Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Marvel Cinematic Universe’

Małe uzupełnienie poprzedniej notki Droga do MCU, czyli historia filmowych adaptacji komiksów Marvela 1944-2020 o graficzne przedstawienie premier filmów superbohaterskich, nie tylko ze stajni Marvela, ale także DC czy „pozostałych”.

Widać dokładnie „rozkład sił” na przestrzeni lat. Już w latach 40. ubiegłego wieku pojawiło się sporo produkcji z superbohaterami DC, Marvel tymczasem jedynie zaprezentował Kapitana Amerykę. Lata 50. i 60. to nadal produkcje DC, konkurencja niestety wtedy zaspała. Coś się ruszyło w latach 70. i 80., jednak filmy na podstawie komiksów Marvela raczej stały na przeciętnym lub wręcz słabym poziomie, tymczasem Superman świecił triumfy na dużym ekranie, a w 1989 dołączył do niego rewelacyjny Batman. W latach 90. Marvel nadal nie zachwycał, choć pojawiła się pierwsza jaskółka w postaci filmu Blade. DC zaczęło nieco zjadać własny ogon, kolejne filmy były niestety coraz słabsze. Tymczasem w kinach pojawiło się wiele produkcji spoza Marvela i DC, do tego większość była naprawdę udana, a obecnie niektóre z tych filmów uznaje się wręcz za kultowe.

Po roku 2000 Marvel powoli zaczął odbijać się od dna, powstawało coraz więcej niezłych filmów, wreszcie doczekaliśmy się cykli o Pajączku, Mutantach czy startu MCU. DC niestety trochę się pogubiło, trylogia Nolana z Batmanem odniosła sukces, starano się zbudować swoje uniwersum, ale efekt niestety nie zachwycił zarówno widzów jak i producentów. W sumie do końca nie wiadomo, w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Jak ktoś ma większe zaległości, przynajmniej ma co nadrabiać.

Read Full Post »

Droga do Marvel Cinematic Universe, czyli historia filmowych adaptacji komiksów Marvela 1944-2020.

Przez lata wydawnictwo Marvel z uporem starało się przenieś przygody swoich superbohaterów na duży ekran. Z najróżniejszym skutkiem, niestety, bardzo często powstawały „dzieła” wątpliwej jakości. Współpraca ze studiami filmowymi nie zawsze układała się pomyślnie, do tego wydawca rozsprzedał prawa do ekranizacji wielu swoich marek najróżniejszym producentom. Po roku 2000 coś się ruszyło w temacie, technologia pozwoliła na zastosowanie zaawansowanych efektów specjalnych, wysokobudżetowe produkcje były bardziej dopracowane, także od strony scenariuszowej i nagle kino superbohaterskie zaczęło zyskiwać na popularności. Filmy X-men i Spider-man okazały się ogromnymi sukcesami, co z powodu sprzedaży praw do tych marek, dla Marvela nie przekładało się jednak na znaczące zyski. Wreszcie w 2008 roku Marvel postanowił sam zaryzykować, a dysponując ograniczoną bazą postaci które mogli przenieść na duży ekran, postawiono naturalnie na Avengers. Narodziło się Marvel Cinematic Universe, jedno spójne uniwersum, w ramach którego ukazywały powiązane ze sobą filmy. Dzięki udanym decyzjom co do obsady i reżyserii, przyzwoitym scenariuszom, a także oczywiście odpowiedniemu budżetowi, większość okazywała się sporymi sukcesami! W 2019 roku Marvel Cinematic Universe doszedł do kulminacyjnego punktu, film Avengers: Endgame zakończył pewną epokę, doskonale podsumowując całe uniwersum, stając się jednocześnie najbardziej kasowym filmem wszechczasów.

Na przestrzeni lat powstało w sumie ponad siedemdziesiąt filmów prezentujących przygody superbohaterów Marvela na dużym i małym ekranie. Z powodu końca pewnej epoki, chciałbym usystematyzować informacje na temat poszczególnych produkcji, tym bardziej, że po wiele z z nich nadal warto sięgnąć. Oczywiście należy pamiętać, że mamy do czynienia z kinem stricte rozrywkowym, i pod takim kątem należy je rozpatrywać. Poniżej każdemu z filmów Marvela poświęcam przynajmniej akapit, jednak nie są to ani streszczenia, ani recenzje, a bardziej wrażenia, jakie dany seans niesie. Wrażenia oczywiście czysto subiektywne, a że jestem miłośnikiem tego typu kina, zapewne w wielu miejscach będę dość pobłażliwy dla wielu słabszych pozycji.

Przed samym przejściem do tematu poszczególnych filmów, w ramach wstępu zamieściłem krótkie informacje na temat czym ten Marvel w ogóle jest, kim jest Stan Lee, oraz o ogólnej sytuacji filmu superbohaterskiego na przestrzeni lat. Tematy te potraktowałem „w pigułce”, w bardzo skrótowej formie, gdyż esencją mają tutaj być same filmy.

A było ich trochę:

1944 Captain America
1977 Spider-Man
1977 The Incredible Hulk Pilot Movie
1977 The Return of The Incredible Hulk (Death in the Family)
1978 The Incredible Hulk Married
1978 Spider-Man Strikes Back
1978 Dr. Strange
1979 Captain America
1979 Captain America II: Death Too Soon
1981 Spider-Man: The Dragon’s Challenge
1986 Howard the Duck
1988 The Incredible Hulk Returns
1989 The Trial of the Incredible Hulk
1989 The Punisher
1990 The Death of the Incredible Hulk
1990 Captain America
1994 The Fantastic Four
1996 Generation X
1998 Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D.
1998 Blade
2000 X-Men
2002 Blade II
2002 Spider-Man
2003 Daredevil
2003 X-Men 2
2003 Hulk
2004 The Punisher
2004 Spider-Man 2
2004 Blade: Trinity
2005 Man-Thing
2005 Elektra
2005 Fantastic Four
2006 X-Men: The Last Stand
2007 Ghost Rider
2007 Spider-Man 3
2007 Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer
2007 Blade: House of Chthon
2008 Iron Man
2008 The Incredible Hulk
2008 Punisher: War Zone
2009 X-Men Origins: Wolverine
2010 Iron Man 2
2011 Thor
2011 X-Men: First Class
2011 Captain America: The First Avenger
2011 Ghost Rider: Spirit of Vengeance
2012 The Avengers
2012 The Amazing Spider-Man
2013 Iron Man 3
2013 The Wolverine
2013 Thor: The Dark World
2014 Captain America: The Winter Soldier
2014 The Amazing Spider-Man 2
2014 X-Men: Days of Future Past
2014 Guardians of the Galaxy
2015 Avengers: Age of Ultron
2015 Ant-Man
2015 Fantastic Four
2016 Deadpool
2016 Captain America: Civil War
2016 X-Men: Apocalypse
2016 Doctor Strange
2017 Logan
2017 Guardians of the Galaxy Vol. 2
2017 Spider-Man: Homecoming
2017 Thor: Ragnarok
2018 Black Panther
2018 Avengers: Infinity War
2018 Deadpool 2
2018 Ant-Man and the Wasp
2018 Venom
2019 Captain Marvel
2019 Avengers: Endgame
2019 Dark Phoenix
2019 Spider-Man: Far From Home
2020 The New Mutants

Wydawnictwo Marvel & Stan Lee.

Wydawnictwo Marvel założone zostało w 1939 roku przez Martina Goodmana, pierwotnie pod nazwą Timely Comics. Goodman był przede wszystkim biznesmenem i miał bardzo prosty przepis na sukces: po prostu sprzedawał to, co w danej chwili było popularne. Jako że konkurencja wystartowała z przygodami superbohaterów, a postać Supermana odniosła ogromny sukces, co zresztą także spotkało Batmana wydanego niewiele później, tak więc i Goodman zainteresował się przygodami bohaterów obdarzonych niezwykłymi mocami. Na kartach magazynów komiksowych wydawanych przez Timely Comics wkrótce zadebiutował cały szereg najróżniejszych postaci, z czego szczególnie dwie: Human Torch i Namor spodobały się czytelnikom. Wkrótce doszło do ogromnego wydarzenia, czyli spotkania tych postaci w jednej historii! Czytelnicy otrzymali wyraźny znak, że obcują z jednym spójnym światem, czyli dokładnie to samo, co wiele lat później wpłynęło znacząco na ogromny sukces Marvel Cinematic Universe.
Do Timely Comics dołączył wkrótce Stanley Martin Lieber, zresztą nie przez przypadek, Godman był mężem jego kuzynki. Z początku zajmował się przysłowiowym „przynieś, podaj, pozamiataj”, ale już wkrótce pojawiła się dla niego szansa. W 1941 potrzebny był tekst do przygód Kapitana Ameryki, zadania tego podjął się Stanley i wywiązał się z niego doskonale. Stanley traktował swoją przygodę z komiksem jako epizodyczną, tak więc postanowił podpisywać się jako Stan Lee, swoje nazwisko pozostawiając na okładkę „wielkiej amerykańskiej powieści” którą planował kiedyś napisać. A smykałkę do opowiadania miał, więc w krótkim czasie awansował na stanowisko redaktora. Niby tymczasowo, do znalezienia odpowiedniej osoby, ale jak się okazało, zagrzał na tym stanowisku miejsca znacznie dłużej. Został współtwórcą wielu ikonicznych postaci, którym nadał „ludzkie cechy”, tak że czytelnik mógł ze swoimi bohaterami utożsamiać się. Jednocześnie został „twarzą” wydawnictwa, potrafił utrzymywać doskonały kontakt z czytelnikami, a do tego bez wątpienia umiał sam siebie doskonale wypromować.


Stan Lee

Przez lata wydawnictwo przeżywało lepsze i gorsze chwile, jednak Stan Lee wciąż trwał na stanowisku redaktora, by w końcu zasiąść na stołku wydawcy, a nawet przez chwilę prezesa Marvel Comics. Miał także ogromny wkład w przenosiny przygód superbohaterów na duży i mały ekran, choć niestety z różnorakim skutkiem. Jego fascynacja ekranizacjami i zaangażowanie w tej kwestii zaowocowało nie tylko czynnym udziałem w różnych produkcjach, ale też swoistymi cameo, czyli występami gościnnymi, które szczególnie dla filmów Marvel Cinematic Universe stały się znakiem rozpoznawczym tych produkcji. Stan Lee zmarł w 2018 roku.

Więcej o historii Marvela i samym Stanie Lee znajdziecie w świetnych książkach:
– Niezwykła historia Marvel Comics, Sean Howe, SQN, 2013
– Stan Lee. Człowiek-Marvel, Bob Batchelor, SQN, 2018
– Mordobicie. Wojna superbohaterów Marvel kontra DC, Reed Tucker, Agora SA, 2018

Marvel na dużym i małym ekranie.

Pierwsze próby przeniesienia postaci Marvela na duży ekran nastąpiły już w latach 40. ubiegłego wieku, dokładnie w 1944 roku premierę miał Captain America. Nie był jedynym superbohaterem który trafił do kin, konkurencyjne DC Comics zaprezentowało filmowe przygody swoich najbardziej prominentnych herosów jak Superman i Batman. W kolejnych latach postacie DC Comics nadal gościły na ekranie, tymczasem dla Marvela nastały chude czasy. Sytuację starano się zmienić w latach 70., ale o ile za DC stało studio Warner Bros., co zaowocowało wysokobudżetową ekranizacją przygód Supermana z 1978 roku, to Marvel miał miej szczęścia i często trafiał na studia nie potrafiące sklecić hitu. Powstały wtedy takie „dzieła” jak Dr Strange, Captain America, Spider-man czy Incedible Hulk. Większość z tych filmów była skierowana na rynek telewizyjny, czy też były bezpośrednio powiązane z serialami. W latach 80. DC nadal odnosiło sukcesy, Superman II okazał się ogromnym sukcesem, powstały kolejne, już nie tak dobre części, a jak Superman zaczął niedomagać, to pojawił się kolejny wielki hit, czyli mroczny Batman z 1989 roku. Zaryzykowano nawet z mniej znaną postacią, i dwa filmy Swamp Thing pozytywnie zaskoczyły widzów. Tymczasem Marvel nadal doił Hulka, a pierwszy wysokobudżetowy film Howard the Duck okazał się ogromną klęską. Udał się w miarę The Punisher, choć daleko było mu do hitu, a widzowie otrzymali jedynie klasyczne kino akcji ery VHSu.
Lata 90. to niestety już klęska za klęską i to dla obu obozów. DC zachwyciło jeszcze filmem Batman Returns, ale kolejne części zaczęły odchodzić od mrocznej stylistyki, co nie wyszło najlepiej. Marvel tymczasem zaprezentował ostatniego Hulka z serii, próbował z X-men, Fantastic Four, Captain America a nawet z Nickiem Fury. Ani jeden z tych filmów nie spotkał się z dobrym przyjęciem, a Fantastic Four nawet nie trafił do oficjalnej dystrybucji. Nic nie zwiastowało, że filmy z superbohaterami zdobędą popularność.

Jednak w 1998 roku pojawił się Blade, który okazał się zaskakująco dużym hitem. Co prawda niekoniecznie to zasługa podwaliny komiksowej, gdyż Blade nie był kojarzony z tym medium, ale coś w temacie się ruszyło. Kolejny film otrzymał odpowiedni budżet i już w 2000 roku na dużym ekranie zadebiutowała grupa X-men. Ogromny sukces tej produkcji bezpośrednio sprawił, że Sony dzierżąc prawa do uniwersum Spider-mana dało zielone światło produkcji z tym bohaterem. W 2002 roku Spider-man zawojował kina, doskonałe przyjęcie Pajączka spowodowało, że Hollywood na poważnie zainteresował się produkcjami superbohaterskimi. Kontynuacje Spider-man 2 i X-men 2 okazały się jeszcze lepszymi filmami niż części pierwsze! Nastąpił wysyp filmów w tej tematyce, i jak to często bywa, nie wszystko się udało. Daredevil i jego spin-off Electra, Ghost Raider, The Fantastic Four, The Punisher, Man-Thing, The Hulk zbierały już mieszane opinie. Blade także z każdą kolejną częścią coraz mniej podobał się miłośnikom kina. Doszło do sytuacji, że trzecie części Spider-mana i X-men także nie zostały zbyt dobrze przyjęte! Marvel obawiając się zapaści na rynku, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce, tym bardziej, że wtedy nie posiadał praw do ekranizacji większości postaci komiksowych. Powstaje Marvel Studios.

Marvel Studios zostało utworzone w 2005 roku z początku we współpracy z Paramount Pictures w roli dystrybutora, na jego czele stanął Avi Arad. Od początku założenia co do kręconych filmów były jasno sprecyzowane: wpierw miały powstać obrazy poświęcone różnym bohaterom, a następnie losy tych postaci miały zostać splecione we wspólnym filmie. I w tym tkwi ogromna siła i potencjał Marvel Cinematic Universe: uniwersum jest spójne, poszczególne filmy, mimo że bez problemu bronią się jako autonomiczne dzieła, to jednocześnie wzajemnie się dopełniają i rozbudowują samo uniwersum. Mimo to Arad nie do końca wierzył w powodzenie takiego projektu i wkrótce ustąpił ze stanowiska, a od 2007 roku na czele Marvel Studios stoi Kevin Feige, wcześniej prawa ręka Arada, który jednocześnie jest producentem wszystkich filmów MCU, i dba o spójność świata oraz o wątki które się w nim pojawiają. Patrząc na popularność poszczególnych filmów, swoją pracę wykonuje perfekcyjnie. Warto nadmienić, że start MCU był dość ryzykowny, na ekran mogły trafić tylko postacie, do których prawa filmowe dzierżył Marvel Studios, a niestety w tej grupie nie było tak popularnych herosów jak Spider-man czy X-meni. Sięgnięto więc po grupę Avengers, i zgodnie z przyjętą na początku zasadą, wpierw zaprezentowano widzom filmy poświęcone poszczególnym członkom drużyny, a punktem kumulacyjnym stało się wspólne widowisko z 2012, pod jakże oczywistym tytułem: Avengers. W 2009 roku Walt Disney Company nabyło Marvel Entertainment, czego bezpośrednim następstwem było trafienie Marvel Studios pod skrzydła Walt Disney Studios, a po paru przepychankach Kevin Feige umocnił tylko swoją pozycję. Ekspansja Disneya trwała, i w 2017 roku Walt Disney Company zakupił studio 20th Century Fox, co spowodowało powrót praw do ekranizacji przygód postaci ze światów m.in X-men i Fantastic Four do Marvela. Marvel Studios także nawiązał współpracę z Sony, na mocy której prawa do tej postaci nadal należą do Sony, ale Spider-man może pojawiać się w filmach MCU, a samodzielne produkcje Sony z tą postacią należą do MCU i gościnnie pojawiają się w nich postacie z pozostałych filmów. Ciekawa współpraca, z zyskiem dla każdej strony, także dla widzów.


Kevin Feige

Marvel Cinematic Universe odniosło ogromy sukces, co zaowocowało na obecną chwilę ponad dwudziestoma filmami wchodzącymi w skład jednego spójnego świata! Niestety DC, niegdyś rządzące w kinach, mimo wielu prób, nadal nie może odnaleźć się na dużym ekranie i kolejne ekranizacje przygód bohaterów z tego uniwersum nie mogą pochwalić się takimi sukcesami jak obrazy Marvela.

Prawa do postaci.

Z prawami do postaci, lekko mówiąc, jest sporo zamieszania. Wydawnictwo Marvel, przez lata istnienia, dorobiło się potężnej bazy charakterystycznych postaci, z których wiele wręcz skradła serca czytelników i stała się niezwykle popularna. Widząc potencjał, Marvel chętnie udzielał licencji na swoich bohaterów. W przypadku obrazów kinowych był to dość lukratywny interes, nie dość, że zapewniał wydawnictwu zastrzyk gotówki, to jeszcze dodatkowo popularyzował dane postacie, co napędzało sprzedaż komiksów, ale też zwiększało wartość samej marki. Oczywiście, o ile dany film się udał, a z tym bywało różnie. Wydawnictwo przeżywało lepsze i gorsze chwile, pod koniec lat 90. zeszłego wieku bliskie było nawet bankructwa, i wtedy właśnie m.in. sprzedaż praw autorskich pozwoliła Marvelowi przeczekać gorsze czasy.

Sprzedaż praw do danych postaci wiąże się z dwoma bardzo ważnymi kwestiami. Pierwszą są zazwyczaj wytyczne co do obecności danej marki na ekranie, czyli po prostu licencjobiorca zobligowany jest co określony czas wypuszczać nowy film. Jeżeli termin minie, a film nie powstanie, prawa wracają do licencjodawcy (w uproszeniu, szczegóły umowy są objęte tajemnicą). Ofiarą tej praktyki jest choćby marka The Fantastic Four, w przypadku której w 1994 roku powstał film stworzony tylko po to, by studio nie straciło praw! Drugą kwestią jest zakres do wycinka ogromnego uniwersum Marvela. Kupując prawa do danej postaci czy grupy, licencjobiorca nabywa także prawa do określonej grupy postaci, będących bezpośrednio powiązanych z danym bohaterem/bohaterami. Tak wiec licencjodawca nabywa prawa także do sporej gromady postaci zarówno pozytywnych (wchodzących w skład danej grupy/ będących przyjaciółmi czy też towarzyszami bohatera), ale też ogromnej bazy przeciwników. Zazwyczaj jest to powiązane z faktem na kartach jakiej serii komiksowej pierwszy raz pojawiła się dana postać/bohater/wróg, ale dokładne kwestie regulują umowy, a nieścisłości czy niejasności kończą się zazwyczaj batalią prawników… I nie ma się co dziwić, wszak chodzi o wielkie pieniądze.
Przez lata Marvel rozsprzedał prawa do najróżniejszych postaci, takie marki jak Blade, Daredevil, Ghost Rider, Punisher należały do rożnych studiów, jednak ostatecznie powróciły do Marvela. Poważnym zgryzem dla wydawcy była grupa X-men. Prawa do tego uniwersum posiadał 20th Century Fox i bacznie ich pilnował przez lata. I nie ma się co dziwić, wszak prawa do X-men to automatycznie prawa do wszystkich mutantów którzy wchodzili w skład tej grupy, ale także takich grup jak X-Factor, X-Force czy New Mutants i inne. Do tego dochodzą postacie powiązane oraz szerokie spektrum wrogów. Uniwersum mutantów jest wszak przeogromne. Przy okazji wychodzą różne zawirowania wokół np.: takich postaci jak Deadpool, który nie jest mutantem, ale prawa do niego należą także do Foxa. Powiązane jest to z debiutem komiksowym Deadpoola, który odbył się na łamach serii New Mutants, występował też jako członek X-Force, a jego zdolności regeneracyjne pochodzą od Wolverine’a. Jeszcze większe zamieszanie nastąpiło przy okazji postaci Scarlet Witch i Quicksilvera, którzy są mutantami, co prawda debiutowali na łamach serii X-Men, ale przez lata w komiksowym światku funkcjonowali jako członkowie grupy Avengers. Po batalii prawników Marvel i 20th Century Fox doszli do porozumienia. Marvel może używać postaci, ale z zastrzeżeniem, że nigdzie nie wspomni, że są mutantami, natomiast 20th Century Fox także może ich zaprezentować w swoich filmach, ale bez wspomnienia o ich przynależności do Avengers. Tak szczerze, nie mam pojęcia, po co takie ograniczenia, i tak naprawdę czy mają jakiekolwiek znaczenie dla zwykłego widza, oprócz wprowadzania oczywistego zamieszania. Jako ciekawostka, w filmie Captain America: Civil War z 2016 roku pojawia się określenie mutant, ale w odniesieniu do innej postaci, można w sumie potraktować to jako delikatny przytyk Marvela w stosunku do Foxa. W świecie komiksowym „porozumienie” miało swoje reperkusje w postaci ogłoszenia, że Magneto, uważany dotychczas za ojca Scarlet Witch i Quicksilvera tak naprawdę nie jest z nimi spokrewniony! Zmiana ewidentnie wprowadzona na siłę, zresztą została mocno skrytykowana przez fanów. Obecnie, po wykupieniu studia 20th Century Fox przez Walt Disney Company, kończy się era X-men od Foxa, a co będzie dalej, zobaczymy. Z pewnością Disney zadba o odpowiednie przedstawienie mutantów w ramach Marvel Cinematic Universe. Wraz z X-menami wróciły do Marvela także prawa do The Fantastic Four, czyli także sporego zaplecza ciekawych postaci.

Prawa do postaci Spider-mana należą do Sony Pictures Entertainment, co pociąga także posiadanie praw przez to studio do wręcz ogromnego świata najróżniejszych bohaterów, a przede wszystkim świetnie wykreowanych złoczyńców. Do tego marka Spider-man jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najpopularniejszych, co przenosi się na sprzedaż wszelkich produktów nią sygnowanych. W 2002 roku na ekranach pojawił się film Spider-Man, który spodobał się publice i zebrał bardzo dobre recenzje. Jeszcze lepiej było z kontynuacją z 2004 roku. Spider-Man 2 okazał się ogromnym hitem, a studio patrzyło z nadzieją w przyszłość. I coś nie zagrało przy części trzeciej, która mimo nie najgorszych wyników finansowych, została niezbyt dobrze przyjęta zarówno przez krytyków jak i widzów. Siła marki zastała nadszarpnięta, a Sony Pictures zdecydowało się na restart. Ten nastąpił w 2012 roku. The Amazing Spider-Man spodobał się, a Sony od razu rozpoczęło planowanie stworzenia całego uniwersum. Pojawiły się zapowiedzi nie tylko kontynuacji, ale też osobnych filmów poświęconych złodziejce Black Cat, Symbiontom, czy grupie złoczyńców Sinister Six. The Amazing Spider-Man 2 z 2014 roku był niezłym filmem i nie wypadł źle w Box Office, ale Sony spodziewało się lepszych recenzji, a także wyników finansowych. Uniwersum Pająka zanim dobrze powstało zaczęło chwiać się w posadach. Sony dodatkowo borykało się z kłopotami finansowymi, stąd też inwestycja niemałych pieniędzy w kolejny film w przypadku niepowiedzenia mogłaby okazać się katastrofalna w skutkach dla studia. Stając przed widmem stracenia z czasem praw do postaci, stała się rzecz niezwykła. Doszło do porozumienia Sony Pictures z Marvel Studios. Było to na rękę obu podmiotom: Sony nie zostało zupełnie odsunięte od postaci, a Marvel zadba o obecność Pajączka na dużym ekranie, a przez to, automatycznie zadba o jego odpowiednią popularność. Nie dla radochy fanów, a z czysto biznesowego punktu widzenia. Co prawda Sony posiadało prawa do filmowych adaptacji Spider-mana, ale to Marvel cały czas dysponuje prawami do wykorzystania wizerunku postaci na wszelkich produktach skierowanych głównie do dzieci i młodzieży. A że marka ta jest niezwykle silna, mowa tu wręcz o ogromnych pieniądzach, tak wiec Marvelowi jest na rękę, by cały czas Spider-man był obecny w kinie, i by były to filmy dobre, gdyż to po prostu przekłada się na sprzedaż zabawek, figurek, piórników, plecaków, kolorowanek, zeszytów, długopisów i tysiąca innych pierdół. Obecnie Spider-man dołączył do Marvel Cinematic Universe i pojawia się w filmach wchodzących w skład tego uniwersum produkowanych przez Marvel Studios, natomiast Sony będzie mogła wykorzystać w filmach o Spider-manie postacie z MCU, a do tego przy ich realizacji „pomoże” Kevin Feige.

Marvel, filmowa spuścizna.

Mimo, że kino superbohaterskie ma wielu przeciwników, także wśród uznanych ludzi Hollywood, takich jak choćby Martin Scorsese, to nie można odmówić mu widowiskowości, która idealnie wypada na dużym ekranie, ale też filmy te coraz częściej zahaczają o klasyczne gatunki kinowe i poruszają poważniejsze problemy. A do tego bezsprzecznie zostały umiłowane przez widzów, o czym świadczą coraz to nowe rekordy frekwencyjne, co przekłada się także na astronomiczne zyski. Jednak zanim Marvel Cinematic Universe zdominowało kina, droga Marvela do sukcesu była dość wyboista, i wśród wielu sukcesów także znalazło się sporo porażek, zarówno finansowych, jak i wizerunkowych.

Przejdźmy do samych filmów, jako że jest tego trochę, by całość była bardziej spójna, zastosowałem podział wg postaci, wpierw poświęcając miejsce najróżniejszym bohaterom, by w końcu dojść do Spider-mana, X-men oraz samego MCU. Przy każdym filmie zamieszczam takie informacje jak budżet i wynik z box office (zazwyczaj na podstawie Box Office Mojo, w milionach dolarów), osobę reżysera wraz z wymienieniem jego innych produkcji, cameo Stana Lee oraz opis sceny po napisach.

Prawie Avengers

Lista filmów:

Captain America (1944)
Captain America (1979)
Captain America II: Death Too Soon (1979)
Captain America (1990)
The Incredible Hulk Pilot Movie (1977)
The Return of The Incredible Hulk (1977)
The Incredible Hulk Married (1978)
The Incredible Hulk Returns (1988)
The Trial of the Incredible Hulk (1989)
The Death of the Incredible Hulk (1990)
Hulk (2003)
Dr. Strange (1978)
Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D. (1998)

 

Captain America

data premiery: 1944
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Elmer Clifton, John English

Pierwszym filmem przedstawiającym perypetie superbohatera ze stajni Marvela (wtedy jeszcze Timely Comics), był Captain America, a debiut ten nastąpił już w 1944 roku! Oczywiście, nie obyło się bez zmian w stosunku do komiksowego pierwowzoru. Kapitanem był prokurator Grant Gardner, i mimo że przywdziewał fikuśne wdzianko, to charakterystyczną tarczę zamienił na zwykły pistolet! Film tak naprawdę był serialem kinowym, składającym się z piętnastu rozdziałów, każdy trwał około 15 minut, pierwszy odcinek był dłuższy o 10 minut. Każdy rozdział, oprócz oczywiście ostatniego, kończył się cliffhangerem. Albo Kapitan, albo ktoś z jego towarzyszy, nagle stawał w obliczu poważnego zagrożenia, a jak cała sytuacja się rozwiązywała, dowiadywaliśmy się w pierwszych minutach kolejnego rozdziału. Niestety, zazwyczaj sytuacje wyglądały tak, że mieliśmy ujęcie na Kapitana w jakimś budynku, po czym pokazywano, jak budynek ten wybuchał. Kolejny odcinek powtarzał te sceny, ale w między czasie okazywało się, że Kapitan spokojnie zdążył opuścić miejsce zagrożenia. Tani chwyt, niestety sporo nadużywany, przez co kolejne sytuacje nie budziły już takiego napięcia, bo i tak wiemy, że twórcy mają jakąś scenkę w zanadrzu. Sama konstrukcja odcinków była dość prosta, najpierw trochę gadania, zarysowanie sytuacji i zaczynała się akcja. I trzeba przyznać, całkiem nieźle to wypadało! Mamy sporo scen walki, głównie przysłowiowe „lanie się po pyskach”, nasz Kapitan także dość często obrywa, sam jednak nie ma obiekcji przed bezkompromisowym podejściem do przeciwników, nawet zdarzy mu się jakiegoś złola zrzucić z klifu czy okna wieżowca. Trzeba przyznać, jak na czasy kiedy powstał, film był dość brutalny, pojawiły się choćby sceny tortur. Do tego nieźle wypadają efekty specjalne, sporo tu wybuchów, jest nawet zawalający się wieżowiec, a na deser otrzymujemy całkiem nieźle sfilmowane pościgi samochodowe!

Captain America

data premiery: 1979
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Rod Holcomb

Captain America z 1979 roku, jak sporo ekranizacji Marvela z tamtych lat, był filmem telewizyjnym nie najwyższej jakości. Film jest nudny, przegadany, choć parę scen akcji się tu oczywiście znalazło, w tym pojedynek Kapitana na motocyklu z helikopterem. Sam Kapitan, w tej roli Reb Brown, nie obudził się z dłuższego snu, choć motyw z otrzymaniem serum potęgującym możliwości fizyczne już tutaj występuje. Nasz bohater otrzymuje jeszcze odpowiednio stylizowany motocykl z napędem rakietowym, strasznie kiczowaty kostium, z kaskiem motocyklowym w komplecie, co prezentuje się niezbyt dobrze. Jest też tarcza! Półprzezroczysta, wygląda jakby była wykonana z najtańszego plastiku, czy wręcz folii! Ale za to posiada właściwości bumerangu. Film straszny, ciężki w odbiorze, choć z niektórych scen można się pośmiać, a i znalazło się tutaj parę przyzwoitych popisów kaskaderskich.

Captain America II: Death Too Soon

data premiery: 1979
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Ivan Nagy

Bezpośrednia kontynuacja wcześniejszego filmu z Rebem Brownem, o dziwo, kapkę lepsza. Dzieje się z pewnością więcej, Kapitan używa wreszcie tarczy jako bumerangu, biega po plaży, walczy z wózkami widłowymi, rzuca motorem i sam skacze jak kangur. I jeszcze dodatkowo lata na lotni. W roli szwarccharakteru wystąpił Christopher Lee, co można jak najbardziej potraktować za plus, a tych jest niestety niewiele w tym wątpliwej jakości „dziełku”.

Captain America

data premiery: 1990
budżet: ok 3$, Box Office: ?$
reżyseria: Albert Pyun

Kolejny film poświęcony Kapitanowi opowiada całą historię na nowo, i trzeba przyznać, zaczyna się całkiem nieźle. Mamy spokojną, nastrojową scenę, bo dość szybko przejść do brutalnej akcji, jednak później zaczyna się już totalna błazenada. Pojawia się nasz Kapitan (Matt Salinger), jest motyw z serum, po zaaplikowania którego bohater od razu trafia na front. Dostaje też swoje wdzianko z nieodłączną tarczą. Tarcza zresztą znowu wygląda strasznie plastikowo, natomiast kolorystyka kostiumu zostaje odpowiednio skomentowana. Szybko dochodzi do konfrontacji z Red Skullem (Scott Paulin), i trzeba przyznać, że to się da jeszcze oglądać, choć nasz Kapitan niestety okazuje się strasznym cieniasem. Co owocuje przywiązaniem go do rakiety, która to wystrzelona zostaje prosto w Biały Dom. Bzdury mnożą się w strasznym tempie, w końcu jednak Kapitan popada w lodowy sen na Alasce. Po pobudce wiele lat później szybko wraca do sił, choć niestety najwyraźniej nie w pełni umysłowych. Próbuje rozmawiać po angielsku z osobami które wyraźnie mu mówią, że nie znają tego języka, nie potrafi pstryknąć guziczka by włączyć „magnetofon”, do tego nabawił się brzydkiego nawyku robienia w konia osób, z którymi jedzie samochodem i umiłował sobie podprowadzanie takich pojazdów. Oczywiście nie zabrakło Red Skulla, dla którego czas był łaskawy i wybielił mu buźkę. Do całości bzdur dochodzi niestety słaby montaż i reżyseria, a same sceny walk czy pościgów samochodowych wypadają gorzej, niż w adaptacji z 1944 roku! Ogólnie, oba Kapitany z 1979 i niniejszy nadają się tylko dla prawdziwych miłośników kiczowatego kina.

The Incredible Hulk Pilot Movie

data premiery: 1977
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Kenneth Johnson

Pierwszy film z Hulkiem był tak naprawdę pilotem serialu emitowanego w latach 1978-1982, który w sumie doczekał się ponad 80 odcinków i przy okazji paru filmów. I nie bez przyczyny, gdyż wśród zalewu przeciętnych adaptacji z tamtych lat, Hulk znacznie się wyróżnia na plus. Już w samym pilocie widać wyraźnie, że tak jakby wszystko tutaj jest zrobione z większym polotem, scenariusz bardzo nie razi, aktorstwo stoi na bardzo przyzwoitym poziomie, także montaż i reżyseria sprawiają bardzo dobre wrażenie. Bill Bixby idealnie wypadł jako Dr David Bruce Banner. Właśnie, mimo, że nasz doktor w pełni przedstawia się jako David Bruce Banner, to głównie używa imienia David. Zresztą takich małych zmian było więcej. Doktora nawiedzają koszmary z powodu traumatycznych przeżyć, co bezpośrednio prowadzi do zainteresowania się tematem zwiększenia możliwości ludzkiego ciała pod wpływem gniewu. Nie mamy tutaj żadnego wybuchu, a David przeprowadza po prostu na sobie eksperyment z wykorzystaniem promieniowania gamma, którego wynikiem jest uwolnienie jego „złego ja” w postaci zielonego potwora. Sama przemiana zrealizowana została z pomysłem, mamy zbliżenie na oczy doktora, po czym widzimy, jak poszczególne części jego garderoby pękają, a spod nich wyłania się zielona skóra, i nagle na ekranie pojawia się Hulk! Czyli kulturysta, no i w sumie aktor, Lou Ferrigno, który w rozczochranych włosach i pomalowanej na zielono skórze ryczy, wścieka się i rozwala co popadnie. Biorąc pod uwagę postawę i budowę Ferrigno, więcej charakteryzacji nie było potrzebne. Pod koniec filmu Banner zostaje uznany za zmarłego, a tak naprawdę wyrusza w podróż, której celem jest uwolnienie się od swojej potwornej natury, wydarzenia te możemy śledzić we wspomnianym serialu i paru kolejnych filmach.

The Return of The Incredible Hulk (Death in the Family)

data premiery: 1977
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Alan J. Levi

Niniejszy film to tak naprawdę dwa odcinki serialu połączone w jedną całość. Przedstawia historię, w której David Banner, oraz oczywiście Hulk, pomagają pewnej kalekiej dziewczynce. Nieco infantylne, ale warto sięgnąć po film choćby dla scen, gdy Hulk próbuje pić alkohol, czy uprawia zapasy z niedźwiedziem.

The Incredible Hulk Married

data premiery: 1978
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Kenneth Johnson

Pilot drugiego sezonu, niestety będący w sporej części powtórzeniem głównej struktury z pilota całego serialu. Banner tym razem szuka pomocy w hipnozie. Co warto zauważyć, z naszego doktorka jest niezły amant, a jak pokażą kolejne filmy i serial, zdobędzie serce niejednej pięknej pani.

The Incredible Hulk Returns

data premiery: 1988
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Nicholas Corea / Bill Bixby

Mimo zakończenia emisji serialu w 1982 roku, Hulk powrócił w pełnoprawnych filmach telewizyjnych. The Incredible Hulk Returns jest wart szczególnie polecania, gdyż na gościnny występ wpadł tutaj Donald Blake, będący w posiadaniu pewnego młota, za pomocą którego może przyzwać samego Thora! Oczywiście pierwsze spotkanie Hulka i Thora kończy się, jakże by inaczej, sporą nawalanką, by w końcu panowie zjednoczyli siły wobec wspólnego wroga. Schemat doskonale znany z komiksów, na ekranie wypada nadspodziewanie dobrze. Spora tu zasługa samej postaci Thora, wprowadzającej sporo humoru gdy stara się odnaleźć w naszych czasach. Oczywiście najbardziej podobają mu się napitki z odpowiednią dawką procentów, piękne kobiety, bijatyki i… prysznic. Film naprawdę wart obejrzenia!

The Trial of the Incredible Hulk

data premiery: 1989
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Bill Bixby

Kolejny film ponownie prowadzi do niezwykłego spotkania, tym razem na gościnnych występach pojawił się sam Matt Murdock czyli Daredevil! Jak widać, tytuł nie był przypadkowy, choć niezbyt dobrze oddaje treść opowieści. Bohaterowie jednoczą siły wobec wspólnego wroga, czyli w tym przypadku Kingpinowi, w tej roli lubiany aktor John Rhys-Davies. Daredevil niestety nie jest tutaj zbyt doświadczony, tak więc za wiele nam nie zaprezentuje, natomiast z Kingpina zrobiono maniaka przekazów audio-wizualnych, co także wypada dość dziwnie. Do tego na deser otrzymujemy statek prosto ze Star Treka. Prawdziwą wisienką filmu jest pierwsze w historii cameo Stana Lee! Gościnne występy superbohaterów w tamtych czasach ograniczyły się tylko niestety do postaci Thora i Daredevila w filmach z Hulkiem. W wielu zestawieniach, które można znaleźć w internecie, pojawia się także postać Iron-mana, co jest jednak sporym błędem. Owszem, w 1977 roku premierę miał film Exo-man w którym możemy zobaczyć żelazny i bardzo śmieszny kostium, ale sam film nie miał nic wspólnego z franczyzą Marvela, choć niewątpliwie w aż nazbyt oczywisty sposób chciał do niej nawiązywać.

Stan Lee: Członek rady przysięgłych

The Death of the Incredible Hulk

data premiery: 1990
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Bill Bixby

Ostatni film z cyklu o Hulku z nieco zbyt wymownym tytułem. David pracuje jako sprzątacz w laboratorium nocami pomagając pewnemu profesorowi. I oczywiście, znowu pojawiają się ci źli, a Hulk szaleje. Jest tutaj parę niezłych scen, choć także nieco za bardzo momentami doskwiera nuda. Zakończenie może nie wypadło tragicznie, ale niestety film nie porywa. Dla Lou Ferrigno jednak przygoda z Hulkiem jeszcze się nie skończyła, zaliczył gościnne występy w adaptacjach z 2003 i 2008 roku, a dodatkowo dubbinguje Hulka z MCU.

Hulk

data premiery: 2003
budżet: 137$, Box Office: 245$
reżyseria: Ang Lee (Brokeback Mountain, Wo hu cang long, Sense and Sensibility)

Hulk z 2003 roku wzbudził mieszane odczucia. Sporo tutaj sprzeczności i nierównego poziomu. Reżyser pragnął zachować stylistykę komiksu, jednocześnie chciał skupić się na relacjach między bohaterami. Żaden z tych elementów niestety nie zagrał do końca, do tego film jest nazbyt rozwleczony. Zabawa z konwencją komiksu, czyli pokazywanie kadrów na ekranie było ciekawym zabiegiem, jednak nadużywane zaczyna w końcu nużyć. Także nierówne są efekty specjalne, niektóre sceny potrafią zrobić wrażenie, a niektóre znowu straszą sztucznością. Warto zwrócić uwagę na obsadę, choć Eric Bana jako Bruce Banner wypadł mało przekonująco, a Jennifer Connelly jako Betty Ross raczej nie porywa, to już Sam Elliott jako Generał Ross i Nick Nolte jako Ojciec Bruce’a Bannera brylują na ekranie. Nie jest to strasznie zły film, ale sporo jednak zabrakło do wielkiego hitu.

Stan Lee: Strażnik, wychodzi z budynku w towarzystwie Lou Ferrigno!
Scena po napisach:

Dr. Strange

data premiery: 1978
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Philip DeGuere Jr.

Postać Dr Stephena Strange’a zadebiutowała na szklanym ekranie już w 1978 roku. Film nazywał się po prostu Dr Strange i miał pełnić rolę pilota w końcu niezrealizowanego serialu. Niestety, gdyż o dziwo film nie wypadł aż tak źle, o ile przecierpimy charakterystyczny „styl” obrazów z tamtych lat. Zresztą podobno sam Stan Lee stwierdził, że Dr Strange to najlepszy film oparty na jego twórczości, ze wszystkich, które wtedy kręcono. Ale w sumie, co miał powiedzieć, jak nie zachwalać filmów, których pojawienia się tak pragnął? Oczywiście wprowadzono sporo zmian w stosunku do komiksowego pierwowzoru, sam Doktor nie jest tutaj chirurgiem a psychiatrą, nie ma żadnych traumatycznych przeżyć związanych z wypadkiem. Za to nosi dumnie charakterystyczny dla tamtych lat wąs. Pojawia się Wong (w garniturze!) i Mistrz, a po drugiej stronie straszy gumowaty potworek i Morgan LeFay, która „jest kobietą i ma swoje potrzeby”. Da się obejrzeć, ale sporo tu dłużyzn, a sam Doktor przez większość czasu paraduje w kitlu niż w stylizowanym stroju, który zresztą prezentuje się strasznie kiczowato.

Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D.

data premiery: 1998
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Rod Hardy

David Hasselhoff zasłynął rolami w takich kultowych serialach jak Nieustraszony czy Słoneczny patrol. I być może pojawiła się kolejna szansa na hitowy serial, gdyż film Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D. z 1998 roku był planowany jako pilot serialu, który w końcu nie powstał. A szkoda, gdyż Hasselhoff jako Nick Fury wypada naprawdę bardzo przyzwoicie. Jest cyniczny, za nic ma regulaminy, a sprawy załatwia szybko i skutecznie. Do tego słowa cedzi przez zaciśnięte zęby, a w samych ustach oczywiście trzyma obowiązkowe cygaro. Także główna zła, czyli Sandra Hess jako Andrea Von Strucker wypada doskonale. Nosi fikuśne stroje i fryzury, robi miny, krzyczy, straszy, dąży po trupach do ustalonego celu. I do tego diabolicznie się śmieje. Strasznie to wszystko groteskowe, ale idealnie sprawdza się w tej konwencji. Oczywiście scenariusz jest pełen bzdur i głupotek, a efekty specjalne straszą, ale mimo to warto poświęcić filmowi chwilę.

Kurioza

Lista filmów:

Howard the Duck (1986)
Man-Thing (2005)

Howard the Duck

data premiery: 1986
budżet: 37$, Box Office: 38$
reżyseria: Willard Huyck

Howard the Duck to obraz specyficzny. Mimo że Kaczor, a raczej kosmita, nie nosi trykotu, to jednak jest silnie powiązany z uniwersum Marvela. Adaptacja miała dysponować sporym budżetem, do tego produkcją zajął się sam George Lucas. Film jednak nie przypadł widzom do gustu i od razu po premierze okrzyknięty został za jedną z najgorszych adaptacji komiksów. Za sporą wadę można uznać, że tak naprawdę nie wiadomo, do kogo jest skierowany. Dorosłych straszyć będzie infantylność, kicz, dziwactwa, sporo także po prostu dziecinnych scen. Puszczając film dzieciakom należy pamiętać, że mamy tu dziwaczną kaczą nagość (i to już w pierwszych minutach!), a także mizdrzenie się z wypiętymi pośladkami do tytułowego Kaczora. Na szczęście urocza Lea Thompson pokazuje tutaj nie tylko swoje wdzięki, a jej rola naiwnej Beverly Switzler budzi sympatię. Także Jeffrey Jones jako Doktor Jenning wypada bardzo fajnie, ale jego postać momentami odczynia dziwaczne rzeczy na ekranie. No właśnie, sporo tu dziwactw, jednak nie wszystko jest tutaj bardzo złe, a spory budżet i doświadczona ekipa gwarantują jednak przyzwoite ujęcia i całkiem niezłe efekty specjalne.

Man-Thing

data premiery: 2005
budżet: podobno 30$, Box Office: 1$
reżyseria: Brett Leonard (The Lawnmower Man)

Man-Thing niestety nie skorzystał z dość niezłego i mocno klimatycznego komiksowego pierwowzoru i formą przypomina prymitywny horror z serii „coś po kolei wykańcza bohaterów”, do tego sama postać Man-Thinga została wręcz tutaj sprofanowana. Aktorstwo nie zachwyca, realizacja stoi na bardzo niskim poziomie, a do tego otrzymujemy bzdurny scenariusz. Potworek, dosłownie. A należy pamiętać, że film ten powstał w 2005 roku, a wygląda jak relikt z zeszłego wieku.

Stan Lee: Jego zdjęcie jest przyczepione na tablicy z zaginionymi osobami.
Scena po napisach:

Mroczny świat

Lista filmów:

The Punisher (1989)
The Punisher (2004)
Punisher: War Zone (2008)
Blade (1998)
Blade II (2002)
Blade: Trinity (2004)
Blade: House of Chthon (2007)
Daredevil (2003)
Elektra (2005)
Ghost Rider (2007)
Ghost Rider: Spirit of Vengeance (2011)

The Punisher

data premiery: 1989
budżet: ok 9$, Box Office: ?$
reżyseria: Mark Goldblatt

The Punisher z Dolphem Lundgrenem w tytułowej roli to klasyczny przykład filmu akcji jakich wiele ukazało się w tamtych latach. I pod tym względem wypada bardzo przyzwoicie. Otrzymujemy starcie między mafią a yakuzą, do tego wszystkiego musiał oczywiście wplątać się nasz antybohater. Film jednocześnie unika nawiązań komiksowych, nie uświadczymy tutaj choćby charakterystycznego motywu czaszki. Jest rozpierducha, trup ściele się często, scenariusz mimo sztampy nie odstrasza, do tego od strony technicznej film zrealizowano bardzo poprawnie, choć niektóre sceny akcji wypadają słabo. Nawet dzisiaj pierwszy pełnometrażowy występ Franka Castle da się obejrzeć z pewną dozą przyjemności.

The Punisher

data premiery: 2004
budżet: 33$, Box Office: 54$
reżyseria: Jonathan Hensleigh (głównie scenarzysta: Jumanji, Die Hard: With a Vengeance, The Young Indiana Jones Chronicles, Armageddon)

Punisher z 2004 roku oczywiście nie jest kontynuacją poprzedniego filmu. Otrzymujemy tym razem kompletną historię, z przedstawioną genezą powstania tytułowej postaci. Mimo, że obraz opiera się na paru wątkach żywcem wyrwanych z dość znanych historii komiksowych, to nie obyło się bez zmian, jak choćby przedstawienie Franka Castle jako policjanta działającego pod przykrywką. Pewna misja idzie do końca po myśli, więc „ten zły” Howard Saint, w tej roli John Travolta, mści się. Co powoduje, że później mści się Frank. Wszyscy się mszczą… Niestety, mimo paru dobrych motywów scenariusz ogólnie niedomaga. Podczas produkcji nie wszystko szło jak powinno, podobno pierwotnie planowany budżet został obcięty i wiele scen było przepisywanych dosłownie „na kolanie”. Co zaowocowało przeciętnym filmem sensacyjnym. Na plus z pewnością wypada Thomas Jane, który w roli Punishera wypadł bardzo przekonująco.

Punisher: War Zone

data premiery: 2008
budżet: 35$, Box Office: 10$
reżyseria: Lexi Alexander (Hooligans, Johnny Flynton)

Pierwotnie film miał być kontynuacją Punishera z 2004 roku, a do swojej roli miał powrócić Thomas Jane. Jednak już na początku pojawiły się problemy realizatorskie, w tym podobno słaby scenariusz. W końcu powstał ponowny restart, a tym razem postawiono na widowisko mocne i bezkompromisowe, przeznaczone dla dorosłego widza. I pod tym względem wyszło całkiem niezłe, choć niestety nagromadzenie przesadnie brutalnych scen momentami zahacza wręcz o groteskę. Do tego pomimo przepisywania scenariusza, ten nie do końca podołał. Aktorsko jest przyzwoicie, Ray Stevenson jako Frank Castle wypada przekonująco, pojawia się w końcu Micro, w tej roli Wayne Knight, a Dominic West jako Jigsaw straszy swoją twarzą, a wraz z bratem, wprowadza na ekran sporo motywów szaleństwa. Dla fanów komiksów, i oczywiście postaci Punishera, film jest lekturą wręcz obowiązkową, jednak dla nieznających pierwowzoru może okazać się nieco niestrawny. Wszystko to przekuło się na ogromną klapę, szczególnie finansową. Niestety okazało się, że film dokładnie przenoszący postacie i watki z komiksu, oraz skierowany do dorosłego widza nie jest dobrą inwestycją dla producentów i przez kolejne lata większość produkcji celowała w nastoletniego widza oraz unikała trudnych czy kontrowersyjnych tematów, tak by nie zniechęcić do siebie żadnej grupy widzów.

Blade

data premiery: 1998
budżet: ok 45$, Box Office: 131$
reżyseria: Stephen Norrington

Blade z 1998 roku podczas premiery w ogóle nie był kojarzony z komiksowym pierwowzorem. Opowieść o pół-wampirze, pół-człowieku okazała się całkiem zgrabną i mroczną historią utrzymaną nieco w klimacie horroru. I to się sprawdziło, film zebrał ciepłe recenzje, a widownia dopisała. Być może spora tu zasługa obsady, wtedy jeszcze bardzo popularny Wesley Snipes idealnie wypadł w głównej roli, a do tego doskonale wtóruje mu Kris Kristofferson jako Abraham Whistler. Stephen Dorff jako Deacon Frost jest w porządku, choć jego rolę nieco popsuło sporo bzdur scenariuszowych. Sam scenariusz zresztą w wielu miejscach niedomagał, ale nie straszył na tyle, i nawet dzisiaj Blade’a przyjemnie się ogląda.

Stan Lee: Cameo zostało nagrane, ale nie trafiło do filmu. Stan Lee miał być policjantem.
Scena po napisach:

Blade II

data premiery: 2002
budżet: 54$, Box Office: 155$
reżyseria: Guillermo del Toro (Hellboy, El Espinazo del Diablo, El Laberinto de Fauno, The Shape of Water)

Pierwszy Blade okazał się hitem, na szczęście kontynuacja z 2002 roku, zatytułowana po prostu Blade II, nie zawiodła oczekiwań. Film broni się zarówno scenariuszem (choć oczywiście nie uniknięto pewnych idiotyzmów) jak i klimatem. Na stołku reżysera zasiadł charyzmatyczny Guillermo del Toro, a Wesley Snipes po raz kolejny idealnie sprawdził się w swojej roli. W obsadzie ponownie pojawił się Kris Kristofferson, a także Ron Perlman oraz Norman Reedus Scud, który lata później zyska sławę dzięki roli w serialu The Walking Dead. Dla osób przyzwyczajonych do kolorowego superbohaterskiego kina, mocna i podlana esencją horroru stylistyka może wydać się przesadzona, ale idealnie pasuje do przedstawionej opowieści.

Blade: Trinity

data premiery: 2004
budżet: 65$, Box Office: 132$
reżyseria: David S. Goyer (głównie scenarzysta, m.in. The Puppet Masters, Dark City, Nick Fury: Agent of Shield, Batman Begins, Ghost Rider: Spirit of Vengeance, Man of Steel, Terminator: Dark Fate)

Blade Trinity z 2004 roku, czyli trzecia część sagi, niestety okazał się filmem bardzo słabym, którego nawet nie ma co zestawiać z udanymi dwoma wcześniejszymi częściami. Mimo to obejrzeć nadal warto, zdarzają się lepsze momenty, ale ogólnie nie ma co liczyć na mocne wrażenia, a wątki komediowe miłośników cięższych klimatów mogą wręcz irytować. Warto zaznaczyć, że na plus należy potraktować nowe postacie, szczególnie dobrze wypada Jessica Biel jako Abigail Whistler oraz Ryan Reynolds jako Hannibal King. O Reynoldsie zresztą będzie jeszcze głośno w ramach superbohaterskiego gatunku.

Blade: House of Chthon

data premiery: 2007
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Peter O’Fallon

Kolejny Blade ustanawia akcję po wydarzeniach z trylogii choć jednocześnie jest swoistym restartem, także przez zmianę (niestety, na gorsze) głównego aktora, w rolę Blade’a wcielił się tym razem Sticky Fingaz. Film jednocześnie jest przemontowanym pilotem serialu, i całość wypada nawet znośnie, choć dużo poniżej przeciętnej. W ramach ciekawostki można obejrzeć, choć należy pamiętać, że stanowi całość z serialem, i jako osobny byt nie sprawdza się najlepiej.

Daredevil

data premiery: 2003
budżet: 78$, Box Office: 179$
reżyseria: Mark Steven Johnson (Ghost Rider)

Blade, X-men i Spider-man okazały się ogromnymi sukcesami, więc studia zaczęły łaskawym okiem patrzeć na adaptacje komiksów Marvela. Daredevil pierwotnie planowany był jako film z małym budżetem, ale widząc potencjalne zyski, producenci zdecydowali się na nieco większą inwestycję. Po premierze wzbudził jednak mocno mieszane uczucia, można wręcz powiedzieć, że powstała moda na obrzucanie go błotem! Nieco może niesłusznie, gdyż fakt, Daredevill był co najwyżej przeciętny, do tego straszyły momentami sztuczne efekty specjalne, ale posiadał także kilka niezaprzeczalnych atutów. Atuty te zostały uwypuklone w wersji reżyserskiej, to jeden z tych przypadków, że Director’s Cut naprawdę sporo daje i zmienia diametralnie odbiór filmu. Rozszerzono parę scen, dodano także kilka nowych, w tym przedstawiających proces sądowy Dante Jacksona, w którego wcielił się Coolio. Do tego usunięto wybrane sceny z romansem Matta i Elektry, w tym scenę łóżkową. Zmiany spowodowały, że scenariusz stał się bardziej logiczny, a dziury fabularne przestały razić. Co do samej obsady, to absolutnie nie raziła: Ben Affleck jako Daredevil i Jennifer Garner jako Elektra Natchios sprawdzili się (zdania są podzielone, ale da się ich oglądać), natomiast „ci źli” wypadli ponad przeciętną, widać że Colin Farrell jako Bullseye oraz Michael Clarke Duncan jako Kingpin dobrze bawili się na planie. Na ekranie pojawił się także Jon Favreau, jako Franklin „Foggy” Nelson. Warto obejrzeć, z zastrzeżeniem, że tylko i wyłącznie wersję Director’s Cut.

Czas trwania: wersja zwykła: 103 min, Director’s Cut: 133 min.

Stan Lee: Na pasach, zaczytany w gazecie.
Scena po napisach: Polowanie na muchę (w wersji reżyserskiej ta scena jest przesunięta przed napisy).

Elektra

data premiery: 2005
budżet: 43$, Box Office: 57$
reżyseria: Rob Bowman (Baywatch, The X Files, 21 Jump Street)

Bezpośrednia kontynuacja Daredevila, poświęcona postaci Elektry, w którą ponownie wcieliła się Jennifer Garner. Film odcina się nieco od swojego poprzednika, niestety postać Elektry nie wypada tutaj najlepiej, także przez bardzo drętwe aktorstwo. Wyszedł przeciętniak, może mający swoje lepsze momenty, ale całość niestety zupełnie nie porywa. Jak już szukać plusów, to można zaznaczyć występy sporej plejady „tych złych”, którym jednak poświecono nieco zbyt mało miejsca. Także ten film doczekał się wersji reżyserskiej, ale tym razem zmiany nie ratują odbioru całości.

Stan Lee:
Scena po napisach:

Ghost Rider

data premiery: 2007
budżet: 110$, Box Office: 228$
reżyseria: Mark Steven Johnson

Nicolas Cage jest wielkim miłośnikiem komiksów, nic więc dziwnego, że wcześniej czy później musieliśmy go zobaczyć w tego typu filmie. Wcielił się w Ghost Ridera, i całe swoje umiejętności ekspresyjne skutecznie przeniósł na ekran. Co jak często w przypadku tego aktora, prezentuje się przekomicznie. Do tego smali cholewki do Evy Mendes, która niestety na ekranie w ogóle nie zachwyca. Za to nieźle wypada Sam Elliott jako Caretaker oraz Peter Fonda jako Mephistopheles. Film mocno średni, momentami strasznie nudny, mający sporo problemów z prowadzeniem akcji, choć posiadający także mocniejsze elementy, a niektóre efekty specjalne prezentują się zaskakująco dobrze. Także w tym przypadku pojawiła się wersja reżyserska dodająca parę scen głównie z młodości Johnny’ego, przez co nieco uwypuklono jego relacje z ojcem.

Czas trwania: wersja zwykła: 105 min, Director’s Cut: 123 min.

Stan Lee:
Scena po napisach:

Ghost Rider: Spirit of Vengeance

data premiery: 2011
budżet: 57$, Box Office: 132$
reżyseria: Mark Neveldine / Brian Taylor (Crank, Gamer)

Bezpośrednia kontynuacja, ponownie wraca Nicolas Cage w tytułowej roli, na szczęście Eva Mendes dała sobie spokój, za to otrzymaliśmy uroczą Violante Placido. I jeszcze Idris Elba jako Moreau. Film ogólnie wypada dość dziwnie, scenariusz jest głupiutki i bardzo sztampowy, natomiast zaskakują naprawdę niezłe efekty specjalne oraz realizacja. Część scen zmontowano bardzo dynamicznie, w stylu teledyskowym, co akurat idealnie tutaj się sprawdziło. Ogólnie, oglądając film po latach, można zostać miło zaskoczonym, nie jest to aż tak złe, jak by się wydawało.

Stan Lee:
Scena po napisach:

The Fantastic Four

Lista filmów:

The Fantastic Four (1994)
Fantastic Four (2005)
Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer (2007)
Fantastic Four (2015)

The Fantastic Four

data premiery: 1994
budżet: ok 1$, Box Office: -$
reżyseria: Oley Sassone

Pierwsza aktorska adaptacja przygód najbardziej znanej rodziny Marvela to przykład ogromnego zamieszania i biznesowych rozgrywek. By studio nie straciło praw do postaci, trzeba było coś szybko nakręcić, więc realizację powierzono Rogerowi Cormanowi, mistrzowi w produkcji niskobudżetowych potworków, które często znajdywały swoich amatorów. Podobno nawet nie było w planach wprowadzenia filmu do obiegu, o czym nie wiedział ani reżyser ani aktorzy. Plotka także głosi, że po produkcji wszystkie kopie wykupił Avi Arad z Marvela, ale jak to zazwyczaj się dzieje, jakaś kopia wyciekła i dzięki temu sami możemy sprawdzić, z jakim „dziełem” mamy do czynienia. Realizatorsko fakt, film leży na całej długości, także efekty specjalne są na strasznie niskim poziomie. O dziwo jednak, znajdziemy tutaj parę plusów w tym przedstawienie postaci, szczególnie Bena Grimma, który nie może znaleźć swojego miejsca na świecie jako kamienny potwór. Także bardzo fajnie wypada wytłumaczenie, dlaczego akurat takie moce otrzymały poszczególne postacie. W ramach ciekawostki warto obejrzeć, choć potrzeba trochę samozaparcia.

Fantastic Four

data premiery: 2005
budżet: 100$, Box Office: 333$
reżyseria: Tim Story (Taxi, Shaft)

Po 2000 roku kino bohaterskie przeżywało rozkwit, efekty specjalne wreszcie umożliwiały odpowiednie przedstawienie komiksowej akcji, na ekrany zawitała więc także Fantastyczna Czwórka. Pod względem realizatorskim i efektów specjalnych film wypada bardzo dobrze, niestety, jak często bywało, nieco zawiódł scenariusz i przedstawienie postaci. Oko cieszy obsada, Jessica Alba w roli Susan Storm choć nie zachwyca zdolnościami aktorskimi, to ładnie prezentuje się na ekranie (i niestety jej rola sprowadza się głównie do ładnego wyglądania), natomiast Michael Chiklis jako Benjamin Grimm, a szczególnie późniejszy Kapitan Ameryka czyli Chris Evans jako Johnny Storm stworzyli niezłe kreacje. Ogólnie film przeciętny, lubiany być mieszany z błotem, ale podczas seansu daje trochę zabawy, więc absolutnie nie należy go definitywnie skreślać.

Stan Lee: Listonosz (Willie Lumpkin).
Scena po napisach:

Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer

data premiery: 2007
budżet: 130$, Box Office: 302$
reżyseria: Tim Story

Kontynuacja Fantastycznej Czwórki z 2005 roku utrzymała poziom jedynki, czyli ponownie otrzymaliśmy film mocno przeciętny, ale który jak najbardziej można obejrzeć. Niektóre rzeczy denerwują, są dziury scenariuszowe, a Galactus to pomyłka, ale jako niezobowiązujące kino akcji sprawdza się wyśmienicie. No i scena ze Stanem Lee jest wprost genialna!

Stan Lee: Jako Stan Lee próbuje dostać się na wesele.
Scena po napisach: Silver Surfer w przestrzeni.

Fantastic Four

data premiery: 2015
budżet: 120$, Box Office: 167$
reżyseria: Josh Trank (Chronicle)

Już pierwsze zapowiedzi nowej The Fantastic Four budziły niepokoje, pojawiały się głosy, że reżyser Josh Trank nie mógł znaleźć porozumienia z producentami. Po premierze zawrzało. Kłopoty podczas produkcji doskonale widać, nierówny scenariusz, dziwne przeskoki czasowe, niekonsekwencje strasznie raziły w oczy, widać, że obraz był wielokrotnie przemontowywany. Film został zgodnie zmieszany z błotem przez dosłownie wszystkich. Ani krytycy, ani widzowie nie pozostawili na nim suchej nitki. Obsada, scenariusz, reżyseria, nawet efekty specjalne, wszystkie te składowe zawiodły. Niniejsza pozycja została przechrzczona jako jedna z najgorszych adaptacji komiksów Marvela! Biorąc pod uwagę rok premiery, gdy kino superbohaterskie przeżywało rozkwit, należą się tylko gorzkie gratulacje.

Stan Lee:
Scena po napisach:

Spider-man

Lista filmów:

1) Spider-Man (1977)
2) Spider-Man Strikes Back (1978)
3) Spider-Man: The Dragon’s Challenge (1981)
4) Spider-Man (2002)
5) Spider-Man 2 (2004)
6) Spider-Man 3 (2007)
7) The Amazing Spider-Man (2012)
8) The Amazing Spider-Man 2 (2014)
9) Spider-Man: Homecoming (2017) (MCU)
10) Venom (2018)
11) Spider-Man: Far From Home (2019) (MCU)

1) Spider-Man

data premiery: 1977
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: E.W. Swackhamer

Najpopularniejszy bohater Marvela pojawił się w pełnometrażowej adaptacji swoich przygód już w 1977 roku. Jak to zwykle z Marvelem w tamtych latach bywało, powstał film telewizyjny, będący jednocześnie pilotem serialu, który w tym przypadku udało się zrealizować. Nie obyło się bez zmian w stosunku do komiksowego pierwowzoru, owszem, Petera gryzie napromieniowany pająk, pojawia się także Ciotka, ale zupełnie brak tu motywu śmierci Wujka Bena, tak więc rozmywają się motywacje naszego bohatera. Nie pojawia się także Mary Jane, a J. Jonah Jameson wypada strasznie słabo. Efekty specjalne straszą, ale biorąc pod uwagę rok emisji, nie ma się czemu dziwić. Nie uświadczymy latania na sieci wśród wieżowców, jak już, to Spider-man buja się na drzewku, a najczęściej możemy obserwować, jak Pajączek dość koślawo wspina się na budynki. No i mamy sceny walki, oczywiście utrzymane w stylu pseudo Kung-Fu. Także nie ma żadnych zamaskowanych złoczyńców, „tym złym” jest osoba potrafiąca kontrolować umysły, co dość łatwo jest przedstawić na ekranie. W tytułowej roli wystąpił Nicholas Hammond, który wypada bardzo przyzwoicie jako Peter Parker.

2) Spider-Man Strikes Back

data premiery: 1978
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Ron Satlof

Bezpośredni ciąg dalszy, a właściwie zlepek dwóch epizodów serialu. Nie pojawia się już tutaj Ciotka Petera, znaczną przemianę przeszedł J. Jonah Jameson, M.J. nadal nie ma, ale za to poznajemy piękną reporterkę. Brakuje przerysowanych złoczyńców, a tym razem jako główne zagrożenie pojawia się bomba atomowa domowej konstrukcji. Spider-man wciąż nieporadnie chodzi po ścianach, czasem gdzieś skoczy, sieci użyje sporadycznie, a walk w stylu Kung-Fu jest tutaj więcej. A do tego sam Peter wcale nie jest taki ciamajdowaty. Biorąc pod uwagę, że otrzymujemy całkiem przyzwoity scenariusz i parę niezłych scen, jak najbardziej po film warto sięgnąć.

3) Spider-Man: The Dragon’s Challenge

data premiery: 1981
budżet: ?$, Box Office: ?$
reżyseria: Don McDougall

Trzeci i ostatni film z serii z Hammondem, będący zlepkiem dwóch odcinków serialu. Ponownie nie uświadczymy tutaj żadnych komiksowych wrogów, natomiast mamy pewne śledztwo, co kończy się podróżą zarówno Petera jak i Pająka do Chin. I nikt nadal się nie domyśla, że to jedna i ta sama osoba. Pajączek ma sporego pecha, gdyż zdarzy mu się nawet zostać postrzelonym, oczywiście z powrotem do zdrowia nie ma problemu. Kung-fu coraz więcej, a sieć czasami się przydaje. Jeżeli ktoś chciałby spróbować pajączka z zeszłego wieku, to w trylogii najlepiej wypada druga część, trójka momentami jest za bardzo irytująca.

4) Spider-Man

data premiery: 2002
budżet: 139$, Box Office: 825$
reżyseria: Sam Raimi (Army of Darkness, Darkman, The Evil Dead, Within the Woods)

Po sukcesie X-men w 2000 roku, Sony postanowiło zaryzykować z wysokobudżetowym filmem superbohaterskim, a że posiadali prawa do najpopularniejszego superbohatera Marvela, szanse na sukces były spore. Ogromne przedsięwzięcie, ze znacznym budżetem i dopracowanymi efektami specjalnymi okazało się wielkim hitem i ugruntowało pozycję superbohaterów na wielkim ekranie. Spider-Man jest filmem lekkim i przyjemnym, choć niestety nie pozbawionym wielu wręcz głupich rozwiązań, także scenariuszowych. Do tego można kręcić nosem na obsadę, jak dla mnie Tobey Maguire w roli Petera Parkera oraz Kirsten Dunst jako Mary Jane Watson wypadli nie najlepiej i ciężko ich identyfikować z postaciami które odgrywają. Rewelacyjnie natomiast prezentują się J.K. Simmons jako gburowaty J. Jonah Jameson, oraz Willem Dafoe jako Norman Osborne, który nieco traci przez plastikową maskę, gdy wciela się w Zielonego Goblina. Film zaprezentował coś nowego, kolorowego, dynamicznego, prawdziwe Kino Super Przygody, i pod tym względem do dzisiaj jak najbardziej się sprawdza.

Stan Lee: Wśród tłumu podczas festynu.
Scena po napisach:

5) Spider-Man 2

data premiery: 2004
budżet: 200$, Box Office: 789$
reżyseria: Sam Raimi

Spider-Man 2 dysponował ogromnym budżetem, który w zdolnych rękach Sama Raimiego udało się przekuć w ogromy sukces. Film sprzedał się wręcz doskonale, a od strony realizatorskiej także to najwyższy poziom. O ile efekty specjalne z pierwszej części nieco się postarzały, to dwójka nadal jest pod tym względem idealnym widowiskiem. Po premierze, drugiego Pająka okrzyknięto wręcz najlepszą adaptacją komiksów Marvela! Nie zawodzi nawet scenariusz, do tego Alfred Molina w roli Dr Otto Octopusa sprawdził się idealnie. Odtwórcy głównych ról, czyli Tobey Maguire i Kirsten Dunst, raczej poprawnie, choć nie czuć zupełnie między nimi chemii i niezbyt niestety pasują do odgrywanych przez siebie ról. Pozycja obowiązkowa!

Stan Lee: Ratuje kobietę przed spadającymi gruzami.
Scena po napisach:

6) Spider-Man 3

data premiery: 2007
budżet: 258$, Box Office: 895$
reżyseria: Sam Raimi

Czyżby klątwą trzecich części? Blade III czy X-meni 3 wypadli słabo i niestety tak samo jest ze Spider-Manem 3, czyli trzecią częścią w sadze, gdzie w rolach głównych ponownie wystąpili Tobey Maguire i Kirsten Dunst. I niestety wypadają tutaj jeszcze gorzej niż poprzednio, choć tym razem to nie tylko wina ich aktorstwa, ale przede wszystkim scenariusza. Warto podkreślić, że Kirsten Dunst jest bardzo zdolną aktorką, co udowodniła choćby w serialu Fargo, ale do roli zjawiskowej Mary Jane Watson po prostu nie pasuje. A Emo Parkera chyba nikt dobrze nie wspomina. Sam film jest relatywnie długi, a i tak akcja pędzi na złamanie karku, nagromadzenie wątków niestety zaczyna nieco przeszkadzać w odbiorze, tym bardziej, że niestety sporo tu nielogiczności. Nie jest to wina reżysera, Sam Raimi w trzeciej części chciał skupić się na postaci Sandmana (w tej roli Thomas Haden Church, starszym widzom zapewne doskonale znany jako Lowell z serialu Wings), a producenci koniecznie chcieli jeszcze dorzucić na siłę Venoma (Topher Grace z That ’70s Show). Raimi nie miał wyboru, musiał wszystkie te składniki wrzucić do jednego kotła, co niestety wyszło mocno tak sobie. Trylogia została zakończona.

Stan Lee: Spotyka Petera na Times Square.
Scena po napisach:

7) The Amazing Spider-Man

data premiery: 2012
budżet: 230$, Box Office: 758$
reżyseria: Marc Webb (The Office)

Rok 2012 to nowe nadzieje dla Sony. Podjęto decyzję o restarcie przygód najpopularniejszej postaci ze świata Marvela, w związku z tym The Amazing Spider-Man to także nowa obsada. W głównych rolach wystąpili Andrew Garfield jako Peter Parker oraz Emma Stone jako Gwen Stacy i sprawdzili się wprost idealnie! Powstał film który spodobał się odbiorcom, zebrał przyzwoite recenzje i zarobił całkiem niezłą sumkę. I to mimo tak naprawdę dość przeciętnego scenariusza, pełnego idiotyzmów, zaczynając od mało logicznej genezy naszego superbohatera. Jednak Sony z nadzieją zaczęło snuć plany nie tylko o kontynuacji, ale też o filmach poświęconych pobocznym postaciom, co zresztą widać na ekranie, najróżniejszych smaczków będących potencjalną podwaliną dla całego uniwersum jest tutaj zatrzęsienie.

Stan Lee: Bibliotekarz.
Scena po napisach: W więzieniu.

8) The Amazing Spider-Man 2

data premiery: 2014
budżet: $, Box Office: 709$
reżyseria: Marc Webb

The Amazing Spider-Man 2 nie zawiódł ani pod względem realizatorskim ani obsady, do tego zebrał przyzwoite recenzje, a i widzowie dopisali. Nadal to bardzo przyjemne kino superbohaterskie, z postaciami które da się lubić, pełne humoru nie stroniące jednak od gorzkich momentów. Ponownie jednak scenariusz pod wieloma względami niedomagał, co powodowało pewne obawy na rozwój sporego uniwersum. Sony chyba pogubiło się w swoich planach i w końcu zdecydowano się na drastyczny krok i ponownie zamknęło pajęczą sagę. W obliczu stracenia praw do, jakby nie było atrakcyjnej marki, postanowiono dogadać się z Marvelem, co pociągnęło za sobą kolejny restart, ale za to Spider-man zawitał do MCU.

Stan Lee: Na rozdaniu dyplomów.
Scena po napisach:

9) Spider-Man: Homecoming

Film jest produkcją Sony, ale wchodzi w skład Marvel Cinematic Universe.

10) Venom

data premiery: 2018
budżet: 100$, Box Office: 856$
reżyseria: Ruben Fleischer (Zombieland, Gangster Squad)

Sony nawiązało współprace z Marvelem, jednocześnie posiadając prawa także do innych postaci ze świata powiązanego ze Spider-manem, postanowili stworzyć coś niezależnego. Padło na popularnego Venoma, jednak podczas samej realizacji nie do końca wiedziano, jak postąpić z tą postacią, czy ma to być pełnoprawny horror, czy klasyczne kino superbohaterskie. Koniec końców horroru tu niewiele, a Eddie prowadzi monolog z obcym symbiontem, co często wypada dość komicznie. Nie zachwyca scenariusz ani mocno sztampowy „ten zły”. Jednak film spodobał się widowni i przyniósł spore zyski, czemu zasługę można przypisywać sporej kampanii reklamowej i odtwórcy głównej roli. Tom Hardy wypadł doskonale jako Eddie Brock, i bez wątpienia jest jednym z największych atutów filmu.

Stan Lee: Spaceruje z pieskiem.
Scena po napisach: 1) Odwiedziny w więzieniu. 2) Into the Spider-verse.

11) Spider-Man: Far From Home

Film jest produkcją Sony, ale wchodzi w skład Marvel Cinematic Universe.

 

X-men

Lista filmów:
0) Generation X (1996)
1) X-Men (2000)
2) X-Men 2 (2003)
3) X-Men The Last Stand (2006)
4) X-Men Origins Wolverine (2009)
5) X-Men First Class (2011)
6) The Wolverine (2013)
7) X-Men Days of Future Past (2014)
8) Deadpool (2016)
9) X-Men Apocalypse (2016)
10) Logan (2017)
11) Deadpool 2 (2018)
12) Dark Phoenix (2019)
13) The New Mutants (2020)

0) Generation X

data premiery: 1996
budżet: ok 4$, Box Office: ?$
reżyseria: Jack Sholder (A Nightmare on Elm Street Part 2: Freddy’s Revenge, Tales from the Crypt, Mortal Kombat: Conquest)

Generation X w tym zestawieniu traktuję jako swoistą przystawkę, próbę ekranizacji przygód mutantów jeszcze zanim Fox wziął się za ten temat na poważnie. Sam film niestety wypada słabo, na co wpływa dziwaczna forma realizacji, przejawiająca się zarówno w scenografii jak i ujęciach, oraz stosowanej kolorystyce. Nie pomaga drewniane, a momentami przerysowane aż do przesady aktorstwo, czy słabiutkie efekty specjalne. Film należy traktować tylko jako ciekawostkę, i to taką, po jaką niekoniecznie należy sięgnąć.

1) X-Men

data premiery: 2000
budżet: 75$, Box Office: 296$
reżyseria: Bryan Singer (The Usual Suspects, Superman Returns, Valkyrie)

Pierwszy film „na poważnie” i ogromy sukces, zarówno artystyczny jak i finansowy. Biorąc pod uwagę, że w roku 2000 filmy superbohaterskie nie cieszyły się większą popularnością, należy się ogromny szacunek dla studia Fox, za podjęcie takiego ryzyka i wyłożenie niemałej kwoty na produkcję. Na stołku reżysera zasiadł Bryan Singer, który nie należy do miłośników komiksów, za to umie ukazać na ekranie nietolerancję, co w przypadku mutantów wypadło doskonale. Film obecnie nieco się zestarzał, ale nadal ogląda się go bardzo dobrze, a efekty specjalne nie straszą zbyt bardzo. A warto podkreślić, że jest ich tu naprawdę sporo, budżet został pod tym względem dobrze wykorzystany. Film traktuje bohaterów w sposób dość poważny, co przejawia się choćby w strojach: zrezygnowano zupełnie z komiksowej kolorystyki. Na szczęście pojawiają się także wątki komediowe, i może jest ich niewiele, ale jak już zostaną wtrącone, to są naprawdę wysokiego lotu (warto zwrócić uwagę na choćby rozmowę właśnie o strojach, oraz jak Wolverine udowadnia że jest sobą). Podobnie jak w późniejszych filmach z MCU, także tutaj ogromnym atutem są udane decyzje castingowe. Hugh Jackman, czyli ekranowy Wolverine, to obecnie ikona kina superbohaterskiego, wybór  wręcz perfekcyjny. Także świetnie wypada Patrick Stewart jako Charles Xavier, oraz Ian McKellen jako Erik Lehnsherr. W filmie stoją po różnych stronach barykady, każdy z nich ma swoje racje, jednocześnie zachowują szacunek do przeciwnika. I to właśnie zarysowanie konfliktu jest największą siłą filmu. Konfliktu niejednoznacznego, przepełnionego wieloma dylematami i ciężkimi w podjęciu decyzjami. Ogromny sukces filmu spowodował, że do łask wróciło kino superbohaterskie, a Sony dało zielone światło swojemu Spider-manowi.

Stan Lee: Sprzedawca Hot-dogów na plaży.
Scena po napisach:

2) X-Men 2

data premiery: 2003
budżet: 110$, Box Office: 407$
reżyseria: Bryan Singer

X-men 2 to bezpośrednia kontynuacja pierwszej części, powraca stara ekipa aktorów, także osoba reżysera się nie zmienia. Większy budżet i rozwój efektów specjalnych spowodował, że pod węglem wizualnym film nawet po wielu latach ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a pierwsza scena w Białym Domu weszła na stałe do kanonu kina superbohaterskiego. Także pod względem scenariuszowym jest bardzo dobrze, tym razem konflikt jest trójstronny, a racje każdej ze stron nie są jednoznaczne i jedynie słuszne. Oczywiście nadal głównym motywem jest „problem z mutantami” i podejście społeczeństwa, nawet własnej rodziny do tego aspektu. Wolverine urasta do ram głównej postaci, staje się liderem, do tego poznajemy jego genezę. Nie zawodzi Magneto, Charles Xavier nieco za bardzo został odstawiony na boczny tor, natomiast William Stryker (Brian Cox) doskonale wypada jako trzecia strona. Seans obowiązkowy.

Stan Lee:
Scena po napisach:

3) X-Men The Last Stand

data premiery: 2006
budżet: 210$, Box Office: 459$
reżyseria: Brett Ratner (Rush Hour, Hercules (2014))

Zmiana na stołku reżysera, a także niestety niedopracowany scenariusz z wieloma dziwnymi decyzjami, spowodowały, że seria niestety zaliczyła bolesne potknięcie. I to przy ogromnym budżecie! Od strony technicznej nic filmowi nie można zarzucić, efekty specjalne robią wrażenie, a niektóre sceny nadal powodują przysłowiowy opad szczęki. Niestety coś nie zagrało głównie w prowadzeniu postaci i ich wzajemnych relacjach, czyli tym, co było główna siłą poprzednich części. Często motywy poszczególnych bohaterów nie są jasne, a pod tym względem wysuwa się Magneto, który z wojownika o prawa mutantów nagle staje się pozbawionym skrupułów osobnikiem, nie zważającym na ofiary wśród swoich popleczników. W filmie także przedstawiono wręcz ogrom nowych postaci, ale zabrakło czasu na odpowiednie ich wyeksponowanie, i koniec końców wcale filmowi nie wyszło to na dobre.

Stan Lee: Podlewa trawę.
Scena po napisach:

4) X-Men Origins Wolverine

data premiery: 2009
budżet: 150$, Box Office: 373$
reżyseria: Gavin Hood (W pustyni i w puszczy, Ender’s Game)

Wolverine wyrósł za ulubieńca publiczności, nic więc dziwnego, że studio zdecydowało się poświęcić mu solowy film. Wszak mieliśmy murowany hit. Niestety, coś poszło nie tak. Z czego nawet zdali sobie później sprawę twórcy, i obecnie nawet niechętnie się do tego koszmarka przyznają, a w 2018 roku wydarzenia z tego filmu naprawia Deadpool w scenie po napisach ze swojego solowego filmu. Efekty specjalne są tragiczne, scenariusz idiotyczny, i nawet jak na film superboheterski napchany zbyt dużą ilością bzdur. Realizacja leży, łącznie z ujęciami w stylu idącego bohatera na tle ogromnego wybuchu. Sam Wolverine to jakieś ciepłe kluchy, oczywiście, ma nadal pazury (tragiczne CGI!), ale scenarzyści zrobili z niego romantycznego drwala… Film niestety nie jest spójny z wcześniejszymi odsłonami serii, pozmieniano takie postacie jak Sabretooth czy William Stryker. Zresztą z sama genezą też jest zamieszanie! Pojawia się na sekundę Charles Xavier, który nawet w tej sekundzie jest dosłownie spierniczony (to trzeba zobaczyć!). I jest jeszcze Deadpool, który zupełnie nie przypomniał komiksowego pierwowzoru. Całe szczęście, że twórcom nie udało się zamordować tej postaci, a trzeba przyznać, bardzo się tutaj starali. Jako ciekawostka, w Deadpoola wcielił się Ryan Reynolds, czyli aktor który także później będzie odgrywał tę samą postać w solowych filmach. Tutaj jest on jedną z niewielu udanych rzeczy, przynajmniej w tej jednej czy dwóch scenach, i to na początku, przed idiotyczną „przemianą”. Na plus wypadają także… napisy początkowe, zrealizowane w naprawdę ciekawy i pomysłowy sposób. Reszta to niestety porażka, a bzdury czy idiotyzmy można by długo wymieniać.

Stan Lee:
Scena po napisach: W gruzach

5) X-Men First Class

data premiery: 2011
budżet: 160$, Box Office: 353$
reżyseria: Matthew Vaughn (Stardust, Kick-Ass, Kingsman)

Przy kolejnym filmie studio zdecydowało się pokazać widzom samą genezę, tym razem skupiając się na większej grupie mutantów. Możemy więc obserwować jak powstała szkoła, jak narodziła się przyjaźń między Xavierem a Erikiem, i jak stanęli po przeciwnych stronach barykady. Oczywiście mamy do czynienia ze znacznie młodszymi postaciami, stąd też zmiany w obsadzie. James McAvoy wcielił się w Profesora, a Michael Fassbender w Magneto. I obaj wypadli rewelacyjnie! Reszta obsady także daje radę, przynajmniej w większości przypadków. Jennifer Lawrence jako Mystique jest w porządku, Kevin Bacon jako ten zły, czyli Sebastian Shaw niestety wypada już bardzo nijako, ale nie jest to wina aktora, a bardziej scenariusza. January Jones jako Emma Frost to niestety już pomyłka, przez cały film wygląda na niezwykle znudzoną, wręcz zniechęconą do odgrywania roli, a do tego scenariusz na siłę próbuje robić z niej symbol seksu. Komiksowa Emma to postać seksowna, ale też wyrafinowana i niezwykle inteligentna, a tu otrzymujemy dosadne uprzedmiotowienie, i idiotyczne sceny jak ta, gdy zostaje wysłana po lód! Sam scenariusz jednak ogólnie wypada nadzwyczaj dobrze, i mimo paru wpadek, a także niestety mocno wkurzających nieścisłości i przeinaczania faktów, które znamy z oryginalnej trylogii (np.: kto zbudował Cerebro), daje radę. Ogólnie otrzymaliśmy film może z wieloma wadami, ale jednak nadzwyczaj udany i przyjemny w odbiorze. Uniwersum X-men znowu odżyło.

Stan Lee:
Scena po napisach:

6) The Wolverine

data premiery: 2013
budżet: 120$, Box Office: 414$
reżyseria: James Mangold (Cop Land, Girl, Interrupted, Walk the Line, 3:10 to Yuma)

Wolverine nadal budził spore zainteresowanie widzów, stąd studio postanowiło zaryzykować i ponownie zaserwować nam film poświęcony tej postaci. Wyszło znacznie lepiej niż poprzednio, niestety nadal rzucają się w oczy głupoty i nieścisłości scenariuszowe, idiotyczne sceny, czy niewykorzystanie w pełni potencjału postaci. Otrzymujemy nawet romans, który jest zupełnie pozbawiony chemii! Wiele scen jest źle zmontowanych, a do tego film jest momentami wręcz nudny! Wyszedł typowy „akcyjniak” i to raczej z kategorii tych mocno przeciętnych. Najlepszym elementem paradoksalnie jest scena po napisach… Film doczekał się wersji rozszerzonej, niestety, nie ratuje ona ogólnie sytuacji.

Czas trwania: Wersja zwykła: 126 min, Extended Edition: 138 min.

Stan Lee:
Scena po napisach: Spotkanie na lotnisku.
Alternate Ending: Klasyczny strój.

7) X-Men Days of Future Past

data premiery: 2014
budżet: 200$, Box Office: 747$
reżyseria: Bryan Singer

Twórcy wpadli na karkołomny pomysł, i postanowili połączyć w jednym filmie starą obsadę z nową. Na ekranie więc pojawia się zarówno Patrick Stewart jak i James McAvoy w roli Profesora oraz Ian McKellen i Michael Fassbender jako Magneto! Oczywiście głównym motywem jest podróż w czasie, a podróżnikiem zostaje Hugh Jackman czyli nadal niezwykle popularny Wolverine. Reszta obsady także wypada nadzwyczaj dobrze i nawet jak pojawiają się dosłownie na chwilę, to dają z siebie wszystko. Efekty specjalne i sceny akcji zachwycają, a bezsprzeczną furorę zrobiła „spowolniona” wstawka z Quicksilverem. Scenariusz daje radę, choć oczywiście nie obeszło się bez bzdur czy nielogiczności. Film doczekał się dwóch wersji, w dłuższej dodano parę dość znaczących scen, szczególnie powiązanych z postacią Rogue (Anna Paquin). Days of Future Past to niesamowite widowisko, niezwykle dynamiczne, z mnóstwem świetnych scen i we wspaniałej obsadzie.

Czas trwania: Wersja zwykła: 132 min, The Rogue Cut: 151 min

Stan Lee:
Scena po napisach: Piramidy.

8) Deadpool

data premiery: 2016
budżet: 58$, Box Office: 783$
reżyseria: Tim Miller (Terminator: Dark Fate)

Uparciuch Ryan Reynolds jako Deadpool w niskobudżetowym, jak na kino superbohaterskie, filmie, oznaczonym dodatkowo kategorią R. Do tego sporo prymitywnego humoru, a jednocześnie łamanie czwartej ściany, świetne dialogi, ciekawe postacie i po prostu „jechanie po bandzie”. Widzowie to kupili, film zarobił sporo kasy, co tym bardziej jest znamienite, gdy popatrzy się na relatywnie mały budżet. Nie jest to seans dla każdego, ale jeżeli ktoś lubi taką konwencję, nie boi się momentami prymitywnego humoru, lubuje się w nawiązaniach do popkultury, będzie wniebowzięty. No i dostajemy rewelacyjnego Colossusa!

Stan Lee: DJ w klubie.
Scena po napisach: Swoista zapowiedź dwójki.

9) X-Men Apocalypse

data premiery: 2016
budżet: 178$, Box Office: 388$
reżyseria: Bryan Singer

Coś trzecie części mają pecha. Days of Future Past w wielkim stylu nieco wyprostowało sprawy w uniwersum X-men, mimo wielu niejednoznaczności, otrzymaliśmy swoisty restart. X-Men Apocalypse nie potrafił tego wykorzystać, co gorsza, zaprzepaścił wielką szansę. Film spotkał się z dość chłodnym przyjęciem, zarówno widzowie jak i krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów. Nie wyszło z głównym złym, nie wyszło z wieloma postaciami, także scenariusz mocno niedomagał. Brak logiki w niektórych aspektach zbyt mocno rzucał się w oczy. Profesor i Magneto (James McAvoy i Michael Fassbender) aktorsko jak najbardziej dają radę, ale ich poczynania na ekranie zaczynają momentami mocno irytować. Do tego Jennifer Lawrence jako Mystique, której to ewidentnie nie chce się już grać tej postaci. Na szczęście są też plusy, jak choćby młodzi mutanci, a w szczególności Cyclops i Nightcrawler. Także Quicksilver wypada rewelacyjnie i ponownie otrzymuje scenę „w spowolnieniu”. U nas film dodatkowo zasłynął „polską wstawką”, patrząc na całość, nie wypadała ona aż tak źle…

Stan Lee: Przerażenie w obliczu apokalipsy, Stan Lee jest w towarzystwie swojej żony Joan.
Scena po napisach: Sprzątanie i fiolka z krwią.

10) Logan

data premiery: 2017
budżet: 97$, Box Office: 619$
reżyseria: James Mangold (Cop Land, Kate & Leopold, Girl, Interrupted)

A jednak nie zawsze trójka jest pechowa. Pierwsze dwa filmy solowe z Wolverinem były mocno przeciętne, tymczasem trójka, zatytułowana już „Logan”, okazała się ogromnym hitem. I to zarówno artystycznym jak i finansowym. Mniejszy budżet, kategoria R, Wolverine nie pierniczący się z przeciwnikami i skupienie się na postaciach spowodowały, że otrzymaliśmy jeden z najlepszych filmów w uniwersum, jednocześnie będący zwieńczeniem losów i hołdem dla tytułowej postaci. Pojawia się także starszy Profesor, tak więc wcielił się w niego ponownie Patrick Stewart, który wypada wprost niesamowicie. Rewelacyjnie przedstawiono postać Laury, którą z zacięciem zagrała młodziutka aktorka Dafne Keen. Film jest swoistą mieszanką gatunków, otrzymujemy tutaj głównie kino akcji, ale jednocześnie mamy motyw drogi, western, dramat, nawet film psychologiczny. I to wszystko współgra ze sobą wręcz perfekcyjnie. Na ekranie pojawiają się zeszyty komiksowe z X-men, co oczywiście jest odpowiednio skomentowane przez bohaterów.

Stan Lee:
Scena po napisach:

11) Deadpool 2

data premiery: 2018
budżet: 110$, Box Office: 785$
reżyseria: David Leitch (John Wick, Atomic Blonde)

Większy budżet, więcej postaci, nadal kategoria R, łamanie czwartej ściany, sporo krwi i często prymitywnego humoru. Deadpool 2 dostarcza specyficznej, ale doskonałej rozrywki, do tego otrzymujemy tu mnóstwo nawiązań do kina superbohaterskiego, ale też całej popkultury. Dostajemy także nieco powtórzonych motywów z jedynki, obecnie już mało śmiesznych czy też zbyt bardzo rozciągniętych scen. Film może nie zrobił takiego poruszenia jak jedynka, ale spodobał się widowni i swoje zarobił. Smaczków jest naprawdę wiele, a uważne oko wychwyci choćby gościnne role takich aktorów jak Brad Pitt czy Matt Damon! Deadpool 2 doczekał się dwóch dodatkowych wersji: Super Duper Cut została uzupełniona o dodatkowe sceny, jest tu jeszcze bardziej bezkompromisowo, natomiast Once Upon a Deadpool to wersja w PG-13, większość scen została odpowiednio wygładzonych, co nie do końca wyszło dobrze, jednak wersja ta posiada też sporo dodatkowego materiału, w którym to Deadpool czyta bajeczkę Fredowi Savage, znanemu głównie z serialu The Wonder Years, a sama konstrukcja jest parodią filmu z 1987 The Princess Bride, w którym to zresztą młody Fred słucha bajki opowiadanej mu przez Petera Falka.

Czas trwania: wersja zwykła: 119 min, Super Duper Cut: 134 min, Once Upon a Deadpool: 117 min.

Stan Lee: Pojawił się w trailerze (No Good Deed), w filmie jego wizerunek został umieszczony jako malunek na budynku, widać go podczas lądowania Domino na spadochronie.
Scena po napisach: Naprawa przeszłości.

12) Dark Phoenix

data premiery: 2019
budżet: 200$, Box Office: 252$
reżyseria: Simon Kinberg (scenarzysta: xXx: State of the Union, Mr. & Mrs. Smith, Jumper, Sherlock Holmes)

Oficjalne zamknięcie sagi X-men pod skrzydłami Foxa wypadło niestety dość blado. Jak zazwyczaj bywa, coś nie zagrało w scenariuszu, do tego na stołku reżysera zasiadł Simon Kinberg, który znany jest ze sporej liczby nawet niezłych scenariuszy, ale jako reżyser nie posiadał zupełnie doświadczenia. Także aktorsko jest nierówno, szczególnie Sophie Turner jako Jean Grey momentami wypada mało przekonująco, a przecież jest tutaj centralną postacią. Jennifer Lawrence pewnie już się cieszyła, że to ostatni film z Mutantami w którym musiała się wymęczyć. Za to James McAvoy jako Profesor i szczególnie Michael Fassbender jako Erik Lehnsherr wypadają bardzo dobrze, szczególnie postać Magneto wreszcie nie musi być sztampowym „tym złym”, co nadaje mu tylko wyrazu. Realizatorsko jest jak najbardziej poprawnie, ujęcie, muzyka, efekty stoją na najwyższym poziomie. Całość jednak niezbyt przypadła do gustu widzom. Obecnie Mutanci trafili pod skrzydła Disneya, więc zapewne wcześniej czy później zasilą oficjalnie MCU. Swoją drogą, w niniejszym filmie pojawia się fajny przytyk w postaci żołnierzy z jednostki Mutant Control Unit, w skrócie… MCU.

Stan Lee:
Scena po napisach:

13) The New Mutants

data premiery: 2020
budżet: ok 67$, Box Office: 46$
reżyseria: Josh Boone (The Fault in Our Stars)

Saga X-men zastała zakończona, ale na deser otrzymaliśmy jeszcze jeden film. The New Mutants rodzili się w bólach, film powstawał dość długo, do końca nie wiadomo, czy widzowie mieli spodziewać się horroru czy klasycznego kina superbohaterskiego. I wyszło tak nie do końca wiadomo co, horroru owszem, jest tu trochę, ale także nie obyło się bez finałowej przysłowiowej rozpierduchy. Całość jednak prezentuje się nadspodziewanie dobrze. Film nieco odcina się od reszty uniwersum, pojawiają się tylko delikatne nawiązania, do tego otrzymujemy ograniczenie liczby postaci, a akcja w większości toczy się w tylko jednym miejscu. Dzięki temu więcej czasu poświęcono na przedstawienie poszczególnych postaci i relacji miedzy nimi. Obsada nieźle się w sprawdza, szczególnie Anya Taylor-Joy jako Illyana Rasputin, Maisie Williams jako Rahne Sinclair, Charlie Heaton jako Sam Guthrie i Alice Braga jako Dr Cecilia Reyes.

Stan Lee:
Scena po napisach:

Jak oglądać X-men od Foxa?

W skład filmowego uniwersum X-men od Foxa wchodzi w sumie trzynaście filmów, wyprodukowanych na przestrzeni dwudziestu lat. Fox ma „nieco” wolniejsze tempo w taśmowej produkcji filmów niż Marvel Studios, jednocześnie, mimo mniejszej liczby tytułów i niby spójnego uniwersum, dość dużo tu nieścisłości i niekonsekwencji pomiędzy poszczególnymi filmami. Co oczywiście wpływa na odbiór. Starając się to jednak usystematyzować, można zauważyć wyraźne podgrupy, czy też powiedzmy, miniserie.

Pierwsza to klasyczna trylogia, stanowiąca bezpośrednią ciągłość fabularną, i tę trylogię najlepiej jest właśnie oglądać w takiej kolejności. Pierwsza część nieco się zestarzała, ale nadal jest bardzo dobrym filmem, druga to prawdziwa rewelacja, trzecia wypada średnio, ale obejrzeć warto.

1) X-Men (2000)
2) X-Men 2 (2003)
3) X-Men The Last Stand (2006)

Kolejna seria wprowadza młodsze wersje poszczególnych postaci, jednocześnie w drugiej części tworzy swoisty crossover z pierwszą trylogią. Wszystkie cztery części tworzą ciągłość fabularną. Chronologicznie większość wątków występuje wcześniej niż wydarzenia z pierwszej trylogii, jednak z powodu nawiązań, dobrze jest przy oglądaniu zachować kolejność taką, jak filmy były tworzone. Pod względem atrakcyjności, mamy bardzo podobną sytuacje jak wcześniej. Pierwszy film jest bardzo dobry, drugi to rewelacja, trzeci niestety zaniża poziom, a czwarty definitywnie kończy serię, niestety na nie najlepszym poziomie.

5) X-Men First Class (2011)
7) X-Men Days of Future Past (2014)
9) X-Men Apocalypse (2016)
12) Dark Phoenix (2019)

Kolejna trylogia kształtuje się z filmów poświęconych najpopularniejszej postaci z mutantów. Każdy z tych filmów spokojnie funkcjonuje jako autonomiczne dzieło, nie ma tu bezpośredniej ciągłości fabularnej. W teorii X-Men Origins Wolverine chronologicznie powinien być oglądany jako pierwszy, jeszcze przed oryginalną trylogią, jednak jest on tak zły i wprowadza spore zamieszanie co do ogólnych wydarzeń, że absolutnie odradzam sięganie po niego zanim poznamy postać Wolverina z normalnych filmów. A i później należy sięgnąć po niego w ostateczności i tylko w ramach ciekawostki. Drugi z filmów fabularnie umiejscowiony jest miedzy X-Men The Last Stand a X-Men Days of Future Past, ale powiązanie nie jest jakoś bardzo silne. Sam film jest dość przeciętny, ale obejrzeć można. Logan natomiast łamie zasadę, że trzecia część jest słaba, i w tym przypadku wręcz możemy mówić o dziele wybitnym. Dobrze jest obejrzeć go znając pierwszą trylogię.

4) X-Men Origins Wolverine (2009)
6) The Wolverine (2013)
10) Logan (2017)

Nieco na uboczu stoją filmy z Deadpoolem, oba bardzo udane i naszpikowane wręcz mnóstwem odniesień do filmów nie tylko z uniwersum X-men, ale też ogólnie filmów superbohaterskich, także tych z MCU czy DC. Czyli im ktoś lepiej zna te uniwersa, tym wyłapie więcej smaczków i dowcipów. The New Mutants są niezależnym filmem umiejscowionym w uniwersum, ale spokojnie bronią się jako autonomiczne dzieło.

8) Deadpool (2016)
11) Deadpool 2 (2018)
13) The New Mutants (2020)

Podsumowując, jakąkolwiek kolejność chronologiczną należy sobie bezsprzecznie odpuścić. Fox i tak namieszał w tym temacie, tak więc najlepiej układa się to wszystko, gdy poznajemy wydarzenia tak, jak były przedstawiane na dużym ekranie. Filmy z Wolverinem i The New Mutants można potraktować jako niezależne, choć dobrze wiedzieć kto, co i jak, a Deadpool już zupełnie chadza swoimi ścieżkami.

Marvel Cinematic Universe

Od samego początku Marvel Cinematic Universe planowane było jako jedno wspólne uniwersum, wszystkie filmy miały wzajemnie się uzupełniać, jednocześnie każdy powinien zachować swoją własną tożsamość. Odpowiednie planowanie z wyprzedzeniem, dopracowane efekty specjalne, przyzwoite scenariusze a przede wszystkim doskonały dobór (w większości przypadków) aktorów i reżyserów spowodowały, że filmy MCU zyskały niesamowitą popularność, co przełożyło się także na wyniki finansowe. Z czasem uniwersum rozrosło się o seriale, a obecnie, po ponad dziesięciu latach od debiutu inauguracyjnego filmu, naprawdę jest co oglądać. Na szczęście uniwersum jest dość spójne, i raczej nie ma większych problemów, by się po nim poruszać.

Co do kolejności oglądania, pojawiają się co prawda propozycje oglądania chronologicznego pod względem wydarzeń, czy też mieszania filmów z poszczególnymi odcinkami seriali, jednak nie wydaje się to najlepszym wyjściem. Najlepiej sięgnąć po filmy w takiej kolejności, jak zaserwowali nam to sami twórcy, czyli po prostu tak jak filmy trafiały do kin. Tym bardziej, że MCU z każdym kolejnym obrazem było pieczołowicie budowane kawałek po kawałku, i warto samemu zaobserwować, jak ten proces przebiegał. Kolejność chronologiczna ze względu na wydarzenia w filmach nie ma większego sensu, wszak chyba retrospekcje nie są nikomu obce, a niestety kierując się takimi wytycznymi, sporo niespodzianek i smaczków można po prostu nie wyłapać. W przypadku seriali, cześć produkcji emitowanych po powstaniu MCU rzeczywiście w większym lub mniejszym stopniu nawiązuje do obrazów kinowych, jednak ich znajomość nie jest wymagana do zrozumienia wydarzeń przedstawianych na dużym ekranie, a seriale jedynie pośrednio uzupełniają i rozszerzają ten świat, nierzadko w znikomym zakresie. Do tego z czasem twórcy zdecydowali się coraz bardziej odseparować filmy od seriali, a obecnie wszystkie produkcje do 2020 roku zostały zamknięte i uznane za niekanoniczne.

Lista filmów:

1) Iron Man (2008)
2) The Incredible Hulk (2008)
3) Iron Man 2 (2010)
4) Thor (2011)
5) Captain America The First Avenger (2011)
6) Avengers (2012)
7) Iron Man 3 (2013)
8) Thor: The Dark World (2013)
9) Captain America: The Winter Soldier (2014)
10) Guardians of the Galaxy (2014)
11) Avengers: Age of Ultron (2015)
12) Ant-Man (2015)
13) Captain America: Civil War (2016)
14) Doctor Strange (2016)
15) Guardians of the Galaxy Vol. 2 (2017)
16) Spider-Man Homecoming (2017)
17) Thor: Ragnarok (2017)
18) Black Panther (2018)
19) Avengers Infinity War (2018)
20) Ant-Man and the Wasp (2018)
21) Captain Marvel (2019)
22) Avengers: Endgame (2019)
23) Spider-Man: Far From Home (2019)

1) Iron Man

data premiery: 2008
budżet: 140$, Box Office: 586$
reżyseria: Jon Favreau (Elf, Zathura: A Space Adventure, jest także aktorem)

Pierwszy film z MCU postawił sobie za zadanie przedstawić postać o sporej tradycji, ale w tamtym czasie z pewnością nie z pierwszej ligi komiksowego światka. Jednocześnie film ten to przykład zaskakujących, nadzwyczaj udanych wyborów castingowych, oraz stawiania na reżyserów, którzy wcale nie gwarantowali pewnego sukcesu, natomiast tkwił w nich bez wątpienia ogromny potencjał. Ryzyko więc było spore, ale opłaciło się. W tytułowego Iron Mana czyli Tony’ego Starka wcielił się będący wówczas w niełasce Hollywood Robert Downey Jr., który w tej roli wypadł absolutnie genialnie. Widzowie pokochali tę postać na ekranie, a jednocześnie kariera aktora ponownie odżyła. Także warto wspomnieć o Gwyneth Paltrow, która w roli Pepper Potts sprawdziła się idealnie. Za kamera stanął Jon Favreau, którego jednocześnie w roli Happy Hogana możemy oglądać na ekranie. Dla przypomnienia: Jon Favreau jako aktor wystąpił już wcześniej w filmie na podstawie komiksu Marvela: w Daredevilu (2003 rok) zagrał Franklina „Foggy” Nelsona. Film Iron Man opowiada klasyczną „origin story” bohatera, czyli prezentuje przemianę i motywy działania, i robi to w sposób niezwykle udany. Co docenili zarówno krytycy jak i widzowie, powstał ogromny hit, a Marvel Cinematic Universe oficjalnie wystartowało.
Na ekranie po raz pierwszy pojawił się Agent Coulson, którego jeszcze nie raz zobaczymy zarówno na dużym jak i małym ekranie, natomiast to co robiło ogromne wrażenie, to scena po napisach. Obecnie takie sceny to norma, ale wtedy nikt się czegoś takiego nie spodziewał, i mało kto został na seansie do końca. A było na co czekać, oto na ekranie, wychodząc z cienia, pojawia się Samuel L. Jackson i przedstawia się Starkowi jako Nick Fury. Do tego chce z nim porozmawiać o projekcie Avengers. Każdy fan komiksów w tym momencie się rozpływał, i marzył, jakby to wspaniale było, gdyby Avengers pojawili się w kinach. Obecnie, nawet po tylu latach od premiery, pierwszego Iron Mana ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a efekty specjalne strasznie się nie postarzały. Jednocześnie już podczas premiery można było zaobserwować bolączkę filmu, która niestety nader często będzie powtarzać się w kolejnych filmach: słabo zarysowanego „tego złego”.

Stan Lee: jako Hugh Hefner na przyjęciu
Scena po napisach: Nick Fury odwiedza Starka by porozmawiać o projekcie Avengers. Ciarki na plecach.

2) The Incredible Hulk

data premiery: 2008
budżet: 150$, Box Office: 263$
reżyseria: Louis Leterrier (The Transporter, Unleashed, Clash of the Titans)

Iron-man wcześniej nie gościł na dużym ekranie, więc postać ta wprowadzała pewien powiew świeżości. Gorzej sprawa wyglądała z Hulkiem, postacią, która już zaistniała w filmowym światku, a do tego ostatni film z 2003 roku nie porwał widowni. Marvel zdecydował się na ograniczenie przedstawienia samego powstania zielonego potwora i streścili te wydarzenia już podczas napisów początkowych. Film wyszedł strasznie nierówny, pierwszą połowę, gdzie bryluje na ekranie Edward Norton jako Bruce Banner naprawdę ogląda się przyjemnie, a aktor wypadł bardzo przekonująco. Później niestety coś zaczyna się psuć, i w końcu otrzymujemy klasyczną nawalankę. Niestety, Norton nie dogadał się z producentami, i było to jego pierwsze i ostatnie wystąpienie w MCU w tej roli, patrząc na kolejne filmy, w sumie dla samego uniwersum nie była to zła decyzja. A skoro o „zielonych aktorach” mowa, to warto zaznaczyć, że gościnnie na chwilę na ekranie pojawił się sam Lou Ferrigno! Film obecnie traktowany jest jako jeden z gorszych w MCU, i często okupuje ostatnie miejsce w najróżniejszych głupich zestawieniach, ale naprawdę, nadal wart jest obejrzenia. Co do reszty obsady, Liv Tyler jako Betty Ross, Tim Roth jako Emil Blonsky czy William Hurt jako Generał „Thunderbolt” Ross to poprawnie obsadzone i zagrane role, aktorom nic zarzucić nie można. Po napisach pojawiła się dodatkowa scena, w której pojawił się sam Robert Downey Jr. jako oczywiście Tony Stark! Było to jednocześnie podkreślenie przez twórców faktu, że tworzą spójne uniwersum.

Stan Lee: Wypija napój.
Scena po napisach: Stark odwiedza bar.

3) Iron Man 2

data premiery: 2010
budżet: 200$, Box Office: 623$
reżyseria: Jon Favreau

Po rewelacyjnym starcie, rzeczywistość dała o sobie znać. Hulk już tak się nie spodobał, natomiast drugi Iron Man okazał się owszem, hitem kasowym, ale jednak recenzje nie zawsze były już tak pozytywne. Zawiódł nieco scenariusz, i ponownie mało ciekawy przysłowiowy „ten zły”. Natomiast efekty specjalne i montaż scen wprost zachwycały, a Robert Downey Jr. i Gwyneth Paltrow brylują na ekranie, do tego czuć między nimi chemię. Uniwersum w coraz wyraźniejszy sposób się rozrasta, powraca Agent Coulson, Nick Fury ma nieco większą rólkę, a na ekranie pojawiają się nowi superbohaterowie: Natasha Romanoff czyli Black Widow, w którą wcieliła się Scarlett Johansson oraz War Machine czyli znany z pierwszej części Podpułkownik James „Rhodey'” Rhodes, w przypadku którego zmieniono aktora: Terrence Howarda zastąpił Don Cheadle. Można nie lubić takich zmian, ale w tym przypadku wypadało to jak najbardziej z pożytkiem dla tego i kolejnych filmów. W scenie po napisach dostajemy swoista zapowiedź pojawienia się kolejnej postaci w uniwersum, sen o Avengers staje się coraz bardziej realny.

Stan Lee: Jako Larry King.
Scena po napisach: Młot Thora.

4) Thor

data premiery: 2011
budżet: 150$, Box Office: 449$
reżyseria: Kenneth Branagh (Henry V, Much Ado About Nothing, Hamlet)

Wprowadzenie Iron-Mana na duży ekran wypadło wprost perfekcyjnie, z Hulkiem wypadło „nieco” gorzej, ale prawdziwy problem pojawił się przy Thorze. Niewątpliwie trudnym orzechem do zgryzienia było wprowadzenie postaci o boskim rodowodzie, tak by widownia nie kręciła nosem. Marvel postawił na już sprawdzony przepis, czyli zadbał o odpowiednie obsadzenie ról. I wyszło perfekcyjnie! Chris Hemsworth jako Thor i Tom Hiddleston jako Loki do dzisiaj są ulubieńcami widzów! Nie zawodzi także Anthony Hopkins jako Odyn oraz Stellan Skarsgard jako Erik Selvig, jedynie można mieć trochę zastrzeżeń do Natalie Portman jako Jane Foster. Iron Man 2 przedstawił nam postać Black Widow, w Thorze zastosowano podobny patent i po raz pierwszy w małym, ale bardzo udanym, epizodzie widzimy tutaj Hawkeye’a w którego wcielił się z powodzeniem Jeremy Renner. Świetna obsada to jednak nie wszystko, ktoś to musi jeszcze odpowiednio spiąć w całość. Kenneth Branagh to doświadczony reżyser, specjalizujący się w adaptacjach sztuk Szekspira, jak się okazało, wprost idealna osoba do wyreżyserowania takiego widowiska. Udało się, film nawet dzisiaj przyjemnie się ogląda i warto prześledzić od początku ścieżkę, jaką przebyli Thor i Loki.

Stan Lee: Kierowca ciężarówki próbujący wyrwać Mjolnir
Scena po napisach: Nick Fury prezentuje Tesserakt.

5) Captain America The First Avenger

data premiery: 2011
budżet: 140$, Box Office: 370$
reżyseria: Joe Johnston (The Rocketeer, Jumanji, The Young Indiana Jones Chronicles)

Kolejna problematyczna postać, tym bardziej, że wszystkie wcześniejsze próby ekranizacji wypadły mocno poniżej przeciętnej. Można było obawiać się przesadnego patosu, kiczowatych postaci i kostiumów, moralizatorstwa. Marvel jednak miał już sprawdzony przepis, który także tutaj idealnie się sprawdził. Reżyser Joe Johnston stworzył już film o superbohaterze: całkiem przyzwoity The Rocketeer, do tego doskonale porusza się po tematyce wojennej. Udany wybór reżysera, dopełniło perfekcyjne obsadzenie aktorów. Chris Evans to urodzony Kapitan Ameryka, aktor wręcz niesamowicie wpasował się w rolę pod każdym względem! Evans ma już na koncie występy w paru filmach komiksowych: m.in w dwóch częściach Fantastic Four. Reszta obsady także wypadła doskonale: Hayley Atwell jako Peggy Carter, Hugo Weaving jako Red Skull, Dominic Cooper jako Howard Stark, Toby Jones jako Dr Arnim Zolam, Stanley Tucci, Tommy Lee Jones oraz oczywiście Sebastian Stan jako James „Bucky” Barnes. Mimo dość spokojnego początku filmu, świetnie ukazano przemianę chuderlawego chłopaka w pierwotnie maskotkę wojskowych i reklamę obligacji wojennych, a w końcu prawdziwego bohatera. Później dzieje się coraz więcej, co niekoniecznie znaczy lepiej. To właśnie ta przemiana, wreszcie na dużym ekranie ukazana z sensem, jest największym atutem filmu. Ostatni z członków Avengers zadebiutował, o czym zresztą Marvel nie omieszkał przypomnieć w scenie po napisach: otrzymaliśmy pełnoprawny zwiastun Avengers! Marzenia, które rozbudziła scena z pierwszego Iron-mana właśnie się ziściły.

Stan Lee: Generał.
Scena po napisach: Kapitan boksuje, zwiastun Avengers.

6) Avengers

data premiery: 2012
budżet: 220$, Box Office: 1518$
reżyseria: Joss Whedon (Buffy the Vampire Slayer, Firefly, Serenity)

Film który był ogromnym wydarzeniem, łącząc losy wszystkich superbohaterów znanych z wcześniejszych pojedynczych filmów MCU i tworząc z nich pełnoprawną drużynę. To właśnie tym postaciom zawdzięczamy sukces filmu, ich relacjom między sobą, dialogom, i oczywiście doskonałemu wyborowi aktorów odgrywających poszczególne role. Nie obyło się bez zmiany w castingu: Bruce’a Bannera w którego wcześniej wcielał się Edward Norton obecnie zagrał Mark Ruffalo. Norton sprawdził się we wcześniejszym filmie, ale to Ruffalo stał się tym prawdziwym zielonym potworem, tym bardziej, że specjaliści od efektów specjalnych zadbali o odpowiednie rysy twarzy, gdy widzimy ogromnego potwora szalejącego na ekranie. A na ekranie dzieje się dużo, choć scenariusz nie jest jakoś bardzo odkrywczy. Dostajemy po prostu przysłowiową „nawalankę” między ekipą superbohaterów, a kosmitami z rasy Chitauri pod komandem Lokiego. Ale jak to się ogląda! Ogromny hit, film który został przyjęty niesamowicie dobrze przez krytykę i widzów, co przełożyło się także na sukces kasowy. Ryzykowne decyzje twórców okazały się niezwykle owocne. Ogromny sukces spowodował, że MCU stanęło mocno na własnych nogach, a przyszłość malowała się w jasnych barwach. W scenie po napisach pojawił się natomiast Thanos, wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak wpłynie na całe uniwersum.

Stan Lee: Gracz w szachy, pojawił się także w knajpce, gdzie strofuje Kapitana, ale scena została usunięta.
Scena po napisach: 1) Thanos! 2) Strudzona ekipa w rozwalonej knajpce.

Faza 2

7) Iron Man 3

data premiery: 2013
budżet: 200$, Box Office: 1214$
reżyseria:

Trzeci solowy film o Iron Manie został przyjęty o wiele lepiej niż część druga, co zawdzięcza głównie skupieniu się na postaci samego Starka i ukazania, że nie jest tylko superbohaterem w żelaznej zbroi. Pod nią wszak skrywa się zwykły (no, nie do końca, bo jakby nie było to kasiasty geniusz) człowiek, posiadający wady, obawy, uzależnienia i jak każdy człowiek, czasem potrzebuje pomocy od kogoś drugiego. Spore kontrowersje wzbudziła otoczka fabularna wokół „tych złych”. Chodzi tu głównie o Mandaryna (Ben Kingsley), który na ekranie jest postacią zupełnie inną niż w komiksach. Fani się oburzyli, ale dla samego filmu był to ciekawy zabieg fabularny. Dodatkowo twórcy wyraźnie podkreślili, że nie robią dokładnych adaptacji komiksów, a opowiadają swoje historie oparte na wątkach i postaciach znanych z komiksowych kadrów. I wypada to nadspodziewanie dobrze! Warto zwrócić uwagę, że seria z Iron Manem jest jedyną, w której kolejne filmy otrzymywały numerki. W pozostałych filmach ta maniera nie występuje, a filmy rozróżnia się poprzez podtytuły.

Stan Lee: Na konkursie piękności.
Scena po napisach: Stark na kozetce u Bannera.

8) Thor: The Dark World

data premiery: 2013
budżet: 170$, Box Office: 644$
reżyseria: Alan Taylor (głównie seriale: Sex and the City, The Sopranos, Six Feet Under, Lost, Boardwalk Empire, Game of Thrones)

Drugi Thor na wielu płaszczyznach zachwyca, szczególnie jeżeli chodzi o ukazanie fantastycznych światów, jednocześnie całościowo mocno rozczarowuje i ogólnie uważany jest za jeden z gorszych filmów w MCU. Przede wszystkim wypada słabo dość irytująca Jane Foster (Natalie Portman) oraz główny antagonista, niezwykle „płaski” Malekith (Christopher Eccleston). Natomiast sprawdza się stara ekipa, a Loki i Thor oraz ich relacje sprawiają, że po film jak najbardziej warto sięgnąć.

Stan Lee: Prosi o zwrot buta w szpitalu.
Scena po napisach: 1) Taneleer Tivan The Collector przyjmuje kamień nieskończoności od Asgardianów. 2) Pocałunek Jane i Thora, bestia szaleje na placu.

9) Captain America: The Winter Soldier

data premiery: 2014
budżet: 170$, Box Office: 714$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo (Arrested Development, You, Me and Dupree, What About Brian)

Coś niesamowitego. Przy tym filmie Thora 2 i Iron Mana 3 można nazwać kameralnymi widowiskami! To co się dzieje na ekranie powoduje przysłowiowy opad szczeki! I to nie z powodu nagromadzenia efektów specjalnych, bo tych owszem, jest sporo i to na najwyższym poziomie, ale największe wrażenie w tym filmie robi prowadzenie akcji, ujęcia, oraz niesamowita choreografia walk, do tego z wykorzystaniem raczej klasycznej broni. Żadnych futurystycznych laserów! Nasuwa się skojarzenie z baletem, tak pięknie poszczególne sceny i ujęcia ze sobą współgrają! Drugi Kapitan Ameryka to w głównej mierze film nie fantastyczny, a sensacyjny, wręcz szpiegowski, w którym zresztą w jedną z głównych ról wcielił się Robert Redford, który w bogatej karierze aktora, zagrał m.in w takich dziełach szpiegowskich jak Spy Game czy Three Days of the Condor. Chris Evans w tytułowej roli jest niesamowity, na ekran powraca także Black Widow, Bucky Barnes, Maria Hill, Nick Fury czy Arnim Zola. Poznajemy także nowego superbohatera: Falcona, który nie jest tu tylko wypełniaczem, ale doskonale uzupełnia film i po prostu da się lubić. Film zrealizowali Bracia Russo, którzy wcześniej pracowali głównie przy sitcomach. Niesamowita decyzja, spore ryzyko, ale udało się. Kapitan Ameryka to jeden z najlepszych filmów MCU! Warto zaznaczyć, że utrzymany w dość poważnym tonie, a i trup ściele się tu gęsto, choć momenty wypełnione humorem, jak to w MCU, także pojawiają się nader często.

Stan Lee: Strażnik w muzeum.
Scena po napisach: 1) Wolfgang von Strucker przedstawia bliźniaki. 2) Bucky w muzeum.

10) Guardians of the Galaxy

data premiery: 2014
budżet: 170$, Box Office: 773$
reżyseria: James Gunn (Slither, PG Porn, Super)

Kolejne ogromne zaskoczenie. Tym razem studio wyłożyło 170 milionów dolarów i stworzyło kosmiczne widowisko z zupełnie nieznanymi postaciami, a do tego reżyserię powierzono twórcy o owszem, sporych umiejętnościach, ale pracującemu dotychczas tylko przy niskobudżetowych produkcjach. Tutaj na ekranie oglądamy natomiast swoista interpretację Gwiezdnych Wojen, gdzie jednymi z głównych bohaterów jest mówiący szop i drzewo. I to się sprawdziło! Widzowie byli zachwyceni, krytycy docenili, a film okazał się ogromnym sukcesem! Ponownie sprawdził się dobór aktorów, i praktycznie każda rola została obsadzona wręcz perfekcyjnie: Chris Pratt (Peter Quill), Zoe Saldana (Gamora), Dave Bautista (Drax), Karen Gillan (Nebula), Michael Rooker (Yondu Udonta) oraz Vin Diesel i Bradley Cooper jako głosy Groota i Rocketa. Warto zauważyć, że mimo, iż film ten nie nawiązuje bezpośrednio do wcześniejszych obrazów z MCU, to sporą rolę ma tu Thanos, oraz pojawia się wytłumaczenie, czym są Kamienie Nieskończoności i jaka ogromna moc w nich drzemie. Dodatkowy plus za ścieżkę dźwiękową!

Stan Lee: Amant.
Scena po napisach: 1) Taniec w doniczce 2) The Collector na zgliszczach, w tle pewien Kaczor.

11) Avengers: Age of Ultron

data premiery: 2015
budżet: 250$, Box Office: 1405$
reżyseria: Joss Whedon

Ponowne ukazanie losów całej drużyny i ponowny festiwal świetnych efektów specjalnych, a jednocześnie dość słaby scenariusz. Pojawia się parę nowych postaci, także z supermocami, jak Quicksilver (Aaron Taylor-Johnson), Scarlet Witch (Elizabeth Olsen) oraz Vision (Paul Bettany). Scen akcji jest co niemiara, ale film największe wrażenie robi wtedy, gdy oglądamy zwykłe relacji pomiędzy bohaterami, i takie sceny jak podczas przyjęcia (siłowanie się z młotem) czy w bezpiecznej przystani w chatce uświadamiają nam, że Marvel spowodował, że naprawdę polubiliśmy tę grupkę niesamowitych osobowości. Warto zwrócić uwagę na postać Ulyssesa Klaw, w którego wcielił się niesamowity Andy Serkis, oraz wątki, które później splotą się idealnie z postacią Black Panther.

Stan Lee: Miłośnik alkoholu z mocną głową.
Scena po napisach: Thanos zakłada rękawicę.

12) Ant-Man

data premiery: 2015
budżet: 130$, Box Office: 519$
reżyseria: Peyton Reed (Bring It On, The Break-Up, Yes Man)

Kolejny film, który bierze raczej mało popularną postać i powoduje, że obecnie bez niej nie wyobrażamy już sobie MCU. Ponownie zagrał genialny casting, w Ant Mana, czyli Scotta Langa idealnie wcielił się Paul Rudd (znany choćby z serialu Przyjaciele), Michael Douglas świetnie wypadł jako Dr Hank Pym, na uwagę także zasługuje Michael Pena jako Luis. Gościnnie wystąpiła Hayley Atwell czyli Peggy Carter! Film nieco oderwany jest od reszty uniwersum, jednak pojawia się motyw Avengers, a Falcon dostał parę (świetnych!) minut na ekranie. Podczas realizacji nie obyło się bez perturbacji, pomysł na fabułę w stylu „heist movie” wyszedł od Edgara Wrighta (Shaun of the Dead, Hot Fuzz, Scott Pilgrim vs. the World) który miał zająć się także reżyserią, ale w końcu niezgodność kierunku artystycznego ze studiem spowodowało, że film ostatecznie wyreżyserował Peyton Reed. Lekkie i przyjemne kino, pozwalające odpocząć od wielkich bitew i obrony świata.

Stan Lee: Barman.
Scena po napisach: 1) Strój Wasp 2) Captain America, Falcon i Winter Soldier.

Faza 3

13) Captain America: Civil War

data premiery: 2016
budżet: 250$, Box Office: 1153$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

Komiksowa Wojna Domowa to raczej opowieść dość przeciętna i pełna ogromnych bzdur, jednak mająca całkiem ciekawe podwaliny, do tego bardzo promowana przez samo wydawnictwo Marvel. I coś takiego trafiło na duży ekran i to z ogromnym budżetem! Na szczęście film tylko opiera się na głównych wytycznych komiksowej Wojny Domowej i przedstawia tak naprawdę zupełnie nową historię. A do tego za sterami ponownie stają Bracia Russo, nic więc dziwnego, że otrzymujemy niesamowicie zrealizowane widowisko, utrzymane w poważniejszym tonie, choć oczywiście nie zabrakło akcentów komediowych. Mimo, że film zatytułowany jest Kapitan Ameryka, to gości tutaj większość znanych już nam bohaterów, którzy dzielą się na dwa przeciwstawne obozy. Co najlepsze, każda ze stron ma swoje racje i obawy, nie ma tutaj jednej słusznej strony, ani podziału na tych dobrych i złych. Na ekranie obserwujemy niby zwykłą ustawkę między bohaterami, ale to jak to zrealizowano, zasługuje na szczery podziw. Wraca Brock Rumlow jako Crossbones, na ekranie udanie debiutuje Black Panther. I dzięki porozumieniu ze studiem Sony, oficjalnie do MCU trafia Spider-man! Warto także zwrócić uwagę na postać Zemo, ponownie znacznie zmienioną w stosunku do komiksowego pierwowzoru, co w całym rozrachunku wypadło nadspodziewanie dobrze.

Stan Lee: Kurier.
Scena po napisach: 1) Wakanda 2) Peter z latarką.

14) Doctor Strange

data premiery: 2016
budżet: 165$, Box Office: 677$
reżyseria: Scott Derrickson (The Exorcism of Emily Rose, The Day the Earth Stood Still, Sinister, Deliver Us from Evil)

Wprowadzenie kolejnej postaci, pod batutą specjalisty od horrorów, co w sumie pasuje pod pewnymi względami do filmu o „czarodziejach”. Jednak oczywiście Doctor Strange horrorem nie jest, jak już szukać nawiązań, to na myśl przychodzi choćby Incepcja. I jest to spory komplement, gdyż efekty specjalne naprawdę potrafią zachwycić, to film, który wprost wybornie ogląda się na dużym ekranie. Scenariusz to przyzwoita, ale bez większych wodotrysków origin story, z ponownie doskonałym doborem aktorów. Benedict Cumberbatch zasłynął w roli Sherlocka, także jako Doctor Strange sprawdził się idealnie. Warto także zwrócić uwagę na oryginalną Tildę Swinton, która jak zwykle wypada zjawiskowo na ekranie.

Stan Lee: Pasażer autobusu.
Scena po napisach: 1) Piwko z Thorem 2) Zbyt wielu czarodziejów.

15) Guardians of the Galaxy Vol. 2

data premiery: 2017
budżet: 200$, Box Office: 863$
reżyseria: James Gunn

Druga część strażników została zrobiona według sprawdzonego przepisu, czyli to samo, ale więcej, lepiej, i z większym przytupem. I ogląda się to wspaniale, ale momentami czuć jakby przesyt, a efekty specjalne potrafią zmęczyć. Co nie przeszkadza oczywiście by cieszyć się z niesamowitego seansu, dodatkowo wyszukiwać tonę odniesień do popkultury i najróżniejszych smaczków. Obsada, standardowo: na najwyższym poziomie.

Stan Lee: Z wizytą u Obserwatorów
Scena po napisach: 1) Nauka sterowania różdżką 2) Zjednoczenie 3) Arcykapłanka i Adam 4) Nastoletni Groot 5) Stan Lee u Obserwatorów

16) Spider-Man Homecoming

data premiery: 2017
budżet: 175$, Box Office: 880$
reżyseria: Jon Watts (Cop Car)

Sony nie za bardzo potrafiło poradzić sobie z postacią Spider-mana i mimo, że nakręcili parę prawdziwych hitów, to jednak tak naprawdę wszystko zagrało dopiero teraz, gdy pojawiła się dodatkowo współpraca z MCU. Co zaowocowało m.in pojawieniem się Pajączka już w Wojnie Domowej, a w jego solowym filmie gościnny występ zaliczył sam Tony Stark. Tom Holland jako Peter Parker jest młodym lekkoduchem, a film na szczęście oszczędza nam ponownego opowiadania gorzkich początków bohatera. Michaela Keatona ogląda się wprost z przyjemnością, i cieszy, że były Batman (w filmach Burtona) zawitał także do uniwersum Marvela. W Ciocię May wcieliła się Marisa Tomei która nie tylko zauroczyła Starka, ale także wszystkich widzów. Gościnie Captain America.

Stan Lee: Gary.
Scena po napisach: 1) W więzieniu. 2) Captain America nagrywa.

17) Thor: Ragnarok

data premiery: 2017
budżet: 180$, Box Office: 853$
reżyseria: Taika Waititi (Eagle vs Shark, What We Do in the Shadows)

Trzeci Thor to diametralna zmiana klimatu i pójście w zupełnie odjechanym kierunku. Ale co się dziwić, jak 180 baniek daje się takiemu gościowi jak Taika Waititi? To jest film na którym od samego początku do samego końca seansu na ustach wprost maluje się przysłowiowy „banan”. Doskonałe widowisko, z doskonałymi efektami specjalnymi i doskonałą muzyką (Immigrant Song dwa razy!). I z doskonałymi postaciami oraz relacjami miedzy nimi. Thor i Loki brylują na ekranie, Hulk i Walkiria kradną każdą scenę, Arcymistrz (wspaniały Jeff Goldblum) to rewelacja. Tu dosłownie wszystko zagrało, jedyny minus to to, że w końcu to widowisko się kończy. Ale wtedy pierwsze na co mamy ochotę, to kupić bilet na kolejny sens. I ponownie świetnie się bawić! Gościnnie wystąpił Dr. Strange. Też doskonały.

Stan Lee: Fryzjer.
Scena po napisach: 1) Thanos nadciąga. 2) Poklepmy się po plecach.

18) Black Panther

data premiery: 2018
budżet: ok 200$, Box Office: 1,347$
reżyseria: Ryan Coogler (Creed)

Film okazał się ogromnym hitem, ale podzielił widzów i krytyków, pojawiły się zarówno głosy zachytu, jak i totalne zmieszanie z błotem. W pełni sprawdził się sposób na wprowadzenie nowego bohatera, najpierw Czarna Pantera pojawił się w Captain America: Civil War, debiut ten wypadł nadspodziewanie dobrze, a dopiero później otrzymał swój solowy film, w którym już jednak tak nie zachwyca, szczególnie wobec udanych postaci drugoplanowych. Na każdym kroku jakby był spychany na dalszy plan. Sceny walk są poprawne, ale ich choreografia nie hipnotyzuje jak w filmach o Kapitanie Ameryka, a rozwiązania technologiczne w tak zaawansowanym państwie momentami straszą nielogicznością. Za to dostajemy sporo przepięknych ujęć, naprawdę ciekawą ścieżkę dźwiękową i całkiem niezłego „tego złego”. Obsada nie zawodzi, nieżyjący już Chadwick Boseman w tytułowej roli wypadł poprawnie, natomiast zachwyca przepełniona pozytywną energią Lupita Nyong’o jako Nakia, świetny Michael B. Jordan jako Erik Killmonger i rewelacyjny Andy Serkis jako Ulysses Klaue.

Stan Lee: W kasynie.
Scena po napisach: 1) Wystąpienie i oferta T’Challa. 2) Bucky.

19) Avengers Infinity War

data premiery: 2018
budżet: ok 321$, Box Office: 2,048$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

Thanos nadchodzi! O ile film Avengers z 2012 roku bardzo fajnie pokazywał współpracę wcześniej poznanych bohaterów, to Infinity War robi to wręcz na nieporównywalnie większą skalę. I doskonale korzysta z podbudowy stworzonej przez osiemnaście filmów! Strona techniczna wręcz zachwyca, doskonałe ujęcia, niesamowita choreografia potyczek, Bracia Russo już wcześniej pokazali świetny warsztat, tutaj ponownie udowodnili swoją niezwykła smykałkę do scen akcji. Niesamowitym wrażeniom wizualnym towarzyszy doskonale dobrana muzyka, odpowiedzialny za ten aspekt filmu Alan Silvestri wykonał kawał dobrej roboty. Wprost przytłaczająca liczba postaci mogła zwiastować nieco spłycenie ich poczynań, ale i ten aspekt wypadł perfekcyjnie. Każda z postaci dostaje swoje pięć minut, do tego rozdzielenie akcji na parę odrębnych ścieżek pozwala tym bardziej skupić się na poszczególnych bohaterach. Nie zabrakło bardziej wzruszających momentów, wyraźnie zaznaczony został motyw poświęcenia, jednocześnie jak przystało na MCU, sporo tutaj humoru i ciętych dialogów, w których przodują dwa zestawione ze sobą mocne charaktery, czyli Tony Stark i Stephen Strange. Robert Downey Jr. i Benedict Cumberbatch wcielający się w te postacie w swojej karierze mają na koncie bardzo udane filmowe interpretacje postaci Sherlocka Holmesa, w filmie zresztą pojawia się nawiązanie do tego faktu, choć niestety, bardzo subtelne (Doctor. Do you concur?). Także bardzo wiarygodnie przedstawiono postać samego Thanosa, czyli postać „tego złego”, który jednak posiada wyraźnie zarysowane swoje przekonania i cel, do którego bezwzględnie dąży. Oprócz połączenia wielu postaci z poprzednich filmów, wątkiem głównym jest zebranie Kamieni Nieskończoności, które przez lata pojawiały się w najróżniejszych filmach.
– Kamień Przestrzeni (Space Stone) – Tesseract w Captain America: The First Avenger (2011)
– Kamień Umysłu (Mind Stone) – Berło w The Avengers (2012)
– Kamień Rzeczywistości (Reality Stone) – Eter w Thor: The Dark World (2013)
– Kamień Mocy (Power Stone) – Glob w Guardians of the Galaxy (2014)
– Kamień Czasu (Time Stone) – Eye of Agamotto w Doctor Strange (2016)
– Kamień Duszy (Soul Stone) – pojawia się po raz pierwszy w niniejszym filmie, a jego zdobycie wiąże się także z motywem poświęcenia.
Wiedząc już wcześniej, że film będzie miał swoją bezpośrednia kontynuację, można było spodziewać się zakończenia, mimo to finał powoduje i tak ogromne zaskoczenie i smutek. Jak cały film, także ostatnie sceny są bardzo wymowne i działają doskonale na uczuciach widza, oglądając film w kinie, niesamotna jest reakcja widowni. Zaskoczenie, cisza i zaduma trwa nawet, gdy zaczynają się napisy końcowe, a wielu widzów ociera ukradkiem płynące łzy…

Stan Lee: Kierowca autobusu.
Scena po napisach: Fury wysyła sygnał.

20) Ant-Man and the Wasp

data premiery: 2018
budżet: ok 162$, Box Office: 622$
reżyseria: Peyton Reed (The Love Bug, Bring It On, The Break-Up)

Oczekiwanie na kontynuację Infinity War osłodzić miał nam już lubiany Ant-Man, czyli Scott Lang w którego to postać bezbłędnie wcielił się Paul Rudd. Tym razem w towarzystwie tytułowej Wasp, czyli Osy. Przecudna Evangeline Lilly jako Hope van Dyne doskonale wypada na ekranie, a do tego Michael Douglas jako Dr Hank Pym i Michelle Pfeiffer jako Janet van Dyne podnoszą wartość widowiska. Jednak nie wszystko tutaj zagrało do końca, otrzymaliśmy przyjemny, lekki film, ze spora dawką humoru i dowcipów słownych w których bryluje rewelacyjny Michael Pena jako Luis, ale niestety nic ponadto. Motyw powiększania się i pomniejszania, znany doskonale z części pierwszej, tutaj momentami sięga już absurdu i choć większość scen doskonale bawi, to można poczuć nieco przesyt. Oczywiście ogląda się to nadal bardzo dobrze, a film stanowi doskonałą odskocznie, po przybijającym zakończeniu Infinity War.

Stan Lee: Właściciel pomniejszonego samochodu.
Scena po napisach: 1) Uwięziony w quantum realm, scena bardzo ważna dla wydarzeń przedstawionych w Avengers: Endgame. 2) Perkusja.

21) Captain Marvel

data premiery: 2019
budżet: 160$, Box Office: 1,128$
reżyseria: Anna Boden & Ryan Fleck (Sugar)

W scenie po napisach w Infinity War Nick Fury wysyła sygnał do tajemniczej postaci, która wcześniej nie pojawiła się w żadnym z filmów. Przyszedł więc czas na jej przedstawienie i oto na ekrany zawitała potężna Captain Marvel, w tej roli Brie Larson, która wypadła niestety nieco bez polotu, choć jest to uzasadnione faktem, że mamy do czynienia z bezkompromisową bohaterką, której nie w myśl błazenada czy miłostki. Ot, taka twarda babka. Sam film to klasyczny „origin story”, nieco konstrukcją przypominający filmy MCU z pierwszej fazy. Nie wypada to rewelacyjnie, choć oczywiście są tutaj także i mocne momenty, jak nieźle ukazany konflikt między kosmicznymi rasami, ich motywacje, a Carol Danvers, gdy wreszcie pojawi się na Ziemi, nawiązuje relacje z samym Nickiem Fury (doskonale odmłodzony cyfrowo Samuel L. Jackson), a film przeradza się w klasyczną opowieść w stylu „buddy movie”. Powraca także Clark Gregg jako niezastąpiony Agent Coulson. Na deser otrzymujemy słodkiego kociaka, nie obyło się także bez wytłumaczenia, dlaczego Fury ma tylko jedno oko. I nie jest to niestety dobre „wytłumaczenie”. Film zebrał mocno mieszane opinie, sporo było wychwalania, szczególnie ukazania mocno zarysowanej postaci kobiecej w filmie superbohaterskim, jednak jednocześnie otrzymaliśmy momentami nudny i pełen dziur fabularnych scenariusz ze spora liczbą nielogiczności. Sama Brie Larson zdobyła zarówno rzeszę miłośników jak i przeciwników, a zupełnie niepotrzebnie wokół filmu i jej roli pojawiły się głupie przepychanki.

Stan Lee: W pociągu, czyta scenariusz Mallrats (w którym to filmie także miał swoje cameo)! Dodatkowo cała czołówka z logiem Marvela jest mu poświęcona.
Scena po napisach: 1) Gdzie jest Fury? 2) Kłaczek.

22) Avengers: Endgame

data premiery: 2019
budżet: 356$, Box Office: 2,797$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

Po zakończeniu Infinity War, Avengers: Endgame był bardzo wyczekiwany przez miłośników MCU, co podczas premiery zaowocowało choćby z problemami z zakupem biletów. A że film trwa nieco ponad 3 godziny, więc wiele kin organizowało dodatkowe sense. Po premierze zachwytom nie było końca, zarówno krytycy jak i widzowie wprost rozpływali się w superlatywach. Film pobił wiele rekordów, a obecnie dzierży miano najbardziej dochodowego obrazu w historii kina! To wprost niesamowity, monumentalny sukces, MCU pieczołowicie budowane przez ponad dziesięć lat i ponad dwadzieścia filmów okazało się ewenementem na skalę światową! Akcja skupia się się wokół klasycznego składu grupy Avengers. Tony Stark (Iron Man), Steve Rogers (Captain America), Bruce Banner (Hulk), Thor, Natasha Romanoff (Black Widow) i Clint Barton (Hawkeye) pozostali na świecie, gdzie zniknęła połowa populacji, i każdy na swój sposób próbuje sobie z tym faktem radzić. I już to, zwykłe życie naszych superbohaterów w obliczu nowej rzeczywistości, zostało ukazane w poruszający sposób. Ale oczywiście nie można dać za wygraną, a gdy pojawia się szansa… Film wyraźnie posiada budowę strukturalną i już pierwszy akt wprawia widza w osłupienie. Następnie nastaje chwila wyciszenia, gdy w końcu pojawia się wspomniana szansa, przechodzi do niezwykłej zabawy z konwencją. Jako laurka dla głównych bohaterów, ale też samego MCU, znajdziemy tutaj wprost zatrzęsienie nawiązań do wcześniejszych obrazów. Do tego zrealizowano to we wprost perfekcyjny sposób, a momentami sprytne nawiązania i zestawienia postaci tylko uwypuklają ich rozwój, który nastąpił na przestrzeni ostatnich lat. Scen powodujących uśmiech na twarzy jest tu znaczna ilość, że choćby wystarczy wspomnieć scenę w windzie z Kapitanem, czy rozmowę Starka z ojcem. Zresztą, co także jest sporym zaskoczeniem, pojawia się Jarvis, w tej roli James D’Arcy, który w tę postać wcielił się także w serialu Agent Carter! Podobnego fanservisu jest oczywiście więcej, a w pamięć z pewnością wryją się te z udziałem Kapitana Ameryki, który wreszcie będzie mógł wypowiedzieć wielce znaczące słowa Avengers Assemble. I przepiękna scena z Młotem! Nie zabrakło także urokliwego motywu pokazującego woman-power, który obrazuje, że potężnych superbohaterek w tym świecie jest całkiem sporo. Pod względem realizatorskim, podobnie jak w Infinity War, wszystko wypada perfekcyjnie. Montaż, ujęcia, dynamika starć, doskonała muzyka, wszystkie te elementy niezwykle umiejętnie zostały połączone w jedną całość. To hołd złożony całemu MCU, a szczególnie pierwszej grupie superbohaterów, z której wielu członków w końcu może odejść na zasłużoną emeryturę. Same napisy końcowe i ich forma powodują, że łezka się kręci w oku. Kevin Feige od początku planował stworzenie spójnego uniwersum, zapewne wtedy sobie nie zdawał sprawy, jak ta sztuka przepięknie mu się uda. Endgame to godny koniec pewnej epoki, ale Marvel Cinematic Universe trwa nadal. Poprzeczka została postawiona niezwykle wysoko, czy uda się ją przeskoczyć?

Stan Lee: Make love, not war!
Scena po napisach: Słychać tylko dźwięk kuźni.

23) Spider-Man: Far From Home

data premiery: 2019
budżet: 160$, Box Office: 1,131$
reżyseria:

Spider-Man: Far From Home to takie złapanie oddechu po Endgame, czyli film lekki, łatwy i przyjemny w odbiorze. Powraca Tom Holland w tytułowej roli, ogromnym plusem jest poświęceniu mu miejsca zarówno jako Peterowi Parkerowi jak i Pajączkowi. Świat dość szybko wraca do normalności, znowu musi pojawić się ktoś, kto lubi namieszać, czyli standard w filmie superbohaterskim. Sony, nadal dzierżące prawa do filmowych przygód Spider-mana, fajnie dogadało się z Marvelem, dzięki czemu nie tylko Pajączek zagościł w filmach MCU, ale i w swoich solowych przygodach doczekał się gościnnych występów. Samuel L. Jackson jako Nick Fury czy Cobie Smulders jako Maria Hill otrzymują swoje pięć minut, a Jon Favreau jako Happy Hogan wręcz błyszczy, a do tego coś kręci z Marisą Tomei czyli May Parker, ciotką Petera. Szkoda, że nie uświadczymy tutaj znanej z komiksów Mary Jane, choć trzeba przyznać, że Zendaya jako MJ wypada naprawdę nieźle. Z postaci komiksowych pojawia się sam Mysterio, ponownie, jak to w MCU stało się standardem, doskonale obsadzony. Jake Gyllenhaal robi robotę. A jakby mało, to na chwilkę pojawia się J.K. Simmons który w trylogii Sama Raimi wcielił się w J. Jonahana Jamesona, i tutaj także wystąpił w tej roli!

Stan Lee:
Scena po napisach: 1) J. Jonah Jameson, Mysterio wyznaje prawdę. 2) Fury szuka butów. Dodatkowo dedykacja dla Ditko i Lee.

Marvel One Shot

Marvel One Shot to seria krótkometrażowych filmów nawiązujących bezpośrednio do uniwersum MCU, będących dodatkami do wydań Blu-Ray samych filmów. Powstało ich w sumie pięć, i należy traktować je jako lekturę obowiązkową, tym bardziej, że całkiem sporo wnoszą do tematu. Od 2016 roku Marvel kontynuował serię, ale jej forma nieco się zmieniła, zrezygnowano z filmów krótkometrażowych na rzecz materiałów już raczej czysto promocyjnych.

Lista filmów:

2011 The Consultant
2011 A Funny Thing Happened on the Way to Thor’s Hammer
2012 Item 47
2013 Agent Carter
2014 All Hail the King

2016 Team Thor
2017 Team Thor: Part 2
2017 Rappin’ With Cap
2018 Team Darryl
2019 Peter’s To-Do List

The Consultant (2011)

Akcja rozgrywa się po wydarzeniach z filmów Incredible Hulk i Iron Man 2 i nawiązuje bezpośrednio do sceny po napisach z Incredible Hulk. W rolach głównych agenci Coulson i Sitwell oraz tytułowy Konsultant. Film trwa około 4 minut.

A Funny Thing Happened on the Way to Thor’s Hammer (2011)

Scena ma miejsce między zakończeniem filmu Iron Man 2, ale jeszcze przed sceną po napisach z tego tytułu. W roli głównej ponownie Agent Coulson. 4 minutki.

Item 47 (2012)

Tym razem otrzymujemy zrobiony z prawdziwym rozmachem film krótkometrażowy (ponad 11 minut!), który prezentuje wydarzenia mające miejsce po filmie Avengers. Wśród obsady pojawia się Agent Sitwell. Uwaga, jest scena po napisach!

Agent Carter (2013)

Ponownie Marvel zaszalał i otrzymaliśmy niezwykle dynamiczny i przepełniony akcją film krótkometrażowy (ponad 15 minut), w którym główną role odgrywa tytułowa Agentka, czyli Peggy Carter. Wydarzenia mają miejsce po pierwszym filmie z Kapitanem: Captain America: The First Avenger. Zdecydowanie warto obejrzeć. Uwaga, także tutaj dostajemy scenę po napisach!

All Hail the King (2014)

Tą krótkometrażówką Marvel starał się nieco wyprostować niezadowolenie fanów z powodu filmowej interpretacji postaci Mandaryna. Nieco niepotrzebnie, ale za to otrzymujemy całkiem wyśmienity filmik (ok 14 minut). Także tutaj występuje dodatkowa scena (tym razem podczas napisów).

Team Thor (2016)
Team Thor: Part 2 (2017)
Team Darryl (2018)

Trzy filmiki, w których pewien Darryl szuka współlokatora. W pierwszych dwóch trafi na samego Thora, w trzecim w jego progi zawita Grandmaster. Bardzo przyjemne.

Rappin’ With Cap (2017)

Więcej moralizatorskich pogadanek Kapitana Ameryki, których formę poznaliśmy w Spider-Man Homecoming.

Peter’s To-Do List (2019)

Przed wyruszeniem do Europy w Spider-Man: Far From Home, Peter musi odhaczyć parę rzeczy do zrobienia. Dość standardowych, jak odebrać paszport, zrobić zakupy, sprać złoli.

Podobnych małych perełek, nie zawsze oficjalnych, pojawiło się jeszcze parę. Koniecznie należy wymienić:

The Punisher: Dirty Laundry (2012)

Amatorski film krótkometrażowy, o którym warto wspomnieć, gdyż do roli Punishera powraca Thomas Jane, który w Franka Castle wcielił się w przeciętnym filmie The Punisher z 2004 roku. Tutaj próbuje zmyć złe wrażenie, mimo że sam wtedy wypadł w swojej roli bardzo dobrze. W niniejszej produkcji sztuka ta wychodzi mu jeszcze lepiej. Zaledwie 10 minut, ale czuć tu potencjał, jaki postać Punishera w sobie posiada. Jest mocno, brutalnie, nieco z zadumą. Gościnnie Ron Perlman.

No Good Deed (2017)

Specyficzny zwiastun, w formie krótkometrażowego filmiku, oczywiście, jak przystało na Deadpoola, nic nie traktujący poważnie. Gościnnie Stan Lee.

Guardians Inferno – teledysk utrzymany w kiczowatej stylistyce lat 70. XX wieku. Śpiewa sam Nick Fury, ten pierwszy, czyli David Hasselhoff! Gościnnie Stan Lee.
Marvel’s Doctor Strange – The Doctor Is In – Doctor Strange objaśnia obrażenia, których może nabawić się podczas potyczek.
WHiH NewsFront – program informacyjny prowadzony przez Christine Everhart, w którym omawia m.in. losy kryminalisty Scotta Langa.
Céline Dion: Ashes – teledysk promujący Deadpoola. To trzeba zobaczyć!
Hilariously Face Off For The Last Donut – konfrontacja między Kapitanem Ameryką a Iron-manem!
Jimmy Kimmel Hires Dr Strange. – Dr Strange, jako magik, na przyjęciu urodzinowym. Sytuację z tego filmiki nie omieszkał wypomnieć mu później Stark w Infinity War.
Tom Holland & Jimmy Kimmel – Peter odbiera pranie.
Spider Man Parody – krótka parodia, w rolach głównych Jack Black i Sarah Michelle Gellar.
Spider Man in X-Men Movie! – żart z planu, w filmie X-men prawie pojawił się sam Spider-man!
Hulk At The Office (2015) – czy Hulk poradziłby sobie w biurze? Gościnie Stan Lee i Lou Ferrigno!
i inne…

Przerwa na reklamę:

Coca-Cola “A Mini Marvel” – ostatnia puszka Coli, czy Hulk tak łatwo odpuści Ant-manowi?
Watch NBA Finals with Spidey and Iron Man! – Happy Hogan, Tony Stark, Peter Parker a jakby było mało, to jeszcze pojawia się tu zatrzęsienie gwiazd.
Dancing Spiderman – Spider-man też umie tańczyć.
Quicksilver Sky Fibre – Quicksilver, ten z Foxa, ponownie popisuje się swoimi umiejętnościami.
Audi – Seria paru reklam, głównie z Pajączkiem, ale drętwa Captain Marvel też tutaj znalazła swoje miejsce.

Seriale

Oprócz filmów, świat Marvela to także oczywiście wiele produkcji emitowanych w formie seriali telewizyjnych. Podobnie jak w przypadków filmów, produkowane były przez różne studia i w różnym czasie, z ich jakością także bywało różnie. Część seriali powstałych już po starcie Marvel Cinematic Universe w wyraźny sposób nawiązuje do tego uniwersum, a nawet często czerpie z niego pełnymi garściami. I w tej postaci stanowią bardzo ciekawe uzupełnienie pewnych wątków, choć z czasem producenci zdecydowali się jednak na odseparowanie świata filmowego od serialowego. W końcu w 2020 roku zamknięto definitywnie wszystkie wcześniejsze produkcje, a obecnie na platformie Disney+ rozpoczęto emisję seriali już oficjalnie wchodzących w skład Marvel Cinematic Universe.
Niestety, nie wszystkie wymienione poniżej produkcje miałem przyjemność obejrzeć w całości, i mimo nadrabiania braków, sporo jeszcze przede mną. Dlatego też to zestawienie traktuję jako uzupełnienie i ograniczę się do ogólnych informacji.

Spidey Super Stories (The Electric Company, PBS)

lata emisji: 1974–1977
3 sezony, 29 odcinków

Pierwsze aktorskie wcielenie Spider-mana to seria pouczających historyjek z przysłowiowym „morałem”, przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. Co ciekawe, zachowano mocno stylistykę komiksu, na ekranie pojawiają się często komiksowe kadry, a sam Spider-man jest postacią niemą, jego kwestie wyświetlane są jako komiksowe dymki. Warto z ciekawości obejrzeć choć odcinek, tym bardziej, że często w rożnych rolach pojawiał się Morgan Freeman.

Spider-Man / Supaidāman (Toei Company, TV Tokyo)

lata emisji: 1978–1979
1 sezon, 41 odcinków

Marvel swego czasu nawiązał współprace z Japońską korporacją Toei Company, która m.in. zaowocowała powstaniem serialu z Pająkiem. Co ciekawe, umowa określała, że Japończycy mogą korzystać z wizerunku i nazwy Spider-man, ale tworząc całą otoczkę wokół tej postaci dostali całkowicie wolną rękę. I wyszło z tego coś pokroju Power Rangers, Spider-man, a właściwie Supaidaman w tej wersji to kaskader Takuya Yamashiro, zdobycie pajęczych mocy także zostało zmienione, dodatkowo Spider-man dysponuje sporą liczbą gadżetów takich jak choćby futurystyczny samochód czy ogromny robot Leopardon. I jest statek kosmiczny, uroczo nazwany Marveller. Oczywiście mamy też tych złych, i całą masę fikuśnych strojów i postaci. Całość o dziwo stoi na całkiem przyzwoitym poziomie, wyróżniając się choćby niezłymi scenami kaskaderskimi. Serial uzupełnia dodatkowo relatywnie krótki film, jednak nie różni się on znacznie od przykładowego odcinka, dlatego też nie wspomniałem o nim w sekcji poświęconej filmom. Mimo, że współpraca Marvela z Toei mogła wydawać się kuriozalna, to jednak była dość owocna, szczególnie pozytywnie wpłynęła na zwiększenie rozpoznawalności marki Marvela w Japonii.

Mutant X (Syndication)

lata emisji: 2001-2004
Sezon 1: 22 odcinki
Sezon 2: 22 odcinki
Sezon 3: 22 odcinki

Serial o dość pokaźnej liczbie odcinków emitowanych w sumie w trzech sezonach, powstał już po premierze pierwszego filmu kinowego X-men, jednak w jego produkcję nie było zaangażowane studio Fox, a sam Marvel. Co zaowocowało wieloma przepychankami i pozwami sądowymi, a w końcu przyczyniło się do zamknięcia serialu, pozostawiając niestety wiele nierozwiązanych wątków. Z powodu zawirowań licencyjnych, mimo że produkcja nawiązuje do świata Mutantów, to jednak stoi mocno na uboczu i kreśli zupełnie własną historię z własnymi postaciami. Serial zdobył rzeszę wiernych fanów, postacie dało się lubić, choć niestety posiadał sporo przywar, w tym słabe efekty specjalne, mocno taki sobie scenariusz i nieco odczuwalny brak pomysłu na siebie.

Blade(Spike)

lata emisji: 2006
Sezon 1: 13 odcinki

W nieco przemontowanej formie, pilot tego serialu został wydany jako pełnometrażowy film Blade: House of Chthon, a całość w bardzo luźny sposób nawiązuje do wcześniejszej filmowej trylogii. Niestety zmieniono odtwórcę głównej roli, co nie wyszło na dobre, jednak ogólnie serial nie wypada źle, choć jest bardzo nierówny i niestety najsłabiej prezentuje się początek jak i zakończenie.

Seriale CBS:

The Amazing Spider-Man

lata emisji: 1977–1979
Sezon 1: 6 odcinków
Sezon 2: 8 odcinków

Serial z którego odcinków sklecono aż trzy pełnometrażowe filmy, reszta trzyma oczywiście podobny poziom. Mamy więc Spider-mana który łazi pokracznie po ścianach, od czasu do czasu gdzieś skoczy lub użyje sieci, a komiksowych złoli w ogóle tutaj nie uświadczymy. W całości nieźle wypada odtwórca tytułowej roli Nicholas Hammond, a sam Peter Parker jest bardzo fajnie zarysowaną postacią, do tego, całkiem rozgarniętą i obrotną. I da się po prostu lubić.

The Incredible Hulk

lata emisji: 1977–1982
Sezon 1: 12 odcinków
Sezon 2: 23 odcinków
Sezon 3: 23 odcinków
Sezon 4: 14 odcinków
Sezon 5: 7 odcinków

The Incredible Hulk był sporym hitem co zaowocowało aż pięcioma sezonami jego telewizyjnych przygód, przy okazji powstało sześć filmów pełnometrażowych. Trzy pierwsze to piloty lub zlepki odcinków, kolejne trzy to pełnoprawne filmy, nakręcone już po zakończeniu serialu. Formuła była dość prosta, Dr. David Banner podróżuje by znaleźć remedium na swój zielony problem, a przy okazji pomaga różnym ludziom rozwiązywać ich problemy. Ot, taka jednoosobowa Drużyna A. Serial stał na całkiem przyzwoitym poziomie, mimo często widocznego moralizatorstwa, scenariusze nie wypadały źle, a aktorsko Bill Bixby jako Banner i Lou Ferrigno jako Hulk nieźle sobie poradzili. Można się zainteresować, choć warto na początek spróbować filmów.

Seriale ABC:

Agents of S.H.I.E.L.D.

lata emisji: 2013–2020
Sezon 1: 22 odcinki
Sezon 2: 22 odcinki
Sezon 3: 22 odcinki
Sezon 4: 22 odcinki
Sezon 5: 22 odcinki
Sezon 6: 13 odcinków
Sezon 7: 13 odcinków

Agents of S.H.I.E.L.D.: Slingshot

lata emisji: 2016
1 sezon, 6 odcinków

Agents of S.H.I.E.L.D. rozpoczyna się po wydarzeniach z filmu Avengers, a w głównej roli powraca, co może być pewnym zaskoczeniem, Agent Phil Coulson. Pierwsze odcinki niestety były dość słabe, ale w połowie pierwszego sezonu, gdy na serial bezpośrednio wpłynęły wydarzenia z filmu Captain America: The Winter Soldier, pojawił się znaczny wzrost formy. Jednocześnie wyraźnie zostało zarysowane bezpośrednie powiązanie z Marvel Cinematic Universe, a gościnnie pojawiły się tutaj takie postacie jak Sif czy nawet sam Nick Fury! Jednak z czasem serial odchodził nieco na boczny tor, w MCU oficjalnie nie była uznana obecność Phila Coulsona, co wcale jednak nie wpłynęło na spadek formy, a wręcz przeciwnie. Będąc już poniekąd niezależnym dziełem, scenarzyści mogli rozwinąć skrzydła i nasi bohaterowie przeżywali momentami dziwaczne przygody, czy to trafiając do innych rzeczywistości, czy podróżując w kosmosie, czy nawet cofając się w czasie! Mimo nierównego poziomu, produkcja zyskała sporą grupę miłośników, co zaowocowało w sumie siedmioma sezonami, które naprawdę warto obejrzeć. Postacie takie jak Phil Coulson, Melinda May, Daisy ‚Skye’ Johnson, Jemma Simmons, Leo Fitz, Alphonso ‚Mack’ Mackenzie czy Elena ‚Yo-Yo’ Rodriguez dają się lubić, do tego po drodze spotkamy tutaj także dość ciekawe charaktery jak Bobbi Morse, Aida, Deathlok czy Ghost Raider. Są Inhumans, inne rasy, monolity, oj, dzieje się tutaj dość dużo. Gościnnie w ostatnim sezonie pojawia się nawet Daniel Sousa z serialu Agent Carter! Slingshot to miniserial bezpośrednio powiązany z główną serią. Składa się z sześciu krótkometrażowych odcinków, a jego wydarzenia mają miejsce przed czwartym sezonem głównej serii.

Stan Lee: W pociągu w miłym towarzystwie. W Slingshot jest jego zdjęcie.

Agent Carter

lata emisji: 2015–2016
Sezon 1: 8 odcinków
Sezon 2: 10 odcinków

Peggy Carter, czyli tytułowa agentka, zdobyła nasze serca w filmie Captain America: The First Avenger, wspaniałą więc wiadomością była informacja, że dostanie swój własny serial. W głównej roli powraca znana z filmu przeurocza Hayley Atwell. Serial doczekał się dwóch sezonów, każdy z sezonów przedstawia zamkniętą historię, i wielka szkoda, że nie kontynuowano dalej tej opowieści, tym bardziej, że pod względem zarówno realizatorskim jak i scenariuszowym było bardzo przyzwoicie, a kolejne sezony zapewne ukazałyby założenie samej Agencji S.H.I.E.L.D.. Serial należy oglądać po filmie Captain America: The First Avenger do którego najmocniej nawiązuje, natomiast One Shot pod tym samym tytułem co serial, mimo że powstał przed serialem, przedstawia akcję już po jego zakończeniu. Mimo sporych nawiązań do MCU, serial obecnie oficjalnie jest uznawany za niekanoniczny, jednak sam Marvel w Avengers: Endgame miło do niego nawiązał, umieszczając gościnny występ Edwina Jarvisa, w którego wcielił się James D’Arcy. Czyli ta sama postać i ten sam aktor i w serialu i w jednym z ostatnich filmów MCU. Inna postać: Daniel Sousa (w tej roli Enver Gjokaj) trafiła do ostatniego sezonu Agents of S.H.I.E.L.D. Wniosek jest prosty, nie ma co się przejmować, czy coś jest niby kanoniczne czy nie, jak serial jest przyzwoity, warto obejrzeć. A Agentce Carter z pewnością warto poświecić chwilę.

Stan Lee: Pożycza gazetę

Inhumans

lata emisji: 2017
Sezon 1: 8 odcinków

Pierwotnie w planach miał być film pełnometrażowy, w końcu skończyło się na serialu. I coś nie wyszło, serial okazał się ogromna porażką artystyczną, z idiotycznym scenariuszem. Zarówno widzowie jak i krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów. To 8 odcinków o których spokojnie można zapomnieć. Dwa pierwsze wyświetlane były nawet w kinach, ale za pełnoprawny film nie można tego uznać.

Seriale Netflix:

Seriale Netflixa, mimo że pierwotnie oficjalnie miały należeć do MCU, to stoją nieco bardziej na uboczu tego uniwersum i raczej nie nawiązują do głównej osi fabularnej filmów, choć sama bitwa w Nowym Jorku z Avengers ma wpływ na parę scen. Natomiast poszczególne tytuły z tej grupy są dość mocno ze sobą powiązane, często w rożnych seriach pojawiają się te same postacie. Zamysł podoby jak w MCU, co zresztą zaowocowało także jednym wspólnym serialem The Defenders, w którym pojawia się Daredevil, Jessica Jones, Luke Cage, Iron Fist oraz wiele postaci drugoplanowych.
Pierwszym emitowanym serialem był Daredevil, który okazał się sporym hitem, widzom spodobał się poważniejszy, dorosły klimat. Tak samo Jessica Jones w której doskonale przede wszystkim zostały zarysowane poszczególne postacie. Niestety, dalej było coraz gorzej. Luke Cage zebrał już mieszane opinie, a Iron Fist okazał się porażką. Serial The Defenders, w zamierzeniu spinający to miniuniwersum, mimo ogromnego potencjału, także wypadło dość słabo. Natomiast może podobać się Punisher będący niejako serią odpryskową Daredevila. Ogólnie, po naprawdę doskonałym starcie, poziom poszczególnych serii wyraźnie pikował w dół. Problemem była także długość samych poszczególnych sezonów, umowy podpisane z Marvelem określały liczbę odcinków, na wypełnienie których niestety nie starczało scenariusza. Zapychano więc wolne miejsce bezsensowną gadaniną, co spowodowało, że w w wielu miejscach poszczególne odcinki są najzwyklej w świecie nudne. Nawet The Defenders, gdzie otrzymaliśmy mniej odcinków i sporo postaci, nie uniknął dłużyzn. Daredevil i Jessica Jones (głównie pierwszy sezon), oraz The Punisher są jak najbardziej warte obejrzenia. Reszta w ramach wolnego czasu.

Daredevil

lata emisji: 2015–2018
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków
Sezon 3: 13 odcinków

Jessica Jones

lata emisji: 2015–2019
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków
Sezon 3: 13 odcinków

Luke Cage

lata emisji: 2016–2018
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków

Iron Fist

lata emisji: 2017–2018
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 10 odcinków

The Defenders

lata emisji: 2017
Sezon 1: 8 odcinków

The Punisher

lata emisji: 2017–2019
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków

Stan Lee: W każdym z seriali Netflixa pojawia się jego zdjęcie, występuje w trailerze The Defenders.

Seriale FX/Fox:

Legion(FX)

lata emisji: 2017–2019
Sezon 1: 8 odcinków
Sezon 2: 11 odcinków
Sezon 3: 8 odcinków

Serial operuje na własnych postaciach i motywach, a nawiązania do uniwersum X-men są raczej symboliczne, choć jednocześnie dość znaczące. To co najbardziej przyciąga do serialu, to jego niezwykły klimat a także oryginalna realizacja. Spora liczba wręcz zwariowanych i dziwacznych motywów powoduje, że klimat jest bardzo „kolorowy”, ale nie ma mowy o komicznych wątkach, a bardziej odnajdziemy tutaj dramat i poważne kwestie. Nie każdemu takie coś przypasuje, wręcz momentami bywa to męczące, jednak jak ktoś się wkręci w ten dziwny klimat, będzie zachwycony. Mocno polecam spróbowanie przynajmniej trzech pierwszych odcinków.

The Gifted (Fox)

lata emisji: 2017–2019
Sezon 1: 13 odcinków
Sezon 2: 16 odcinków

The Gifted skupia się na własnych wątkach i postaciach, jednak widać w nim delikatne nawiązanie do kinowego uniwersum X-men. Serial jest dość sprawnie zrealizowany, a efekty specjalne nie odstraszają, niestety jest także dość nierówny. Zdarzają się zarówno bardzo ciekawe odcinki jak i niestety dość słabe. W odbiorze całości nasuwa się określenie „nijaki”, może się podobać, ale to przeciętna produkcja, którą jak sobie odpuścimy, to wiele nie stracimy.

Stan Lee: Wychodzi z baru.

Seriale Freeform:

Cloak & Dagger

lata emisji: 2018–2019
Sezon 1: 10 odcinków
Sezon 2: 10 odcinków

Głównymi postaciami są nastolatki, jednak serial posiada dość poważny i mroczny klimat, a nasi bohaterowie, mimo młodego wieku, noszą już spory bagaż traumatycznych przeżyć. Pod tym względem serial wypada naprawdę nieźle, tym bardziej, że odpowiednie ujęcia i niezła muzyka potęgują klimat. Jednocześnie zbyt często akcja po prostu siada, a niektóre wątki są rozpamiętywane w nieskończoność. Warto sięgnąć, ale można się łatwo odbić.

Stan Lee: Na obrazie.

Seriale Hulu:

Runaways

lata emisji: 2017–2019
Sezon 1: 10 odcinków
Sezon 2: 13 odcinków
Sezon 3: 10 odcinków

Kolejny serial o nastolatkach, który przede wszystkim doskonale zarysowuje relacje między poszczególnymi postaciami, także międzypokoleniowe. Sporo tu lekkiego klimatu, choć oczywiście pojawiają się i bardziej dramatyczne sceny, ale zawsze znajdzie się chwila, by złapać oddech i się uśmiechnąć. Trochę niedomagają efekty specjalne, co wynagradzają niezłe ujęcia i bardzo przyjemna muzyka, niestety z czasem serial staje się nieco nużący. Gościnnie Cloak & Dagger!

Stan Lee: Kierowca limuzyny.

Helstrom

lata emisji: 2020
Sezon 1: 10 odcinków

Utrzymany w poważniejszym stylu, czerpiący garściami z gatunku horroru Helstrom ogólnie wypada dość przeciętnie. Otrzymujemy tutaj egzorcyzmy, demony, całkiem ciekawe postacie, ale można odnieść wrażenie, że całościowo wszystko to się niestety rozmywa, choć jest tutaj parę naprawde niezłych scen i motywów. Może wciągnać.

Słowem podsumowania

Trzeba przyznać, że Marvel doczekał się sporej spuścizny filmowej, do tego dzięki inicjatywie Marvel Cinematic Universe sprawił, że kino superbohaterskie stało się niezwykle popularne, choć oczywiście należy pamiętać, że mówimy tu o kinie czysto rozrywkowym, które to dobrze ogląda się na dużym kinowym ekranie. Obecne czasy niestety nie nastrajają pozytywnie do kontynuowania trendu kręcenia wysokobudżetowych produkcji, co zresztą widać po premierach w roku 2020: ukazał się tylko jeden film i to ze stajni jeszcze Foxa, natomiast zapowiadane premiery Black Widow i The Eternals zostały przesunięte. Zapewne skutkiem pandemii jest mocniejsze wejście na rynek seriali, gdzie pierwsza oficjalna produkcja wchodząca w skład MCU: WandaVision obecnie jest emitowana, a parę kolejnych zostało zapowiedzianych. Wszystko to oczywiście obejrzymy tylko na platformie Disney+. Seriale w tej formie rozwijają w wyraźny sposób wątki z filmów i wykorzystują postacie których debiut odbył się na dużym ekranie. Do swoich ról oczywiście powrócili znani i lubiani aktorzy. Także ważnym wydarzeniem jest odzyskanie przez Marvela pełnych praw do ekranizacji praktycznie wszystkich postaci, przez co choćby ogromny świat mutantów z pewnością w przyszłości pojawi się w MCU. Trochę niestety zmniejsza to konkurencyjność na rynku, obecnie jako alternatywa pozostaje tylko DC, które jednak nadal ze swoimi produkcjami szuka złotego środka. Sony to inna bajka, póki trwa umowa z Marvelem, Spider-man rozszerza bezpośrednio MCU, a jedynie produkcje poboczne, jak Venom czy zapowiadany Morbius stanowią nieco odrębne byty. Patrząc na zapowiedzi, warto zauważyć, że przebąkuje się o jeszcze większym scaleniu uniwersum i choćby w kolejnym Spider-manie mamy zobaczyć postacie z wcześniejszych filmów Sony. Może wyjść ciekawie.

 

Read Full Post »

Niniejsza notka bezpośrednia nawiązuje do opracowania Dziesięć lat MCU, czyli wstęp do Avengers: Infinity War, więc oczywiście nadal poruszamy się w kręgu filmowych adaptacji komiksów superbohaterskich, tym razem jednak na tapetę trafiają historie z mutantami, które to sporo namieszały w kinowym świecie.

Komiks

Zacznijmy od początku. Komiksy o X-men, czyli grupie superbohaterów będących mutantami, zadebiutowały na rynku w 1963 roku, a ich twórcami byli Stan Lee i Jack Kirby. Początki nie były zbyt obiecujące, tworzenie nowych komiksów zostało zawieszone wraz z 66 numerem, a w kolejnych latach ukazywały się jedynie przedruki. Na szczęście serii nie spisano na straty, a wkrótce doczekała się poważnego odświeżania, za którym poszło także wprowadzenie wielu nowych postaci. Komiksy z mutantami zdobywały coraz większa popularność, by na początku lat 80. XX wieku stać się prawdziwym fenomenem sprzedażowym. Popularność spowodowała powstawanie coraz to nowych serii, poświęconych zarówno różnym grupom mutantów, jak i ich solowym przygodom. Obecnie, mimo wzlotów i upadków popularności, komiksy z rodziny X-men nadal mają się dobrze, i wciąż wydawane są nowe zeszyty z ich przygodami, oczywiście nadal w wielu najróżniejszych seriach. Przez lata wyszło tego tyle, że obecnie połapanie się w najróżniejszych niuansach nie jest zbyt łatwe, a poznanie wszystkich przygód mutantów zakrawa na wręcz karkołomne zadanie. Na szczęście, jak to w komiksowym światku bywa, by cieszyć się z lektury, nie trzeba koniecznie znać wszystkiego.

X-men 1963

Mutant

Na popularność komiksów przełożyła się bezpośrednio ich ogromna różnorodność, nagromadzenie najróżniejszych postaci, a także fakt poruszania problemów społecznych. Pojawia się motyw nietolerancji, a w komiksowym świecie ogólnie mutanci nie cieszyli się uwielbieniem reszty społeczeństwa. Do tego każdy z mutantów praktycznie był inny, posiadał zupełnie rożne cechy, czy umiejętności. Co warto podkreślić, nie zawsze specjalne zdolności okazywały się przydatne, często osobnicy obdarzeni dziwnymi zdolnościami czy nawet dziwacznym wyglądem czuli się wyobcowani, niepotrzebni, byli spychani na margines społeczeństwa. Takie dramaty dodatkowo spowodowały, że czytelnicy mogli pod rożnym względem identyfikować się z danymi postaciami czy motywami, co tylko wpłynęło na popularność komiksów.

Film

W ubiegłym stuleciu powstało sporo filmów superbohaterskich, niestety, większość z nich to obrazy lekko mówiąc, przeciętne. Hitami okazały się przygody dwóch najpopularniejszych postaci z Uniwersum DC. Filmy Superman z 1978 i Superman II z 1980 zdobyły przychylność zarówno widzów jak i krytyków, niestety, bezpośrednie kontynuacje, czyli Superman III z 1983 roku i IV z 1987 już nie porwały widowni. Podobnie było z Batmanem, filmy Batman z 1989 i Batman Returns z 1992 roku wręcz rozkochały w sobie widzów, ale już kontynuacja Batman Forever z 1995 wypadła mocno słabo, a Batman And Robin z 1997 okazał się ogromną klapą artystyczną i ostudził zapał producentów do inwestowania w wysokobudżetowe adaptacje filmowe. Ale DC choć odnosiło jakieś sukcesy na filmowym rynku, co niestety nie można powiedzieć o Marvelu. A próbowali, pojawiały się filmy i seriale ze Spider-manem (trzy filmy: 1977, 1978, 1979) czy Hulkiem, i w przypadku Hulka choć serial wyszedł całkiem przyzwoicie, co przełożyło się na emisję pięciu sezonów. W 1979 były dwa filmy z Captainem Americą, rok wcześniej pojawił się Dr Strange. I nie można zaliczyć tych produkcji do zbyt udanych. W latach 90. XX wieku ponownie na ekranach pojawił się Captain America, swoich sił próbowali także: The Fantastic Four, The Punisher oraz Nick Fury Agent of Shield. W 1996 roku pojawił się także pierwszy film z mutantami: Generation X. Niestety, wszystkie te produkcje nie były hitami, choć po niektóre jak najbardziej warto nawet dzisiaj sięgnąć. W 1998 na ekrany zawitał Blade, i tu już można mówić o hicie, film został bardzo dobrze przyjęty, co przełożyło się także na niemałe zyski.

X-men cast

Prawa

Warto przypomnieć, że Marvel dość rezolutnie dysponował prawami do swoich postaci, a w związku z problemami finansowymi wydawcy, dość chętnie je sprzedawał. Tak więc różne studia weszły w posiadanie praw do różnych postaci. Dla przypomnienia, Sony nadal dzierży w reku prawa do postaci Spider-mana, obecnie dzięki umowie z Marvel Studios, postać ta weszła (tymczasowo) do Marvel Cinematic Universe. Natomiast prawa do grupy X-men trafiły do wytwórni 20th Century Fox, a sprawa była o tyle poważne, że świat mutantów jest wręcz ogromny, co przekłada się na zatrzęsienie najróżniejszych postaci i świetnych historii. Tak więc potencjał był. 20th Century Fox postanowiło zaryzykować i stworzyć wysokobudżetowe kino akcji z mutantami. (Więcej o prawach znajdziecie w tej notce.)

Nowa era

W 2000 roku na ekranach pojawił się film X-men, który zaskoczył wszystkich. Krytycy przyjęli film bardzo pozytywnie, a widzowie chętnie wybrali się do kina. Skończyła się zła passa, a rok 2000 to oficjalnie początek mody na film superbohaterski w kinach, która to moda obecnie przeżywa prawdziwy rozkwit.

Przyjrzyjmy się więc wszystkim filmom wchodzących w skład uniwersum X-men, dodatkowe uwagi, czyli jak najlepiej oglądać i oczywiście kwestię chronologii poruszę pod koniec. Oczywiście nie zabraknie także miejsca na seriale. Podobnie jak w opisie Uniwersum MCU, przy każdym filmie zamieszczam takie informacje jak budżet i wynik z box office (na podstawie Box Office Mojo, w milionach dolarów), osobę reżysera wraz z wymienieniem jego innych produkcji, cameo Stana Lee oraz opis sceny po napisach.

Lista filmów:
0) Generation X (1996)
1) X-Men (2000)
2) X-Men 2 (2003)
3) X-Men The Last Stand (2006)
4) X-Men Origins Wolverine (2009)
5) X-Men First Class (2011)
6) The Wolverine (2013)
7) X-Men Days of Future Past (2014)
8) Deadpool (2016)
9) X-Men Apocalypse (2016)
10) Logan (2017)
11) Deadpool 2 (2018)

 

Generation X

(1996) Generation X

data premiery: 1996
budżet:
reżyseria: Jack Sholder (A Nightmare on Elm Street Part 2: Freddy’s Revenge, Tales from the Crypt, Mortal Kombat: Conquest)

Generation X w tym zestawieniu traktuję jako swoistą przystawkę, próbę ekranizacji przygód mutantów jeszcze zanim Fox wziął się za ten temat na poważnie. Sam film niestety wypada słabo, na co wpływa dziwaczna forma realizacji, przejawiająca się zarówno w scenografii jak i ujęciach, czy stosowanej kolorystyce. Nie pomaga drewniane, a momentami przerysowane aż do przesady aktorstwo, czy słabiutkie efekty specjalne. Film należy traktować tylko jako ciekawostkę, i to taką, po jaką niekoniecznie należy sięgnąć. Nawet z ciekawości.

 

X-Men

(2000) X-Men

data premiery: 2000
budżet: 75$, Box Office: 296$
reżyseria: Bryan Singer (The Usual Suspects, Superman Returns, Valkyrie)

Pierwszy film „na poważnie” i ogromy sukces, zarówno artystyczny jak i finansowy. Biorąc pod uwagę, że w roku 2000 filmy superbohaterskie nie cieszyły się popularnością, należy się ogromny szacunek dla studia Fox, za podjęcie takiego ryzyka i wyłożenie niemałej kwoty 75 milionów dolarów na produkcję. Na stołku reżysera zasiadł Bryan Singer, który nie należy do miłośników komiksów, za to umie ukazać na ekranie nietolerancję, co w przypadku mutantów wypadło doskonale. Film obecnie nieco się zestarzał, ale nadal ogląda się go bardzo dobrze, a efekty specjalne nie straszą zbyt bardzo. A warto podkreślić, że jest ich tu naprawdę sporo, na ekranie widać spory budżet. Film traktuje bohaterów w sposób dość poważny, co przejawia się choćby w strojach: zrezygnowano zupełnie z komiksowej kolorystyki. Na szczęście pojawiają się także wątki komediowe, i może jest ich niewiele, ale jak już zostaną wtrącone, to są naprawdę wysokiego lotu (warto zwrócić uwagę na choćby rozmowę właśnie o strojach, oraz jak Wolverine udowadnia że jest sobą). Podobnie jak w późniejszych filmach z MCU, także tutaj ogromnym atutem są udane decyzje castingowe. Hugh Jackman, czyli ekranowy Wolverine, to już ikona kina superbohaterskiego, wybór uznawany obecnie za wręcz perfekcyjny. Także świetnie wypada Patrick Stewart jako Charles Xavier, oraz Ian McKellen jako Erik Lehnsherr. W filmie stoją po różnych stronach barykady, każdy z nich ma swoje racje, jednocześnie zachowują szacunek do przeciwnika. I to właśnie zarysowanie konfliktu jest największą siłą filmu. Konfliktu niejednoznacznego, przepełnionego wieloma dylematami i ciężkimi w podjęciu decyzjami.

Stan Lee: Sprzedawca Hot-dogów na plaży
Scena po napisach:

 

X-Men 2

(2003) X-Men 2

data premiery: 2003
budżet: 110$, Box Office: 407$
reżyseria: Bryan Singer

X-men 2 to bezpośrednia kontynuacja pierwszej części, powraca stara ekipa aktorów, także osoba reżysera się nie zmienia. Większy budżet i rozwój efektów specjalnych spowodował, że pod węglem wizualnym film nawet po wielu latach ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a pierwsza scena w Białym Domu weszła na stałe do kanonu kina superbohaterskiego. Także pod względem scenariuszowym jest bardzo dobrze, tym razem konflikt jest trójstronny, a racje każdej ze stron nie są jednoznaczne i jedynie słuszne. Oczywiście nadal głównym motywem jest „problem z mutantami” i podejście społeczeństwa, nawet własnej rodziny do tego aspektu. Wolverine urasta do ram głównej postaci, staje liderem, do tego poznajemy jego genezę. Nie zawodzi Magneto, Charles Xavier nieco za bardzo został odstawiony na boczny tor, natomiast William Stryker (Brian Cox) doskonale wypada jako trzecia strona. Seans obowiązkowy.

Stan Lee:
Scena po napisach:

 

X-Men The Last Stand

(2006) X-Men The Last Stand

data premiery: 2006
budżet: 210$, Box Office: 459$
reżyseria: Brett Ratner (Rush Hour, Hercules (2014))

Zmiana na stołku reżysera, a także niestety niedopracowany scenariusz z wieloma dziwnymi decyzjami, spowodowały, że seria niestety zaliczyła bolesne potknięcie. I to przy ogromnym budżecie! Od strony technicznej nic filmowi nie można zarzucić, efekty specjalne robią wrażenie, a niektóre sceny nadal powodują przysłowiowy opad szczęki. Niestety coś nie zagrało głównie w prowadzeniu postaci i ich wzajemnych relacjach, czyli tym, co było główna siłą poprzednich części. Często motywy poszczególnych bohaterów nie są jasne, a pod tym względem wysuwa się Magneto, który z wojownika o prawa mutantów nagle staje się pozbawionym skrupułów osobnikiem, nie zważającym na ofiary wśród swoich popleczników. W filmie także przedstawiono wręcz ogrom nowych postaci, ale zabrakło czasu na odpowiednie ich wyeksponowanie, i koniec końców wcale filmowi nie wyszło to na dobre.

Stan Lee: Podlewa trawę
Scena po napisach:

 

X-Men Origins Wolverine

(2009) X-Men Origins Wolverine

data premiery: 2009
budżet: 150$, Box Office: 373$
reżyseria: Gavin Hood (W pustyni i w puszczy, Ender’s Game)

Wolverine wyrósł za ulubieńca publiczności, nic więc dziwnego, że studio zdecydowało się poświęcić mu solowy film. Wszak mieliśmy murowany hit. Niestety, coś poszło nie tak. Z czego nawet zdali sobie później sprawę twórcy, i obecnie nawet niechętnie do tego koszmarka się przyznają, a w 2018 roku wydarzenia z tego filmu naprawia Deadpool w scenie po napisach z swojego solowego filmu. Efekty specjalne są tragiczne, scenariusz idiotyczny, i nawet jak na film superboheterski, napchany zbyt dużą ilością bzdur. Realizacja leży, łącznie z ujęciami w stylu idącego bohatera na tle ogromnego wybuchu. Sam Wolverine to jakieś ciepłe kluchy, oczywiście, ma nadal pazury (tragiczne CGI!), ale scenarzyści zrobili z niego jakiegoś romantycznego drwala… Film niestety nie jest spójny z wcześniej nakręconymi filmami z serii, pozmieniano takie postacie jak Sabretooth czy William Stryker. Zresztą z sama genezą też jest zamieszanie! Pojawia się na sekundę Charles Xavier, który nawet w tej sekundzie jest dosłownie spierniczony (to trzeba zobaczyć!). I jest jeszcze Deadpool, który zupełnie nie przypomniał komiksowego Deadpoola i nijak ma się do Deadpool z późniejszych filmów. Całe szczęście, że twórcom nie udało się zamordować tej postaci, a trzeba przyznać, bardzo się tutaj starali. Jako ciekawostka, w Deadpoola wcielił się Ryan Reynolds, czyli aktor który także później będzie odgrywał tę rolę. A w tym filmie jest on jedną z niewielu udanych rzeczy, przynajmniej w tej jednej czy dwóch scenach. Na plus wypadają także… napisy początkowe, są zrealizowane naprawdę w ciekawy i pomysłowy sposób. Reszta to niestety porażka, a bzdury czy idiotyzmy można by długo wymieniać.

Stan Lee:
Scena po napisach: W gruzach

 

X-Men First Class

(2011) X-Men First Class

data premiery: 2011
budżet: 160$, Box Office: 353$
reżyseria: Matthew Vaughn (Stardust, Kick-Ass, Kingsman)

Przy kolejnym filmie studio zdecydowało się pokazać widzom kolejną genezę, tym razem skupiając się na większej grupie mutantów. Możemy więc obserwować, jak powstała szkoła, jak narodziła się przyjaźń między Xavierem a Erikiem, jak stanęli po przeciwnych stronach barykady. Oczywiście mamy do czynienia ze znacznie młodszymi postaciami, stąd też zmiany w obsadzie. James McAvoy wcielił się w Profesora, a Michael Fassbender w Magneto. I obaj wypadli rewelacyjnie! Reszta obsady także daje radę, przynajmniej w większości przypadków. Jennifer Lawrence jako Mystique jest w porządku, Kevin Bacon jako ten zły, czyli Sebastian Shaw niestety wypada już bardzo nijako, ale nie jest to wina aktora, a bardziej scenariusza. January Jones jako Emma Frost to niestety już pomyłka, choć pewnie ponownie to nie do końca wina aktorki. Jednak nie tłumaczy to faktu, że przez cały film wygląda na niezwykle znudzoną, wręcz zniechęconą do odgrywania roli, a do tego scenariusz na siłę próbuje robić z niej symbol seksu, co niestety nie wypada najlepiej. Komiksowa Emma to postać seksowna, ale też wyrafinowana i niezwykle inteligentna, a tu otrzymujemy dosadne uprzedmiotowienie, i idiotyczne sceny jak ta, gdy zostaje wysłana po lód! Sam scenariusz jednak ogólnie wypada nadzwyczaj dobrze, i mimo paru wpadek, a także niestety mocno wkurzających nieścisłości i przeinaczania faktów, które znamy z oryginalnej trylogii (np.: kto zbudował Cerebro), daje radę. No może nie do końca jasne są motywy niektórych postaci i ich wzajemne relacje. Ogólnie otrzymaliśmy film może z wieloma wadami, ale jednak nadzwyczaj udany i przyjemny w odbiorze. Uniwersum X-men znowu odżyło.

Stan Lee:
Scena po napisach:

 

The Wolverine

(2013) The Wolverine

data premiery: 2013
budżet: 120$, Box Office: 414$
reżyseria: James Mangold (Cop Land, Girl, Interrupted, Walk the Line, 3:10 to Yuma)

Wolverine nadal budził spore zainteresowanie widzów, stąd studio postanowiło zaryzykować, i ponownie zaserwować nam film poświęcony tej postaci. I wyszło znacznie lepiej niż poprzednio, niestety powstał film nadal nie pozbawiony wad, z których najbardziej rzucają się w oczy głupoty i nieścisłości scenariuszowe, idiotyczne sceny, czy niewykorzystanie w pełni postaci, jaką jest Wolverine. Otrzymujemy nawet romans, który jest zupełnie pozbawiony chemii! Wiele scen jest nawet źle zmontowanych, a do tego film jest momentami wręcz nudny! Wyszedł typowy „akcyjniak” i to raczej z kategorii tych mocno przeciętnych. Najlepszym elementem filmu paradoksalnie jest scena po napisach…

Film doczekał się wersji rozszerzonej, niestety, nie ratuje ona ogólnie sytuacji, nadal jest to bardzo mocny przeciętniak.
Czas trwania: Wersja zwykła: 126 min, Extended Edition: 138 min.

Stan Lee:
Scena po napisach: spotkanie na lotnisku
Alternate Ending: klasyczny strój

 

X-Men Days of Future Past

(2014) X-Men Days of Future Past

data premiery: 2014
budżet: 200$, Box Office: 747$
reżyseria: Bryan Singer

Twórcy wpadli na karkołomny pomysł, i postanowili połączyć w jednym filmie stara obsadę z nową. Na ekranie więc pojawia się zarówno Patrick Stewart jak i James McAvoy w roli Profesora oraz Ian McKellen i Michael Fassbender jako Magneto! Oczywiście głównym motywem jest podróż w czasie, a podróżnikiem zostaje Hugh Jackman czyli nadal niezwykle popularny Wolverine. Reszta obsady także wypada nadzwyczaj dobrze, i nawet, jak pojawiają się dosłownie na chwilę, to dają z siebie dosłownie wszystko. Efekty specjalne i sceny akcji zachwycają, a bezsprzeczną furorę zrobiła „spowolniona” scena z Quicksilverem. Scenariusz daje radę, choć oczywiście nie obeszło się bez bzdur czy nielogiczności. Film doczekał się dwóch wersji,w dłuższej dodano parę dość znaczących scen, szczególnie powiązanych z postacią Rogue (Anna Paquin). Days of Future Past to niesamowite widowisko, niezwykle dynamiczne, z mnóstwem świetnych scen i we wspaniałej obsadzie.

Czas trwania: Wersja zwykła: 132 min, The Rogue Cut: 151 min

Stan Lee:
Scena po napisach: piramidy

 

Deadpool

(2016) Deadpool

data premiery: 2016
budżet: 58$, Box Office: 783$
reżyseria: Tim Miller

Uparciuch Ryan Reynolds jako Deadpool w niskobudżetowym, jak na kino superbohaterskie, filmie, oznaczonym dodatkowo kategorią R. Do tego sporo prymitywnego humoru, a jednocześnie łamanie czwartej ściany, świetne dialogi, ciekawe postacie, i po prostu „jechanie po bandzie”. I widzowie to kupili, film zarobił sporo kasy, co tym bardziej jest znamienite, gdy popatrzy się na budżet. To nie jest film dla każdego. Ale kto lubi taką konwencję, nie boi się momentami prymitywnego humoru, lubuje się w nawiązaniach do popkultury, będzie wniebowzięty. No i dostajemy rewelacyjnego Colossusa!

Stan Lee: DJ w klubie
Scena po napisach: Swoista zapowiedź dwójki

 

X-Men Apocalypse

(2016) X-Men Apocalypse

data premiery: 2016
budżet: 178$, Box Office: 388$
reżyseria: Bryan Singer

Coś trzecie części mają pecha. Days of Future Past w wielkim stylu nieco wyprostowało sprawy z uniwersum X-men, mimo wielu niejednoznaczności, otrzymaliśmy swoisty restart. X-Men Apocalypse nie potrafił tego wykorzystać, co gorsza, zaprzepaścił wielką szansę. Film spotkał się z dość zimnym przyjęciem, zarówno widzowie jak i krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów. Nie wyszło z głównym złym, nie wyszło z wieloma postaciami, także scenariusz mocno niedomagał. Brak logiki w niektórych aspektach zbyt mocno rzucał się w oczy. Profesor i Magneto aktorsko jak najbardziej dają radę, ale ich poczynania na ekranie zaczynają momentami mocno irytować. Do tego Jennifer Lawrence jako Mystique, której to ewidentnie nie chce się już grać tej postaci. Na szczęście są też plusy, jak choćby młodzi mutanci, a w szczególności Cyclops i Nightcrawler. Także Quicksilver wypada rewelacyjnie, i ponownie otrzymuje scenę „w spowolnieniu”, niestety, ponownie jest go zbyt mało. U nas film dodatkowo zasłynął „polską wstawką”, patrząc na całość, nie wypadała ona aż tak źle…

Stan Lee: przerażenie w obliczu apokalipsy
Scena po napisach: sprzątanie i fiolka z krwią

 

Logan

(2017) Logan

data premiery: 2017
budżet: 97$, Box Office: 619$
reżyseria: James Mangold

A jednak nie zawsze trójka jest pechowa. Pierwsze dwa filmy solowe z Wolverinem były (lekko mówiąc) bardzo słabe, tymczasem trójka, zatytułowana już „Logan”, okazała się ogromnym hitem. I to zarówno artystycznym jak i finansowym. Mniejszy budżet, kategoria R, Wolverine wreszcie nie pierniczący się z przeciwnikami i skupienie się na postaciach spowodowały, że otrzymaliśmy jeden z najlepszych filmów w uniwersum, jednocześnie będący zwieńczeniem losów i hołdem dla tytułowej postaci. Pojawia się także Profesor, oczywiście wcielił się w niego ponownie Patrick Stewart, który wypada wprost niesamowicie. Także rewelacyjnie przedstawiono postać Laury, która zagrała niesamowicie młodziutka aktorka Dafne Keen. Film jest swoistą mieszanką gatunków, otrzymujemy tutaj głównie kino akcji, ale jednocześnie mamy motyw drogi, western, dramat, nawet film psychologiczny. I to wszystko współgra ze sobą wręcz perfekcyjnie. Na ekranie pojawiają się nawet zeszyty komiksowe z X-men, co oczywiście jest odpowiednio skomentowane przez bohaterów!

Stan Lee:
Scena po napisach:

 

Deadpool 2

(2018) Deadpool 2

data premiery: 2018
budżet: 110$, Box Office: 733$
reżyseria: David Leitch (John Wick, Atomic Blonde)

Większy budżet, więcej postaci, nadal kategoria R, łamanie czwartej sceny, sporo krwi, sporo humoru, momentami niskich lotów. Deadpool 2 dostarcza specyficznej, ale doskonałej rozrywki, do tego otrzymujemy tu mnóstwo nawiązań do kina superbohaterskiego i ogólnie popkultury. Dostajemy także nieco powtórzonych motywów z jedynki, obecnie już mało śmiesznych czy też zbyt bardzo rozciągniętych scen. Film może nie zrobił takiego poruszenia jak jedynka, ale spodobał się widowni i swoje zarobił. Smaczków jest naprawdę wiele, a uważne oko wychwyci choćby gościnne role takich aktorów jak Brad Pitt czy Matt Damon!

Czas trwania: Wersja zwykła: 119 min, Super Duper Cut: 134 min

Stan Lee: pojawił się w trailerze, w filmie jego wizerunek został umieszczony jako malunek na budynku, widać go podczas lądowania Domino na spadochronie
Scena po napisach: naprawa przeszłości

 

Jak oglądać?

W skład filmowego uniwersum X-men od Foxa wchodzi jedenaście filmów, wyprodukowanych na przestrzeni osiemnastu lat. Jak więc widać, Fox ma „nieco” wolniejsze tempo w taśmowej produkcji filmów niż Marvel Studios i ich MCU, jednocześnie, mimo mniejszej liczby tytułów i niby spójnego uniwersum, dość dużo tu nieścisłości i niekonsekwencji pomiędzy poszczególnymi filmami. Co oczywiście wpływa na odbiór. Starając się to jednak usystematyzować, można zauważyć wyraźne podgrupy, czy też powiedzmy, miniserie.

Pierwsza to klasyczna trylogia, stanowiąca bezpośrednią ciągłość fabularną, i tę trylogię najlepiej jest właśnie oglądać w takiej kolejności. Dla przypomnienia, pierwsza część nieco się zestarzała, ale nadal jest przyzwoitym filmem, druga to prawdziwa rewelacja, trzecia wypada średnio, ale obejrzeć warto.

1) X-Men (2000)
2) X-Men 2 (2003)
3) X-Men The Last Stand (2006)

Kolejna trylogia wprowadza młodsze wersje poszczególnych postaci, jednocześnie w drugiej części tworzy swoisty crossover z pierwszą trylogią. Wszystkie trzy części tworzą ciągłość fabularną. Chronologicznie większość wątków występuje wcześniej niż wydarzenia z pierwszej trylogii, jednak z powodu nawiązań, dobrze jest przy oglądaniu zachować kolejność taką, jak filmy były tworzone. Pod względem atrakcyjności, mamy bardzo podobną sytuacje jak wcześniej. Pierwszy film jest bardzo dobry, drugi to rewelacja, trzeci niestety zaniża poziom, ale nadal warto go obejrzeć.

5) X-Men First Class (2011)
7) X-Men Days of Future Past (2014)
9) X-Men Apocalypse (2016)

Kolejna trylogia kształtuje się z filmów poświęconych najpopularniejszej postaci z mutantów. Każdy z tych filmów spokojnie funkcjonuje jako autonomiczne dzieło, nie ma tu bezpośredniej ciągłości fabularnej. W teorii pierwszy z filmów chronologicznie powinien być oglądany jako pierwszy, jeszcze przed oryginalną trylogia, jednak jest on tak zły i wprowadza spore zamieszanie co do ogólnych wydarzeń, że absolutnie odradzam sięganie po niego zanim poznamy postać Wolverina z normalnych filmów. A i później należy sięgnąć po niego w ostateczności i tylko w ramach ciekawostki. Drugi z filmów fabularnie umiejscowiony jest miedzy X-Men The Last Stand a X-Men Days of Future Past, ale powiązanie nie jest jakoś bardzo silne. Sytuacja w której znalazł się Logan w tej cześć jest bezpośrednim wynikiem wydarzeń z The Last Stand, a scena po napisach jest swoistą zapowiedzią Days of Future Past. Sam film jest dość przeciętny, więc ponownie, można obejrzeć go w ramach tylko ciekawostki. Logan natomiast łamie zasadę, że trzecia część jest słaba, i w tym przypadku wręcz możemy mówić o dziele wybitnym. Dobrze jest obejrzeć go znając dwie pierwsze trylogie.

4) X-Men Origins Wolverine (2009)
6) The Wolverine (2013)
10) Logan (2017)

Nieco na uboczu stoją filmy z Deadpoolem, oba bardzo udane i naszpikowane wręcz mnóstwem odniesień do filmów nie tylko z uniwersum X-men, ale też ogólnie filmów superbohaterskich, także tych z MCU czy DC. Czyli im ktoś lepiej zna te uniwersa, tym wyłapie więcej smaczków i dowcipów.

8) Deadpool (2016)
11) Deadpool 2 (2018)

Podsumowując, jakąkolwiek kolejność chronologiczną w przypadku oglądania należy sobie bezsprzecznie odpuścić, choć dobrze jest znać kolejność wydarzeń i co gdzie następuje. Ale to już wynika z samych filmów i ich scenariuszy, nie trzeba się na ten temat doktoryzować. Najlepiej jest sięgnąć po obie trylogie, najlepiej zachowując kolejność taką, w jakiej te filmy były tworzone. Następnie zaliczyć solowe filmy poświęcone postaciom Wolverine’a i Deadpoola, wybierając albo wszystko, albo to, co nas interesuje.

Przyszłość

W filmowych planach były następujące tytuły:

The New Mutants
X-Men: Dark Phoenix

Gdzie The New Mutants miało być serią odpryskową, a Dark Phoenix to bezpośrednia kontynuacja drugiej trylogii, czyli tej z młodszymi postaciami. Filmy powinny być już w zaawansowanym stadium producenckim, jednak cały czas przesuwane są daty premiery, słyszy się także o dość poważnych dokrętkach, i na chwilę obecną oficjalnie nie wiadomo, jakie będą ich dalsze losy.

Jednak najważniejsza informacją jest fakt, że w drugiej połowie 2018 roku wreszcie oficjalnie doszło do przejęcia cześć aktywów studia Fox przez koncert Disneya, w tym oczywiście praw do mutantów. Tak więc grupa X-men i wszystkie postacie podlegające pod to uniwersum oficjalnie trafiają pod szyld Marvel Studios. Oczywiście to co dalej się stanie z nimi, czy uniwersum dotychczas istniejące zostanie zrestartowane, czy mutanci zasilą MCU, dopiero okaże się z czasem, gdy osoby decyzyjne o takich rzeczach okupujące wysokie stołki skalkulują sobie, jakie decyzje w tych aspektach będą najbardziej opłacalne dla biznesu. Póki co, można jedynie gdybać i snuć domysły.

 

Seriale:

Mutant X

Mutant X

lata emisji: 2001-2004 (3 sezony)

Serial o dość pokaźnej ilości odcinków emitowanych w sumie w trzech sezonach, już po premierze pierwszego filmu kinowego X-men. Niestety, mimo, że porusza wątki mutantów, to jednak stoi mocno na uboczu i kreśli zupełnie własną historię z własnymi postaciami. Obecnie serial jest mocno ciężkostrawny i ciężko się za niego zabrać, choć posiada oczywiście swoich miłośników. Ale w zalewie produkcji superbohaterskich, jednak warto sięgnięty po coś innego.

 

The Gifted

Gifted

lata emisji: 2017- (2 sezony, drugi czeka na emisję)

The Gifted skupia się na własnych wątkach i postaciach, jednak widać w nim delikatne nawiązanie do kinowego uniwersum X-men, co należy traktować w ramach ciekawostki. Serial jest dość sprawnie zrealizowany, a efekty specjalne nie odstraszają, niestety jest także dość nierówny. Po paru przyjemnych odcinkach zaczyna nieco nużyć, by pod koniec sezonu zaliczyć zwyżkę formy. Można spróbować. Obecnie czekamy na drugi sezon.

 

Legion

Legion

lata emisji: 2017- (2 sezony już wyemitowane)

Podobnie jak Gifted, serial operuje na własnych postaciach i motywach, a nawiązania do uniwersum X-men są raczej symboliczne, choć jednocześnie dość znaczące. To co najbardziej przyciąga do serialu, to jego niezwykły klimat a także oryginalna realizacja. Serial nie jest komedią, jest dość poważny, natomiast strasznie dużo tu zwariowanych i ciekawych pomysłów. Nie każdemu takie coś przypasuje, jednak jak ktoś się wkręci w ten dziwny klimat, będzie zachwycony. Mocno polecam spróbowanie przynajmniej trzech pierwszych odcinków. Drugi sezon niestety ma problem z utrzymaniem uwagi widza i momentami strasznie nuży, póki co nie byłem w stanie obejrzeć całości, choć mam zamiar próbować. Pierwszym sezonem natomiast byłem zachwycony, i mocno polecam.

 

Tak wygląda Uniwersum X-men na dużym i małym ekranie, oczywiście potraktowane dość skrótowo, o każdym z filmów czy seriali można by dyskutować godzinami, a i ogólna sytuacja, po zakupie Foxa przez Disneya, pozwala snuć najróżniejsze domysły na temat przyszłości. Zmiany zapewne będą, póki co, możemy powspominać, co ukazało się do tej pory. Nie po wszystko warto sięgnąć, ale są tu także prawdziwe perełki.

Read Full Post »

Dzień dobry, dziś będzie szybko i krótko. Nie, nie! Nie krótko! Bez sucharów, nie nabijamy się z rozmiarów!

LEGO Marvel Super Heroes
76109 Quantum Realm Explorers

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 00

Seria: Marvel Super Heroes
Rok premiery: 2018
Liczba elementów: 200
Figurki: 3: Ant-man, Wasp, Ghost
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 26 x 19 x 4.5 cm
Cena: $19.99, £xx.99, xx,99 €, xx,99 zł

BrickSet, BrickLink

LEGO kocha licencje, a fenomen Marvel Cinematic Universe potrafi zadziwić (dla zainteresowanych, więcej o tym świecie). Dziewiętnasty film z tego uniwersum: Avengers Infinity War wciąż kontynuuje fenomenalny przemarsz przez kina, a już całkiem niedługo (na świecie w lipcu, w Polsce niestety miesiąc później) na ekrany kin wejdzie kolejny film: Ant-Man and the Wasp. Będzie to bezpośrednia kontynuacja filmu Ant-man z 2015 roku, utrzymanego w nieco kameralnej stylistyce, ale dzięki niesamowitym efektom pomniejszania, całkiem niezłego scenariusza, i dających się lubić bohaterów, zyskał spora popularność.

Ant-Man (2015)

LEGO oczywiście skorzystało z licencji, choć wypuścili tylko jeden zestaw oparty na tym filmie: 76039 Ant-Man Final Battle, na szczęście całkiem udany, zresztą trochę go powychwalałem w recenzji.

Nadchodzący Ant-Man and the Wasp także objawił się w ofercie TLG, niestety, ponownie tylko w postaci jednego zestawu. Przynajmniej na obecną chwilę.

Ant-Man and the Wasp (2018)

Szata graficzna pudełka wypada bardzo przyjemnie dla oka, jest dość estetycznie, ładnie, choć tło, jak to LEGO ostatnio ma w manierze, mogłoby być mniej inwazyjne.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 01

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 02

W środku pudełka znajdziemy dwa ponumerowane woreczki z elementami,

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 03

instrukcję oraz arkusik naklejek. Mały arkusik. Bez podtekstów proszę.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 04

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 06

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 07

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 08

Figurki są trzy. Dwie to nasi bohaterowie, znani zresztą z pierwszego filmu. Ant-man to powtórka, choć nie jest to identyczna figurka jak wcześniej, natomiast postać Wasp w LEGOwym świecie pojawia się po raz pierwszy.

Untitled

Untitled

Także po raz pierwszy pojawia się figurka postaci określanej jako Ghost. Co ciekawe, w komiksach, jest on płci męskiej, natomiast w wersji filmowej stał się kobietą. Komiksowy Ghost to nie jakoś bardzo rozpoznawalny typ. W wielkim skrócie, posiada kostium, który pozwala mu przenikać przez materię stałą, a także stawać się niewidzialnym. Stąd zresztą wzięła się jego ksywka. Dodatkowo, może manipulować urządzeniami elektronicznymi. Ghost jest anarchista, i szczerze nienawidzi wielkich korporacji. Z tego zresztą powodu napsuł trochę krwi Tonemu Starkowi czy Peterowi Parkerowi, gdy ten posiadał dobrze prosperującą firmę. Tak było w komiksach, natomiast w filmie zapewne jego, to znaczy jej, celem będzie Pym Technologies.

Untitled

Untitled

Ant-man z oryginalnym hełmem i w gustownym czarno-czerwonym stroju wypada bardzo ładnie. Czerwony z czarnym zawsze wygląda nieźle. Niestety, gorzej jest z Wasp. Figurka ta owszem, posiada całkiem niezły nadruk, ale hełm to niestety zupełnie nieudana forma, i przypomina nieco zniekształcony garnek. Do tego te skrzydełka! Nie wiadomo z jakiego powodu dano tu znane już plastikowe namiastki skrzydełek, gdy tymczasem postać ta w filmie ma dość długie i elastyczne skrzydła, tak więc o wiele lepiej w figurce wypadła by ich wersja wykonana z folii. Postać Ghost nie ma czym zachwycić, w przypadku tej minifigurki otrzymujemy zestaw standardowych elementów, ale oczywiście nadruki na tułowiu czy główce są najwyższej jakości. Ogólnie, może Wasp nieco budzi niesmak, ale i tak cała trójka to całkiem przyjemna zgraja.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 11

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 12

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 13

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 14

Jako dodatki dostajemy pojemnik (z zatyczką z nadrukiem!), puchar, spluwę oraz pociski dla postaci Ghost.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 21

W filmie pojawi się Świat Kwantowy, czyli miejsce, gdzie pojęcia takie jak czas czy przestrzeń nie mają żadnego znaczenia. I w takim miejscu wylądują najprawdopodobniej nasi bohaterowi, na co zresztą nakierowuje nas nazwa zestawu: Quantum Realm Explorers czyli Badacze kwantowej krainy. A jak pokazują trailery, w filmie pojawi się odpowiedni pojazd umożliwiający takie podróże:

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

I pojazd ten został odwzorowany w niniejszym zestawie. Często marudzę i psioczę na najróżniejsze pojazdy i budynki z zestawów licencjonowanych, ale w tym przypadku nie ma na co narzekać. Pojazd, owszem, jest specyficzny, ale wypadł nienagannie w wersji klockowej i nie tylko składa się go bardzo przyjemnie, ale także prezentuje się całkiem zgrabnie, a okrągła kabina i nagromadzenie różnych „wihajstrów” tylko potęguje pozytywny odbiór. Oczywiście nie mogło zabraknąć „strzelaczy”, akcent bawialności musi być.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 31

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 32

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 33

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 34

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 35

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 36

Trzy niezłe figurki, w tym Wasp która może mogłaby być lepsza, ale i tak daje radę, do tego całkiem zgrabna i ładna konstrukcja futurystycznego pojazdu. Może mrówki z wcześniejszego zestawu nie pobije, ale i tak jest naprawdę nieźle. Jak komuś wizualnie się podoba, jak najbardziej warto.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 41

Porównanie nowej (po lewej) i starej wersji figurki Ant-mana. Różnice są subtelne.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 51

A to cała zgraja minifigurek z obu zestawów:

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 52

I przy okazji fotka zbiorcza dwóch całkiem przyzwoitych zestawów. Oba można określić jako łakome kąski, szczególnie dla miłośników MCU.

LEGO Marvel Superheroes 76109 Quantum Realm Explorers 53

Read Full Post »

Premiera Avengers: Infinity War zbliża się wielkimi krokami, a film wzbudza wprost niesamowite poruszenie. Po rewelacyjnych trailerach toczą się dyskusje, spekulacje, domysły. Jednym słowem, o filmie się mówi. I to dużo, a do tego, praktycznie w samych superlatywach. Film nie miał jeszcze premiery, a już można określić go ogromnym hitem.

Jednak dziesięć lat temu sytuacja nie wyglądała tak różowo.

Marvel Class Photo The First Ten Years

Avengers: Infinity War to film, w którym zobaczymy większość postaci, które przez te wszystkie lata przewinęły się przez Marvel Cinematic Universe czyli w skrócie MCU. Uniwersum to wystartowało dokładnie dziesięć lat temu, w 2008 roku, a przez ten czas otrzymaliśmy w sumie aż osiemnaście filmów o superbohaterach!

Dziś małe podsumowanie tych dziesięciu lat, będące też swoistym poradnikiem dla tych, co jeszcze wszystkiego nie obejrzeli, a także dla tych, którzy chcieliby, ale do końca nie wiedzą, jak i gdzie zacząć. A dla tych co widzieli wszystko, będzie okazja do powspominania. Uwaga, nie obędzie się bez spojlerów, ale raczej niewielkich. Jako, że często pojawiają się dość podstawowe pytania, do głównej notki dorzucam dwa akapity przeznaczone dla „początkujących”, czyli wyjaśniające co, jak i dlaczego. bardziej zaawansowani spokojnie mogą je pominąć.

 

Akapit dla bardzo początkujących,
czyli Marvel i DC: amerykański rynek komiksów superhero.

Kolebką komiksu superbohaterskiego są Stany Zjednoczone, gdzie prężnie działają dwie potęgi wydawnicze specjalizujące się w tego typu opowieściach. DC Comics w swojej ofercie posiada takie ikoniczne postacie jak Superman, Batman, Wonder Woman, Flash, Green Lantern, Green Arrow Aquamen, Lobo i wiele, wiele innych. Ich bezpośrednia konkurencja, czyli Marvel Comics dysponuje takimi bohaterami i grupami jak Spider-man, Fantastic Four, Iron Man, Captain America, Hulk, Thor, Wolverine, Ant-Man, Daredevil, Deadpool, Guardians of the Galaxy, X-Men, Inhumans. Oba te wydawnictwa kontrolują większość amerykańskiego rynku komiksowego i co miesiąc dostarczają wręcz dziesiątki zeszytów, wydań zbiorczych, trejdów itp. Oczywiście na rynku istnieją także inni gracze i wielu z nich ma w swojej ofercie także komiksy z superbohaterami. Więcej na ten temat poczytacie w cyklu Komiks Superbohaterski w Polsce, a szczególnie w notce Narodziny bohaterów.

 

Akapit dla średnio zaawansowanych,
czyli rynek filmowy i jego zawiłości.

Filmowa adaptacja przygód kapitana Ameryki trafiła na wielki ekran już w 1944 roku! Zarówno kina jak i telewizja polubiły Superbohaterów, choć z filmowymi adaptacjami ich przygód bywało różnie. Owszem, zdarzały się perełki, niestety o wiele więcej pojawiało się filmów przeciętnych, słabych czy też ewidentnie złych. Więcej o filmach z tego nurtu znajdziecie w cyklu Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie.

Marvel Comics przez lata ochoczo sprzedawał prawa do ekranizacji swoich postaci, przez co różne wytwórnie filmowe posiadały możliwość przedstawienia danego wycinka tego ogromnego komiksowego świata (klik by poczytać więcej o temacie praw). Warto wspomnieć, że prawa filmowe do bardzo popularnego Spider-mana obecnie należą do Sony, a do filmowego świata X-men prawa posiada 20th Century Fox. W drugiej połowie XX wieku, filmowe adaptacje komiksów Marvela niestety nie miały się najlepiej, a tacy bohaterowie jak Kapitan Ameryka, Hulk, Dr Strange, Spider-man czy Nick Fury niestety nie zawojowali ani małych ani dużych ekranów. Zmieniło się to tuż po 2000 roku. Nagle film X-men okazał się ogromnym hitem, niedługo potem Spider-man zdobył przychylność zarówno krytyków jak i widzów. Kontynuacje obu tytułów okazały się jeszcze lepsze, co przełożyło się na niemałe zyski. Popularność Superbohaterów nakręcił jeszcze Batman z konkurencyjnego uniwersum, czyli kultowy już film Batman Begins. Oczywiście nie obyło się bez potknięć, ale widownia polubiła trykociarzy.

Jednak co miał zrobić „biedny” Marvel, skoro pozbył się praw do najpopularniejszych postaci? No cóż, spróbować z tym, co było do dyspozycji. I tak Marvel Studios z Kevinem Feige u steru zaczęło budować legendę (to tak w wielkim skrócie i uproszczeniu, historia Marvel Studios sięga lat 90. XX wieku). W 2008 roku na ekrany kin trafił film, który rozpoczął oficjalnie Marvel Cinematic Universe.

 

Akapit dla zaawansowanych,
czyli startuje MCU!

Od początku powstania, Marvel Cinematic Universe miało stanowić spójną całość, tj wszystkie filmy miały wzajemnie się uzupełniać, jednocześnie każdy powinien zachować swoja własną tożsamość. Z czasem uniwersum rozrosło się choćby o seriale, a obecnie, po dziesięciu latach od debiutu inauguracyjnego filmu, naprawdę jest co oglądać. Można się w tym nieco pogubić, szczególnie, jak ktoś dopiero chce wejść w ten świat.

Jak najlepiej więc zacząć i w jakiej kolejności oglądać filmy i seriale Marvel Cinematic Universe?

Opinii jest wiele. Pojawiają się choćby propozycje oglądania chronologicznego pod względem wydarzeń, czy też mieszać filmy z poszczególnymi odcinkami seriali. Można jednak od tego nieco zgłupieć. Należy podkreślić fakt, że główna osią MCU są filmy kinowe, których do tej pory ukazało się w sumie 18, natomiast seriale jedynie (lub aż) ROZSZERZAJĄ, a jednocześnie UZUPEŁNIAJĄ ten świat. Warto dodatkowo podkreślić, że brak znajomości seriali nie spowoduje, że coś z filmów będzie niejasne. Filmy rządzą się swoimi prawami i to one są nadrzędnym bytem, także z tego powodu, że generują po prostu największe zyski. Najlepiej więc na początek skupić się na samych filmach, a gdy nas najdzie ochota na więcej, zacząć zagłębiać się w świecie seriali.

Co do kolejności oglądania filmów, najlepiej sięgnąć po nie w takiej kolejności, jak zaserwowali nam to sami twórcy, czyli po prostu tak jak filmy trafiały do kin. Tym bardziej, że MCU z każdym kolejnym obrazem było pieczołowicie budowane, i warto samemu zaobserwować, jak ten proces przebiegał. Kolejność chronologiczna nie ma większego uzasadnienia, wszak chyba nikomu nie straszne są choćby retrospekcje?

Na Marvel Cinematic Universe składa się obecnie osiemnaście filmów:

1) Iron Man (2008)
2) The Incredible Hulk (2008)
3) Iron Man 2 (2010)
4) Thor (2011)
5) Captain America The First Avenger (2011) (Pierwsze starcie)
6) Avengers (2012)
7) Iron Man 3 (2013)
8) Thor: The Dark World (2013) (Mroczny Świat)
9) Captain America: The Winter Soldier (2014) (Zimowy Żołnierz)
10) Guardians of the Galaxy (2014) (Strażnicy Galaktyki)
11) Avengers: Age of Ultron (2015) (Czas Ultrona)
12) Ant-Man (2015)
13) Captain America: Civil War (2016) (Wojna Bohaterów)
14) Doctor Strange (2016)
15) Guardians of the Galaxy Vol. 2 (2017)
16) Spider-Man Homecoming (2017)
17) Thor: Ragnarok (2017)
18) Black Panther (2018) (Czarna Pantera)

dziewiętnasty film premierę ma już za moment:
19) Avengers Infinity War (2018)

Natomiast w kolejce czekają kolejne filmy, póki co potwierdzono:

Ant-Man and the Wasp
Captain Marvel
Avengers (brak pełnego tytułu)
Spider-Man (brak pełnego tytułu)
Guardians of the Galaxy Vol. 3

a to oczywiście z pewnością nie jest koniec!

Poniżej mały przewodnik po poszczególnych filmach, przy każdym dodatkowo zaznaczyłem takie informacje jak budżet i przychody (na podstawie Box Office Mojo), osobę reżysera wraz z wymieniem jego zazwyczaj wcześniejszych filmów, cameo Stana Lee oraz opis sceny, lub scen, po napisach.

 

Faza I

 

1) Iron Man

(2008) Iron Man

data premiery: 2008
budżet: 140$, Box Office: 586$
reżyseria: Jon Favreau (Elf, Zathura: A Space Adventure, jest także aktorem)

Pierwszy film z MCU postawił sobie za zadanie przedstawić postać o sporej tradycji, ale z pewnością nie z pierwszej ligi komiksowego światka. Jednocześnie film ten to przykłada zaskakujących wyborów castingowych, które jak przyszłość pokaże, zazwyczaj okazywały się nadzwyczaj udane, oraz stawiania na reżyserów, którzy wcale nie gwarantowali pewnego sukcesu, natomiast tkwił w nich bez wątpienia ogromny potencjał. Ryzyko więc było spore. Ale opłaciło się. W tytułowego Iron Mana czyli Tony’ego Starka wcielił się Robert Downey Jr., który w tej roli wypadł absolutnie genialnie. Widzowie pokochali tę postać na ekranie, a jednocześnie kariera aktora nabrała niesamowitego rozpędu. Także warto wspomnieć o Gwyneth Paltrow, która w roli Pepper Potts sprawdziła się idealnie. Za kamera stanął Jon Favreau, którego jednocześnie w roli Hogana możemy oglądać na ekranie. Jako ciekawostka: Jon Favreau jako aktor wystąpił już wcześniej w filmie na podstawie superbohaterskiego komiksu: w Daredevilu (2003 rok) zagrał Franklina „Foggy” Nelsona. Film Iron Man opowiada klasyczną „orgin story” bohatera, czyli prezentuje przemianę i motywy działalności, i robi to w sposób niezwykle udany. Co docenili zarówno krytycy jak i widzowie. Powstał ogromny hit, a Marvel Cinematic Universe oficjalnie wystartowało.

Na ekranie po raz pierwszy pojawił się Agent Coulson, którego jeszcze nie raz zobaczymy zarówno na dużym jak i małym ekranie, natomiast to co robiło ogromne wrażenie, to scena po napisach. Obecnie takie sceny to norma, ale wtedy nikt się czegoś takiego nie spodziewał, i mało kto został na seansie do końca. A było po co, oto na ekranie, wychodząc z cienia, pojawia się Samuel L. Jackson i przedstawia się Starkowi jako Nick Fury. Do tego chce z nim porozmawiać o projekcie Avengers. Każdy fan komiksów w tym momencie się rozpływał, i marzył, jakby to wspaniale było, gdyby Avengers pojawili się w kinach. Jednak wtedy tak naprawdę nikt jeszcze nie wierzył w taką możliwość.

Obecnie, nawet po tych dziesięciu latach od premiery, pierwszego Iron Mana ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a choćby efekty specjalne w ogóle się nie postarzały. Jednocześnie już podczas premiery można było zaobserwować bolączkę filmu, która niestety nader często będzie powtarzać się w kolejnych filmach: słabo zarysowanego „tego złego”.

Stan Lee: jako Hugh Hefner na przyjęciu
Scena po napisach: Nick Fury odwiedza Starka by porozmawiać o projekcie Avengers. Ciarki na plecach.

 

2) The Incredible Hulk

(2008) The Incredible Hulk

data premiery: 2008
budżet: 150$, Box Office: 263$
reżyseria: Louis Leterrier (The Transporter, Unleashed, Clash of the Titans)

Hulk był nieco ryzykownym projektem, ale Marvel lubował się w ryzyku. Często mu się udawało, czasem jednak nie wychodziło tak jak powinno. I niestety, przy okazji Hulka coś poszło nie tak. Film uznawany jest za jeden ze słabszych z MCU. być może wpływ na taka ocenę miała także ekranizacja z 2003 roku, która reżyserował Ang Lee, i która jest ewidentnie filmem słabym. Hulk z 2008 roku ma o wiele więcej do zaoferowania, choć nie jest filmem równym. W pierwszej połowie, tej bardziej udanej, obserwujemy Bruce’a Bannera, który walczy ze swoim alter-ego. Druga połowa to już czysta rozpierducha, ale zrealizowana z ogromnym rozmachem. Co ciekawe, twórcy oszczędzili nam zbyt długiego rozwodzenia się nad powstaniem zielonego potwora, i tak naprawdę streścili to niezwykle umiejętnie podczas napisów początkowych, co paradoksalnie jest równocześnie nawiązaniem do Hulka z 2003 roku. Edward Norton jako Bruce Banner, Liv Tyler jako Betty RossTim Roth jako Emil Blonsky czy William Hurt jako Generał „Thunderbolt” Ross to poprawnie obsadzone i zagrane role, aktorom nic zarzucić nie można. Po napisach pojawiła się dodatkowa scena, w której pojawił się sam  Robert Downey Jr. jako oczywiście Tony Stark! Było to jednocześnie podkreślenie przez twórców faktu, że tworzą spójne uniwersum. Fani byli wniebowzięci, czyżby sen o Avengers naprawdę miał się ziścić?

Stan Lee: wypija napój
Scena po napisach: Stark odwiedza bar

 

3) Iron Man 2

(2010) Iron Man 2

data premiery: 2010
budżet: 200$, Box Office: 623$
reżyseria: Jon Favreau

Po rewelacyjnym starcie, rzeczywistość dała o sobie znać. Hulk już tak się nie spodobał, natomiast drugi Iron Man okazał się owszem, hitem kasowym, ale jednak recenzje nie zawsze były już tak pozytywne, a dzisiaj często film ten wymieniany jest jako jeden ze słabszych w MCU. Choć oczywiście nadal jest to film dobry, i jak najbardziej wart obejrzenia! Tym bardziej, że ponownie Robert Downey Jr. i Gwyneth Paltrow wprost zachwycają w swoich kreacjach. Warto zauważyć, że powraca Agent Coulson, Nick Fury ma nieco większą rólkę, a na ekranie pojawiają się nowi superbohaterowie: Natasha Romanoff czyli Black Widow, w którą wcieliła się Scarlett Johansson oraz War Machine czyli znany z pierwszej części Podpułkownik James „Rhodey'” Rhodes, w przypadku którego zmieniono aktora: Terrence Howarda zastąpił Don Cheadle. W scenie po napisach dostajemy swoista zapowiedź kolejnego filmu z uniwersum.

Stan Lee: jako Larry King
Scena po napisach: Młot Thora

 

4) Thor

(2011) Thor

data premiery: 2011
budżet: 150$, Box Office: 449$
reżyseria: Kenneth Branagh (Henry V, Much Ado About Nothing, Hamlet)

Jak zrealizować film, w którym główna rolę odgrywa blond-włosy bóg, dzierżący w ręku młotek? W taki sposób, żeby widzowie chcieli takie coś oglądać? Może zatrudnić na stołku reżysera osobę, która specjalizuje się w adaptacjach sztuk Szekspira? I robi to doskonale? Jeżeli nie widzieliście Much Ado About Nothing albo Hamleta, szczerze polecam nadrobić, są to naprawdę świetne filmy!

I tak samo wyszło z Thorem. Powstał fantastyczny film, który ogląda się z prawdziwą przyjemnością! Genialnej decyzji obsadzenia reżysera towarzyszy niezwykle udany dobór aktorów.  Chris Hemsworth jako Thor i Tom Hiddleston jako Loki wypadli wprost perfekcyjnie! Nie zawodzi Anthony Hopkins jako Odyn oraz Stellan Skarsgard jako Erik Selvig, natomiast Natalie Portman jako Jane Foster niestety wypada tak sobie, choć bardziej tutaj kuleje nieco romans, w którym zupełnie brakuje chemii.

Iron Man 2 przedstawił nam postać Black Widow, w Thorze zastosowano podobny patent i po raz pierwszy w małym, ale bardzo udanym, epizodzie widzimy tutaj Hawkeye’a w którego wcielił się z powodzeniem Jeremy Renner.

Stan Lee: kierowca ciężarówki próbujący wyrwać Mjolnir
Scena po napisach: Nick Fury prezentuje Tesserakt.

 

5) Captain America The First Avenger

(2011) Captain America The First Avenger

data premiery: 2011
budżet: 140$, Box Office: 370$
reżyseria: Joe Johnston (The Rocketeer, Jumanji, The Young Indiana Jones Chronicles)

Z sałatą może tak dobrze nie wyszło, ale udało się z Żelaźniakiem, i udało się z Bogiem. Jak więc zrobić hit z filmu o harcerzyku i to prawym aż do zniesmaczenia? Zadbać o odpowiednia otoczkę, dodać sporo humoru, jednocześnie nie zapominając o odpowiedniej dawce patosu, aczkolwiek pod tym względem nie przesadzać. Do tego zatrudnić odpowiedniego reżysera, który będzie czuł klimat. Joe Johnston stworzył już film o superbohaterze: całkiem przyzwoity The Rocketeer, do tego dobrze porusza się po tematyce wojennej. I to się sprawdziło, otrzymaliśmy kolejne niezwykle udane wprowadzenie do MCU nowej postaci! Oczywiście za sukcesem stoi także ponownie genialne obsadzenie aktorów. Chris Evans to urodzony Kapitan Ameryka, aktor wręcz niesamowicie wpasował się w rolę pod każdym względem! Jako ciekawostka, Evans ma już na koncie występy w paru filmach komiksowych: m.in w dwóch częściach Fantastic Four wcielił się w jedną z głównych postaci. Reszta obsady także wypadła doskonale: Hayley Atwell jako Peggy Carter, Hugo Weaving jako Red Skull, Dominic Cooper jako Howard Stark, Toby Jones jako Dr Arnim Zolam, Stanley Tucci, Tommy Lee Jones oraz oczywiście Sebastian Stan jako James „Bucky” Barnes. Mimo, że akcja filmu dzieje się podczas Drugiej Wojny Światowej, to znalazło się tutaj wiele smaczków i nawiązań do pozostałych filmów z uniwersum, także tych nadciągających. Scena po napisach to jednocześnie zwiastun kolejnego, niezwykle ważnego filmu z uniwersum: Avengers. Marzenia, które rozbudziła pierwsza scena po napisach, właśnie się ziściły.

Stan Lee: generał
Scena po napisach: Kapitan boksuje, zwiastun Avengers

 

6) Avengers

(2012) The Avengers

data premiery: 2012
budżet: 220$, Box Office: 1518$
reżyseria: Joss Whedon (Buffy the Vampire Slayer, Firefly, Serenity)

Film który był ogromnym wydarzeniem, który łączy losy wszystkich superbohaterów znanych z wcześniejszych pojedynczych filmów. Łączy ich losy i to co najważniejsze: tworzy z nich drużynę. I to właśnie postaciom zawdzięczamy sukces filmu, ich relacjom między sobą, dialogom, i oczywiście doskonałemu wyborowi aktorów odgrywających poszczególne role. Nie obyło się bez zmiany w castingu: Bruce’a Bannera w którego wcześniej wcielał się Edward Norton obecnie zagrał Mark Ruffalo. Norton sprawdził się we wcześniejszym filmie, ale to Ruffalo stał się tym prawdziwym zielonym potworem, tym bardziej, że specjaliści od efektów specjalnych zadbali o odpowiednie rysy twarzy, gdy widzimy ogromnego potwora szalejącego na ekranie. A na ekranie dzieje się dużo, choć scenariusz nie jest jakoś bardzo odkrywczy, ot dostajemy po prostu przysłowiową „napierdalankę” między ekipą superbohaterów, a kosmitami z rasy Chitauri pod komandem Lokiego. Ale jak to się ogląda! Ogromny hit, film który został przyjęty niesamowicie dobrze przez krytykę i widzów, co przełożyło się także na niesamowity sukces kasowy. Ryzykowne decyzje twórców okazały się niezwykle opłacalne. Ogromny sukces spowodował, że MCU stanęło mocno na własnych nogach, a przyszłość malowała się w niezwykle jasnych barwach. W scenie po napisach pojawił się natomiast Thanos, czyli twórca całego zamieszania w najnowszej, nadciągającej superprodukcji.

Stan Lee: gracz w szachy
Scena po napisach: 1) Thanos! 2) Strudzona ekipa w rozwalonej knajpce

 

Faza 2

7) Iron Man 3

(2013) Iron Man 3

data premiery: 2013
budżet: 200$, Box Office: 1214$
reżyseria: Shane Black (Kiss Kiss Bang Bang, The Nice Guys)

Trzeci solowy film o Iron Manie został przyjęty o wiele lepiej niż druga część, co zawdzięcza głównie skupieniu się na postaci samego Starka i ukazania, że jest bohaterem nie tylko w zbroi. Jest człowiekiem, z wadami, obawami, uzależnieniami i jak każdy człowiek, potrzebuje pomocy od kogoś drugiego. Oczywiście nie zabrakło scen akcji i jak zwykle doskonałej obsady. Jako ciekawostka, na ekranie, w retrospekcji, pojawia się profesor Ho Yinsen, znany z pierwszej części. Spore kontrowersje wzbudziła otoczka fabularna wokół „tych złych”. Chodzi tu głównie o Mandaryna, który na ekranie jest postacią zupełnie inną niż w komiksach. Fani się oburzyli, ale dla samego filmu był to ciekawy twist fabularny. Dodatkowo twórcy wyraźnie podkreślili, że nie robią dokładnych adaptacji komiksów, a opowiadają swoje historie oparte na wątkach i postaciach znanych z komiksowych kadrów. I wypada to nadspodziewanie dobrze!

Zwróćcie uwagę, że seria z Iron Manem jest jedyną, w której kolejne filmy otrzymywały numerki. W pozostałych filmach ta maniera nie występuje, a filmy rozróżnia się poprzez podtytuły.

Stan Lee: na konkursie piękności
Scena po napisach: Stark na kozetce u Bannera

 

8) Thor: The Dark World

(2013) Thor - The Dark World

data premiery: 2013
budżet: 170$, Box Office: 644$
reżyseria: Alan Taylor (głównie seriale: Sex and the City, The Sopranos, Six Feet Under, Lost, Boardwalk Empire, Game of Thrones)

Drugi Thor na wielu płaszczyznach zachwyca, szczególnie jeżeli chodzi o ukazanie fantastycznych światów, jednocześnie całościowo mocno rozczarowuje i ogólnie uważany jest za jeden ze słabszych filmów z MCU. Przede wszystkim wypada słabo dość irytująca Jane Foster (Natalie Portman) oraz główny antagonista, niezwykle „płaski” Malekith (Christopher Eccleston). Natomiast zachwyca stara ekipa, a Loki i Thor oraz ich relacje sprawiają, że po film jednak warto sięgnąć.

Stan Lee: prosi o zwrot buta w szpitalu
Scena po napisach: 1) Taneleer Tivan The Collector przyjmuje kamień nieskończoności od Asgardianów. 2) Pocałunek Jane i Thora, bestia szaleje na placu

 

9) Captain America: The Winter Soldier

(2014) Captain America - The Winter Soldier

data premiery: 2014
budżet: 170$, Box Office: 714$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo (Arrested Development, You, Me and Dupree, What About Brian)

Coś niesamowitego. Przy tym filmie, Thora 2 i Iron Mana 3 można nazwać kameralnymi widowiskami. To co się dzieje na ekranie powoduje przysłowiowy opad szczeki! I to nie z powodu nagromadzenia efektów specjalnych, bo tych owszem, jest sporo i to na najwyższym poziomie, ale największe wrażenie w tym filmie robi prowadzenie akcji, ujęcia, oraz niesamowita choreografia walk, których jest tu sporo, i to w wykorzystaniem raczej klasycznej broni. Żadnych futurystycznych laserów! Nasuwa się skojarzenie z baletem, tak pięknie poszczególne sceny i ujęcia ze sobą współgrają! Drugi Kapitan Ameryka to w głównej mierze film nie fantastyczny, a sensacyjny, wręcz szpiegowski, w którym zresztą w jedną z głównych ról wcielił się Robert Redford, który w bogatej karierze aktora, zagrał m.in w takich filmach szpiegowskich jak Spy Game czy Three Days of the Condor. Chris Evans w tytułowej roli jest niesamowity, na ekran powraca także Black Widow, Bucky Barnes, Maria HillNick Fury czy Arnim Zola. Poznajemy także nowego superbohatera: Falcona, który nie jest tu tylko wypełniaczem, ale doskonale uzupełnia film i po prostu da się lubić.

Film zrealizowali Bracia Russo, którzy wcześniej pracowali głównie przy sitcomach. Niesamowita decyzja, i jak najbardziej słuszna. Kapitan Ameryka to jeden z najlepszych filmów MCU. Warto zaznaczyć, że utrzymany w dość poważnym tonie, a i trup ściele się tu gęsto, choć momenty wypełnione humorem także pojawiają się nader często, a do tego zostały doskonale i naturalnie wkomponowane w całą opowieść.

Stan Lee: strażnik w muzeum
Scena po napisach: 1) Wolfgang von Strucker przedstawia bliźniaki. 2) Bucky w muzeum

 

10) Guardians of the Galaxy

(2014) Guardians of the Galaxy

data premiery: 2014
budżet: 170$, Box Office: 773$
reżyseria: James Gunn (Slither, PG Porn, Super)

Kolejne ogromne zaskoczenie. Tym razem studio wyłożyło 170 milionów dolarów i stworzyło kosmiczne widowisko z zupełnie nieznanymi postaciami, a do tego reżyserię powierzono twórcy o owszem, sporych umiejętnościach, ale pracującemu dotychczas tylko przy niskobudżetowych produkcjach. Tutaj na ekranie oglądamy natomiast swoista interpretację Gwiezdnych Wojen, gdzie jednymi z głównych bohaterów jest mówiący szop i drzewo. I to się sprawdziło! Widzowie byli zachwyceni, krytycy docenili, a film okazał się ogromnym sukcesem! Ponownie sprawdził się dobór aktorów, i praktycznie każda rola została obsadzona wręcz perfekcyjnie. Warto zauważyć, że mimo, iż film ten nie nawiązuje bezpośrednio do wcześniejszych obrazów z MCU, to sporą rolę ma tu Thanos, oraz pojawia się wytłumaczenie, czym są Kamienie Nieskończoności i jaka ogromna moc w nich drzemie.

I ta ścieżka dźwiękową!

Stan Lee: amant
Scena po napisach: 1) Taniec w doniczce 2) The Collector na zgliszczach, w tle pewien Kaczor

 

11) Avengers: Age of Ultron

(2015) Avengers - Age of Ultron

data premiery: 2015
budżet: 250$, Box Office: 1405$
reżyseria: Joss Whedon

Ponowne ukazanie losów całej drużyny, i ponowny festiwal świetnych efektów specjalnych, a jednocześnie dość słaby scenariusz. Pojawia się parę nowych postaci, także z supermocami, jak Quicksilver (Aaron Taylor-Johnson), Scarlet Witch (Elizabeth Olsen) oraz Vision (Paul Bettany). Scen akcji jest co niemiara, ale film największe wrażenie robi wtedy, gdy oglądamy zwykłe relacji pomiędzy bohaterami, i takie sceny jak podczas przyjęcia (siłowanie się z młotem) czy w bezpiecznej przystani w chatce uświadamiają nam, że Marvel spowodował, że naprawdę polubiliśmy tę grupkę niesamowitych osobowości. Warto zwrócić uwagę na postać Ulyssesa Klaw, w którego wcielił się niesamowity Andy Serkis, oraz wątki, które później splotą się idealnie z postacią Black Panther.

Stan Lee: miłośnik alkoholu z mocną głową
Scena po napisach: Thanos zakłada rękawicę,

 

12) Ant-Man

(2015) Ant-Man

data premiery: 2015
budżet: 130$, Box Office: 519$
reżyseria: Peyton Reed (Bring It On, The Break-Up, Yes Man)

Kolejny film, który bierze raczej mało popularną postać, i powoduje, że obecnie bez niej nie wyobrażamy już sobie MCU. Ponownie zagrał genialny casting, w Ant Mana, czyli Scotta Langa idealnie wcielił się Paul Rudd (znany choćby z serialu Przyjaciele), Michael Douglas świetnie wypadł jako Dr Hank Pym, na uwagę także zasługuje Michael Pena jako Luis. Film nieco oderwany jest od reszty uniwersum, jednak pojawia się motyw Avengers, a Falcon dostał parę (świetnych!) minut na ekranie. Podczas realizacji nie obyło się bez perturbacji, pomysł na fabułę w stylu heist movie wyszedł od Edgara Wrighta (Shaun of the Dead, Hot Fuzz, Scott Pilgrim vs. the World) który miał zająć się także reżyserią, ale w końcu niezgodność kierunku artystycznego ze studiem spowodowało, że film ostatecznie wyreżyserował Peyton Reed.

Stan Lee: barman
Scena po napisach: 1) Strój Wasp 2) Captain America, Falcon i Winter Soldier

 

Faza 3

13) Captain America: Civil War

(2016) Captain America Civil War

data premiery: 2016
budżet: 250$, Box Office: 1,153$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

Materiałem wyjściowym do tego filmu jest znany, ale jednak dość słaby i głupawy komiks. Komiksowa Wojna domowa ukazała się także na naszym rynku, więc sami możecie się przekonać o poziomie tej przeciętnej opowiastki. I coś takiego trafia na ekran z budżetem ponad 200 milionów zielonych!

Na szczęście film tylko opiera się na głównych wytycznych komiksowej Wojny Domowej i przedstawia tak naprawdę zupełnie nową historię. A do tego za sterami ponownie stają Bracia Russo! I ponownie, otrzymujemy ogromny hit, niesamowicie wprost zrealizowany, utrzymany w dość poważnym tonie, choć oczywiście nie pozbawiony także wątków komediowych. Mimo, że film zatytułowany jest Kapitan Ameryka, to zagości tutaj większość znanych już nam bohaterów, którzy dzielą się na dwa przeciwstawne obozy. Co najlepsze, każda ze stron ma swoje racje i obawy. Na ekranie obserwujemy niby zwykłą ustawkę między bohaterami, ale to jak to zrealizowano, zasługuje na szczery podziw.Wraca Brock Rumlow jako Crossbones, na ekranie debiutuje Black Panther. I dzięki porozumieniu ze studiem Sony, oficjalnie do MCU trafia Spider-man! Warto też zwrócić uwagę na postać Zemo, ponownie znacznie zmienioną w stosunku do komiksowego pierwowzoru, i jego niesamowite działania.

Stan Lee: kurier
Scena po napisach: 1) Wakanda 2) Peter z latarką

 

14) Doctor Strange

(2016) Doctor Strange c2

data premiery: 2016
budżet: 165$, Box Office: 677$
reżyseria: Scott Derrickson (The Exorcism of Emily Rose, The Day the Earth Stood Still, Sinister, Deliver Us from Evil)

Kto najlepiej zrealizuje film o czarodziejach? Może ktoś, kto ma spore doświadczenie w horrorach? Znów słuszna decyzja, mimo, że sam Doctor Strange horrorem nie jest, natomiast jak szukać nawiązań, to na myśl przychodzi choćby Incepcja. I jest to spory komplement, gdyż efekty specjalne naprawdę potrafią zachwycić, jest to film, który wprost wybornie ogląda się na dużym ekranie. Scenariusz to przyzwoita, ale bez większych wodotrysków orgin story, z ponownie doskonałym doborem aktorów. Benedict Cumberbatch zasłynął w roli Sherlocka, także jako Doctor Strange sprawdził się idealnie. Warto także zwrócić uwagę na oryginalną Tildę Swinton, która jak zwykle, wypada zjawiskowo na ekranie.

Stan Lee: pasażer autobusu
Scena po napisach: 1) Piwko z Thorem 2) Zbyt wielu czarodziejów

 

15) Guardians of the Galaxy Vol. 2

(2017) Guardians of the Galaxy Vol2

data premiery: 2017
budżet: 200$, Box Office: 863$
reżyseria: James Gunn

Druga część strażników została zrobiona według sprawdzonego przepisu, czyli to samo, ale więcej, lepiej, i z większym przytupem. I ogląda się to wspaniale, ale niestety momentami czuć jakby przesyt, a efekty specjalne potrafią zmęczyć. Co nie przeszkadza oczywiście by cieszyć się z niesamowitego seansu, a dodatkowo wyszukiwać tonę odniesień do popkultury i najróżniejszych smaczków. Obsada, standardowo: na najwyższym poziomie.

Stan Lee: z wizytą u Obserwatorów
Scena po napisach: 1) Nauka sterowania różdżką 2) Zjednoczenie 3) Arcykapłanka i Adam 4) Nastoletni Groot 5) Stan Lee u Obserwatorów

 

16) Spider-Man Homecoming

(2017) Spider-Man Homecoming

data premiery: 2017
budżet: 175$, Box Office: 880$
reżyseria: Jon Watts (Cop Car)

Sony nie za bardzo potrafiło poradzić sobie z postacią Spider-mana i mimo, że nakręcili parę prawdziwych hitów, to jednak tak naprawdę wszystko zagrało dopiero teraz, gdy pojawiła się dodatkowo współpraca z MCU. Co zaowocowało m.in pojawieniem się Pajączka już w Wojnie Domowej, a w jego solowym filmie gościnny występ zalicza sam Tony Stark. Tom Holland jako Peter Parker jest młodym lekkoduchem, a film oszczędza nam ponownego opowiadania gorzkich początków bohatera, co jak najbardziej zaliczyć można na plus. Michaela Keatona ogląda się wprost z przyjemnością, i cieszy, że były Batman (w filmach Burtona) zawitał także do uniwersum Marvela. A Ciocię May gra Marisa Tomei która nie tylko zauroczyła Starka, ale także wszystkich widzów. Gościnie Captain America.

Stan Lee: Gary
Scena po napisach: 1) W więzieniu 2) Captain America nagrywa

 

17) Thor: Ragnarok

(2017) Thor Ragnarok

data premiery: 2017
budżet: 180$, Box Office: 853$
reżyseria: Taika Waititi (Eagle vs Shark, What We Do in the Shadows)

Trzeci Thor to diametralna zmiana klimatu i pójście w zupełnie odjechanym kierunku. Ale co się dziwić, jak 180 baniek daje się takiemu gościowi jak Taika Waititi? To jest film, na którym od samego początku do samego końca seansu na ustach wprost maluje się przysłowiowy „banan”. Doskonałe widowisko, z doskonałymi efektami specjalnymi i doskonałą muzyką (Immigrant Song dwa razy!). I z doskonałymi postaciami oraz relacjami miedzy nimi. Thor i Loki brylują na ekranie, Hulk i Walkiria kradną każdą scenę, Arcymistrz (wspaniały Jeff Goldblum) to rewelacja. Tu dosłownie wszystko zagrało, jedyny minus to to, że w końcu to widowisko się kończy. Ale wtedy pierwsze na co mamy ochotę, to kupić bilet na kolejny sens. I ponownie świetnie się bawić! Gościnnie wystąpił Dr. Strange.

Stan Lee: fryzjer
Scena po napisach: 1) Thanos nadciąga 2) Poklepmy się po plecach

 

18) Black Panther

(2018) Black Panther

data premiery: 2018
budżet: ???$ (ok 200$), Box Office: 1299$
reżyseria: Ryan Coogler (Creed)

Ogromy hit kasowy i artystyczny, choć sam film nie jest pozbawiony wad, czy też słabszych scen. W pełni sprawdził się sposób na wprowadzenie nowego bohatera. Najpierw Czarna Pantera pojawił się w Wojnie Bohaterów, a dopiero później otrzymał swój solowy film. Ogląda się jak najbardziej dobrze, choć niestety nie ma tu nic, co robiło by tak naprawdę ogromne wrażenie. Walki są poprawne, ale ich choreografia nie hipnotyzuje jak w filmach o Kapitanie Ameryka, a rozwiązania technologiczne w tak zaawansowanym państwie momentami straszą nielogicznością. Za to dostajemy sporo przepięknych ujęć, naprawdę ciekawą ścieżkę dźwiękową i całkiem niezłego „tego złego”. Obsada nie zawodzi, Chadwick Boseman w tytułowej roli wypadł poprawnie, natomiast zachwyca przepełniona pozytywną energią Lupita Nyong’o jako Nakia, świetny Michael B. Jordan jako Erik Killmonger i rewelacyjny Andy Serkis jako Ulysses Klaue.

Stan Lee: w kasynie
Scena po napisach: 1) Wystąpienie i oferta T’Challa 2) Bucky

 

19) Avengers Infinity War

(2018) Avengers Infinity War

data premiery: 2018
budżet: ???$, Box Office: wiele$
reżyseria: Anthony Russo & Joe Russo

To jest niesamowite, że Marvel potrafił przez 10 lat tak wypromować drugoligowe postacie, że w tym momencie darzymy je niezwykłym uwielbieniem, a na film w którym obejrzymy większość ich na ekranie, z niecierpliwością wyczekuje wprost rzesza fanów. Jest to jednocześnie niezwykła porażka dla konkurencyjnego uniwersum DC, które dysponując ikonicznymi postaciami, nie potrafiło wykorzystać ich potencjału, i w tym momencie nikt nie czeka na nowego Supermana czy Batmana. Może sukces leży w tym, że Marvel właśnie nie mógł bazować na popularności swoich superbohaterów, więc musiał skupić się na czymś innym. Odpowiednie podejście do kręcenia filmów, scenariusze, mozolne budowanie jednego spójnego uniwersum, zadbanie o odpowiednią otoczkę audiowizualną. Wreszcie ludzie i nie banie się podejmowania ryzyka. To się opłaciło, Avengers Infinity War już przed premierą okazało się wielkim wydarzeniem!

Stan Lee: z pewnością będzie
Scena po napisach: 😉

 

Marvel One Shot

Marvel One Shot to krótkometrażowe filmy nawiązujące do uniwersum MCU, będące dodatkami do wydań Blu-Ray samych filmów. Powstało ich w sumie pięć, i po wszystkie jak najbardziej warto sięgnąć, tym bardziej, że często dodają całkiem sporo do Uniwersum.

 

The Consultant (2011) (Konsultant)

Marvel One Shot (2011) The Consultant

Akcja rozgrywa się po wydarzeniach z filmów Incredible Hulk i Iron Man 2 i nawiązuje bezpośrednio do sceny po napisach z Incredible Hulk. W rolach głównych agenci Coulson i Sitwell oraz tytułowy Konsultant. Film trwa około 4 minut.

 

A Funny Thing Happened on the Way to Thor’s Hammer (2011) (Ciekawa rzecz spotkała nas przy młocie Thora)

Marvel One Shot (2011) A Funny Thing Happened on the Way to Thor's Hammer

Scena ma miejsce między zakończeniem filmu Iron Man 2, ale jeszcze przed sceną po napisach z tego tytułu. W roli głównej ponownie Agent Coulson. 4 minutki.

 

Item 47 (2012) (Przedmiot 47)

Marvel One Shot (2012) Item 47

Tym razem otrzymujemy zrobiony z prawdziwym rozmachem film krótkometrażowy (ponad 11 minut!), który prezentuje wydarzenia mające miejsce po filmie Avengers. Wśród obsady pojawia się Agent Sitwell. Uwaga, jest scena po napisach!

 

Agent Carter (2013) (Agentka Carter)

Marvel One Shot (2013) Agent Carter

Ponownie Marvel zaszalał i otrzymaliśmy niezwykle dynamiczny i przepełniony akcją film krótkometrażowy (ponad 15 minut), w którym główną role odgrywa tytułowa Agentka, czyli Peggy Carter. Wydarzenia mają miejsce po pierwszym filmie z Kapitanem: Captain America: The First Avenger. Zdecydowanie warto obejrzeć. Uwaga, także tutaj dostajemy scenę po napisach!

 

All Hail the King (2014) (Niech żyje król)

Marvel One Shot (2014) All Hail the King

Tą krótkometrażówką Marvel starał się nieco wyprostować niezadowolenie fanów z powodu filmowej interpretacji postaci Mandaryna. Nieco niepotrzebnie, ale za to otrzymujemy całkiem wyśmienity filmik (ok 14 minut). Także tutaj występuje dodatkowa scena (tym razem podczas napisów).

 

Seriale

Seriali należących do Marvel Cinematic Universe powstało całkiem sporo, i mimo, że wszystkie nalezą do jednego uniwersum, to niektóre są ewidentnie mocniej z nim powiązane, a niektóre stoją nieco na uboczu. Najsilniej z MCU powiązane są seriale Agent Carter oraz Agents of S.H.I.E.L.D., w których zresztą możemy zobaczyć całkiem sporo postaci znanych z dużego ekranu.

 

Agent Carter

Agent Carter

lata emisji: (2015-2016)

Peggy Carter czyli tytułowa agentka zdobyła nasze serca w filmie Captain America: The First Avenger, wspaniałą więc wiadomością była informacja, że dostanie swój własny serial. W głównej roli powraca znana z filmu przeurocza Hayley Atwell. Serial doczekał się dwóch sezonów (8 i 10 odcinków), każdy z sezonów przedstawia zamkniętą historię. Szkoda, że serialu nie kontynuowano, tym bardziej, że pod względem zarówno realizatorskim jak i scenariuszowym stał na bardzo przyzwoitym poziomie. Serial należy oglądać po filmie Captain America: The First Avenger do którego najmocniej nawiązuje, natomiast One Shot pod tym samym tytułem co serial, mimo że powstał przed serialem, przedstawia akcję już po jego zakończeniu.

Stan Lee: pożycza gazetę

 

Agents of S.H.I.E.L.D.

Agents.of.S.H.I.E.L.D.

Agents.of.S.H.I.E.L.D. Slingshot

lata emisji: (2013-)

Serial Agenci Tarczy rozpoczyna się zaraz po wydarzeniach z filmu Avengers, a w głównej roli powraca, co może być zaskoczeniem, Agent Phil Coulson. Serial spotkał się raczej z ciepłym przyjęciem, choć z poziomem bywało różnie. Co nie przeszkadzało powstaniu w sumie pięciu sezonów (każdy po 22 odcinki!), gdzie najnowszy, piąty sezon, właśnie jest w trakcie emisji. Wydarzenia z serialu mocno nawiązują do filmów z MCU i stanowią bardzo ciekawe dopełnienie tego świata.

Agents of S.H.I.E.L.D. Slingshot (2016) to miniserial bezpośrednio powiązany z główną serią. Składa się z sześciu krótkometrażowych odcinków, a jego wydarzenia mają miejsce przed czwartym sezonem głównej serii.

Stan Lee: w pociągu w miłym towarzystwie

 

Inhumans

Inhumans

lata emisji: (2017)

Pierwotnie w planach miał być film pełnometrażowy, w końcu skończyło się na serialu. I coś nie wyszło, serial okazał się ogromna porażką artystyczną, z idiotycznym scenariuszem. Zarówno widzowie jak i krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów. To 8 odcinków o których spokojnie można zapomnieć.

 

Seriale Netflixa

Seriale Netflixa, mimo że oficjalnie należą do MCU, to stoją nieco bardziej na uboczu tego uniwersum i raczej nie nawiązują do głównej osi fabularnej uniwersum. Póki co należy je traktować jako autonomiczny świat, pamiętając o tym, że same ze sobą są bardzo mocno powiązane. Dotychczas ukazały się serie:

Daredevil (2 sezony, 2016)
Jessica Jones (2 sezony, 2016 i 2018)
Luke Cage (2 sezony, 2016 i 2018 (jeszcze nie emitowany))
Iron Fist (1 sezon, 2017)
The Defenders (1 sezon, 2017)
Punisher (1 sezon, 2017)

Daredevil okazał się sporym hitem, widzom spodobał się poważniejszy, dorosły klimat. Tak samo Jessica Jones w której doskonale przede wszystkim zostały zarysowane poszczególne postacie. Niestety, dalej było coraz gorzej. Luke Cage zebrał już mieszane opinie, a Iron Fist okazał się porażką. Serial The Defenders, w zamierzeniu spinający to miniuniwersum, mający pokazać wspólne losy poszczególnych postaci, także wypadło dość słabo. Natomiast może podobać się Punisher będący niejako serią odpryskową Daredevila. Ogólnie, po naprawdę doskonałym starcie, poziom poszczególnych serii spadał w dół, nie jest to z pewnością taka klapa jak Inhumans, ale obecnie powstają mocne przeciętniaki. Ja jeszcze nadrabiam zaległości w oglądaniu, więc zapewne do samych seriali jeszcze na blogu powrócę.

 

Pozostałe.

Do MCU zalicza się także serial Runaways (1 sezon, 2017, kolejny zapowiedziany), jednak także on stoi mocno na uboczu i nie nawiązuje bezpośrednio do głównych wydarzeń Uniwersum. Sam serial jak najbardziej wart jest obejrzenia.

Runaways

W zapowiedziach są także serie Cloak & Dagger oraz New Warriors.

 

Słowem podsumowania.

Oczywiście wśród filmów Marvel Cinematic Universe trafiają się pozycje zarówno lepsze jak i gorsze, ale praktycznie wszystkie stoją powyżej średniej i gwarantują wyśmienitą rozrywkę, szczególnie na dużym ekranie. Do tego zachwycają decyzje o dobrze aktorów i twórców, a ogromne budżety gwarantują doskonała otoczkę audiowizualną i wyśmienite efekty specjalne. W sumie 18 filmów świetnie nakreśliło ten świat, przez co każdy kolejny film jest ogromnym wydarzeniem. I póki widzom się to nie znudzi, czeka nas jeszcze wiele niesamowitych przygód wraz z naszymi ulubionymi superbohaterami.

Jeżeli filmy tylko rozbudziły Wasz apetyt, warto sięgnąć po seriale, ale należy zrobić to z głową. Agent Carter i Agents of S.H.I.E.L.D to pozycje obowiązkowe i bardzo umiejętnie wykorzystujące postacie oraz wątki z filmów, do tego fajnie rozbudowujące całe uniwersum. Natomiast od Inhumans należy trzymać się z daleka. Runaways to serial oficjancie należący do MCU, ale stojący zupełnie z boku, i poruszający nawet parę kwestii, będących sprzecznych z główną osią fabularną. Jednak jako serial jak najbardziej się sprawdza, i warto go obejrzeć. Seriale Netflixa także stanowią nieco odrębny świat, choć małe nawiązania pojawiają się gdzieś tam w tle. Pierwsze serie, tj Daredevil i Jessica Jones stoją na bardzo wysokim poziomie, i jak najbardziej należy po nie sięgnąć, tym bardziej, że posiadają wyraźnie cięższy, dorosły klimat, co wychodzi im tylko na dobre. Później można spróbować resztę, szczególnie zwracając uwagę na Punishera.

Jest co oglądać, a przecież Marvel Cinematic Universe to nie jedyni supertrykociarze na ekranie. Z poletka Marvela Sony zaprezentowało nam dwie serie całkiem udanych przygód Spider-mana, zanim jeszcze Pajączek trafił do MCU, natomiast świat X-men przez lata także mocno się rozrósł, i ma w zanadrzu sporo stojących na wysokim poziomie filmów (choć wpadki też się zdarzają) oraz całkiem udane seriale (Legion obowiązkowo!). A jeszcze jest świat DC, który cały czas szuka swojej tożsamości, co nie przeszkadza powstawaniu kolejnych filmów i sporej liczby seriali.

Ale to tematy na osobną opowieść…

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Filmowe adaptacje komiksów część 2

Dziś ciąg dalszy opowieści o filmowych adaptacjach komiksów, z pominięciem jednak już praktycznie wyeksploatowanego w tym cyklu wątku super-bohaterskiego. W części pierwszej skupiliśmy się głównie na USA, dziś reszta świata. I dla przypomnienia: nieco po macoszemu potraktuję rynek azjatycki, adaptacji najróżniejszych mang jest tyle, że można by tylko o nich opowiadać bardzo, ale to bardzo długo. I szczerze, naprawdę dobrych nie znam zbyt wiele, więc jak coś możecie polecić, piszcie w komentarzach!

Komiks o przygodach Lucky Lukea, czyli kowboja który strzela szybciej od własnego cienia, została stworzona przez belgijskiego rysownika Morrisa, a pierwszy album opowiadający o jego przygodach trafił do sprzedaży już w 1949 roku. Za złoty okres serii uważa się albumy, do których scenariusz pisał niezrównany René Goscinny, współtwórca przygód tak znanych postaci jak Asteriks czy Mikołajek. Sporo albumów ukazało się także na naszym rynku, i z czystym sercem bardzo polecam tę serię, zapewnia wspaniałą rozrywkę! Lucky Luke doczekał się także sporo całkiem udanych filmów i seriali animowanych, jednak pod względem filmów aktorskich, już tak dobrze nie było. Zapewne większość nieco starszych osób będzie kojarzyć film Lucky Luke z 1991 roku, który przerodził się w serial składający się z ośmiu godzinnych odcinków. W główną rolę wcielił się Terence Hill, który wypadł w tej roli dość niejednoznacznie: gdy będąc dzieckiem oglądało się te filmy, to zapewniały bardzo fajną rozrywkę, dziś niestety nieco straszą i aktorstwem i scenariuszem. Acz pewnego uroku, wynikającego w dużej mierze zapewne z nostalgii, odmówić im nie można.

Komiks: Morris, René Goscinny i inni: Lucky Luke; Dupuis, Dargaud, Lucky Productions, Lucky Comics, 1949-…
Wyd. pol.: KeyTex, Egmont, 1992, 1999-…

(1991) Lucky Luke

(1992) Lucky Luke Serie

W 2004 na ekranach pojawił pełnometrażowy film Les Dalton, poświęcony w głównej mierze, zgodnie z tytułem, Daltonom, a Lucky Luke grał tu tylko drugoplanową postać. Co nie przeszkodziło polskiemu dystrybutorowi przemianować tytuł na „Lucky Luke”, co zakrawa na pewien absurd. Film jest przeciętny, ale posiada parę lepszych momentów, a w polskiej wersji bardzo fajnie wypadł dubbing, i choćby dla niego warto zasiąść do seansu.

(2004) Les Dalton

Ponownie na ekranie Lucky Luke pojawił się w 2009, tym razem jako pełnoprawna pierwszoplanowa postać. Podobnie jak wcześniejszy film, wyszło tak sobie, tragedii może nie ma, i zdarzają się lepsze momenty, ale arcydzieło to niestety nie jest.

2009 Lucky Luke

Asteriks to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci komiksowych, stworzony przez René Goscinny’ego i Alberta Uderzo zadebiutował w 1959 roku i do dzisiaj swoimi przygodami cieszy kolejne pokolenia. I nie ma co owijać w bawełnę, lektura albumów z przygodami Asteriksa i Obeliksa to pozycja obowiązkowa! Podobnie jak Lucky Lucke, Asteriks doczekał się paru filmów animowanych oraz aktorskich. Z tej drugiej kategorii pierwszy pojawił się na ekranach w 1999 roku. Astérix et Obélix contre César czyli Asterix i Obelix kontra Cezar został bardzo dobrze przyjęty, a dodatkowo godna polecenia jest wersja z polskim dubbingiem: Artur Barciś jako Dwulicus jest niesamowity! W głównych rolach zagrali: Christian Clavier jako Asteriks, Gérard Depardieu jako Obeliks, Roberto Benigni jako Dwulicus. Niestety, w filmie nie do końca wszystko zagrało. Scenariusz, usilnie starający się wprowadzić coś nowego, nierzadko mocno nawala, a niektóre wątki są zupełnie zbędne i niepotrzebne, a momentami wręcz irytują. Także efekty specjalne nie zachwycają, i obecnie wręcz rażą nienaturalnością. Ale pośmiać i tak jest się z czego!

Komiks: René Goscinny, Albert Uderzo, Jean-Yves Ferri, Didier Conrad: Asterix; Dargaud, 1959-…
Wyd. pol.: Egmont, 1991-…

(1999) Astérix et Obélix contre César

W 2002 pojawiła się kontynuacja: Astérix & Obélix Mission Cléopâtre czyli Asterix i Obelix: Misja Kleopatra. Tym razem twórcy sięgnęli po sprawdzone opowieści i czerpali garściami z komiksów, jednocześnie dodając coś od siebie. I to się sprawdziło! Film jest niesamowity, a od śmiechu wręcz bolą brzuchy! Polski dubbing wypada także bardzo dobrze, choć za dużo wstawionych tu na siłę elementów, które obecnie nieco się zdezaktualizowały. Film pod koniec zaczyna nieco męczyć, i cierpi jakby na syndrom „wyczerpania dobrych pomysłów”, ale i tak jest to jedna z najlepszych adaptacji komiksowych! A na dziury scenariuszowe i głupie założenie całej osi akcji nawet nie zwraca się uwagi. W kwestii obsady: powraca Christian Clavier jako Asteriks i Gérard Depardieu jako Obeliks, a w Kleopatrę wciela się sama Monica Bellucci! Świetnie wypada Numérnabis, w którego wcielił się Jamel Debbouze, a w polskiej wersji dubbinguje go Cezary Pazura.

(2002) Astérix & Obélix Mission Cléopâtre

W trzecim Asteriksie: Astérix aux jeux olympiques czyli Asterix na olimpiadzie z 2008 roku w Asteriksa wcielił się Clovis Cornillac, natomiast w kwestii reszty obsady pojawili się: Gérard Depardieu, Alain Delon, Benoît Poelvoorde, Vanessa Hessler a także gwiazdy sportu. I o ile aktorzy stanęli na wysokości zadania, to jednak w filmie coś nie zagrało, a wiele scen jest wręcz słabych. Można obejrzeć, choć niestety, po rewelacyjnej Kleopatrze kinowy cykl zaliczył ogromny spadek formy.

(2008) Astérix aux jeux olympiques

Asteriks dostał kolejną szansę i w 2012 roku pojawił się Astérix et Obélix Au Service de Sa Majesté czyli Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości. Miejsce akcji pozwoliło na wręcz zalanie nas wręcz specyficznym humorem, który w większości przypadków idealnie się sprawdza. Jest z czego się pośmiać, choć niektóre nawiązania czy złośliwości nie są zbyt subtelne. W roli Obeliksa powraca Gérard Depardieu, a jako Asteriks tym razem występuje Edouard Baer. Na ekranie natomiast błyszczą aktorki: Catherine Deneuve, Valérie Lemercier i urocza Charlotte Le Bon.

(2012) Astérix et Obélix Au Service de Sa Majesté

Oldboy zyskał wielką sławę, której przyczyniły się też słowa zachwytu Quentina Tarantino. Film wchodzi w tak zwany koreański cykl zemsty, składający się z trzech obrazów: Sympathy for Mr. Vengeance z 2002 roku, Oldboy z 2003 roku i Sympathy for Lady Vengeance z 2006 roku. Wszystkie wyreżyserował Chan-wook Park, i mimo że każdy z filmów opowiada inną historię z innymi bohaterami, to wszystkie powiązane są wspomnianym wątkiem zemsty. Mocne i niejednoznaczne kino, przeznaczone tylko dla dojrzałych widzów.

Komiks: Garon Tsuchiya: Old Boy; Futabasha, 1996–1998
Wyd. pol.: –

(2002) Sympathy for Mr. Vengeance

(2003) Oldboy

(2006) Sympathy for Lady Vengeance

Oldboy doczekał się naśladowców, w 2006 roku pojawiła się remake indyjski, pod tytułem Zinda, a w 2013 roku otrzymaliśmy wersję amerykańską, pod jakże oryginalnym tytułem Oldboy. Obejrzeć można, ale mocno zalecam wpierw zapoznanie się z oryginałem.

(2006) Zinda

(2013) Oldboy

Michel Vaillant z 2003 roku, u nas znany pod tytułem Najlepsi z najlepszych, to opowieść o tytułowym kierowcy wyścigowym, czyli mamy tu sporo samochodów, pięknych kobiet i szybkiej akcji. Przynajmniej w założeniu, bo koniec końców nie wszystko wyszło jak należy, acz film ogląda się całkiem przyjemnie.

Komiks: Jean Graton, Phillipe Graton: Michel Vaillant; Le Lombard, 1957-…
Wyd. pol.: Twój Komiks, 2002-2004

(2003) Michel Vaillant

Blueberry z 2004 roku to ekranizacja westernowego komiksu, utrzymana w dość ciekawej stylistyce i będąca bardziej filmem psychologicznym, niż widowiskowym kinem akcji. Nie dla każdego, zapewne wielu widzów odbije się od seansu już po parunastu minutach, ale spróbować warto.

Komiks: Jean-Michel Charlier, Jean Giraud: Blueberry; Dargaud, 1963–2012
Wyd. pol.: Podsiedlik-Raniowski i spółka, Egmont, 2002-2003, 2008-…

(2004) Blueberry

Egipscy bogowie, kobieta płacząca na niebiesko, człowiek ze sztuczną nogą i wielka piramida lewitująca ponad miastem. Albumy Enkiego Bilala nie są proste w odbiorze, a co dopiero, gdy trzeba przenieść je na ekran. Oczywiście nie obędzie się znacznego uproszczenia historii, niestety czasem do tego dojdą słabe, acz nastrojowe efekty specjalne i nieco poplątania świata rzeczywistego ze sztucznym. Ale o dziwo, mimo wielu przywar, Immortal z 2004 roku ogląda się naprawdę dobrze, a film potrafi zrobić spore wrażenie. Pozytywne.

Komiks: Enki Bilal: La Trilogie Nikopol: La Foire aux immortels, La Femme piège, Froid Équateur; Les Humanoïdes Associés, 1980, 1986, 1992
Wyd. pol.: Egmont: Trylogia Nikopola: Targi nieśmiertelnych, Kobieta pułapka, Zimny równik, 2002, 2004, 2014

(2004) Immortal

Death Note to hitowa manga i równie hitowe anime, które doczekało się nieco mniej hitowej serii aktorskich filmów. Na listę w sumie trafiło tylko dlatego, że zauroczyły mnie trailery i widziałem tylko urywki, które zrobiły na mnie całkiem dobre wrażenie. Kiedyś zamierzam obejrzeć, mam nadzieję, że będzie warto.

2006 Death Note The Last Name, 2006 Death Note, 2008 L Change the World

Komiks: Tsugumi Ōba, Takeshi Obata: Death Note; Shueisha, 2003-2006
Wyd. pol.: JPF, 2007-2009

(2006) Death Note

(2006) Death Note The Last Name

(2008) L Change the World

Largo Winch wymyślił znany chyba wszystkim Jeana Van Hamme, a postać ta pojawiła się na kartach przeciętnych powieści, przyzwoitych komiksów oraz także na ekranie. W latach 2001-2003 jako bardzo udany i pełen akcji serial sensacyjny o skróconym tytule Largo, natomiast w 2008 roku doczekaliśmy się pełnometrażowego filmu Largo Winch, a w 2010 jego kontynuacji Largo Winch II The Burma Conspiracy. Wyszły średniaki, ale całkiem przyzwoite, obejrzeć jak najbardziej można.

Komiks: Jean Van Hamme, Philippe Francq: Largo Winch; Dupuis, 1990-2010
Wyd. pol.: Twój Komiks, Egmont, Kurc, 2001-2003, 2009, 2016-…

(2008) Largo Winch

(2010) Largo Winch II The Burma Conspiracy

I ponownie Jeana Van Hamme i kolejna sensacyjna seria. Miniserial z 2008 XIII The Conspiracy spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, i nie ma co się dziwić, gdyż przez prawie trzy godziny skutecznie trzyma widza w napięciu. Tak samo nieźle wypadł serial z 2011 roku, XIII: The Series, a przynajmniej jego pierwszy sezon. Drugi był nieco oderwany, nieudany, a do tego dość trudno na niego obecnie natrafić.

Komiks: Jean Van Hamme, Yves Sente, William Vance, Youri Jigounov: XIII; Dargaud, 1991-…
Wyd. pol.: Korona, Siedmioróg, Egmont, Taurus Media, 1991-…

(2008) XIII The Conspiracy

Dylan Dog w wersji komiksowej dość często pojawia się na blogu, prywatnie bardzo lubię opowieści o przygodach detektywa mroku, choć wśród naprawdę rewelacyjnych historii dość często zdarzają się też historie bardzo przeciętne lub wręcz słabe. Film z 2010 roku Dylan Dog Dead Of Night także jest przeciętniakiem, ale posiada trochę lepszych momentów. No i nie należy do niego podchodzić jak do horroru, a raczej jak do komedii, ale zrobionej ze smakiem.

Komiks: Tiziano Sclavi i inni: Dylan Dog; Bonelli Comics, 1986-…
Wyd. pol.: Egmont, Bum Projekt, 2001-2004, 2010-2011, 2015-…

(2010) Dylan Dog Dead Of Night

Jest brudno, wampiry to nieprzyjemne stwory, a ludzie to często dupki. Priest z 2011 roku to mocne, dynamiczne kino, może bez większych rewelacji, ale ten dynamiczny spektakl ogląda się bardzo dobrze!

Komiks: Min-Woo Hyung: Priest; Daiwon C.I., 1998–2007
Wyd. pol.: Kasen, 2005-2007

(2011) Priest

Rewelacyjne komiksy z Garfieldem mocno straciły ze swojego klimatu po przeniesieniu przygód tłustego kota na duży ekran. Nie inaczej niestety jest z niebieskimi stworkami. Smerfy stworzył belgijski rysownik Pierre Culliford znany pod pseudonimem Peyo, a komiksy z ich przygodami to niesamowite opowieści skierowane zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych, przemycające często trafne spostrzeżenia co do ogólnospołecznych sytuacji. Na kreskówkę o przygodach Smerfów kiedyś czekało się z wielkim utęsknieniem, a i obecnie nic się nie zestarzały i można je polecić zamiast papki, którą raczy nas telewizja.

Smerfy w wersji kinowej to jedna wielka pomyłka. Nic tu nie wyszło: animacja jest straszna, Smerfy wyglądają okropnie, reżyseria nawala, ujęcia są słabe, a scenariusz i większość scen woła o pomstę do nieba. Czasem tylko sytuację nieco ratuje Gargamel z Klakierem, jednak i im nie oszczędzono wielu uwłaczających scen. Taki potencjał został zmarnowany nieumiejętną realizacją, do tego na siłę musiano akcję filmu przenieść do, gdzieżby indziej, Nowego Yorku. I po co? Film sprzedał się głównie za pośrednictwem maszyny promocyjnej i wielu około filmowych gadżetów. Komiksy to lektura obowiązkowa, kreskówkę warto obejrzeć, od filmów lepiej trzymać się z daleka.

Komiks: Peyo, Studio Peyo: The Smurfs; Dupuis, 1985-…
Wyd. pol.: Nasza Księgarnia, Egmont, 1991, 1997-1998, 2015-…

2011 The Smurfs

(2011) The Smurfs

2013 The Smurfs 2

(2013) The Smurfs 2

La vie d’Adele – Blue is the Warmest Color z 2013 to opowieść o dojrzewaniu, która sporo namieszała w filmowym światku. Pojawiły się głosy określające film jako głębokie arcydzieło, jednocześnie spora część widowni wyszła zniesmaczona i marudziła na wymuszone sceny seksu oraz tak naprawdę nic nie wnoszące dialogi. Bez wątpienia film jest dość kontrowersyjny i nie do końca jednak wart polecenia. Coś, do czego najlepiej pasuje zwrot: najlepiej przekonać się samemu…

Komiks: Julie Maroh: Le bleu est une couleur chaude; Glénat, 2010
Wyd. pol.: –

(2013) La vie d'Adele - Blue is the Warmest Color

Snowpiercer z 2013 roku był kreowany na obraz wręcz kultowy, który w arkanach kina będzie przywoływany obok największych dzieł tego gatunku. Niestety, nie udało się. Film nie zyskał ani miana kultowego, ani nie został doceniony przez krytyków czy widzów. Jednak coś w sobie ma. Oko cieszą ujęcia, efekty specjalne nie straszą, a dziurawy scenariusz nawet da się z sensem wytłumaczyć. Obejrzeć bezsprzecznie warto, choć należy podkreślić, że jest to film mocny i przeznaczony tylko dla widza dojrzałego. Aha, dodatkowym atutem jest rewelacyjna obsada: Chris Evans, Kang-ho Song, Ed Harris, John Hurt, Tilda Swinton, Alison Pill.

Komiks: Jacques Lob, Benjamin Legrand, Jean-Marc Rochette: Le Transperceneige; Casterman, 1984
Wyd. pol.: –

(2013) Snowpiercer

Zbliżamy się do końca, zanim jeszcze będzie podsumowanie, chciałbym wspomnieć coś o animacjach, jednak nie tych stricte opartych na przygodach najbardziej popularnych super herosów, a bardziej „zwykłych” jak Akira, Fritz The Cat, Persepolis czy Heavy Metal. Czyli dość mocne kino, choć coś lżejszego też będzie: Big Hero 6, Megamind i The Incredibles. No i zostaną jeszcze seriale, ale w tym temacie mam takie zaległości, że może być mi trudno ogarnąć temat. Zobaczymy, co się wykluje.

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy
Prawdziwi Bohaterowie
Filmowe adaptacje komiksów część 1

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Filmowe adaptacje komiksów część 1

Cykl w zamierzeniu miał być poświęcony tylko kinu superbohaterskiemu, stąd zresztą jego tytuł: „Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie„, ale jako że cieszy się dość dużą popularnością, no i przede wszystkim jest jeszcze o czym opowiadać, to dzisiaj odpuścimy sobie trochę Trykociarzy, ale nadal pozostaniemy w tematach okołokomiksowych. Na tapetę tak wiec wkraczają Filmowe adaptacje komiksów, ale te takie bardziej „zwykłe”, zresztą prawdopodobnie przy niektórych pozycjach zdziwicie się, że komiks był pierwowzorem dla danego filmu.

Dziś część pierwsza, będzie jeszcze druga, i podział postanowiłem zrobić niejako „regionalny”. W części pierwszej skupimy się głównie na filmach z rodowodem w USA, opartych głównie na amerykańskich komiksach. W części drugiej odwiedzimy głównie Europę, ale też będzie miejsce na inne rejony. Oczywiście podział proszę potraktować bardzo umownie, wybrałem taką metodę, gdyż wydaje mi się wygodniejsza, a i tak wszystko nie zmieściłoby się do jednej notki.

Aha, i oczywiście nie będzie tu absolutnie każdego filmu który powstał na podstawie komiksu. Coś mogłem pominąć z powodu gapiostwa, a część być może z premedytacją, to szczególnie jeżeli chodzi o rynek azjatycki, który pod względem adaptacji komiksowych jest przebogaty i by go ogarnąć, trzeba by zrobić chyba osobny, bardzo rozbudowany cykl. Oczywiście jak zwykle, będę wdzięczny za Wasze komentarze, szczególnie takie, w których coś polecicie lub odradzicie – sam jeszcze całkiem wielu pozycji z niniejszego zestawienia niestety nie widziałem. Ale systematycznie zaległości nadrabiam.

Przy każdym tytule dodatkowo zamieściłem informacje komiksowym pierwowzorze, i o polskiej wersji, jeżeli takowa pojawiła się na rynku.

Aha, i jeszcze dość ważna uwaga: na liście jest parę filmów dla dzieci, ale większość nie nadaje się dla najmłodszych, a sporo wręcz posiada kategorię „R”, czyli są przeznaczone tylko dla widzów dorosłych (lub do obejrzenia pod kontrolą dorosłych). Co absolutnie nie umniejsza nic tym filmom, a wręcz często wychodzi im to na dobre! I co też doskonale świadczy, że jednak komiksy nie zawsze są tylko dla dzieci, a i dojrzalszy odbiorca znajdzie tutaj sporo dla siebie.

Zestawienie zaczynamy ogromnym ładunkiem nostalgii. TimeCop z 1994 roku to idealny przedstawiciel ery VHSu, tym bardziej, że w roli głównej wystąpił jeden z „twardzieli” tamtej epoki: Jean-Claude Van Damme! Film to zwykły przeciętny „akcyjniak”, jakich w tamtym okresie było wiele, ale nie można odmówić mu pewnego uroku i nawet dziś ogląda się go całkiem przyjemnie. Film doczekał się kontynuacji: Timecop: The Berlin Decision (2003), w całkowicie zmienionej obsadzie. Był także 9 odcinkowy serial z 1997 roku.

Komiks: Mark Verheiden, Ron Randall: Time Cop: „A Man Out of Time”, 1992, Dark Horse
Wyd. pol.: –

(1994) TimeCop

(2003) Timecop The Berlin Decision

Wiedzieliście, że na ziemi przebywa sporo kosmitów, często żyjących między nami i starających się prowadzić normalne życie? Nad tym, by nie dochodziło do żadnych ekscesów, sprawuje pieczę tajne biuro, których agenci noszą się na czarno, zakładają ciemne okulary i posiadają niezwykle ciekawe gadżety. Komedia z 1997 roku o Facetach w czerni, czyli Men In Black z popisowymi rolami Willa Smitha i Tommy Lee Jonesa okazała się ogromnym sukcesem i wręcz rozbiła BoxOffice. I do dzisiaj się broni, to naprawdę świetny film i świetna rozrywka! Niestety, gorzej było z kontynuacjami, dwójka z 2002 pod tytułem Men in Black II powstawała dość długo, co już budziło niepokój. Po premierze film okazał się popłuczynami po części pierwszej, i nie uratował go nawet ogromny budżet. Trzecia część, Men in Black 3, która premierę miała w 2012 roku, okazała się nadzwyczaj dobra i nawet można zaryzykować stwierdzenie, że pod pewnymi względami dorównuje, a nawet przewyższa część pierwszą. Całość, nawet tę dwójkę, jak najbardziej warto obejrzeć!

Komiks: Lowell Cunningham, Sandy Carruthers: The Men in Black; 1990, Marvel
Wyd. pol.: –

(1997) Men In Black

(2002) Men In Black II

(2012) Men In Black III

Załoga amerykańskiego holownika odnajduje dryfujący okręt badawczy, na którym przebywa tylko jedna przerażona żywa osoba. Ale na statku jest coś jeszcze. Virus z 1999 roku to schematyczny film będący mało strasznym horrorem z dawką wątków Science Fiction. Ale obejrzeć można, tym bardziej, że dopisała obsada: Jamie Lee Curtis, William Baldwin, rewelacyjny Donald Sutherland i urocza Joanna Pacuła.

Komiks: Chuck Pfarrer, Howard Cobb: Virus; 1992, Dark Horse
Wyd. pol.: –

(1999) Virus

Wyjątkiem od reguły, czyli opartym na całkowicie oryginalnym scenariuszu, jest Unbreakable z 2000 roku, w którym zagrali Bruce Willis i Samuel L. Jackson. Willis nigdy nie chorował, nic mu się nie stało, i nawet wyszedł bez zadrapania z katastrofy kolejowej. Jackson, cierpiący na schorzenie które powoduje, że wciąż łamią mi się kości, widzi w nim Niezniszczalnego, legendarnego bohatera. Film został dość dobrze przyjęty, jednak doczekał się bardzo skrajnych opinii.

(2000) Unbreakable

From Hell z 2001 oparty został na bardzo ciężkiej w odbiorze noweli graficznej Alana Moorea, i jako medium filmowe, dość złagodził wydźwięk całej opowieści. I to jeden z największych zarzutów, które można filmowi przedstawić, jednak gdy potraktujemy go jako autonomiczne dzieło, otrzymujemy kawał naprawdę dobrego kina.

Komiks: Alan Moore, Eddie Campbell: From Hell; 1989-1996, Top Shelf Productions
Wyd. pol.: Timof i Cisi Wspólnicy, 2008, 2014.

(2001) From Hell

Od Ghost World z 2001 roku można się odbić. Podobnie jak zresztą od komiksu. Ale warto dać im szansę, obyczajowa historia o dojrzewaniu potrafi naprawdę dać do myślenia, a dodatkowo w filmie znajdziemy nieprzeciętne kreacje aktorskie, w tym genialnego Stevea Buscemi.

Komiks: Daniel Clowes: Ghost World; 1993-1997, Fantagraphics Books
Wyd. pol.: Kultura Gniewu, 2006

(2001) Ghost World

Michael Sullivan, w którego wcielił się Tom Hanks, jest cynglem mafii. Nagle traci zaufanie rodziny i staje się niewygodnym świadkiem. Zapada wyrok. Road To Perdition z 2002 roku to niezwykła i utrzymana w dość ponurym nastroju mafijna opowieść, podobnie jak komiks, warta, by po nią sięgnąć.

Komiks: Max Allan Collins, Richard Piers Rayner: Road To Perdition; 1998, Paradox Press
Wyd. pol.: Amber, 2002

(2002) Road To Perdition

Czy film opowiadający o znudzonym urzędniku, który postanawia tworzyć komiks o prozie życia codziennego może okazać się ciekawy? Okazuje się, że jak najbardziej tak, a przynajmniej udawania to American Splendor z 2003 roku.

Komiks: Harvey Pekar: American Splendor; Harvey Pekar, Joyce Brabner, Frank Stack: Our Cancer Year
Wyd. pol.: –

(2003) American Splendor

Uwielbiam komiksowe paski z Garfieldem. I to pod każdym względem, począwszy od kreski, kadrowania, i prowadzenia historii, po postacie, z cynicznym kotem na czele. Natomiast filmowy Garfield z 2004 roku to porażka i to monumentalna. W tym filmie praktycznie nic nie wyszło: postacie są źle wykreowane, nie mają wiele wspólnego z komiksowymi pierwowzorami, do tego scenariusz to jedna wielka pomyłka. Narzekać naprawdę jest na co! Komiksy to lektura obowiązkowa, film nadaje się tylko i wyłącznie dla młodszych dzieci, których ucieszy taneczny pojedynek psa i wygenerowanego komputerowo nieco zbyt ruchliwego kota. Kontynuacja z 2006: Garfield A Tail of Two Kitties trzymała poziom jedynki, czyli była po prostu słaba.

Komiks prasowy: Jim Davis: Garfield; 1978-
Wyd. pol.: wybór pasków, wydania gazetowe i tomikowe

(2004) Garfield

(2006) Garfield A Tail of Two Kitties

Spokojne życie na prowincji, sielanka i rodzinna atmosfera. I nagle wszystko to znika, a główne skrzypce w życiu zaczyna grać tytułowa przemoc. A History of Violence z 2005 to mocny i bardzo dobry film, który wraz z rozwojem wydarzeń może nieco traci, ale miłośnicy dobrze opowiedzianych sensacyjnych historii będą usatysfakcjonowani!

Komiks: John Wagner, Vince Locke: A History of Violence; 1997, Paradox Press
Wyd. pol.: –

(2005) A History of Violence

Specyficzny styl graficzny i prowadzenia historii zastosowany przez Franka Millera w jego autorskiej serii Sin City był ogromnym wydarzeniem na komiksowym rynku. Przy przenoszeniu na medium filmowe postanowiono czerpać z komiksu garściami, i zaprezentować na ekranie w ruchu to, co mogliśmy znaleźć na kartach komiksu. Pomysł niezwykle ryzykowny, ale gdy dodamy do tego świetny scenariusz oraz nieprzeciwnych twórców, może powstać dzieło. I takim dziełem okazał się film  Sin City z 2005. To niesamowita jazda bez trzymanki i seans wręcz obowiązkowy nie tylko dla miłośników komiksów, ale dla każdego zainteresowanego kinematografią i po prostu dobrymi historiami opowiedzianymi w nietuzinkowy sposób. Za reżyserię odpowiadają Robert Rodriguez, Frank Miller a swoje pięć groszy dołożył też Quentin Tarantino. Takie nazwiska już gwarantują odpowiednie emocje. A gdy spojrzy się na aktorów których zobaczymy na ekranie, to otrzymujemy niezwykłą ekstazę i prawdziwy orgazm kinomaniaka! Bruce Willis, Mickey Rourke, Clive Owen, Benicio Del Toro, Elijah Wood, Jessica Alba, Brittany Murphy, Michael Clarke Duncan, Rosario Dawson, Devon Aoki, Rutger Hauer! Lektura komiksu obowiązkowa! Seans filmowy obowiązkowy!

Kontynuacja pod tytułem Sin City A Dame to Kill For pojawiła się 2014 roku i niestety nie zyskała takiego uznania jak część pierwsza . Absolutnie, nie jest to film zły, a pod pewnymi względami wręcz wybitny, tyle że tak naprawdę powiela wiele schematów jedynki i niczym nie potrafi już zaskoczyć. Ot, taki odgrzewany kotlet. Pod względem reżyserii, zdjęć, efektów, czy scenariusza nadal jest to pierwsza klasa. A i aktorzy dopisali, do obsady znanej w większości z pierwszej części doszli Joseph Gordon-Levitt i Eva Green.

Komiks: Frank Miller: Sin City, Dark Horse Comics, 1993-2000
Wyd. pol.: Egmont, 2002-2005

(2005) Sin City Extended Cut

(2014) Sin City A Dame to Kill For

V For Vendetta w wydaniu komiksowym to jeden z najznamienitszych przedstawicie tego gatunku. W wydaniu filmowym, mimo złagodzenia co poniektórych wątków, na szczęście wiele nie traci, a wręcz zyskuje choćby z powodu świetnej obsady (Natalie Portman, Hugo Weaving, John Hurt, Stephen Rea, Rupert Graves, Stephen Fry) oraz doskonałej realizacji: ujęcia, reżyseria, montaż czy muzyka autentycznie potrafią zahipnotyzować widza. Jeden z najlepszych komiksów, doczekał się bardzo dobrej filmowej adaptacji, która oczywiście zebrała także spore głosy krytyki, głównie z ust purystów komiksowych. Seans obowiązkowy!

Komiks: Alan Moore, David Lloyd: V for Vendetta;  Vertigo 1988-1989
Wyd. pol.: Post, 2003; Egmont, 2014

(2005) V For Vendetta

Ponownie Frank Miller i ponownie ekranizacja doskonale przyjętego komiksu. Film z 2006 roku, o identycznym tytule jak komiks:  300 wyreżyserował Zack Snyder. Te dwa nazwiska pozwalały spodziewać się czegoś nieprzeciętnego, i na szczęście, udało się. Bitwa pod Termopilami w wydaniu filmowych zachwyca rozmachem, ujęciami, zdjęciami oraz muzyką. Film godny polecenia, choć nie każdemu przypadnie do gustu, także z powodu sporej ilości krwi przelewanej na ekranie. Ale to wojna, tu nie ma czego ugrzecznić!

Kontynuacja z 2014 roku pod tytułem 300 Rise Of An Empire wypadała nieco słabiej, ale nadal jest widowiskiem, po które warto sięgnąć.

Komiks: Frank Miller, Lynn Varley: 300; Dark Horse Comics, 1998-1999
Wyd. pol.: Taurus Media, 2005

(2006) 300

(2014) 300 - Rise Of An Empire

Hollywoodland z 2006 oparty jest na autentycznej zagadce niewyjaśnionej śmierci George Reevesa, który w latach 50. XX wieku wcielił się w postać Supermana w serialu „Adventures of Superman”. W 1959 roku został znaleziony martwy, z raną postrzałową, we własnym domu. Policja stwierdziła samobójstwo. Nie wszyscy jednak uwierzyli w taką wersję, tym bardziej, że pojawiły się powody, by podejrzewać morderstwo. Film w gwiazdorskiej obsadzie próbuje odpowiedzieć na pytania, co też naprawdę wtedy mogło się wydarzyć. Może nie jest to dzieło wybitne, ale film powinien usatysfakcjonować miłośników historii kina i po prostu dobrych kryminalnych opowieści.

(2006) Hollywoodland

Wampiry w wydaniu rysownika o specyficznej kresce, Bena Templesmitha, są takie, jak przyzwyczaiła nas historia: mroczne, łakną krwi, a ich ofiary raczej pozostają bez szans. Zarówno w filmie jak i komiksie nie ma miejsca dla świecących się w słońcu lalusiów. Zresztą, słońca w ogóle nie ma tu za wiele, gdyż akcja rozgrywa się w spowitym w mroku miasteczku na Alasce. Film został bardzo dobrze przyjęty, czego niestety nie można powiedzieć o kontynuacji. Były też dwa miniseriale: Dust to Dust i Blood Trails, jednak trudno na nie trafić, ale podobno warto.

Komiks: Steve Niles, Ben Templesmith: 30 Days of Night; IDW, 2003
Wyd. pol.: Mandragora, 2003

30 Days of Night 2007

(2007) 30 Days of Night

30 Days of Night Dark Days (2010)

(2010) 30 Days of Night Dark Days

Wanted z 2008 roku to w skrócie historia nieudacznika, który nagle staje się płatnym zabójcą i odczytuje dane swoich ofiar z nitek. Brzmi niedorzecznie? Może. Ale ogląda się całkiem miło, a film potrafi zapewnić trochę przyjemnej zabawy. W głównych rolach Angelina Jolie, Morgan Freeman oraz James McAvoy czyli późniejszy Profesor X.

Komiks: Mark Millar, J. G. Jones: Wanted; Top Cow 2003-2005
Wyd. pol.: –

(2008) Wanted

Potencjał był, niestety coś po drodze nie wyszło. Whiteout z 2009 roku potrafi irytować realizacją oraz dziurami fabularnymi. Można obejrzeć, choćby dla Kate Beckinsale.

Komiks: Greg Rucka, Steve Lieber: Whiteout; Oni Press
Wyd. pol.: Taurus Media 2006

(2009) Whiteout

Prosta recepta: bierzemy historię o emerytowanych agentach, którzy ponowie muszą wrócić do akcji, dodajemy do tego sporo widowiskowych scen i humoru, i tak powstaje hit. Bo Red z 2010 roku był niewątpliwie hitem, co zresztą zawdzięcza także niesamowitej obsadzie: Bruce Willis, Morgan Freeman, John Malkovich, Helen Mirren, Karl Urban, Mary-Louise Parker. W drugiej części doszli jeszcze Anthony Hopkins, Catherine Zeta-Jones, Byung-hun Lee i wyszła powtórka z historii, czyli ponownie spory hit. Dwa przyjemne filmy, które warto obejrzeć, obojętnie, czy zna się komiksowy pierwowzór czy nie, bronią się spokojnie same!

Komiks: Warren Ellis, Cully Hamner: Red, WildStorm 2003-2004
Wyd. pol.: –

(2010) Red

Red 2 (2013)

(2013) Red 2

Co zrobić, by móc umawiać się z wymarzoną dziewczyną? Należy pokonać jej wcześniejszych partnerów (jednym z nich jest Chris Evans, czyli późniejszy Kapitan Ameryka). Pokonać i to dosłownie! Scott Pilgrim vs The World z 2010 roku to nieco jazda bez trzymanki, mnóstwo abstrakcyjnych scen, które o dziwo, mają nawet jakiś sens. Film, który dla co poniektórych stał się dziełem kultowym, a dla innych jest shitem niewartym straty czasu.

Komiks: Bryan Lee O’Malley: Scott Pilgrim; Oni Press, 2004-2010
Wyd. pol.: –

(2010) Scott Pilgrim vs The World

Grupka komandosów zostaje zdradzona, uznani za zmarłych, chcą oczyścić swoje dobre imię. Czyli taka Drużyna A w wydaniu filmowym. The Losers z 2010 roku to najprościej mówiąc przeciętniaczek, którego można obejrzeć, choćby z ciekawości, w jakie komiksowe role wcześniej wcielali się tacy aktorzy jak Chris Evans (Capitan Ameryka) czy Zoe Saldana (Gamora z Guardians of the Galaxy).

Komiks: Andy Diggle, Jock: The Losers; Vertigo, 2003
Wyd. pol.: Taurus Media, 2006

(2010) The Losers

W Bullet to the Head z 2012 roku na ekranie spotyka się Sylvester Stallone i Sung Kang. Jeden jest policjantem, drugi płatnym zabójca, a teraz muszą połączyć siły by bla, bla, bla. Sztampa goni sztampę, a film w ogólnym rozrachunku okazał się finansową klapą, jednak jako przeciętny akcyjniak sprawdza się przyzwoicie.

Komiks: Matz, Colin Wilson: Bullet To the Head
Wyd. pol.:

(2012) Bullet to the Head

Odd Thomas sam najlepiej się opisuje: „Tak, to prawda. Widzę umarłych. Nazywam się Odd Thomas i znam Elvisa„. Narodził się na kartach bestselerowego książkowego cyklu wykreowanego przez Dean Koontza, doczekał się także prequeli wydanych w postaci powieści graficznych. W 2013 pojawił się także na ekranie, i nieco podzielił widownię. Miłośnicy książkowego cyklu nieco marudzili, ale w takich przypadkach często zapominamy, że różne media operują różnymi środkami wyrazu i zazwyczaj nie ma sensu robić 100% wiernej adaptacji. Tym bardziej, że w przypadku obcowania z literaturą, wielkie znaczenie ma nasza własna wyobraźnia, a w przypadku medium operujących wizualnymi środkami, opieramy się na wizji kogoś innego. Odd Thomas w wersji kinowej to bardzo dobre widowisko, trzymające w napięciu, które ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Potrafi zaskoczyć, przestraszyć, a także wzruszyć, a do tego posiada pewny dystans do siebie. Warto obejrzeć, obojętnie, czy zna się książki i komiksy czy nie.

Komiks: Dean Koontz: cykl książkowy, plus powieści graficzne
Wyd. pol.: komiks: Dean Koontz, Queenie Chan: Odd Thomas. Diabelski pakt; 2013

(2013) Odd Thomas

Zabici w trakcie służby policjanci trafiają w zaświatach do Wydziału ds. Wiecznego Odpoczynku, gdzie otrzymują szansę dalszego pełnienia służby. Brzmi w sumie nieźle i mogłoby wyjść z tego coś dobrego, niestety, nie udało się.  R.I.P.D. (2013 rok), mimo posiadania lepszych momentów, okazał się filmem niestety nieudanym i bzdurnym, którego obejrzeć można w sumie tylko i wyłącznie z ciekawości. Nie sprawdził się nawet Jeff Bridges, a etatowy aktor komiksowy: Ryan Reynolds stara się, acz to nie jego klimaty. Na swoją wielką rolę jeszcze musi chwilę poczekać.

Komiks: Peter Lenkov, Lucas Marangon: The Rest In Peace Department; Dark Horse
Wyd. pol.: –

(2013) R.I.P.D.

I, Frankenstein z 2014 roku to hit podobnego kalibru, czyli dzieło po prostu słabe. Film można obejrzeć, pod pewnymi względami sprawdza się nawet całkiem nieźle, o ile nie będą przeszkadzać nam nielogiczności i dziury scenariuszowe.

Komiks: jakiś chłam
Wyd. pol.: –

(2014) I, Frankenstein

Kingsman The Secret Service z 2014 roku okazał się sporym hitem kasowym, jednocześnie dość mocno podzielił widownię. Znalazły się osoby, które obraz Matthew Vaughna określiły jako rewelację, ale też pojawiły się głosy, które nie pozostawiły na filmie suchej nitki. I nie ma co ukrywać, film w ogromnym stopniu opiera się na ogranych schematach, do tego często prezentuje na ekranie nad wyraz prymitywne sceny grając na najniższych instynktach widza. Do tego scenariusz straszy głupotami i nielogicznościami, i to z kategorii tych wkurzających. Do plusów natomiast należy zaliczyć niezłą obsadę, oraz rewelacyjne efekty specjalne, no może z paroma wyjątkami. Kontynuacja „już się robi”.

Komiks:  Mark Millar, Dave Gibbons: The Secret Service; Icon Comics 2012-2013
Wyd. pol.: –

(2014) Kingsman The Secret Service

W następnym odcinku: Filmowe adaptacje komiksów część 2, coś o animacjach, podsumowanie

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy
Prawdziwi Bohaterowie

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie:
Prawdziwi Bohaterowie

Dziś mieszanka i to prawdziwie wybuchowa! Co prawda supermocy za wiele nie będzie, albo będą w nieco innym wydaniu, gdyż dzisiaj skupimy się na Prawdziwych Bohaterach, w nawiązaniu do pewnego, zapewne dobrze Wam znanego, sloganu: Real American Hero. Lista będzie całkiem luźna i pojawi się tu trochę pozycji, których pochodzenie będzie dyskusyjne. Część postaci narodziła się mianowicie nie na kartach komiksów, ale w pulpowej literaturze, w opowiadaniach czy nawet jako zabawki! Jednak cała zgraja w komiksowym świecie jednak mocno odcisnęła swoje piętno, a do tego są to filmy, które, może poza małymi wyjątkami, po prostu warto obejrzeć.

Barbarella to wyzwolona i pewna siebie kobieta, która mężczyzn traktuje wręcz instrumentalnie, do tego zdaje sobie doskonale sprawę z atutów które posiada. Tak została przedstawiona już w 1962 roku na kartach komiksu stworzonego francuskiego twórcę Jean-Claude Foresta. Komiks ewidentnie skierowany był do dorosłego czytelnika, gdyż fantastykę łączył z erotyką, a do tego posiadał dość sporą dawkę brutalności i nie stronił do kontrowersyjnych tematów. Film z 1968 został znacznie złagodzony, acz nie zabraknie tu momentami ciekawych motywów, a i erotyki jest dość sporo, choć w wydaniu naprawdę pięknym i lekkim. Ogromnym atutem filmu jest przeurocza Jane Fonda wcielająca się w tytułową bohaterkę. Film doczekał się statusu kultowego, mimo to dziś ogląda się go dość ciężko, a scenografia, ujęcia czy scenariusz nieco za bardzo rażą i zalatują po prostu kiczem. Do tego samo zakończenie strasznie rozczarowuje. Z ciekawości, warto sięgnąć, a czołówkę obejrzeć wręcz należy.

(1968) Barbarella

W roku 1974 pojawił się Flesh Gordon. Jeżeli zapaliła Wam się ostrzegawcza lampka, to bardzo słusznie, gdyż film ten to nie słynny Flash Gordon z muzyka Queenu, a swoista parodia, którą można nazwać wręcz prawdziwą jazdą bez trzymanki. To taka Barbarella na sterydach, gdzie mamy więcej fantastyki, ale też więcej kiczu, dziwacznych scen i wprost ogrom erotyki, nie zawsze w pięknym wydaniu. Dla koneserów „złego” kina.

(1974) Flesh Gordon

Doc Savage, najdzielniejszy i najsilniejszy człowiek świata, narodził się w pulpowych opowiadaniach, a swoją obecność zaznaczył także w komiksach (na kartach których spotkał choćby Batmana!) jak i na ekranie. Film z 1975 o jakże oczywistym tytule Doc Savage to widowisko może nie najwyższych lotów, ale ogląda się go całkiem przyjemnie, ot taka przygodowa komedia z wieloma przerysowanymi scenami. Bohater już niedługo ponownie powróci na duży ekran, a w człowieka z brązu wieli się Dwayne Johnson.

(1975) Doc Savage

Tak, tym razem, to ten Flash Gordon! Seans wręcz obowiązkowy! Kultowy film z 1980 roku straszy pod wieloma względami, jednak bezsprzecznie, ma to „coś w sobie”. Scenografia jest kiczowata, ale nie do przesady, aktorstwo momentami drewniane, ale bohaterowie, także Ci niezbyt dobrzy, dają się lubić, scenariusz ma dziury, lecz wydarzenia śledzi się z przyjemnością. No i ta muzyka w wykonaniu zespołu Queen!

(1980) Flash Gordon

W 1982 w postać Conana wcielił się Arnold Schwarzenegger i to właśnie od tego momentu, zaczęła się jego wielka kariera. Do tego wybór aktora był bezbłędny, Schwarzenegger sprawdził się w roli charakterystycznego Barbarzyńcy wręcz wyśmienicie. Conan The Barbarian okazał się ogromnym hitem, także kasowym, czemu zresztą nie ma się co dziwić. Scenariusz był ciekawy, reżyseria i zdjecia bardzo udane, a muzykę bez przesady można określić jako niesamowitą. Ogromny hit, do dzisiaj wart obejrzenia, który dwa lata później doczekał się kontynuacji.

(1982) Conan The Barbarian

Conan The Destroyer to ponownie Arnold Schwarzenegger w głównej roli i ponownie bardzo dobry film, choć różniący się pod wieloma względami od swojego poprzednika. Niektóre zmiany wyszły lepiej, niektóre gorzej, ale nadal widowisko ogląda się bardzo dobrze.

(1984) Conan the Destroyer

Wkrótce na ekranach kin Conan zawitał po raz trzeci. Aktor się zgadzał, ponownie do roli powrócił Arnold, jednak coś nie grało w samym filmie. Okazało się, że Conan tym razem nosi imię Kalidor! Zamieszanie wynikło z zawiłościami z prawami autorskimi, na szczęście charakter postaci wiele się nie zmienił, choć tym razem Barbarzyńca nie pojawił się jako główna postać. Ten zaszczyt przypadł Brigitte Nielsen, która wcieliła się w tytułową Czerwoną Sonię. Film Red Sonja z 1985 roku niestety nie okazał się hitem, i wyraźnie ogląda się go o wiele gorzej niż wcześniejsze filmy „z cyklu”. Wielka szkoda zmarnowanego potencjału.

Postać Conana została stworzony przez Roberta E. Howarda, a jego losy mogliśmy śledzić na kartach wielu książek i opowiadań. Conan pojawił się także w świecie komiksowym, a i na naszym rynku wyszło całkiem sporo rysunkowych historii, większość jak najbardziej warta przeczytania, szczególnie wrażenie robi cykl pięciu zeszytów, z których każdy stanowi odrębną, zamkniętą opowieść, wydanych w 1989 przez As Editor.

(1985) Red Sonja

Zapewne wielu z Was, szczególnie tych starszych wiekiem, pamięta postać He-mana, głownie z serialu kreskowego, oraz z zabawek, nie zawsze „na licencji”. He-man doczekał się także filmu, w Masters of the Universe z 1987 w główną rolę wcielił się Dolph Lundgren, znany choćby z roli Punishera. Film to kolejne nieco kiczowate widowisko, jakich w tamtych czasach było pełno, ale o dziwo, nawet dzisiaj da się to obejrzeć.

(1987) Masters of the Universe

Druga część parodii Flasha, czyli Flesh Gordon Meets The Cosmic Cheerleaders z 1989 to kolejna naprawdę specyficzna eskapada, przepełniona erotyką, momentami w nieco dziwacznym wydaniu. Dla „koneserów”. I tylko dla nich.

(1989) Flesh Gordon Meets The Cosmic Cheerleaders

Tank Girl z 1995, po naszemu Odlotowa dziewczyna to ekranizacja komiksu Alana Martina i Jamiego Hewletta. I to dość mocno powiązana ze swoim pierwowzorem, posiada nawet animowane wstawki wykorzystujące kadry z komiksu. Choć momentami można odnieść wrażenie, że tymi wstawkami twórcy chcieli zamaskować braki budżetowe i czego nie dało się zrobić filmowo, zrobiono rysunkowo. Filmowi nie można odmówić humoru, niekiedy niezłych dialogów, i dziwacznych, ale pasujących do całości wstawek, jak choćby ta musicalowa. A jednak to coś tu nie gra i całość momentami ogląda się ciężko. Sięgnąć warto, ale nie należy mieć wyrzutów sumienia, gdy w pewnym momencie powiemy „dość” i przerwiemy seans.

(1995) Tank Girl

Barb Wire w wydaniu komiksowym nie była ogromnym hitem, w latach 1994-1996 ukazało się zaledwie paręnaście zeszytów o przygodach Barbary Koperski, właścicielce baru, jednocześnie nie stroniącej od niebezpiecznych sytuacji najemniczce. Kinowa adaptacja pojawiła się w 1996, o jednoznacznym tytule: Barb Wire, po naszemu: Żyleta. W główną rolę wcieliła się doskonale znana ze Słonecznego Patrolu oraz łam Playboya Pamela Anderson. Podobnie jak w przypadku Tank Girl, film ma lepsze momenty, ale ogólnie wypada dość słabo. Sięgnąć można, jednak tylko i wyłącznie z ciekawości.

(1996) Barb Wire

Transformers to przede wszystkim dochodowa linia zabawek, powiązana także z innymi mediami, czyli choćby z komiksami, filmami animowanymi oraz wysokobudżetowym pełnometrażowym filmem aktorskim w reżyserii samego Michaela Baya. Transformers na ekranach kin pojawił się w 2007 i okazał się nadspodziewanie dobry, co zaowocowało także rewelacyjnym wynikiem finansowym. W głównych rolach pojawili się Shia LaBeouf oraz Megan Fox i nawet da się ich oglądać! Po Transformers warto sięgnąć, to doskonałe kino rozrywkowe, zapewniające sporo niezłej rozrywki! Wielki hit pociągnął za sobą kontynuacje (i to parę!), niestety już o wiele słabszych, a momentami wręcz żenujących. I będzie ciąg dalszy…

(2007) Transformers

Swoich sił na dużym ekranie próbowała także inna linia zabawek, czyli prawdziwi Real American Hero! W 2009 roku ekrany kin zaatakował odział G.I.Joe z podtytułem The Rise of Cobra. I wyszło tak sobie, choć na szczęście nie tragicznie. Jest akcja, jest sporo postaci, są efekty specjalne, choć niestety, monetami dość słabe. Można obejrzeć. Była też kontynuacja, mimo niezłej obsady, niestety wypadająca słabiej niż część pierwsza. O kolejnych jakoś nie słychać…

(2009) G.I.Joe The Rise of Cobra

Transformers i G.I.Joe na naszym rynku w wersji komiksowej pojawili się za sprawą kultowego wydawnictwa Tm-Semic. Seria Transformers wydawana była w latach 1991-1995 i w sumie wyszły 24 zeszyty, seria G.I.Joe ukazywała się w latach 1992-1996 i liczyła 33 zeszyty. Opowieści czyta się całkiem nieźle, scenariusze często potrafią pozytywnie zaskoczyć, a i rysunkowo nierzadko jest naprawdę dobrze, choć oczywiście są też słabsze momenty.

W 2011 roku powrócił Conan, jednak nie otrzymaliśmy kontynuacji filmów z Arnoldem, a swoisty restart i początek nowej opowieści. Opowieści, która zakończyła się tylko na jednej części, gdyż Conan The Barbarian wypadł po prostu słabo. Może tragedii nie ma, ale jednak filmowy Conan wciąż jest tylko jeden!

(2011) Conan The Barbarian

W następnym odcinku: filmowe adaptacje „zwykłych” komiksów, poza Ameryką, Animowana przygoda

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość
trykociarze z nieco innej perspektywy

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie
trykociarze z nieco innej perspektywy

We wcześniejszych częściach naszego Super Bohaterskiego cyklu pojawiały się filmy przedstawiające losy postaci głównie znanych z komiksowych uniwersów Marvela i DC. Czasami pozwoliłem sobie na dołożenie co ciekawszych tytułów, wychodzących poza te ramy, ale idealnie pasujących do tematu. W niniejszej części chciałbym uzupełnić temat, czyli nadal skupić się na postaciach Super Bohaterów, ale z jakiś powodów, nie zawsze jasno określonych, filmy te pominąłem we wcześniejszych częściach. I od razu dwie uwagi: po pierwsze, lista nadal nie wyczerpuje tematu, jeszcze powrócimy (i to zapewne nie raz) do filmowych adaptacji komiksów, jednak temat Super Bohaterów już w pewnym zakresie zostanie zamknięty. Mimo to, lista i tak jest niepełna, z premedytacją pominąłem np.: cuda włoskiej czy indyjskiej filmografii. Aha, opisy będą relatywnie krótkie, niestety w paru przypadkach nie jestem w stanie dodać „czegoś od siebie”, gdyż najzwyklej w świecie wielu z przedstawionych tutaj filmów jeszcze nie widziałem, na wiele tytułów trafiłem po raz pierwszy, prowadząc poszukiwania materiałów do całego cyklu „Kino Super Przygody”. Tak więc prywatnie traktuję niniejsze zestawienie jako listę potencjalnych pozycji, które warto, bądź nie, obejrzeć i po które zamierzam wcześniej czy później sięgnąć. I mam nadzieję, że i w takiej roli opracowanie przyda się także Wam. Oczywiście jeżeli widzieliście dane pozycje, koniecznie dajcie znać w komentarzach, co polecacie, a od czego lepiej trzymać się z daleka.

Zaczynamy od naszego akcentu, czyli jedyny polski Super Bohater w całym zestawieniu. Jan Walczak czyli superman As w 1971 roku w obrazie Hydrozagadka podejmuje się rozwiązania zagadki znikającej wody podczas fali upałów. Film spokojnie należy zakwalifikować do kultowych polskich komedii, doskonale obrazujących sytuację z tamtych czasów i bogatych w najróżniejsze powiedzonka czy dialogi, do dzisiaj chętnie cytowanych przez starsze pokolenie. Może Hydrozagadka nie jest tak zjadliwa jak Miś i inne komedie za którymi stał Stanisław Bareja, ale i tak warto po nią sięgnąć.

(1971) Hydrozagadka

Zwykły nastolatek Steve Nichols dorabia sobie paradując w kostiumie superbohatera na konwentach i w sklepach komiksowych. Pewnego razu, będąc w swoim stroju, udaremnia napad. Media i społeczeństwo zaczynają widzieć w nim prawdziwego bohatera. Być może założenia scenariusza wydają Wam się znajome, jak widać, Kick-Ass wcale nie był tym temacie oryginalny, a film o podobnej wymowie pojawił się już w 1980 roku. Hero At Large obecnie nieco się zestarzał, ale tematyka nadal pozostaje aktualna, a sam film jest bardzo przyjemny w odbiorze, co także zawdzięczamy postaciom, które po prostu dają się lubić.

(1980) Hero At Large

Woody Wilkins jest pisarzem i rysownikiem komiksów który marzy, by postać którą wykreował: Condorman, zaistniała w realnym świecie. Nawet sam zbudował sobie odpowiedni kostium. Splot wydarzeń powoduje, że Woody wplątuje się w szpiegowską aferą, gdzie pojawia się CIA, piękna kobieta, a dzięki gadżetom godnym samego Jamesa Bonda, Condorman staje się prawdziwym bohaterem. Condorman z 1981 to przyjemna, luźna komedia, do tego całkiem sprawnie zrealizowana. Warto obejrzeć.

(1981) Condorman

W The Return Of Captain Invincible z 1983 poznajemy losy tytułowego bohatera, który popadł w niełaskę, co zakończyło się depresją i alkoholizmem. Jednak w obliczu zagrożenia Captain Invincible musi powrócić! Ogólnie film jest słaby, nudnawy i zrealizowany bez przepychu, jednak i tak warto, a wręcz należy, po niego sięgnąć, choćby dla paru rewelacyjnych motywów i głównego złego: Mr. Midnight w którego wcielił się niesamowity Christopher Lee. Na wspomniane rewelacyjne motywy składają się głównie… piosenki! Część z nich została napisana przez Richarda O’Briena, znanego choćby z Rocky Horror Picture Show. Piosenka, w której Mr. Midnight kusi bohatera zachęcając go do sięgnięcia po coś z bogato zaopatrzonego barku, jest perełką samą w sobie!

(1983) The Return Of Captain Invincible

Guyver z 1991, na naszym rynku znany pod tytułem Mutronika, to klasyka kina z ery VHS. Mamy kiczowate kostiumy, dziurawy scenariusz, kosmitów, dziwne stwory i efekty specjalne sprzed wieków. I o dziwo, da się to nadal oglądać, choć oczywiście, z mocnym przymrożeniem oka. W 1994 otrzymaliśmy kontynuację: Guyver Dark Hero, pod pewnymi względami nawet lepszą od oryginału!

(1991) Guyver

(1994) Guyver Dark Hero

Jefferson Reed pewnej nocy zostaje uderzony w pierś kawaleniem meteorytu, tak w 1993 narodził się The Meteor Man, bohater, który może latać, tyle że ma lęk wysokości… Głupkowata komedia, którą o dziwo da się obejrzeć.

(1993) The Meteor Man

Talentem Darryla jest zdolność tworzenia najróżniejszych gadżetów, w końcu wykorzystując swoje patenty postanawia zostać bohaterem wszechczasów. Blankman z 1994 to kolejna głupkowata komedia, która momentami śmieszy, a momentami budzi zażenowanie, do obejrzenia tylko dla miłośników tematu.

(1994) Blankman

Policjantka Jean Severance po śmierci ojca zastrzelonego w barze, przywdziewa kostium należący do prostytutki i postanawia walczyć ze złem. Brzmi strasznie? I takie jest, a co najlepsze, powstały dwie części tej niezwykłej epopei, i podobno był nawet serial!

1995 Black Scorpion

(1995) Black Scorpion

1997 Black Scorpion II Aftershock

(1997) Black Scorpion II Aftershock

Star Kid z 1997 luźno nawiązuje do tematyki, mamy tu meteoryt, cyborga, i nastolatka, czyli w sumie otrzymujemy klasyczne kino familijne.

(1997) Star Kid

Mystery Men (1999) to trzech samozwańczych herosów, niestety bez większych sukcesów na koncie. Jednak gdy wielki heros, Captain Amazing, zostaje porwany przez swojego arcy wroga, przed grupą nieudaczników pojawia się szansa na zdobycie sławy i zaszczytów. I reklamowego kontraktu z Pepsi. Dla miłośników przeciętnych komedii i przeciętnego Bena Stillera

(1999) Mystery Men

Patrząc na plakat, nasuwa się skojarzenie z X-menami, i owszem, The Specials z 2000 roku przedstawia losy grupy superbohaterów o niesamowitych umiejętnościach, jednak całkowicie oryginalnych, a przynajmniej zmienionych na tyle, żeby nie było problemów z zawiłościami licencyjnymi. Film nieco straszy efektami, i dzisiaj jest zupełnie zapomniany, jednak podobno warto go obejrzeć, o ile uda się go gdzieś znaleźć…

(2000) The Specials

Will Stronghold, syn znanej pary superbohaterów, mimo że nie przejawia żadnych supermocy, trafia do szkoły dla wyjątkowo uzdolnionej młodzieży. Sky High z 2005 to lekka i przyjemna komedia, do obejrzenia i zapomnienia.

(2005) Sky High

Kolejna leciutka komedia, idealna na niedzielne popołudnie. W My Super Ex-Girlfriend (2006) przekonamy się, jak niebezpiecznie jest porzucać dziewczynę, tym bardziej gdy jest nią obdarzona supermocami Uma Thurman.

(2006) My Super Ex-Girlfriend

Zoom z 2006 to familijne, komediowe kino o bohaterach po przejściach i szkoleniu nowego pokolenia. Można obejrzeć z dziećmi.

(2006) Zoom

W roku 2007 otrzymaliśmy kolejną familijną opowieść. W Underdog głównym bohaterem, oczywiście „super”, jest pies, który po wypadku w laboratorium otrzymuje specjalne zdolności, w tym umiejętność mówienia. Bez większych emocji, ale obejrzeć można.

(2007) Underdog

Hancock z 2008 to film już zdecydowanie nie familijny. Tytułowy bohater posiada co prawda moce, ale znacznie różni się od krystalicznego wizerunku superbohatera. Chodzi w zniszczonych ciuchach i jedzie od niego alkoholem. Oryginalne spojrzenie na tematykę superherosów zapowiadało się całkiem nieźle, tym bardziej, że Will Smith w tytułowej roli wypadł bardzo ciekawie, jednak po seansie czuje się jednak niedosyt i nieco zmarnowany potencjał. Ale sięgnąć po film jak najbardziej warto!

(2008) Hancock

Jumper (2008) to idealny przedstawiciel kina „dla nastolatków”. Otrzymujemy więc moce, efekty specjalne i nieco dziurawy scenariusz, ale całość wypada o dziwo całkiem nieźle i ogląda się to z przyjemnością.

(2008) Jumper

Superhero Movie (także 2008 rok) to durnowata komedia, mająca być pastiszem kina superbohaterskiego, jednak koniec końców jest to zlepek prymitywnych i nudnych motywów, wyeksploatowanych już wielokrotnie w filmach pokroju The Scary Movie. Co za dużo, to niezdrowo, trzymać się od tego gówna (dosłownie!) z daleka!

(2008) Superhero Movie

Defendor z 2009 roku powraca do tematu zwykłego, pozbawionego jakichkolwiek mocy człowieka, który jednak odczuwa potrzebę działania i zakłada pelerynę by jako superbohater walczyć z niegodziwością na ulicach. Mimo nieco komediowego wydźwięku, Defendor daje do myślenia, i warto poświęcić mu chwilę.

(2009) Defendor

Push (2009) to kolejny młodzieżowy film, który nie jest może rewelacją, ale obejrzeć go jak najbardziej warto, zapewnia chwilę naprawdę przyjemnej rozrywki. Dodatkowy plusik za Chrisa Evansa.

(2009) Push

W 2010 Kick-Ass mocno namieszał. Dave Lizewski, fan komiksów, postanawia być jak superbohaterowie których podziwia, tak wiec wdziewa kolorowy kostium i wyrusza walczyć ze złem. Co kończy się od razu porządnym wpierdolem. Film, będący zresztą ekranizacją komiksu Marka Millara i Johna Romity Jr. (wydany także u nas) okazał się ogromnym hitem, i obrazem traktowanym obecnie jako kultowy. Reżyser, Matthew Vaughn, ma na koncie praktycznie same bardzo dobrze odebrane, zarówno przez krytyków jak i widzów, filmy (w tym przepiękne Stardust, przywracające nadzieję w mutantów X-Men: First Class, czy prymitywny, ale hitowy Kingsman: The Secret Service) i nie inaczej jest z Kick-Assem. Tym bardziej, że idealnie zagrała obsada: Aaron Taylor-Johnson sprawdził się w tytułowej roli, natomiast Chloë Grace Moretz wprost błyszczy na ekranie, a wisienką na torcie jest także rewelacyjny Nicolas Cage! Seans obowiązkowy!

(2010) Kick-Ass

Super wyszedł w tym samym roku co Kick-Ass i porusza praktycznie identyczną tematykę. Mimo to film nie zawojował ekranów, co absolutnie nie oznacza, że jest zły czy gorszy! Po prostu coś nie wyszło, ale jak najbardziej należy po niego sięgnąć. Tym bardziej, że posiada mocny atut w postaci doskonałej żeńskiej obsady, na ekranie wręcz błyszczy zwariowana Ellen Page, a i Liv Tyler wypada jak zwykle doskonale. Reżyser, James Gunn, wkrótce zasłynie jako osoba odpowiedzialna za ogromny sukces pewnego filmu o Szopie i Drzewie, natomiast jako ciekawostkę warto nadmienić, że wcześniej pracował jako scenarzysta przy The Specials.

(2010) Super

All Superheroes Must Die z 2012 stylistyką sili się nieco na Watchmenów, jednak ten niskonakładowy obraz niestety zupełnie nie porywa, acz właśnie w praktycznie zerowym budżecie można upatrywać jego klapę. Gdyby pojawiły się większe pieniądze, może byłby hit? Dla zainteresowanych tematem, i cierpliwych, gdyż film dość trudno upolować.

(2012) All Superheroes Must Die

Chronicle w 2012 mocno namieszał w kinowym światku, porywając zarówno krytyków jak i widzów, co przełożyło się na spore zyski w BoxOffice. Reżyser, Josh Trank później zajął się ekranizacją Fantastic Four, co niestety zakończyło się ogromną klapą. Jednak Kronikę warto obejrzeć, o ile nie zniechęca nas styl kręcenia „z ręki”.

(2012) Chronicle

Niestety Kick-Ass 2 w 2013 roku nie powtórzył sukcesu pierwszej części, a wręcz odniósł sromotną porażkę. Niby na ekranie wiele się dzieje, a w rolach głównych zobaczymy tych samych aktorów, to jednak mocno coś tutaj nie zagrało. Film posiada lepsze momenty, ale całość już tak nie porywa jak część pierwsza.

(2013) Kick-Ass 2

Po nieco cięższych opowieściach, wracamy do lekkiego i nieco głupkowatego kina familijnego. W 2013 roku w Super Buddies grupa szczeniaków odnajduje pewne pierścienie, dzięki którym otrzymują supermoce. I jedną z nich wcale nie jest moc gadania, gdyż to szczeniaki potrafiły już wcześniej! Super Buddies jest jedynie jedną częścią z większego cyklu traktującego o przygodach wesołej gromadki szczeniaków. W pozostałych pocieszne psiaki udzielają się jako sportowcy, szukają skarbów, lecą w kosmos, czy też przeżywają przygody jak z horroru. Do obejrzenia, koniecznie w towarzystwie dzieciaków.

(2013) Super Buddies

Rok 2014 i Birdman. Poznajemy losy znanego aktora, wcielającego się niegdyś w rolę kultowego superbohatera, obecnie zapomnianego i walczącego o odzyskanie sławy oraz rodziny. W tytułowej roli Michael Keaton, który jako aktor niegdyś zagrał Batmana w kultowych obrazach Tima Burtona. Oprócz niego na ekranie brylują: Edward Norton, Emma Stone, Naomi Watts. A my otrzymujemy dopracowane pod każdym względem kino, które daje do myślenia.

(2014) Birdman

W następnym odcinku: nie super bohaterskie ekranizacje, kino europejskie, bohaterowie bez mocy, ale nadal wspaniali i inne…

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2
znaczący 2016 rok i spojrzenie w przyszłość

Read Full Post »

Niniejsza notka doczekała się wersji poprawionej i uzupełnionej.
Serdecznie zapraszam: Kino Super Przygody, czyli Superbohaterowie na ekranie, zmiany w latach 2016-2017

Read Full Post »

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 2

Graficzna nowela Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa jest jednym z najważniejszych dzieł w historii komiksu, nic więc dziwnego, że od dawna stanowiła łakomy kąsek dla producentów filmowych. Jednak nie wszystko łatwo przenieść na duży ekran, a właśnie Strażnicy uchodzili za takie dzieło, wręcz mówiło się, że to niewykonalne. Wreszcie w 2009 roku film Watchmen zadebiutował w kinach. Reżyser Zack Snyder zastosował prosty zabieg: jego adaptacja jest bardzo wierna papierowemu oryginałowi, jednocześnie wykorzystał szerokie spektrum możliwości,  jakie daje kino. Stąd też odpowiednia ścieżka dźwiękowa, montaż, ujęcia, czy spowolnienia, w których lubuje się Snyder. I to się sprawdza! Watchmen to widowisko nieprzeciętne, robiące ogromne wrażenie, bardzo kolorowe, jednocześnie mocno przygnębiające…. Film jednak podzielił zarówno krytykę jak i widownię, i można spotkać się z szerokim spektrum najróżniejszych opinii, od mieszania obrazu z błotem, do pochwalnych peanów na jego temat. Do tego mimo, że zarobił spore pieniądze, to jednak producenci liczyli na więcej, szczególnie, że budżet był ogromny. Z mojej strony szczerze film polecam, zarówno znającym komiksowy oryginał, jak i chcących spojrzeć na superbohaterów z nieco innej strony. Tylko uwaga, koniecznie należy odpuścić sobie zwykła wersję filmu trwającą 162 minuty, a sięgnąć tylko i wyłącznie po wersję Director’s Cut, która trwa 186 minut i zawiera wiele nieco zmienionych i rozszerzonych scen, które jednak mocno wpływają na odbiór filmu! Jako ciekawostka: istnieje jeszcze wersja Ultimate Cut trwająca 215 minut, ale to już swoista hybryda, gdyż w film wmontowano animację Tales of the Black Freighter będącą adaptacją komiksu Marooned, który w komiksie Strażnicy pod pewnym znaczącym kioskiem czyta młody chłopiec. Może nieco to zamieszane, ale ma sens, i oczywiście Tales of the Black Freighter jak najbardziej warto obejrzeć, ale jako osobny seans, już po zaliczeniu Watchmenów w wersji oczywiście Director’s Cut.

(2009) Watchmen

Pierwszy Iron Man był ogromnym hitem, kontynuacja, zatytułowana po prostu Iron Man 2 z 2010 roku zebrała już różnorakie recenzje, i w ogólnym rozrachunku wypadła gorzej niż pierwsza część, ale i tak wciąż jest doskonałym i godnym polecenia widowiskiem. Ponownie nie zawiodła obsada, Robert Downey Jr. jako Tony Stark, Iron Man, Gwyneth Paltrow jako Pepper Potts, Scarlett Johansson jako Natasha Romanoff, Sam Rockwell jako Justin Hammer oraz Mickey Rourke jako Whiplash wprost brylują na ekranie.

(2010) Iron Man 2

Jonah Hex z 2010 roku, to adaptacja komiksu ze stajni DC. I niestety, o ile Marvelowi adaptacje wychodzą świetnie, to DC jednak w tym świcie ma problem z odnalezieniem odpowiedniego środka. Jonah Hex jako komiks ma swoich fanów, jednak pod względem popularności stoi w cieniu bardziej znanych postaci, a film niestety nie poprawił tej sytuacji. Nie wyszła może straszna kaszana, ale jest to dzieło co najwyżej przeciętne, które sprawdza się jako przyjemny „akcyjniak” i o którym dość szybko po seansie zapomnimy.

(2010) Jonah Hex

Marvel kontynuuje swój plan przedstawiający poszczególnych bohaterów, i ponownie wychodzi mu to doskonale. Captain America: The First Avenger z 2011 roku może budzić mieszane uczucia, szczególnie z powodu mocnej patetyczności, ale jednak podane to wszystko jest dość lekko, z humorem i dystansem do siebie. Do tego akcja rozgrywa się podczas Drugiej Wojny Światowej, co pozwoliło na zaprezentowanie na ekranie wielu przepięknych strojów czy dekoracji z tamtych czasów. Zresztą reżyserem jest Joe Johnston, który ma na koncie choćby utrzymany w podobnej stylistyce The Rocketeer.  Całość ogląda się z wielką przyjemnością, tym bardziej, że scenariusz jest sprawnie napisany, i dopiero pod koniec filmu pojawia się nieco zbyt drażliwych głupotek. Świetnie wypadłą obsada, Chris Evans, znany już z komiksowej roli Johnnyego Storma w Fantastic Four,  to wykapany Kapitan Ameryka, a i reszta aktorów nie zawodzi, w tym: Tommy Lee Jones, Hugo Weaving, Hayley Atwell, Toby Jones oraz Stanley Tucci.

(2011) Captain America The First Avenger

Ponownie poznajemy losy kolejnej postaci ze stajni Marvela, jak zawsze z wielkim rozmachem, jednak tym razem jak najbardziej uzasadnionym, wszak do czniania mamy z samym bogiem! Thor został zrealizowany bardzo sprawnie, i wyraźnie czuć tu Szekspirowski klimat, czemu nie należy się dziwić, gdyż reżyser Kenneth Branagh znany jest właśnie z adaptacji dzieł Szekspira. Sprawnie zrealizowane fantastyczne widowisko, perfekcyjne od strony technicznej, i ponownie z doskonale dobraną obsadą, szczególnie Chris Hemsworth w tytułowej roli oraz rewelacyjny Tom Hiddleston jako Loki sprawdzają się idalnie. Miłym smaczkiem jest Anthony Hopkins jako Odyn, natomiast nieco zawodzi Natalie Portman w roli Jane Foster.

(2011) Thor

Po słabej trójce i tragicznym X-Men Origins: Wolverine, mutanci potrzebowali czegoś, co odbuduje ich dobre imię. I coś takiego nadeszło w 2011 roku. Matthew Vaughn na stołku reżysera postawił na zaprezentowanie początków Mutantów, i tak w  X-Men First Class możemy zobaczyć, jak to wszystko się zaczęło. James McAvoy jako Charles Xavier i Michael Fassbender jako Erik Lehnsherr wypadają wprost rewelacyjnie i prawie dorównują niesamowitym kreacjom Patricka StewartaIana McKellen. Reszta ekipy także nie zawodzi, choć Jennifer Lawrence nie każdemu przypadnie do gustu, można też odnieść wrażenie, że Emma Frost na siłę kreowana jest na symbol seksu, co niestety nie wychodzi za dobrze. Film sprzedał się przyzwoicie, acz nie był wielkim hitem finansowym, natomiast zebrał wiele pozytywnych opinii zarówno od krytyków jak i fanów, co pozwoliło studiu z optymizmem patrzeć na przyszłość i inwestować w kolejne filmy z młodszymi wcieleniami bohaterów. Co, jak czas pokaże, było słuszną decyzją.

(2011) X-Men First Class

Nie wszystko może układać się idealnie, czasem zdarza się większe lub mniejsze potknięcie. Ghost Rider Spirit Of Vengeance z 2011 roku był właśnie takim potknięciem. Według co poniektórych nawet dość mocnym, ale jednak film zarobił na siebie i da się go obejrzeć, choć jak komuś nie spodobała się pierwsza część, to tutaj nie ma czego szukać. W głównej roli Nicolas Cage, co niekoniecznie należy potraktować na plus…

(2011) Ghost Rider Spirit Of Vengeance

DC ponownie próbuje swoich sił, i ponownie wychodzi im to mocno tak sobie. Przez wielu Green Lantern zmieszany został z błotem, ale na szczęście nie jest to straszne dziadostwo, a kolejny średniak, który jednak jak najbardziej warto obejrzeć. Sporym minusem są głupoty scenariuszowe i postacie, które jednak nie potrafią porwać widza, i niestety nie budzą większej sympatii. Ale to wina głownie właśnie scenariusza, gdyż aktorstwo stoi na przyzwoitym poziomie, szczególnie nieźle wypadają Mark Strong jako Sinestro oraz Ryan Reynolds jako Hal Jordan.

(2011) Green Lantern

I kolejny średniak. The Green Hornet z 2011 roku, dysponował przyzwoitym budżetem i nawet paroma znanymi nazwiskami w obsadzie, ale nie przełożyło się to na widowisko które koniecznie należy obejrzeć. Sięgnąć można, szczególnie jak ktoś lubuje się w tych klimatach, ale dużo się nie straci odpuszczając sobie seans.

(2011) The Green Hornet

Nadchodzi rok 2012 i wielki projekt Marvela w postaci Marvel Cinematic Universe właśnie osiąga kumulacyjny punk pierwszej fazy. Losy wszystkich postaci znanych z pojedynczych filmów splatają się ze sobą w jednym wielkim widowisku: The Avengers. Plan Marvela z pewnością należy określić jako praktycznie doskonały, gdyż The Avengers to niesamowite wręcz zjawisko. Film zebrał doskonałe oceny i recenzje, spodobał się zarówno krytykom jak i widzom, co przeniosło się na niesamowitą kwotę w Box Office: ponad półtora miliarda dolarów! Nie ma co się oszukiwać, scenariusz jest mocno uproszczony i przeciętny, ale jego wady znikają w obliczu wprost perfekcyjnej realizacji, i jakby nie było, w końcu jest to stricte rozrywkowe kino, i jako takie, sprawdza się idealnie.

(2012) The Avengers

Rok 2012 to także nowe nadzieje dla Sony, które podejmuje decyzję o restarcie przygód najpopularniejszej postaci ze świata Marvela. The Amazing Spider-Man to także nowa obsada, w głównych rolach wystąpili Andrew Garfield jako Peter Parker oraz Emma Stone jako Gwen Stacy i sprawdzili się wprost idealnie! Postał film który spodobał się odbiorcom, zebrał przyzwoite recenzje i zarobił całkiem niezłą sumkę. Sony z nadzieją zaczęło snuć plany nie tylko o kontynuacji ale też o filmach poświęconych pobocznym postaciom.

(2012) The Amazing Spider-Man

Christopher Nolan po raz trzeci, czyli zamknięcie trylogii o Batmanie. The Dark Knight Rises zebrał przyzwoite noty i zarobił niezłe pieniądze, jednak pojawiło się sporo głosów, że coś tu do końca nie zagrało. I niestety podczas seansu nie można nie zauważyć bzdur w scenariuszu, idiotycznych scen czy nielogiczności. Czyżby po genialnej dwójce, oczekiwania były zbyt wygórowane? Zakończenie trylogii jest filmem dobrym, i sporo powyżej przeciętnej, ale z pewnością nie takim, jakie wymarzyli sobie fani…

(2012) The Dark Knight Rises

Kolejna perełka z 2012 roku. Dredd to widowisko bezkompromisowe, nie silące się by być czymś więcej. To po prostu szybki (choć momentami wolny 😉 ), brutalny i krwawy, świetnie zrealizowany film akcji przeznaczony tylko dla widza dorosłego. Niestety z początku obraz nie przypadł do gustu ani krytykom ani widzom i okazał się klapą finansową. Drugą młodość jednak przeżył na rynku wideo, gdzie nagle zyskał status wręcz kultowego! Nawet pojawiły się głosy o ewentualnej kontynuacji!

(2012) Dredd

Iron Man 3 z 2013 roku to kontynuacja skrojona według sprawdzonych wzorców, co wypadło jak zwykle doskonale. Co prawda scenariusz momentami nawala, główny zły jest wykreowany w nieco kontrowersyjny sposób, ale jako całość film prezentuje się wybornie, i od strony realizatorskiej nie ma na co psioczyć, także aktorzy świetnie wypadli w swoich rolach. Film zarobił grupo ponad miliard dolarów, co tylko ugruntowało popularność postaci Iron Mana w popkulturze.

(2013) Iron Man 3

Thor: The Dark World także z 2013, to kontynuacja wręcz perfekcyjna, choć nie obeszło się bez małych potknięć. Potrafi denerwować humor, a raczej jego jakość, szczególnie w postaci towarzyszki głównej bohaterki, która miała robić za akcent komediowy, a bardziej niestety irytuje, i wyraźnie widać, że włożona została tutaj na siłę.  W porównaniu do Iron Mana 3 film zebrał o wiele mniejszą kwotę, ale i tak producenci nie mają powodów do narzekań.

(2013) Thor - The Dark World

The Wolverine z 2013 roku próbuje zmyć złe wrażenie po swoim poprzedniku i wychodzi mu to połowicznie. Źle nie jest, film ma sporo naprawdę dobrych momentów, niestety jednocześnie troszkę przeszkadzają niektóre rozwiązania fabularne i głupoty scenariuszowe. Mocny średniak, którego warto obejrzeć, ale nie jest to film, którego oczekiwali by miłośnicy Rosomaka…

(2013) The Wolverine

Zapewne DC z zazdrością spogląda na Marvela i na jego tryumfalny pochód kasowych filmów z superbohaterami. I nic dziwnego, wszak dysponując takim potencjałem, DC wciąż nie może odnaleźć swojej tożsamości na dużym ekranie. I nie pomaga w tym Man of Steel. Na krześle reżysera Zack Snyder, którego styl idealnie pasował do Strażników czy 300, a do Supermana już niekoniecznie. Obsada się sprawdziła, szczególnie Henry Cavill w tytułowej roli, czy też Michael Shannon jako Generał Zod czy Russell Crowe jako Jor-El, natomiast Amy Adams jako Lois Lane wypada bez rewelacji. Nie przeszkadza, ale też nie porywa. Jak i cały film, jest to bezsprzecznie świetne widowisko, które ogląda się rewelacyjnie w kinie, ale samemu filmowi czegoś zabrakło.

(2013) Man of Steel

Tempo wręcz podkręcone na maksa i ogromna rozpierducha! Takim jest Captain America: The Winter Soldier z 2014 roku, jednocześnie film, w odróżnieniu od innych obrazów z MCU, utrzymany jest w nieco poważniejszej tonacji i mniej tu wstawek humorystycznych. Zamiast tego otrzymujemy dynamiczne widowisko sensacyjno – szpiegowskie, które pochłania się z ogromną przyjemnością!

(2014) Captain America - The Winter Soldier

Zapowiedzi brzmiały cokolwiek dziwacznie. Kosmiczna epopeja, gdzie jedne z głównych ról przypadły zielonej kobiecie, szopowi i drzewu… Do dnia premiery Guardians of the Galaxy nie nastrajał pozytywnie i nie zachęcał do seansu, tym bardziej, że na stołku reżysera zasiadał James Gunn, który nie miał większych sukcesów na swoim koncie. Wszystko zmieniło się po premierze. Widzowie i krytycy wprost pokochali to widowisko i specyficznych bohaterów, którzy po prostu dali się lubić! Można się tu doszukiwać analogii do Gwiezdnych Wojen, dziur w scenariuszu, czy monetami idiotycznych scen, ale za to ogląda to się wybornie i film świetnie sprawdza się jako doskonała rozrywka! Do tego wprowadza powiew świeżości do MCU, mamy do czynienia z całkowicie nowymi bohaterami, z nowymi miejscami, i nie musimy znać innych wydarzeń z uniwersum Marvela.

(2014) Guardians of the Galaxy

W 2014 w kinach ponownie pojawił się pajączek. The Amazing Spider-Man 2 nie zawiódł ani pod względem realizatorskim ani obsady, do tego zebrał pozytywne recenzje i całkiem niezłą kwotę. Jednak Sony pokładało w tak popularnej postaci większe nadzieje, i wynik Pajączka uznało za porażkę, co spowodowało zamknięcie aktualnej sagi i burzę mózgów na temat przyszłości. W obliczu stracenia praw do jakby nie było atrakcyjnej marki, postanowiono dogadać się z Marvelem, co pociągnęło za sobą kolejny restart, ale za to Spider-man zawitał do MCU!

(2014) The Amazing Spider-Man 2

X-Men Days of Future Past. W jednym filmie otrzymujemy zarówno starą jak i nową ekipę mutantów. Przekłada się to więc także na rewelacyjną obsadę: Patrick Stewart i James McAvoy, Ian McKellen i Michael Fassbender do tego Hugh Jackman, Halle Berry, Ellen Page, Peter Dinklage, Anna Paquin czy genialny Evan Peters jako Quicksilver! Na stołku reżysera ponownie zasiada Bryan Singer, który doskonale wie, jak kręcić filmy o mutantach. Wspaniałe widowisko, które ogląda się z zapartym tchem, ale uwaga, dobrze znać wcześniejsze części i mieć dużo wyrozumiałości dla twórców za dziury fabularne i nielogiczności w uniwersum.

(2014) X-Men Days of Future Past

W kinie zapanowała moda na przypominanie starych klasyków w nowych odsłonach, i na tapetę trafiły także żółwie. Teenage Mutant Ninja Turtles jednak zupełnie nie porywa, a wręcz momentami mocno do siebie zniechęca. Idiotyzmy scenariuszowe zbyt mocno rażą, niektóre sceny są wręcz tragiczne, a i postacie nie zostały zbyt dobrze zarysowane, w tym antagonista naszych bohaterów. Plusem jest wyraźne zróżnicowanie samych żółwi, które znacznie od siebie różnią się i wyglądem i charakterem. No i mamy Megan Fox…

(2014) Teenage Mutant Ninja Turtles

Ponowna epicka bitwa i ponowny rewelacyjny wynik finansowy, acz  Avengers: Age of Ultron z 2015 roku tym razem przyniósł niecałe półtora miliarda dolarów. Starzy bohaterowie  nadal w formie, dochodzą nowe postacie, w tym Mutanci, których Mutantami nazywać nie można, i chyba już w sumie Mutantami nie są. Takie zamieszanie, więcej o temacie w poprzedniej notce w akapicie o prawach autorskich. Film, do czego już dobrze przyzwyczaiły nas produkcje wchodzące w skład MCU, ogląda się bardzo dobrze, choć zdarzają mu się dłużyzny i słabsze czy wręcz zbędne momenty. Ale kolejny hit jest i ugruntowanie pozycji Marvela na rynku.

(2015) Avengers - Age of Ultron

Kolejny eksperyment Marvela, czyli próba spopularyzowania niezbyt znanej postaci. Próba udana, gdyż Ant-Man z 2015 roku spodobał się widzom a do tego zebrał bardzo ciepłe recenzje. Może nie podbił Box Officu, ale i tak zarobił niezła kwotę i upewnił producentów, że warto inwestować w nowe postacie. Z czego widz powinien się tylko cieszyć! Tym bardziej, że w tym przypadku postać Ant Mana naprawdę da się lubić i jego wprowadzenie do MCU wyjdzie wszystkim na dobre. Ant-Man jednocześnie kończy drugą fazę MCU.

(2015) Ant-Man

Fox radzi sobie całkiem nieźle z Mutantami, jednak jest w posiadaniu jeszcze jednej nośnej licencji, z którą już wcześniej wychodziło mu tak sobie. By nie stracić praw, należało pomyśleć nad kolejnym filmem. Już pierwsze zapowiedzi The Fantastic Four budziły niepokoje. Sam wygląd drużyny zakrawał o jakąś parodię, i wyraźnie widać tu na siłę wprowadzone uwspółcześnianie oraz poprawność polityczną. Do tego obawy także budziły problemy podczas realizacji, dotyczące głównie głosów, jakby reżyser Josh Trank nie mógł znaleźć porozumienia z producentami. Po premierze zawrzało. Film został zgodnie zmieszany z błotem przez dosłownie wszystkich. Ani krytycy ani widzowie nie pozostawili na nim suchej nitki. Obsada, scenariusz, reżyseria, nawet efekty specjalne, wszystkie te składowe zawiodły. Fox zapewne będzie walczył o zachowanie praw do marki, i oby mieli dobre pomysły, bo póki co, tylko powodują niesmak u fanów. Seans tylko i wyłącznie dla miłośników gatunku, którzy muszą zaliczyć dosłownie wszystko.

(2015) The Fantastic Four

W następnym odcinku: Znaczący 2016 rok, podsumowanie i spojrzenie w przyszłość.

PS. Komiksowe filmy z tego okresu, które pozostawiłem na deser, to m.in: Asterix na olimpiadzie, Hancock, Jumper, Superhero Movie, Wanted, XIII The Conspiracy, Defendor, G.I.Joe The Rise of Cobra, Push, Whiteout, Dylan Dog Dead Of Night, Kick-Ass, Red, Scott Pilgrim vs The World, Super, The Losers, Conan The Barbarian, Priest, All Superheroes Must Die, Asterix i Obelix W służbie Jej Królewskiej Mości, Chronicle, Men In Black III, Kick-Ass 2, Odd Thomas, R.I.P.D., Red 2, Super Buddies, 300: Rise Of An Empire, Birdman, Kingsman The Secret Service, Sin City A Dame to Kill For. Jest tego trochę…

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1

Read Full Post »

Kolejna część przewodnika po Kinie Super Przygody miała obejmować lata 2008-20015, czyli wyraźnie zaznaczenie swojej obecności Marvel Cinematic Universe. Jednak notka trochę mi się rozrosła w stosunku do pierwotnych planów, głównie przez dwa dodatki, traktujące o samym Marvel Cinematic Universe oraz zamieszaniu z prawami autorskimi. W związku z tym podzieliłem wpis na dwie części, ta urywa się w 2009 roku, pozostałe tytuły trafiły do kolejnej części.

Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie
Marvel Cinematic Universe: 2008 – 2015 część 1

Rok 2008. Dla kina gatunku spod znaku superhero był bardzo ważnym rokiem. Obrodziło wtedy w parę ciekawych, niekoniecznie może dobrych, ale z pewnoscią ważnych dla gatunku filmów, oraz to właśnie w tym roku rozpoczął się tryumfalny pochód Marvel Cinematic Universe. Ale po kolei:

Hellboy II The Golden Army to kontynuacja, która stworzona została na zasadzie „to samo, ale więcej, lepiej,  i z większą pompą„. Film po prostu zachwyca. Scenografia, postacie, efekty specjalne, muzyka, montaż. Każdy z tych elementów został zrealizowany wręcz perfekcyjnie! Guillermo del Toro lubuje się w takich klimatach, więc w roli reżysera odnalazł się w pełni. Ron Perlman w głównej roli wygląda, jakby był stworzony do odgrywania tej postaci! Nie zawodzi także reszta obsady: Selma Blair, Doug Jones, rewelacyjny Seth MacFarlane (a raczej jego głos), Luke Goss, Anna Walton a także oczywiście John Hurt, choć tutaj pojawia się tylko epizodycznie. Dynamiczne, perfekcyjnie zrealizowane widowisko, które szczególnie miłośnikom komiksów powinno przypaść do gustu. A dla pozostałych to fantastyczne kino akcji, jak najbardziej warte obejrzenia.

(2008) Hellboy II The Golden Army

Punisher War Zone to spora ciekawostka w całej historii gatunku superhero. Film jest ponownym restartem, tym razem skierowanym do określonego odbiorcy, co niestety także poskutkowało ogromną klapą. Lexi Alexander stworzyła widowisko mocne, momentami przesadnie krwawe, bezkompromisowe, z małomównym i ponurym antybohaterem. Do tego doprawiła całość nieco nutą szaleństwa. Czyli wprost doskonale przeniosła komiks na ekran. I to się sprawdza! Dla fanów komiksów, i oczywiście postaci Punishera, film jest lekturą wręcz obowiązkową. Jednak dla nieznających pierwowzoru może okazać się nieco niestrawny. Wszystko to przekuło się na ogromną klapę, szczególnie finansową. Niestety okazało się, że film dokładnie przenoszący postacie i watki z komiksu, oraz skierowany do dorosłego widza nie jest dobrą inwestycją dla producentów, i przez kolejne lata większość produkcji celowała w nastoletniego widza, i unikała trudnych czy kontrowersyjnych tematów, tak by nie zniechęcić do siebie żadnej grupy widzów. Na podobny eksperyment, tym razem udany, trzeba było czekać aż do 2016 roku…

(2008) Punisher War Zone

Frank Miller w komiksowym światku znany jest jako twórca dzieł wręcz przełomowych, któremu jednak zdarzało się tez odwalić chałturę. Przygoda Miller z kinem i ekranizacjami jego własnych dzieł, czyli 300 i Sin City (o których to filmach nie zapomniałem, będzie o nich więcej w przyszłości), gdzie zresztą pełnił rolę współreżysera, tak mu najwidoczniej przypadła do gustu, że postanowił samodzielnie zasiąść na krześle reżysera. Na warsztat trafiła historia o komiksowym rodowodzie, ale nie z jego repertuaru,  a The Spirit słynnego Willa Eisnera. Niestety nie udało się, o ile wspomniane 300 i Sin City to filmy które jak najbardziej należy obejrzeć, to The Spirit jest już dziełem, można powiedzieć, męczącym, i dość ciężkostrawnym. I naprawdę, trudno wytrwać do końca seansu…

(2008) The Spirit

Gorący rok 2008 trwa! The Dark Knight, czyli druga część trylogii o Mrocznym Rycerzu w reżyserii Christophera Nolana, to widowisko o którym można wyrażać się w samych superlatywach. Genialny klimat, poważne podejście do tematu, perfekcyjna realizacja, i ta obsada! Heath Ledger jako Joker na ekranie jest wręcz niesamowity! Reszta aktorów zresztą także nie zawodzi: Christian Bale jako Batman, Aaron Eckhart jako Harvey Dent, Michael Caine jako Alfred, Gary Oldman jako Gordon, Morgan Freeman jako Lucius Fox oraz Maggie Gyllenhaal jako Rachel Dawes. Film obecnie dorobił się zasłużonego statusu kultowego i zdobył serca zarówno krytyków jak i widzów, którzy zresztą zagłosowali portfelami – The Dark Knight przyniósł producentom wręcz rekordowe zyski, przekraczając w Box Office kwotę miliarda dolarów!

(2008) The Dark Knight

Kolejne niezwykle ważne wydarzenie w superbohaterskim gatunku: oto filmem Iron Man oficjalnie startuje Marvel Cinematic Universe!

Mały przerywnik, czyli zwięzły akapit, wyjaśniający pokrótce, czym to Marvel Cinematic Universe jest: MCU określa się wszystkie produkty, głownie filmy i seriale, produkcji Marvel Studios, oparte oczywiście na wydarzeniach i wykorzystujące postacie znane z kart komiksów Marvela. Studio zostało utworzone w 2005 roku z początku we współpracy z Paramount Pictures w roli dystrybutora. Od początku założenia co do kręconych filmów były jasno sprecyzowane: wpierw miały powstać obrazy poświęcone różnym bohaterom, a następnie losy tych postaci miały zostać splecione we wspólnym filmie. I w tym tkwi ogromna siła i potencjał MCU: uniwersum jest spójne, poszczególne filmy, mimo że bez problemu bronią się jako autonomiczne dzieła, to jednocześnie wzajemnie się dopełniają i rozbudowują samo uniwersum. Od 2007 roku na czele Marvel Studios stoi Kevin Feige, który jednocześnie jest producentem wszystkich filmów MCU, i dba o spójność świata i wątki które się w nim pojawią, co patrząc na popularność poszczególnych filmów, wychodzi mu perfekcyjnie. Warto nadmienić, że start MCU był dość ryzykowny, na ekran mogły trafić tylko postacie, do których prawa filmowe dzierżył Marvel Studios, a niestety w tej grupie nie było tak popularnych herosów jak Spider-man czy X-meni. Sięgnięto więc po Avengers, i zgodnie z przyjętą z początku zasadą, wpierw zaprezentowano widzom filmy poświęcone poszczególnym postaciom, a punktem kumulacyjnym stał się wspólne widowisko z 2012, pod jakże oczywistym tytułem: Avengers. Lata 2008-2012 określane są fazą pierwszą w MCU, nazwaną także Avengers Assembled. Faza druga rozpoczęła się w 2013 roku filmem Iron Man 3, a zakończyła w 2015 Ant-Manem. Fazę trzecią rozpoczął Captain America: Civil War w 2016 roku. Aha, i nie ma się co czarować: filmy wchodzące w MCU, zresztą jak większość filmów Kina Super Przygody czy Kina Nowej Przygody, to ogromne widowiska nastawione głównie na zysk. Zysk w bardzo szeroko pojętym znaczeniu, czyli chodzi nie tylko o zyski z kin oraz z późniejszej dystrybucji filmów, ale też (a może i głównie!) ze sprzedaży licencji, a pod tym względem Superbohaterowie są bardzo wdzięcznym tematem i umożliwiają stworzenie wprost nieskończonej ilości produktów wykorzystujących ich wizerunek. Minusem takiego podejścia jest niestety pewna „poprawność polityczna”, którą znajdziemy na ekranie: filmy unikają ciężkich i niewygodnych tematów, by nie zrazić do siebie żadnej grupy społecznej, do tego skierowane są głownie do nastoletniego odbiorcy, stąd też ograniczenia co do języka czy przedstawienia przemocy. Ale za to otrzymujemy kwintesencję doskonałej rozrywki!

Iron-man rozpoczął tryumfalny pochód superbohaterów Marvela na wielkim ekranie, i zrobił to z prawdziwą klasą! Warto nadmienić, że przed premiera filmu postać Iron-mana była owszem, popularna, ale głównie wśród miłośników komiksów. Bezpośrednio niezainteresowani tematem zapewne znali takie postacie jak Spider-man czy Superman, jednak Iron-man był dla nich zupełną nowością. Po premierze filmu sytuacja znacznie się zmieniła, Iron-man już na stałe wszedł do kanonu największych superbohaterów. I najpopularniejszych. W rolę Iron-mana / Tonyego Starka wcielił się Robert Downey Jr., który wprost perfekcyjnie wywiązał się ze swojego zadania, i dziś trudno wyobrazić sobie kogoś innego w tej roli.

(2008) Iron Man

The Incredible Hulk z tego samego roku także wchodzi w ramy MCU, choć z powodu zawirowań z prawami autorskimi, stoi nieco na uboczu. Wpływ na to ma także fakt, że o ile Iron-man okazał się ogromnym hitem, to Hulk nie zyskał już takiej sławy, choć absolutnie nie może być mowy o złym filmie! Po prostu coś nie zagrało do końca, ale na seans jak najbardziej warto się skusić! Jak zazwyczaj bywa w wysokobudżetowych ekranizacjach komiksów, dopisała obsada: Edward Norton jako Bruce Banner, Liv Tyler jako Betty Ross, William Hurt jako Generał Ross czy Tim Roth.

(2008) The Incredible Hulk

Mały przerywnik, czyli „zwięzły akapit”, wyjaśniający pokrótce, zawirowania z prawami autorskimi. Wydawnictwo Marvel, przez lata istnienia, dorobiło się potężnej bazy charakterystycznych postaci, z których wiele wręcz skradła serca czytelników i stała się niezwykle popularna. Ale głównie wśród czytelników, jednak widząc potencjał, Marvel chętnie udzielał licencji na swoich bohaterów. W przypadku obrazów kinowych był to dość lukratywny interes, nie dość, że zapewniał wydawnictwu zastrzyk gotówki, to jeszcze dodatkowo popularyzował dane postacie, co napędzało sprzedaż komiksów, ale też zwiększało wartość samej marki. Oczywiście, o ile dany film się udał, a z tym jak dobrze wiemy, bywało różnie. Ale przynajmniej bohaterowie zaznaczali swoją obecność w innych mediach niż komiksy.  Wydawnictwo przeżywało lepsze i gorsze chwile, pod koniec lat 90. bliskie było nawet bankructwa, i wtedy właśnie m.in. sprzedaż praw autorskich pozwoliła Marvelowi przeczekać gorsze czasy. W końcu wydawnictwo wykupił Disney, powstało Marvel Studios, które rozpoczęło produkcję własnych filmów. Jednak nadal prawa do wielu postaci pozostają poza studiem, a z wieloma jest spore zamieszanie. Warto także od razu nadmienić, że sprzedaż praw do danych postaci wiąże się z dwoma bardzo ważnymi kwestiami. Pierwszą, są zazwyczaj wytyczne co do obecności danej marki na ekranie, czyli po prostu licencjobiorca zobligowany jest co określony czas wypuszczać nowy film. Jeżeli termin minie, a film nie powstanie, prawa wracają do licencjodawcy. Ofiarą tej praktyki jest choćby marka The Fantastic Four, w przypadku której w 1994 roku powstał film stworzony tylko po to, by studio nie straciło praw (więcej o FF w rozdziale Gotycki świat Batmana)! Drugą kwestią jest zakres do wycinka ogromnego uniwersum Marvela. Kupując prawa do danej postaci czy grupy, licencjobiorca nabywa także prawa do określonej grupy postaci, będących bezpośrednio powiązanych z danym bohaterem/bohaterami. Tak wiec licencjodawca nabywa prawa także do sporej gromady postaci zarówno pozytywnych (wchodzących w skład danej grupy/ będących przyjaciółmi czy też towarzyszami bohatera), ale też ogromnej bazy przeciwników. Zazwyczaj jest to powiązane na kartach jakiej serii komiksowej pierwszy raz pojawiła się dana postać/bohater/wróg, ale dokładne kwestie regulują umowy, a nieścisłości czy niejasności kończą się zazwyczaj batalią prawników… I nie ma się co dziwić, chodzi wszak o wielkie pieniądze.

Prawa do pojedynczych postaci. Prawa do postaci Blade‚a należały do New Line Cinema. Blade Trinity, mimo że nie był finansową porażką, to został zjechany przez krytykę, i w końcu w 2011 roku prawa powróciły do Marvela. Postacie Daredevila oraz Elektry należały do 20th Century Fox, co zaowocowało dwoma filmami, jednak Elektra z 2005 okazała się klapą. Studio więcej nie inwestowało w te postacie i w 2012 roku prawa wróciły do Marvela. Sony Pictures dzierżyło prawa do postaci Ghost Ridera i Luke’a Cage’a, Marvel odzyskał je w 2013 roku. Odzyskano także prawa do Punishera, które należały do Lions Gate. Trochę zamieszania jest z postacią Namora, ale według wielu informacji, prawa do tej postaci należą obecnie także do Marvela.

Prawa do Avengers. Obecnie prawa do postaci posiada Marvel Studios, postacie te zresztą są podwaliną MCU, jednak większość postaci powróciło pod skrzydła Marvela w 2005 i 2006 roku. Wcześniej prawa do Iron Mana należały do New Line Cinema, Thor do Sony PicturesBlack Widow do Lions Gate Entertainment, Black Panther do Columbia Pictures i Artisan Entertainment. W 2006 roku od Universal Pictures odzyskano prawa do Hulka, ale Universal Pictures zachował prawo do pierwszeństwa przy dystrybucji filmów z solowymi przygodami tej postaci, co najprawdopodobniej spowoduje, że Marvel nie będzie się kwapił do stworzenia w przyszłości takiego filmu. Zresztą The Incredible Hulk, mimo że wchodzi do MCU, to wyraźnie stoi jakby nieco z boku, także z powodu zmiany aktora odgrywającego główną rolę w pozostałych filmach.

Prawa do grupy X-men. Poważny zgryz dla Marvela. Prawa do tego uniwersum posiada 20th Century Fox i bacznie ich pilnuje oraz o nie dba. I nie ma się co dziwić, wszak prawa do X-men to automatycznie prawa do wszystkich mutantów którzy wchodzili w skład tej grupy, ale także takich grup jak X-Factor, X-Force czy New Mutants i inne. Do tego dochodzą postacie powiązane oraz szerokie spektrum wrogów – uniwersum mutantów jest wręcz ogromne, i 20th Century Fox łatwo go nie odda. I na taką sytuację widz w sumie nie powinien narzekać, to że Avengers nie spotkają się z X-men na wielkim ekranie nie przeszkadza w powstawaniu świetnych filmów poświęconych danym bohaterom. Może narzekać mogą miłośnicy komiksów, Marvel nie mając prawa do filmowych postaci wyraźnie mniej inwestuje w serie komiksowe z tego uniwersum, ale z drugiej strony, popularność filmów napędza rynek wydawniczy (to jest kwestia dyskusyjna, ale może na inną okazję). Przy okazji wychodzą różne zawirowania wokół np.: takich postaci jak Deadpool, który nie jest mutantem, ale prawa do niego należą do 20th Century Fox. Powiązane jest to z debiutem komiksowym Deadpoola, który odbył się  na łamach serii New Mutants, występował też jako członek X-Force, a jego zdolności regeneracyjne pochodzą od Wolverine‚a. Jeszcze większe zamieszanie nastąpiło przy okazji postaci Scarlet Witch i Quicksilvera, którzy to są mutantami, i co prawda debiutowali na lamach serii X-Men, ale przez lata w komiksowym światku funkcjonowali jako członkowie grupy Avengers. Po batalii prawników Marvel i 20th Century Fox doszli do porozumienia. Marvel może używać postaci, ale z zastrzeżeniem, że nigdzie nie wspomni, że są mutantami, natomiast 20th Century Fox nie może wspominać o ich przynależności do Avengers. Tak szczerze, nie mam pojęcia, po co takie ograniczenia, i tak naprawdę czy mają jakiekolwiek znaczenie dla zwykłego widza. Jako ciekawostka, w filmie Captain America: Civil War z 2016 roku pojawia się określenie mutant, ale w odniesieniu do innej postaci, można w sumie potraktować to jako delikatny przytyk Marvela w stosunku do Foxa. W świecie komiksowym „porozumienie” miało swoje reperkusje w postaci ogłoszenia, że Magneto, uważany dotychczas za ojca Scarlet Witch i Quicksilvera tak naprawdę nie jest z nimi spokrewniony! Zmiana ewidentnie wprowadzona na siłę, zresztą została mocno skrytykowana przez fanów, ale tak naprawdę, nie ma większego znaczenia dla miłośników czy to filmów, czy komiksów.

Prawa do grupy Fantastic Four. Należą także do 20th Century Fox, i o ile Fox dobrze radzi sobie z Mutantami, to pierwsza rodzina niestety nie doczekała się ekranizacji,  które podbiłyby publiczność, a wersja z 2015 roku była ogromną porażką zarówno finansową jak i artystyczną. Jednak zapewne 20th Century Fox nie będzie skore do stracenia praw, tym bardziej, że Fantastic Four to spora grupa postaci dodatkowych. Zresztą Marvel próbował dogadać się z Foxem co do postaci Galactusa, ale koniec końców nie udało się.

Prawa do postaci Spider-mana. Prawa do tej postaci należą do Sony Pictures Entertainment, co pociąga także posiadanie praw przez to studio do wręcz ogromnego świata najróżniejszych bohaterów, a przede wszystkim świetnie wykreowanych złoczyńców. Do tego marka Spider-man jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najpopularniejszych, co przenosi się na sprzedaż wszelkich produktów nią sygnowanych. W 2002 roku na ekranach pojawił się film Spider-Man, który spodobał się publice i zebrał bardzo dobre recenzje. Jeszcze lepiej było z kontynuacją z 2004 roku. Spider-Man 2 okazał się ogromnym hitem, a studio patrzyło z nadzieją w przyszłość. I coś nie zagrało przy części trzeciej, która mimo nie najgorszych wyników finansowych, została niezbyt dobrze przyjęta zarówno przez krytyków jak i widzów. Siła marki zastała nadszarpnięta, a Sony Pictures zdecydowało się na restart. Ten nastąpił w 2012 roku. The Amazing Spider-Man spodobał się, a Sony od razu rozpoczęło planowanie stworzenia całego uniwersum i pojawiły się zapowiedzi nie tylko kontynuacji, ale też osobnych filmów poświęconych złodziejce Black Cat, Symbiontom, czy grupie złoczyńców Sinister Six. The Amazing Spider-Man 2 z 2014 roku był niezłym filmem i nie wypadł źle w Box Office, ale Sony spodziewało się lepszych recenzji, a także wyników finansowych. Uniwersum Pająka zanim dobrze powstało zaczęło chwiać się w posadach. Sony dodatkowo borykało się z kłopotami finansowymi, stąd też inwestycja niemałych pieniędzy w kolejny film w przypadku niepowiedzenia mogłaby okazać się katastrofalna w skutkach dla studia. Stając przed widmem stracenia z czasem praw do postaci, stała się rzecz niezwykła. Doszło do porozumienia Sony Pictures z Marvel Studios. Było to na rękę obu podmiotom: Sony nie zostało zupełnie odsunięte od postaci, a Marvel zadba o obecność Pajączka na dużym ekranie, a przez to, zadba o jego odpowiednią popularność. I nie dla radochy fanów, a z czysto biznesowego punktu widzenia. Sony miało prawa do filmowych adaptacji Spider-mana, ale to Marvel cały czas dysponuje prawami do wykorzystania wizerunku postaci na wszelkich produktach skierowanych głównie do dzieci i młodzieży. A że marka ta jest niezwykle silna, mowa tu wręcz o ogromnych pieniądzach, tak wiec Marvelowi jest na rękę, by cały czas Spider-man był obecny w kinie, i by były to filmy dobre, gdyż to po prostu przekłada się na sprzedaż zabawek, figurek, piórników, plecaków, kolorowanek, zeszytów, długopisów i tysiąca innych produktów. Obecnie Spider-man dołączył do Marvel Cinematic Universe i pojawia się w filmach wchodzących w skład tego uniwersum produkowanych przez Marvel Studios, natomiast Sony będzie mogła wykorzystać postacie z MCU, a do tego przy ich realizacji „pomoże” szef MS Kevin Feige, który jak dobrze wiemy „czuje klimat i ma do filmów superbohaterskich bardzo dobrą rękę”.

Wróćmy do samych filmów:

X-Men The Last Stand nieco zawiódł oczekiwania, ale nie był filmem złym. X-Men Origins Wolverine z 2009 już bezsprzecznie zasługuje na to miano. Solowe przygody najpopularniejszego mutanta miały być finansowym i artystycznym pewniakiem, a wyszła wprost katastrofalna porażka, z wieloma tragicznymi scenami, idiotycznymi rozwiązaniami scenariuszowymi czy źle nakreślonymi postaciami! Film broni się paroma niezłymi scenami, w tym czołówką, która ukazuje udział naszych postaci w różnych wydarzeniach na przestrzeni lat. Bezsprzecznie te parę minut robi ogromne wrażenie! Początkowe sceny także jeszcze nie straszą, a pierwsze wystąpienie Wade Wilsona jest całkiem niezłe. Ale im dalej, tym gorzej, a ostatnie sceny postawiają wręcz niesmak, począwszy od „magicznej” kuli, walki na kominie z Deadpoolem, czy sztucznej twarzy Profesora. Obejrzeć można, bo jako „akcyjniak” się sprawdza, ale miłośnicy komiksów mają na co narzekać. Ważna informacja, w rolę Wade Wilsona – Deadpoola wcielił się Ryan Reynolds który w przyszłości powróci do tej roli, na szczęście w o wiele lepszym wydaniu.

(2009) X-Men Origins Wolverine

c.d.n

Wcześniejsze części:
Początek: 1940 – 1966
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
Gotycki świat Batmana: 1989 – 1998
Nadchodzą mutanci!: 2000 – 2007

Read Full Post »