik naklejek, natomiast to co mnie zaskoczyło to dzielenie instrukcji, a raczej brak tej praktyki! Jedynie jeden, i to średni, zestaw otrzymał podział (ale jak już go zastosowali, to poszaleli i dostaliśmy od razu trzy książeczki)! Nawet największe zestawy mają po jednej, dość grubaśnej, instrukcji!

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 21

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 22

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 24

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 23

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 25

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 26

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 27

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 28

Wszystkie instrukcje:

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 29

i naklejki:

LEGO 2018 Marvel Super Heroes Avengers Infinity War box 30

Jeszcze mi zejdzie chwila na dokończenie budowy, ale uwagi spisuje na bieżąco i jak tylko porobię fotki to podzielę się wrażeniami. Jak już coś kupiliście i złożyliście z tej serii, koniecznie podzielcie się swoimi uwagami!

Read Full Post »

W styczniu pojawiły się pierwsze zdjęcia, teraz otrzymujemy nieco więcej, na temat zestawów opartych na nadchodzącym hicie Avengers: Infinity War. Oczywiście spojlery są nieuniknione.

76101 Outrider Dropship Attack

Dla figurek. Tylko.

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Outrider Dropship Attack (76101)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Outrider Dropship Attack (76101)

76102 Thor’s Weapon Quest

Znowu zestaw, którego niedostatki są dorabiane komputerowo. Złóż kawałeczek murku, a resztę sobie dorysuj. Ciekawe, kiedy zaczną do TLG spływać pretensje od rodziców rozczarowanych dzieciaków, że w pudełku jednak jest o wiele mniej, niż obiecuje grafika.

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Corvus Glaive Thresher Attack (76103)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Corvus Glaive Thresher Attack (76103)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Corvus Glaive Thresher Attack (76103)

76103 Corvus Glaive Thresher Attack

Jak ktoś zbierał zestawy ze Strażników, całkiem fajne uzupełnienie. Latadełko, choć specyficzne, nie odstrasza.

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Thor's Weapon Quest (76102)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Thor's Weapon Quest (76102)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Thor's Weapon Quest (76102)

76104 The Hulkbuster Smash-Up

Minifig pack, czyli parę minifigurek i Hulkbuster! Jak ktoś nie ma poprzedniego, jak najbardziej warto się skusić, jak ktoś ma, już niekoniecznie.

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War The Hulkbuster Smash-Up (76104)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War The Hulkbuster Smash-Up (76104)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War The Hulkbuster Smash-Up (76104)

76107 Thanos: Ultimate Battle

Thanos i rękawica to gwiazdy tego zestawu, Milano całkiem fajny, ale to już trzecia jego wersja. Co za dużo… Ale jak ktoś wcześniejszych nie ma…

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Thanos: Ultimate Battle (76107)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Thanos: Ultimate Battle (76107)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Thanos: Ultimate Battle (76107)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Thanos: Ultimate Battle (76107)

76108 Sanctum Sanctorum Showdown

Gwiazda tego zestawienia, która na ujęciach od tyłu wcale nie prezentuje się zbyt zachwycająco. A po bliższym przyjrzeniu się, ewidentnie czegoś tu brakuje i ewidentnie zabrakło smaku w wykończeniu. Naprawdę, liczyłem na o wiele więcej. Ale i tak tragedii nie ma, a poziom bawialności zapowiada się na przyzwoity. Natomiast znowu na pudełku mamy dorysowywanie elementów, które sprawia, że wydaje się, jakby w pudełku mielibyśmy znaleźć o wiele więcej niż jest. A szkoda, bo niesmak zostaje, a sam zestaw nie potrzebuje takiego taniego chwytu, spokojnie sam się broni. I mimo to, że zdjęcie z tyłu pudełka nie zachęca. Ktoś ostatnio w TLG idzie nie tą droga co trzeba.

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Sanctum Sanctorum Showdown (76108)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Sanctum Sanctorum Showdown (76108)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Sanctum Sanctorum Showdown (76108)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Sanctum Sanctorum Showdown (76108)

LEGO Marvel Super Heroes Avengers: Infinity War Sanctum Sanctorum Showdown (76108)

Read Full Post »

Czytelnicy komiksów w Polsce są mocno rozpieszczani, i nic nie wskazuje, by wydawcy mieli zwolnic tempo. Obecnie otrzymujemy wprost zatrzęsienie komiksów i to najróżniejszych. Szczególnie mocno stoją Superbohaterowie, choć w tym przypadku, mimo że sam bardzo lubię, da się odczuć nieco zmęczenie tematem i z coraz większa uwaga należy wybierać wartościowe tytuły. Ale na szczęście pozostałe gatunki także wyraźnie zaznaczają swój udział w rynku. W dzisiejszej notce wybór paru tytułów, które szczególnie mnie zainteresowały. Oczywiście zapewne pominąłem jakieś perełki – jak coś szczególnie polecacie, koniecznie dajcie znać! Zresztą dzięki Waszym polecankom zainteresowałem się bardziej oferta choćby Non Stop Comics. Przypominam też, że zdjęcia poszczególnych zdobyczy (a także wiele więcej) na bieżąco wrzucam na Instagrama (dzięki za wszystkie polubienia i śledzenia!)

Zaczynamy od naszego poletka, czyli wariacje na temat prac dwóch geniuszy polskiego komiksu.

2018-01_Wroblewski Baranowski

Jerzy Wróblewski i aż dwa wspominkowe albumy, oba wydał oczywiście Ongrys. Czterej pancerni i pies wchodzi w ramy serii Z archiwum Jerzego Wróblewskiego, i jest niejako albumem specjalnym, o czym świadczy może nieco zbędna twarda oprawa. Komiks pierwotnie ukazywał się w latach 1968-1969 (w postaci rysunki + tekst, w niniejszym wydaniu tekst przeredagowano i umieszczono w dymkach). Lektura to leciwa, i niestety, nieco ciężkostrawna.

2018-01_Wroblewski1

Album Binio Bill: Rio Klawo zbiera trzy historyjki z polskim Luckiem: Rio Klawo, Na szlaku bezprawia, kontra trojaczki Benneta. Ja bardzo lubię Binia, pamiętam go doskonale jeszcze ze Świata Młodych, choć to historyjki przeokropnie naiwne. Pierwsza z nich, Rio Klawo, wypada bardzo słabo i ciężko się ją pochłania. Ale dalej jest o wiele lepiej, na szlaku czyta się bardzo przyjemnie, choć niestety zbyt szybo się kończy, a trojaczki to już w ogóle rewelacja. Choć oczywiście razi nawiązanie do braci Daltonów, no ale cóż…

2018-01_Wroblewski2

To rozśmiesza, to porusza, czar komiksów Tadeusza! to swoisty hołd złożony Tadeuszowi Baranowskiemu i jego opowieściom. Hołd stworzony przez jednego autora, więc nie jest to zbiorek luźnych grafik i krótkich form, które zazwyczaj wypadają dość słabo, a dłuższa opowieść w której pojawia się cała plejada postaci doskonale nam znanych z kart niesamowitych albumów Baranowskiego. Autor hołdu bawi się konwencją i słowem i mimo, że do mistrza sporo mu brakuje, to czyta i ogląda się to doskonale. Pozostaje tylko żałować, że takie to krótkie. Wydanie także Ongrysa.

2018-01_W Baranowski

Sędzia Dredd: Tytan (Studio Lain) bo Dredda bardzo lubię, Urban wyjątkowo przypadł mi do gustu, świetna szata graficzna idzie w parze z niezłym scenariuszem. To już 4 album: Nieruchome śledztwo (Taurus Media). Smerf Dzikus (Egmont) to album stworzony przez następców Peyo, a niestety następcy zazwyczaj nie dorównują mistrzowi, jednak Dzikus to całkiem niezła i przyjemna lektura, z paroma niezłymi pomysłami.

2018-01_Sedzia Dredd Urban Smerfy

2018-01_Sedzia Dredd

Wspomniany we wstępie Non Stop Comics, czyli kontynuacja Paper Girls, oraz dwa tytuły które mocno polecaliście: Head Lopper & Wyspa albo Plaga Bestii i The Black Monday Murders 1: Chwała mamonie. Każdy z tych trzech albumów prezentuje zupełnie inna szatę graficzną, we wszystkich jest ona niezwykle intrygująca i zachęca do lektury. Jak przeczytam, pewnie się podzielę wrażeniami.

2018-01_Non Stop Comics

Na Marvel Now coraz bardziej kręcę nosem i takie serie jak Avengers są pierwsze do rezygnacji z listy zakupowej. Póki co, czekam na Axis, co będzie dalej, zobaczymy. Natomiast mocno polecam, i to nie tylko fanom Supertrykociarzy, perełkę w postaci Moon Knighta spod pióra Warrena Ellisa. Doskonała rzecz! A jak chcecie coś lżejszego, to pajączek gwarantuje całkiem przyjemna lekturę.

2018-01_Marvel Nov Moon Knight Spider-man Avengers 1

2018-01_Marvel Nov Moon Knight Spider-man Avengers 2

Wolverine by Jason Aaron ląduje póki co na kupce wstydu. Za to Spider-Man i Czarna Kotka Zło, które ludzie czynią to tytuł który połyka się na raz i potrafi zaskoczyć. Nie sugerujcie się okładką ani początkiem: niby prosta i lekka historyjka nagle odkrywa drugie dno i zaczyna poruszać niełatwe tematy. Lektura warta polecenia. Scenariusz spod pióra Kevina Smitha. Czarny Młot to zaskoczenie i to pozytywne, oby drugi tom utrzymał poziom pierwszego.

2018-01_Wolverine Spider-man Czarny Mlot

Był Marvel, czas na DC, czyli Rebirth – Odrodzenie. Supek jest fajny, Zielony zdobywa moje serce, Gacek w odrodzeniu wypada słabiej, ale to Gacek. Ogólnie, lekko i przyjemnie, choć nie znaczy, że banalnie! Dobra lektura.

2018-01_DC Odrodzenie DC Rebirth

Kolekcje. Ze superbohaterskich obecnie kupuję tylko wybrane numery. Co się pojawi bardziej czy ciekawego, czy intrygującego.

2018-01_Kolekcje 1

Silvestri rysuje Hulka!

2018-01_Kolekcje 2

Star Wars Kolekcja to obecnie straszne ramotki, czyli historie sprzed lat, które dla osoby znającej filmy i nowsze pozycje, potrafią być doskonałą zabawą. Choć oczywiście należy podchodzić do nich z odpowiednią rezerwą! Właśnie ukazał się trzeci tom, też się jeszcze skusiłem. Wytrzymam jeszcze może numer lub dwa.

2018-01_Kolekcje Star Wars 1

2018-01_Kolekcje Star Wars 2

Kolekcja Conana to dla mnie wydarzenie i lektura obowiązkowa! Świetne opowieści, do tego zaprezentowane w doskonałym wydaniu. Nic tylko pochłaniać!

2018-01_Kolekcje Conan 1

2018-01_Kolekcje Conan 2

A Wy co obecnie czytacie?

Read Full Post »

Older Posts »