Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘venom’

Kolejnym zestawem z serii BrickHeadz będzie tandem Spider-Man i Venom. Niestety (albo stety) zestaw należy do tych specjałów, które dostaniemy tylko na targach, w tym przypadku San Diego Comic Con. Prywatnie „uwielbiam” tę politykę TLG, która tylko powoduje, że w drugim obiegu takie specjały osiągają nienormalne ceny. Choć szukając zalet, dobrze, że tym razem dali coś tak brzydkiego i mało ciekawego (tak, uważam serię BrickHeadz za wymuszoną i robioną na siłę. Nie brzydką czy marną, tylko po prostu próbę pojechania na popularności FunkoPop. Próbę wyjątkowo nieudaną).

za hollywoodreporter

Read Full Post »

Coś dla fanów trykociarzy, obejrzeć naprawdę warto, a osoby orientujące się w komiksach oraz filmach powinny wyłapać parę smaczków, zarówno na ekranie, jak i w dialogach.

LEGO Marvel Super Heroes Maximum Overload 01

LEGO Marvel Super Heroes Maximum Overload 02

Takie na szybko:

Pewna grupa:

LEGO Marvel Super Heroes Maximum Overload 04

Staaaaaaaannnn!!!!!

LEGO Marvel Super Heroes Maximum Overload 03

Ten pan najprawdopodobniej będzie jako figurka w przyszłym roku:

LEGO Marvel Super Heroes Maximum Overload 05

Thor ma hełm!

LEGO Marvel Super Heroes Maximum Overload 06

Obecnie dostępne jest pięć krótkich (po 5 minut) odcinków:

 

 

 

 

 

Read Full Post »

Wielka Kolekcja Komiksów Marvela Hachette sporo namieszała na naszym rynku: słynny próbny nakład dostępny tylko w niektórych województwach, spekulacje sprzedawców, wreszcie oficjalny ogólnopolski start i mnóstwo pytań od fanów, na które wydawca nie kwapi się z odpowiedziami. Ale jest, i zapewnia nam regularnie co dwa tygodnie, i w przyzwoitej cenie*, doskonałą wyprawę  w świat amerykańskiego komiksu, a dla starszych czytelników jest powodem, by dodatkowo powspominać złote czasy Tm-Semica.

Obecnie dostępne jest już osiem albumów, pozwolę sobie na małe podsumowanie, przeznaczone raczej dla osób które choć trochę orientują się w temacie, nie chcę skupiać się dokładnie na fabułach, a jedynie trochę pomarudzić, ale też i się pozachwycać.

Tom 1: The Amazing Spider-man: Powrót do domu

WKKM01 Spider-man Powrot do domu

Jako premierowy album umieszczono historię z wciąż popularnym i niezmordowanym Pajączkiem. „The Amazing Spider-Man: Coming Home” pojawił się już wcześniej na polskim rynku, wpierw próbował go wprowadzić w 2003 roku Tm-Semic, niestety nieskutecznie, rok później udało się to wydawnictwu Axel Springer w serii Dobry Komiks.  Popularnej postaci Spider-mana towarzyszą nie mniej słynne nazwiska, za scenariusz odpowiada J. Michael Straczynski, warstwą graficzną natomiast zajął się John Romita Jr. O ile Romita Jr budzi nieco skrajne odczucia, można jego twórczość zarówno kochać jak i nienawidzić (ja akurat zaliczam się do pierwszej grupy, wprost uwielbiam jego rysunki), to Straczynski bez wątpienia gwarantuje wysoki poziom scenariusza. I tak dokładnie tu jest: wzajemne logiczne przeplatanie się paru znaczących wątków, dyskretne, ale zdecydowane sięgniecie do samych narodzin Spider-mana, dodatkowo zaprawione delikatną nutą mistycyzmu, po prostu historię tę czyta (i ogląda) się wspaniale. Oczywiście pozostaje niedosyt, kto dotrwa do ostatniej strony zapewne będzie niezwłocznie chciał się dowiedzieć, „co tam się stało dalej”, na szczęście najprawdopodobniej w kolekcji doczekamy się bezpośredniej kontynuacji tej historii.

Tom 2: Astonishing X-Men: Obdarowani

WKKM02 X-Men Obdarowani

Drugi tom kolekcji to także odgrzewany kotlet, album ukazał się już na naszym rynku w 2007 roku nakładem wydawnictwa Mucha Komiks, które to paradoksalnie obecnie zajmuje się przygotowaniem albumów kolekcji do druku. Powtórka jest tym bardziej bolesna, iż wydanie Muchy stało pod względem edytorskim na bardzo wysokim poziomie: twarda oprawa, porządny papier, druk bez zastrzeżeń. Także teraz otrzymujemy edytorską perełkę, jednak za połowę kwoty, którą żądała Mucha!
Sama historia to skuteczne odświeżenie legendy grupy X-Men, a jednocześnie hołd złożony „ojcu mutantów”, Chrisowi Claremontowi.  Za scenariusz odpowiada Joss Whedon, czyli scenarzysta i reżyser wielkiego hitu filmowego 2012 roku: „The Avengers„, mający też na koncie współpracę przy takich dziełach jak „Toy Story„, serial „Firefly” (oraz film „Serenity„) czy „Buffy the Vampire Slayer„. Bez wątpienia stanął tu na wysokości zadania: komiks czyta się bardzo przyjemnie, akcja jest poprowadzona sprawnie i iście filmowo (czemu nie należy się dziwić), a dodatkowo pozytywne wrażenia potęgują przepiękne ilustracje Johna Cassaday. Jak najbardziej warto, a gdy komuś będzie za mało, ciąg dalszy znajdzie w ofercie wydawnictwa Mucha.

Tom 3: Iron Man: Extremis

WKKM03 Iron Man Extremis

Wreszcie jakaś premiera, do tego atakująca nas wręcz kultowym nazwiskiem: Warren Ellis to wszak już legenda („Planetary”, „The Authority”, „Hellblazer”, „Transmetropolitan”, pełna bibliografia). Jak sprawdza się Extremis? Powiedziałbym, że średnio, ot kolejny „restart” popularnego superbohatera, do tego ubarwiony w szereg dyskusyjnych dodatków (i to w dosłownym znaczeniu). Ale oczywiście i tak jest to lektura nader interesująca, wszak w końcu to Ellis. Adi Granov scenariusz oblekł w zapierające dech w piersiach rysunki, które po bliższym obcowaniu z nimi straszą nieco zbyt dużym nagromadzeniem pustych przestrzeni,  ale… Właśnie, w sumie wciąż pojawia się to „ale”. Można marudzić i psioczyć, jednak w ogólnym rozrachunku komiks i tak bezsprzecznie się broni. A nowe spojrzenie na postać Iron-mana, mimo że dyskusyjne, warte jest zainteresowania, tym bardziej, że idealnie wpasowuje się w realia dzisiejszych czasów.

Tom 4: Wolverine

WKKM04 Wolverine

W tym co robię nie ma ode mnie lepszego. Ale to,  w czym jestem najlepszy, nie jest zbyt przyjemne.”  Tak, ten cytat doskonale określa kim jest Logan. Scenariusz Chris Claremont, rysunki Frank Miller, duet wprost wybuchowy, otrzymujemy więc mieszankę miłości, honoru i przemocy, ukazaną jednak w nieco staro-szkolnym stylu, który obecnie może jednak nieco męczyć. Dla miłośników mutantów pozycja obowiązkowa, a i każdy fan komiksu powinien się nią zainteresować, o ile już wcześniej tego nie zrobił, wszak album ukazał się w Polsce już w 2004 roku nakładem wydawnictwa Egmont (wtedy był wydany w miękkiej oprawie).

Tom 5: The Amazing Spider-Man: Narodziny Venoma

WKKM05 Spider-man Narodziny Venoma

Co robisz, gdy na obcej planecie niszczy Ci się kostium, a nowy uzyskujesz z dziwnej maszyny? A tym bardziej, gdy kostium może się bez problemu przeistaczać, idealnie odgaduje myśli właściciela, a do tego sam produkuje pajęczynę. Oczywiście wesoło sobie hasasz,  romansujesz z Kotkami i naparzasz z Pumami.
No dobrze, brzmi to głupio, ale po prostu ten album to składanka historii, które starają się dokładnie wyjaśnić  narodziny kreatury składającej się z odrzuconego przez Petera obcego kostiumu i pałającego zemstą Eddiego Brocka, czyli właśnie tytułowego Venoma. Bardzo dobrze na przykładzie tych historii widać bezlitosny upływ czasu, jednak gdy za pędzel chwyta kultowy, i dobrze znany polskim czytelnikom z zeszytów Tm-Semica, Todd McFarlane, zaczyna się prawdziwa „jazda”. Swoją drogą, McFarlane to tylko jeden z rysowników odpowiadających za warstwę graficzna tej składanki (pozostali to Ron Frenz i Greg LaRocque), jednak jego nazwisko jest tak rozpoznawalne, że nic dziwnego, że wydawca skusił się na umieszczenie go na okładce. Z drugiej strony, zgodnie z tytułem tomu, Venom w pełnoprawnej postaci narodził się właśnie w historii rysowanej przez Todda, więc zabieg ten jest jak najbardziej uzasadniony.
Wcześniejsze rozdziały to, jak wspomniałem, prawie doskonały wstęp, by ukazać, skąd wzięły się u Venoma ogromne pokłady nienawiści w stosunku do Pajączka. Prawie tylko dlatego, że niestety jest to jednak historia niepełna, brakło tutaj  paru ciekawostek, dodatków, natomiast zamiast nich otrzymaliśmy poruszające zwierzenia przyszłej żony Petera. Według mnie zupełnie zbędne akurat w tym tomie, tym bardziej, że w nieco innej wersji pojawiły się już w Polsce nakładem wydawnictwa Tm-Semic jako Wydanie Specjalne.  Ale przeczytać warto, choćby po to, by zobaczyć, jak zmieniał się styl amerykańskiego komiksu. Jak kiedyś napisał Arek: „Kup, bo inaczej Venom zje Twojego kanarka!”.

Tom 6: Uncanny X-Men: Mroczna Phoenix

WKKM06 X-Men Mroczna Phoenix

Historia pojawiła się w Polsce już dwukrotnie, wersję kolorową opublikowało kultowe wydawnictwo Tm-Semic w serii „X-Men” (numery 1-4/1992 i 1/1993), natomiast w wersji czarno-białej pojawiła się w zbiorze „Essential X-Men” Tom 2 wydanym przez Mandragorę. „Dark Phoenix Saga” to bez wątpienia historia przepiękna, z dopracowanym scenariuszem (Chris Claremont!), do tego doskonale narysowana (John Byrne to rysownik wprost perfekcyjny). Wydanie Hachette wyróżnia się odświeżoną kolorystyką, i pod tym względem bije bezsprzecznie edycję Tm-Semic na głowę. Pozycja obowiązkowa (autentycznie i bez przesady!), choć szkoda, że tomik zbiera tylko oryginalne zeszyty 129-137, a pominięto epilog (zeszyt 138).

Tom 7: Hulk: Niemy krzyk

WKKM07 Hulk Niemy Krzyk

Premiera w Polsce. Niestety sama historia to przysłowiowa „pulpa”, czyta się dobrze, ale nie znajdziemy tu nic niezwykłego, choć niewątpliwie wydarzenia przedstawione w tym tomie mają ogromne znaczenie dla samego głównego bohatera (tudzież bohaterów, czyli tria Banner, sałata i szary Hulk). Ciekawie też wyszedł zabieg uzasadnienia powstania samego Hulka, nie tylko jako wynik eksperymentu, ale też reperkusje traumy z dzieciństwa głównego bohatera. Po przeczytaniu tomu poczułem niedosyt, brakło mi jakiegoś podsumowania oraz choć wspomnienia co wynikło z pootwieranych i niedokończonych wątków pobocznych.

Kolejne tomy:

Tom 8: Thor: Odrodzenie (premiera)

Tom 9: Avengers: Upadek Avengers (już wydany w Polsce w 2007 roku nakładem Muchy)

Tom 10-60 –  czekam z niecierpliwością!

* w kwestii ceny: dwa pierwsze tomy były dostępne w promocyjnych cenach, kolejne kosztują niecałe 40 złotych za album. Patrząc z perspektywy polskiego rynku komiksowego, jest to niemała, ale jednak bardzo przyzwoita kwota, tym bardziej, że albumy wchodzące w skład kolekcji stoją na naprawdę wysokim poziomie edytorskim (świetny papier, druk, twarda oprawa, dodatki), a konkurencja (Egmont, Mucha) za coś wydanego w podobnej formie życzy sobie kwotę praktycznie dwa razy większą.

Read Full Post »