Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Sprycjan i Fantazjusz: W Moskwie’

W tym tygodniu, brzydko mówiąc „nie wyrobiłem” się z kolejną notką z cyklu „Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie„, a nie chciałem robić dodatkowych podziałów, ani opisywać paru ciekawych tytułów (w sumie ponad 30!) „po łebkach”. Tak więc temat powróci, ale zapewne dopiero za tydzień.

To dzisiaj krótko o czterech komiksowych seriach, do których, z różnych powodów, czuję specjalny sentyment.

Smerfy Dylan Armada Sprycjan

Smerfy wprost uwielbiam, pewnie też dlatego, że za dzieciaka z niecierpliwością wyczekiwałem niedzielnej wieczorynki, i kolejnych przygód niebieskich stworków na małym ekranie. Kreskówkę do dzisiaj serdecznie polecam, pod względem poziomu i sensowności bije na głowę większość obecnie produkowanej animowanej papki. Na komiksowym rynku Smerfy niestety nie miały zbyt dużo szczęścia, o ile oczywiście mówimy o naszym kraju. W latach 1990-91 nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia ukazało się pięć albumów (gorąco je polecam – są rewelacyjne!), następnie w latach 1997-98, tym razem nakładem Egmontu, wydano kolejne pięć albumów i seria znów znikła z rynku. Wreszcie rok temu ponownie do tematu powrócił Egmont i obecnie wydany album Dzieciak u Smerfów jest znów piąty z cyklu, mam nadzieję, że nie ostatni. Najnowsza edycja, to opowieści tworzone już nie przez Peyo, ale przez jego spadkobierców, co na szczęście wychodzi całkiem znośnie. Czego najlepszym przykładem jest choćby Dzieciak, spodziewałem się albo głupiej albo zbyt moralizatorskiej opowieści, a otrzymałem naprawdę niezłą, zabawną i mądrą lekturę, którą jak najbardziej można polecić do czytania przez rodziców i dzieci.

Znowu się rozpisuję, więc teraz krótko: Armada to zgrabna seria Sciencie Fiction łącząca w sobie przepiękne rysunki z niebanalnymi scenariuszami. Najlepsze były pierwsze tomy, ale na szczęście, cały czas wysoki poziom i tak jest zachowany. Epidemia to już 18 album serii, i najlepiej czytać je w kolejności chronologicznej.

Dylan Dog to włoski komiks opowiadający o perypetiach detektywa mroku, w sposób często bardzo niestandardowy. Bardzo lubię tę serię, choć nie każdemu zapewne podejdzie. Na polskim rynku wcześniej przygody Dylana wydawał Egmont, w tym momencie ślamazarnie zajmuje się tym Bum Projekt. Poszczególne tomiki wydane u nas w większości przypadków można czytać w dowolnej kolejności.

Sprycjan i Fantazjusz swego czasu (dokładnie to w 1998 roku) pojawili się w magazynie Świat Komiksu – wtedy to mogliśmy przeczytać jeden, dzielony na części, album o ich przygodach: Sprycjan i Fantazjusz w Nowym Jorku. Jak dla mnie, była to rewelacja, humorystyczne przygody dwóch reporterów poznawało się z ogromną przyjemnością. Niestety, seria nie doczekała się wydań albumowych, natomiast Egmont wprowadził na runek Małego Sprytka, czyli albumy składające się zazwyczaj z jednoplanszowych humoresek opowiadających o młodości jednego z bohaterów. Moje egzemplarze praktycznie zaczytałem, uwielbiam wracać do tych opowiastek co jakiś czas. Teraz za sprawą wydawnictwa Taurus Media na rynku wreszcie pojawił się pełnoprawny album serii: Sprycjan i Fantazjusz: Australijska przygoda, i muszę przyznać, nieco się zawiodłem. Wręcz momentami czytało mi się to bardzo źle! Ale zamierzam serii dać szansę, przypomnę sobie Nowy Jork, a i kolejny zapowiedziany album: „Sprycjan i Fantazjusz: W Moskwie” pewnie „łyknę”.

Reklamy

Read Full Post »