Kino Super Przygody
czyli Superbohaterowie na ekranie
Superman ratuje świat: 1975 – 1988
To będzie ciekawa, acz ciężka przeprawa. I idealne zobrazowanie tezy, że „klimat trzeba czuć”. A twórcy z Fabryki Snów niestety nader często miewali z tym problemy. I jak zobaczycie na kolejnych przykładach, przez lata nie mieli zielonego pojęcia, jak przenieść komiksowe historie na szklany ekran. Na szczęście zdarzały się także chlubne wyjątki.
Wróćmy więc do XX wieku, a dokładnie do 1975 roku. I na sam początek prawdziwe kuriozum. It’s a Bird…It’s a Plane…It’s Superman czyli telewizyjna adaptacja musicalu, który już w 1966 roku miał swoją premierę na Broadwayu! Film podobno jednak nie zachował specyficznego, rozśpiewanego, klimatu…
Wybaczcie, że teraz nieco zaburzę chronologię, ale właśnie dochodzimy do paru cykli, które najlepiej będzie przedstawić za jednym zamachem.
Spider-mana zapewne doskonale znacie, ale czy wiedzieliście, że już w 1977 powstał pełnometrażowy film z tym superbohaterem? Zatytułowany zresztą po prostu Spider-Man. Film wkrótce doczekał się dwóch kontynuacji: Spider-man Strikes Back z 1978 roku i Spider-Man The Dragon’s Challenge z 1979. Wszystkie trzy filmy stanowiły jedną serię i były bezpośrednio powiązane z 13 odcinkowym serialem emitowanym w latach 1978-1979. Dzisiaj to dzieło jest dość ciężkostrawne i zupełnie nie zachwyca, sięgnąć po nie powinni tylko najwięksi miłośnicy człowieka pająka.
Podobnie sprawa wygląda z innym bohaterem ze stajni Marvela. Zielonoskóry Hulk otrzymał na własność cały serial, składający się w sumie z aż 82 odcinków, emitowanych w latach 1978-1982! Rok wcześniej wyemitowano dwa pełnometrażowe piloty: Hulk Pilot Movie i Death in the Family (znany także jako The Return of the Incredible Hulk). W 1978 na ekranach pojawił się trzeci pełnometrażowy film, spełniający rolę pilota drugiego sezonu: The Incredible Hulk Married, znany także pod tytułem The Bride of the Incredible Hulk.
Co prawda serial zakończył się w 1982 roku, ale Hulk nie zniknął z ekranów, i powstały kolejne pełnometrażowe filmy, będące bezpośrednią kontynuacją wcześniejszych wydarzeń. Warto się nimi zainteresować z powodu gościnnych występów innych charakterystycznych postaci z uniwersum Marvela. W filmie z 1988 roku The Incredible Hulk Returns pojawił się sam Thor, natomiast w obrazie z 1989 roku pod tytułem The Trial of the Incredible Hulk mogliśmy spotkać Matta Murdocka czyli Daredevila! Trzeci i ostatni film z serii, Death of the Incredible Hulk z 1990 roku, już tak prominentnych gości niestety nie miał. Całość tylko dla zatwardziałych fanów, i jak już, to najlepiej sięgnąć po filmy i ewentualnie parę wybranych odcinków. Większa dawka Hulka z tamtego okresu może być ciężkostrawna…
Do Hulka i Człowieka Pająka dołączył jeszcze trzeci bohater ze stajni Marvela, i to nie byle jaki, gdyż był to sam Kapitan Ameryka! Bez serialu, tylko w dwóch filmach telewizyjnych, oba zresztą premierę miały w 1979 roku: Captain America i Captain America II: Death too Soon. I całe szczęście, że było tego tylko tyle, gdyż Kapitan Ameryka w tym wydaniu jest tragedią wprost straszliwą, i nawet wielcy miłośnicy jego przygód od tych perełek powinni trzymać się z daleka.
W 2016 roku na ekranach kin pojawi się Dr Strange, a wiedzieliście, że postać ta zadebiutowała na szklanym ekranie już wiele, wiele lat wcześniej? Dokładnie w 1978 roku, film nazywał się po prostu Dr Strange i miał pełnić rolę pilota w końcu niezrealizowanego serialu. Niestety, gdyż o dziwo film nie wyszedł aż tak źle, o ile przecierpimy charakterystyczny „styl” obrazów z tamtych lat. Zresztą podobno sam Stan Lee stwierdził, że Dr Strange to najlepszy film oparty na jego twórczości, ze wszystkich, które wtedy kręcono. Tak szczerze, patrząc na dzieła pokroju Pająka, Hulka czy Kapitana, to wcale nie była to wielka sztuka…
Nie da się ukryć, że w latach 70. XX wieku filmy na podstawie przygód bohaterów z uniwersum Marvela dawały po prostu ciała. O dziwo, uniwersum DC i ich sztandarowa postać doczekała się dzieła, które dzisiaj uważa się za kultowe i i wciąż jest warte obejrzenia. Superman z 1978 po prostu zachwycał. Ba! On nawet dzisiaj zachwyca, oczywiście pod warunkiem, że podczas sensu delikatnie przymrużymy oko. Christopher Reeve w tytułowej roli sprawdził się wprost idealnie, przyjęło się nawet mówić, że aktor ten nie grał Supermana, on BYŁ Supermanem! Przy tym filmie można określić maksymę, która sprawdza się do dnia dzisiejszego: by powstało coś warte obejrzenia, za film koniecznie musi zabrać si twórca, który ewidentnie „czuje klimat”. I takim twórcą bez wątpienia był reżyser Richard Donner.
Po kasowym i artystycznym sukcesie Supermana Donner otrzymał od studia wolną rękę i zabrał się za kontynuację. Niestety, jego działania nie do końca podobały się producentom i gdy film był już prawie gotowy, Richard Donner został odsunięty ze stołka reżysera, a jego miejsce zajął Richard Lester. Który wprowadził zmiany pod dyktando producentów i przemontował oraz nakręcił od początku wiele scen, a także dołożył całkowicie nowe. W 1980 roku na ekranach kin debiutował Superman II, mimo perturbacji podczas produkcji, film okazał się ogromnym hitem! Lester, podobnie jak Donner, „czuł klimat”.
Przeskoczmy na chwilę do 2006 roku. Na rynku wideo pojawia się film o jakże wymownym tytule Superman II The Richard Donner Cut. Wreszcie po latach widzowie mogli na własne oczy się przekonać, jak Superman II miał pierwotnie wyglądać! I każdy może sam ocenić, która wersja, Donnera czy Lestera, jest lepsza. Podpowiem: obie warto obejrzeć!
Richard Lester ponownie zasiadł na stołku reżysera, a Christopher Reeve ponownie wcielił się w tytułową rolę. Jednak Superman 3 z 1983 już nie wzbudził takich zachwytów, i ogólnie, uważany jest za film o wiele słabszy niż wcześniejsze części, acz nadal warto go obejrzeć.
Natomiast Superman IV The Quest for Peace z 1987 roku jest już filmem po prostu słabym, raczej tylko dla wielkich miłośników postaci, i to takich, którzy potrafią wiele wybaczyć… Jako ciekawostka, reżyserię filmu producenci proponowali zarówno Donnerowi jak i Lesterowi. Żaden się nie zgodził.
Na fali popularności filmów z Supermanem, studio połakomiło się na łatwy zysk. Postanowiono więc doić markę ile się da. Jednak obraz Supergirl z 1984 roku okazał się klapą, i dojenie marki wkrótce się zakończyło.
Oprócz tak znamienitych Superbohaterów, na ekran starano się przenieś się także przygody mniej znanych postaci. W 1982 premierę miał Swamp Thing w reżyserii samego Wesa Cravena, i niestety jest to raczej słabszy film w dorobku tego reżysera.
Podobnie kontynuacja, reżyserowana już przez kogoś innego The Return of Swamp Thing z 1989 roku. Oba filmy tylko dla fanów niskobudżetowych horrorów.
Howard the Duck roku to obraz specyficzny. Mimo że Kaczor, a raczej kosmita, nie nosi trykotu, to jednak jest silnie powiązany z uniwersum Marvela. Już w chwili premiery, w 1986 roku film został uznany za obraz po prostu zły. Jednak dziś warto go obejrzeć, choć należy nastawić się na kicz, dziwactwa i bezsensy, ale też i parę lepszych momentów. No i Lea Thompson wygląda doprawdy uroczo. Dla ludzi o mocnych nerwach!
W następnym odcinku: Gotycki świat Batmana
PS. Nie zapomniałem o takich tytułach jak Flash Gordon, Hero At Large, The Return Of Captain Invincible czy Conan, ale obecnie chcę skupić się na najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych postaciach. Na różne inne cuda przyjdzie jeszcze czas.
Wcześniejsze części:
– początek: 1940 – 1966
Kaczora Howarda oglądałem w latach 80-tych w kinie razem z mamą. Wtedy podobał mi się obłędnie. Ciekawe jak by to teraz było?…
Howard mało komu się raczej podobał. Dziś nie oglądaj. Lepsze miłe wspomnienie niż rozczarowanie.
Superman IV i Supergirl mają najfajniejsze plakaty. Szkoda że wprost proporcjonalnie do jakości samych filmów…
Panie! Czapki z głów! Przemegafantastyczny artykuł! Już wiem co znaleźć w necie do oglądania 🙂
Kaczor Howard w tamtych czasach mnie się bardzo podobał. Byliśmy w kinie na nim 3 razy.
Czasem warto wrócić do starszych filmów (ogólnie), wiele z nich niestety potrafi mocno rozczarować, ale naprawdę sporo spokojnie się broni, nawet z perspektywy obecnych realiów. Kino Superbohaterskie miało tego pecha, że jednak w jego ramach powstało wiele złych filmów (albo chociaż mocno przeciętnych), które nie zachwycały już podczas premiery, i nic nie zyskały z upływem czasu. Z tego zestawienia nie ruszałbym Kapitana, Hulka czy Pajączka, no chyba, że z ciekawości, ale resztę da się obejrzeć, w tym Doktora, horrory, czy Kaczora. A Supermeny nadal stanowią całkiem niezłą rozrywkę.
Wow, wow, wow! Szacuneczek za serię tych wpisów filmowych. Przełom XX i XXI wieku pewnie o wielkich klapach, a wpis o aktualnych czasach będzie o superbohaterskich blockbusterach?
Zapraszam na mojego geekowskiego bloga – geek-nerd-news.blogspot.com
Tych wielkich klap na szczęście tak wiele nie było, choć jak już się pojawiały, to w spektakularny sposób. O Batmanach, Fantastycznej Czwórce, Cieniu, Fantomie oraz Nicku Fury i Żółwiach, już dzisiaj wieczorem. 😉
Kaczor Howard to jak najbardziej postać z uniwersum Marvela, ostatnio (chyba przed Secret Wars) miał ponownie swoją serię.
To były dziwne czasy, Stan Lee siedział sobie w LA i próbował przerobić wszystkich swoich bohaterów na filmowe ikony.
Podobno raz został zapytany przez dziennikarza o Howarda właśnie i nie miał pojęcia, że jego wydawnictwo ma taką postać.
Ja bym się tych staroci nie tykał.
Widziałem fragment Batman zbawia świat, zasnęło mi się w czasie seansu. Oglądane tu i ówdzie urywki Spider-Manów i Kapitanów Ameryk nie napawają optymizmem do tego stopnie, że nawet nie mam zamiaru tego nigdzie szukać.
Btw, podobno animacja o Supermanie Fleishera z 1941 roku jest godna uwagi. Wiem, że artykuł dotyczy filmów, no ale skoro już poruszamy się w obrębie takich klimatów. 😉
W samym tekście mi nieco brakuje więcej od Ciebie. Takie odbieram wrażenie, że jest więcej plakatów niż tekstu.
Ja lubię czasem sięgnąć po takie starocie, choć fakt, są momentami ciężkostrawne, ale tak z ciekawości, zobaczyć można. O Animacjach już trochę pisałem, w tym także o Max Fleischer’s Superman
https://8studs.wordpress.com/2015/08/14/superbohaterskie-animowane-imperium-superman/
i owszem, warto go obejrzeć! Zresztą animowany Superman miał szczęście do dobrych adaptacji, Ruby-Spears i Animated Series takze są jak najbardziej warte obejrzenia, a i The Adventures of mają lepsze monety.
To jest „przegląd”, takie usystematyzowanie tematu, także dla mnie. nie wszystkie filmy w tym zestawieniu widziałem, dopiero nadrabiam zaległości, i taki spis mi się przydaje, a być może komuś także podpowie, po co warto sięgnąć.