Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Zbójcerze’

Moje wrażenia na temat najnowszego albumu z cyklu Kajko i Kokosz, który narobił sporo szumu, i już pojawiło się na jego temat mnóstwo, często sprzecznych, opinii.  Tekst powstał parę dni temu, szkoda byłoby mi by przepadł, wiec na szybko zrobiłem korektę i puszczam w świat. Zazwyczaj pstrykam swoje fotki, ale niestety tym razem nie mam takiej możliwości, stąd też posiłkuję się materiałami oficjalnymi.

Na nowe przygody dzielnych wojów czekałem bardzo długo. Wszak Janusz Christa, to obok Jerzego Wróblewskiego i Tadeusza Baranowskiego, mój ulubiony twórca tamtych czasów. To na albumie „Wielki Turniej” nauczyłem się czytać dobrą chwilę przed tym, jak pani w szkole pokazywała jak kaligrafować literki. Do dzisiaj mam ten album, i choć czytany niezliczoną liczbę razy nie jest już pierwszej świeżości, to jednak niesamowite perypetie bohaterów, które możemy przeżywać na jego kartach, do dzisiaj równie wspaniale potrafią cieszyć podczas lektury. Christa wielkim mistrzem był, i zawsze gwarantował rozrywkę na najwyższym poziomie, a do tego niezwykle inteligentną i przepełnioną wieloma celnymi nawiązaniami do rzeczywistości, szczególnie tamtych czasów.

Christa zostawił po sobie ogromną spuściznę, jednak każdy miłośnik przygód jego bohaterów przez wiele lat odczuwał swoistą pustkę. Po prostu brakowało nam tych postaci. Wydawnictwo Egmont, odpowiedzialne za rewelacyjne wznowienie przygód zarówno Kajtka i Kokosza jak i Kajtka i Koka (a także Gucka i Rocha) czyniło podchody, by kontynuować dzieło mistrza. Sytuacja wcale nie jakaś niezwykła, wszak popularne, dodajmy europejskie, bo żonglerka autorami w amerykańskim komiksie to rzecz powszednia, serie jak Lucky Lucke, Asteriks, Smerfy czy Thorgal doczekały się przejęcia przez nowych twórców. Z różnym efektem, ale z pewnością jest co czytać. Czemu wiec i nie zastosować podobnej praktyki na naszym rynku?

I wreszcie udało się! Album „Kajko i Kokosz: Nowe Przygody. Obłęd Hegemona” zagościł w księgarniach!

Kajko i Kokosz Nowe Przygody Obłęd Hegemona 00

Egmont sięgnął całkiem rozważnie po autorów, którzy są już doskonale znani polskiemu czytelnikowi, szczególnie młodszemu wiekiem. Sławomir Kiełbus to rysownik o specyficznej kresce, którego sam Christa wskazał, jako swojego potencjalnego następcę. Kiełbus to także obecnie bardzo doświadczony komiksiarz, na swoim koncie ma wiele albumów dla dzieci, a także publikuje cotygodniowy humorystyczny pasek o przygodach Gwidona w Angorce. Maciej Kur (scenarzysta) i Piotr Bednarczyk (rysunek) to twórcy serii dla dzieci Lil i Put, nagrodzeni zresztą za nią w pierwszej edycji konkursu im. Janusza Christy na komiks dla dzieci. Tomasz Samojlik to zapalony miłośnik przyrody i twórca wielu komiksów dla dzieci, w tym znanej Ryjówki Przeznaczenia. Krzysztof Janicz to zapalony maniak twórczości Christy, doskonale znany ze swojej działalności jako Kapral na blogu na-plasterki.blogspot.com. Norbert Rybarczyk znany jest z serii Detektyw Miś Zbyś na tropie, na swoim koncie ma też niedokończoną słabą serię Barbarzyńcy, swoją drogą jej publikacji swego czasu podjął się właśnie Egmont.

Jak widać z powyższej listy, Egmont bezsprzecznie zainwestował w twórców doskonale znanych głównie młodszym czytelnikom. Podejście jak najbardziej wydaje się słuszne, wszak my czytając wieki temu Kajka i Kokosza także byliśmy dziećmi. Czas więc, by nowe pokolenie poznało tych bohaterów, a czytając opowieści sklecone przez znanych obecnie twórców, być może skusi się na sięgnięcie po klasyczne opowieści Christy. Do tego od razu można zauważyć, że Egmont nie celował w znalezienie doskonałych imitatorów stylu mistrza, a chciał rozwinąć ten świat i dodać coś od siebie.

Tyle, że wyszło mocno nijako.

Pierwsza opowieść, nieprzypadkowo stała się tytułową i najmocniej promowaną. Świetne, choć nieco chaotyczne, rysunki Kiełbusa przyciągają oko, są bardzo dynamiczne, a do tego w połączeniu z bardzo zgrabnym scenariuszem Macieja Kura tworzą miłą w odbiorze historyjkę. Do tego pełno tu dodatkowych smaczków i zabaw słownych. Głównymi bohaterami są kultowi Zbójcerze, a tematem przewodnim tytułowy Obłęd ich herszta.

Kajko i Kokosz Nowe Przygody Obłęd Hegemona 01

KłusownicyTomasza Samojlika wypadają nadzwyczaj blado. Przeciętny scenariusz nawet momentami bawi, jednak czuć spory niedosyt. I te rysunki, które zupełnie nie pasują mi do tego świata. Fakt, to nie miało być naśladownictwo kreski mistrza, ale jednak Kłusownicy  sprawdzają się co najwyżej jako przeciętny „tribute”, który z powodzeniem mógłby być wydany w jakimś fanowskim magazynie, a nie w oficjalnych „Nowych przygodach”.

Kajko i Kokosz Nowe Przygody Obłęd Hegemona 02

Coś na muchy” to opowieść o dzieciństwie głównych bohaterów, a dokładniej ich pierwszym spotkaniu. Scenariusz ma mocniejsze momenty, i posiada sporo nawiązań do klasyki, do tego jest nieco kontrowersyjny. Pod tym względem Krzysztof Janicz stanął na wysokości zadania. Autor nie bał się bawić konwencją, jednak odnoszę wrażenie, że w pewnym momencie nieco się pogubił, i zmarnował swój potencjał. Natomiast Norbert Rybarczyk położył historyjkę po całości swoim niechlujnym i zupełnie pozbawionym wyrazu rysunkiem. Rozumiem, że każdy twórca ma swój styl, ale to co tutaj zaprezentowano zupełnie nie przypadło mi do gustu i według mnie nie sprawdza się ani jako samoistne dzieło, ani jako opowieść ze świata Mirmiłowa.

Kajko i Kokosz Nowe Przygody Obłęd Hegemona 03

Ostatnia historyjka także na pierwszy rzut oka nie nastrajała mnie pozytywnie, jednak podczas lektury mocno mnie zaskoczyła. Pozytywnie. Szczególnie scenariuszem, Maciej Kur znów pokazał, że czuje klimat, i czytało się to po prostu świetnie! Gorzej z rysunkami Piotra Bednarczyka, ale o dziwo, po dwóch planszach nawet przestały mi jakoś strasznie uwierać. Po tej lekturze mam szczerą ochotę sięgnąć po serię Lil i Put.

Kajko i Kokosz Nowe Przygody Obłęd Hegemona 04

I tak, według mnie, wypadają najnowsze przygody Kajko i Kokosza. Tak paradoksalnie, głównych bohaterów, przynajmniej w swoim dorosłym wcieleniu, nie ma tu praktycznie w ogóle, za to otrzymujemy swoisty zbiór najróżniejszych stylów rożnych twórców. Odnoszę wrażenie, że Egmont tym albumem po prostu bada rynek, i być może określi na przyszłość kierunek rozwoju serii. Ja swoich faworytów mam. Maciej Kur jako scenarzysta sprawdził się w 100% i to on dla mnie jest wielkim wygranym tej publikacji. Sławomir Kiełbus był i nadal jest liderem, jeżeli chodzi o rysunek. Szkoda, ze pozostali twórcy jednak zawiedli. Oczywiście to tylko moje prywatne zdanie, ale mam nadzieję, że iż to znani i lubiani artyści to jednak  Tomasz Samojlik, a szczególnie Norbert Rybarczyk, będą się trzymać od tego świata z daleka. Krzysztof Janicz bez wątpienia powinien pojawić się w przyszłych projektach, widać wyraźnie, że nie boi się oryginalnych pomysłów, ale odniosłem wrażenie, że potrzebuje nieco więcej „przestrzeni”. Piotr Bednarczyk wzbudził u mnie mieszane uczucia, nie do końca jego rysunek mi podpasywał, ale dałbym mu szansę. Dobrze rokuje. Szczególnie we współpracy z Maciejem Kurem.

Jak widzicie, album Egmontu prezentuje strasznie nierówny poziom. Na cztery historyjki, jedną uznać można za naprawdę udaną, jedną za przyzwoitą i dwie niestety za bardzo słabe, i to na takim poziomie, że nie powinny przejść selekcji. Znane i popularne nazwiska to nie wszystko, trzeba jeszcze czuć klimat. Sięgnąć ostatecznie warto, sądzę, że każdy miłośnik starych przygód chętnie zobaczy, co w temacie obecnie się kombinuje. Ale należy traktować to coś jako swoistą ciekawostkę i niestety niezbyt udaną zabawę z konwencją.

Album zbiera najróżniejsze opinie, i pojawiają się nawet recenzje, które chwalą elementy które dla mnie wypadły słabo. Kwestia gustu, a z gustami to wiadomo jak jest. Ja się srogo zawiodłem. Ciekawostką jest, że pozytywne opinie o tym „dziele” przeważają w bardziej rozpoznawalnych mediach, natomiast wśród zwykłych czytelników jednak wyczytać można więcej marudzenia. Stąd też często podkreślam, że to moje zdanie i opinie są tylko moje, dla mnie po prostu nie ma zbyt wiele tutaj do chwalenia. A zasłanianie się sentymentem nie zawsze wychodzi na dobre.

Oby Egmont wyciągnął słuszne wnioski z tego nieco falstartu, bo jednak z nadzieją spoglądam w przyszłość i liczę, że jeszcze przeczytam niejeden nowy album o przygodach Kajka i Kokosza. A w między czasie chętnie przypomnę sobie ich starsze przygody. Do czego każdego z Was serdecznie zachęcam, zarówno starszych zapewne doskonale znających te przygody, jak i młodszych, być może nie mających jeszcze styczności z twórczością Christy. Warto nadrobić!

Read Full Post »