Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘MCU’

Rok 2019 w LEGO obrodził nam zestawami z Pajączkiem. Nie dość, że właśnie do sprzedaży trafiają trzy zestawy oparte na najnowszym filmie Spider-man: Far From Home (recenzje dwóch z nich już znajdziecie na blogu), to dodatkowo na początku roku dostaliśmy jeszcze parę zestawów, luźno nawiązujących do pajęczej mitologii (też było parę recenzji). Należy nadmienić, że zestawów całkiem udanych, a dodatkowo, dostarczających całkiem pokaźną stertę minifigurek. A jako, że właśnie trafiła w moje łapki ostatnia z tych minifigurek, w cyklu Fotki Super Trykociarzy małe podsumowanie.

Lista zestawów:
76113 Spider-Man Bike Rescue
76114 Spider-Man’s Spider Crawler
76115 Spider Mech vs. Venom
76133 Spider-Man Car Chase
76134 Spider-Man: Doc Ock Diamond Heist

Dwa ostatnie należą do linii Juniors czy też obecnie 4+ przeznaczonej dla młodszych dzieciaków, więc siłą rzeczy są dość uproszczone, ale także zawierają fajne minifigurki.

Pajączka dostajemy w dwóch wersjach, różniących się tylko nóżkami. Postać już wielokrotnie oczywiście pojawiała się w LEGOwym świecie, obecnie dostaliśmy wersję nieco odświeżoną, co widać szczególnie w pomniejszonych oczkach. Prywatnie wolę większe. Jako uzupełnienie najbliższej rodziny: Ciotka May. Niestety, pozostałe cywilne postacie już się w tej edycji nie załapały.

Ale za to rozrosła nam się rodzina Pajęcza! Obok Spider-mana: Miles Morales, Spider-Man 2099 i Ghost Spider czyli Spider Gwen.

Złoli także dostajemy całkiem pokaźną gromadkę! Od lewej: Green Goblin na dość słabym ślizgaczu, ale wynika to z tego, że trafił do zestawu dla młodszych, więc konstrukcja jest dość uproszczona. Sama minifigurka za to cudeńko! Obok Doc Ock z maciupkimi ramionami, Vulture z przepięknymi skrzydłami, Sandman z rewelacyjną podstawą (otwieraną, w środku kryje się skarb!) i wielkim piaskowym młotem, milusi Carnage i zawsze elegancki Venom! Piękna zgraja! Minifigurki jak najbardziej można uznać za niezwykle udane!

Zbiorcza fotka, bez akcesoriów:

Reklamy

Read Full Post »

Równowaga musi być zachowana, tak więc po gorącym klimacie, który zapewnił nam Molten Man, czas nieco się ochłodzić.

Marvel Super Heroes / Spider-man: Far From Home
76129 Hydro-Man Attack

Seria: Marvel Super Heroes
Rok premiery: 2019
Liczba elementów: 471
Figurki: 4: Peter Parker, MJ, Mysterio, Hydro-Man
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 28 x 26 x 7.5 cm
Cena: $??.99, £??.99, ??,99 €, ??,99 zł (w Smyku 154.99 zł)

BrickSet, BrickLink

76129 Hydro-Man Attack to kolejny zestaw, który oparty jest na nadchodzącym filmie z przepasanego uniwersum MCU (mimo, że to produkcja Sony): Spider-man: Far From Home. Podobnie jak w poprzednim przypadku, zestaw nawiązuje do wydarzeń, które już mogliśmy zobaczyć w trajlerach, a do tego można bezpośrednio z nim powiązać nawet klimatyczny plakat:

Pudełko całkiem sporych rozmiarów, także dość grube. Brawa dla grafika za przepiękna wodę, natomiast ktoś nieco  się zapędził w kompozycji, i przesadził z wielkością wstawki ze samym filmowym Spider-manem. Spokojnie mógłby być mniejszy.

Z tyłu pudełka standard, czyli ponowne ujęcie na zestaw, oraz ukazanie wybranych elementów oraz funkcjonalności.

Na zawartość składa się pięć woreczków, w tym cztery ponumerowane oraz jeden malutki, zawierające elementy sieci.

Instrukcja to jedna książeczka z rozwodnionymi (doceńcie suchar!) planami budowy. W sumie prawie 100 stron, nieco przesada… Naklejki są.

Minifigurki znajdziemy w sumie cztery, od lewej są to: Mysterio, dokładnie w identycznej wersji jak w zestawie 76128, niebieściutki Hydro-man, MJ oraz Peter Parker czyli Spider-man. Mimo, że Mysterio to świetna figurka, to jednak minusik za powtórkę. Za to warto przyjrzeć się reszcie. Hydro-man debiutuje w klockowym świecie, a sama minifigurka wypada bardzo dobrze, mimo, że pozbawiona jest jakiś większych wodotrysków. Jakby ktoś budował makietę z Avatara, może być przydatna.

MJ to zwykła cywilna postać, ale miło dostać takie nawiązanie do filmu. Najciekawiej wypada Peter Parker, niby jest także w cywilnych ciuszkach, ale posiada zwiniętą maskę na której widać białe oczka, a spod bluzy wystaje kawałek kostiumu.

Hydro-man widoczny w zwiastunie jest dosłownie przez moment, w wersji LEGOwej otrzymujemy w sumie takie nie wiadomo co. Sama minifigurka wypada nieźle, ale jako, że w filmie to nieco większa postać, zamiast konstruować kolejnego „mecha”, postanowiono minifigowi dodać podstawkę. Która wypada bardzo słabo, a jedynym jej plusem jest to, że dostarcza paru ciekawych elementów w ładnych odcieniach niebieskiego. Do tego ma błąd konstrukcyjny, najniższy poziom powinien być dodatkowo wzmocniony, teraz podczas bardziej dynamicznej zabawy, łatwo się niestety odczepia. Dla kolekcjonera nie ma to znaczenia, ale dla dzieci jest to już ważna kwestia i aż dziw, że ten babol nie wyszedł podczas testów. Czyżby pośpiech?

Praktycznie każdy nowy zestaw ze Spider-manem dostarcza nam komplet pajęczynek. Przyjemne ustrojstwo, choć jak dla mnie, za mało klockowe.

Zestaw to oczywiście wycinek Wenecji, z kawałkiem kanału, charakterystycznym mostkiem oraz prostym zagospodarowaniem brzegu. Dodatkowo dostajemy do kompletu malutką, ale bardzo zgrabną gondolę. Dla porównania, warto wspomnieć o zestawie 7197 Venice Canal Chase z 2009 roku z serii Indiana Jones. Tam także wykorzystano pomysł ze skrawkiem Wenecji i z mostkiem, jednak w porównaniu z niniejszym zestawem, ten z Indiany wypada niezwykle blado.

Oczywiście niebieskie podłoże jest zastosowane bardzo oszczędnie, jak mam być szczery, niezbyt przepadam za tym sposobem budowania. Na szczęście konstrukcja jest na tyle stabilna, że absolutnie nic się nie rozpada, a sam zestaw bez obaw można przenosić. Zresztą od razu wspomnę o budowie, gdyż ta przebiegała nad wyraz przyjemnie. Zgodnie ze sztuką, wpierw powstają fundamenty, sporo tu dużych elementów, więc budowa przebiega w miarę szybko, a konstrukcja rośnie w oczach. Po wykończeniu poziomu ulic, następuje doczepianie dodatkowych elementów, tutaj nieco tempo spada, ale za to konstrukcja nabiera wyrazu i w szybko pięknieje.

Brawa za smaczki w stylu schowanego w kanale szczurka zajadającego się kawałkiem pizzy. A przy okazji musiało mu się przydarzyć zwinięcie czegoś cenniejszego, choć niestety, niejadalnego.

Po drugiej stronie mostu mamy malutką kawiarnię, w przepięknie wykonaną wieżyczką. Jest tu nawet ekspres do kawy, choć zajmuje sporo miejsca, i zasłania okna.

Przed kawiarnia mamy obowiązkowy stoliki i dwa krzesełka. Na stole znalazło się miejsce na gazetę, kubeczek i kawałek pizzy… położony bezpośrednio na stoliku! A gdzie talerzyk!? Gdzie jest sanepid!?

Za to jest akcent bawialności. Jak wciśniemy szary przycisk, spokojnie do tego celu można wykorzystać gondolę, to stolik i jedno z krzesełek wystrzeli! A to się goście zdziwią!

Zresztą podobny patent serwuje nam także mostek. Wciskamy przycisk z tyłu i fruuu, kawałki mostu wylatują w powietrze i lądują w odmętach wody! Znaczy lądowałyby, gdyby TLG nie poskąpiło nam podłoża…

W kwestii minifigurek jest bardzo przyzwoicie. Choć Mysterio nie jest tu unikatem, to i tak sam w sobie jest rewelacyjną figurką, Hydro-man wypada całkiem nieźle, a gwiazdami są paradoksalnie najbardziej cywilne postacie, czyli MJ i świetny Peter Parker. Wodna podstawa Hydro-mana nie zachwyca ani wyglądem, ani funkcjonalnością, a do tego ma jeszcze błąd konstrukcyjny. Natomiast sama główna konstrukcja jak najbardziej zasługuje na pochwały. Kawałek Wenecji składa się bardzo przyjemnie, do tego prezentuje się naprawdę dobrze, a dodatkowe plusiki zbiera za rewelacyjną wieżę, czy smaczki w postaci szczurka w kanale. Do tego miłym akcentem są dobrze przemyślane akcenty bawialności. Za minus można policzyć oszczędnie zaserwowaną podstawę, ale to niestety w obecnych czasach norma. I brak talerzyka pod pizzą – granda!

Ogólnie, zestaw jak najbardziej wart zainteresowania. I dla fanów Superheroes i dla miłośników konstrukcji miejskich. Trudno nie polecić!

Read Full Post »

A to Ci niespodzianka! I to nawet parę na raz! Nie dość, że w naszym pięknym kraju, za sprawą pewnej sieci sklepów zabawkowych, znanych głównie z zawyżonych cen, pojawiły się przedpremierowo najnowsze zestawy ze Spider-manem, do tego kosztowały całkiem przyzwoite pieniądze, to jeszcze zestawy te okazały się naprawdę przyzwoite. A w świecie Super Heroes nie jest to normą! Serdecznie zapraszam na recenzje dosłownie na gorąco!

Marvel Super Heroes / Spider-man: Far From Home
76128 Molten Man Battle

Seria: Marvel Super Heroes
Rok premiery: 2019
Liczba elementów: ???
Figurki: 3+1: Spider-man Black Suit, Mysterio, Firefighter + Molten Man
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 22 x 26 x 6 cm
Cena: $??.99, £??.99, ??,99 €, 1??,99 zł (w Smyku 116.99 zł)

BrickSet, BrickLink

Film Spider-Man: Far From Home będzie miał premierę z początkiem lipca, tymczasem już teraz możemy zapoznać się z trzema zestawami LEGO opartami bezpośrednio na wydarzeniach z niego pochodzących. Co do spojlerów, nie ma ich tu wiele, zestawy w sumie powtarzają to, co mogliśmy zaobserwować już w trailerach.

Pudełko formatem zbliżone do kwadratu, oczywiście oprócz zdjęcia prezentującego zestaw w całej okazałości, upstrzone jest pełnym kompletem grafik nawiązujących do filmu. I przedstawiających postać Spider-mana, czyli bardzo nośną licencję w świecie zabawek. Ogólnie, nie tylko w świecie klocków. Trzeba przyznać, że kompozycja nawet się grafikowi udała, ciemnogranatowe tło zawsze wypada stylowo, a podkreślenie czerwoną łamaną linią dodaje smaku.

Z tyłu pudełka oszczędzono nam mnóstwa fotek przedstawiających funkcjonalność. Może taki minimalizm nie jest dobry z marketingowego punktu widzenia, ale przynajmniej jest estetyczny.

Zawartość: trzy woreczki z elementami, dwa numerowane i trzeci zawierający elementy pajęczyny.

Instrukcja jedna, liczy ponad 70 stron, zawartość standardowa. Naklejki są.

Do każdego zestawu z serii Marvel czy DC Super Heroes głównie przyciągają minifigurki. W tym zestawie znajdziemy je trzy, choć licząc na rożne sposoby, wynik ten można określić również jako 2 lub 4. Oczywiście nie zabrakło samego Spider-mana, w tym przypadku w dość niespotykanym i unikatowym czarnym wdzianku. I bardzo dobrze, Pajączka w klasycznej czerwono-niebieskiej kolorystyce w najróżniejszych zestawach LEGO było od zatrzęsienia, fajnie, że w tym temacie dostajemy coś nowego. W trailerze mogliśmy już zaobserwować taki strój.

Drugą postacią jest Mysterio, czyli Quentin Beck w którego na dużym ekranie wciela się Jake Gyllenhaal. Z pewnością będzie to ciekawe doświadczenia, zapewne zarówno dla aktora jak i widzów. Zresztą w trailerze można zaobserwować, że twórcy zdecydowali się na zachowanie jego charakterystycznego, dość kiczowatego stroju.

Z obowiązkowym akwarium na głowie!

Jak wypadają plastikowe wersje? Spider-man to perełka, choć sam strój nie posiada niesamowitych aspektów, ale za to spokojnie można będzie wykorzystać go we własnych scenkach. Wystarczy zmienić główkę i już mamy włamywacza, agenta, czy inną postać. Mysterio debiutuje w świecie LEGO, i debiut ten należy zaliczyć jak najbardziej za udany. Tors, płaszczyk, te elementy wypadają bez zarzutu, natomiast można trochę kręcić nosem na główkę. Niestety, pod akwarium dostajemy główkę w jednolitym srebrnym kolorze, bez jakiegokolwiek nadruku! Efekt końcowy nie jest może zły, szkoda, że nie dołożono choćby zamiennika z nadrukiem, wszak nawet w trailerze widzimy tę postać bez szklanego hełmu. Jak ktoś bardzo chcę, to warto nadmienić, że aktor wcielający się w rolę Mysterio zgrał także Księcia Persji w ekranizacji słynnej gry, a TLG wypuściło zestawy oparte na tym filmie. Więc można pożyczyć główkę z plastikowej wersji Dastana, choć problem może być z zarostem. 😉

I tyle w temacie minifigurek, przynajmniej superbohaterskich. Jest tu trzecia, i jest to także bohater, ale z rodowodem w City. Szkoda, że nie zaserwowano nam jeszcze jakiejś znanej postaci z filmu, a dostaliśmy coś, jakby nie było, dość powszedniego. Jednak warto skupić się tutaj na czymś innym, a mianowicie na składanej gaśnicy, która wykorzystuje element pistoletu, doskonale znanego z Pirackich serii! Biorąc pod uwagę, że armaty nadal są produkowane, ostatnio pojawiły się choćby w najnowszych zestawach z Toy Story, a jak widać, pistolety także są w produkcji, może zwiastuje to powrót serii Pirates? Trzymam mocno kciuki!

Pajęczynka, czyli zestaw pierdółek, jako wyposażenie naszego Super Bohatera.

Nawet użyteczne, choć przerośnięte i takie jakby „mało klockowe”.

Już nie minifigurka, ale jako pełnoprawną figurkę można potraktować tego oto jegomościa, Oto Przed państwem Molten Man! Postać znana z komiksów, dość tragiczna, jednak w wersji filmowej, a więc także klockowej, przedstawiona jako mocno przypakowana.

Czego tu nie ma! I to dosłownie, gdyż postać składa się z kamieni i lawy, a oprócz tego najwidoczniej resztek drogi, wliczając w to znak, sygnalizator, lampę czy maskę samochodu! Konstrukcja z wieloma dodatkami wypada nieco chaotycznie, ale akurat w tym przypadku, potęguje to pozytywne wrażenia.

Sama budowa także sprawia sporo frajdy, choć można przyczepić się, że niektóre moduły są identyczne. Spójrzcie choćby na stopy: są takie same, ale same w sobie są niesymetryczne, co w sumie wypada nieco dziwnie. Spokojnie można było zadbać o większe zróżnicowanie.

Dobre wrażenie nieco blednie, gdy spojrzymy na figurkę z boku.

Spójrzcie na tę główkę! W tej pozycji wypada okropnie! Cytując Ciocię May z końcówki filmu Spiderman: „What the f***c?”.

Z powodu nagromadzenia poprzyczepianych najróżniejszych upiększaczy, figurka nieco traci na pozowalności, ale i tak, można spokojnie się pobawić w dziwne układy. Tym bardziej, że nic tu samoistnie nie odpada, naprawdę, pod tym względem, konstrukcja jest bardzo dobrze przemyślana.

Warto wspomnieć o dłoniach. Lewą zastąpiono szybko strzelającym działkiem. Fajnie to działa, ale jest to zabawa na krótką metę. Szybko się nudzi, do tego groszki lubią się niestety nagminnie gubić. Prawą rękę wymodelowano na kształt dłoni, niestety jest ona przyczepiona sztywno do przegubu. Palcami ruszać możemy, ale samej dłoni niestety nie obrócimy. A szkoda, naprawdę szkoda.

Unikalny Spider-man to gwiazda tego zestawu. Mysterio także wypada zjawiskowo, i mimo, że to nowość w światku superbohaterskich minifigurek, to warto zaznaczyć, że nie jest ekskluzywny dla tego zestawu, pojawia się także w pozostałych z serii. Strażak to wypełniacz, szkoda, że nie otrzymaliśmy zamiast niego postaci licencyjnej, więc jako tako, należy potraktować go jako minus. Mimo, że tematycznie bardzo do zestawu pasuje, ale niestety nie jest niczym specjalnym. Składany Molten Man prezentuje się pod wieloma aspektami rewelacyjnie, i mimo, że nie uniknięto w jego konstrukcji paru baboli, to jednak cała figurka jak najbardziej wypada na plus. Zestaw dostarcza naprawdę wiele świetnej zabawy, i wydaje się doskonałym wyborem zarówno dla dzieciaków, jak i kolekcjonerów. Jeżeli cena będzie w okolicach 120 złotych, jak najbardziej warto! Z mojej strony oczywiście polecam!

Read Full Post »

Na bloga wracają recenzje zestawów LEGO, jednocześnie będę także publikował je na forum Zbudujmy.To na które to forum serdecznie zapraszam i zachęcam zarówno do czytania jak i publikowania swoich tekstów! Dział recenzje właśnie przeżywa reorganizację, i jest szansa, że wyjdzie z tego coś fajnego!

Marvel Super Heroes / Spider-Man
76133 Spider-Man Car Chase

Seria: Marvel Super Heroes / Spider-Man
Rok premiery: 2019
Liczba elementów: 52
Figurki: 2: Spider-Man, Green Goblin
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 19 x 14 x 4.5 cm
Cena: $9.99, £8.99, 9.99 €, 44,99 zł

BrickSet, BrickLink

W niniejszej recenzji postanowiłem trochę poeksperymentować z tłem, białe mi się znudziło, więc wykorzystałem tło z fakturą drewna. Średnio to może tematycznie pasuje, ale daje jakiś tam efekt. Czy lepszy? Ja jestem nieco sceptyczny, dajcie proszę znać, co Wy uważacie.

Na dobry początek zestaw mały, do tego z tematyki Superbohaterskiej. Recenzja powstała z dwóch powodów: by zaprezentować świetne figurki, a przy okazji podrzucić parę ciekawostek na temat pewnego pajęczego autka – czyli standardowo, będzie więcej opowiadania o otoczce, niż samym zestawie. 😉

Przy okazji pudełka warto zauważyć, że pojawił się na nim symbol „4+„. Najwidoczniej TLG przemianowało serię „Juniors” właśnie na „4+”, gdyż nic w ogólnych założeniach się nie zmieniło: zestawy tak oznaczone przeznaczone są dla młodszych budowniczych, przez co zawierają prostsze w składaniu konstrukcje oraz uproszczone instrukcje. W formie ciekawostki, warto wspomnieć, że kiedyś w ofercie TLG pojawiła się już seria oznaczona „4+” i była ogromną porażką: w jej ramach wchodziły strasznie uproszczone zestawy z ohydnymi figurkami, były nawet zestawy z pajączkiem: 4858 Doc Ock’s Crime Spree i 4860 Doc Ock’s Cafe Attack!

Niniejszy zestaw nie zawiązuje bezpośrednio do żadnej gry czy filmu, a szkoda, trochę tego wyszło w zeszłym roku, żeby tylko wspomnieć bardzo udaną grę, czy film animowany.

Znajdziemy tutaj dwie minifigurki, obie to całkiem nowe wzory, choć postacie te już w zestawach LEGO pojawiały się wielokrotnie. Pajączek otrzymał bardzo ładny nadruk na torsie, uwypuklający jego muskulaturę. Na piersi nosi stylowy znak pajączka, natomiast dziwi nieco „pajęcze słoneczko” na plecach. Główka otrzymała cieniowane „oczka”, prywatnie jednak wolę, gdy są nieco większe. Tak więc nowa figurka jak najbardziej cieszy, ale nie jest żadnym objawieniem.

Inaczej jest w przypadku Green Goblina. Postać ta także zawitała już parokrotnie w świecie LEGO, nawet jako big figure (zestaw 76016) czy wersja Duplo (10608), a i w formie minifigurki miała przynajmniej parę wcieleń. Najnowsza wersja wypada jednak moim zdaniem najlepiej, jest odpowiednio złowieszcza, potargana szata idealnie pasuje tej postaci, a oba wyrazy buźki zostały dobrane wręcz doskonale. Aż dziwne, że taka postać i to tak dobrze odwzorowana trafiła do zestawu dla najmłodszych. Spodziewałbym się tutaj raczej interpretacji nieco przerysowanej i ugrzecznionej.

Goblin otrzymał standardowy dla siebie, w tym przypadku jednak dość uproszczony środek transportu, do tego nieco akcesoriów: bombę dyniową, worek oraz banknot.

Pajączek natomiast ma sieć,

oraz samochód! Tak jest, Superbohater który bez problemu śmiga pomiędzy wieżowcami Nowego Yorku otrzymuje samochód. Może chce wybrać się na rekonesans na przedmieścia? Wtedy fakt, takie autko będzie niezwykle pomocne w szybkim przemieszczaniu się. Jak przystało na zestaw dla najmłodszych, konstrukcja jest bardzo prosta, i raczej nieporywająca, choć przednia maska z charakterystycznym nadrukiem, czy specyficzne nadkola pewnie najmłodszym przypadną do gustu. No i te buchające z żółtego zadka płomienie!

Najróżniejsze pojazdy Spidermana, obojętne ile w nich sensu, mają jedno bardzo proste uzasadnienie. Istnieją głównie po to, by napędzać rynek zabawkarski. Należy pamiętać, że licencja na produkty związane ze Spider-manem jest niezwykle wartościowa, i przynosi krocie zarówno licencjodawcom jak i samym producentom zabawek, nie tylko klocków LEGO. Stąd też samochody, motocykle, łodzie, samoloty, helikoptery i co tylko da się wymyślić z pajęczym logiem. To po prostu się sprzedaje!

W ramach ciekawostki, Spider-mobile pojawił się także w regularnej serii komiksowej o pająku, a było to dokładnie w numerze 126 serii Amazing Spider-man. Numer ten ukazał się w 1973 roku, tak więc minęło już od tego czasu trochę latek.

Uściślając, w numerze tym pojawiała się głównie idea, propozycja od dwóch panów, by Spider-man zbudował Spider-mobile z nowym, ekologicznym silnikiem. Zapewne uważają to za doskonały pomysł na kampanię reklamową, i jakimś cudem wierzą, że pajączek będzie potrafi zbudować cały samochód? Takie to były komiksy w tamtych latach. 😉

Ostatecznie Pajączek się zgadza,…

i przystępuje w numerze 127 serii do budowy. Pomaga mu jego przyjaciel Johnny Storm z Fantastycznej Czwórki. Praca wre, trzeba przyznać, zdolne chłopaki.

W numerze 130 wreszcie możemy zobaczyć Spider-mobile w pełnej okazałości! Trzeba przyznać, prezentuje się całkiem nieźle, do tego posiada parę ciekawych gadżetów jak wyrzutnie sieci czy możliwość kamuflażu! Batmobil może się schować! A, warto nadmienić: Peter nie posiada prawa jazdy, jakby co…

Motyw autka powraca w 141 numerze, gdzie niestety kończy ono nieco tragicznie: na dnie rzeki Hudson!

W 142 numerze widzimy jeszcze Spider-mana użalającego się nad zatopieniem swojej dwumiesięcznej pracy…

po czym następuje przeskok do numeru 157, gdzie Pajączek powraca do zatopionego autka, które jednak… wyparowało.

W numerze 159 widzimy pewną złowieszczą (?) parę pracującą nad odzyskanym wrakiem.

Kumulację otrzymujemy w numerze 160. Spider-mobile został zmodyfikowany przez złych, może być zdalnie sterowany, i stanowi, jak widać, skuteczną pułapkę na Pająki.

Koniec końców, Spider-man wygrywa, źli zostają pokonani, a autko z innowacyjnym silnikiem zwrócone sponsorom. Ciekawe, jak je sobie zdejmą?

Historia cokolwiek dziwna, nawet jak na standardy komiksów superbohaterskich z tamtych czasów. Jednak sam pomysł Spider-mobilu zakorzenił się w komiksach i przez lata gdzieś tam był wspominany czy przypominany, a sam Spider-mobile, jako pełnoprawny przedstawiciel Pajęczego rodu, miał swój udział w evencie Spider-Verse, wydanym także u nas przez wydawnictwo Egmont (więcej o serii Spider-man z Marvel Now)!

To nie pierwszy i z pewnością nie ostatni pojazd Spider-mana w wydaniu LEGO. W tym zestawie autko jednak wypada niestety słabo, choć jako zabawka dla najmłodszych jak najbardziej się sprawdza, i to mimo nagminnie odpadającej barierki, i szybko połamanych ogni. Natomiast samemu zestawowi warto się przyjrzeć przede wszystkim z powodu dwóch bardzo udanych figurek: szczególnie Green Goblin cieszy oczy i stanowi doskonałe uzupełnienie kolekcji „tych złych” ze świata Marvela. Tym bardziej, że zestaw można nabyć na poniżej 40 złotych. Dla figurek jak najbardziej. Dla samego autka niezbyt.

Read Full Post »

Marvel NOW! w Polsce oficjalnie się zakończył, nadeszły Tajne Wojny, a komiksy z Superbohaterami otrzymały, jakże oryginalne, „nowe” logo Marvel NOW! 2.0. Czyli nadal będziemy bez problemu mogli śledzić losy naszych ulubionych trykociarzy. Jeżeli jednak nadal macie zaległości w samym Mavel NOW!, serdecznie zapraszam na trzeci odcinek przewodnika. Dla przypomnienia, w pierwszym odcinku znajdziecie opis serii z Mutantami oraz Guardians of the Galaxy, natomiast drugi odcinek poświęciłem w całości postaci Spider-mana. Dzisiaj zajmiemy się pojedynczymi seriami, nie wymagającymi znajomości wszelkich niuansów z przepastnego Uniwersum Marvela, czyli będącymi idealnym miejscem, by zacząć lekturę dla osób przerażonych tymi wszystkimi powiązaniami, eventami i zależnościami. Jednocześnie polski wydawca zadbał o naprawdę ciekawy wybór tytułów, i praktycznie wszystkie tutaj opisywane serie są bezsprzecznie warte polecenia!

Serie pojedyncze wydane w ramach Marvel NOW! przez Egmont:

Ant-Man (1 tom)
Deadpool (10 tomów)
Hawkeye (4 tomy)
Moon Knight (3 tomy)
Ms Marvel (4 tomy)
Thor Gromowładny (4 tomy) i Thor (2 tomy)
Thunderbolts (5 tomów)

dodatkowo otrzymaliśmy tzw one-shot:

Hawkeye kontra Deadpool

Deadpoola i Thunderbolts opiszę w osobnej notce, są to dłuższe, a jednocześnie nieco bardziej ciężkostrawne serie, dzisiaj reszta tej ferajny.

 

Ant-Man

Druga szansa (Ant-man #1-5)

Ant-man
Ant-man

Ant-man zyskał na popularności dzięki całkiem udanym filmom, stał się do tego postacią, którą trudno nie lubić. Egmont, na fali filmowej popularności, zaserwował nam jeden tomik z przygodami Scotta Langa, czyli tytułowego Ant-mana. Na szczęście, nie jest to odcinanie kuponów od filmowej popularności, a bardzo zgrabnie poprowadzona historia, w której głównej bohater walczy o to co kocha najbardziej. Tutaj właśnie tkwi siła tego komiksu, nie ma tu kosmicznych zagrożeń, ani widma końca świata, problemy postaci są nieco bardziej przyziemne, choć oczywiście nie zapominajmy, że to jednak komiks Marvela. Dodatkowy plusik za momenty zmuszające do zadumy, a jednocześnie sporo humoru i bardzo przyjemną szatę graficzną. W kolekcji Superbohaterowie Marvela tom 48 także zagościł Scott Lang, jednak tom ten zbiera inne opowieści, nie jest to więc dubel.

 

Hawkeye

Tom 1: Moje życie to walka (Hawkeye #1-5 i Young Avengers Presents #6)
Tom 2: Lekkie trafienia (Hawkeye #6-11)
Tom 3: L.A. Woman (Hawkeye #14, #16, #18, #20, Annual #1)
Tom 4: Rio Bravo (Hawkeye #12-13, #15, #17, #19, #21-22)

Hawkeye
Hawkeye tomy 1-4

Hawkeye, członek grupy Avengers, w swojej solowej serii, w której ponownie, odpoczywamy od ogromnych konfliktów i kryzysów, a schodzimy, dosłownie, na ziemię. Clint Barton jednak nie będzie mógł narzekać na brak wrażeń, a do tego często niestety przyjdzie mu podejmować ciężkie decyzje oraz po prostu… oberwać po pysku. Tak, w tej serii superbohaterowie nie są niezniszczalni, i nawet spotykając zwykłego bandziora muszą liczyć się z poważnym zagrożeniem. Do tego poznamy Kate Bishop, której zresztą poświęcono w całości trzeci tom. Seria ze wszelkich miar godna polecenia, całkiem zgrabnemu scenariuszowi dodatkowo wtóruje niezwykle ciekawa szata graficzna i różne eksperymenty w prowadzeniu narracji, choć momentami pod tym względem autorzy nieco przesadzili, to i tak czterotomowa seria Hawkeye jak najbardziej warta jest polecenia.

 

Hawkeye kontra Deadpool

Hawkeye kontra Deadpool (Hawkeye vs. Deadpool #0-4)

Hawkeye kontra Deadpool
Hawkeye kontra Deadpool

Jednotomowa kryminalna opowieść, gdzie ramię w ramię stanąć muszą tytułowe postacie. A jak do tego w to wszystko wplącze się Czarna Kotka, no cóż, będzie gorąco. Przyjemna, nieco sztampowa lektura, jak ktoś polubił te postacie, jak najbardziej warto się zapoznać. Chronologicznie opowieść plasuje się po seriach solowych dwójki bohaterów, ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia i można ją czytać w dowolnym momencie.

 

Moon Knight

Tom 1: Z martwych (Moon Knight #1-6)
Tom 2: Z martwych powstaną (Moon Knight #7-12)
Tom 3: W noc (Moon Knight #13-17)

Moon Knight
Moon Knight tomy 1-3

Taki Marvelowski Batman, do tego, mimo że działa głównie w nocy, ubiera się w schludny śnieżnobiały garnitur. Brzmi może niedorzecznie, ale cała seria to niesamowita jazda bez trzymanki, podlana mistycyzmem, zjawami sennymi, duchami, bogami i niesamowitymi wydarzeniami. Za pierwszy tom odpowiada Warren Ellis, za kolejne Brian Wood i Cullen Bunna i wszyscy ponowie doskonale się tutaj bawią. Dziwna, momentami mocno intrygująca lektura, jednocześnie jak najbardziej spójna i logiczna. Aż dziwne, że Egmont zdecydował się na wydanie tak oryginalnego tytułu, jednak chwała im za to, Moon Knight to jedna z najciekawszych serii które otrzymaliśmy w ramach Marvel NOW!, choć należy podkreślić, nie dla każdego.

 

Ms Marvel

Tom 1: Niezwykła (Ms. Marvel #1-5, All-New Marvel Now! Point One #1)
Tom 2: Pokolenie czemu (Ms. Marvel #6-11)
Tom 3: Zdruzgotana (Ms. Marvel #12-15, S.H.I.E.L.D. #2)
Tom 4: Dni ostatnie (Ms. Marvel #16-19, The Amazing Spider-man #7-8)

Ms Marvel
Ms Marvel tomy 1-4

Taki Spider-man w spódnicy, czyli pogodna i przyjemna historia o początkach superbohaterczyni, której problemy wynikają głównie z relacji z przyjaciółmi i rodziną. Oczywiście nie zabraknie także większych kryzysów, ale wszystko to zostało poddane w przyjemny sposób, a lektura sprawia sporo frajdy, tym bardziej, że nie brakuje tutaj humoru. Dodatkowo mamy całą plejadę występów gościnnych, przez poszczególne rozdziały przewiną się takie postacie jak Kapitan Marvel, Loki, Wolverine, Lockjaw, Spider-man, Jemma Simmons i inni! Występ Pajączka w czwartym tomie, to powtórzenie zeszytów #7 i #8 oryginalnej serii, które po Polsku także zostały wydane w drugim tomie serii The Amazing Spider-man: Preludium do Spiderversum, co dla osób zbierających wszystko z Marvel NOW! jest niestety małym dubelkiem. Wydarzenia z Ms Marvel chronologicznie wypadają po evencie Nieskończoność, jednak jego znajomość absolutnie nie jest niezbędna do czytania tej serii.

 

Thor Gromowładny

Tom 1: Bogobójca (Thor: God of thunder #1-5)
Tom 2: Boża bomba (Thor: God of thunder #6-11)
Tom 3: Przeklęty (Thor: God of thunder #12-18)
Tom 4: Ostatnie dni Midgardu (Thor: God of thunder #19-25)

Thor Gromowladny
Thor Gromowładny 1-4

Thor

Tom 1: Gromowładna (Thor #1-5)
Tom 2: Kto dzierży młot? (Thor #6-8, Thor Annual #1, What If? #10)

Thor
Thor tomy 1-2

Solowe przygody Thora są praktycznie zupełnie oderwane do perypetii z grupą Avengers, zamiast tego otrzymujemy wielu Bogów, Bogobójcę, mieszanie linii czasowych, Mroczne Elfy, Lodowych Gigantów, Potwory, Smoki, Bestie, Ligę Światów i wiele wypitych beczułek alkoholu. A wszystko to w niesamowitej oprawie graficznej! Thor to jedna z najlepszych rzeczy, które narodziły się w linii Marvel NOW!. Czterotomowa seria Thor Gromowładny naturalnie przechodzi w serię Thor, jednak między nimi następują bardzo ważne wydarzenia: Thor, z powodu jednego szeptu, przestaje być godny i nie może podnieść swojego młota. Skutkuje to pojawieniem się jego sukcesora, którym okazuje się być tajemnicza kobieta, skrywająca twarz za maską. Więcej o tych wydarzeniach opowiada event Original Sin, wpływający na losy wielu postaci z Uniwersum Marvela, czasem w większym, czasem mniejszym stopniu. W przypadku Thora wpływ jest dość znaczny, jednak warto zaznaczyć, że w samym evencie Thor jest postacią drugoplanową, i to mimo faktu, że jego życie po nim dość znacznie się zmienia. Stąd też lektura Original Sin nie jest wymagana by zorientować się w losach Thora. Natomiast ciekawostką jest dodatkowy zeszyt eventu: Thor i Loki: Dziesiąty świat, w którym to Thor wyrusza na poszukiwanie tytułowego dziesiątego świata i swojej zaginionej siostry. ten zeszyt jak najbardziej warto jest przeczytać, choć sama historia raczej nie porywa.

Original Sin

Original Sin

Kończący Marvel NOW! event Tajne Wojny przyniósł nam parę dodatkowych opowieści, w tym jeden tom poświęcono Thorowi, a właściwie całej ich zgrai. Thorowie to średnio udana opowieść kryminalna, której głównym atutem w sumie jest poznanie wielu wcieleń Thora, choć i tak wypadło to o wiele słabiej, niż choćby zabawa z najróżniejszymi wcieleniami Pajączka w Spider-Versum. W tomiku dodatkowo zawarta została klasyczna opowieść o Thorze zmiennym w… żabę. Jako ciekawostka, jak najbardziej. Cały tomik można spokojnie czytać niezależnie od pozostałych opowieści umieszczonych podczas eventu Tajne Wojny.

Tajne Wojny: Thorowie

Tajne Wojny: Thorowie (Thors #1-4, Thor #364-365)

Thorowie

Trzeba pochwalić polskiego wydawcę, że w pojedynczych seriach zaserwował nam całkiem ciekawy wybór nieszablonowych tytułów. Każda z tych serii posiada sporo atutów, do tego wszystkie są na szczęście nieco oderwane od wielkich kryzysów, a nawiązania do pozostałych serii, jeżeli już występują, to są na szczęście dość delikatne. Jeżeli ktoś szuka czegoś więcej w komiksie superbohaterskim, a do tego nie wie gdzie wskoczyć w zakręcone losy Avengers czy X-men, tutaj spokojnie powinien dla siebie coś znaleźć.

Read Full Post »

Rok 2018 można określić jako rok pajączka. I to pod rożnymi względami, także tymi smutniejszymi, gdyż to akurat w tym roku odeszło dwóch jego twórców: Steve Ditko i Stan Lee. Jednocześnie postać którą stworzyli bryluje na wielkim ekranie, a po naprawdę udanym solowym filmie, w 2018 roku ugruntował swoja pozycję w Avengers Infinity War. Filmowy Venom z uniwersum Pajączka, mimo wielu kontrowersji, także wypada zadziwiająco przyzwoicie. Koniec roku to natomiast pełnometrażowa animacja Spider-Man: Into the Spider-Verse, doskonale przyjęta zarówno przez krytyków jak i widzów. W świecie komiksowym (póki co, w Stanach) natomiast wreszcie coś się ruszyło w kwestii związku Petera i M.J.

A do tego Spider-man otrzymał wreszcie bardzo dobra grę*.

Marvel’s Spider-Man wydany został niestety tylko na konsolę PlayStation 4, i jest to bezsprzecznie jeden z tych tytułów, dla których warto rozważyć zakup odpowiedniego sprzętu. Twórcy oszczędzili nam opowiadania o początkach bohatera i jego motywacjach, i praktycznie od razu, po króciutkim intro, już możemy huśtać się na sieci pomiędzy wieżowcami Manhattanu. Mija chwila, i wpadamy w wir walki. Nie ma na co czekać, gracz od razu zostaje wrzucany na głęboką wodę, choć oczywiście nie bez opieki, odpowiednio skonstruowany samouczek szybko uczy nas podstaw, a w ciągu kolejnych wielu godzin gry, oczywiście będziemy szlifować nasze umiejętności. I zdobywać nowe, nawet w takiej grze akcji jak Spider-man musiały pojawić się poziomy postaci. Na szczęście motyw ten nie jest inwazyjny, rozwój następuje niejako samoistnie, a gracz skupia się na tym, co jest najprzyjemniejsze.

A przyjemnych motywów jest tu naprawdę sporo. Same śmiganie pomiędzy zabudowaniami dostarcza wprost niebotycznej przyjemności. Gra ma w miarę otwartą strukturę, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by na chwile zapomnieć o najróżniejszych misjach i głównym wątku fabularnych i po prostu pohuśtać się na sieci dla czystej przyjemności. Można nabierać rozpędu, nurkować, wykonywać sztuczki, biegać po ścianach, wybijać się ze szczytów. A wszystko zrealizowana w tak naturalny sposób, że już za ten element twórcom należą się gromkie brawa.

Do tego korzystanie z pajęczyny odbywa się zupełnie bezstresowo, gracz nie musi martwić się, że Pajączek „zaryje nosem” w jakąś ścianę, czy o coś choćby zahaczy. Postać zgrabnie zmienia formę ruchu, i huśtanie w ułamku sekundy może zmienić się w bieg po ścianie budynku, by po chwili znowu wybić się i śmigać na pajęczynie.

Także wylądowanie na ulicy jest bezproblemowe, a dla gracza może spowodować co najwyżej przysłowiowy opad szczęki. Ulice jak najbardziej żyją, jeżdżą samochodu, kręci się wiele osób, do tego Nowojorczycy, gdy zobaczą naszego bohatera, odpowiednio skomentują jego obecność, pochwalą, zganią, będą chcieli autograf lub… przybiją piątkę! Skaczemy do góry i momentalnie lecimy wśród szczytów wieżowców, i nic nie stoi na przeszkodzie, by w dowolnym miejscu znów wylądować na ulicy, a tam ponownie spotkamy samochody, ludzi i wiele smaczków.

Oczywiście nie mogło obyć się bez walki, a i ten element zrealizowano bardzo zgrabnie. Nasz Pajączek zazwyczaj mierzy się z przytłaczającą ilością niemilców, nierzadko uzbrojonych w broń palną, jednak nie pozostaje bezbronny. Nasza postać jest niezwykle szybka, do tego porusza się z niesamowitą gracją. Do dyspozycji mamy obowiązkową sieć, ale także arsenał dodatkowych możliwości, jak moce kostiumów czy też gadżety, którymi można bawić się wręcz wyśmienicie. A do tego dochodzi jeszcze skradanie czy uniki. Walka Pajączkiem przeradza się w prawdziwy balet, choć należy podkreślić, że jest również dość wymagająca, i wymaga odrobiny wprawy, a nasza postać na pociski i ciosy jest mało odporna.

Dopracowane i niezwykle przyjemne elementy rozgrywki opakowano w odpowiednią otoczkę fabularną. Twórcy opowiadają swoją oryginalną historię, jednak czerpią garściami z doskonale znanych już motywów z komiksów czy filmów. Dla nikogo raczej zaskoczeniem nie będzie, że ta czy tamta postać zachowa się w odpowiedni sposób. Na szczęście scenariusz obfituje w niespodzianki, tak więc i nawet osoby doskonale znające komiksy zapewne spotka parę fabularnych zaskoczeń. Do tego scenariusz jest naprawdę nieźle nakreślony, i podobnie jak pozostałe elementy gry, niezwykle przyjemny w odbiorze.

Całość gry ma otwartą strukturę, możemy śmigać na pajęczynie, a między poznawaniem kolejnych etapów głównego wątku zajmować się czy to losowymi przestępstwami, likwidować obozy bandziorów, czy też brać udział w misjach pobocznych.

Przyjemna rozgrywka, walka, czy też wątek fabularny. Ta gra właśnie taka jest, niezwykle przyjemna dla gracza, choć jednocześnie dość wymagająca, szczególnie w aspekcie walki. Jednak nie obyło się bez baboli, niestety czasem nasza postać nie do końca nas słucha podczas choćby lotu i momentami wskoczymy nie tam gdzie trzeba. Zupełnie nie przeszkadza to w swobodnej eksploatacji terenu, jednak gdy pojawiają się zadania na czas, może to być nieco frustrujące. Tak samo zdarzy się, że na czymś się przyblokujemy i niby moglibyśmy odskoczyć, ale gra zdecyduje, że akurat w tym przypadku Pajączek nie może przeskoczyć małego gzymsu. Bo nie. Wkurza także choćby ograniczona interaktywność. Większością elementów możemy rzucać, ale oczywiście nie wszystkimi. Widzimy beczkę i fru, po chwili leci we wrogów. Obok leży skrzynka, chcemy ją rzucić, ale już się nie da. Bo nie. Mimo otwartego świata gra jest aż do bólu liniowa, i czasem jest to aż nadto widoczne. Chcemy choćby dostać się do pewnego biura, a drzwi są zatarasowane paroma kartonami. Nie możemy ich odwalić, trzeba szukać drogi przez świetlik, innej możliwości nie ma. Bo nie. Dziwnie także wyglądają żetony, które otrzymujemy za różne aktywności, i które są wymagane do rozwoju i odblokowywania nowych umiejętności. Mechanizm ogólnie działa dobrze, ale jest trochę nienaturalny, i trzeba się chwilę do niego przyzwyczaić. Można mieć także uwagę do postaci przechodniów i wrogów, ewidentnie widać małe zróżnicowanie modeli, i odnosi się wrażenie, że sporo tu klonów. Mimo sporej liczby mniejszych lub większych przywar, jednak Marvel’s Spider-Man i tak jest grą, z którą jak najbardziej warto się zaznajomić.

Dodatkowy atut: nie znajdziemy tu żadnych mikrotransakcji. Kupując grę otrzymujemy produkt kompletny. I chwała twórcom za to, w dzisiejszych czasach warto podkreślić takie podejście. Natomiast do gry ukazał się dodatek, podzielony na trzy części (wszystkie obecnie są już dostępne): The City That Never Sleeps, który rozszerza wątki z podstawki, przedstawiając dodatkową, całkiem ciekawą historię. Otrzymujemy nowych przeciwników, a co za tym idzie, wzrost poziomu trudności. Dodatek wystarcza w sumie na jakieś 8 godzin, i jak najbardziej, wart jest do rozegrania. Uwaga, za dodatek należy się zabrać koniecznie dopiero po zakończeniu głównej osi fabularnej!

W grze spędziłem sporo godzin, zaliczyłem podstawkę i dodatek na 100%, postać oczywiście osiągnęła maksymalny poziom, a niezwykle przyjemna platyna wpadła. I mam zamiar co jakiś czas wracać do Pajączka, choćby dla samej przyjemności huśtania się na sieci.

*gier ze Spider-manem na przestrzeni lat powstało co niemiara i wśród wielu tytułów pojawiały się tytuły zarówno tragiczne, przeciętne jak i bardzo przyzwoite, ale nigdy nie pojawił się żaden super hit. Warte polecenia gry to choćby: Spider-man z 2000 roku, Spider-man The Movie z 2002 roku, Spider-Man 2: The Game (wersja konsolowa!) z 2004 roku, Spider-Man: Web of Shadows z 2008 roku, Spider-Man: Shattered Dimensions z 2010 roku czy Spider-Man: Edge of Time z 2011 roku.

PS Stan Lee, podobnie jak w filmach, zaliczył w grze bardzo przyjemne cameo. Dodatkowo, twórcy po jego śmierci uhonorowali go planszą pamiątkową. Szkoda, że zapomnieli o Ditko….

PS 2 Za grę odpowiada Insomniac Games, mający na swoim koncie takie produkcje jak seria gier o Spyro, serię Resistance, serię Ratchet & Clank czy Sunset Overdrive.

PS 3 Latając po Manhattanie spotykamy na swojej drodze paru przeciwników, którzy momentami nieźle rozrabiają. Co ciekawe, mimo obecności na mapie takich budynków jak Sanktuarium Doktora Strange czy wieży Avengers, żaden z innych superbohaterów nie raczy nawet w małym stopniu pomóc naszemu Pajączkowi. Też koledzy, prawda?

Read Full Post »

W ostatni weekend nadrabiałem zaległości z Marvel NOW!, tym razem dotyczące pewnego Pajączka. Superior to ciekawe i oryginalne spojrzenie na naszego bohatera, jednocześnie przepiękny i wzruszający hołd złożony tej postaci. Wieczorem latałam po Nowym Jorku w grze Spider-man, nowości tego roku i niezwykle pozytywnie przyjętego tytułu. Jak najbardziej słusznie, to jedna z tych gier, których wcale nie chce się kończyć, i czerpie się tonami przyjemność z samego obcowania z tytułem. Co nie wyklucza faktu, że scenariusz głównego wątku jest niezwykle zajmujący, i mimo, że oryginalny, to odnosi się z szacunkiem do historii Spider-mana. A historia ta ma już na karku sporo lat, wszak Pajączek narodził się w 1962 roku na łamach piętnastego numeru magazynu Amazing Fantasy. Redaktorzy nie wierzyli, że postać wykorzystująca motyw pająka spodoba się czytelnikom. Ale jego twórcy w niego uwierzyli, a dzisiaj nie wyobrażamy sobie świata Marvela bez tej ikonicznej postaci. Podobnie jak bez Iron-mana, Avengers, Hulka i innych superbohaterów, którzy narodzili się w tamtych latach.

Stan Lee 1

Zobaczcie zresztą na nazwiska twórców tych opowieści:

Stan Lee 2

Wśród wielu uznanych i zasłużonych nazwisk przewija się, i to wielokrotnie, nazwisko Stan Lee. Postaci niezwykłej, której w dużej mierze zawdzięczamy obecny kształt Uniwersum Marvela.

Stan Lee 3

Twórcy, który maczał swoje pióro w narodzinach wielu postaci, które obecnie choćby w tak niesamowity sposób brylują na ekranach kin. Stana Lee zresztą od lat ciągnęło do tego medium i bardzo się zaangażował w popularyzację superbohaterów na mniejszym jak i większym ekranie.

Stan Lee 4

Zresztą sam w końcu stał się gwiazdą ekranu, pojawiając się w małych gościnnych rolach w większości filmów z postaciami Marvela (i nie tylko!). Stało się to swoistym zwyczajem, i niezwykłym smaczkiem, podobnym jak sceny po napisach, wyczekiwanym przez fanów. Zresztą obecność Stana można zauważyć także w serialach czy nawet filmach animowanych!

Stan Lee 5

Jego biografia nie pozbawiona jest ciemniejszych i niezbyt chwalebnych chwil, co nie zmienia faktu, że Stan Lee stał się prawdziwą ikona popkultury, swoistym symbolem i prawdziwym superbohaterem, choć pozbawionym kolorowego trykotu. Jeżeli macie ochotę, a naprawdę warto, jego losy możecie poznać choćby z komiksu. Tak, Stan Lee doczekał się swojego komiksu!

Stan Lee 6

Temat w o wiele szerszym zakresie natomiast można poznać z poniżej publikacji, poświęconej ogólnie historii wydawnictwa Marvel. Lekturę mocno polecam, niezwykła rzecz.

Stan Lee 7

Nazwisko Stana Lee pojawiło się na wielu albumach, także w naszym kraju możemy się zapoznać choć z częścią jego spuścizny, choć lektura niektórych historyjek obecnie nie będzie być może należeć do najprzystępniejszych, to jednak nadal czuć w nich ogromną pasje i werwę.

Stan Lee 8

Stan Lee 9

W 1990 roku, jako młody gówniarz, za szybą kiosku wypatrzyłem dziwny zeszyt z kolorowymi postaciami na okładce. Zeszyt nazywał się The Amazing Spider-man, a ja nie miałem bladego pojęcia co znaczy to Amazing ani kim jest ten Spider-man.

Tm-Semic - 0A

Zeszyt kosztował niemało, ale udało się skołować kasę i z wypiekami na twarzy zagłębiłem się w świecie superbohaterów. Do dzisiaj lubię sięgać po ich przygody, a Pajączek pozostaje jedną z moich ulubionych postaci. Moja przygoda w tym świcie nie zaczęła by się bez tego zeszytu, a samej postaci Spider-mana nie byłoby bez Stana Lee. 12 listopada 2018 roku, w wieku 95 lat zmarł Stan Lee. Zakończyła się pewna epoka…

Read Full Post »

Niniejsza notka bezpośrednia nawiązuje do opracowania Dziesięć lat MCU, czyli wstęp do Avengers: Infinity War, więc oczywiście nadal poruszamy się w kręgu filmowych adaptacji komiksów superbohaterskich, tym razem jednak na tapetę trafiają historie z mutantami, które to sporo namieszały w kinowym świecie.

Komiks

Zacznijmy od początku. Komiksy o X-men, czyli grupie superbohaterów będących mutantami, zadebiutowały na rynku w 1963 roku, a ich twórcami byli Stan Lee i Jack Kirby. Początki nie były zbyt obiecujące, tworzenie nowych komiksów zostało zawieszone wraz z 66 numerem, a w kolejnych latach ukazywały się jedynie przedruki. Na szczęście serii nie spisano na straty, a wkrótce doczekała się poważnego odświeżania, za którym poszło także wprowadzenie wielu nowych postaci. Komiksy z mutantami zdobywały coraz większa popularność, by na początku lat 80. XX wieku stać się prawdziwym fenomenem sprzedażowym. Popularność spowodowała powstawanie coraz to nowych serii, poświęconych zarówno różnym grupom mutantów, jak i ich solowym przygodom. Obecnie, mimo wzlotów i upadków popularności, komiksy z rodziny X-men nadal mają się dobrze, i wciąż wydawane są nowe zeszyty z ich przygodami, oczywiście nadal w wielu najróżniejszych seriach. Przez lata wyszło tego tyle, że obecnie połapanie się w najróżniejszych niuansach nie jest zbyt łatwe, a poznanie wszystkich przygód mutantów zakrawa na wręcz karkołomne zadanie. Na szczęście, jak to w komiksowym światku bywa, by cieszyć się z lektury, nie trzeba koniecznie znać wszystkiego.

X-men 1963

Mutant

Na popularność komiksów przełożyła się bezpośrednio ich ogromna różnorodność, nagromadzenie najróżniejszych postaci, a także fakt poruszania problemów społecznych. Pojawia się motyw nietolerancji, a w komiksowym świecie ogólnie mutanci nie cieszyli się uwielbieniem reszty społeczeństwa. Do tego każdy z mutantów praktycznie był inny, posiadał zupełnie rożne cechy, czy umiejętności. Co warto podkreślić, nie zawsze specjalne zdolności okazywały się przydatne, często osobnicy obdarzeni dziwnymi zdolnościami czy nawet dziwacznym wyglądem czuli się wyobcowani, niepotrzebni, byli spychani na margines społeczeństwa. Takie dramaty dodatkowo spowodowały, że czytelnicy mogli pod rożnym względem identyfikować się z danymi postaciami czy motywami, co tylko wpłynęło na popularność komiksów.

Film

W ubiegłym stuleciu powstało sporo filmów superbohaterskich, niestety, większość z nich to obrazy lekko mówiąc, przeciętne. Hitami okazały się przygody dwóch najpopularniejszych postaci z Uniwersum DC. Filmy Superman z 1978 i Superman II z 1980 zdobyły przychylność zarówno widzów jak i krytyków, niestety, bezpośrednie kontynuacje, czyli Superman III z 1983 roku i IV z 1987 już nie porwały widowni. Podobnie było z Batmanem, filmy Batman z 1989 i Batman Returns z 1992 roku wręcz rozkochały w sobie widzów, ale już kontynuacja Batman Forever z 1995 wypadła mocno słabo, a Batman And Robin z 1997 okazał się ogromną klapą artystyczną i ostudził zapał producentów do inwestowania w wysokobudżetowe adaptacje filmowe. Ale DC choć odnosiło jakieś sukcesy na filmowym rynku, co niestety nie można powiedzieć o Marvelu. A próbowali, pojawiały się filmy i seriale ze Spider-manem (trzy filmy: 1977, 1978, 1979) czy Hulkiem, i w przypadku Hulka choć serial wyszedł całkiem przyzwoicie, co przełożyło się na emisję pięciu sezonów. W 1979 były dwa filmy z Captainem Americą, rok wcześniej pojawił się Dr Strange. I nie można zaliczyć tych produkcji do zbyt udanych. W latach 90. XX wieku ponownie na ekranach pojawił się Captain America, swoich sił próbowali także: The Fantastic Four, The Punisher oraz Nick Fury Agent of Shield. W 1996 roku pojawił się także pierwszy film z mutantami: Generation X. Niestety, wszystkie te produkcje nie były hitami, choć po niektóre jak najbardziej warto nawet dzisiaj sięgnąć. W 1998 na ekrany zawitał Blade, i tu już można mówić o hicie, film został bardzo dobrze przyjęty, co przełożyło się także na niemałe zyski.

X-men cast

Prawa

Warto przypomnieć, że Marvel dość rezolutnie dysponował prawami do swoich postaci, a w związku z problemami finansowymi wydawcy, dość chętnie je sprzedawał. Tak więc różne studia weszły w posiadanie praw do różnych postaci. Dla przypomnienia, Sony nadal dzierży w reku prawa do postaci Spider-mana, obecnie dzięki umowie z Marvel Studios, postać ta weszła (tymczasowo) do Marvel Cinematic Universe. Natomiast prawa do grupy X-men trafiły do wytwórni 20th Century Fox, a sprawa była o tyle poważne, że świat mutantów jest wręcz ogromny, co przekłada się na zatrzęsienie najróżniejszych postaci i świetnych historii. Tak więc potencjał był. 20th Century Fox postanowiło zaryzykować i stworzyć wysokobudżetowe kino akcji z mutantami. (Więcej o prawach znajdziecie w tej notce.)

Nowa era

W 2000 roku na ekranach pojawił się film X-men, który zaskoczył wszystkich. Krytycy przyjęli film bardzo pozytywnie, a widzowie chętnie wybrali się do kina. Skończyła się zła passa, a rok 2000 to oficjalnie początek mody na film superbohaterski w kinach, która to moda obecnie przeżywa prawdziwy rozkwit.

Przyjrzyjmy się więc wszystkim filmom wchodzących w skład uniwersum X-men, dodatkowe uwagi, czyli jak najlepiej oglądać i oczywiście kwestię chronologii poruszę pod koniec. Oczywiście nie zabraknie także miejsca na seriale. Podobnie jak w opisie Uniwersum MCU, przy każdym filmie zamieszczam takie informacje jak budżet i wynik z box office (na podstawie Box Office Mojo, w milionach dolarów), osobę reżysera wraz z wymienieniem jego innych produkcji, cameo Stana Lee oraz opis sceny po napisach.

Lista filmów:
0) Generation X (1996)
1) X-Men (2000)
2) X-Men 2 (2003)
3) X-Men The Last Stand (2006)
4) X-Men Origins Wolverine (2009)
5) X-Men First Class (2011)
6) The Wolverine (2013)
7) X-Men Days of Future Past (2014)
8) Deadpool (2016)
9) X-Men Apocalypse (2016)
10) Logan (2017)
11) Deadpool 2 (2018)

 

Generation X

(1996) Generation X

data premiery: 1996
budżet:
reżyseria: Jack Sholder (A Nightmare on Elm Street Part 2: Freddy’s Revenge, Tales from the Crypt, Mortal Kombat: Conquest)

Generation X w tym zestawieniu traktuję jako swoistą przystawkę, próbę ekranizacji przygód mutantów jeszcze zanim Fox wziął się za ten temat na poważnie. Sam film niestety wypada słabo, na co wpływa dziwaczna forma realizacji, przejawiająca się zarówno w scenografii jak i ujęciach, czy stosowanej kolorystyce. Nie pomaga drewniane, a momentami przerysowane aż do przesady aktorstwo, czy słabiutkie efekty specjalne. Film należy traktować tylko jako ciekawostkę, i to taką, po jaką niekoniecznie należy sięgnąć. Nawet z ciekawości.

 

X-Men

(2000) X-Men

data premiery: 2000
budżet: 75$, Box Office: 296$
reżyseria: Bryan Singer (The Usual Suspects, Superman Returns, Valkyrie)

Pierwszy film „na poważnie” i ogromy sukces, zarówno artystyczny jak i finansowy. Biorąc pod uwagę, że w roku 2000 filmy superbohaterskie nie cieszyły się popularnością, należy się ogromny szacunek dla studia Fox, za podjęcie takiego ryzyka i wyłożenie niemałej kwoty 75 milionów dolarów na produkcję. Na stołku reżysera zasiadł Bryan Singer, który nie należy do miłośników komiksów, za to umie ukazać na ekranie nietolerancję, co w przypadku mutantów wypadło doskonale. Film obecnie nieco się zestarzał, ale nadal ogląda się go bardzo dobrze, a efekty specjalne nie straszą zbyt bardzo. A warto podkreślić, że jest ich tu naprawdę sporo, na ekranie widać spory budżet. Film traktuje bohaterów w sposób dość poważny, co przejawia się choćby w strojach: zrezygnowano zupełnie z komiksowej kolorystyki. Na szczęście pojawiają się także wątki komediowe, i może jest ich niewiele, ale jak już zostaną wtrącone, to są naprawdę wysokiego lotu (warto zwrócić uwagę na choćby rozmowę właśnie o strojach, oraz jak Wolverine udowadnia że jest sobą). Podobnie jak w późniejszych filmach z MCU, także tutaj ogromnym atutem są udane decyzje castingowe. Hugh Jackman, czyli ekranowy Wolverine, to już ikona kina superbohaterskiego, wybór uznawany obecnie za wręcz perfekcyjny. Także świetnie wypada Patrick Stewart jako Charles Xavier, oraz Ian McKellen jako Erik Lehnsherr. W filmie stoją po różnych stronach barykady, każdy z nich ma swoje racje, jednocześnie zachowują szacunek do przeciwnika. I to właśnie zarysowanie konfliktu jest największą siłą filmu. Konfliktu niejednoznacznego, przepełnionego wieloma dylematami i ciężkimi w podjęciu decyzjami.

Stan Lee: Sprzedawca Hot-dogów na plaży
Scena po napisach:

 

X-Men 2

(2003) X-Men 2

data premiery: 2003
budżet: 110$, Box Office: 407$
reżyseria: Bryan Singer

X-men 2 to bezpośrednia kontynuacja pierwszej części, powraca stara ekipa aktorów, także osoba reżysera się nie zmienia. Większy budżet i rozwój efektów specjalnych spowodował, że pod węglem wizualnym film nawet po wielu latach ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a pierwsza scena w Białym Domu weszła na stałe do kanonu kina superbohaterskiego. Także pod względem scenariuszowym jest bardzo dobrze, tym razem konflikt jest trójstronny, a racje każdej ze stron nie są jednoznaczne i jedynie słuszne. Oczywiście nadal głównym motywem jest „problem z mutantami” i podejście społeczeństwa, nawet własnej rodziny do tego aspektu. Wolverine urasta do ram głównej postaci, staje liderem, do tego poznajemy jego genezę. Nie zawodzi Magneto, Charles Xavier nieco za bardzo został odstawiony na boczny tor, natomiast William Stryker (Brian Cox) doskonale wypada jako trzecia strona. Seans obowiązkowy.

Stan Lee:
Scena po napisach:

 

X-Men The Last Stand

(2006) X-Men The Last Stand

data premiery: 2006
budżet: 210$, Box Office: 459$
reżyseria: Brett Ratner (Rush Hour, Hercules (2014))

Zmiana na stołku reżysera, a także niestety niedopracowany scenariusz z wieloma dziwnymi decyzjami, spowodowały, że seria niestety zaliczyła bolesne potknięcie. I to przy ogromnym budżecie! Od strony technicznej nic filmowi nie można zarzucić, efekty specjalne robią wrażenie, a niektóre sceny nadal powodują przysłowiowy opad szczęki. Niestety coś nie zagrało głównie w prowadzeniu postaci i ich wzajemnych relacjach, czyli tym, co było główna siłą poprzednich części. Często motywy poszczególnych bohaterów nie są jasne, a pod tym względem wysuwa się Magneto, który z wojownika o prawa mutantów nagle staje się pozbawionym skrupułów osobnikiem, nie zważającym na ofiary wśród swoich popleczników. W filmie także przedstawiono wręcz ogrom nowych postaci, ale zabrakło czasu na odpowiednie ich wyeksponowanie, i koniec końców wcale filmowi nie wyszło to na dobre.

Stan Lee: Podlewa trawę
Scena po napisach:

 

X-Men Origins Wolverine

(2009) X-Men Origins Wolverine

data premiery: 2009
budżet: 150$, Box Office: 373$
reżyseria: Gavin Hood (W pustyni i w puszczy, Ender’s Game)

Wolverine wyrósł za ulubieńca publiczności, nic więc dziwnego, że studio zdecydowało się poświęcić mu solowy film. Wszak mieliśmy murowany hit. Niestety, coś poszło nie tak. Z czego nawet zdali sobie później sprawę twórcy, i obecnie nawet niechętnie do tego koszmarka się przyznają, a w 2018 roku wydarzenia z tego filmu naprawia Deadpool w scenie po napisach z swojego solowego filmu. Efekty specjalne są tragiczne, scenariusz idiotyczny, i nawet jak na film superboheterski, napchany zbyt dużą ilością bzdur. Realizacja leży, łącznie z ujęciami w stylu idącego bohatera na tle ogromnego wybuchu. Sam Wolverine to jakieś ciepłe kluchy, oczywiście, ma nadal pazury (tragiczne CGI!), ale scenarzyści zrobili z niego jakiegoś romantycznego drwala… Film niestety nie jest spójny z wcześniej nakręconymi filmami z serii, pozmieniano takie postacie jak Sabretooth czy William Stryker. Zresztą z sama genezą też jest zamieszanie! Pojawia się na sekundę Charles Xavier, który nawet w tej sekundzie jest dosłownie spierniczony (to trzeba zobaczyć!). I jest jeszcze Deadpool, który zupełnie nie przypomniał komiksowego Deadpoola i nijak ma się do Deadpool z późniejszych filmów. Całe szczęście, że twórcom nie udało się zamordować tej postaci, a trzeba przyznać, bardzo się tutaj starali. Jako ciekawostka, w Deadpoola wcielił się Ryan Reynolds, czyli aktor który także później będzie odgrywał tę rolę. A w tym filmie jest on jedną z niewielu udanych rzeczy, przynajmniej w tej jednej czy dwóch scenach. Na plus wypadają także… napisy początkowe, są zrealizowane naprawdę w ciekawy i pomysłowy sposób. Reszta to niestety porażka, a bzdury czy idiotyzmy można by długo wymieniać.

Stan Lee:
Scena po napisach: W gruzach

 

X-Men First Class

(2011) X-Men First Class

data premiery: 2011
budżet: 160$, Box Office: 353$
reżyseria: Matthew Vaughn (Stardust, Kick-Ass, Kingsman)

Przy kolejnym filmie studio zdecydowało się pokazać widzom kolejną genezę, tym razem skupiając się na większej grupie mutantów. Możemy więc obserwować, jak powstała szkoła, jak narodziła się przyjaźń między Xavierem a Erikiem, jak stanęli po przeciwnych stronach barykady. Oczywiście mamy do czynienia ze znacznie młodszymi postaciami, stąd też zmiany w obsadzie. James McAvoy wcielił się w Profesora, a Michael Fassbender w Magneto. I obaj wypadli rewelacyjnie! Reszta obsady także daje radę, przynajmniej w większości przypadków. Jennifer Lawrence jako Mystique jest w porządku, Kevin Bacon jako ten zły, czyli Sebastian Shaw niestety wypada już bardzo nijako, ale nie jest to wina aktora, a bardziej scenariusza. January Jones jako Emma Frost to niestety już pomyłka, choć pewnie ponownie to nie do końca wina aktorki. Jednak nie tłumaczy to faktu, że przez cały film wygląda na niezwykle znudzoną, wręcz zniechęconą do odgrywania roli, a do tego scenariusz na siłę próbuje robić z niej symbol seksu, co niestety nie wypada najlepiej. Komiksowa Emma to postać seksowna, ale też wyrafinowana i niezwykle inteligentna, a tu otrzymujemy dosadne uprzedmiotowienie, i idiotyczne sceny jak ta, gdy zostaje wysłana po lód! Sam scenariusz jednak ogólnie wypada nadzwyczaj dobrze, i mimo paru wpadek, a także niestety mocno wkurzających nieścisłości i przeinaczania faktów, które znamy z oryginalnej trylogii (np.: kto zbudował Cerebro), daje radę. No może nie do końca jasne są motywy niektórych postaci i ich wzajemne relacje. Ogólnie otrzymaliśmy film może z wieloma wadami, ale jednak nadzwyczaj udany i przyjemny w odbiorze. Uniwersum X-men znowu odżyło.

Stan Lee:
Scena po napisach:

 

The Wolverine

(2013) The Wolverine

data premiery: 2013
budżet: 120$, Box Office: 414$
reżyseria: James Mangold (Cop Land, Girl, Interrupted, Walk the Line, 3:10 to Yuma)

Wolverine nadal budził spore zainteresowanie widzów, stąd studio postanowiło zaryzykować, i ponownie zaserwować nam film poświęcony tej postaci. I wyszło znacznie lepiej niż poprzednio, niestety powstał film nadal nie pozbawiony wad, z których najbardziej rzucają się w oczy głupoty i nieścisłości scenariuszowe, idiotyczne sceny, czy niewykorzystanie w pełni postaci, jaką jest Wolverine. Otrzymujemy nawet romans, który jest zupełnie pozbawiony chemii! Wiele scen jest nawet źle zmontowanych, a do tego film jest momentami wręcz nudny! Wyszedł typowy „akcyjniak” i to raczej z kategorii tych mocno przeciętnych. Najlepszym elementem filmu paradoksalnie jest scena po napisach…

Film doczekał się wersji rozszerzonej, niestety, nie ratuje ona ogólnie sytuacji, nadal jest to bardzo mocny przeciętniak.
Czas trwania: Wersja zwykła: 126 min, Extended Edition: 138 min.

Stan Lee:
Scena po napisach: spotkanie na lotnisku
Alternate Ending: klasyczny strój

 

X-Men Days of Future Past

(2014) X-Men Days of Future Past

data premiery: 2014
budżet: 200$, Box Office: 747$
reżyseria: Bryan Singer

Twórcy wpadli na karkołomny pomysł, i postanowili połączyć w jednym filmie stara obsadę z nową. Na ekranie więc pojawia się zarówno Patrick Stewart jak i James McAvoy w roli Profesora oraz Ian McKellen i Michael Fassbender jako Magneto! Oczywiście głównym motywem jest podróż w czasie, a podróżnikiem zostaje Hugh Jackman czyli nadal niezwykle popularny Wolverine. Reszta obsady także wypada nadzwyczaj dobrze, i nawet, jak pojawiają się dosłownie na chwilę, to dają z siebie dosłownie wszystko. Efekty specjalne i sceny akcji zachwycają, a bezsprzeczną furorę zrobiła „spowolniona” scena z Quicksilverem. Scenariusz daje radę, choć oczywiście nie obeszło się bez bzdur czy nielogiczności. Film doczekał się dwóch wersji,w dłuższej dodano parę dość znaczących scen, szczególnie powiązanych z postacią Rogue (Anna Paquin). Days of Future Past to niesamowite widowisko, niezwykle dynamiczne, z mnóstwem świetnych scen i we wspaniałej obsadzie.

Czas trwania: Wersja zwykła: 132 min, The Rogue Cut: 151 min

Stan Lee:
Scena po napisach: piramidy

 

Deadpool

(2016) Deadpool

data premiery: 2016
budżet: 58$, Box Office: 783$
reżyseria: Tim Miller

Uparciuch Ryan Reynolds jako Deadpool w niskobudżetowym, jak na kino superbohaterskie, filmie, oznaczonym dodatkowo kategorią R. Do tego sporo prymitywnego humoru, a jednocześnie łamanie czwartej ściany, świetne dialogi, ciekawe postacie, i po prostu „jechanie po bandzie”. I widzowie to kupili, film zarobił sporo kasy, co tym bardziej jest znamienite, gdy popatrzy się na budżet. To nie jest film dla każdego. Ale kto lubi taką konwencję, nie boi się momentami prymitywnego humoru, lubuje się w nawiązaniach do popkultury, będzie wniebowzięty. No i dostajemy rewelacyjnego Colossusa!

Stan Lee: DJ w klubie
Scena po napisach: Swoista zapowiedź dwójki

 

X-Men Apocalypse

(2016) X-Men Apocalypse

data premiery: 2016
budżet: 178$, Box Office: 388$
reżyseria: Bryan Singer

Coś trzecie części mają pecha. Days of Future Past w wielkim stylu nieco wyprostowało sprawy z uniwersum X-men, mimo wielu niejednoznaczności, otrzymaliśmy swoisty restart. X-Men Apocalypse nie potrafił tego wykorzystać, co gorsza, zaprzepaścił wielką szansę. Film spotkał się z dość zimnym przyjęciem, zarówno widzowie jak i krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów. Nie wyszło z głównym złym, nie wyszło z wieloma postaciami, także scenariusz mocno niedomagał. Brak logiki w niektórych aspektach zbyt mocno rzucał się w oczy. Profesor i Magneto aktorsko jak najbardziej dają radę, ale ich poczynania na ekranie zaczynają momentami mocno irytować. Do tego Jennifer Lawrence jako Mystique, której to ewidentnie nie chce się już grać tej postaci. Na szczęście są też plusy, jak choćby młodzi mutanci, a w szczególności Cyclops i Nightcrawler. Także Quicksilver wypada rewelacyjnie, i ponownie otrzymuje scenę „w spowolnieniu”, niestety, ponownie jest go zbyt mało. U nas film dodatkowo zasłynął „polską wstawką”, patrząc na całość, nie wypadała ona aż tak źle…

Stan Lee: przerażenie w obliczu apokalipsy
Scena po napisach: sprzątanie i fiolka z krwią

 

Logan

(2017) Logan

data premiery: 2017
budżet: 97$, Box Office: 619$
reżyseria: James Mangold

A jednak nie zawsze trójka jest pechowa. Pierwsze dwa filmy solowe z Wolverinem były (lekko mówiąc) bardzo słabe, tymczasem trójka, zatytułowana już „Logan”, okazała się ogromnym hitem. I to zarówno artystycznym jak i finansowym. Mniejszy budżet, kategoria R, Wolverine wreszcie nie pierniczący się z przeciwnikami i skupienie się na postaciach spowodowały, że otrzymaliśmy jeden z najlepszych filmów w uniwersum, jednocześnie będący zwieńczeniem losów i hołdem dla tytułowej postaci. Pojawia się także Profesor, oczywiście wcielił się w niego ponownie Patrick Stewart, który wypada wprost niesamowicie. Także rewelacyjnie przedstawiono postać Laury, która zagrała niesamowicie młodziutka aktorka Dafne Keen. Film jest swoistą mieszanką gatunków, otrzymujemy tutaj głównie kino akcji, ale jednocześnie mamy motyw drogi, western, dramat, nawet film psychologiczny. I to wszystko współgra ze sobą wręcz perfekcyjnie. Na ekranie pojawiają się nawet zeszyty komiksowe z X-men, co oczywiście jest odpowiednio skomentowane przez bohaterów!

Stan Lee:
Scena po napisach:

 

Deadpool 2

(2018) Deadpool 2

data premiery: 2018
budżet: 110$, Box Office: 733$
reżyseria: David Leitch (John Wick, Atomic Blonde)

Większy budżet, więcej postaci, nadal kategoria R, łamanie czwartej sceny, sporo krwi, sporo humoru, momentami niskich lotów. Deadpool 2 dostarcza specyficznej, ale doskonałej rozrywki, do tego otrzymujemy tu mnóstwo nawiązań do kina superbohaterskiego i ogólnie popkultury. Dostajemy także nieco powtórzonych motywów z jedynki, obecnie już mało śmiesznych czy też zbyt bardzo rozciągniętych scen. Film może nie zrobił takiego poruszenia jak jedynka, ale spodobał się widowni i swoje zarobił. Smaczków jest naprawdę wiele, a uważne oko wychwyci choćby gościnne role takich aktorów jak Brad Pitt czy Matt Damon!

Czas trwania: Wersja zwykła: 119 min, Super Duper Cut: 134 min

Stan Lee: pojawił się w trailerze, w filmie jego wizerunek został umieszczony jako malunek na budynku, widać go podczas lądowania Domino na spadochronie
Scena po napisach: naprawa przeszłości

 

Jak oglądać?

W skład filmowego uniwersum X-men od Foxa wchodzi jedenaście filmów, wyprodukowanych na przestrzeni osiemnastu lat. Jak więc widać, Fox ma „nieco” wolniejsze tempo w taśmowej produkcji filmów niż Marvel Studios i ich MCU, jednocześnie, mimo mniejszej liczby tytułów i niby spójnego uniwersum, dość dużo tu nieścisłości i niekonsekwencji pomiędzy poszczególnymi filmami. Co oczywiście wpływa na odbiór. Starając się to jednak usystematyzować, można zauważyć wyraźne podgrupy, czy też powiedzmy, miniserie.

Pierwsza to klasyczna trylogia, stanowiąca bezpośrednią ciągłość fabularną, i tę trylogię najlepiej jest właśnie oglądać w takiej kolejności. Dla przypomnienia, pierwsza część nieco się zestarzała, ale nadal jest przyzwoitym filmem, druga to prawdziwa rewelacja, trzecia wypada średnio, ale obejrzeć warto.

1) X-Men (2000)
2) X-Men 2 (2003)
3) X-Men The Last Stand (2006)

Kolejna trylogia wprowadza młodsze wersje poszczególnych postaci, jednocześnie w drugiej części tworzy swoisty crossover z pierwszą trylogią. Wszystkie trzy części tworzą ciągłość fabularną. Chronologicznie większość wątków występuje wcześniej niż wydarzenia z pierwszej trylogii, jednak z powodu nawiązań, dobrze jest przy oglądaniu zachować kolejność taką, jak filmy były tworzone. Pod względem atrakcyjności, mamy bardzo podobną sytuacje jak wcześniej. Pierwszy film jest bardzo dobry, drugi to rewelacja, trzeci niestety zaniża poziom, ale nadal warto go obejrzeć.

5) X-Men First Class (2011)
7) X-Men Days of Future Past (2014)
9) X-Men Apocalypse (2016)

Kolejna trylogia kształtuje się z filmów poświęconych najpopularniejszej postaci z mutantów. Każdy z tych filmów spokojnie funkcjonuje jako autonomiczne dzieło, nie ma tu bezpośredniej ciągłości fabularnej. W teorii pierwszy z filmów chronologicznie powinien być oglądany jako pierwszy, jeszcze przed oryginalną trylogia, jednak jest on tak zły i wprowadza spore zamieszanie co do ogólnych wydarzeń, że absolutnie odradzam sięganie po niego zanim poznamy postać Wolverina z normalnych filmów. A i później należy sięgnąć po niego w ostateczności i tylko w ramach ciekawostki. Drugi z filmów fabularnie umiejscowiony jest miedzy X-Men The Last Stand a X-Men Days of Future Past, ale powiązanie nie jest jakoś bardzo silne. Sytuacja w której znalazł się Logan w tej cześć jest bezpośrednim wynikiem wydarzeń z The Last Stand, a scena po napisach jest swoistą zapowiedzią Days of Future Past. Sam film jest dość przeciętny, więc ponownie, można obejrzeć go w ramach tylko ciekawostki. Logan natomiast łamie zasadę, że trzecia część jest słaba, i w tym przypadku wręcz możemy mówić o dziele wybitnym. Dobrze jest obejrzeć go znając dwie pierwsze trylogie.

4) X-Men Origins Wolverine (2009)
6) The Wolverine (2013)
10) Logan (2017)

Nieco na uboczu stoją filmy z Deadpoolem, oba bardzo udane i naszpikowane wręcz mnóstwem odniesień do filmów nie tylko z uniwersum X-men, ale też ogólnie filmów superbohaterskich, także tych z MCU czy DC. Czyli im ktoś lepiej zna te uniwersa, tym wyłapie więcej smaczków i dowcipów.

8) Deadpool (2016)
11) Deadpool 2 (2018)

Podsumowując, jakąkolwiek kolejność chronologiczną w przypadku oglądania należy sobie bezsprzecznie odpuścić, choć dobrze jest znać kolejność wydarzeń i co gdzie następuje. Ale to już wynika z samych filmów i ich scenariuszy, nie trzeba się na ten temat doktoryzować. Najlepiej jest sięgnąć po obie trylogie, najlepiej zachowując kolejność taką, w jakiej te filmy były tworzone. Następnie zaliczyć solowe filmy poświęcone postaciom Wolverine’a i Deadpoola, wybierając albo wszystko, albo to, co nas interesuje.

Przyszłość

W filmowych planach były następujące tytuły:

The New Mutants
X-Men: Dark Phoenix

Gdzie The New Mutants miało być serią odpryskową, a Dark Phoenix to bezpośrednia kontynuacja drugiej trylogii, czyli tej z młodszymi postaciami. Filmy powinny być już w zaawansowanym stadium producenckim, jednak cały czas przesuwane są daty premiery, słyszy się także o dość poważnych dokrętkach, i na chwilę obecną oficjalnie nie wiadomo, jakie będą ich dalsze losy.

Jednak najważniejsza informacją jest fakt, że w drugiej połowie 2018 roku wreszcie oficjalnie doszło do przejęcia cześć aktywów studia Fox przez koncert Disneya, w tym oczywiście praw do mutantów. Tak więc grupa X-men i wszystkie postacie podlegające pod to uniwersum oficjalnie trafiają pod szyld Marvel Studios. Oczywiście to co dalej się stanie z nimi, czy uniwersum dotychczas istniejące zostanie zrestartowane, czy mutanci zasilą MCU, dopiero okaże się z czasem, gdy osoby decyzyjne o takich rzeczach okupujące wysokie stołki skalkulują sobie, jakie decyzje w tych aspektach będą najbardziej opłacalne dla biznesu. Póki co, można jedynie gdybać i snuć domysły.

 

Seriale:

Mutant X

Mutant X

lata emisji: 2001-2004 (3 sezony)

Serial o dość pokaźnej ilości odcinków emitowanych w sumie w trzech sezonach, już po premierze pierwszego filmu kinowego X-men. Niestety, mimo, że porusza wątki mutantów, to jednak stoi mocno na uboczu i kreśli zupełnie własną historię z własnymi postaciami. Obecnie serial jest mocno ciężkostrawny i ciężko się za niego zabrać, choć posiada oczywiście swoich miłośników. Ale w zalewie produkcji superbohaterskich, jednak warto sięgnięty po coś innego.

 

The Gifted

Gifted

lata emisji: 2017- (2 sezony, drugi czeka na emisję)

The Gifted skupia się na własnych wątkach i postaciach, jednak widać w nim delikatne nawiązanie do kinowego uniwersum X-men, co należy traktować w ramach ciekawostki. Serial jest dość sprawnie zrealizowany, a efekty specjalne nie odstraszają, niestety jest także dość nierówny. Po paru przyjemnych odcinkach zaczyna nieco nużyć, by pod koniec sezonu zaliczyć zwyżkę formy. Można spróbować. Obecnie czekamy na drugi sezon.

 

Legion

Legion

lata emisji: 2017- (2 sezony już wyemitowane)

Podobnie jak Gifted, serial operuje na własnych postaciach i motywach, a nawiązania do uniwersum X-men są raczej symboliczne, choć jednocześnie dość znaczące. To co najbardziej przyciąga do serialu, to jego niezwykły klimat a także oryginalna realizacja. Serial nie jest komedią, jest dość poważny, natomiast strasznie dużo tu zwariowanych i ciekawych pomysłów. Nie każdemu takie coś przypasuje, jednak jak ktoś się wkręci w ten dziwny klimat, będzie zachwycony. Mocno polecam spróbowanie przynajmniej trzech pierwszych odcinków. Drugi sezon niestety ma problem z utrzymaniem uwagi widza i momentami strasznie nuży, póki co nie byłem w stanie obejrzeć całości, choć mam zamiar próbować. Pierwszym sezonem natomiast byłem zachwycony, i mocno polecam.

 

Tak wygląda Uniwersum X-men na dużym i małym ekranie, oczywiście potraktowane dość skrótowo, o każdym z filmów czy seriali można by dyskutować godzinami, a i ogólna sytuacja, po zakupie Foxa przez Disneya, pozwala snuć najróżniejsze domysły na temat przyszłości. Zmiany zapewne będą, póki co, możemy powspominać, co ukazało się do tej pory. Nie po wszystko warto sięgnąć, ale są tu także prawdziwe perełki.

Read Full Post »

Dzień dobry, dziś będzie szybko i krótko. Nie, nie! Nie krótko! Bez sucharów, nie nabijamy się z rozmiarów!

LEGO Marvel Super Heroes
76109 Quantum Realm Explorers

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 00

Seria: Marvel Super Heroes
Rok premiery: 2018
Liczba elementów: 200
Figurki: 3: Ant-man, Wasp, Ghost
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 26 x 19 x 4.5 cm
Cena: $19.99, £xx.99, xx,99 €, xx,99 zł

BrickSet, BrickLink

LEGO kocha licencje, a fenomen Marvel Cinematic Universe potrafi zadziwić (dla zainteresowanych, więcej o tym świecie). Dziewiętnasty film z tego uniwersum: Avengers Infinity War wciąż kontynuuje fenomenalny przemarsz przez kina, a już całkiem niedługo (na świecie w lipcu, w Polsce niestety miesiąc później) na ekrany kin wejdzie kolejny film: Ant-Man and the Wasp. Będzie to bezpośrednia kontynuacja filmu Ant-man z 2015 roku, utrzymanego w nieco kameralnej stylistyce, ale dzięki niesamowitym efektom pomniejszania, całkiem niezłego scenariusza, i dających się lubić bohaterów, zyskał spora popularność.

Ant-Man (2015)

LEGO oczywiście skorzystało z licencji, choć wypuścili tylko jeden zestaw oparty na tym filmie: 76039 Ant-Man Final Battle, na szczęście całkiem udany, zresztą trochę go powychwalałem w recenzji.

Nadchodzący Ant-Man and the Wasp także objawił się w ofercie TLG, niestety, ponownie tylko w postaci jednego zestawu. Przynajmniej na obecną chwilę.

Ant-Man and the Wasp (2018)

Szata graficzna pudełka wypada bardzo przyjemnie dla oka, jest dość estetycznie, ładnie, choć tło, jak to LEGO ostatnio ma w manierze, mogłoby być mniej inwazyjne.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 01

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 02

W środku pudełka znajdziemy dwa ponumerowane woreczki z elementami,

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 03

instrukcję oraz arkusik naklejek. Mały arkusik. Bez podtekstów proszę.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 04

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 06

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 07

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 08

Figurki są trzy. Dwie to nasi bohaterowie, znani zresztą z pierwszego filmu. Ant-man to powtórka, choć nie jest to identyczna figurka jak wcześniej, natomiast postać Wasp w LEGOwym świecie pojawia się po raz pierwszy.

Untitled

Untitled

Także po raz pierwszy pojawia się figurka postaci określanej jako Ghost. Co ciekawe, w komiksach, jest on płci męskiej, natomiast w wersji filmowej stał się kobietą. Komiksowy Ghost to nie jakoś bardzo rozpoznawalny typ. W wielkim skrócie, posiada kostium, który pozwala mu przenikać przez materię stałą, a także stawać się niewidzialnym. Stąd zresztą wzięła się jego ksywka. Dodatkowo, może manipulować urządzeniami elektronicznymi. Ghost jest anarchista, i szczerze nienawidzi wielkich korporacji. Z tego zresztą powodu napsuł trochę krwi Tonemu Starkowi czy Peterowi Parkerowi, gdy ten posiadał dobrze prosperującą firmę. Tak było w komiksach, natomiast w filmie zapewne jego, to znaczy jej, celem będzie Pym Technologies.

Untitled

Untitled

Ant-man z oryginalnym hełmem i w gustownym czarno-czerwonym stroju wypada bardzo ładnie. Czerwony z czarnym zawsze wygląda nieźle. Niestety, gorzej jest z Wasp. Figurka ta owszem, posiada całkiem niezły nadruk, ale hełm to niestety zupełnie nieudana forma, i przypomina nieco zniekształcony garnek. Do tego te skrzydełka! Nie wiadomo z jakiego powodu dano tu znane już plastikowe namiastki skrzydełek, gdy tymczasem postać ta w filmie ma dość długie i elastyczne skrzydła, tak więc o wiele lepiej w figurce wypadła by ich wersja wykonana z folii. Postać Ghost nie ma czym zachwycić, w przypadku tej minifigurki otrzymujemy zestaw standardowych elementów, ale oczywiście nadruki na tułowiu czy główce są najwyższej jakości. Ogólnie, może Wasp nieco budzi niesmak, ale i tak cała trójka to całkiem przyjemna zgraja.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 11

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 12

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 13

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 14

Jako dodatki dostajemy pojemnik (z zatyczką z nadrukiem!), puchar, spluwę oraz pociski dla postaci Ghost.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 21

W filmie pojawi się Świat Kwantowy, czyli miejsce, gdzie pojęcia takie jak czas czy przestrzeń nie mają żadnego znaczenia. I w takim miejscu wylądują najprawdopodobniej nasi bohaterowi, na co zresztą nakierowuje nas nazwa zestawu: Quantum Realm Explorers czyli Badacze kwantowej krainy. A jak pokazują trailery, w filmie pojawi się odpowiedni pojazd umożliwiający takie podróże:

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

I pojazd ten został odwzorowany w niniejszym zestawie. Często marudzę i psioczę na najróżniejsze pojazdy i budynki z zestawów licencjonowanych, ale w tym przypadku nie ma na co narzekać. Pojazd, owszem, jest specyficzny, ale wypadł nienagannie w wersji klockowej i nie tylko składa się go bardzo przyjemnie, ale także prezentuje się całkiem zgrabnie, a okrągła kabina i nagromadzenie różnych „wihajstrów” tylko potęguje pozytywny odbiór. Oczywiście nie mogło zabraknąć „strzelaczy”, akcent bawialności musi być.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 31

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 32

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 33

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 34

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 35

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 36

Trzy niezłe figurki, w tym Wasp która może mogłaby być lepsza, ale i tak daje radę, do tego całkiem zgrabna i ładna konstrukcja futurystycznego pojazdu. Może mrówki z wcześniejszego zestawu nie pobije, ale i tak jest naprawdę nieźle. Jak komuś wizualnie się podoba, jak najbardziej warto.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 41

Porównanie nowej (po lewej) i starej wersji figurki Ant-mana. Różnice są subtelne.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 51

A to cała zgraja minifigurek z obu zestawów:

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 52

I przy okazji fotka zbiorcza dwóch całkiem przyzwoitych zestawów. Oba można określić jako łakome kąski, szczególnie dla miłośników MCU.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 53

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Filmowe adaptacje komiksów część 2

Dziś ciąg dalszy opowieści o filmowych adaptacjach komiksów, z pominięciem jednak już praktycznie wyeksploatowanego w tym cyklu wątku super-bohaterskiego. W części pierwszej skupiliśmy się głównie na USA, dziś reszta świata. I dla przypomnienia: nieco po macoszemu potraktuję rynek azjatycki, adaptacji najróżniejszych mang jest tyle, że można by tylko o nich opowiadać bardzo, ale to bardzo długo. I szczerze, naprawdę dobrych nie znam zbyt wiele, więc jak coś możecie polecić, piszcie w komentarzach!

Komiks o przygodach Lucky Lukea, czyli kowboja który strzela szybciej od własnego cienia, została stworzona przez belgijskiego rysownika Morrisa, a pierwszy album opowiadający o jego przygodach trafił do sprzedaży już w 1949 roku. Za złoty okres serii uważa się albumy, do których scenariusz pisał niezrównany René Goscinny, współtwórca przygód tak znanych postaci jak Asteriks czy Mikołajek. Sporo albumów ukazało się także na naszym rynku, i z czystym sercem bardzo polecam tę serię, zapewnia wspaniałą rozrywkę! Lucky Luke doczekał się także sporo całkiem udanych filmów i seriali animowanych, jednak pod względem filmów aktorskich, już tak dobrze nie było. Zapewne większość nieco starszych osób będzie kojarzyć film Lucky Luke z 1991 roku, który przerodził się w serial składający się z ośmiu godzinnych odcinków. W główną rolę wcielił się Terence Hill, który wypadł w tej roli dość niejednoznacznie: gdy będąc dzieckiem oglądało się te filmy, to zapewniały bardzo fajną rozrywkę, dziś niestety nieco straszą i aktorstwem i scenariuszem. Acz pewnego uroku, wynikającego w dużej mierze zapewne z nostalgii, odmówić im nie można.

Komiks: Morris, René Goscinny i inni: Lucky Luke; Dupuis, Dargaud, Lucky Productions, Lucky Comics, 1949-…
Wyd. pol.: KeyTex, Egmont, 1992, 1999-…

(1991) Lucky Luke

(1992) Lucky Luke Serie

W 2004 na ekranach pojawił pełnometrażowy film Les Dalton, poświęcony w głównej mierze, zgodnie z tytułem, Daltonom, a Lucky Luke grał tu tylko drugoplanową postać. Co nie przeszkodziło polskiemu dystrybutorowi przemianować tytuł na „Lucky Luke”, co zakrawa na pewien absurd. Film jest przeciętny, ale posiada parę lepszych momentów, a w polskiej wersji bardzo fajnie wypadł dubbing, i choćby dla niego warto zasiąść do seansu.

(2004) Les Dalton

Ponownie na ekranie Lucky Luke pojawił się w 2009, tym razem jako pełnoprawna pierwszoplanowa postać. Podobnie jak wcześniejszy film, wyszło tak sobie, tragedii może nie ma, i zdarzają się lepsze momenty, ale arcydzieło to niestety nie jest.

2009 Lucky Luke

Asteriks to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci komiksowych, stworzony przez René Goscinny’ego i Alberta Uderzo zadebiutował w 1959 roku i do dzisiaj swoimi przygodami cieszy kolejne pokolenia. I nie ma co owijać w bawełnę, lektura albumów z przygodami Asteriksa i Obeliksa to pozycja obowiązkowa! Podobnie jak Lucky Lucke, Asteriks doczekał się paru filmów animowanych oraz aktorskich. Z tej drugiej kategorii pierwszy pojawił się na ekranach w 1999 roku. Astérix et Obélix contre César czyli Asterix i Obelix kontra Cezar został bardzo dobrze przyjęty, a dodatkowo godna polecenia jest wersja z polskim dubbingiem: Artur Barciś jako Dwulicus jest niesamowity! W głównych rolach zagrali: Christian Clavier jako Asteriks, Gérard Depardieu jako Obeliks, Roberto Benigni jako Dwulicus. Niestety, w filmie nie do końca wszystko zagrało. Scenariusz, usilnie starający się wprowadzić coś nowego, nierzadko mocno nawala, a niektóre wątki są zupełnie zbędne i niepotrzebne, a momentami wręcz irytują. Także efekty specjalne nie zachwycają, i obecnie wręcz rażą nienaturalnością. Ale pośmiać i tak jest się z czego!

Komiks: René Goscinny, Albert Uderzo, Jean-Yves Ferri, Didier Conrad: Asterix; Dargaud, 1959-…
Wyd. pol.: Egmont, 1991-…

(1999) Astérix et Obélix contre César

W 2002 pojawiła się kontynuacja: Astérix & Obélix Mission Cléopâtre czyli Asterix i Obelix: Misja Kleopatra. Tym razem twórcy sięgnęli po sprawdzone opowieści i czerpali garściami z komiksów, jednocześnie dodając coś od siebie. I to się sprawdziło! Film jest niesamowity, a od śmiechu wręcz bolą brzuchy! Polski dubbing wypada także bardzo dobrze, choć za dużo wstawionych tu na siłę elementów, które obecnie nieco się zdezaktualizowały. Film pod koniec zaczyna nieco męczyć, i cierpi jakby na syndrom „wyczerpania dobrych pomysłów”, ale i tak jest to jedna z najlepszych adaptacji komiksowych! A na dziury scenariuszowe i głupie założenie całej osi akcji nawet nie zwraca się uwagi. W kwestii obsady: powraca Christian Clavier jako Asteriks i Gérard Depardieu jako Obeliks, a w Kleopatrę wciela się sama Monica Bellucci! Świetnie wypada Numérnabis, w którego wcielił się Jamel Debbouze, a w polskiej wersji dubbinguje go Cezary Pazura.

(2002) Astérix & Obélix Mission Cléopâtre

W trzecim Asteriksie: Astérix aux jeux olympiques czyli Asterix na olimpiadzie z 2008 roku w Asteriksa wcielił się Clovis Cornillac, natomiast w kwestii reszty obsady pojawili się: Gérard Depardieu, Alain Delon, Benoît Poelvoorde, Vanessa Hessler a także gwiazdy sportu. I o ile aktorzy stanęli na wysokości zadania, to jednak w filmie coś nie zagrało, a wiele scen jest wręcz słabych. Można obejrzeć, choć niestety, po rewelacyjnej Kleopatrze kinowy cykl zaliczył ogromny spadek formy.

(2008) Astérix aux jeux olympiques

Asteriks dostał kolejną szansę i w 2012 roku pojawił się Astérix et Obélix Au Service de Sa Majesté czyli Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości. Miejsce akcji pozwoliło na wręcz zalanie nas wręcz specyficznym humorem, który w większości przypadków idealnie się sprawdza. Jest z czego się pośmiać, choć niektóre nawiązania czy złośliwości nie są zbyt subtelne. W roli Obeliksa powraca Gérard Depardieu, a jako Asteriks tym razem występuje Edouard Baer. Na ekranie natomiast błyszczą aktorki: Catherine Deneuve, Valérie Lemercier i urocza Charlotte Le Bon.

(2012) Astérix et Obélix Au Service de Sa Majesté

Oldboy zyskał wielką sławę, której przyczyniły się też słowa zachwytu Quentina Tarantino. Film wchodzi w tak zwany koreański cykl zemsty, składający się z trzech obrazów: Sympathy for Mr. Vengeance z 2002 roku, Oldboy z 2003 roku i Sympathy for Lady Vengeance z 2006 roku. Wszystkie wyreżyserował Chan-wook Park, i mimo że każdy z filmów opowiada inną historię z innymi bohaterami, to wszystkie powiązane są wspomnianym wątkiem zemsty. Mocne i niejednoznaczne kino, przeznaczone tylko dla dojrzałych widzów.

Komiks: Garon Tsuchiya: Old Boy; Futabasha, 1996–1998
Wyd. pol.: –

(2002) Sympathy for Mr. Vengeance

(2003) Oldboy

(2006) Sympathy for Lady Vengeance

Oldboy doczekał się naśladowców, w 2006 roku pojawiła się remake indyjski, pod tytułem Zinda, a w 2013 roku otrzymaliśmy wersję amerykańską, pod jakże oryginalnym tytułem Oldboy. Obejrzeć można, ale mocno zalecam wpierw zapoznanie się z oryginałem.

(2006) Zinda

(2013) Oldboy

Michel Vaillant z 2003 roku, u nas znany pod tytułem Najlepsi z najlepszych, to opowieść o tytułowym kierowcy wyścigowym, czyli mamy tu sporo samochodów, pięknych kobiet i szybkiej akcji. Przynajmniej w założeniu, bo koniec końców nie wszystko wyszło jak należy, acz film ogląda się całkiem przyjemnie.

Komiks: Jean Graton, Phillipe Graton: Michel Vaillant; Le Lombard, 1957-…
Wyd. pol.: Twój Komiks, 2002-2004

(2003) Michel Vaillant

Blueberry z 2004 roku to ekranizacja westernowego komiksu, utrzymana w dość ciekawej stylistyce i będąca bardziej filmem psychologicznym, niż widowiskowym kinem akcji. Nie dla każdego, zapewne wielu widzów odbije się od seansu już po parunastu minutach, ale spróbować warto.

Komiks: Jean-Michel Charlier, Jean Giraud: Blueberry; Dargaud, 1963–2012
Wyd. pol.: Podsiedlik-Raniowski i spółka, Egmont, 2002-2003, 2008-…

(2004) Blueberry

Egipscy bogowie, kobieta płacząca na niebiesko, człowiek ze sztuczną nogą i wielka piramida lewitująca ponad miastem. Albumy Enkiego Bilala nie są proste w odbiorze, a co dopiero, gdy trzeba przenieść je na ekran. Oczywiście nie obędzie się znacznego uproszczenia historii, niestety czasem do tego dojdą słabe, acz nastrojowe efekty specjalne i nieco poplątania świata rzeczywistego ze sztucznym. Ale o dziwo, mimo wielu przywar, Immortal z 2004 roku ogląda się naprawdę dobrze, a film potrafi zrobić spore wrażenie. Pozytywne.

Komiks: Enki Bilal: La Trilogie Nikopol: La Foire aux immortels, La Femme piège, Froid Équateur; Les Humanoïdes Associés, 1980, 1986, 1992
Wyd. pol.: Egmont: Trylogia Nikopola: Targi nieśmiertelnych, Kobieta pułapka, Zimny równik, 2002, 2004, 2014

(2004) Immortal

Death Note to hitowa manga i równie hitowe anime, które doczekało się nieco mniej hitowej serii aktorskich filmów. Na listę w sumie trafiło tylko dlatego, że zauroczyły mnie trailery i widziałem tylko urywki, które zrobiły na mnie całkiem dobre wrażenie. Kiedyś zamierzam obejrzeć, mam nadzieję, że będzie warto.

2006 Death Note The Last Name, 2006 Death Note, 2008 L Change the World

Komiks: Tsugumi Ōba, Takeshi Obata: Death Note; Shueisha, 2003-2006
Wyd. pol.: JPF, 2007-2009

(2006) Death Note

(2006) Death Note The Last Name

(2008) L Change the World

Largo Winch wymyślił znany chyba wszystkim Jeana Van Hamme, a postać ta pojawiła się na kartach przeciętnych powieści, przyzwoitych komiksów oraz także na ekranie. W latach 2001-2003 jako bardzo udany i pełen akcji serial sensacyjny o skróconym tytule Largo, natomiast w 2008 roku doczekaliśmy się pełnometrażowego filmu Largo Winch, a w 2010 jego kontynuacji Largo Winch II The Burma Conspiracy. Wyszły średniaki, ale całkiem przyzwoite, obejrzeć jak najbardziej można.

Komiks: Jean Van Hamme, Philippe Francq: Largo Winch; Dupuis, 1990-2010
Wyd. pol.: Twój Komiks, Egmont, Kurc, 2001-2003, 2009, 2016-…

(2008) Largo Winch

(2010) Largo Winch II The Burma Conspiracy

I ponownie Jeana Van Hamme i kolejna sensacyjna seria. Miniserial z 2008 XIII The Conspiracy spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, i nie ma co się dziwić, gdyż przez prawie trzy godziny skutecznie trzyma widza w napięciu. Tak samo nieźle wypadł serial z 2011 roku, XIII: The Series, a przynajmniej jego pierwszy sezon. Drugi był nieco oderwany, nieudany, a do tego dość trudno na niego obecnie natrafić.

Komiks: Jean Van Hamme, Yves Sente, William Vance, Youri Jigounov: XIII; Dargaud, 1991-…
Wyd. pol.: Korona, Siedmioróg, Egmont, Taurus Media, 1991-…

(2008) XIII The Conspiracy

Dylan Dog w wersji komiksowej dość często pojawia się na blogu, prywatnie bardzo lubię opowieści o przygodach detektywa mroku, choć wśród naprawdę rewelacyjnych historii dość często zdarzają się też historie bardzo przeciętne lub wręcz słabe. Film z 2010 roku Dylan Dog Dead Of Night także jest przeciętniakiem, ale posiada trochę lepszych momentów. No i nie należy do niego podchodzić jak do horroru, a raczej jak do komedii, ale zrobionej ze smakiem.

Komiks: Tiziano Sclavi i inni: Dylan Dog; Bonelli Comics, 1986-…
Wyd. pol.: Egmont, Bum Projekt, 2001-2004, 2010-2011, 2015-…

(2010) Dylan Dog Dead Of Night

Jest brudno, wampiry to nieprzyjemne stwory, a ludzie to często dupki. Priest z 2011 roku to mocne, dynamiczne kino, może bez większych rewelacji, ale ten dynamiczny spektakl ogląda się bardzo dobrze!

Komiks: Min-Woo Hyung: Priest; Daiwon C.I., 1998–2007
Wyd. pol.: Kasen, 2005-2007

(2011) Priest

Rewelacyjne komiksy z Garfieldem mocno straciły ze swojego klimatu po przeniesieniu przygód tłustego kota na duży ekran. Nie inaczej niestety jest z niebieskimi stworkami. Smerfy stworzył belgijski rysownik Pierre Culliford znany pod pseudonimem Peyo, a komiksy z ich przygodami to niesamowite opowieści skierowane zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych, przemycające często trafne spostrzeżenia co do ogólnospołecznych sytuacji. Na kreskówkę o przygodach Smerfów kiedyś czekało się z wielkim utęsknieniem, a i obecnie nic się nie zestarzały i można je polecić zamiast papki, którą raczy nas telewizja.

Smerfy w wersji kinowej to jedna wielka pomyłka. Nic tu nie wyszło: animacja jest straszna, Smerfy wyglądają okropnie, reżyseria nawala, ujęcia są słabe, a scenariusz i większość scen woła o pomstę do nieba. Czasem tylko sytuację nieco ratuje Gargamel z Klakierem, jednak i im nie oszczędzono wielu uwłaczających scen. Taki potencjał został zmarnowany nieumiejętną realizacją, do tego na siłę musiano akcję filmu przenieść do, gdzieżby indziej, Nowego Yorku. I po co? Film sprzedał się głównie za pośrednictwem maszyny promocyjnej i wielu około filmowych gadżetów. Komiksy to lektura obowiązkowa, kreskówkę warto obejrzeć, od filmów lepiej trzymać się z daleka.

Komiks: Peyo, Studio Peyo: The Smurfs; Dupuis, 1985-…
Wyd. pol.: Nasza Księgarnia, Egmont, 1991, 1997-1998, 2015-…

2011 The Smurfs

(2011) The Smurfs

2013 The Smurfs 2

(2013) The Smurfs 2

La vie d’Adele – Blue is the Warmest Color z 2013 to opowieść o dojrzewaniu, która sporo namieszała w filmowym światku. Pojawiły się głosy określające film jako głębokie arcydzieło, jednocześnie spora część widowni wyszła zniesmaczona i marudziła na wymuszone sceny seksu oraz tak naprawdę nic nie wnoszące dialogi. Bez wątpienia film jest dość kontrowersyjny i nie do końca jednak wart polecenia. Coś, do czego najlepiej pasuje zwrot: najlepiej przekonać się samemu…

Komiks: Julie Maroh: Le bleu est une couleur chaude; Glénat, 2010
Wyd. pol.: –

(2013) La vie d'Adele - Blue is the Warmest Color

Snowpiercer z 2013 roku był kreowany na obraz wręcz kultowy, który w arkanach kina będzie przywoływany obok największych dzieł tego gatunku. Niestety, nie udało się. Film nie zyskał ani miana kultowego, ani nie został doceniony przez krytyków czy widzów. Jednak coś w sobie ma. Oko cieszą ujęcia, efekty specjalne nie straszą, a dziurawy scenariusz nawet da się z sensem wytłumaczyć. Obejrzeć bezsprzecznie warto, choć należy podkreślić, że jest to film mocny i przeznaczony tylko dla widza dojrzałego. Aha, dodatkowym atutem jest rewelacyjna obsada: Chris Evans, Kang-ho Song, Ed Harris, John Hurt, Tilda Swinton, Alison Pill.

Komiks: Jacques Lob, Benjamin Legrand, Jean-Marc Rochette: Le Transperceneige; Casterman, 1984
Wyd. pol.: –

(2013) Snowpiercer

Zbliżamy się do końca, zanim jeszcze będzie podsumowanie, chciałbym wspomnieć coś o animacjach, jednak nie tych stricte opartych na przygodach najbardziej popularnych super herosów, a bardziej „zwykłych” jak Akira, Fritz The Cat, Persepolis czy Heavy Metal. Czyli dość mocne kino, choć coś lżejszego też będzie: Big Hero 6, Megamind i The Incredibles. No i zostaną jeszcze seriale, ale w tym temacie mam takie zaległości, że może być mi trudno ogarnąć temat. Zobaczymy, co się wykluje.

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy
Prawdziwi Bohaterowie
Filmowe adaptacje komiksów część 1

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Filmowe adaptacje komiksów część 1

Cykl w zamierzeniu miał być poświęcony tylko kinu superbohaterskiemu, stąd zresztą jego tytuł: „Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie„, ale jako że cieszy się dość dużą popularnością, no i przede wszystkim jest jeszcze o czym opowiadać, to dzisiaj odpuścimy sobie trochę Trykociarzy, ale nadal pozostaniemy w tematach okołokomiksowych. Na tapetę tak wiec wkraczają Filmowe adaptacje komiksów, ale te takie bardziej „zwykłe”, zresztą prawdopodobnie przy niektórych pozycjach zdziwicie się, że komiks był pierwowzorem dla danego filmu.

Dziś część pierwsza, będzie jeszcze druga, i podział postanowiłem zrobić niejako „regionalny”. W części pierwszej skupimy się głównie na filmach z rodowodem w USA, opartych głównie na amerykańskich komiksach. W części drugiej odwiedzimy głównie Europę, ale też będzie miejsce na inne rejony. Oczywiście podział proszę potraktować bardzo umownie, wybrałem taką metodę, gdyż wydaje mi się wygodniejsza, a i tak wszystko nie zmieściłoby się do jednej notki.

Aha, i oczywiście nie będzie tu absolutnie każdego filmu który powstał na podstawie komiksu. Coś mogłem pominąć z powodu gapiostwa, a część być może z premedytacją, to szczególnie jeżeli chodzi o rynek azjatycki, który pod względem adaptacji komiksowych jest przebogaty i by go ogarnąć, trzeba by zrobić chyba osobny, bardzo rozbudowany cykl. Oczywiście jak zwykle, będę wdzięczny za Wasze komentarze, szczególnie takie, w których coś polecicie lub odradzicie – sam jeszcze całkiem wielu pozycji z niniejszego zestawienia niestety nie widziałem. Ale systematycznie zaległości nadrabiam.

Przy każdym tytule dodatkowo zamieściłem informacje komiksowym pierwowzorze, i o polskiej wersji, jeżeli takowa pojawiła się na rynku.

Aha, i jeszcze dość ważna uwaga: na liście jest parę filmów dla dzieci, ale większość nie nadaje się dla najmłodszych, a sporo wręcz posiada kategorię „R”, czyli są przeznaczone tylko dla widzów dorosłych (lub do obejrzenia pod kontrolą dorosłych). Co absolutnie nie umniejsza nic tym filmom, a wręcz często wychodzi im to na dobre! I co też doskonale świadczy, że jednak komiksy nie zawsze są tylko dla dzieci, a i dojrzalszy odbiorca znajdzie tutaj sporo dla siebie.

Zestawienie zaczynamy ogromnym ładunkiem nostalgii. TimeCop z 1994 roku to idealny przedstawiciel ery VHSu, tym bardziej, że w roli głównej wystąpił jeden z „twardzieli” tamtej epoki: Jean-Claude Van Damme! Film to zwykły przeciętny „akcyjniak”, jakich w tamtym okresie było wiele, ale nie można odmówić mu pewnego uroku i nawet dziś ogląda się go całkiem przyjemnie. Film doczekał się kontynuacji: Timecop: The Berlin Decision (2003), w całkowicie zmienionej obsadzie. Był także 9 odcinkowy serial z 1997 roku.

Komiks: Mark Verheiden, Ron Randall: Time Cop: „A Man Out of Time”, 1992, Dark Horse
Wyd. pol.: –

(1994) TimeCop

(2003) Timecop The Berlin Decision

Wiedzieliście, że na ziemi przebywa sporo kosmitów, często żyjących między nami i starających się prowadzić normalne życie? Nad tym, by nie dochodziło do żadnych ekscesów, sprawuje pieczę tajne biuro, których agenci noszą się na czarno, zakładają ciemne okulary i posiadają niezwykle ciekawe gadżety. Komedia z 1997 roku o Facetach w czerni, czyli Men In Black z popisowymi rolami Willa Smitha i Tommy Lee Jonesa okazała się ogromnym sukcesem i wręcz rozbiła BoxOffice. I do dzisiaj się broni, to naprawdę świetny film i świetna rozrywka! Niestety, gorzej było z kontynuacjami, dwójka z 2002 pod tytułem Men in Black II powstawała dość długo, co już budziło niepokój. Po premierze film okazał się popłuczynami po części pierwszej, i nie uratował go nawet ogromny budżet. Trzecia część, Men in Black 3, która premierę miała w 2012 roku, okazała się nadzwyczaj dobra i nawet można zaryzykować stwierdzenie, że pod pewnymi względami dorównuje, a nawet przewyższa część pierwszą. Całość, nawet tę dwójkę, jak najbardziej warto obejrzeć!

Komiks: Lowell Cunningham, Sandy Carruthers: The Men in Black; 1990, Marvel
Wyd. pol.: –

(1997) Men In Black

(2002) Men In Black II

(2012) Men In Black III

Załoga amerykańskiego holownika odnajduje dryfujący okręt badawczy, na którym przebywa tylko jedna przerażona żywa osoba. Ale na statku jest coś jeszcze. Virus z 1999 roku to schematyczny film będący mało strasznym horrorem z dawką wątków Science Fiction. Ale obejrzeć można, tym bardziej, że dopisała obsada: Jamie Lee Curtis, William Baldwin, rewelacyjny Donald Sutherland i urocza Joanna Pacuła.

Komiks: Chuck Pfarrer, Howard Cobb: Virus; 1992, Dark Horse
Wyd. pol.: –

(1999) Virus

Wyjątkiem od reguły, czyli opartym na całkowicie oryginalnym scenariuszu, jest Unbreakable z 2000 roku, w którym zagrali Bruce Willis i Samuel L. Jackson. Willis nigdy nie chorował, nic mu się nie stało, i nawet wyszedł bez zadrapania z katastrofy kolejowej. Jackson, cierpiący na schorzenie które powoduje, że wciąż łamią mi się kości, widzi w nim Niezniszczalnego, legendarnego bohatera. Film został dość dobrze przyjęty, jednak doczekał się bardzo skrajnych opinii.

(2000) Unbreakable

From Hell z 2001 oparty został na bardzo ciężkiej w odbiorze noweli graficznej Alana Moorea, i jako medium filmowe, dość złagodził wydźwięk całej opowieści. I to jeden z największych zarzutów, które można filmowi przedstawić, jednak gdy potraktujemy go jako autonomiczne dzieło, otrzymujemy kawał naprawdę dobrego kina.

Komiks: Alan Moore, Eddie Campbell: From Hell; 1989-1996, Top Shelf Productions
Wyd. pol.: Timof i Cisi Wspólnicy, 2008, 2014.

(2001) From Hell

Od Ghost World z 2001 roku można się odbić. Podobnie jak zresztą od komiksu. Ale warto dać im szansę, obyczajowa historia o dojrzewaniu potrafi naprawdę dać do myślenia, a dodatkowo w filmie znajdziemy nieprzeciętne kreacje aktorskie, w tym genialnego Stevea Buscemi.

Komiks: Daniel Clowes: Ghost World; 1993-1997, Fantagraphics Books
Wyd. pol.: Kultura Gniewu, 2006

(2001) Ghost World

Michael Sullivan, w którego wcielił się Tom Hanks, jest cynglem mafii. Nagle traci zaufanie rodziny i staje się niewygodnym świadkiem. Zapada wyrok. Road To Perdition z 2002 roku to niezwykła i utrzymana w dość ponurym nastroju mafijna opowieść, podobnie jak komiks, warta, by po nią sięgnąć.

Komiks: Max Allan Collins, Richard Piers Rayner: Road To Perdition; 1998, Paradox Press
Wyd. pol.: Amber, 2002

(2002) Road To Perdition

Czy film opowiadający o znudzonym urzędniku, który postanawia tworzyć komiks o prozie życia codziennego może okazać się ciekawy? Okazuje się, że jak najbardziej tak, a przynajmniej udawania to American Splendor z 2003 roku.

Komiks: Harvey Pekar: American Splendor; Harvey Pekar, Joyce Brabner, Frank Stack: Our Cancer Year
Wyd. pol.: –

(2003) American Splendor

Uwielbiam komiksowe paski z Garfieldem. I to pod każdym względem, począwszy od kreski, kadrowania, i prowadzenia historii, po postacie, z cynicznym kotem na czele. Natomiast filmowy Garfield z 2004 roku to porażka i to monumentalna. W tym filmie praktycznie nic nie wyszło: postacie są źle wykreowane, nie mają wiele wspólnego z komiksowymi pierwowzorami, do tego scenariusz to jedna wielka pomyłka. Narzekać naprawdę jest na co! Komiksy to lektura obowiązkowa, film nadaje się tylko i wyłącznie dla młodszych dzieci, których ucieszy taneczny pojedynek psa i wygenerowanego komputerowo nieco zbyt ruchliwego kota. Kontynuacja z 2006: Garfield A Tail of Two Kitties trzymała poziom jedynki, czyli była po prostu słaba.

Komiks prasowy: Jim Davis: Garfield; 1978-
Wyd. pol.: wybór pasków, wydania gazetowe i tomikowe

(2004) Garfield

(2006) Garfield A Tail of Two Kitties

Spokojne życie na prowincji, sielanka i rodzinna atmosfera. I nagle wszystko to znika, a główne skrzypce w życiu zaczyna grać tytułowa przemoc. A History of Violence z 2005 to mocny i bardzo dobry film, który wraz z rozwojem wydarzeń może nieco traci, ale miłośnicy dobrze opowiedzianych sensacyjnych historii będą usatysfakcjonowani!

Komiks: John Wagner, Vince Locke: A History of Violence; 1997, Paradox Press
Wyd. pol.: –

(2005) A History of Violence

Specyficzny styl graficzny i prowadzenia historii zastosowany przez Franka Millera w jego autorskiej serii Sin City był ogromnym wydarzeniem na komiksowym rynku. Przy przenoszeniu na medium filmowe postanowiono czerpać z komiksu garściami, i zaprezentować na ekranie w ruchu to, co mogliśmy znaleźć na kartach komiksu. Pomysł niezwykle ryzykowny, ale gdy dodamy do tego świetny scenariusz oraz nieprzeciwnych twórców, może powstać dzieło. I takim dziełem okazał się film  Sin City z 2005. To niesamowita jazda bez trzymanki i seans wręcz obowiązkowy nie tylko dla miłośników komiksów, ale dla każdego zainteresowanego kinematografią i po prostu dobrymi historiami opowiedzianymi w nietuzinkowy sposób. Za reżyserię odpowiadają Robert Rodriguez, Frank Miller a swoje pięć groszy dołożył też Quentin Tarantino. Takie nazwiska już gwarantują odpowiednie emocje. A gdy spojrzy się na aktorów których zobaczymy na ekranie, to otrzymujemy niezwykłą ekstazę i prawdziwy orgazm kinomaniaka! Bruce Willis, Mickey Rourke, Clive Owen, Benicio Del Toro, Elijah Wood, Jessica Alba, Brittany Murphy, Michael Clarke Duncan, Rosario Dawson, Devon Aoki, Rutger Hauer! Lektura komiksu obowiązkowa! Seans filmowy obowiązkowy!

Kontynuacja pod tytułem Sin City A Dame to Kill For pojawiła się 2014 roku i niestety nie zyskała takiego uznania jak część pierwsza . Absolutnie, nie jest to film zły, a pod pewnymi względami wręcz wybitny, tyle że tak naprawdę powiela wiele schematów jedynki i niczym nie potrafi już zaskoczyć. Ot, taki odgrzewany kotlet. Pod względem reżyserii, zdjęć, efektów, czy scenariusza nadal jest to pierwsza klasa. A i aktorzy dopisali, do obsady znanej w większości z pierwszej części doszli Joseph Gordon-Levitt i Eva Green.

Komiks: Frank Miller: Sin City, Dark Horse Comics, 1993-2000
Wyd. pol.: Egmont, 2002-2005

(2005) Sin City Extended Cut

(2014) Sin City A Dame to Kill For

V For Vendetta w wydaniu komiksowym to jeden z najznamienitszych przedstawicie tego gatunku. W wydaniu filmowym, mimo złagodzenia co poniektórych wątków, na szczęście wiele nie traci, a wręcz zyskuje choćby z powodu świetnej obsady (Natalie Portman, Hugo Weaving, John Hurt, Stephen Rea, Rupert Graves, Stephen Fry) oraz doskonałej realizacji: ujęcia, reżyseria, montaż czy muzyka autentycznie potrafią zahipnotyzować widza. Jeden z najlepszych komiksów, doczekał się bardzo dobrej filmowej adaptacji, która oczywiście zebrała także spore głosy krytyki, głównie z ust purystów komiksowych. Seans obowiązkowy!

Komiks: Alan Moore, David Lloyd: V for Vendetta;  Vertigo 1988-1989
Wyd. pol.: Post, 2003; Egmont, 2014

(2005) V For Vendetta

Ponownie Frank Miller i ponownie ekranizacja doskonale przyjętego komiksu. Film z 2006 roku, o identycznym tytule jak komiks:  300 wyreżyserował Zack Snyder. Te dwa nazwiska pozwalały spodziewać się czegoś nieprzeciętnego, i na szczęście, udało się. Bitwa pod Termopilami w wydaniu filmowych zachwyca rozmachem, ujęciami, zdjęciami oraz muzyką. Film godny polecenia, choć nie każdemu przypadnie do gustu, także z powodu sporej ilości krwi przelewanej na ekranie. Ale to wojna, tu nie ma czego ugrzecznić!

Kontynuacja z 2014 roku pod tytułem 300 Rise Of An Empire wypadała nieco słabiej, ale nadal jest widowiskiem, po które warto sięgnąć.

Komiks: Frank Miller, Lynn Varley: 300; Dark Horse Comics, 1998-1999
Wyd. pol.: Taurus Media, 2005

(2006) 300

(2014) 300 - Rise Of An Empire

Hollywoodland z 2006 oparty jest na autentycznej zagadce niewyjaśnionej śmierci George Reevesa, który w latach 50. XX wieku wcielił się w postać Supermana w serialu „Adventures of Superman”. W 1959 roku został znaleziony martwy, z raną postrzałową, we własnym domu. Policja stwierdziła samobójstwo. Nie wszyscy jednak uwierzyli w taką wersję, tym bardziej, że pojawiły się powody, by podejrzewać morderstwo. Film w gwiazdorskiej obsadzie próbuje odpowiedzieć na pytania, co też naprawdę wtedy mogło się wydarzyć. Może nie jest to dzieło wybitne, ale film powinien usatysfakcjonować miłośników historii kina i po prostu dobrych kryminalnych opowieści.

(2006) Hollywoodland

Wampiry w wydaniu rysownika o specyficznej kresce, Bena Templesmitha, są takie, jak przyzwyczaiła nas historia: mroczne, łakną krwi, a ich ofiary raczej pozostają bez szans. Zarówno w filmie jak i komiksie nie ma miejsca dla świecących się w słońcu lalusiów. Zresztą, słońca w ogóle nie ma tu za wiele, gdyż akcja rozgrywa się w spowitym w mroku miasteczku na Alasce. Film został bardzo dobrze przyjęty, czego niestety nie można powiedzieć o kontynuacji. Były też dwa miniseriale: Dust to Dust i Blood Trails, jednak trudno na nie trafić, ale podobno warto.

Komiks: Steve Niles, Ben Templesmith: 30 Days of Night; IDW, 2003
Wyd. pol.: Mandragora, 2003

30 Days of Night 2007

(2007) 30 Days of Night

30 Days of Night Dark Days (2010)

(2010) 30 Days of Night Dark Days

Wanted z 2008 roku to w skrócie historia nieudacznika, który nagle staje się płatnym zabójcą i odczytuje dane swoich ofiar z nitek. Brzmi niedorzecznie? Może. Ale ogląda się całkiem miło, a film potrafi zapewnić trochę przyjemnej zabawy. W głównych rolach Angelina Jolie, Morgan Freeman oraz James McAvoy czyli późniejszy Profesor X.

Komiks: Mark Millar, J. G. Jones: Wanted; Top Cow 2003-2005
Wyd. pol.: –

(2008) Wanted

Potencjał był, niestety coś po drodze nie wyszło. Whiteout z 2009 roku potrafi irytować realizacją oraz dziurami fabularnymi. Można obejrzeć, choćby dla Kate Beckinsale.

Komiks: Greg Rucka, Steve Lieber: Whiteout; Oni Press
Wyd. pol.: Taurus Media 2006

(2009) Whiteout

Prosta recepta: bierzemy historię o emerytowanych agentach, którzy ponowie muszą wrócić do akcji, dodajemy do tego sporo widowiskowych scen i humoru, i tak powstaje hit. Bo Red z 2010 roku był niewątpliwie hitem, co zresztą zawdzięcza także niesamowitej obsadzie: Bruce Willis, Morgan Freeman, John Malkovich, Helen Mirren, Karl Urban, Mary-Louise Parker. W drugiej części doszli jeszcze Anthony Hopkins, Catherine Zeta-Jones, Byung-hun Lee i wyszła powtórka z historii, czyli ponownie spory hit. Dwa przyjemne filmy, które warto obejrzeć, obojętnie, czy zna się komiksowy pierwowzór czy nie, bronią się spokojnie same!

Komiks: Warren Ellis, Cully Hamner: Red, WildStorm 2003-2004
Wyd. pol.: –

(2010) Red

Red 2 (2013)

(2013) Red 2

Co zrobić, by móc umawiać się z wymarzoną dziewczyną? Należy pokonać jej wcześniejszych partnerów (jednym z nich jest Chris Evans, czyli późniejszy Kapitan Ameryka). Pokonać i to dosłownie! Scott Pilgrim vs The World z 2010 roku to nieco jazda bez trzymanki, mnóstwo abstrakcyjnych scen, które o dziwo, mają nawet jakiś sens. Film, który dla co poniektórych stał się dziełem kultowym, a dla innych jest shitem niewartym straty czasu.

Komiks: Bryan Lee O’Malley: Scott Pilgrim; Oni Press, 2004-2010
Wyd. pol.: –

(2010) Scott Pilgrim vs The World

Grupka komandosów zostaje zdradzona, uznani za zmarłych, chcą oczyścić swoje dobre imię. Czyli taka Drużyna A w wydaniu filmowym. The Losers z 2010 roku to najprościej mówiąc przeciętniaczek, którego można obejrzeć, choćby z ciekawości, w jakie komiksowe role wcześniej wcielali się tacy aktorzy jak Chris Evans (Capitan Ameryka) czy Zoe Saldana (Gamora z Guardians of the Galaxy).

Komiks: Andy Diggle, Jock: The Losers; Vertigo, 2003
Wyd. pol.: Taurus Media, 2006

(2010) The Losers

W Bullet to the Head z 2012 roku na ekranie spotyka się Sylvester Stallone i Sung Kang. Jeden jest policjantem, drugi płatnym zabójca, a teraz muszą połączyć siły by bla, bla, bla. Sztampa goni sztampę, a film w ogólnym rozrachunku okazał się finansową klapą, jednak jako przeciętny akcyjniak sprawdza się przyzwoicie.

Komiks: Matz, Colin Wilson: Bullet To the Head
Wyd. pol.:

(2012) Bullet to the Head

Odd Thomas sam najlepiej się opisuje: „Tak, to prawda. Widzę umarłych. Nazywam się Odd Thomas i znam Elvisa„. Narodził się na kartach bestselerowego książkowego cyklu wykreowanego przez Dean Koontza, doczekał się także prequeli wydanych w postaci powieści graficznych. W 2013 pojawił się także na ekranie, i nieco podzielił widownię. Miłośnicy książkowego cyklu nieco marudzili, ale w takich przypadkach często zapominamy, że różne media operują różnymi środkami wyrazu i zazwyczaj nie ma sensu robić 100% wiernej adaptacji. Tym bardziej, że w przypadku obcowania z literaturą, wielkie znaczenie ma nasza własna wyobraźnia, a w przypadku medium operujących wizualnymi środkami, opieramy się na wizji kogoś innego. Odd Thomas w wersji kinowej to bardzo dobre widowisko, trzymające w napięciu, które ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Potrafi zaskoczyć, przestraszyć, a także wzruszyć, a do tego posiada pewny dystans do siebie. Warto obejrzeć, obojętnie, czy zna się książki i komiksy czy nie.

Komiks: Dean Koontz: cykl książkowy, plus powieści graficzne
Wyd. pol.: komiks: Dean Koontz, Queenie Chan: Odd Thomas. Diabelski pakt; 2013

(2013) Odd Thomas

Zabici w trakcie służby policjanci trafiają w zaświatach do Wydziału ds. Wiecznego Odpoczynku, gdzie otrzymują szansę dalszego pełnienia służby. Brzmi w sumie nieźle i mogłoby wyjść z tego coś dobrego, niestety, nie udało się.  R.I.P.D. (2013 rok), mimo posiadania lepszych momentów, okazał się filmem niestety nieudanym i bzdurnym, którego obejrzeć można w sumie tylko i wyłącznie z ciekawości. Nie sprawdził się nawet Jeff Bridges, a etatowy aktor komiksowy: Ryan Reynolds stara się, acz to nie jego klimaty. Na swoją wielką rolę jeszcze musi chwilę poczekać.

Komiks: Peter Lenkov, Lucas Marangon: The Rest In Peace Department; Dark Horse
Wyd. pol.: –

(2013) R.I.P.D.

I, Frankenstein z 2014 roku to hit podobnego kalibru, czyli dzieło po prostu słabe. Film można obejrzeć, pod pewnymi względami sprawdza się nawet całkiem nieźle, o ile nie będą przeszkadzać nam nielogiczności i dziury scenariuszowe.

Komiks: jakiś chłam
Wyd. pol.: –

(2014) I, Frankenstein

Kingsman The Secret Service z 2014 roku okazał się sporym hitem kasowym, jednocześnie dość mocno podzielił widownię. Znalazły się osoby, które obraz Matthew Vaughna określiły jako rewelację, ale też pojawiły się głosy, które nie pozostawiły na filmie suchej nitki. I nie ma co ukrywać, film w ogromnym stopniu opiera się na ogranych schematach, do tego często prezentuje na ekranie nad wyraz prymitywne sceny grając na najniższych instynktach widza. Do tego scenariusz straszy głupotami i nielogicznościami, i to z kategorii tych wkurzających. Do plusów natomiast należy zaliczyć niezłą obsadę, oraz rewelacyjne efekty specjalne, no może z paroma wyjątkami. Kontynuacja „już się robi”.

Komiks:  Mark Millar, Dave Gibbons: The Secret Service; Icon Comics 2012-2013
Wyd. pol.: –

(2014) Kingsman The Secret Service

W następnym odcinku: Filmowe adaptacje komiksów część 2, coś o animacjach, podsumowanie

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy
Prawdziwi Bohaterowie

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Prawdziwi Bohaterowie

Dziś mieszanka i to prawdziwie wybuchowa! Co prawda supermocy za wiele nie będzie, albo będą w nieco innym wydaniu, gdyż dzisiaj skupimy się na Prawdziwych Bohaterach, w nawiązaniu do pewnego, zapewne dobrze Wam znanego, sloganu: Real American Hero. Lista będzie całkiem luźna i pojawi się tu trochę pozycji, których pochodzenie będzie dyskusyjne. Część postaci narodziła się mianowicie nie na kartach komiksów, ale w pulpowej literaturze, w opowiadaniach czy nawet jako zabawki! Jednak cała zgraja w komiksowym świecie jednak mocno odcisnęła swoje piętno, a do tego są to filmy, które, może poza małymi wyjątkami, po prostu warto obejrzeć.

Barbarella to wyzwolona i pewna siebie kobieta, która mężczyzn traktuje wręcz instrumentalnie, do tego zdaje sobie doskonale sprawę z atutów które posiada. Tak została przedstawiona już w 1962 roku na kartach komiksu stworzonego francuskiego twórcę Jean-Claude Foresta. Komiks ewidentnie skierowany był do dorosłego czytelnika, gdyż fantastykę łączył z erotyką, a do tego posiadał dość sporą dawkę brutalności i nie stronił do kontrowersyjnych tematów. Film z 1968 został znacznie złagodzony, acz nie zabraknie tu momentami ciekawych motywów, a i erotyki jest dość sporo, choć w wydaniu naprawdę pięknym i lekkim. Ogromnym atutem filmu jest przeurocza Jane Fonda wcielająca się w tytułową bohaterkę. Film doczekał się statusu kultowego, mimo to dziś ogląda się go dość ciężko, a scenografia, ujęcia czy scenariusz nieco za bardzo rażą i zalatują po prostu kiczem. Do tego samo zakończenie strasznie rozczarowuje. Z ciekawości, warto sięgnąć, a czołówkę obejrzeć wręcz należy.

(1968) Barbarella

W roku 1974 pojawił się Flesh Gordon. Jeżeli zapaliła Wam się ostrzegawcza lampka, to bardzo słusznie, gdyż film ten to nie słynny Flash Gordon z muzyka Queenu, a swoista parodia, którą można nazwać wręcz prawdziwą jazdą bez trzymanki. To taka Barbarella na sterydach, gdzie mamy więcej fantastyki, ale też więcej kiczu, dziwacznych scen i wprost ogrom erotyki, nie zawsze w pięknym wydaniu. Dla koneserów „złego” kina.

(1974) Flesh Gordon

Doc Savage, najdzielniejszy i najsilniejszy człowiek świata, narodził się w pulpowych opowiadaniach, a swoją obecność zaznaczył także w komiksach (na kartach których spotkał choćby Batmana!) jak i na ekranie. Film z 1975 o jakże oczywistym tytule Doc Savage to widowisko może nie najwyższych lotów, ale ogląda się go całkiem przyjemnie, ot taka przygodowa komedia z wieloma przerysowanymi scenami. Bohater już niedługo ponownie powróci na duży ekran, a w człowieka z brązu wieli się Dwayne Johnson.

(1975) Doc Savage

Tak, tym razem, to ten Flash Gordon! Seans wręcz obowiązkowy! Kultowy film z 1980 roku straszy pod wieloma względami, jednak bezsprzecznie, ma to „coś w sobie”. Scenografia jest kiczowata, ale nie do przesady, aktorstwo momentami drewniane, ale bohaterowie, także Ci niezbyt dobrzy, dają się lubić, scenariusz ma dziury, lecz wydarzenia śledzi się z przyjemnością. No i ta muzyka w wykonaniu zespołu Queen!

(1980) Flash Gordon

W 1982 w postać Conana wcielił się Arnold Schwarzenegger i to właśnie od tego momentu, zaczęła się jego wielka kariera. Do tego wybór aktora był bezbłędny, Schwarzenegger sprawdził się w roli charakterystycznego Barbarzyńcy wręcz wyśmienicie. Conan The Barbarian okazał się ogromnym hitem, także kasowym, czemu zresztą nie ma się co dziwić. Scenariusz był ciekawy, reżyseria i zdjecia bardzo udane, a muzykę bez przesady można określić jako niesamowitą. Ogromny hit, do dzisiaj wart obejrzenia, który dwa lata później doczekał się kontynuacji.

(1982) Conan The Barbarian

Conan The Destroyer to ponownie Arnold Schwarzenegger w głównej roli i ponownie bardzo dobry film, choć różniący się pod wieloma względami od swojego poprzednika. Niektóre zmiany wyszły lepiej, niektóre gorzej, ale nadal widowisko ogląda się bardzo dobrze.

(1984) Conan the Destroyer

Wkrótce na ekranach kin Conan zawitał po raz trzeci. Aktor się zgadzał, ponownie do roli powrócił Arnold, jednak coś nie grało w samym filmie. Okazało się, że Conan tym razem nosi imię Kalidor! Zamieszanie wynikło z zawiłościami z prawami autorskimi, na szczęście charakter postaci wiele się nie zmienił, choć tym razem Barbarzyńca nie pojawił się jako główna postać. Ten zaszczyt przypadł Brigitte Nielsen, która wcieliła się w tytułową Czerwoną Sonię. Film Red Sonja z 1985 roku niestety nie okazał się hitem, i wyraźnie ogląda się go o wiele gorzej niż wcześniejsze filmy „z cyklu”. Wielka szkoda zmarnowanego potencjału.

Postać Conana została stworzony przez Roberta E. Howarda, a jego losy mogliśmy śledzić na kartach wielu książek i opowiadań. Conan pojawił się także w świecie komiksowym, a i na naszym rynku wyszło całkiem sporo rysunkowych historii, większość jak najbardziej warta przeczytania, szczególnie wrażenie robi cykl pięciu zeszytów, z których każdy stanowi odrębną, zamkniętą opowieść, wydanych w 1989 przez As Editor.

(1985) Red Sonja

Zapewne wielu z Was, szczególnie tych starszych wiekiem, pamięta postać He-mana, głownie z serialu kreskowego, oraz z zabawek, nie zawsze „na licencji”. He-man doczekał się także filmu, w Masters of the Universe z 1987 w główną rolę wcielił się Dolph Lundgren, znany choćby z roli Punishera. Film to kolejne nieco kiczowate widowisko, jakich w tamtych czasach było pełno, ale o dziwo, nawet dzisiaj da się to obejrzeć.

(1987) Masters of the Universe

Druga część parodii Flasha, czyli Flesh Gordon Meets The Cosmic Cheerleaders z 1989 to kolejna naprawdę specyficzna eskapada, przepełniona erotyką, momentami w nieco dziwacznym wydaniu. Dla „koneserów”. I tylko dla nich.

(1989) Flesh Gordon Meets The Cosmic Cheerleaders

Tank Girl z 1995, po naszemu Odlotowa dziewczyna to ekranizacja komiksu Alana Martina i Jamiego Hewletta. I to dość mocno powiązana ze swoim pierwowzorem, posiada nawet animowane wstawki wykorzystujące kadry z komiksu. Choć momentami można odnieść wrażenie, że tymi wstawkami twórcy chcieli zamaskować braki budżetowe i czego nie dało się zrobić filmowo, zrobiono rysunkowo. Filmowi nie można odmówić humoru, niekiedy niezłych dialogów, i dziwacznych, ale pasujących do całości wstawek, jak choćby ta musicalowa. A jednak to coś tu nie gra i całość momentami ogląda się ciężko. Sięgnąć warto, ale nie należy mieć wyrzutów sumienia, gdy w pewnym momencie powiemy „dość” i przerwiemy seans.

(1995) Tank Girl

Barb Wire w wydaniu komiksowym nie była ogromnym hitem, w latach 1994-1996 ukazało się zaledwie paręnaście zeszytów o przygodach Barbary Koperski, właścicielce baru, jednocześnie nie stroniącej od niebezpiecznych sytuacji najemniczce. Kinowa adaptacja pojawiła się w 1996, o jednoznacznym tytule: Barb Wire, po naszemu: Żyleta. W główną rolę wcieliła się doskonale znana ze Słonecznego Patrolu oraz łam Playboya Pamela Anderson. Podobnie jak w przypadku Tank Girl, film ma lepsze momenty, ale ogólnie wypada dość słabo. Sięgnąć można, jednak tylko i wyłącznie z ciekawości.

(1996) Barb Wire

Transformers to przede wszystkim dochodowa linia zabawek, powiązana także z innymi mediami, czyli choćby z komiksami, filmami animowanymi oraz wysokobudżetowym pełnometrażowym filmem aktorskim w reżyserii samego Michaela Baya. Transformers na ekranach kin pojawił się w 2007 i okazał się nadspodziewanie dobry, co zaowocowało także rewelacyjnym wynikiem finansowym. W głównych rolach pojawili się Shia LaBeouf oraz Megan Fox i nawet da się ich oglądać! Po Transformers warto sięgnąć, to doskonałe kino rozrywkowe, zapewniające sporo niezłej rozrywki! Wielki hit pociągnął za sobą kontynuacje (i to parę!), niestety już o wiele słabszych, a momentami wręcz żenujących. I będzie ciąg dalszy…

(2007) Transformers

Swoich sił na dużym ekranie próbowała także inna linia zabawek, czyli prawdziwi Real American Hero! W 2009 roku ekrany kin zaatakował odział G.I.Joe z podtytułem The Rise of Cobra. I wyszło tak sobie, choć na szczęście nie tragicznie. Jest akcja, jest sporo postaci, są efekty specjalne, choć niestety, monetami dość słabe. Można obejrzeć. Była też kontynuacja, mimo niezłej obsady, niestety wypadająca słabiej niż część pierwsza. O kolejnych jakoś nie słychać…

(2009) G.I.Joe The Rise of Cobra

Transformers i G.I.Joe na naszym rynku w wersji komiksowej pojawili się za sprawą kultowego wydawnictwa Tm-Semic. Seria Transformers wydawana była w latach 1991-1995 i w sumie wyszły 24 zeszyty, seria G.I.Joe ukazywała się w latach 1992-1996 i liczyła 33 zeszyty. Opowieści czyta się całkiem nieźle, scenariusze często potrafią pozytywnie zaskoczyć, a i rysunkowo nierzadko jest naprawdę dobrze, choć oczywiście są też słabsze momenty.

W 2011 roku powrócił Conan, jednak nie otrzymaliśmy kontynuacji filmów z Arnoldem, a swoisty restart i początek nowej opowieści. Opowieści, która zakończyła się tylko na jednej części, gdyż Conan The Barbarian wypadł po prostu słabo. Może tragedii nie ma, ale jednak filmowy Conan wciąż jest tylko jeden!

(2011) Conan The Barbarian

W następnym odcinku: filmowe adaptacje „zwykłych” komiksów, poza Ameryką, Animowana przygoda

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie
trykociarze z nieco innej perspektywy

We wcześniejszych częściach naszego Super Bohaterskiego cyklu pojawiały się filmy przedstawiające losy postaci głównie znanych z komiksowych uniwersów Marvela i DC. Czasami pozwoliłem sobie na dołożenie co ciekawszych tytułów, wychodzących poza te ramy, ale idealnie pasujących do tematu. W niniejszej części chciałbym uzupełnić temat, czyli nadal skupić się na postaciach Super Bohaterów, ale z jakiś powodów, nie zawsze jasno określonych, filmy te pominąłem we wcześniejszych częściach. I od razu dwie uwagi: po pierwsze, lista nadal nie wyczerpuje tematu, jeszcze powrócimy (i to zapewne nie raz) do filmowych adaptacji komiksów, jednak temat Super Bohaterów już w pewnym zakresie zostanie zamknięty. Mimo to, lista i tak jest niepełna, z premedytacją pominąłem np.: cuda włoskiej czy indyjskiej filmografii. Aha, opisy będą relatywnie krótkie, niestety w paru przypadkach nie jestem w stanie dodać „czegoś od siebie”, gdyż najzwyklej w świecie wielu z przedstawionych tutaj filmów jeszcze nie widziałem, na wiele tytułów trafiłem po raz pierwszy, prowadząc poszukiwania materiałów do całego cyklu „Kino Super Przygody”. Tak więc prywatnie traktuję niniejsze zestawienie jako listę potencjalnych pozycji, które warto, bądź nie, obejrzeć i po które zamierzam wcześniej czy później sięgnąć. I mam nadzieję, że i w takiej roli opracowanie przyda się także Wam. Oczywiście jeżeli widzieliście dane pozycje, koniecznie dajcie znać w komentarzach, co polecacie, a od czego lepiej trzymać się z daleka.

Zaczynamy od naszego akcentu, czyli jedyny polski Super Bohater w całym zestawieniu. Jan Walczak czyli superman As w 1971 roku w obrazie Hydrozagadka podejmuje się rozwiązania zagadki znikającej wody podczas fali upałów. Film spokojnie należy zakwalifikować do kultowych polskich komedii, doskonale obrazujących sytuację z tamtych czasów i bogatych w najróżniejsze powiedzonka czy dialogi, do dzisiaj chętnie cytowanych przez starsze pokolenie. Może Hydrozagadka nie jest tak zjadliwa jak Miś i inne komedie za którymi stał Stanisław Bareja, ale i tak warto po nią sięgnąć.

(1971) Hydrozagadka

Zwykły nastolatek Steve Nichols dorabia sobie paradując w kostiumie superbohatera na konwentach i w sklepach komiksowych. Pewnego razu, będąc w swoim stroju, udaremnia napad. Media i społeczeństwo zaczynają widzieć w nim prawdziwego bohatera. Być może założenia scenariusza wydają Wam się znajome, jak widać, Kick-Ass wcale nie był tym temacie oryginalny, a film o podobnej wymowie pojawił się już w 1980 roku. Hero At Large obecnie nieco się zestarzał, ale tematyka nadal pozostaje aktualna, a sam film jest bardzo przyjemny w odbiorze, co także zawdzięczamy postaciom, które po prostu dają się lubić.

(1980) Hero At Large

Woody Wilkins jest pisarzem i rysownikiem komiksów który marzy, by postać którą wykreował: Condorman, zaistniała w realnym świecie. Nawet sam zbudował sobie odpowiedni kostium. Splot wydarzeń powoduje, że Woody wplątuje się w szpiegowską aferą, gdzie pojawia się CIA, piękna kobieta, a dzięki gadżetom godnym samego Jamesa Bonda, Condorman staje się prawdziwym bohaterem. Condorman z 1981 to przyjemna, luźna komedia, do tego całkiem sprawnie zrealizowana. Warto obejrzeć.

(1981) Condorman

W The Return Of Captain Invincible z 1983 poznajemy losy tytułowego bohatera, który popadł w niełaskę, co zakończyło się depresją i alkoholizmem. Jednak w obliczu zagrożenia Captain Invincible musi powrócić! Ogólnie film jest słaby, nudnawy i zrealizowany bez przepychu, jednak i tak warto, a wręcz należy, po niego sięgnąć, choćby dla paru rewelacyjnych motywów i głównego złego: Mr. Midnight w którego wcielił się niesamowity Christopher Lee. Na wspomniane rewelacyjne motywy składają się głównie… piosenki! Część z nich została napisana przez Richarda O’Briena, znanego choćby z Rocky Horror Picture Show. Piosenka, w której Mr. Midnight kusi bohatera zachęcając go do sięgnięcia po coś z bogato zaopatrzonego barku, jest perełką samą w sobie!

(1983) The Return Of Captain Invincible

Guyver z 1991, na naszym rynku znany pod tytułem Mutronika, to klasyka kina z ery VHS. Mamy kiczowate kostiumy, dziurawy scenariusz, kosmitów, dziwne stwory i efekty specjalne sprzed wieków. I o dziwo, da się to nadal oglądać, choć oczywiście, z mocnym przymrożeniem oka. W 1994 otrzymaliśmy kontynuację: Guyver Dark Hero, pod pewnymi względami nawet lepszą od oryginału!

(1991) Guyver

(1994) Guyver Dark Hero

Jefferson Reed pewnej nocy zostaje uderzony w pierś kawaleniem meteorytu, tak w 1993 narodził się The Meteor Man, bohater, który może latać, tyle że ma lęk wysokości… Głupkowata komedia, którą o dziwo da się obejrzeć.

(1993) The Meteor Man

Talentem Darryla jest zdolność tworzenia najróżniejszych gadżetów, w końcu wykorzystując swoje patenty postanawia zostać bohaterem wszechczasów. Blankman z 1994 to kolejna głupkowata komedia, która momentami śmieszy, a momentami budzi zażenowanie, do obejrzenia tylko dla miłośników tematu.

(1994) Blankman

Policjantka Jean Severance po śmierci ojca zastrzelonego w barze, przywdziewa kostium należący do prostytutki i postanawia walczyć ze złem. Brzmi strasznie? I takie jest, a co najlepsze, powstały dwie części tej niezwykłej epopei, i podobno był nawet serial!

1995 Black Scorpion

(1995) Black Scorpion

1997 Black Scorpion II Aftershock

(1997) Black Scorpion II Aftershock

Star Kid z 1997 luźno nawiązuje do tematyki, mamy tu meteoryt, cyborga, i nastolatka, czyli w sumie otrzymujemy klasyczne kino familijne.

(1997) Star Kid

Mystery Men (1999) to trzech samozwańczych herosów, niestety bez większych sukcesów na koncie. Jednak gdy wielki heros, Captain Amazing, zostaje porwany przez swojego arcy wroga, przed grupą nieudaczników pojawia się szansa na zdobycie sławy i zaszczytów. I reklamowego kontraktu z Pepsi. Dla miłośników przeciętnych komedii i przeciętnego Bena Stillera

(1999) Mystery Men

Patrząc na plakat, nasuwa się skojarzenie z X-menami, i owszem, The Specials z 2000 roku przedstawia losy grupy superbohaterów o niesamowitych umiejętnościach, jednak całkowicie oryginalnych, a przynajmniej zmienionych na tyle, żeby nie było problemów z zawiłościami licencyjnymi. Film nieco straszy efektami, i dzisiaj jest zupełnie zapomniany, jednak podobno warto go obejrzeć, o ile uda się go gdzieś znaleźć…

(2000) The Specials

Will Stronghold, syn znanej pary superbohaterów, mimo że nie przejawia żadnych supermocy, trafia do szkoły dla wyjątkowo uzdolnionej młodzieży. Sky High z 2005 to lekka i przyjemna komedia, do obejrzenia i zapomnienia.

(2005) Sky High

Kolejna leciutka komedia, idealna na niedzielne popołudnie. W My Super Ex-Girlfriend (2006) przekonamy się, jak niebezpiecznie jest porzucać dziewczynę, tym bardziej gdy jest nią obdarzona supermocami Uma Thurman.

(2006) My Super Ex-Girlfriend

Zoom z 2006 to familijne, komediowe kino o bohaterach po przejściach i szkoleniu nowego pokolenia. Można obejrzeć z dziećmi.

(2006) Zoom

W roku 2007 otrzymaliśmy kolejną familijną opowieść. W Underdog głównym bohaterem, oczywiście „super”, jest pies, który po wypadku w laboratorium otrzymuje specjalne zdolności, w tym umiejętność mówienia. Bez większych emocji, ale obejrzeć można.

(2007) Underdog

Hancock z 2008 to film już zdecydowanie nie familijny. Tytułowy bohater posiada co prawda moce, ale znacznie różni się od krystalicznego wizerunku superbohatera. Chodzi w zniszczonych ciuchach i jedzie od niego alkoholem. Oryginalne spojrzenie na tematykę superherosów zapowiadało się całkiem nieźle, tym bardziej, że Will Smith w tytułowej roli wypadł bardzo ciekawie, jednak po seansie czuje się jednak niedosyt i nieco zmarnowany potencjał. Ale sięgnąć po film jak najbardziej warto!

(2008) Hancock

Jumper (2008) to idealny przedstawiciel kina „dla nastolatków”. Otrzymujemy więc moce, efekty specjalne i nieco dziurawy scenariusz, ale całość wypada o dziwo całkiem nieźle i ogląda się to z przyjemnością.

(2008) Jumper

Superhero Movie (także 2008 rok) to durnowata komedia, mająca być pastiszem kina superbohaterskiego, jednak koniec końców jest to zlepek prymitywnych i nudnych motywów, wyeksploatowanych już wielokrotnie w filmach pokroju The Scary Movie. Co za dużo, to niezdrowo, trzymać się od tego gówna (dosłownie!) z daleka!

(2008) Superhero Movie

Defendor z 2009 roku powraca do tematu zwykłego, pozbawionego jakichkolwiek mocy człowieka, który jednak odczuwa potrzebę działania i zakłada pelerynę by jako superbohater walczyć z niegodziwością na ulicach. Mimo nieco komediowego wydźwięku, Defendor daje do myślenia, i warto poświęcić mu chwilę.

(2009) Defendor

Push (2009) to kolejny młodzieżowy film, który nie jest może rewelacją, ale obejrzeć go jak najbardziej warto, zapewnia chwilę naprawdę przyjemnej rozrywki. Dodatkowy plusik za Chrisa Evansa.

(2009) Push

W 2010 Kick-Ass mocno namieszał. Dave Lizewski, fan komiksów, postanawia być jak superbohaterowie których podziwia, tak wiec wdziewa kolorowy kostium i wyrusza walczyć ze złem. Co kończy się od razu porządnym wpierdolem. Film, będący zresztą ekranizacją komiksu Marka Millara i Johna Romity Jr. (wydany także u nas) okazał się ogromnym hitem, i obrazem traktowanym obecnie jako kultowy. Reżyser, Matthew Vaughn, ma na koncie praktycznie same bardzo dobrze odebrane, zarówno przez krytyków jak i widzów, filmy (w tym przepiękne Stardust, przywracające nadzieję w mutantów X-Men: First Class, czy prymitywny, ale hitowy Kingsman: The Secret Service) i nie inaczej jest z Kick-Assem. Tym bardziej, że idealnie zagrała obsada: Aaron Taylor-Johnson sprawdził się w tytułowej roli, natomiast Chloë Grace Moretz wprost błyszczy na ekranie, a wisienką na torcie jest także rewelacyjny Nicolas Cage! Seans obowiązkowy!

(2010) Kick-Ass

Super wyszedł w tym samym roku co Kick-Ass i porusza praktycznie identyczną tematykę. Mimo to film nie zawojował ekranów, co absolutnie nie oznacza, że jest zły czy gorszy! Po prostu coś nie wyszło, ale jak najbardziej należy po niego sięgnąć. Tym bardziej, że posiada mocny atut w postaci doskonałej żeńskiej obsady, na ekranie wręcz błyszczy zwariowana Ellen Page, a i Liv Tyler wypada jak zwykle doskonale. Reżyser, James Gunn, wkrótce zasłynie jako osoba odpowiedzialna za ogromny sukces pewnego filmu o Szopie i Drzewie, natomiast jako ciekawostkę warto nadmienić, że wcześniej pracował jako scenarzysta przy The Specials.

(2010) Super

All Superheroes Must Die z 2012 stylistyką sili się nieco na Watchmenów, jednak ten niskonakładowy obraz niestety zupełnie nie porywa, acz właśnie w praktycznie zerowym budżecie można upatrywać jego klapę. Gdyby pojawiły się większe pieniądze, może byłby hit? Dla zainteresowanych tematem, i cierpliwych, gdyż film dość trudno upolować.

(2012) All Superheroes Must Die

Chronicle w 2012 mocno namieszał w kinowym światku, porywając zarówno krytyków jak i widzów, co przełożyło się na spore zyski w BoxOffice. Reżyser, Josh Trank później zajął się ekranizacją Fantastic Four, co niestety zakończyło się ogromną klapą. Jednak Kronikę warto obejrzeć, o ile nie zniechęca nas styl kręcenia „z ręki”.

(2012) Chronicle

Niestety Kick-Ass 2 w 2013 roku nie powtórzył sukcesu pierwszej części, a wręcz odniósł sromotną porażkę. Niby na ekranie wiele się dzieje, a w rolach głównych zobaczymy tych samych aktorów, to jednak mocno coś tutaj nie zagrało. Film posiada lepsze momenty, ale całość już tak nie porywa jak część pierwsza.

(2013) Kick-Ass 2

Po nieco cięższych opowieściach, wracamy do lekkiego i nieco głupkowatego kina familijnego. W 2013 roku w Super Buddies grupa szczeniaków odnajduje pewne pierścienie, dzięki którym otrzymują supermoce. I jedną z nich wcale nie jest moc gadania, gdyż to szczeniaki potrafiły już wcześniej! Super Buddies jest jedynie jedną częścią z większego cyklu traktującego o przygodach wesołej gromadki szczeniaków. W pozostałych pocieszne psiaki udzielają się jako sportowcy, szukają skarbów, lecą w kosmos, czy też przeżywają przygody jak z horroru. Do obejrzenia, koniecznie w towarzystwie dzieciaków.

(2013) Super Buddies

Rok 2014 i Birdman. Poznajemy losy znanego aktora, wcielającego się niegdyś w rolę kultowego superbohatera, obecnie zapomnianego i walczącego o odzyskanie sławy oraz rodziny. W tytułowej roli Michael Keaton, który jako aktor niegdyś zagrał Batmana w kultowych obrazach Tima Burtona. Oprócz niego na ekranie brylują: Edward Norton, Emma Stone, Naomi Watts. A my otrzymujemy dopracowane pod każdym względem kino, które daje do myślenia.

(2014) Birdman

W następnym odcinku: nie super bohaterskie ekranizacje, kino europejskie, bohaterowie bez mocy, ale nadal wspaniali i inne…

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość

Read Full Post »

Super Herosi i to na filmowych licencjach! Zdjęcie najnowszego setu z Pajączkiem już pojawił się jakiś czas temu, choć sam zestaw jeszcze czeka na premierę w sklepach. Skąd opóźnienie? TLG nie powie, ale najprawdopodobniej dotyczy to umowy między Sony i Marvel Studios, dzięki której postać Spider-mana trafiła w praktycznie ostatniej chwili do MCU (więcej o tym i innych filmowych ciekawostkach w pewnym cyklu), i zapewne TLG dowiedziało się o tym nieco zbyt późno, a przygotowanie zestawu jednak chwilę trwa. I jak widać, pośpiech nie wychodzi czasem najlepiej, gdyż klockowa cysterna najzwyklej w świecie straszy. Ale będzie nowy Pajączek, tj z nowym nadrukiem! I uzupełnienie drużyny Avengers, idealnie do cyklu fotki supertrykociarzy. Czyli ponownie, figurki super, klocki ss…

76067 Tanker Truck Takedown

zdjęcie za bricksetem

76060 Doctor Strange’s Sanctum Sanctorum

Film Doctor Strange premierę będzie miał dopiero w październiku / listopadzie, ale TLG najwidoczniej lubi MCU i także ten temat zaowocował zestawem. I w sumie prostym, ale z jajem i pomysłem!

zdjęcie za comicbookmovie

Read Full Post »

Niniejsza notka doczekała się wersji poprawionej i uzupełnionej.
Serdecznie zapraszam: Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie, zmiany w latach 2016-2017

Read Full Post »

Older Posts »